Mam problem z moja klaczą.Do tej pory klacz atakowała mnie gryzła i stawała dęby teraz już tego nierobi bo zaczełam prace metodami pnh ale gdy jestem sama.Kiedy ktoś mnie odwiedza np. koleżanka lub kuzynka i są w pobliżu klaczy ona staje dęby i wariuje to jest dla niej bardzo niebezpieczne a w dodatku klacz atakuje mnie jeśli jestem wewnątrz np.pastwiska a te obce osoby są na zewnątrz Dlaczego tak sie dzieje i jka można temu zapobiec?
Tak tak, typowe. Konik nie rozumie Cię, a ty nie rozumiesz go. Nie ma poczucia bezpieczeństwa. Miałam ten sam problem, a teraz mogę wejść na moją klacz bez ogłowia. Koń traktuje Cię jak intruza i mogę się założyć, że kiedy Cię atakuje- ty uciekasz. Pokaż, że się nie boisz. Ona w ostatnim momencie skręci i fiknie co najwyżej. Kiedy ona chce Ci udowodnić, że jesteście wrogami, ty pokaż, że jesteście przyjaciółkami. Zamiast krzyczeć na nią za głupie i niebezpieczne zachowanie, uspokajaj ją i mów do niej spokojnym tonem. Zrób przerwę od jazy na jakiś miesiąc i poświęć ten czas zaprzyjaźnianiu się. Wyprowadź ją na spacer z ziemi, a właściwie wyprowadzaj regularnie. Zobacz co lubi robić najchętniej- zapewnij jej wolność. A kiedy nie ma towarzystwa, to wystarczy koza, krowa lub mały kucyk, cokolwiek. Użytkownik o loginie Oczy Nocy, nie miał racji. Klaczka ma do Ciebie szacunek, a ty nie pokazuj jej, że ktokolwiek tu rządzi, niech myśli o przyjaźnij, a nie o jakimś służeniu, bo ona ma instynkt przywódczyni i nie zmieniaj jej na siłę, pomyśl z innej strony- to wspaniałe. Daj jej do zrozumienia kilka spraw, mimo to nie przesadzaj. Daj jej pole do popisu i nie używaj pomocy sztucznych, tylko naturalnych. Nie kieruj się przemocą, daj jej fikać i stawać dęba, to ona da Ci się podejść na pastwisku. pozdrawiam, w razie jakiś pytań pisz na e- mile DanaFiona@wp.pl, służę pomocą.Maarynia
Użytkownik Jestemzlasu nie wie co to miłość do zwierzęcia, nie wierzy w siłę treningów, jest totalnym gburem- jak można sprzedać swoją klacz? Traktuje chyba zwierzę jak przedmiot, powinien nad sobą pracować, bo to jest nieludzkie, to nie wina klaczki.
Sprzedawanie koni jest nieludzkie? Trening konia jest coś warty tylko wtedy jeśli osoba zajmująca się nim jest faktycznie kompetentna. Kochanie konika tu nie wystarczy.
Fajna miłość do zwierzęcia, przez którą można skończyć w szpitalu. Jesli użytkowniczka pyta się na takim forum co ma robić, to szczerze wątpię że jest doświadczona. A od czego jest instruktor? Jeśli ty masz wylądować w szpitalu, to lepiej ją sprzedać, lub oddać w trening. A badałaś ją? Z niebezpiecznym koniem jak z psem- uśpić, albo sprzedać doświadczonej osobie. To nie jest chomik że pogłaszczesz, nakarmisz i będzie dobrze. Rozumiem że to twój koń i pewnie jestes przywiązana, ale tak sprawy wyglądają, niebezpieczne zwierzęta się usypia, lub oddaje do specjalistów. Nie należy bawić sie w loffciającą konisia koniareczkę, nieludzkie jest trzymanie zwierzęcia z którym sobie nie radzimy. Niech ją zbada weterynarz zanim to się źle skończy. Z resztą mam pytanie..Po co kupowalaś tak zachowującego sie konia wiedząc ze nie dasz rady?
Niedoświadczonymi jeźdźcami jesteście raczej wy, bo nie macie odwagi stawić czoło wyzwaniom. Klacz nie ma poczucia bezpieczeństwa, albo towarzystwa. A pytanie na portalu to nic złego, bo są tu ludzie znający się na rzeczy. Nie macie pojęcia co to znaczy miłość do konia, skoro chcecie ją uśpić, może od razu wyślecie ją na rzeź? Chyba nie dowiecie się jak nie spróbujecie? Smutno mi, że są ludzie, którzy "kochają konie", ale jak się pojawiają problemy to śmierć jest dla nich najlepszym rozwiązaniem. Mam nadzieję, że nigdy nie osiągniecie nic z końmi, bo podstawą jeździectwa i hodowli jest miłość, a nie sztywne komendy wydawane palcatem i suche, pojedyncze słowa, a jak już koń coś zrobi to na wyrocznię śmierci. Przecież to były dzikie stworzenia i na siłę ich nie zmieniajmy, bo wtedy to nie będą grzeczne konie tylko zniewolone konie!
