No właśnie! ie chodzi mi oczywiście o każdego człowieka, który obcuje z koniem. Nie obrażam też Was i nie mówie ogółem jako społeczność. Wiele, wiele razy spotkałam się ze strasznym chamstwem ze strony instruktorów, ale także jeźdźców. Ostatnio na wakacjach, jechałam w teren większą grupą i nagle instruktorka powiedziała (soryyy- krzyknęła), że mam umiejętności na taczke a nie konia... Szczerze? Zrobiło mi się okropnie przykro, sczególnie, że moje umiejętności nie są wcale takie niskie! Już poprawnie galopuje, skaczę trochę powyżej metra. Obchodzić się z koniem też umiem... Nie mówie, że niewiadomo co umiem, bo tak nie jest. Ale umiem sobie sama poradzić, krzywdy koniowi nigdy nie zrobiłam, zadania robie poprawnie. Umiem ogarnąć spory zastęp ( w trakcie wakacji byłam pomagierką w stadninie). Nic tej pani nie zrobiłam. Powiedziała to jeszcze z tak słodką minką... nastepnęgo dnia spytałam czy naprawde tak sądzi ( z nadzieją, że był to może słaby żart). Ona powiedziała, że jak najbardziej tak jest. Jej chamstwo spadało nie tylko na mnie... Było wiele takich sytuacji. Denerwuje mnie to , że właściciele TAK pokazują pracę i to "szczęście" w współpracy z koniem... Zmieniłam stadnine na lepszą, jaką europejsko-coś-tamcoś-tam i jest ok. Ale przed nią były jeszcze 3 i 2 obozy konne. Nic tym ludziom nie robie. Słyszałam, że nie tylko mi coś takiego się zdarza... Czy ktoś z Wam, mógłby mi to wytłumaczyć? Dziękuje z góry za odpowiedzi :)
To tak jak z nauczycielami w szkole. Nie każdy umie przekazać swoją wiedzę. Instruktorzy myślą, że skoro oni coś umieją, to wszyscy również powinni to umieć. Też uczyłam się w stadninach, gdzie mówili CO mam robić i że źle to robię, a nie JAK mam to robić. Jest dużo stadnin, gdzie dla właścicieli koń to tylko biznes - tak jak sprzedaż ubrań. Poza tym nie zawsze winien jest jeździec, czasem to koń jest przez właściciela źle przeszkolony, lub zaciągnięty w pysku przez różne osoby. Radzę się po prostu nie przejmować, ALE NIE zostawać w takich stadninach, bo tam się nic nie nauczysz. Zdarza się, że właściciele takich stadnin po prostu chcą sobie dorobić, więc organizują lekcje, ale nie, aby kogoś uczyć, tylko po to, aby wyciągnąć pieniądze. Widziałam też instruktorów, którzy zwracali się serdecznie do tych, którzy dzierżawili w tej stadninie konia, lub byli bogaci, a olewali tych początkujących, którzy mogli sobie pozwolić na co najwyżej jedną jazdę w miesiącu. Dobrze, że znalazłaś w końcu dobrą stadninę. Ja także długo szukałam i dziwię się, że tak trudno znaleźć życzliwe osoby w tym sporcie, którzy naprawdę chcą uczyć innych.
To tak jak z nauczycielami w szkole. Nie każdy umie przekazać swoją wiedzę. Instruktorzy myślą, że skoro oni coś umieją, to wszyscy również powinni to umieć. Też uczyłam się w stadninach, gdzie mówili CO mam robić i że źle to robię, a nie JAK mam to robić. Jest dużo stadnin, gdzie dla właścicieli koń to tylko biznes - tak jak sprzedaż ubrań. Poza tym nie zawsze winien jest jeździec, czasem to koń jest przez właściciela źle przeszkolony, lub zaciągnięty w pysku przez różne osoby. Radzę się po prostu nie przejmować, ALE NIE zostawać w takich stadninach, bo tam się nic nie nauczysz. Zdarza się, że właściciele takich stadnin po prostu chcą sobie dorobić, więc organizują lekcje, ale nie, aby kogoś uczyć, tylko po to, aby wyciągnąć pieniądze. Widziałam też instruktorów, którzy zwracali się serdecznie do tych, którzy dzierżawili w tej stadninie konia, lub byli bogaci, a olewali tych początkujących, którzy mogli sobie pozwolić na co najwyżej jedną jazdę w miesiącu. Dobrze, że znalazłaś w końcu dobrą stadninę. Ja także długo szukałam i dziwię się, że tak trudno znaleźć życzliwe osoby w tym sporcie, którzy naprawdę chcą uczyć innych.Dokładnie. Coraz mniej takich miejsc w którym uczom bo kochają, a nie dlatego, bo jest w tych biznes. Dzięki za odpowiedź. Widze, że jesteśmy podobne w naszych przemyśleniach. Dzięki jeszcze raz :*
Też się z tym spotkałam, także w szkole z trenerami, niestety jest to przykre. Powiedziałam o tym mamie, ona mi wytłumaczyła, że instruktorzy/trenerzy mówią tak dla naszego dobra. Wiem wydaje się to dziwne, ale jak sobie to wszystko przemyślałam, to faktycznie, może oni wcale nie chcą nas poniżyć, lub nie wiadomo jak obrazić. No bo pomyślcie, jeżeli ktoś mówi wam, że jesteście świetni, to myślicie sobie, że nie musicie już tak ciężko trenować i się starać bo wszyscy was chwalą i niby już wszystko umiecie. A teraz odwrotnie, jak ktoś mówi wam, że fatalnie wam idzie i że jesteście beznadziejni, macie świadomość, że musicie ciężej pracować i co raz to bardziej zagłębiać swoją wiedzę a co za tym idzie osiągać co raz lepsze efekty. Ja osobiście takie uwagi typu ,,pływasz jak worek ziemniaków,, staram się ignorować. Jest to trudne i zależy to od psychiki, ale trzeba ich zrozumieć.
Trzeba przyznać,że pani instruktor brzydko postąpiła! Skoro stwierdziła,że czegoś nie potrafisz (nie chcę Cię w tym miejscu ranić,ale mówię jak mi się zdaję) to mogła Ci to powiedzieć na spokojnie po terenie lub mogła Cię poprosić abyś podjechała bliżej żeby mgła Ci wytłumaczyć. Na Twoim miejscu to bym się popłakała nawet,ale no cóż. Może to nie jest "prawdziwa" stadnina,w której uczą ludzie,którzy kochają konie. W naszych czasach ludzie są nastawieni na zarabianie kasy,a nie na to żeby czegoś nauczyli dobrze. ;)Nie martw się! Nie myśl o przeszłości myśl o teraźniejszości i przyszłości!Pozdrawiam~iwonka1997~
Często spotykam się z takim chamstwem. Jest to chyba norma u ludzi z zawyżoną samooceną. Jednak czytając twoją opowieść jedno mnie dręczy - co by było gdyby ją zapytać co robisz źle ? W końcu to jest trenerką. Dlaczego myśli, że tak jest ?! Ma taki, a nie inny zawód. Niech Ci powie co jest źle ! Taczka ?! co to ma oznaczać !? Masz umiejętności do wywożenia gnoju to masz umiejętność zajmowania się koniem, a nie tylko grzania ... czterech liter w siodle. To o tym myślę.
Eeee... Popieram Hellenne. W swoim życiu miałam tylko dwóch na czterech instruktorów, którzy wszystko mi potrafili wyjaśnić: taki jeden wojskowy (nie wiedziałam nawet jak się nazywa, a szkoda. Miałam go tylko na jednej lekcji, potem zniknął ze Starej Stajni, a tak mogłabym się dowiedzieć gdzie teraz pracuje) i p. Justynę która nadal mnie uczy (z Eldorado, innej stajni) Pani Justyna jest ekstra. Chwali mnie w ogóle za to, że się staram, bo mi mówiła, że uczyła takich co nie zwracali uwagi na jej słowa.
spotkałam się już nie raz z opinia ze towarzystwo koniarzy jest często chamskie .;Dbardzo się ciesze ze w mojej stajni panuje super atmosfera, wszyscy sobie pomagamy, nie obrażamy nikogo itp ;Dpani instruktor lepszej nie miałam, u P.Kasi w chłodne dni idziemy na herbatkę lub kakao do domu itp ;D ale byłam kiedyś na jednej lekcji w innej stajni, bo byłam u cioci. po prostu masakra. była to duża stajnia. pani instruktor zmierzyła mnie wzrokiem po czym powiedziała którego konia mam sobie wziąć i jechać na halę. przy każdym ćwiczeniu miałam wrażenie ze chce mnie poniżyć, przed zagalopowaniem pytała się mnie czy umiem (chociaż przed jazdą już jej mówiłam na jakim jestem poziomie) było to dla mnie nie mile,ale cóż .;D
Też się z tym spotkałam, także w szkole z trenerami, niestety jest to przykre. Powiedziałam o tym mamie, ona mi wytłumaczyła, że instruktorzy/trenerzy mówią tak dla naszego dobra. Wiem wydaje się to dziwne, ale jak sobie to wszystko przemyślałam, to faktycznie, może oni wcale nie chcą nas poniżyć, lub nie wiadomo jak obrazić. No bo pomyślcie, jeżeli ktoś mówi wam, że jesteście świetni, to myślicie sobie, że nie musicie już tak ciężko trenować i się starać bo wszyscy was chwalą i niby już wszystko umiecie. A teraz odwrotnie, jak ktoś mówi wam, że fatalnie wam idzie i że jesteście beznadziejni, macie świadomość, że musicie ciężej pracować i co raz to bardziej zagłębiać swoją wiedzę a co za tym idzie osiągać co raz lepsze efekty. Ja osobiście takie uwagi typu ,,pływasz jak worek ziemniaków,, staram się ignorować. Jest to trudne i zależy to od psychiki, ale trzeba ich zrozumieć.Nie, jeżeli ktoś wrzeszczy to nie robi tego dla naszego dobra - stresujemy się, tym samym spinając wszystkie mięśnie. Można inaczej wskazywać błędy. U mnie w stajni też jest miło, mimo że konie są młode i płochliwe - może właśnie dlatego - kiedy siedzimy spokojnie na koniu, a ktoś obok spokojnie nam wyjaśnia, że mamy zły dosiad, to wszystko od razu lepiej wychodzi. I wcale nie mówią ciągle, że jesteśmy świetni. Zamiast gadać, że nie umiemy jeździć, niech powiedzą, co DOKŁADNIE źle robimy.
