osobiście moje dwie instr. są fajowe :))normalnie gadam z nimi jak z kolezankami jedna z nich to nawet mozna powiedziec ze jest moją kolezanką czasami zamawiamy pizze z dziewczynami ze sajni i instr. i wgl mowimy po imieniu jedna ma na imię Kaśka i ma 19 lat a druga ma na imię Jagna i ma 23 lata a co do naluczenia to raczeja jezeli chodzi o posdstawy to wszystkie wiadomosci przekazala mi Kacha ale juz coś z ujeżdżenia czy skoków to Jagna umie lepiej nauczyć i to ona zajmuje się treningami
Obie są fajne jedna ma na imię Ewa a druga Małgorzta nie podaje wieku bo ni wie czy mogę :) Ewa mnie nauczyła jeździć od podstaw Małgosia przychodziła raczej na zastępstwa :) Ewa jest wymagającym i ostrym instruktorem ale jest też do pogadania i spoko można z nią pogadać Małgosia jest mniej wymagająca i też można z nią pogadać :)
Ja mam jedną instruktorke, ma na imię Basia, Ja osobiście bardzo ją lubię, zawsze mogę ją zapytać odnośnie jazd, o konie mogę sie zapytać, jest cierpliwa, jak marudze na koniu że czegoś nie zrobi to nie denerwuje sie (przynajmniej tego nie okazuje :D ), umie podtrzymać na duchu, jak koń mnie nie słucha i mam dość jazdy zawsze tak na mnie zadziała że biore sie do roboty :)
Co do nauki to uczy bardzo dobrze, tłumaczy na tzw chłopski rozum, prosto i jasno :)
A moja instruktorka wrzeszczy jak coś źle zrobię albo jak nie rozumiem :/ czasem mi się krew gotuje w żyłach jak wrzeszczy na początkujące dziewczynki, jak się czegoś boją, tzn. "K***a, podnieś się z tego siodła!"
"Ale ja się boję że jak ja się podniosę a on schyli łeb to spadnę"
"Kur..., tu jest jazda konna, albo zrób ten półsiad albo do stajni!!!"
I tak czasem przez całą lekcję. Nawet nie bardzo umiem odtworzyć taki dialog, bo mam zgoła inny sposób myślenia. Albo jak jedna dziewczyna przez przypadek przywiązała takiego jednego konia, którego nie wolno przywiązywać, bo się odsadza, to mimo że wcześniej tego nie tłumaczyła zaczęła się drzeć, jak dziewczyna powiedziała, że nie wiedziała to z kolei zaczęła się drzeć na nas. Jakby to była nasza sprawa, pilnować tej dziewczyny. Albo raz szczególnie mi zalazła za skórę, jak nie potrafiła powiedzieć dlaczego koń nie dał się opanować (teraz wiem, że pewnie miał zły dzie po prostu), to zaczęła wrzeszczeć, że mam zupełnie luźne wodze (ciągnęłam za wodze z całych sił). Na wytłumaczenia, że nie reagował na wodze, odpowiadała ciągle tak samo, że mam luźne wodze. Słowem, albo się wszystko robi idealnie, albo naraża się na wrzaski.
Ewelina, ja bym na Twoim miejscu czym prędzej szukała innej stajni, nawet jeśli miałoby to być ileś kilometrów dalej, ale przynajmniej byłabym daleko od takiego agresywnego instruktora. Rób oczywiście co chcesz, ale ja bym nie wytrzymała - też bym się wydarła na nią i już więcej tam nie przyszła ;P
No Ewelina co to za nauka jazdy konnej, która w moim przypadku najlepiej mi wychodzi gdy jestem opanowana, a jak tu być opanowanym jak się na Ciebie drą co chwila. Rolphinka dobrze mówi. Bo moim zdaniem najlepiej nam coś wychodzi na spokojnie a nie w nerwach!