Wybacz ale: jestem zaowdnikiem, mam osiagnięcia i wiedze. Nie mamy odwagi stawić czoła? Raczej zdajemy sobie sprawę z tego że są rzeczy niemożliwe, a jeśli koń jest chory i ma to podłoże psychiczne? Są choroby których się wyleczyć nie da, wiec mówie konia musi ktoś zbadać. Kto Ci powiedział że chce żeby ją wysłała na rzeź? w którym miejscu tak napisałam? Coś się komuś przez nią stanie to już nie będzie tak kolorowo i miłość jej nie uratuje. Widac że jesteś dziewczynką kochającą konisie, nie myślisz trzeźwo, lepiej się obudź ze swojego kolorowego świata gdzie miłość wszystko leczy i wystarczy zrobić "naturala" żeby konik się uspokoił.Doświadczone osoby? Zlicze je na palcach jednej ręki, bo chyba nie mówisz o tych jeżdżących w rekreacji 12-14 latkach, które wypisują tutaj takie głupoty że żal dupe ściska?
Widzisz, w moim kolorowym świecie, wiem, iż konie są zwierzętami, które potrzebują dobrej ręki, ludzie! o co Wam chodzi, chcecie zabić klacz, bo co? bo się źle zachowuje? Może warto w końcu spróbować, a nie iść na łatwiznę usypiając? Bo twoje opinie opierają się na dumaniu, a nie rzeczywistości?
Ona w ostatnim momencie skręci i fiknie co najwyżej.Ciekawa jestem skąd ta pewność, że klacz skręci? ona ma instynkt przywódczyni i nie zmieniaj jej na siłęSkoro koń ma pozostać przywódcą, to pora zacząć się uczyć odpowiednio szybko uciekać, żeby nie zarobić kopa.Daj jej pole do popisu i nie używaj pomocy sztucznych, tylko naturalnych.Co to są pomoce sztuczne????
Użytkownik jestemzlasu najwyraźniej wierzy w siłę treningów, skoro jako jedną z odpowiedzi podaje: "oddać w trening komuś doświadczonemu".Niedoświadczonymi jeźdźcami jesteście raczej wy, bo nie macie odwagi stawić czoło wyzwaniom.Niechęć do ryzykowania życia niekoniecznie wiąże się z brakiem doświadczenia. Raczej wręcz odwrotnie.
Nie macie pojęcia co to znaczy miłość do konia, skoro chcecie ją uśpić, może od razu wyślecie ją na rzeź?Miłość znaczy odpowiedzialność. Za konia. Za swoje życie i zdrowie.
Smutno mi, że są ludzie, którzy "kochają konie", ale jak się pojawiają problemy to śmierć jest dla nich najlepszym rozwiązaniem.No, nie, aż tak źle nie jest, żadne z nas nie idzie się wieszać, topić ani nie rzuca się pod pociąg...
Mam nadzieję, że nigdy nie osiągniecie nic z końmi, bo podstawą jeździectwa i hodowli jest miłość Masz nadzieję, z zemsty, za to, że ktoś myśli inaczej? Wg mnie podstawą jeździectwa i hodowli są wiedza, myślenie i trening. A miłość... który z hodowców zatrzymuje wszystkie wyhodowane przez siebie konie?Przecież to były dzikie stworzenia Na szczęście są już udomowione.
Może i fakt, czasem trzeba oddać konia doświadczonemu specialiście, ale co do sprzedawania... O rzeźni nikt nie pisał, ale gdzie można sprzedać problematycznego konia? Przecież konie zdrowe i przyjazne mają problemy ze znalezieniem domu. Oddać takiego konia gdzie indziej niż na rzeź to naprawdę niełatwo.
To po co ludzie zaźrebiają klacze, rodzi się tyle koni, a potem wysyłają je na mięso?Dobra, ja wyłączam się z dyskusji, bo kłótnia do niczego nie prowadzi, tylko pogorszy sprawę, a tak poza tym to wcale nie rozmawiamy na temat wątku!
To nie kłótnia tylko wymiana swoich poglądów."To po co ludzie zaźrebiają klacze, rodzi się tyle koni, a potem wysyłają je na mięso?"Tu się może nawet z tobą zgodzę. Również nie popieram nagminnego krycia klaczy w pseudo hodowlach, w dodatku byle czym. Potem wychodzi tyle "krzywych" koni, o od początku trudnych charakterach, na które nie ma miejsca ani w sporcie, ani w rekreacji, ani w hodowli.Nie sądzę żeby ktoś tutaj był za zabiciem zdrowego konia, którego przy odpowiedniej pracy zapewne da się ułożyć, ale czasem wcale niegłupim rozwiązaniem jest sprzedaż konia, jeśli właściciel sobie z nim nie radzi i nie ma możliwości powierzyć go opiekę komuś bardziej doświadczonemu i kompetentnemu. Wyjdzie to na zdrowie obojgu. Nie jest to żaden wstyd, lenistwo, ani brak wiary we własny możliwości, a zdrowy rozsądek, prawdziwa odpowiedzialność oraz miłość nieegoistyczna. Mam nadzieję Maryniu, że kiedyś to zrozumiesz.
Ja właśnie mam 14 lat i jestem dziewczynką kochającą koniki - i co w tym złego?Mam dosyć duże doświadczenie i miałam 3 lata temu konia ale umarł ze starości w wieku 22 lat.Postanowiłam że kupimy z bratem młodego konia i kupiliśmy źrebaka ponieważ brat ma dużo większe doświadczenie i zajeżdżał niejednego konia. Klacz ma teraz 3 lata i wsiadałam na nią 3 razy, nie było żadnych problemów i kontynuuje zajeżdżanie . Tak samo teraz nie mam z nią prawie żadnych problemów poza tym że atakuje kiedy widzi OBCYCH a nie mnie. Mnie i członkom mojej rodziny na ogół nic złego nie robi. Myślałam nad sprzedażą ale się opamiętałam i zrozumiałam że to nie jest rozwiązanie problemu. A chyba każdy koniarz wie że nawet z najspokojniejszym koniem zawsze jest jakieś ryzyko utraty zdrowia lub nawet smierci jednego lub drugiego. Moje pytanie brzmiało dlaczego ona się tak zachowuje w stosunku do obcych... myśle że może dlatego że się ich poprostu boi i chce się bronić??? Zachecam do dalszej rozmowy osoby które kochają konie i wiedzą że to nie wystarczy ale nie chcą ich odrazu sprzedawać jak coś nieidze po naszej mysli.P.S. Koń jest w 100% zdrowy.