Ja osobiście darzę konie ogromnym szacunkiem i uważam ,że te stworzenia są bardzo mądre. Dlatego rozmawiam sobie z końmi nawet jak inni w stajni dziwnie na mnie patrzą ,bo mam wrażenie ,że mnie rozumieją. Ale niektórzy "kochają konie nad całe życie" ale tego jak się do nich odnoszą i z nimi obcują to mi się w głowie jakoś nie mieści. Pewnie jestem troche przewrażliwiona ,ale nie podoba mi się do zbytnio. Bo gdzie tu jest fair dla koni ? Wydaje mi się ,że niektórzy nie próbują zrozumieć koni... oczywiście nie chcę tu nikogo obrazić ale tak to wygląda z mojego punktu widzenia...
Też się z tym spotkałam, także w szkole z trenerami, niestety jest to przykre. Powiedziałam o tym mamie, ona mi wytłumaczyła, że instruktorzy/trenerzy mówią tak dla naszego dobra. Wiem wydaje się to dziwne, ale jak sobie to wszystko przemyślałam, to faktycznie, może oni wcale nie chcą nas poniżyć, lub nie wiadomo jak obrazić. No bo pomyślcie, jeżeli ktoś mówi wam, że jesteście świetni, to myślicie sobie, że nie musicie już tak ciężko trenować i się starać bo wszyscy was chwalą i niby już wszystko umiecie. A teraz odwrotnie, jak ktoś mówi wam, że fatalnie wam idzie i że jesteście beznadziejni, macie świadomość, że musicie ciężej pracować i co raz to bardziej zagłębiać swoją wiedzę a co za tym idzie osiągać co raz lepsze efekty. Ja osobiście takie uwagi typu ,,pływasz jak worek ziemniaków,, staram się ignorować. Jest to trudne i zależy to od psychiki, ale trzeba ich zrozumieć.Instruktor nie ma prawa Cię obrazić- skoro jest nauczycielem,to ma Ci powiedzieć,co robisz źle i jak masz to wykonać poprawnie.Nie chodzi tu o chwalenie i mówienie,jacy to jesteśmy świetni,ani o dołowanie nas nic nie znaczącymi komentarzami i porównaniem naszych umiejętności do prawa jazdy na taczkę,ale o konkretne i realistyczne ocenienie naszych umiejętności.Po to właśnie jest trener.Ma nas obejrzeć na koniu z każdej strony i poprawić,jeśli jest coś źle.Serenada ma rację- w tym wszystkim jest najważniejszy koń i o nim nie można zapominać,ale mi chodzi o to,że jako ten tobołek na jego plecach potrzebujemy fachowej opinii aby jak najmniej mu przeszkadzać.Kochani,więcej odwagi w kontaktach z dorosłymi!!!Jeżeli uważacie,że Was poniżają nieodpowiednim doborem słów,to zwróćcie im na to uwagę,bo to oni mają wiedzę i lata,aby traktować Was odpowiednio.Jeżeli tego nie robią,to widocznie nie nadają się na stanowisko trenera i nauczyciela,a takie rzeczy trzeba zgłaszać.Płacicie za jazdę z trenerem,więc ma słuchać tego,co macie do powiedzenia,a jeżeli właściciel stajni dowie się,że ludzie rezygnują z powodu złego trenera,to może zastanowi się i coś z tym zrobi.
Instruktor musi wytłumaczyć Ci, co robisz źle, a nie poniżać Cię przy wszystkich! Taki instruktor, który cię obraża, nie powinien w ogóle pracować z ludźmi. Bo praca instruktora to nie tylko praca z końmi - to także praca z ludźmi i instruktor, który jest arogancki, nigdy nie będzie przez nikogo lubiany.
Witajcie :)Ja mam 26, konno jeżdżę od kiedy skończyłam 11 lat :) więc już spory czas. W swojej karierze: jeźdźca, trenera, luzaka spotkałam się z ludźmi zarówno bardzo miłymi i sympatycznymi jak i tymi, których zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Najczęściej byli to zawodnicy ( wyższych klas) lub instruktorzy/trenerzy, którzy nie pozostawiali na swoim podopiecznym suchej nitki :) a z słów jakimi się posługiwali można by utworzyć nowy łaciński słownik. Z jednej strony niektóre zdarzenia były bardzo motywujące i mobilizujące do działania, ale zdarzały się chwile ( w większości) po których zsiadałam z konia i uciekałam w najciemniejszy kąt stajni żeby się wypłakać.... Mój trener powiedział że muszę być twarda i nie dać się bo jeździectwo jest "chamskie" ale nie zawsze idzie z taką łatwością przyjąć te wszystkie obelgi... Czasem nie da się od tak po prostu na to przymknąć oka. Dzisiaj te czasy mam już za sobą. Dalej spotykam się z chamstwem, ale teraz to ja jestem instruktorką " na swoim podwórku" i mogę w jakiś sposób kontrolować sytuację. Uczę ludzi jeździć tak, jak sama byłam uczona, ale bez wyzywania i poniżania. Staram się by każdy kto do mnie przyjdzie czuł się dobrze, choć nie zawsze jest łatwo.
evka85158 - widzę nawet, że mieszkasz niedaleko mnie ;) może wybiorę się do ciebie na podszkolenie umiejętności :) A wracając do tematu, spotkałam się nie tyle z chamskimi odzywkami co z tekstami o zabarwieniu nieco erotycznym ... :) cóż, bywa i tak.
może Twoja nauczycielka jest zbyt wymagająca i myśli ,że każdy kogo uczy musi jeździć jak zawodowiec( lub jak ona ;-) ). Może po prostu zmień nauczycielkę na łagodniejszą, taką, która powie Ci czego od ciebie wymaga , co robisz źle, co dobrze! I jeszcze jedno: ja się nigdy z czymś takim nie spotkałam . Uważam, że koniarze to mili ludzie. Prawdziwy jeździec ( np. Ty) może zaprzyjaźnić się z każdym jeźdźcem(chodzi o miłych jeźdźców).
Tynaa91 - Jasne zapraszam jeśli tylko będziesz miała ochotę :) A co do wypowiedzi powyżej... no cóż faktycznie wydaje się że jeśli ktoś jest miły i ja jestem miła to mogę zaprzyjaźnić się z każdym i nie powinno być problemu, ale to się tylko tak wydaje... Ja staram się (na tyle ile mogę - ponieważ jesteśmy tylko ludźmi i każdy popełnia błędy) być fair w stosunku do innych i nie wdawać się w konflikty, ale ileż to razy było tak że ni z tego ni z owego dowiadywałam się że osoba którą uważałam za przyjaciela bądź przyjaciółkę nagle bez żadnego konkretnego powodu "obrobiła mi tyłek" przed innymi członkami stajni, bo coś se tam w głowie uroiła, lub źle usłyszała, lub miałyśmy jakąś małą sprzeczkę ( bo takie się zdarzają) lub po prostu chciała się przychlebić innym... Niestety takie rzeczy są na porządku dziennym w różnych stajniach i tego nie zmienimy, bo nawet jeśli jesteśmy fair, nie wtrącamy się w nic itp to jeśli ktoś będzie chciał nam zrobić "za tyłkiem" to i tak nam zrobi.. i nic na to nie poradzimy. Koniec.A co do zboczeńców w końskim świecie, to też coś o tym wiem :) ale trzeba się nie dać i dopóki to nie groźne to olewać i obracać w żart.
Hellena masz rację. To tak jak w szkole. Myślą, że jeżeli oni wszystko potrafią to że to prościzna i że każdy powinien to robić dobrze. Np. jak był W-F i graliśmy w ręczną to pan zawsze mówił, że ona za słabo rzuca piłkę do bramki, a wcale tak nie było tylko on był na bramce i ZAWSZE wszystko bronił do tego stopnia, że przegraliśmy 7 do 2.
Na szczęście w mojej stadninie tak nie jest. Nikt nie traktuje tego jak biznes - wszyscy uczą dobrze, a właściciele traktują to jako hobby. Wiem, że są takie gdzie uczą tylko dla pieniędzy, a uczeń wraca do domu i niczego się nie nauczył
Właśnie miałam kiedyś ten sam problem... jak jeździłam w wielkiej stadninie, gdzie koń z jeźdzcem to była tylko forsa. Przyszłam kiedyś tam po jakiejś dłuższej przerwie, to mnie wsadzili na lonże. Ok, pierwszy raz sie zgodziłam no bo rozumiem - dawno nie jeździłam, musze sobie przypomnieć. Ale po 2 tygodniach codziennej jazdy, oni znowu mnie na lonże! wtedy sie zdenerwowałam, zapytałam co jest nie tak, i czy nie moge tego wyćwicznyć na zwykłej jeździe. Co powiedział instruktor? Że mam źle ułożoną ręke i inaczej niż na lonży nie da rady! To ja zadzwoniłam do mamy, żeby po mnie już przyjechały, że ja dzisiaj nie jeżdże. Ona porozmawiała z tym wielce instruktorem i co powiedział? Że ja nic nie umiem! Że jestem za mała (14 lat) żeby samemu jeździć! że jeżeli chce DOBRZE jeździć, to musze na lonży troche posiedzieć, że na razie jestem zbyt "tępa" (nie użył tego słowa, ale coś w tym stylu) żeby jeździć samemu! Oj, wtedy się wkurzyłam, i to pożądnie. Zmieniłam stajnie, teraz jeżdże sama, galopuje, skacze, na wiosne prawdopodobnie pojadem na zawody. Ale nie wszyscy koniarze są jednak tacy chamscy. Teraz u mnie jest baardzo fajnie, mili ludzie i wgl jest super. Pozdrawiam ;)
Też się z tym spotkałam!!!a było to tak...po kilku miesiącach bez troskiej jazdy do stadniny przyszła nowa instruktorka i zaczęło się piekło, była niemiła ciągle narzekała,a jeżeli już można powiedzieć ,że była miła to tylko wtedy kiedy wykonywałeś jej polecenia bez błędnie,nawet nie chcę cytować słów jakie kiedyś od niej usłyszałam!:(W końcu nie wytrzymałam napięcia przestałam chcieć dalej się uczyć!Skończyło się to tak ,że zaczęłam się panicznie bać koni... Szczerze mówiąc to do koni podejścia też nie miała ,a one jej nie lubiły!!!:(
Czasem tak bywa, że są instruktorzy którzy nie potrafią pracować z dziećmi czy ogólnie z rekreacją, bo nie mają do nich siły, ale za to sprawdzają się przy trenowaniu osób, które zajmują sie już małym sportem, lub sportem. Są też tacy którzy mają podejście i cierpliwość.
