Zdażyło Wam się, że na standardowej jeździe instruktor nie prowadzi lekcji na ziemi, a jeździ z Wami konno .?Jak na to patrzycie .?Szczerze mówiąc po pierwszej jeździe w nowej stajni zdziwiłam się troszkę...
Mi coś takiego nigdy sie nie zdazyło.Tylko jak instruktor chce mi coś pokazać to ja schodze z konia a instruktor wsiada na mojego konia i pokazuje mi jak mam np. zagalopowac lub cos takiego a pozniej zsiada i ja cwicze sama a instruktor stoi na srodku ujezdzalni i wydaje polecenia mowi co jest zle a co dobrze i tak wyglada jazda u mnie.;D
Ja tak prowadziłam lekcje jazdy w wakacje, w agroturystyce. Jeździłam na nieco narowistej klaczy, i na dokładkę wytykałam sobie sama na głos błędy. Muszę powiedzieć, że to miał byś eksperyment, czy może to moim uczniakom pomoże zrozumieć dlaczego te palce u nóg nie mogą odstawać jak "haki" od boków konia, tylko mają przylegać. Uważam że to dobre wyjście, ale jak ma się już ludzi na poziomie kłusa. Bo tym w stępie trzeba tłumaczyć niektóre rzeczy podchodząc do nich, i trzeba ich bacznie obserwować. (Nie przeczę że tych w kłusie też, ale po prostu tych już "lekko zaawansowanych" łatwiej obserwować jak samemu się jeździ. ) Ja z konia tłumaczyłam skoki, pokazując przykłady, jak nie powinno się robić, a jak powinno. (wiadomo, kiedy się "podnieść" w siodle itp. itd.).
Nie, w naszej stadninie tak nie było. Jeszcze :)Niegdy nie zdarzylo sie aby instruktorka jeździła z nami. Zazwyczaj nam tłumaczy jak cos zrobic. Raz wsiadła tylko na konia, gdy moja kolezanka miala na nim galopowac. Zdaje sie ze najpierw chciała go "wytestowac" :)
U mnie nigdy nie było takiego czegoś. Jak również nie zsiadam i instruktor mi nic nie pokazuje tylko mówi. Na początku jeśli chodzi o piętę itp. to podchodzili i ustawiali mi "I tak masz cały czas trzymać ,Klaudia" - mówili. A ,żeby jeździli ze mną to nigdy.
mi się tak 3 razy zdarzyłoza 1 razem miałam jazdę z instruktorem na krytej halia instruktor wziął sobie wtedy też konia, bo na jeździe byłam tylko ja, a że była to zima, czyli w stajni był mały ruch, to wziął tego konia żeby pochodził trochę pod siodłambyło całkiem fajnie i wesoło;)za 2 razem też była zima, jazda w hali, a jazdę miałam z instruktorką znowu samaza 3 razem byłam z instruktorką w terenie, była już wiosnabyło dużo szybkiego galopu, bo byłyśmy tylko we dwójkęja to bardzo lubię jak instruktor też jedzie na koniu, bo zawsze było jakoś tak weselej :D
Tak, często mi się to zdarza i szczerze mówiąc odpowiada mi taki sposób prowadzenia jazd, czasami ciężko niektóre rzeczy wytłumaczyć słowami i dużo łatwiej jak ktoś może pokazać jak coś prawidłowo powinno się robić :)
Kiedy jedziemy w teren to chyba oczywiste ;) Ale podczas jazd na ujeżdżalni raczej nie... Tylko kiedy chce coś pokazać, wtedy ja schodzę, ale to tylko na chwilkę.
Kiedy jedziemy w teren to chyba oczywiste ;) Ale podczas jazd na ujeżdżalni raczej nie... Tylko kiedy chce coś pokazać, wtedy ja schodzę, ale to tylko na chwilkę.
U mnie coś takiego się raczej nie zdarza , no chyba że w terenie ;)A jak instruktor chce coś pokazać , to stara się to pokazać na ziemi .Nie mam własnego zdania na ten temat , więc powstrzymuję się od komentarza ( co mi się rzadko zdarza ;) )
Mi się to nie zdarzyło nigdy, ale ma to plusy i zalety. Myślę, ze jeśli instruktor jeździ na koniu nie widzi naszych błędów bo nie może nam poświęcić całej swojej uwagi ponieważ musi się skupić na własnej jeździe, a zalety są takie jak mówicie, że może nam pokazać co robimy źle w praktyce.