Jeśli klacz ma 3 lata nie widzę absolutnie nic dziwnego w jej niespokojnym i agresywnym zachowaniu w stosunku do obcych. Zwyczajnie jest nieobyta z ludźmi, nie nauczona pewnych reakcji i szacunku do nich. Na prawdę normalne jest, że tak młody koń, który najwyraźniej nie był wcześniej odpowiednio szkolony, tak się zachowuje.Ja jak najbardziej rozumiem, że nie chcesz sprzedawać swojego konia, ale jeszcze raz powtórzę, że odpowiedzialność polega właśnie na umiejętności obiektywnej oceny własnych umiejętności oraz myśleniu przede wszystkim o dobru konia. W wieku lat 14, nawet przy "dość dużym" doświadczeniu samodzielne zajeżdżanie konia nie jest dobrym pomysłem, dlatego polecam współpracę z osobą która zajmuje się końmi profesjonalnie, żeby mogła przynajmniej od czasu do czasu was skontrolować.Też miałam kiedyś naście lat i marzyłam o zajeżdżaniu rączych rumaków. Dzisiaj, mimo dużo większego doświadczenia nie podjęłabym się pracy z trudnym, agresywnym i znarowionym koniem, całkiem sama i nie chodzi tu o strach, czy brak wiary we własne możliwości, ale właśnie o odpowiedzialność i dojrzałość świadomości.
Moim zdaniem :Boks , pastwisko - to jedno z "OSOBISTYCH" miejsc konia gdzie może pobyć sam.. więc strzeze swoich miejsc.. i być moze nie jest przyzwyczajona do ludzi ;)
mybay - koń może chcieć pobyć sam, ale nie ma prawa atakować człowieka. Może pokazać, że coś mu się nie podoba i tyle. Rzucanie się na człowieka, bo wszedł na pastwisko, jest niedopuszczalne.deHerblay - piękna analiza, mi się nie chciało.Maaryniu - odróżniaj kłótnię od dyskusji. Tu nie chodzi o to, że my nie mamy odwagi "stawiać czoła wyzwaniom". To nie mój koń, tylko autorki wątku. I rady były dla niej. Jeśli ja miałabym problem z koniem, to ostatnią rzeczą, jaką bym zrobiła, byłoby proszenie o radę na tym forum. Pomijam twoje osobiste wycieczki w moją stronę, kompletnie mnie nie obchodzi co o mnie sądzisz. I powtórzę jeszcze raz: jeśli ktoś nie radzi sobie z koniem, który zachowuje się niebezpiecznie dla otoczenia, to konia należy sprzedać lub oddać w trening osobie, która sobie poradzi.
Użytkownik Jestemzlasu nie wie co to miłość do zwierzęcia, nie wierzy w siłę treningów, jest totalnym gburem- jak można sprzedać swoją klacz? Traktuje chyba zwierzę jak przedmiot, powinien nad sobą pracować, bo to jest nieludzkie, to nie wina klaczki.
Co złego jest w sprzedawaniu koni? Nie rozumiem Cię.
"Traktuje zwierzę jak przedmiot" tylko dlatego, że radzi sprzedać klacz?
Nie pomyślałaś też, że to dla dobra tej klaczy? Gdyby autorka wątku sprzedała klacz komuś doświadczonemu, który wie jak pracować z młodymi końmi, koń byłby na pewno szczęśliwszy.
Znalazła się "obrończyni praw zwierząt"...
Ale autorka wątku napisała, że klacz układa z bratem, który nie jednego konia już zajeżdżał. Więc weźcie to pod uwagę, ona nie jest z tym koniem sama, ma wsparcie osoby doświadczonej. A co do zachowania klaczy - może w przeszłości miała złe doświadczenia z człowiekiem? Moim zdaniem ona się boi więc atakuje, chce przestraszyć "Wroga", żeby przypadkiem nie chciał do niej podchodzić. Tutaj praca, praca i tylko praca no i czas mogą pomóc. Mam pewien pomysł co do niej. Powinien się sprawdzić, zazwyczaj się sprawdza z takimi końmi. Napiszę ci na priv. :)Pozdrawiam :)
Przecież kupili ją jako źrebaka. I razem z "doświadczoną osobą" nie potrafili wychować tego źrebaka tak, żeby miał szacunek do człowieka i nie był agresywny.
No właśnie, tyle że "źrebak" to dla każdego coś innego. Dla niektórych źrebak to 6 miesięczny konik, dla innych 2 latek to dalej źrebak. Więc to pojęcie względne :p
Dla mnie źrebak dość daleko od dwulatka stoi, ale niech będzie - autorka mogłaby uściślić jak długo ma konia i kiedy pojawiły się problemy.Koń jest w 100% zdrowy - a weterynarza i kowala nie atakuje?
a weterynarza i kowala nie atakuje?Brawo! Wreszcie ktoś zauważył, że weterynarz to jednak obca (dla konia) osoba. I można sobie problemów narobić jak się ma konia, który "tylko obcych" atakuje...
