Jak zganaszować konia to ostatnia rzecz, o jaką należy się martwić. Koń zganaszowany to taki, który trzyma głowę z linią nosa bliską pionu. W przypadku sporej przesady- chodzi z pyskiem prawie przyciśniętym do szyi wyprostowanej niemal jak u lamy albo wręcz zwinięty w kulkę. Bierze się to najczęściej z niezrozumienia ujeżdżenia- koń w telewizji/na zawodach/w książce jest fajnie ustawiony, to ja też tak zrobię z moim własnym. Problem w tym, że pozycja głowy i szyi u porządnie wyszkolonych koni wynika z ustawienia całej reszty ciała- grzbietu, zadu, nóg. Nie jest celem samym w sobie, bardziej dodatkowym skutkiem ubocznym. Celem treningu jest koń, który nosi większość ciężaru swojego i jeźdźca na tylnych nogach zamiast na przednich, dzięki czemu jego przód jest "lżejszy" i swobodniejszy. Koń wkracza tylnymi nogami głębiej pod brzuch, mięśnie brzucha trochę się kurczą, zad jest jest nieco obniżony, "podkulony", grzbiet i szyja wyciągają się trochę. W takim ustawieniu pozycja głowy i szyi wynika z tego wszystkiego i jest logicznym następstwem. Konie młodsze albo mniej zaawansowane najpierw częściej chodzą z głową nisko opuszczoną, bo zwyczajnie nie mają tyle siły i umiejętności, żeby zrobić to dobrze.Ganaszowanie bez zrozumienia tego jest robieniem krzywdy koniowi. Jeśli ktoś po prostu wsiądzie i zaciągnie mocniej wodze, żeby przyciągnąć głowę do pionu, osiągnie tylko to, że konia zaboli pysk, szyja i grzbiet, dostanie nerwicy, a po jakimś czasie zainteresuje się nim weterynarz. "Nieposłuszny" zwierz będzie próbował znaleźć pozycję, w jakiej może uniknąć bólu od wędzidła- zacznie się szarpać albo sam przyciągnie głowę jeszcze bliżej szyi, żeby wodze zrobiły się luźniejsze. Tymczasem zad będzie wlókł się z tyłu, grzbiet się zapadnie, koń znienawidzi wędzidło, o poważniejszej pracy można zapomnieć. Dumny jeździec myśli, że w końcu się udało- ma konia jak z obrazka. Wszyscy chwalą i zazdroszczą, jaki dobry, szkoda tylko, że to obrazek z książki "Jak wyrazić pogardę dla jeździectwa, zepsuć konia, zrujnować mu zdrowie- najlepsze metody". Cytując Wojciecha Mickunasa: "Nie dajcie się zganaszować!" Najważniejszy wniosek z mojego wypracowania: nie próbować nic kombinować z głową, poczekać, aż koń "dorośnie" umiejętnościami i wtedy pracować nad tym, by mógł chodzić zebrany, z czego wyniknie poboczny skutek, czyli dobrze noszona głowa bez bólu i wymuszania.
Jak zganaszować konia? I co to tak naprawdę oznacza, że jadę na zganaszowanym koniu?
Jak zganaszować konia to ostatnia rzecz, o jaką należy się martwić. Koń zganaszowany to taki, który trzyma głowę z linią nosa bliską pionu. W przypadku sporej przesady- chodzi z pyskiem prawie przyciśniętym do szyi wyprostowanej niemal jak u lamy albo wręcz zwinięty w kulkę. Bierze się to najczęściej z niezrozumienia ujeżdżenia- koń w telewizji/na zawodach/w książce jest fajnie ustawiony, to ja też tak zrobię z moim własnym. Problem w tym, że pozycja głowy i szyi u porządnie wyszkolonych koni wynika z ustawienia całej reszty ciała- grzbietu, zadu, nóg. Nie jest celem samym w sobie, bardziej dodatkowym skutkiem ubocznym. Celem treningu jest koń, który nosi większość ciężaru swojego i jeźdźca na tylnych nogach zamiast na przednich, dzięki czemu jego przód jest "lżejszy" i swobodniejszy. Koń wkracza tylnymi nogami głębiej pod brzuch, mięśnie brzucha trochę się kurczą, zad jest jest nieco obniżony, "podkulony", grzbiet i szyja wyciągają się trochę. W takim ustawieniu pozycja głowy i szyi wynika z tego wszystkiego i jest logicznym następstwem. Konie młodsze albo mniej zaawansowane najpierw częściej chodzą z głową nisko opuszczoną, bo zwyczajnie nie mają tyle siły i umiejętności, żeby zrobić to dobrze.Ganaszowanie bez zrozumienia tego jest robieniem krzywdy koniowi. Jeśli ktoś po prostu wsiądzie i zaciągnie mocniej wodze, żeby przyciągnąć głowę do pionu, osiągnie tylko to, że konia zaboli pysk, szyja i grzbiet, dostanie nerwicy, a po jakimś czasie zainteresuje się nim weterynarz. "Nieposłuszny" zwierz będzie próbował znaleźć pozycję, w jakiej może uniknąć bólu od wędzidła- zacznie się szarpać albo sam przyciągnie głowę jeszcze bliżej szyi, żeby wodze zrobiły się luźniejsze. Tymczasem zad będzie wlókł się z tyłu, grzbiet się zapadnie, koń znienawidzi wędzidło, o poważniejszej pracy można zapomnieć. Dumny jeździec myśli, że w końcu się udało- ma konia jak z obrazka. Wszyscy chwalą i zazdroszczą, jaki dobry, szkoda tylko, że to obrazek z książki "Jak wyrazić pogardę dla jeździectwa, zepsuć konia, zrujnować mu zdrowie- najlepsze metody". Cytując Wojciecha Mickunasa: "Nie dajcie się zganaszować!" Najważniejszy wniosek z mojego wypracowania: nie próbować nic kombinować z głową, poczekać, aż koń "dorośnie" umiejętnościami i wtedy pracować nad tym, by mógł chodzić zebrany, z czego wyniknie poboczny skutek, czyli dobrze noszona głowa bez bólu i wymuszania.
Ok, dzięki :)