A co do mojej instruktorki, to ja nie narzekam, jest to super babka :D Przyznam, że ma zasady, nie pozwoli na obijanie się podczas jazdy, i trenuje jeźdźca tak długo do póki się nie nauczy danej rzeczy, której nie umiał, a dopiero potem przechodzi do nauki następnej ważnej rzeczy w jeździe - czyli tak etapami i to jest dobre. Choć nie powiem, że nie lubię pojechać do innej stajni i tam sobie długo pogalopować i pokonywać przynajmniej kavaletti. A potem oczywiście z wielką chęcią wracam do tamtej swojej ulubionej stajni i tam poprawiam swoje błędy i doszlifowuję wszystko co trzeba ;)) Tak więc w skrócie - mam fajną instruktorkę i czasem nawet idzie sobie pogadać :))
Moi trenerem jest p. Michał Masłowski, pewnie go znasz bo jest mistrzem Polski. Dużo mnie nauczył i jego metody są bardzo stosowne... Wie co dla konia i jeźdźca jest dobre a co nie...Zerknie na konia i już wie co trzeba robić...;) Poprawy widać po 1 treningu ;))Pozdrawiam : )
A po za tym pan Michał ma poczucie humoru, ostatnio nam kawały opowiadał...I zawsze jak się witamy to ciągnie nas za rękę jakby chciał nas zrzucić z konia, nie wiem po co to robi, ale wydaje mi sie że po to by sprawdzić czy dobrze się trzymamy w siodle...Bo ogólnie ćwiczymy z koleżankami :))
Masłowski? Z "Rywala" ? U niego mój tata instruktora jazdy konnej robił ! A o moich instruktorach mogę powiedzieć, że są świetni! ; )Zawsze w czwartki na jeździe jest Prezes naszego klubu ;) Bardzo dużo mnie nauczył, ma poczucie humoru i zawsze po jeździe można z nim po gadać o błędach i nie-błędach ; ) Drugą instruktorką jest pani Krysia, z którą raz miałam jazdę, ale ona także jest świetna! Podczas jednej jazdy też dużo mnie nauczyła ; ) Czasami trochę pokrzyczy, ale nie przeklina ; )
Napiszcie coś o swoich mentorach jeździectwa. Czy ich lubicie i czy dużo was nauczyli :D
osobiście moje dwie instr. są fajowe :))normalnie gadam z nimi jak z kolezankami jedna z nich to nawet mozna powiedziec ze jest moją kolezanką czasami zamawiamy pizze z dziewczynami ze sajni i instr. i wgl mowimy po imieniu jedna ma na imię Kaśka i ma 19 lat a druga ma na imię Jagna i ma 23 lata a co do naluczenia to raczeja jezeli chodzi o posdstawy to wszystkie wiadomosci przekazala mi Kacha ale juz coś z ujeżdżenia czy skoków to Jagna umie lepiej nauczyć i to ona zajmuje się treningami
Obie są fajne jedna ma na imię Ewa a druga Małgorzta nie podaje wieku bo ni wie czy mogę :) Ewa mnie nauczyła jeździć od podstaw Małgosia przychodziła raczej na zastępstwa :) Ewa jest wymagającym i ostrym instruktorem ale jest też do pogadania i spoko można z nią pogadać Małgosia jest mniej wymagająca i też można z nią pogadać :)
Ja mam jedną instruktorke, ma na imię Basia, Ja osobiście bardzo ją lubię, zawsze mogę ją zapytać odnośnie jazd, o konie mogę sie zapytać, jest cierpliwa, jak marudze na koniu że czegoś nie zrobi to nie denerwuje sie (przynajmniej tego nie okazuje :D ), umie podtrzymać na duchu, jak koń mnie nie słucha i mam dość jazdy zawsze tak na mnie zadziała że biore sie do roboty :) Co do nauki to uczy bardzo dobrze, tłumaczy na tzw chłopski rozum, prosto i jasno :)
A moja instruktorka wrzeszczy jak coś źle zrobię albo jak nie rozumiem :/ czasem mi się krew gotuje w żyłach jak wrzeszczy na początkujące dziewczynki, jak się czegoś boją, tzn. "K***a, podnieś się z tego siodła!" "Ale ja się boję że jak ja się podniosę a on schyli łeb to spadnę" "Kur..., tu jest jazda konna, albo zrób ten półsiad albo do stajni!!!" I tak czasem przez całą lekcję. Nawet nie bardzo umiem odtworzyć taki dialog, bo mam zgoła inny sposób myślenia. Albo jak jedna dziewczyna przez przypadek przywiązała takiego jednego konia, którego nie wolno przywiązywać, bo się odsadza, to mimo że wcześniej tego nie tłumaczyła zaczęła się drzeć, jak dziewczyna powiedziała, że nie wiedziała to z kolei zaczęła się drzeć na nas. Jakby to była nasza sprawa, pilnować tej dziewczyny. Albo raz szczególnie mi zalazła za skórę, jak nie potrafiła powiedzieć dlaczego koń nie dał się opanować (teraz wiem, że pewnie miał zły dzie po prostu), to zaczęła wrzeszczeć, że mam zupełnie luźne wodze (ciągnęłam za wodze z całych sił). Na wytłumaczenia, że nie reagował na wodze, odpowiadała ciągle tak samo, że mam luźne wodze. Słowem, albo się wszystko robi idealnie, albo naraża się na wrzaski.