A ja opowiem pewną historię z życia wziętą. Jest pewna osoba, jeździ z 10-11 lat, zajeżdża konie... jest " doświadczona", ale w zdobywaniu doświadczenia nie pomagał nikt na prawdę znający się na tym. Znam jednego konia przez nią zajeżdżonego, pracuje nad nim już ze 2 lata... ostatnio widziałam je z pół roku temu. Koń potrafił przy sprowadzaniu innego konia z padoku podbiec i "staranować człowieka", nie raz nie spodziewając się takiego zachowania szłam spokojnie będąc pewna że mnie ominie, ale nie ona wlatywała prosto we mnie, pomijając fakt że gryzła i kopała. Właścicielka zajeździła ją tak że koń robi co chce, skręca gdzie chce, jest uwieszony na wędzidle, choć fakt przy tym ma głowę pionowo ustawioną ( o zadzie nie będę mówić... ale podstawiony to on nie jest) a "trenerka" jest zadowolona że konik się zbiera... miałam też przez chwile do czynienia z innym koniem nad którym pracowała też młodziutki, chyba 2 lata miał na początku bardzo sympatyczny miły... po jakimś czasie zaczął gryźć, bać się wszystkiego, a wejście na halę zajmowało pół godz. bo się bał. Nie sugeruję niczego, ale po takich przygodach mam dystans do ludzi którzy " nie jednego konia ujeździli", nie znam Twojego brata, nie wiem jakie ma umiejętności i nie mam prawa go oceniać, nie odbierz tego jako atak, ale myślę że może warto skonsultować to na żywo z jakimś dobrym i cenionym trenerem. wiem że taka osoba bardzo pomaga. Jak jeszcze możesz do niego zadzwonić i spytać o radę to jest na prawdę wspaniałe. Ja sama jestem teraz na " gorącej linii" ( xd) z trenerem, jak mam najmniejszą wątpliwość to dzwonie i wiele mi to daje. Gdybym nie spytała, mogłabym popełnić wiele głupich błędów. Przydaje się osoba do, której możesz zadzwonić, spytać i być pewna że powie Ci dobrze ( najlepiej jeśli jej wiedza jest potwierdzona opinią, wyszkolonymi przez nią końmi czy certyfikatami). Nie jesteśmy w stanie Ci powiedzieć o się tak na prawdę dzieje na podstawie kilku zdań, to trzeba zobaczyć, poznać dokładną historię i wyciągnąć z tego jakieś wnioski. A do tego większość z forumowiczów nie ma tyle doświadczenia żeby móc Ci dobrze doradzić. Pozdrawiam i mam nadzieję że uda Ci się ją takiego zachowania oduczyć. ;)
Adukson - masz racje i cenie sobie twoją uwage a mój brat nie zajeżdża koni zawodowo, niejest jakimś znanym trenerem ale 3 konie które on sam zajeżdżał teraz zdobywają nagrody w konkursach ujeżdżania iw skokach przez przeszkody 2 inne pomagaja dziecią w hipoterapi wię on jednak wie co robi z koniem. Do reszty:Kiedy jest u nas weterynarz do jest też mój brat a klacz przy bracie jest spokojna więc niema problemów a mój brat ponadto robi za kowala więc jest spoko i niema żadnych poważnych prolemów. A z konikiem się już sytuacja bardzo poprawiła bez zastosowania żadnych w waszych rad, oczywiście korzystałam z pomysłów niektórych osób ale nie pomagały. Sama wymyśliłam jakąś kombinacje 7 gier, samodzielnego karmienia i ustanowienia hierarchii. Dziękuje wszystkim za odpowiedzi ale prosze piszcie dalej bo może komuś innemu się przyda nasza dyskusja :D
Zgadzam się z Maarynia :)W ogóle byliście kiedyś w takiej sytuacji? Bo piszecie jak byście to przeżyli i nie mieli o tym zielonego pojęcia. I dla was najlepszym rozwiązaniem jest pozbyć się problemu? Niż dojść do porozumienia z koniem samemu i mieć doświadczenie na przyszłość. A gdyby ktoś z was w przyszlości pracował u jakiegoś hodowcy który by wam dał do pracy bardzo dobrego konia z takim charakterem to też byście kazali mu go sprzedać bo nie umiecie się z nim obejść? Czasami zdarzają się konie które są bardzo nieufne i ufają tylko jednej osobie, tylko trzeba takiego konia przekonać do siebie i naprawde można wiele zdziałać.. Wy chyba jeszcze nie macie doświadczenia w sprawach z młodymi lub trudnymi końmi.. I nie piszcie że nieufność to choroba bo to jest śmieszne.. I że nie da się z tego "wyleczyć" bo to nie jest choroba tylko koń ma taki charakter po prostu nie lubi obcych dopóki się do nich nie przyzwyczai.. Po za tym koń w takiej sytuacji musi czuć że się go nie boisz.
Użytkownik Jestemzlasu nie wie co to miłość do zwierzęcia, nie wierzy w siłę treningów, jest totalnym gburem- jak można sprzedać swoją klacz? Traktuje chyba zwierzę jak przedmiot, powinien nad sobą pracować, bo to jest nieludzkie, to nie wina klaczki.
może jest profesjonalnym hodowcą?