Wiem,np. niektórzy instruktorzy mówią " Macie tworzyć zespół, ma koń cb słuchać !" po czym każą laćkonia batem, kopią go i biją pięścią !!!Albo np. jak była u nas w stadninie instruktorka w zastępstwie, to koń jakiś nowy kupiony stanął dęba i przewrócił sie na bok z dziewczyną na jej noge, a ta pani " Patrycja !(imę zmyślone ze względu na prywatność dziewczyny) Co ty robisz ? Koń nie może leżeć bo mu się coś stanie ! Wstawaj szybko, jak ja byłam w twoim wieku to nie jezdiłam tak jak ty ! ".to mi koleżnaka opowiedziała.
Jak jeździłam w jednej pod Częstochowskiej stajni to koń mi nurkował grzbietem, jak zapytałam czemu tak jest to usłyszałam,że kobyłka podstawia zad- Mój obecny trener wytłumaczył mi to i teraz wiem ,że koniur miał jakąś bolesność grzbietu. Dodatkowo mój narzeczony jak nie umiał zatrzymać konia usłyszał ,, jak Cie nie słucha to urwij mu łeb, ma iść tam gdzie chcesz" a po chwili ,, Przestań go szarpać, barany znęcacie się nad moimi końmi". Na szczęście teraz mam cudownego trenera który wszystko tłumaczy łagodnie i spokojnie, a jak czegoś nie umiem zrobić siada na konia i pokazuje jak wykonać dany element. Wykorzeniajmy chamstwo unikając takich trenerów. Wszystko zależy od nas samych.
Jak jeździłam w jednej pod Częstochowskiej stajni to koń mi nurkował grzbietem, jak zapytałam czemu tak jest to usłyszałam,że kobyłka podstawia zad- Mój obecny trener wytłumaczył mi to i teraz wiem ,że koniur miał jakąś bolesność grzbietu. Dodatkowo mój narzeczony jak nie umiał zatrzymać konia usłyszał ,, jak Cie nie słucha to urwij mu łeb, ma iść tam gdzie chcesz" a po chwili ,, Przestań go szarpać, barany znęcacie się nad moimi końmi". Na szczęście teraz mam cudownego trenera który wszystko tłumaczy łagodnie i spokojnie, a jak czegoś nie umiem zrobić siada na konia i pokazuje jak wykonać dany element. Wykorzeniajmy chamstwo unikając takich trenerów. Wszystko zależy od nas samych.Słuchaj, a ten trener to spod Częstej? Jak tak, to mogłabyś podać nazwisko/ namiary? ;)
Tu nie chodzi o to, czy ktoś jest koniarzem, czy nie. W każdej dziedzinie życia znajdą się ludzie chamscy. Przyczyny takiego zachowania są różne. Ludzie mają złośliwość we krwi. Sprawia im to przyjemność. Jeszcze tego nie zauważyliście?;( Inni mają problemy, chcą czuć się lepsi, mają wszystko w nosie. Jednak w większości przypadków to brak samokontroli.
Dla niektórych ludzi trzeba być hardym ,nie zwracaj na to uwagi ;)Jeździłam w takiej stajni gdzie ludzie byli naprawdę mili i zżyci ,normalnie jak rodzina ,każdy sobie pomagał i wgl. Jednak ta instruktorka ,która tam była wyjechała do innej pracy i przyszła jakaś nowa babka, od zawsze pracowałam w tej stajni więc nie chciałam się z nią rozstawać jednak coraz częściej miałam do tego skłonności. Ta nowa instruktorka często na mnie krzyczała mimo iż nic nie zrobiłam. Darła się na mnie ,że nie umiem jeździć ,że jestem beztalenciem ,że kto mnie tego nauczył. Jak po treningach z nią zsiadałam z konia to formalnie ryczałam przez nią ,bo wygarniala mi wszystko co tylko widziała. a jak coś w stajni robilam - tak w sumie jak zawsze za dawnych czasów to też mi wygarniała ,że co ja wyrabiam ,że tak się tego nie robi ... blblblbla. Gadała ,że ruszam się jak mimoza mimo że odwalałam zawsze najgorszą robotę ,a ta druga dziewczyna jeździła w tym czasie konie .Rozstałam sie z tą stajnią właśnie z tego powodu iż przestało mi się tam podobać , ludzie sie zmienili ,zmienily się konie i stajnia też się zmieniła... Na to nie ma rady , po prostu zmienić stajnię i tyle. I nie wszyscy są tacy jak mówisz (: Ja poznałam wspaniałych ludzi ,że jak czasami sobie przypominam dawne czasy w stajni to po prostu płaczę ze szczęścia i ze smutku ,ze to już nie powróci ... I nie myślcie sobie ,że jestem jakąś małą dziewczynką ,która tylko to zmyśla i przeżywa, bo to wszystko zdarzyło się naprawdę i nikomu nie życzę takiego głupiego rozstania z ludźmi ,których się uwielbia ,a wręcz nawet kocha i się z nimi zżyło . . .
Dla niektórych ludzi trzeba być hardym ,nie zwracaj na to uwagi ;)Jeździłam w takiej stajni gdzie ludzie byli naprawdę mili i zżyci ,normalnie jak rodzina ,każdy sobie pomagał i wgl. Jednak ta instruktorka ,która tam była wyjechała do innej pracy i przyszła jakaś nowa babka, od zawsze pracowałam w tej stajni więc nie chciałam się z nią rozstawać jednak coraz częściej miałam do tego skłonności. Ta nowa instruktorka często na mnie krzyczała mimo iż nic nie zrobiłam. Darła się na mnie ,że nie umiem jeździć ,że jestem beztalenciem ,że kto mnie tego nauczył. Jak po treningach z nią zsiadałam z konia to formalnie ryczałam przez nią ,bo wygarniala mi wszystko co tylko widziała. a jak coś w stajni robilam - tak w sumie jak zawsze za dawnych czasów to też mi wygarniała ,że co ja wyrabiam ,że tak się tego nie robi ... blblblbla. Gadała ,że ruszam się jak mimoza mimo że odwalałam zawsze najgorszą robotę ,a ta druga dziewczyna jeździła w tym czasie konie .Rozstałam sie z tą stajnią właśnie z tego powodu iż przestało mi się tam podobać , ludzie sie zmienili ,zmienily się konie i stajnia też się zmieniła... Na to nie ma rady , po prostu zmienić stajnię i tyle. I nie wszyscy są tacy jak mówisz (: Ja poznałam wspaniałych ludzi ,że jak czasami sobie przypominam dawne czasy w stajni to po prostu płaczę ze szczęścia i ze smutku ,ze to już nie powróci ... I nie myślcie sobie ,że jestem jakąś małą dziewczynką ,która tylko to zmyśla i przeżywa, bo to wszystko zdarzyło się naprawdę i nikomu nie życzę takiego głupiego rozstania z ludźmi ,których się uwielbia ,a wręcz nawet kocha i się z nimi zżyło . . . Znam to uczucie. To wszystko dzieje się zawsze wówczas, kiedy naprawdę myślisz, że znalazłeś już swoje miejsce, swoją stajnię. I to nie tylko dotyczy koni.