Ewelina, ja bym na Twoim miejscu czym prędzej szukała innej stajni, nawet jeśli miałoby to być ileś kilometrów dalej, ale przynajmniej byłabym daleko od takiego agresywnego instruktora. Rób oczywiście co chcesz, ale ja bym nie wytrzymała - też bym się wydarła na nią i już więcej tam nie przyszła ;P
No Ewelina co to za nauka jazdy konnej, która w moim przypadku najlepiej mi wychodzi gdy jestem opanowana, a jak tu być opanowanym jak się na Ciebie drą co chwila. Rolphinka dobrze mówi. Bo moim zdaniem najlepiej nam coś wychodzi na spokojnie a nie w nerwach!
Do tej stadniny w której ja jeżdżę to wiadomo jak coś źle robisz to Cię poprawiają ale się nie drą co chwila!
A co do mojej instruktorki, to ja nie narzekam, jest to super babka :D Przyznam, że ma zasady, nie pozwoli na obijanie się podczas jazdy, i trenuje jeźdźca tak długo do póki się nie nauczy danej rzeczy, której nie umiał, a dopiero potem przechodzi do nauki następnej ważnej rzeczy w jeździe - czyli tak etapami i to jest dobre. Choć nie powiem, że nie lubię pojechać do innej stajni i tam sobie długo pogalopować i pokonywać przynajmniej kavaletti. A potem oczywiście z wielką chęcią wracam do tamtej swojej ulubionej stajni i tam poprawiam swoje błędy i doszlifowuję wszystko co trzeba ;)) Tak więc w skrócie - mam fajną instruktorkę i czasem nawet idzie sobie pogadać :))
Moi trenerem jest p. Michał Masłowski, pewnie go znasz bo jest mistrzem Polski. Dużo mnie nauczył i jego metody są bardzo stosowne... Wie co dla konia i jeźdźca jest dobre a co nie...Zerknie na konia i już wie co trzeba robić...;) Poprawy widać po 1 treningu ;))Pozdrawiam : )
A po za tym pan Michał ma poczucie humoru, ostatnio nam kawały opowiadał...I zawsze jak się witamy to ciągnie nas za rękę jakby chciał nas zrzucić z konia, nie wiem po co to robi, ale wydaje mi sie że po to by sprawdzić czy dobrze się trzymamy w siodle...Bo ogólnie ćwiczymy z koleżankami :))
Masłowski? Z "Rywala" ? U niego mój tata instruktora jazdy konnej robił ! A o moich instruktorach mogę powiedzieć, że są świetni! ; )Zawsze w czwartki na jeździe jest Prezes naszego klubu ;) Bardzo dużo mnie nauczył, ma poczucie humoru i zawsze po jeździe można z nim po gadać o błędach i nie-błędach ; ) Drugą instruktorką jest pani Krysia, z którą raz miałam jazdę, ale ona także jest świetna! Podczas jednej jazdy też dużo mnie nauczyła ; ) Czasami trochę pokrzyczy, ale nie przeklina ; )
Najczęściej uczy mnie Ela i Małgorzata są troche starsze ode mnie. Jeszcze jest Monika z którą miałam tylko jedną lekcje.Jest fajna.