Kiedyś słyszałam o takim instruktorze, co właśnie uczył jeżdżąc na koniu. Jak dla mnie to ten sposób jest beznadziejny, ponieważ instruktor stojąc na ziemi może po kolei skupiać na wszystkich uwagę, a jeżdżąc musi:
- mieć nad wszystkimi kontrolę,
- wszystkim korygować błędy
- skupiać uwagę na każdym po kolei
- skupić się także na swojej jeździe
Myślę, że to trochę dużo.
mi się parę razy coś takiego zdarzyło np. jak ktoś spadł to wtedy instruktorka wsiadała na chwilę dopóki ten ktoś nie doszedł do siebie po upadku . To rozumiem ; ).Sama tak miałam wielokrotnie ( szczególnie po swoim upadku i walnięciem o ścianę ; P ).W moim przypadku było tak, że i ja, i instruktor mięlismy własne konie. I on po prostu jeździł kolo mnie. ( Ja na Focusie, on bodajże na Wasylu ) ; )
moim zdaniem instruktor powinien nie jeździć konno podczas jazdy. Tylko stać np. na środku ujeżdżalni i wydawać polecenia, poprawiać błędy itd. U mnie tak jest, nie wyobrażam sobie instruktorki na koniu podczas prowadzenia lekcji... szczególnie przy początkujących do bardzo, ale bardzo niebezpieczne.W terenie to akurat mnie nie dziwi, może dlatego w teren zabierani są zaawansowani jeźdźcy,.
Ja nie spotkałam się z czymś takim, ale byłam świadkiem. Myślę, że prowadzenie takiej jazdy jest bez sensu. Instruktor skupia się na własnym koniu i mało go interesują jeźdźcy uczestniczący w lekcji.
Nie zdarzyła mi się jeszcze taka rzecz,instruktor nie powinien prowadzić jazdy z konia (chyba, że w terenie, ale nie o tym teraz mówimy). Jak instruktor z konia będzie miał wyłapywać różne błędy, czy pomagać w różnych sytuacjach itp.? U mnie w stajni jest to niedopuszczalne.
Nie, w naszej stadninie instruktorka nie jeździ na koniu, tylko obserwuje naszą jazdę i daje nam rady :)Ja osobiście, wolę jak jest tak, bo jakoś czuję się bezpieczniej, niż jakby miała jeździć na koniu w trakcie naszej lekcji :)
Jeśli jeździ koło mnie na innym koniu to mi by to nie odpowiadało, wieksza uwage poswiecałby na swoim koniu i swoim treningu a nie na moim, w końcu płace mu za całą godzine poświecania mi uwagi a nie za to zeby on sobie pojezdził.. Jeśli czasem wsiądzie na konia na którym ja jeżdze żeby mi cos pokazać to ok ..
Myślę, że jak się ma do czynienia z uczniami którzy już mają trochę doświadczenia to czemu nie? Póki ma to na względzie właśnie pokazywanie czegoś, lepszą prezentacje i lepszy poziom nauczania to myślę, że okej.
moim zdaniem instruktor powinien nie jeździć konno podczas jazdy. Tylko stać np. na środku ujeżdżalni i wydawać polecenia, poprawiać błędy itd. U mnie tak jest, nie wyobrażam sobie instruktorki na koniu podczas prowadzenia lekcji... szczególnie przy początkujących do bardzo, ale bardzo niebezpieczne.W terenie to akurat mnie nie dziwi, może dlatego w teren zabierani są zaawansowani jeźdźcy,.Zaawansowani jeźdźcy są zabierani w teren, dlatego, że gdy im się koń spłoszy nie spadną może od razu, tylko się utrzymają. Poza tym w terenie konie czasem się ścigają. (początkujący nie ogarnąłby takiego konia, spiął by się i by spadł) -.-Weź pod uwagę, że niektórzy z tłumaczenia nic nie zrozumieją. niektórym trzeba pokazać jak coś zrobić. Racja, przy początkujących, takich co ledwo kłusują (czyli np. tylko anglezują jako tako) to niebezpieczne, ale jak ma się kogoś kto jest luźny na koniu (nie spina się przy każdym potknięciu itp.) to można. Powiem więcej, uczyłam i tak i tak jeździć, i lepsze wyniki były przy... tym jak jeździłam z uczennicami. Obserwowałam bez problemu co robią, poprawiałam ich błędy i sama jeździłam po placu , i nie miałam jakoś z tym większych problemów.
Zdażyło Wam się, że na standardowej jeździe instruktor nie prowadzi lekcji na ziemi, a jeździ z Wami konno .?Jak na to patrzycie .?Szczerze mówiąc po pierwszej jeździe w nowej stajni zdziwiłam się troszkę...