A nie próbowałyście czasem spojrzeć na to z drugiej strony?Żeby mieć stajnie jako hobby trzeba być zamożnym człowiekiem, jeśli ktoś decyduje się na to, by udostępnić swoje konie do szkółek to właśnie dla zarobku, przecież kosztuje i czas poświęcony jeźdźcom szkółkowym i nawet zwykłe zużycie sprzętu, z którego korzysta się jeżdżąc konno. Więc choćby z tych powodów jazdy są odpłatne, żeby chociaż wyszło na "0". A jeśli kogoś naprawdę stać na utrzymanie stajni, która będzie jego pasją, z pewnością nie będzie to stajnia w której wierzchowce będą udostępniane postronnym osobom. Zwykle jest tak, że te dwie sprawy łączą się ze sobą. Ktoś naprawde lubi konie i chce mieć stajnie, ale jednocześnie chce zarobić. I nie ma w tym nic zdrożnego, po prostu proza życia. Naprawdę dużym sukcesem jest, jeśli stajnia jest w stanie utrzymać się, już nie mówię o zarobku z samych jazd, dużo bardziej dochodowy jest choćby pensjonat, ale to temat na odrębną dyskusję.. Wracając do instruktorów. Proponuję postawić się, choć czasem na miejscu osoby prowadzącej jazdy. To naprawdę ciężki kawałek chleba i ogromna odpowiedzialność. W sezonie to praca niemal od świtu do nocy, mogę zmieniać konie, ale np. obiad mogę zjeść ok godz 21. Oczywiście każda osoba jest najważniejsza, najlepiej na świecie jeżdżąca i to, że nie wychodzi to zawsze wina konia, bo jest głupi albo moja, bo przecież jestem złym instruktorem. A wyobraźcie sobie dziewcze, które oczywiście twierdzi, że świetnie już samo (bez lonży) jeździ. W praktyce okazuje się, że "koń jest głupi, bo ja go ciągne a on idzie", a amazonka oczywiście nie reaguje na żadne polecenia czy wskazówki. A co z sytuacjami, gdy pojawia się jeździec, który ma już jakieś ugruntowane nawyki, niestety złe nawyki? I znów wina leży po stronie głupiego konia, który nie rozumie, że powinien zagalopowac na komende "galop" i kopnięcie. "Bo u nas w stajni konie są ujeżdżone i lepiej reagują"... A co z sytuacjami, gdy na jazdę umawia się kilka osób, np znajomi, rodzenstwo, lub cokolwiek, których nie miałam okazji przetestować wcześniej. Oczywiście twierdzą, że jeżdżą, wszystko wiedzą, zaliczyli już w swojej karierze kilka rajdów. W praktyce okazuje się, że nagle mam do wyczyszczenia i osiodłania kilka koni, bo wspaniali adepci nigdy wczesniej tego nie robili, ba, boją się nawet wejść do boksów ("bo u nas w stajni konie zawsze były osiodłane"). No więc czyszczę i siodłam kilka koni jednocześnie, dopasowuję strzemiona etc... I znów problem, jak wyprowadzić je ze stajni, żeby jednocześnie zostać z już wyprowadzonymi na ujeżdżalni i wyprowadzić kolejne? oczywiscie jeźdźcy prowadzić koni w ręku też nie potrafią. Uff, w końcu siedzą. Konie z dobrej woli poruszają się w zastępie stępem dookoła ujeżdzalni. Jednak problem zaczyna się już w momencie próby zmiany kierunku, że o zakłusowaniu nie wspomnę. I pada standartowe w takich sytuacjach pytanie ze strony kogoś z zastępu. "Państwo jeżdżą też w tereny, kiedy my moglibyśmy umówić się na rajd". No i jestem zła i chamska "w przyszłe wakacje, bo niestety teraz wszyscy państwo kwalifikujecie się na naukę podstaw na lonży". I więcej już tych ludzi nie widziałam. Oczywiście znajdą lepszą stajnię, wspaniałego instruktora. Ja nie mam prawa stracić cierpliwości czy być zmęczona. Przecież całe zło tego świata to moja wina i jeszcze tego głupiego konia, który cały czas się schyla, zeby choć na moment uwolnić się od szarpiącej ręki...Kiedyś pewien trener, prawdziwy, z uprawnieniami patrząc jak usiłuję prowadzić jazdy dał mi jedną radę. "Słuchaj, ja 40 lat uczyłem jeździć. Wierz mi, oni nie chcą się niczego nauczyć. I TY ich nie ucz. Oni przychodzą pojeździć, ma być fajnie i mają zostawić pieniądze. Ale nawet nie próbuj ich uczyć, bo oni tego nie chcą, nie podchodz do tego ambicjonalnie". Czasem dochodzę do wniosku, że może jednak coś było w tej radzie.. Przeciez ktoś z moich przedmówców napisał, że miał wymagającego instruktora, a teraz ma lepszego...Co wiecej, czasem zdarza się ktoś, kto skarży się właścicielowi, że on chce sobie pojeździć a ja chcę zrobić z niego olimpijczyka. Ale jakiego olimpijczyka? Bo próbuję kogoś wyprostować? Bo wolę, żeby strzemie było bliżej palców niż zadartej pięty? Bo tłumaczę co czuje koń szarpany za wodze? A może dlatego, że nie wypuszcze ze stajni niewyczyszczonego konia? Niech bedzie, moje widzimisie, z brudu jeszce nikt nie umarł. A co jeśli ten głupi koń dzięki brudowi pod czaprakiem/popręgiem dozna choćby otarcia? On też czuje ból, nawet jeśli jest głupi i nikt go nie lubi. O, przypomniał mi się jeszzce jeden przykład. Pewien pan który jezdził, bo to w dobrym tonie. Na tłumaczenia, żeby nie zawracał koniem w miejscu, bo koń może się spleczyć reagował "płacę, to wymagam". No można i tak. Teraz ma własnego konia. Gdy klacz kuleje, a pan zapragnie treningów skokowych? "ona udaje", albo "nic jej nie jest". Dzikie galopy po asfalcie? czemu nie, "to mój koń, będe robił co mi się podoba".Kochani, odrobinę empatii i w kierunku instruktorów. Oni też są ludźmi. Czasem mogą być zwyczajnie zmęczeni, głodni, poirytowani... A może warto najpierw przyjżeć się sobie i temu jaką to JA jestem gwiazdeczką zanim zacznę szukać winy dookoła?Pozdrawiam!
chyba w każdej stajni znajduje się jeden trener, który nie promieniuje życzliwością..jest to wina tego, że widocznie jest przemęczony swoją (jakże dla niego) "nudną" pracą i probuje jak najszybciej skończyc swoje działania po przez opryskliwość do uczniów. Wiążą się z tym też pieniądze, niektórzy robią coś tylko po to by zyskiwać z tego pożytek pieniężny.Lecz chwała trenerom którzy uwielbiają ciepłe rozmowy podczas jazdy jak i przed i po jeździe ;) takich przecież kochamy.
Przypomniała mi się jeszzce jedna kwestia. Ktoś z przedmówców pisał, że instruktor nie tłumaczył/nie pokazywał.To ja może przytoczę ciekawy przykład. Prowadziłam kiedyś jazdy we własnej stajni na własnych koniach. Uczniem było dziecko, które na lonży uczyło się anglezować. Ponieważ jakoś okazywało się odporne na moje tłumaczenie pomyślałam, że może pomocne będzie, gdy ja wsiądę na konia i pokażę na czym to dziwne anglezowanie polega. Skończyło się na stwierdzeniu rodzica, że ja chcę sobie pojeździć za jego pieniądze...No można i tak, z pewnością jestem fanka kłusowania w kółeczko. I z pewnością ktoś musi mi płacić za to, że wsiadam na mojego konia.Od tej pory już nie jestem taka chętna do pokazywania jakiegoś elementu, bo po co mam słuchać takich uwag? Może faktycznie jeźdźcy wolą "sobie pojeździć" a nie uczyć się...
Przyszłam kiedyś tam po jakiejś dłuższej przerwie, to mnie wsadzili na lonże. Ok, pierwszy raz sie zgodziłam no bo rozumiem - dawno nie jeździłam, musze sobie przypomnieć. Ale po 2 tygodniach codziennej jazdy, oni znowu mnie na lonże! wtedy sie zdenerwowałam, zapytałam co jest nie tak, i czy nie moge tego wyćwicznyć na zwykłej jeździe. Co powiedział instruktor? Że mam źle ułożoną ręke i inaczej niż na lonży nie da rady! To ja zadzwoniłam do mamy, żeby po mnie już przyjechały, że ja dzisiaj nie jeżdże. Ona porozmawiała z tym wielce instruktorem i co powiedział? Że ja nic nie umiem! Że jestem za mała (14 lat) żeby samemu jeździć! że jeżeli chce DOBRZE jeździć, to musze na lonży troche posiedzieć, że na razie jestem zbyt "tępa" (nie użył tego słowa, ale coś w tym stylu) żeby jeździć samemu! Oj, wtedy się wkurzyłam, i to pożądnie. To naprawdę współczuję z tą lonżą. Ja to miałam o tyle szczęścia, że jak rok temu pojechałam na konie pierwszy raz po ok.7,8 miesiącach to sama pomyślałam, że wezmę jazdę na lonży, żeby sobie wszystko dobrze poprzypominać, ale instruktorka powiedziała, że w przed tą przerwą dobrze mi szło, to już jak tak bardzo chcę tą lonżę to OK, ale najpierw postępuję sobie luzem po ujeżdżalni. No i tak wyszło, że jednak sama kłusowałam i wgl dobrze mi szło jak na tak dużą przerwę. Pod koniec nawet zaproponowała mi galop, ale jakoś nie byłam przekonana i odmówiłam, choć potem żałowałam, ale na następnych lekcjach już normalnie się uczyłam tych chodów i jakieś tam ćwiczenia i czułam się świetnie. A co do tych wrednych instruktorów to tylko raz jak nie było jednej babki to prowadziła mi jazdę jej koleżanka to tak się darła i wgl była taka nieprzyjemna :/.
Jak byłam na obozie jeździeckim, jako najmłodsza z grupy i zarazem początkująca, to doświadczone dziewczyny wciąż mi dokuczały, to jest okropne i zniechęca do stadniny, dlatego lepiej uważać na towarzystwo takich wstrętnych osób, które się zachowują jak by miały wiecznie muchy w nosie :]
Witam [jeśli wkradnie się jakiś BYCZEK -sorki] Ja się zgadzam z sfinką .Ja tesz mam stajnie -co prawda małą na 5 koni i kiedyś prowadziłam jazdy i powiem szczerze że jestem poniekont szczęśliwa że już tego nie robie ? Właśnie z tych powodów że bardzo chciałam kogoś czegoś nauczyć a ten ktoś chciał tylko się podyndać i poklepać konia po nerach . Na szczęście byli i tacy co wręcz chcieli się czegoś nauczyć i do dziś mam z nimi kontakt .Wydaje mi się że ci żli poprostu jeżdzili u złych i to właśnie widać słychać i czuć na jazdach ? Ja na szczęście miałam wspaniałych trenerów którzy nie tylko uczyli jeżdzić konno ale kultury osobistej dla konia i innych uczestników jazdy . I włosy mi się nie raz jeżyły jak znajomi opowiadali mi o jazdach??????? w świetnych OŚRODKACH??????