Mam problem z moja klaczą.Do tej pory klacz atakowała mnie gryzła i stawała dęby teraz już tego nierobi bo zaczełam prace metodami pnh ale gdy jestem sama.Kiedy ktoś mnie odwiedza np. koleżanka lub kuzynka i są w pobliżu klaczy ona staje dęby i wariuje to jest dla niej bardzo niebezpieczne a w dodatku klacz atakuje mnie jeśli jestem wewnątrz np.pastwiska a te obce osoby są na zewnątrz Dlaczego tak sie dzieje i jka można temu zapobiec?
Klacz nie ma szacunku wobec innych ludzi i próbuje nad nimi panować, pokazać kto tu rządzi.
a) sprzedaćb) oddać w trening komuś doświadczonemu
Tak tak, typowe. Konik nie rozumie Cię, a ty nie rozumiesz go. Nie ma poczucia bezpieczeństwa. Miałam ten sam problem, a teraz mogę wejść na moją klacz bez ogłowia. Koń traktuje Cię jak intruza i mogę się założyć, że kiedy Cię atakuje- ty uciekasz. Pokaż, że się nie boisz. Ona w ostatnim momencie skręci i fiknie co najwyżej. Kiedy ona chce Ci udowodnić, że jesteście wrogami, ty pokaż, że jesteście przyjaciółkami. Zamiast krzyczeć na nią za głupie i niebezpieczne zachowanie, uspokajaj ją i mów do niej spokojnym tonem. Zrób przerwę od jazy na jakiś miesiąc i poświęć ten czas zaprzyjaźnianiu się. Wyprowadź ją na spacer z ziemi, a właściwie wyprowadzaj regularnie. Zobacz co lubi robić najchętniej- zapewnij jej wolność. A kiedy nie ma towarzystwa, to wystarczy koza, krowa lub mały kucyk, cokolwiek. Użytkownik o loginie Oczy Nocy, nie miał racji. Klaczka ma do Ciebie szacunek, a ty nie pokazuj jej, że ktokolwiek tu rządzi, niech myśli o przyjaźnij, a nie o jakimś służeniu, bo ona ma instynkt przywódczyni i nie zmieniaj jej na siłę, pomyśl z innej strony- to wspaniałe. Daj jej do zrozumienia kilka spraw, mimo to nie przesadzaj. Daj jej pole do popisu i nie używaj pomocy sztucznych, tylko naturalnych. Nie kieruj się przemocą, daj jej fikać i stawać dęba, to ona da Ci się podejść na pastwisku. pozdrawiam, w razie jakiś pytań pisz na e- mile DanaFiona@wp.pl, służę pomocą.Maarynia
Użytkownik Jestemzlasu nie wie co to miłość do zwierzęcia, nie wierzy w siłę treningów, jest totalnym gburem- jak można sprzedać swoją klacz? Traktuje chyba zwierzę jak przedmiot, powinien nad sobą pracować, bo to jest nieludzkie, to nie wina klaczki.
Sprzedawanie koni jest nieludzkie? Trening konia jest coś warty tylko wtedy jeśli osoba zajmująca się nim jest faktycznie kompetentna. Kochanie konika tu nie wystarczy.
Fajna miłość do zwierzęcia, przez którą można skończyć w szpitalu. Jesli użytkowniczka pyta się na takim forum co ma robić, to szczerze wątpię że jest doświadczona. A od czego jest instruktor? Jeśli ty masz wylądować w szpitalu, to lepiej ją sprzedać, lub oddać w trening. A badałaś ją? Z niebezpiecznym koniem jak z psem- uśpić, albo sprzedać doświadczonej osobie. To nie jest chomik że pogłaszczesz, nakarmisz i będzie dobrze. Rozumiem że to twój koń i pewnie jestes przywiązana, ale tak sprawy wyglądają, niebezpieczne zwierzęta się usypia, lub oddaje do specjalistów. Nie należy bawić sie w loffciającą konisia koniareczkę, nieludzkie jest trzymanie zwierzęcia z którym sobie nie radzimy. Niech ją zbada weterynarz zanim to się źle skończy. Z resztą mam pytanie..Po co kupowalaś tak zachowującego sie konia wiedząc ze nie dasz rady?
Niedoświadczonymi jeźdźcami jesteście raczej wy, bo nie macie odwagi stawić czoło wyzwaniom. Klacz nie ma poczucia bezpieczeństwa, albo towarzystwa. A pytanie na portalu to nic złego, bo są tu ludzie znający się na rzeczy. Nie macie pojęcia co to znaczy miłość do konia, skoro chcecie ją uśpić, może od razu wyślecie ją na rzeź? Chyba nie dowiecie się jak nie spróbujecie? Smutno mi, że są ludzie, którzy "kochają konie", ale jak się pojawiają problemy to śmierć jest dla nich najlepszym rozwiązaniem. Mam nadzieję, że nigdy nie osiągniecie nic z końmi, bo podstawą jeździectwa i hodowli jest miłość, a nie sztywne komendy wydawane palcatem i suche, pojedyncze słowa, a jak już koń coś zrobi to na wyrocznię śmierci. Przecież to były dzikie stworzenia i na siłę ich nie zmieniajmy, bo wtedy to nie będą grzeczne konie tylko zniewolone konie!