Mi coś takiego nigdy sie nie zdazyło.Tylko jak instruktor chce mi coś pokazać to ja schodze z konia a instruktor wsiada na mojego konia i pokazuje mi jak mam np. zagalopowac lub cos takiego a pozniej zsiada i ja cwicze sama a instruktor stoi na srodku ujezdzalni i wydaje polecenia mowi co jest zle a co dobrze i tak wyglada jazda u mnie.;D
Ja tak prowadziłam lekcje jazdy w wakacje, w agroturystyce. Jeździłam na nieco narowistej klaczy, i na dokładkę wytykałam sobie sama na głos błędy. Muszę powiedzieć, że to miał byś eksperyment, czy może to moim uczniakom pomoże zrozumieć dlaczego te palce u nóg nie mogą odstawać jak "haki" od boków konia, tylko mają przylegać. Uważam że to dobre wyjście, ale jak ma się już ludzi na poziomie kłusa. Bo tym w stępie trzeba tłumaczyć niektóre rzeczy podchodząc do nich, i trzeba ich bacznie obserwować. (Nie przeczę że tych w kłusie też, ale po prostu tych już "lekko zaawansowanych" łatwiej obserwować jak samemu się jeździ. ) Ja z konia tłumaczyłam skoki, pokazując przykłady, jak nie powinno się robić, a jak powinno. (wiadomo, kiedy się "podnieść" w siodle itp. itd.).
Nie, w naszej stadninie tak nie było. Jeszcze :)Niegdy nie zdarzylo sie aby instruktorka jeździła z nami. Zazwyczaj nam tłumaczy jak cos zrobic. Raz wsiadła tylko na konia, gdy moja kolezanka miala na nim galopowac. Zdaje sie ze najpierw chciała go "wytestowac" :)
U mnie nigdy nie było takiego czegoś. Jak również nie zsiadam i instruktor mi nic nie pokazuje tylko mówi. Na początku jeśli chodzi o piętę itp. to podchodzili i ustawiali mi "I tak masz cały czas trzymać ,Klaudia" - mówili. A ,żeby jeździli ze mną to nigdy.
mi się tak 3 razy zdarzyłoza 1 razem miałam jazdę z instruktorem na krytej halia instruktor wziął sobie wtedy też konia, bo na jeździe byłam tylko ja, a że była to zima, czyli w stajni był mały ruch, to wziął tego konia żeby pochodził trochę pod siodłambyło całkiem fajnie i wesoło;)za 2 razem też była zima, jazda w hali, a jazdę miałam z instruktorką znowu samaza 3 razem byłam z instruktorką w terenie, była już wiosnabyło dużo szybkiego galopu, bo byłyśmy tylko we dwójkęja to bardzo lubię jak instruktor też jedzie na koniu, bo zawsze było jakoś tak weselej :D
nie zdarzyło mi się nigdy nic takiego...ale w sumie nie za bardzo wiem co o tym myśleć.
Tak, często mi się to zdarza i szczerze mówiąc odpowiada mi taki sposób prowadzenia jazd, czasami ciężko niektóre rzeczy wytłumaczyć słowami i dużo łatwiej jak ktoś może pokazać jak coś prawidłowo powinno się robić :)
u mnie czsami tak jest ale to tylko z końmi prywatnymi :)
tylko w terenie
Kiedy jedziemy w teren to chyba oczywiste ;) Ale podczas jazd na ujeżdżalni raczej nie... Tylko kiedy chce coś pokazać, wtedy ja schodzę, ale to tylko na chwilkę.
Kiedy jedziemy w teren to chyba oczywiste ;) Ale podczas jazd na ujeżdżalni raczej nie... Tylko kiedy chce coś pokazać, wtedy ja schodzę, ale to tylko na chwilkę.
Dobra dzięki Wam ; ).Taka lekcje miałam pierwszy raz za sobą i była to pewna nowość ; P.Chciałam wiedzieć jak inni na to zapatrują się xD
U mnie coś takiego się raczej nie zdarza , no chyba że w terenie ;)A jak instruktor chce coś pokazać , to stara się to pokazać na ziemi .Nie mam własnego zdania na ten temat , więc powstrzymuję się od komentarza ( co mi się rzadko zdarza ;) )
mi się to nigdy nie zdarzyło
Tak. Ja np. dzisiaj tam miałam. ;))))IO wcześniej też. Tylko w tej stajni w której jeżdżę obecnie częściej niż w poprzedniej .:)))
Mi się to nie zdarzyło nigdy, ale ma to plusy i zalety. Myślę, ze jeśli instruktor jeździ na koniu nie widzi naszych błędów bo nie może nam poświęcić całej swojej uwagi ponieważ musi się skupić na własnej jeździe, a zalety są takie jak mówicie, że może nam pokazać co robimy źle w praktyce.