Zauważcie, że jeździectwo było kiedyś sportem tylko dla bogatych i z wyższych sfer, byle biedak nie jeździł na rajdy, jak miał do czynienia z koniem to tylko w polu. I w dzisiejszych czasach wielu ludzi myśli w ten sposób, nie jeździ bo to kocha tylko żeby się pochwalić: "zobacz, jeżdżę konno, więc mam kasy jak lodu". No a często się zdarza, że snobom słoma z butów wystaje, pieniądze tego nie ukryją :) Na szczęście są miłośnicy jazdy i koniarze i z takimi trzeba trzymać a pyszałków i chamów omijać szerokim łukiem :)
No właśnie! ie chodzi mi oczywiście o każdego człowieka, który obcuje z koniem. Nie obrażam też Was i nie mówie ogółem jako społeczność. Wiele, wiele razy spotkałam się ze strasznym chamstwem ze strony instruktorów, ale także jeźdźców. Ostatnio na wakacjach, jechałam w teren większą grupą i nagle instruktorka powiedziała (soryyy- krzyknęła), że mam umiejętności na taczke a nie konia... Szczerze? Zrobiło mi się okropnie przykro, sczególnie, że moje umiejętności nie są wcale takie niskie! Już poprawnie galopuje, skaczę trochę powyżej metra. Obchodzić się z koniem też umiem... Nie mówie, że niewiadomo co umiem, bo tak nie jest. Ale umiem sobie sama poradzić, krzywdy koniowi nigdy nie zrobiłam, zadania robie poprawnie. Umiem ogarnąć spory zastęp ( w trakcie wakacji byłam pomagierką w stadninie). Nic tej pani nie zrobiłam. Powiedziała to jeszcze z tak słodką minką... nastepnęgo dnia spytałam czy naprawde tak sądzi ( z nadzieją, że był to może słaby żart). Ona powiedziała, że jak najbardziej tak jest. Jej chamstwo spadało nie tylko na mnie... Było wiele takich sytuacji. Denerwuje mnie to , że właściciele TAK pokazują pracę i to "szczęście" w współpracy z koniem... Zmieniłam stadnine na lepszą, jaką europejsko-coś-tamcoś-tam i jest ok. Ale przed nią były jeszcze 3 i 2 obozy konne. Nic tym ludziom nie robie. Słyszałam, że nie tylko mi coś takiego się zdarza... Czy ktoś z Wam, mógłby mi to wytłumaczyć? Dziękuje z góry za odpowiedzi :)
To tak jak z nauczycielami w szkole. Nie każdy umie przekazać swoją wiedzę. Instruktorzy myślą, że skoro oni coś umieją, to wszyscy również powinni to umieć. Też uczyłam się w stadninach, gdzie mówili CO mam robić i że źle to robię, a nie JAK mam to robić. Jest dużo stadnin, gdzie dla właścicieli koń to tylko biznes - tak jak sprzedaż ubrań. Poza tym nie zawsze winien jest jeździec, czasem to koń jest przez właściciela źle przeszkolony, lub zaciągnięty w pysku przez różne osoby. Radzę się po prostu nie przejmować, ALE NIE zostawać w takich stadninach, bo tam się nic nie nauczysz. Zdarza się, że właściciele takich stadnin po prostu chcą sobie dorobić, więc organizują lekcje, ale nie, aby kogoś uczyć, tylko po to, aby wyciągnąć pieniądze. Widziałam też instruktorów, którzy zwracali się serdecznie do tych, którzy dzierżawili w tej stadninie konia, lub byli bogaci, a olewali tych początkujących, którzy mogli sobie pozwolić na co najwyżej jedną jazdę w miesiącu. Dobrze, że znalazłaś w końcu dobrą stadninę. Ja także długo szukałam i dziwię się, że tak trudno znaleźć życzliwe osoby w tym sporcie, którzy naprawdę chcą uczyć innych.
To tak jak z nauczycielami w szkole. Nie każdy umie przekazać swoją wiedzę. Instruktorzy myślą, że skoro oni coś umieją, to wszyscy również powinni to umieć. Też uczyłam się w stadninach, gdzie mówili CO mam robić i że źle to robię, a nie JAK mam to robić. Jest dużo stadnin, gdzie dla właścicieli koń to tylko biznes - tak jak sprzedaż ubrań. Poza tym nie zawsze winien jest jeździec, czasem to koń jest przez właściciela źle przeszkolony, lub zaciągnięty w pysku przez różne osoby. Radzę się po prostu nie przejmować, ALE NIE zostawać w takich stadninach, bo tam się nic nie nauczysz. Zdarza się, że właściciele takich stadnin po prostu chcą sobie dorobić, więc organizują lekcje, ale nie, aby kogoś uczyć, tylko po to, aby wyciągnąć pieniądze. Widziałam też instruktorów, którzy zwracali się serdecznie do tych, którzy dzierżawili w tej stadninie konia, lub byli bogaci, a olewali tych początkujących, którzy mogli sobie pozwolić na co najwyżej jedną jazdę w miesiącu. Dobrze, że znalazłaś w końcu dobrą stadninę. Ja także długo szukałam i dziwię się, że tak trudno znaleźć życzliwe osoby w tym sporcie, którzy naprawdę chcą uczyć innych.Dokładnie. Coraz mniej takich miejsc w którym uczom bo kochają, a nie dlatego, bo jest w tych biznes. Dzięki za odpowiedź. Widze, że jesteśmy podobne w naszych przemyśleniach. Dzięki jeszcze raz :*
Też się z tym spotkałam, także w szkole z trenerami, niestety jest to przykre. Powiedziałam o tym mamie, ona mi wytłumaczyła, że instruktorzy/trenerzy mówią tak dla naszego dobra. Wiem wydaje się to dziwne, ale jak sobie to wszystko przemyślałam, to faktycznie, może oni wcale nie chcą nas poniżyć, lub nie wiadomo jak obrazić. No bo pomyślcie, jeżeli ktoś mówi wam, że jesteście świetni, to myślicie sobie, że nie musicie już tak ciężko trenować i się starać bo wszyscy was chwalą i niby już wszystko umiecie. A teraz odwrotnie, jak ktoś mówi wam, że fatalnie wam idzie i że jesteście beznadziejni, macie świadomość, że musicie ciężej pracować i co raz to bardziej zagłębiać swoją wiedzę a co za tym idzie osiągać co raz lepsze efekty. Ja osobiście takie uwagi typu ,,pływasz jak worek ziemniaków,, staram się ignorować. Jest to trudne i zależy to od psychiki, ale trzeba ich zrozumieć.
Trzeba przyznać,że pani instruktor brzydko postąpiła! Skoro stwierdziła,że czegoś nie potrafisz (nie chcę Cię w tym miejscu ranić,ale mówię jak mi się zdaję) to mogła Ci to powiedzieć na spokojnie po terenie lub mogła Cię poprosić abyś podjechała bliżej żeby mgła Ci wytłumaczyć. Na Twoim miejscu to bym się popłakała nawet,ale no cóż. Może to nie jest "prawdziwa" stadnina,w której uczą ludzie,którzy kochają konie. W naszych czasach ludzie są nastawieni na zarabianie kasy,a nie na to żeby czegoś nauczyli dobrze. ;)Nie martw się! Nie myśl o przeszłości myśl o teraźniejszości i przyszłości!Pozdrawiam~iwonka1997~
Często spotykam się z takim chamstwem. Jest to chyba norma u ludzi z zawyżoną samooceną. Jednak czytając twoją opowieść jedno mnie dręczy - co by było gdyby ją zapytać co robisz źle ? W końcu to jest trenerką. Dlaczego myśli, że tak jest ?! Ma taki, a nie inny zawód. Niech Ci powie co jest źle ! Taczka ?! co to ma oznaczać !? Masz umiejętności do wywożenia gnoju to masz umiejętność zajmowania się koniem, a nie tylko grzania ... czterech liter w siodle. To o tym myślę.
Eeee... Popieram Hellenne. W swoim życiu miałam tylko dwóch na czterech instruktorów, którzy wszystko mi potrafili wyjaśnić: taki jeden wojskowy (nie wiedziałam nawet jak się nazywa, a szkoda. Miałam go tylko na jednej lekcji, potem zniknął ze Starej Stajni, a tak mogłabym się dowiedzieć gdzie teraz pracuje) i p. Justynę która nadal mnie uczy (z Eldorado, innej stajni) Pani Justyna jest ekstra. Chwali mnie w ogóle za to, że się staram, bo mi mówiła, że uczyła takich co nie zwracali uwagi na jej słowa.
spotkałam się już nie raz z opinia ze towarzystwo koniarzy jest często chamskie .;Dbardzo się ciesze ze w mojej stajni panuje super atmosfera, wszyscy sobie pomagamy, nie obrażamy nikogo itp ;Dpani instruktor lepszej nie miałam, u P.Kasi w chłodne dni idziemy na herbatkę lub kakao do domu itp ;D ale byłam kiedyś na jednej lekcji w innej stajni, bo byłam u cioci. po prostu masakra. była to duża stajnia. pani instruktor zmierzyła mnie wzrokiem po czym powiedziała którego konia mam sobie wziąć i jechać na halę. przy każdym ćwiczeniu miałam wrażenie ze chce mnie poniżyć, przed zagalopowaniem pytała się mnie czy umiem (chociaż przed jazdą już jej mówiłam na jakim jestem poziomie) było to dla mnie nie mile,ale cóż .;D
Dziękuje Ci bardzo :) Mocno krzepiące i optymisteczne słowa. Miło spotkać się ze zrozumieniem. Dzięki :*
Dziękuje Wam bardzo :* Bardzo mi pomogliście. Pozdrawiam♥ EquusLove
Też się z tym spotkałam, także w szkole z trenerami, niestety jest to przykre. Powiedziałam o tym mamie, ona mi wytłumaczyła, że instruktorzy/trenerzy mówią tak dla naszego dobra. Wiem wydaje się to dziwne, ale jak sobie to wszystko przemyślałam, to faktycznie, może oni wcale nie chcą nas poniżyć, lub nie wiadomo jak obrazić. No bo pomyślcie, jeżeli ktoś mówi wam, że jesteście świetni, to myślicie sobie, że nie musicie już tak ciężko trenować i się starać bo wszyscy was chwalą i niby już wszystko umiecie. A teraz odwrotnie, jak ktoś mówi wam, że fatalnie wam idzie i że jesteście beznadziejni, macie świadomość, że musicie ciężej pracować i co raz to bardziej zagłębiać swoją wiedzę a co za tym idzie osiągać co raz lepsze efekty. Ja osobiście takie uwagi typu ,,pływasz jak worek ziemniaków,, staram się ignorować. Jest to trudne i zależy to od psychiki, ale trzeba ich zrozumieć.Nie, jeżeli ktoś wrzeszczy to nie robi tego dla naszego dobra - stresujemy się, tym samym spinając wszystkie mięśnie. Można inaczej wskazywać błędy. U mnie w stajni też jest miło, mimo że konie są młode i płochliwe - może właśnie dlatego - kiedy siedzimy spokojnie na koniu, a ktoś obok spokojnie nam wyjaśnia, że mamy zły dosiad, to wszystko od razu lepiej wychodzi. I wcale nie mówią ciągle, że jesteśmy świetni. Zamiast gadać, że nie umiemy jeździć, niech powiedzą, co DOKŁADNIE źle robimy.
