Każdy chwali swojego instruktora i tak dalej. jednak sa taki przypadki kiedy sami wiecie albo ktos wam powiedział ze cos jest zle i ktos cie zle tego nauczył.np moja kolezanka uczyła sie jezdzic w wolce wieprzeckiej rok i nie umiała anglezowac bo instruktor stał i rozmawiał przez telefon zamiast wytłumaczy i pokazac anglezowanie uwazam ze to nie jest normalne. dlatego nikogo nie urazając podajcie jesli znacie błedy swoich instruktorów.
Oczywiste, że są i tacy instruktorzy, co nic nie robią. Co gorsza, znałam stajnię gdzie odbywały się jazdy pod okiem pseudo instruktorów, tam nigdy nikt się niczego nie nauczył, ja również nie galopowałam tam ani razu przez ponad rok. Z oczywistych powodów ta "stajnia" się już rozpadła i nie istnieje. Za to w innej stajni galopowałam już od pierwszej lekcji :)
...a i rzecz jasna naprawiałam po tak długim czasie wszystkie błędy i złe nawyki. Anglezowany też tam polegał na jakimś wypinaniu tyłka, bo nikt nie wytłumaczył jak powinno się jeździć poprawnie.
Wiecie jak wyglądała moja PIERWSZA poważna jazda u znajomego, który ma konie i prowadzi jazdę konną?
jako chyba 8letnia gówniara wsadził mnie i moją koleżankę na konia i kazał nam je prowadzać. postawił pachołki i kazał nam je omijać... ;/
to było wtedy dosyć trudne...
i pamiętam, że na trzeciej jeździe jeździliśmy kółka w półsiadzie [wiecie jak na początku jest trudno utrzymac się w półsiadzie i kierować konia równocześnie? ;<]
i za chwilę krzyczy: kłusuj!
ja zaskoczona, bo zupełnie nie wiem o co chodzi...
i musiał mnie chłopak trzymać i za mna biec, żebym mogła kusować i się utrzymać...
kto to widział!?
Ja mam dobrego instruktora. Ale kiedyś w pewnej stajni widziałam jak dziewczyna spadła z konia , a instruktor tego nie zauważył i dopiero potem się skapnęła.
moja kolerzanka jeździła w Lubelskim Klubie Jeździeckim i po wakacjach umiała jedynie kierować koniem a kłus to muwi że był tylko przez kilka sekund kiedy koń się spłoszył
Na mojego instruktora teraz nie narzekam ale wcześniej miałam takiego który na moją jazdę wychodził i ja zostawałam sama na hali. Dopiero teraz zrozumiałam o co chodzi w anglezowaniu na dobrą nogę. Poprzedni instruktor tylko mi mówił że robię coś źle - wcale mi nie tłumaczył jak powinno się robić dobrze. Po prostu na hali i padoku miałam zupełną samowolkę i jeśli już instruktor się na mnie popatrzył mówił tylko " Ela masz złą nogę " ( nie wiedziałam o co chodzi) albo " Postępuj sobie " - no i w ogóle nawet nie wiedziałam co to znaczy użyć łydki. W nowej stajni (gdzie jeżdżę do teraz) wszystkiego musiałam się uczyć jakby od początku.
bingo . !odważny temat . !ja mam nawyk bacika . !;)nie wiem co dokładnie robię podczas jazdy bez bacika,ale ostatnio pani instruktor zwróciła mi na to uwagę.w "tamtej" stajni jeździłam na dość,nie oszukujmy się leniwych koniach,na których trzeba było używać bata/palcata i nawet użycie tego oto przyrządu nie gwarantowało żwawszego chodu.a teraz jestem w "tej" stajni i jeżdżę jak narazie bez bacika i jest mi dobrze z tym.:)może jeszcze ułożenie nóg w strzemionach..."tam" uczono mnie,że pięty w dół,a "tu",że palce do konia i pięty w dół...;)
ja powiem tak od razu wiedziałam gdzie się udać na naukę jazdy konnnej. :)ale nawet tutaj jest spotkany nie jeden i nie dwa wpisy które mnie zszokowały np ze przyjezdzie rekracyjnej przy wszystkich tych elementach któryc mnie uczył poan wiesiek zostawia sie przy zsiadaniu nogę w strzemieniu! no to jest szok !:PA sprawa już może drugo rzędna jak mają się za wielkich instruktorów wstawiają zdjecia i ręka od reki jest poł etra wodze luzno i nawet nie ma jak sciągnąc konia. Bo mnie uczono że wodze maja być lekko naprezone reka od reki maksymalnie 20 cm ! a nie pol metra łokccie tez powinny miec styłu miejsce na sciągniecie wrazie potrzeby
niektórzy instruktorzy nie umieją jeździć a uczą. np. jak zdawałam na odznakę to była instruktorka w tej stajni, która się bała przejśc przez podwyższony drąg. a uczyła kilka lat.