Wybacz ale: jestem zaowdnikiem, mam osiagnięcia i wiedze. Nie mamy odwagi stawić czoła? Raczej zdajemy sobie sprawę z tego że są rzeczy niemożliwe, a jeśli koń jest chory i ma to podłoże psychiczne? Są choroby których się wyleczyć nie da, wiec mówie konia musi ktoś zbadać. Kto Ci powiedział że chce żeby ją wysłała na rzeź? w którym miejscu tak napisałam? Coś się komuś przez nią stanie to już nie będzie tak kolorowo i miłość jej nie uratuje. Widac że jesteś dziewczynką kochającą konisie, nie myślisz trzeźwo, lepiej się obudź ze swojego kolorowego świata gdzie miłość wszystko leczy i wystarczy zrobić "naturala" żeby konik się uspokoił.Doświadczone osoby? Zlicze je na palcach jednej ręki, bo chyba nie mówisz o tych jeżdżących w rekreacji 12-14 latkach, które wypisują tutaj takie głupoty że żal dupe ściska?
Widzisz, w moim kolorowym świecie, wiem, iż konie są zwierzętami, które potrzebują dobrej ręki, ludzie! o co Wam chodzi, chcecie zabić klacz, bo co? bo się źle zachowuje? Może warto w końcu spróbować, a nie iść na łatwiznę usypiając? Bo twoje opinie opierają się na dumaniu, a nie rzeczywistości?
Ona w ostatnim momencie skręci i fiknie co najwyżej.Ciekawa jestem skąd ta pewność, że klacz skręci? ona ma instynkt przywódczyni i nie zmieniaj jej na siłęSkoro koń ma pozostać przywódcą, to pora zacząć się uczyć odpowiednio szybko uciekać, żeby nie zarobić kopa.Daj jej pole do popisu i nie używaj pomocy sztucznych, tylko naturalnych.Co to są pomoce sztuczne???? Użytkownik jestemzlasu najwyraźniej wierzy w siłę treningów, skoro jako jedną z odpowiedzi podaje: "oddać w trening komuś doświadczonemu".Niedoświadczonymi jeźdźcami jesteście raczej wy, bo nie macie odwagi stawić czoło wyzwaniom.Niechęć do ryzykowania życia niekoniecznie wiąże się z brakiem doświadczenia. Raczej wręcz odwrotnie. Nie macie pojęcia co to znaczy miłość do konia, skoro chcecie ją uśpić, może od razu wyślecie ją na rzeź?Miłość znaczy odpowiedzialność. Za konia. Za swoje życie i zdrowie. Smutno mi, że są ludzie, którzy "kochają konie", ale jak się pojawiają problemy to śmierć jest dla nich najlepszym rozwiązaniem.No, nie, aż tak źle nie jest, żadne z nas nie idzie się wieszać, topić ani nie rzuca się pod pociąg... Mam nadzieję, że nigdy nie osiągniecie nic z końmi, bo podstawą jeździectwa i hodowli jest miłość Masz nadzieję, z zemsty, za to, że ktoś myśli inaczej? Wg mnie podstawą jeździectwa i hodowli są wiedza, myślenie i trening. A miłość... który z hodowców zatrzymuje wszystkie wyhodowane przez siebie konie?Przecież to były dzikie stworzenia Na szczęście są już udomowione.
Może i fakt, czasem trzeba oddać konia doświadczonemu specialiście, ale co do sprzedawania... O rzeźni nikt nie pisał, ale gdzie można sprzedać problematycznego konia? Przecież konie zdrowe i przyjazne mają problemy ze znalezieniem domu. Oddać takiego konia gdzie indziej niż na rzeź to naprawdę niełatwo.
To po co ludzie zaźrebiają klacze, rodzi się tyle koni, a potem wysyłają je na mięso?Dobra, ja wyłączam się z dyskusji, bo kłótnia do niczego nie prowadzi, tylko pogorszy sprawę, a tak poza tym to wcale nie rozmawiamy na temat wątku!
To nie kłótnia tylko wymiana swoich poglądów."To po co ludzie zaźrebiają klacze, rodzi się tyle koni, a potem wysyłają je na mięso?"Tu się może nawet z tobą zgodzę. Również nie popieram nagminnego krycia klaczy w pseudo hodowlach, w dodatku byle czym. Potem wychodzi tyle "krzywych" koni, o od początku trudnych charakterach, na które nie ma miejsca ani w sporcie, ani w rekreacji, ani w hodowli.Nie sądzę żeby ktoś tutaj był za zabiciem zdrowego konia, którego przy odpowiedniej pracy zapewne da się ułożyć, ale czasem wcale niegłupim rozwiązaniem jest sprzedaż konia, jeśli właściciel sobie z nim nie radzi i nie ma możliwości powierzyć go opiekę komuś bardziej doświadczonemu i kompetentnemu. Wyjdzie to na zdrowie obojgu. Nie jest to żaden wstyd, lenistwo, ani brak wiary we własny możliwości, a zdrowy rozsądek, prawdziwa odpowiedzialność oraz miłość nieegoistyczna. Mam nadzieję Maryniu, że kiedyś to zrozumiesz.
Ja właśnie mam 14 lat i jestem dziewczynką kochającą koniki - i co w tym złego?Mam dosyć duże doświadczenie i miałam 3 lata temu konia ale umarł ze starości w wieku 22 lat.Postanowiłam że kupimy z bratem młodego konia i kupiliśmy źrebaka ponieważ brat ma dużo większe doświadczenie i zajeżdżał niejednego konia. Klacz ma teraz 3 lata i wsiadałam na nią 3 razy, nie było żadnych problemów i kontynuuje zajeżdżanie . Tak samo teraz nie mam z nią prawie żadnych problemów poza tym że atakuje kiedy widzi OBCYCH a nie mnie. Mnie i członkom mojej rodziny na ogół nic złego nie robi. Myślałam nad sprzedażą ale się opamiętałam i zrozumiałam że to nie jest rozwiązanie problemu. A chyba każdy koniarz wie że nawet z najspokojniejszym koniem zawsze jest jakieś ryzyko utraty zdrowia lub nawet smierci jednego lub drugiego. Moje pytanie brzmiało dlaczego ona się tak zachowuje w stosunku do obcych... myśle że może dlatego że się ich poprostu boi i chce się bronić??? Zachecam do dalszej rozmowy osoby które kochają konie i wiedzą że to nie wystarczy ale nie chcą ich odrazu sprzedawać jak coś nieidze po naszej mysli.P.S. Koń jest w 100% zdrowy.