Ja osobiście darzę konie ogromnym szacunkiem i uważam ,że te stworzenia są bardzo mądre. Dlatego rozmawiam sobie z końmi nawet jak inni w stajni dziwnie na mnie patrzą ,bo mam wrażenie ,że mnie rozumieją. Ale niektórzy "kochają konie nad całe życie" ale tego jak się do nich odnoszą i z nimi obcują to mi się w głowie jakoś nie mieści. Pewnie jestem troche przewrażliwiona ,ale nie podoba mi się do zbytnio. Bo gdzie tu jest fair dla koni ? Wydaje mi się ,że niektórzy nie próbują zrozumieć koni... oczywiście nie chcę tu nikogo obrazić ale tak to wygląda z mojego punktu widzenia...
troche odeszłam od tematu ale uważam ,że mogłabym tu go poruszyć ...
Też się z tym spotkałam, także w szkole z trenerami, niestety jest to przykre. Powiedziałam o tym mamie, ona mi wytłumaczyła, że instruktorzy/trenerzy mówią tak dla naszego dobra. Wiem wydaje się to dziwne, ale jak sobie to wszystko przemyślałam, to faktycznie, może oni wcale nie chcą nas poniżyć, lub nie wiadomo jak obrazić. No bo pomyślcie, jeżeli ktoś mówi wam, że jesteście świetni, to myślicie sobie, że nie musicie już tak ciężko trenować i się starać bo wszyscy was chwalą i niby już wszystko umiecie. A teraz odwrotnie, jak ktoś mówi wam, że fatalnie wam idzie i że jesteście beznadziejni, macie świadomość, że musicie ciężej pracować i co raz to bardziej zagłębiać swoją wiedzę a co za tym idzie osiągać co raz lepsze efekty. Ja osobiście takie uwagi typu ,,pływasz jak worek ziemniaków,, staram się ignorować. Jest to trudne i zależy to od psychiki, ale trzeba ich zrozumieć.Instruktor nie ma prawa Cię obrazić- skoro jest nauczycielem,to ma Ci powiedzieć,co robisz źle i jak masz to wykonać poprawnie.Nie chodzi tu o chwalenie i mówienie,jacy to jesteśmy świetni,ani o dołowanie nas nic nie znaczącymi komentarzami i porównaniem naszych umiejętności do prawa jazdy na taczkę,ale o konkretne i realistyczne ocenienie naszych umiejętności.Po to właśnie jest trener.Ma nas obejrzeć na koniu z każdej strony i poprawić,jeśli jest coś źle.Serenada ma rację- w tym wszystkim jest najważniejszy koń i o nim nie można zapominać,ale mi chodzi o to,że jako ten tobołek na jego plecach potrzebujemy fachowej opinii aby jak najmniej mu przeszkadzać.Kochani,więcej odwagi w kontaktach z dorosłymi!!!Jeżeli uważacie,że Was poniżają nieodpowiednim doborem słów,to zwróćcie im na to uwagę,bo to oni mają wiedzę i lata,aby traktować Was odpowiednio.Jeżeli tego nie robią,to widocznie nie nadają się na stanowisko trenera i nauczyciela,a takie rzeczy trzeba zgłaszać.Płacicie za jazdę z trenerem,więc ma słuchać tego,co macie do powiedzenia,a jeżeli właściciel stajni dowie się,że ludzie rezygnują z powodu złego trenera,to może zastanowi się i coś z tym zrobi.
Instruktor musi wytłumaczyć Ci, co robisz źle, a nie poniżać Cię przy wszystkich! Taki instruktor, który cię obraża, nie powinien w ogóle pracować z ludźmi. Bo praca instruktora to nie tylko praca z końmi - to także praca z ludźmi i instruktor, który jest arogancki, nigdy nie będzie przez nikogo lubiany.
Witajcie :)Ja mam 26, konno jeżdżę od kiedy skończyłam 11 lat :) więc już spory czas. W swojej karierze: jeźdźca, trenera, luzaka spotkałam się z ludźmi zarówno bardzo miłymi i sympatycznymi jak i tymi, których zachowanie pozostawiało wiele do życzenia. Najczęściej byli to zawodnicy ( wyższych klas) lub instruktorzy/trenerzy, którzy nie pozostawiali na swoim podopiecznym suchej nitki :) a z słów jakimi się posługiwali można by utworzyć nowy łaciński słownik. Z jednej strony niektóre zdarzenia były bardzo motywujące i mobilizujące do działania, ale zdarzały się chwile ( w większości) po których zsiadałam z konia i uciekałam w najciemniejszy kąt stajni żeby się wypłakać.... Mój trener powiedział że muszę być twarda i nie dać się bo jeździectwo jest "chamskie" ale nie zawsze idzie z taką łatwością przyjąć te wszystkie obelgi... Czasem nie da się od tak po prostu na to przymknąć oka. Dzisiaj te czasy mam już za sobą. Dalej spotykam się z chamstwem, ale teraz to ja jestem instruktorką " na swoim podwórku" i mogę w jakiś sposób kontrolować sytuację. Uczę ludzi jeździć tak, jak sama byłam uczona, ale bez wyzywania i poniżania. Staram się by każdy kto do mnie przyjdzie czuł się dobrze, choć nie zawsze jest łatwo.
evka85158 - widzę nawet, że mieszkasz niedaleko mnie ;) może wybiorę się do ciebie na podszkolenie umiejętności :) A wracając do tematu, spotkałam się nie tyle z chamskimi odzywkami co z tekstami o zabarwieniu nieco erotycznym ... :) cóż, bywa i tak.
może Twoja nauczycielka jest zbyt wymagająca i myśli ,że każdy kogo uczy musi jeździć jak zawodowiec( lub jak ona ;-) ). Może po prostu zmień nauczycielkę na łagodniejszą, taką, która powie Ci czego od ciebie wymaga , co robisz źle, co dobrze! I jeszcze jedno: ja się nigdy z czymś takim nie spotkałam . Uważam, że koniarze to mili ludzie. Prawdziwy jeździec ( np. Ty) może zaprzyjaźnić się z każdym jeźdźcem(chodzi o miłych jeźdźców).
Tynaa91 - Jasne zapraszam jeśli tylko będziesz miała ochotę :) A co do wypowiedzi powyżej... no cóż faktycznie wydaje się że jeśli ktoś jest miły i ja jestem miła to mogę zaprzyjaźnić się z każdym i nie powinno być problemu, ale to się tylko tak wydaje... Ja staram się (na tyle ile mogę - ponieważ jesteśmy tylko ludźmi i każdy popełnia błędy) być fair w stosunku do innych i nie wdawać się w konflikty, ale ileż to razy było tak że ni z tego ni z owego dowiadywałam się że osoba którą uważałam za przyjaciela bądź przyjaciółkę nagle bez żadnego konkretnego powodu "obrobiła mi tyłek" przed innymi członkami stajni, bo coś se tam w głowie uroiła, lub źle usłyszała, lub miałyśmy jakąś małą sprzeczkę ( bo takie się zdarzają) lub po prostu chciała się przychlebić innym... Niestety takie rzeczy są na porządku dziennym w różnych stajniach i tego nie zmienimy, bo nawet jeśli jesteśmy fair, nie wtrącamy się w nic itp to jeśli ktoś będzie chciał nam zrobić "za tyłkiem" to i tak nam zrobi.. i nic na to nie poradzimy. Koniec.A co do zboczeńców w końskim świecie, to też coś o tym wiem :) ale trzeba się nie dać i dopóki to nie groźne to olewać i obracać w żart.
Hellena masz rację. To tak jak w szkole. Myślą, że jeżeli oni wszystko potrafią to że to prościzna i że każdy powinien to robić dobrze. Np. jak był W-F i graliśmy w ręczną to pan zawsze mówił, że ona za słabo rzuca piłkę do bramki, a wcale tak nie było tylko on był na bramce i ZAWSZE wszystko bronił do tego stopnia, że przegraliśmy 7 do 2.
Na szczęście w mojej stadninie tak nie jest. Nikt nie traktuje tego jak biznes - wszyscy uczą dobrze, a właściciele traktują to jako hobby. Wiem, że są takie gdzie uczą tylko dla pieniędzy, a uczeń wraca do domu i niczego się nie nauczył
Właśnie miałam kiedyś ten sam problem... jak jeździłam w wielkiej stadninie, gdzie koń z jeźdzcem to była tylko forsa. Przyszłam kiedyś tam po jakiejś dłuższej przerwie, to mnie wsadzili na lonże. Ok, pierwszy raz sie zgodziłam no bo rozumiem - dawno nie jeździłam, musze sobie przypomnieć. Ale po 2 tygodniach codziennej jazdy, oni znowu mnie na lonże! wtedy sie zdenerwowałam, zapytałam co jest nie tak, i czy nie moge tego wyćwicznyć na zwykłej jeździe. Co powiedział instruktor? Że mam źle ułożoną ręke i inaczej niż na lonży nie da rady! To ja zadzwoniłam do mamy, żeby po mnie już przyjechały, że ja dzisiaj nie jeżdże. Ona porozmawiała z tym wielce instruktorem i co powiedział? Że ja nic nie umiem! Że jestem za mała (14 lat) żeby samemu jeździć! że jeżeli chce DOBRZE jeździć, to musze na lonży troche posiedzieć, że na razie jestem zbyt "tępa" (nie użył tego słowa, ale coś w tym stylu) żeby jeździć samemu! Oj, wtedy się wkurzyłam, i to pożądnie. Zmieniłam stajnie, teraz jeżdże sama, galopuje, skacze, na wiosne prawdopodobnie pojadem na zawody. Ale nie wszyscy koniarze są jednak tacy chamscy. Teraz u mnie jest baardzo fajnie, mili ludzie i wgl jest super. Pozdrawiam ;)
a, i jeszcze dopowiem, że z początku nic mi nie wytłumaczył, o co chodzi z tą ręką....