*plusy i minusy :)
Kiedyś słyszałam o takim instruktorze, co właśnie uczył jeżdżąc na koniu. Jak dla mnie to ten sposób jest beznadziejny, ponieważ instruktor stojąc na ziemi może po kolei skupiać na wszystkich uwagę, a jeżdżąc musi: - mieć nad wszystkimi kontrolę, - wszystkim korygować błędy - skupiać uwagę na każdym po kolei - skupić się także na swojej jeździe Myślę, że to trochę dużo.
mi się parę razy coś takiego zdarzyło np. jak ktoś spadł to wtedy instruktorka wsiadała na chwilę dopóki ten ktoś nie doszedł do siebie po upadku .
mi się parę razy coś takiego zdarzyło np. jak ktoś spadł to wtedy instruktorka wsiadała na chwilę dopóki ten ktoś nie doszedł do siebie po upadku . To rozumiem ; ).Sama tak miałam wielokrotnie ( szczególnie po swoim upadku i walnięciem o ścianę ; P ).W moim przypadku było tak, że i ja, i instruktor mięlismy własne konie. I on po prostu jeździł kolo mnie. ( Ja na Focusie, on bodajże na Wasylu ) ; )
moim zdaniem instruktor powinien nie jeździć konno podczas jazdy. Tylko stać np. na środku ujeżdżalni i wydawać polecenia, poprawiać błędy itd. U mnie tak jest, nie wyobrażam sobie instruktorki na koniu podczas prowadzenia lekcji... szczególnie przy początkujących do bardzo, ale bardzo niebezpieczne.W terenie to akurat mnie nie dziwi, może dlatego w teren zabierani są zaawansowani jeźdźcy,.
Ja nie spotkałam się z czymś takim, ale byłam świadkiem. Myślę, że prowadzenie takiej jazdy jest bez sensu. Instruktor skupia się na własnym koniu i mało go interesują jeźdźcy uczestniczący w lekcji.
Nie zdarzyła mi się jeszcze taka rzecz,instruktor nie powinien prowadzić jazdy z konia (chyba, że w terenie, ale nie o tym teraz mówimy). Jak instruktor z konia będzie miał wyłapywać różne błędy, czy pomagać w różnych sytuacjach itp.? U mnie w stajni jest to niedopuszczalne.
Nie, w naszej stadninie instruktorka nie jeździ na koniu, tylko obserwuje naszą jazdę i daje nam rady :)Ja osobiście, wolę jak jest tak, bo jakoś czuję się bezpieczniej, niż jakby miała jeździć na koniu w trakcie naszej lekcji :)
w stadninie gdzie ostatnio jeździłam nigdy pani instruktor nie siedziała na koniu tylko stała na środku ujeżdżalni
W naszej stadninie instruktor nie jezdzi na koniu,lecz patrzy jak my jezdzimy...i to jest wedlug mnie ok;P
Jeśli jeździ koło mnie na innym koniu to mi by to nie odpowiadało, wieksza uwage poswiecałby na swoim koniu i swoim treningu a nie na moim, w końcu płace mu za całą godzine poświecania mi uwagi a nie za to zeby on sobie pojezdził.. Jeśli czasem wsiądzie na konia na którym ja jeżdze żeby mi cos pokazać to ok ..
Myślę, że jak się ma do czynienia z uczniami którzy już mają trochę doświadczenia to czemu nie? Póki ma to na względzie właśnie pokazywanie czegoś, lepszą prezentacje i lepszy poziom nauczania to myślę, że okej.
moim zdaniem instruktor powinien nie jeździć konno podczas jazdy. Tylko stać np. na środku ujeżdżalni i wydawać polecenia, poprawiać błędy itd. U mnie tak jest, nie wyobrażam sobie instruktorki na koniu podczas prowadzenia lekcji... szczególnie przy początkujących do bardzo, ale bardzo niebezpieczne.W terenie to akurat mnie nie dziwi, może dlatego w teren zabierani są zaawansowani jeźdźcy,.Zaawansowani jeźdźcy są zabierani w teren, dlatego, że gdy im się koń spłoszy nie spadną może od razu, tylko się utrzymają. Poza tym w terenie konie czasem się ścigają. (początkujący nie ogarnąłby takiego konia, spiął by się i by spadł) -.-Weź pod uwagę, że niektórzy z tłumaczenia nic nie zrozumieją. niektórym trzeba pokazać jak coś zrobić. Racja, przy początkujących, takich co ledwo kłusują (czyli np. tylko anglezują jako tako) to niebezpieczne, ale jak ma się kogoś kto jest luźny na koniu (nie spina się przy każdym potknięciu itp.) to można. Powiem więcej, uczyłam i tak i tak jeździć, i lepsze wyniki były przy... tym jak jeździłam z uczennicami. Obserwowałam bez problemu co robią, poprawiałam ich błędy i sama jeździłam po placu , i nie miałam jakoś z tym większych problemów.