Jeśli klacz ma 3 lata nie widzę absolutnie nic dziwnego w jej niespokojnym i agresywnym zachowaniu w stosunku do obcych. Zwyczajnie jest nieobyta z ludźmi, nie nauczona pewnych reakcji i szacunku do nich. Na prawdę normalne jest, że tak młody koń, który najwyraźniej nie był wcześniej odpowiednio szkolony, tak się zachowuje.Ja jak najbardziej rozumiem, że nie chcesz sprzedawać swojego konia, ale jeszcze raz powtórzę, że odpowiedzialność polega właśnie na umiejętności obiektywnej oceny własnych umiejętności oraz myśleniu przede wszystkim o dobru konia. W wieku lat 14, nawet przy "dość dużym" doświadczeniu samodzielne zajeżdżanie konia nie jest dobrym pomysłem, dlatego polecam współpracę z osobą która zajmuje się końmi profesjonalnie, żeby mogła przynajmniej od czasu do czasu was skontrolować.Też miałam kiedyś naście lat i marzyłam o zajeżdżaniu rączych rumaków. Dzisiaj, mimo dużo większego doświadczenia nie podjęłabym się pracy z trudnym, agresywnym i znarowionym koniem, całkiem sama i nie chodzi tu o strach, czy brak wiary we własne możliwości, ale właśnie o odpowiedzialność i dojrzałość świadomości.
Moim zdaniem :Boks , pastwisko - to jedno z "OSOBISTYCH" miejsc konia gdzie może pobyć sam.. więc strzeze swoich miejsc.. i być moze nie jest przyzwyczajona do ludzi ;)
mybay - koń może chcieć pobyć sam, ale nie ma prawa atakować człowieka. Może pokazać, że coś mu się nie podoba i tyle. Rzucanie się na człowieka, bo wszedł na pastwisko, jest niedopuszczalne.deHerblay - piękna analiza, mi się nie chciało.Maaryniu - odróżniaj kłótnię od dyskusji. Tu nie chodzi o to, że my nie mamy odwagi "stawiać czoła wyzwaniom". To nie mój koń, tylko autorki wątku. I rady były dla niej. Jeśli ja miałabym problem z koniem, to ostatnią rzeczą, jaką bym zrobiła, byłoby proszenie o radę na tym forum. Pomijam twoje osobiste wycieczki w moją stronę, kompletnie mnie nie obchodzi co o mnie sądzisz. I powtórzę jeszcze raz: jeśli ktoś nie radzi sobie z koniem, który zachowuje się niebezpiecznie dla otoczenia, to konia należy sprzedać lub oddać w trening osobie, która sobie poradzi.
Użytkownik Jestemzlasu nie wie co to miłość do zwierzęcia, nie wierzy w siłę treningów, jest totalnym gburem- jak można sprzedać swoją klacz? Traktuje chyba zwierzę jak przedmiot, powinien nad sobą pracować, bo to jest nieludzkie, to nie wina klaczki. Co złego jest w sprzedawaniu koni? Nie rozumiem Cię. "Traktuje zwierzę jak przedmiot" tylko dlatego, że radzi sprzedać klacz? Nie pomyślałaś też, że to dla dobra tej klaczy? Gdyby autorka wątku sprzedała klacz komuś doświadczonemu, który wie jak pracować z młodymi końmi, koń byłby na pewno szczęśliwszy. Znalazła się "obrończyni praw zwierząt"...
Ale autorka wątku napisała, że klacz układa z bratem, który nie jednego konia już zajeżdżał. Więc weźcie to pod uwagę, ona nie jest z tym koniem sama, ma wsparcie osoby doświadczonej. A co do zachowania klaczy - może w przeszłości miała złe doświadczenia z człowiekiem? Moim zdaniem ona się boi więc atakuje, chce przestraszyć "Wroga", żeby przypadkiem nie chciał do niej podchodzić. Tutaj praca, praca i tylko praca no i czas mogą pomóc. Mam pewien pomysł co do niej. Powinien się sprawdzić, zazwyczaj się sprawdza z takimi końmi. Napiszę ci na priv. :)Pozdrawiam :)
Przecież kupili ją jako źrebaka. I razem z "doświadczoną osobą" nie potrafili wychować tego źrebaka tak, żeby miał szacunek do człowieka i nie był agresywny.
No właśnie, tyle że "źrebak" to dla każdego coś innego. Dla niektórych źrebak to 6 miesięczny konik, dla innych 2 latek to dalej źrebak. Więc to pojęcie względne :p
Dla mnie źrebak dość daleko od dwulatka stoi, ale niech będzie - autorka mogłaby uściślić jak długo ma konia i kiedy pojawiły się problemy.Koń jest w 100% zdrowy - a weterynarza i kowala nie atakuje?