Też się z tym spotkałam!!!a było to tak...po kilku miesiącach bez troskiej jazdy do stadniny przyszła nowa instruktorka i zaczęło się piekło, była niemiła ciągle narzekała,a jeżeli już można powiedzieć ,że była miła to tylko wtedy kiedy wykonywałeś jej polecenia bez błędnie,nawet nie chcę cytować słów jakie kiedyś od niej usłyszałam!:(W końcu nie wytrzymałam napięcia przestałam chcieć dalej się uczyć!Skończyło się to tak ,że zaczęłam się panicznie bać koni... Szczerze mówiąc to do koni podejścia też nie miała ,a one jej nie lubiły!!!:(
Czasem tak bywa, że są instruktorzy którzy nie potrafią pracować z dziećmi czy ogólnie z rekreacją, bo nie mają do nich siły, ale za to sprawdzają się przy trenowaniu osób, które zajmują sie już małym sportem, lub sportem. Są też tacy którzy mają podejście i cierpliwość.
Wiem,np. niektórzy instruktorzy mówią " Macie tworzyć zespół, ma koń cb słuchać !" po czym każą laćkonia batem, kopią go i biją pięścią !!!Albo np. jak była u nas w stadninie instruktorka w zastępstwie, to koń jakiś nowy kupiony stanął dęba i przewrócił sie na bok z dziewczyną na jej noge, a ta pani " Patrycja !(imę zmyślone ze względu na prywatność dziewczyny) Co ty robisz ? Koń nie może leżeć bo mu się coś stanie ! Wstawaj szybko, jak ja byłam w twoim wieku to nie jezdiłam tak jak ty ! ".to mi koleżnaka opowiedziała.
Jak jeździłam w jednej pod Częstochowskiej stajni to koń mi nurkował grzbietem, jak zapytałam czemu tak jest to usłyszałam,że kobyłka podstawia zad- Mój obecny trener wytłumaczył mi to i teraz wiem ,że koniur miał jakąś bolesność grzbietu. Dodatkowo mój narzeczony jak nie umiał zatrzymać konia usłyszał ,, jak Cie nie słucha to urwij mu łeb, ma iść tam gdzie chcesz" a po chwili ,, Przestań go szarpać, barany znęcacie się nad moimi końmi". Na szczęście teraz mam cudownego trenera który wszystko tłumaczy łagodnie i spokojnie, a jak czegoś nie umiem zrobić siada na konia i pokazuje jak wykonać dany element. Wykorzeniajmy chamstwo unikając takich trenerów. Wszystko zależy od nas samych.
Jak jeździłam w jednej pod Częstochowskiej stajni to koń mi nurkował grzbietem, jak zapytałam czemu tak jest to usłyszałam,że kobyłka podstawia zad- Mój obecny trener wytłumaczył mi to i teraz wiem ,że koniur miał jakąś bolesność grzbietu. Dodatkowo mój narzeczony jak nie umiał zatrzymać konia usłyszał ,, jak Cie nie słucha to urwij mu łeb, ma iść tam gdzie chcesz" a po chwili ,, Przestań go szarpać, barany znęcacie się nad moimi końmi". Na szczęście teraz mam cudownego trenera który wszystko tłumaczy łagodnie i spokojnie, a jak czegoś nie umiem zrobić siada na konia i pokazuje jak wykonać dany element. Wykorzeniajmy chamstwo unikając takich trenerów. Wszystko zależy od nas samych.Słuchaj, a ten trener to spod Częstej? Jak tak, to mogłabyś podać nazwisko/ namiary? ;)
Tu nie chodzi o to, czy ktoś jest koniarzem, czy nie. W każdej dziedzinie życia znajdą się ludzie chamscy. Przyczyny takiego zachowania są różne. Ludzie mają złośliwość we krwi. Sprawia im to przyjemność. Jeszcze tego nie zauważyliście?;( Inni mają problemy, chcą czuć się lepsi, mają wszystko w nosie. Jednak w większości przypadków to brak samokontroli.
Dla niektórych ludzi trzeba być hardym ,nie zwracaj na to uwagi ;)Jeździłam w takiej stajni gdzie ludzie byli naprawdę mili i zżyci ,normalnie jak rodzina ,każdy sobie pomagał i wgl. Jednak ta instruktorka ,która tam była wyjechała do innej pracy i przyszła jakaś nowa babka, od zawsze pracowałam w tej stajni więc nie chciałam się z nią rozstawać jednak coraz częściej miałam do tego skłonności. Ta nowa instruktorka często na mnie krzyczała mimo iż nic nie zrobiłam. Darła się na mnie ,że nie umiem jeździć ,że jestem beztalenciem ,że kto mnie tego nauczył. Jak po treningach z nią zsiadałam z konia to formalnie ryczałam przez nią ,bo wygarniala mi wszystko co tylko widziała. a jak coś w stajni robilam - tak w sumie jak zawsze za dawnych czasów to też mi wygarniała ,że co ja wyrabiam ,że tak się tego nie robi ... blblblbla. Gadała ,że ruszam się jak mimoza mimo że odwalałam zawsze najgorszą robotę ,a ta druga dziewczyna jeździła w tym czasie konie .Rozstałam sie z tą stajnią właśnie z tego powodu iż przestało mi się tam podobać , ludzie sie zmienili ,zmienily się konie i stajnia też się zmieniła... Na to nie ma rady , po prostu zmienić stajnię i tyle. I nie wszyscy są tacy jak mówisz (: Ja poznałam wspaniałych ludzi ,że jak czasami sobie przypominam dawne czasy w stajni to po prostu płaczę ze szczęścia i ze smutku ,ze to już nie powróci ... I nie myślcie sobie ,że jestem jakąś małą dziewczynką ,która tylko to zmyśla i przeżywa, bo to wszystko zdarzyło się naprawdę i nikomu nie życzę takiego głupiego rozstania z ludźmi ,których się uwielbia ,a wręcz nawet kocha i się z nimi zżyło . . .
Dla niektórych ludzi trzeba być hardym ,nie zwracaj na to uwagi ;)Jeździłam w takiej stajni gdzie ludzie byli naprawdę mili i zżyci ,normalnie jak rodzina ,każdy sobie pomagał i wgl. Jednak ta instruktorka ,która tam była wyjechała do innej pracy i przyszła jakaś nowa babka, od zawsze pracowałam w tej stajni więc nie chciałam się z nią rozstawać jednak coraz częściej miałam do tego skłonności. Ta nowa instruktorka często na mnie krzyczała mimo iż nic nie zrobiłam. Darła się na mnie ,że nie umiem jeździć ,że jestem beztalenciem ,że kto mnie tego nauczył. Jak po treningach z nią zsiadałam z konia to formalnie ryczałam przez nią ,bo wygarniala mi wszystko co tylko widziała. a jak coś w stajni robilam - tak w sumie jak zawsze za dawnych czasów to też mi wygarniała ,że co ja wyrabiam ,że tak się tego nie robi ... blblblbla. Gadała ,że ruszam się jak mimoza mimo że odwalałam zawsze najgorszą robotę ,a ta druga dziewczyna jeździła w tym czasie konie .Rozstałam sie z tą stajnią właśnie z tego powodu iż przestało mi się tam podobać , ludzie sie zmienili ,zmienily się konie i stajnia też się zmieniła... Na to nie ma rady , po prostu zmienić stajnię i tyle. I nie wszyscy są tacy jak mówisz (: Ja poznałam wspaniałych ludzi ,że jak czasami sobie przypominam dawne czasy w stajni to po prostu płaczę ze szczęścia i ze smutku ,ze to już nie powróci ... I nie myślcie sobie ,że jestem jakąś małą dziewczynką ,która tylko to zmyśla i przeżywa, bo to wszystko zdarzyło się naprawdę i nikomu nie życzę takiego głupiego rozstania z ludźmi ,których się uwielbia ,a wręcz nawet kocha i się z nimi zżyło . . . Znam to uczucie. To wszystko dzieje się zawsze wówczas, kiedy naprawdę myślisz, że znalazłeś już swoje miejsce, swoją stajnię. I to nie tylko dotyczy koni.
