chodzi mi o spędzanie z nim czasu w całości oraz o jazdy, wszędzie czytam, że przynajmniej 5 razy w tygodniu po 2 godziny, że to minimum, żeby koń nas rozpoznawał i żeby był w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej ,a ja nie znam nikogo kto by tyle czasu poświęcał swojemu koniowi, stojącemu w pensjonacie :-/, no może jedna czy dwie osoby zbliżają się do tego "minimum" ;-)wręcz przeciwnie, znam wiele osób, które przyjeżdżają do konia raz w tygodniu ....nie chodzi o to, że uważam, że godzina tygodniowo wystarczy ;-) ale myślę sobie, że teoria z praktyką to tu się jednak mijają :-/
Mój dzieciak stoi w pensjonacie. Jest jeszcze za młody aby na nim jeździć więc robię z nim mnóstwo innych rzeczy. Najbardziej lubi spacery do lasu ^^Jestem u niego codziennie, choć zdarzają się sytuacje kiedy nie mogę być u niego z przyczyn losowych [wtedy jest dzień przerwy] lub mam zjazd - to wtedy weekend mnie nie ma. Ale jak nie ma mnie to jest mój partner i on może porobić to co trzeba bo w myśl zasady "co chcesz zrobić dobrze zrób to sam" czy tak jakoś. A ze jesteśmy na etapie wychowawczym młodego ogiera to nie chcąc mieć z nim późniejszych problemów robię wszystko sama. Widziałam jak wychowują młode konie. Dziękuje wole sama...Dzięki temu mój prawie dwulatek jest ułożony o niebo lepiej niż ich pięciolatki. Koło jednych to nawet nie da sie przejść żeby nie dziabnął. Mój wie ze mu nie wolno.Wracając do tematu - co z tego że mój stoi w pensjonacie i teoretycznie wszystko z nim porobią? Mamy takich ludzi co przyjeżdżają raz na jakiś czas. Ich konie cały ten czas czekają na nich w boksie brudne...A stajnia cała dzieciaków które siedzą i sie nudzą, ale cudzych koni nie poczyszczą...Dlatego to ile czasu spędza się w stajni to raczej kwestia charakteru. Bo są tacy dla których koń jest najważniejszy i każda wolną chwilę z nim spędzają a są tacy dla których to tylko maszynka do pieniędzy i pojawiają się u konia tylko przed zawodami żeby go ruszyć. Są też tacy pośrodku którzy zdają sobie sprawe z tego jakim obowiązkiem jest koń ale mają na głowie jeszcze kilka innych spraw których muszą dopilnować przez co nie siedzą w stajni...
chodzi mi o spędzanie z nim czasu w całości oraz o jazdy, wszędzie czytam, że przynajmniej 5 razy w tygodniu po 2 godziny, że to minimum, żeby koń nas rozpoznawał i żeby był w dobrej kondycji fizycznej i psychicznej ,a ja nie znam nikogo kto by tyle czasu poświęcał swojemu koniowi, stojącemu w pensjonacie :-/, no może jedna czy dwie osoby zbliżają się do tego "minimum" ;-)wręcz przeciwnie, znam wiele osób, które przyjeżdżają do konia raz w tygodniu ....nie chodzi o to, że uważam, że godzina tygodniowo wystarczy ;-) ale myślę sobie, że teoria z praktyką to tu się jednak mijają :-/
Mój dzieciak stoi w pensjonacie. Jest jeszcze za młody aby na nim jeździć więc robię z nim mnóstwo innych rzeczy. Najbardziej lubi spacery do lasu ^^Jestem u niego codziennie, choć zdarzają się sytuacje kiedy nie mogę być u niego z przyczyn losowych [wtedy jest dzień przerwy] lub mam zjazd - to wtedy weekend mnie nie ma. Ale jak nie ma mnie to jest mój partner i on może porobić to co trzeba bo w myśl zasady "co chcesz zrobić dobrze zrób to sam" czy tak jakoś. A ze jesteśmy na etapie wychowawczym młodego ogiera to nie chcąc mieć z nim późniejszych problemów robię wszystko sama. Widziałam jak wychowują młode konie. Dziękuje wole sama...Dzięki temu mój prawie dwulatek jest ułożony o niebo lepiej niż ich pięciolatki. Koło jednych to nawet nie da sie przejść żeby nie dziabnął. Mój wie ze mu nie wolno.Wracając do tematu - co z tego że mój stoi w pensjonacie i teoretycznie wszystko z nim porobią? Mamy takich ludzi co przyjeżdżają raz na jakiś czas. Ich konie cały ten czas czekają na nich w boksie brudne...A stajnia cała dzieciaków które siedzą i sie nudzą, ale cudzych koni nie poczyszczą...Dlatego to ile czasu spędza się w stajni to raczej kwestia charakteru. Bo są tacy dla których koń jest najważniejszy i każda wolną chwilę z nim spędzają a są tacy dla których to tylko maszynka do pieniędzy i pojawiają się u konia tylko przed zawodami żeby go ruszyć. Są też tacy pośrodku którzy zdają sobie sprawe z tego jakim obowiązkiem jest koń ale mają na głowie jeszcze kilka innych spraw których muszą dopilnować przez co nie siedzą w stajni...