Właśnie - prosimy o więcej info na temat konia :)
a weterynarza i kowala nie atakuje?Brawo! Wreszcie ktoś zauważył, że weterynarz to jednak obca (dla konia) osoba. I można sobie problemów narobić jak się ma konia, który "tylko obcych" atakuje...
A ja opowiem pewną historię z życia wziętą. Jest pewna osoba, jeździ z 10-11 lat, zajeżdża konie... jest " doświadczona", ale w zdobywaniu doświadczenia nie pomagał nikt na prawdę znający się na tym. Znam jednego konia przez nią zajeżdżonego, pracuje nad nim już ze 2 lata... ostatnio widziałam je z pół roku temu. Koń potrafił przy sprowadzaniu innego konia z padoku podbiec i "staranować człowieka", nie raz nie spodziewając się takiego zachowania szłam spokojnie będąc pewna że mnie ominie, ale nie ona wlatywała prosto we mnie, pomijając fakt że gryzła i kopała. Właścicielka zajeździła ją tak że koń robi co chce, skręca gdzie chce, jest uwieszony na wędzidle, choć fakt przy tym ma głowę pionowo ustawioną ( o zadzie nie będę mówić... ale podstawiony to on nie jest) a "trenerka" jest zadowolona że konik się zbiera... miałam też przez chwile do czynienia z innym koniem nad którym pracowała też młodziutki, chyba 2 lata miał na początku bardzo sympatyczny miły... po jakimś czasie zaczął gryźć, bać się wszystkiego, a wejście na halę zajmowało pół godz. bo się bał. Nie sugeruję niczego, ale po takich przygodach mam dystans do ludzi którzy " nie jednego konia ujeździli", nie znam Twojego brata, nie wiem jakie ma umiejętności i nie mam prawa go oceniać, nie odbierz tego jako atak, ale myślę że może warto skonsultować to na żywo z jakimś dobrym i cenionym trenerem. wiem że taka osoba bardzo pomaga. Jak jeszcze możesz do niego zadzwonić i spytać o radę to jest na prawdę wspaniałe. Ja sama jestem teraz na " gorącej linii" ( xd) z trenerem, jak mam najmniejszą wątpliwość to dzwonie i wiele mi to daje. Gdybym nie spytała, mogłabym popełnić wiele głupich błędów. Przydaje się osoba do, której możesz zadzwonić, spytać i być pewna że powie Ci dobrze ( najlepiej jeśli jej wiedza jest potwierdzona opinią, wyszkolonymi przez nią końmi czy certyfikatami). Nie jesteśmy w stanie Ci powiedzieć o się tak na prawdę dzieje na podstawie kilku zdań, to trzeba zobaczyć, poznać dokładną historię i wyciągnąć z tego jakieś wnioski. A do tego większość z forumowiczów nie ma tyle doświadczenia żeby móc Ci dobrze doradzić. Pozdrawiam i mam nadzieję że uda Ci się ją takiego zachowania oduczyć. ;)
Adukson - masz racje i cenie sobie twoją uwage a mój brat nie zajeżdża koni zawodowo, niejest jakimś znanym trenerem ale 3 konie które on sam zajeżdżał teraz zdobywają nagrody w konkursach ujeżdżania iw skokach przez przeszkody 2 inne pomagaja dziecią w hipoterapi wię on jednak wie co robi z koniem. Do reszty:Kiedy jest u nas weterynarz do jest też mój brat a klacz przy bracie jest spokojna więc niema problemów a mój brat ponadto robi za kowala więc jest spoko i niema żadnych poważnych prolemów. A z konikiem się już sytuacja bardzo poprawiła bez zastosowania żadnych w waszych rad, oczywiście korzystałam z pomysłów niektórych osób ale nie pomagały. Sama wymyśliłam jakąś kombinacje 7 gier, samodzielnego karmienia i ustanowienia hierarchii. Dziękuje wszystkim za odpowiedzi ale prosze piszcie dalej bo może komuś innemu się przyda nasza dyskusja :D
Gabrysia1911 - napisz jakie dokładnie działania pomogły. To też się może komuś przydać.
Zgadzam się z Maarynia :)W ogóle byliście kiedyś w takiej sytuacji? Bo piszecie jak byście to przeżyli i nie mieli o tym zielonego pojęcia. I dla was najlepszym rozwiązaniem jest pozbyć się problemu? Niż dojść do porozumienia z koniem samemu i mieć doświadczenie na przyszłość. A gdyby ktoś z was w przyszlości pracował u jakiegoś hodowcy który by wam dał do pracy bardzo dobrego konia z takim charakterem to też byście kazali mu go sprzedać bo nie umiecie się z nim obejść? Czasami zdarzają się konie które są bardzo nieufne i ufają tylko jednej osobie, tylko trzeba takiego konia przekonać do siebie i naprawde można wiele zdziałać.. Wy chyba jeszcze nie macie doświadczenia w sprawach z młodymi lub trudnymi końmi.. I nie piszcie że nieufność to choroba bo to jest śmieszne.. I że nie da się z tego "wyleczyć" bo to nie jest choroba tylko koń ma taki charakter po prostu nie lubi obcych dopóki się do nich nie przyzwyczai.. Po za tym koń w takiej sytuacji musi czuć że się go nie boisz.
Użytkownik Jestemzlasu nie wie co to miłość do zwierzęcia, nie wierzy w siłę treningów, jest totalnym gburem- jak można sprzedać swoją klacz? Traktuje chyba zwierzę jak przedmiot, powinien nad sobą pracować, bo to jest nieludzkie, to nie wina klaczki. może jest profesjonalnym hodowcą?