A nie próbowałyście czasem spojrzeć na to z drugiej strony?Żeby mieć stajnie jako hobby trzeba być zamożnym człowiekiem, jeśli ktoś decyduje się na to, by udostępnić swoje konie do szkółek to właśnie dla zarobku, przecież kosztuje i czas poświęcony jeźdźcom szkółkowym i nawet zwykłe zużycie sprzętu, z którego korzysta się jeżdżąc konno. Więc choćby z tych powodów jazdy są odpłatne, żeby chociaż wyszło na "0". A jeśli kogoś naprawdę stać na utrzymanie stajni, która będzie jego pasją, z pewnością nie będzie to stajnia w której wierzchowce będą udostępniane postronnym osobom. Zwykle jest tak, że te dwie sprawy łączą się ze sobą. Ktoś naprawde lubi konie i chce mieć stajnie, ale jednocześnie chce zarobić. I nie ma w tym nic zdrożnego, po prostu proza życia. Naprawdę dużym sukcesem jest, jeśli stajnia jest w stanie utrzymać się, już nie mówię o zarobku z samych jazd, dużo bardziej dochodowy jest choćby pensjonat, ale to temat na odrębną dyskusję.. Wracając do instruktorów. Proponuję postawić się, choć czasem na miejscu osoby prowadzącej jazdy. To naprawdę ciężki kawałek chleba i ogromna odpowiedzialność. W sezonie to praca niemal od świtu do nocy, mogę zmieniać konie, ale np. obiad mogę zjeść ok godz 21. Oczywiście każda osoba jest najważniejsza, najlepiej na świecie jeżdżąca i to, że nie wychodzi to zawsze wina konia, bo jest głupi albo moja, bo przecież jestem złym instruktorem. A wyobraźcie sobie dziewcze, które oczywiście twierdzi, że świetnie już samo (bez lonży) jeździ. W praktyce okazuje się, że "koń jest głupi, bo ja go ciągne a on idzie", a amazonka oczywiście nie reaguje na żadne polecenia czy wskazówki. A co z sytuacjami, gdy pojawia się jeździec, który ma już jakieś ugruntowane nawyki, niestety złe nawyki? I znów wina leży po stronie głupiego konia, który nie rozumie, że powinien zagalopowac na komende "galop" i kopnięcie. "Bo u nas w stajni konie są ujeżdżone i lepiej reagują"... A co z sytuacjami, gdy na jazdę umawia się kilka osób, np znajomi, rodzenstwo, lub cokolwiek, których nie miałam okazji przetestować wcześniej. Oczywiście twierdzą, że jeżdżą, wszystko wiedzą, zaliczyli już w swojej karierze kilka rajdów. W praktyce okazuje się, że nagle mam do wyczyszczenia i osiodłania kilka koni, bo wspaniali adepci nigdy wczesniej tego nie robili, ba, boją się nawet wejść do boksów ("bo u nas w stajni konie zawsze były osiodłane"). No więc czyszczę i siodłam kilka koni jednocześnie, dopasowuję strzemiona etc... I znów problem, jak wyprowadzić je ze stajni, żeby jednocześnie zostać z już wyprowadzonymi na ujeżdżalni i wyprowadzić kolejne? oczywiscie jeźdźcy prowadzić koni w ręku też nie potrafią. Uff, w końcu siedzą. Konie z dobrej woli poruszają się w zastępie stępem dookoła ujeżdzalni. Jednak problem zaczyna się już w momencie próby zmiany kierunku, że o zakłusowaniu nie wspomnę. I pada standartowe w takich sytuacjach pytanie ze strony kogoś z zastępu. "Państwo jeżdżą też w tereny, kiedy my moglibyśmy umówić się na rajd". No i jestem zła i chamska "w przyszłe wakacje, bo niestety teraz wszyscy państwo kwalifikujecie się na naukę podstaw na lonży". I więcej już tych ludzi nie widziałam. Oczywiście znajdą lepszą stajnię, wspaniałego instruktora. Ja nie mam prawa stracić cierpliwości czy być zmęczona. Przecież całe zło tego świata to moja wina i jeszcze tego głupiego konia, który cały czas się schyla, zeby choć na moment uwolnić się od szarpiącej ręki...Kiedyś pewien trener, prawdziwy, z uprawnieniami patrząc jak usiłuję prowadzić jazdy dał mi jedną radę. "Słuchaj, ja 40 lat uczyłem jeździć. Wierz mi, oni nie chcą się niczego nauczyć. I TY ich nie ucz. Oni przychodzą pojeździć, ma być fajnie i mają zostawić pieniądze. Ale nawet nie próbuj ich uczyć, bo oni tego nie chcą, nie podchodz do tego ambicjonalnie". Czasem dochodzę do wniosku, że może jednak coś było w tej radzie.. Przeciez ktoś z moich przedmówców napisał, że miał wymagającego instruktora, a teraz ma lepszego...Co wiecej, czasem zdarza się ktoś, kto skarży się właścicielowi, że on chce sobie pojeździć a ja chcę zrobić z niego olimpijczyka. Ale jakiego olimpijczyka? Bo próbuję kogoś wyprostować? Bo wolę, żeby strzemie było bliżej palców niż zadartej pięty? Bo tłumaczę co czuje koń szarpany za wodze? A może dlatego, że nie wypuszcze ze stajni niewyczyszczonego konia? Niech bedzie, moje widzimisie, z brudu jeszce nikt nie umarł. A co jeśli ten głupi koń dzięki brudowi pod czaprakiem/popręgiem dozna choćby otarcia? On też czuje ból, nawet jeśli jest głupi i nikt go nie lubi. O, przypomniał mi się jeszzce jeden przykład. Pewien pan który jezdził, bo to w dobrym tonie. Na tłumaczenia, żeby nie zawracał koniem w miejscu, bo koń może się spleczyć reagował "płacę, to wymagam". No można i tak. Teraz ma własnego konia. Gdy klacz kuleje, a pan zapragnie treningów skokowych? "ona udaje", albo "nic jej nie jest". Dzikie galopy po asfalcie? czemu nie, "to mój koń, będe robił co mi się podoba".Kochani, odrobinę empatii i w kierunku instruktorów. Oni też są ludźmi. Czasem mogą być zwyczajnie zmęczeni, głodni, poirytowani... A może warto najpierw przyjżeć się sobie i temu jaką to JA jestem gwiazdeczką zanim zacznę szukać winy dookoła?Pozdrawiam!
chyba w każdej stajni znajduje się jeden trener, który nie promieniuje życzliwością..jest to wina tego, że widocznie jest przemęczony swoją (jakże dla niego) "nudną" pracą i probuje jak najszybciej skończyc swoje działania po przez opryskliwość do uczniów. Wiążą się z tym też pieniądze, niektórzy robią coś tylko po to by zyskiwać z tego pożytek pieniężny.Lecz chwała trenerom którzy uwielbiają ciepłe rozmowy podczas jazdy jak i przed i po jeździe ;) takich przecież kochamy.
Przypomniała mi się jeszzce jedna kwestia. Ktoś z przedmówców pisał, że instruktor nie tłumaczył/nie pokazywał.To ja może przytoczę ciekawy przykład. Prowadziłam kiedyś jazdy we własnej stajni na własnych koniach. Uczniem było dziecko, które na lonży uczyło się anglezować. Ponieważ jakoś okazywało się odporne na moje tłumaczenie pomyślałam, że może pomocne będzie, gdy ja wsiądę na konia i pokażę na czym to dziwne anglezowanie polega. Skończyło się na stwierdzeniu rodzica, że ja chcę sobie pojeździć za jego pieniądze...No można i tak, z pewnością jestem fanka kłusowania w kółeczko. I z pewnością ktoś musi mi płacić za to, że wsiadam na mojego konia.Od tej pory już nie jestem taka chętna do pokazywania jakiegoś elementu, bo po co mam słuchać takich uwag? Może faktycznie jeźdźcy wolą "sobie pojeździć" a nie uczyć się...
Przyszłam kiedyś tam po jakiejś dłuższej przerwie, to mnie wsadzili na lonże. Ok, pierwszy raz sie zgodziłam no bo rozumiem - dawno nie jeździłam, musze sobie przypomnieć. Ale po 2 tygodniach codziennej jazdy, oni znowu mnie na lonże! wtedy sie zdenerwowałam, zapytałam co jest nie tak, i czy nie moge tego wyćwicznyć na zwykłej jeździe. Co powiedział instruktor? Że mam źle ułożoną ręke i inaczej niż na lonży nie da rady! To ja zadzwoniłam do mamy, żeby po mnie już przyjechały, że ja dzisiaj nie jeżdże. Ona porozmawiała z tym wielce instruktorem i co powiedział? Że ja nic nie umiem! Że jestem za mała (14 lat) żeby samemu jeździć! że jeżeli chce DOBRZE jeździć, to musze na lonży troche posiedzieć, że na razie jestem zbyt "tępa" (nie użył tego słowa, ale coś w tym stylu) żeby jeździć samemu! Oj, wtedy się wkurzyłam, i to pożądnie. To naprawdę współczuję z tą lonżą. Ja to miałam o tyle szczęścia, że jak rok temu pojechałam na konie pierwszy raz po ok.7,8 miesiącach to sama pomyślałam, że wezmę jazdę na lonży, żeby sobie wszystko dobrze poprzypominać, ale instruktorka powiedziała, że w przed tą przerwą dobrze mi szło, to już jak tak bardzo chcę tą lonżę to OK, ale najpierw postępuję sobie luzem po ujeżdżalni. No i tak wyszło, że jednak sama kłusowałam i wgl dobrze mi szło jak na tak dużą przerwę. Pod koniec nawet zaproponowała mi galop, ale jakoś nie byłam przekonana i odmówiłam, choć potem żałowałam, ale na następnych lekcjach już normalnie się uczyłam tych chodów i jakieś tam ćwiczenia i czułam się świetnie. A co do tych wrednych instruktorów to tylko raz jak nie było jednej babki to prowadziła mi jazdę jej koleżanka to tak się darła i wgl była taka nieprzyjemna :/.
Jak byłam na obozie jeździeckim, jako najmłodsza z grupy i zarazem początkująca, to doświadczone dziewczyny wciąż mi dokuczały, to jest okropne i zniechęca do stadniny, dlatego lepiej uważać na towarzystwo takich wstrętnych osób, które się zachowują jak by miały wiecznie muchy w nosie :]
Witam [jeśli wkradnie się jakiś BYCZEK -sorki] Ja się zgadzam z sfinką .Ja tesz mam stajnie -co prawda małą na 5 koni i kiedyś prowadziłam jazdy i powiem szczerze że jestem poniekont szczęśliwa że już tego nie robie ? Właśnie z tych powodów że bardzo chciałam kogoś czegoś nauczyć a ten ktoś chciał tylko się podyndać i poklepać konia po nerach . Na szczęście byli i tacy co wręcz chcieli się czegoś nauczyć i do dziś mam z nimi kontakt .Wydaje mi się że ci żli poprostu jeżdzili u złych i to właśnie widać słychać i czuć na jazdach ? Ja na szczęście miałam wspaniałych trenerów którzy nie tylko uczyli jeżdzić konno ale kultury osobistej dla konia i innych uczestników jazdy . I włosy mi się nie raz jeżyły jak znajomi opowiadali mi o jazdach??????? w świetnych OŚRODKACH??????
Zauważcie, że jeździectwo było kiedyś sportem tylko dla bogatych i z wyższych sfer, byle biedak nie jeździł na rajdy, jak miał do czynienia z koniem to tylko w polu. I w dzisiejszych czasach wielu ludzi myśli w ten sposób, nie jeździ bo to kocha tylko żeby się pochwalić: "zobacz, jeżdżę konno, więc mam kasy jak lodu". No a często się zdarza, że snobom słoma z butów wystaje, pieniądze tego nie ukryją :) Na szczęście są miłośnicy jazdy i koniarze i z takimi trzeba trzymać a pyszałków i chamów omijać szerokim łukiem :)