Ja mam dobrą instruktorkę w stajni, w której jeżdżę już prawie rok.
Ale kiedyś byłam w Pcimiu na obozie, to ze względu na to, że warunki (większa hala, bo tu gdzie jeżdżę to jest porażka) i konie lepsze, to oczywiście lepiej mi się jeździło w Pcimiu. Skakało się wyższe przeszkody na odważniejszych i posłuszniejszych koniach. Ale oczywiście druga sprawa to to, że to był obóz, a więc 2h jazdy dziennie to jednak jest różnica niż 1h tygodniowo. xd
Tak czy siak nie trafiłam jeszcze na "złego" instruktora, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Ja tutaj nie będę nikogo krytykować, bo ja tu nie jestem od tego i nie mam takich umiejętności żeby porównywać prawidłowy styl do złego. Tak naprawdę ile instruktorów tyle sposobów jazdy. Niektórzy nie uznają anglezowania bo np. w ujeżdżeniu jest ono niedopuszczalne tak samo jak półsiad. Inni z kolei uznają półsiad ale tylko na torze (mam na myśli wyścigi). Tak naprawdę tytuł instruktora to tylko ,,papier"" i osoby posiadający ten tytuł wcale niekoniecznie muszą dobrze jeździć, bo z tego co mi mówiono to bardzo łatwo jest taki ,,papier"" otrzymać. Tak samo z wodzami - niektórzy każą aby cały czas były na kontakcie a ja znam osoby, które świetnie jeżdżą z luźną wodzą ale należy również pamiętać że do skręcania nie używa się tylko wodzy i nie ona jest najważniejsza tylko przede wszystkim dosiad, łydki, równowaga. Bo co to za jeździec, który bez wodzy nie jest wstanie skręcić lub zatrzymać konia? Także mówię, że kwestionowanie stylu jazdy nie ma najmniejszego sensu, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał inne poglądy, umiejętności i będzie przekonany że tylko jego sposób jazdy jest prawidłowy. Jazda konna dzieli się na prawidłową i nieprawidłową, a kto jak uważa to tylko i wyłącznie sprawa indywidualna.Pozdrawiam
Każdy chwali swojego instruktora i tak dalej. jednak sa taki przypadki kiedy sami wiecie albo ktos wam powiedział ze cos jest zle i ktos cie zle tego nauczył.np moja kolezanka uczyła sie jezdzic w wolce wieprzeckiej rok i nie umiała anglezowac bo instruktor stał i rozmawiał przez telefon zamiast wytłumaczy i pokazac anglezowanie uwazam ze to nie jest normalne. dlatego nikogo nie urazając podajcie jesli znacie błedy swoich instruktorów.
Oczywiste, że są i tacy instruktorzy, co nic nie robią. Co gorsza, znałam stajnię gdzie odbywały się jazdy pod okiem pseudo instruktorów, tam nigdy nikt się niczego nie nauczył, ja również nie galopowałam tam ani razu przez ponad rok. Z oczywistych powodów ta "stajnia" się już rozpadła i nie istnieje. Za to w innej stajni galopowałam już od pierwszej lekcji :)
...a i rzecz jasna naprawiałam po tak długim czasie wszystkie błędy i złe nawyki. Anglezowany też tam polegał na jakimś wypinaniu tyłka, bo nikt nie wytłumaczył jak powinno się jeździć poprawnie.
Wiecie jak wyglądała moja PIERWSZA poważna jazda u znajomego, który ma konie i prowadzi jazdę konną? jako chyba 8letnia gówniara wsadził mnie i moją koleżankę na konia i kazał nam je prowadzać. postawił pachołki i kazał nam je omijać... ;/ to było wtedy dosyć trudne... i pamiętam, że na trzeciej jeździe jeździliśmy kółka w półsiadzie [wiecie jak na początku jest trudno utrzymac się w półsiadzie i kierować konia równocześnie? ;<] i za chwilę krzyczy: kłusuj! ja zaskoczona, bo zupełnie nie wiem o co chodzi... i musiał mnie chłopak trzymać i za mna biec, żebym mogła kusować i się utrzymać... kto to widział!?
Ja mam dobrego instruktora. Ale kiedyś w pewnej stajni widziałam jak dziewczyna spadła z konia , a instruktor tego nie zauważył i dopiero potem się skapnęła.
moja kolerzanka jeździła w Lubelskim Klubie Jeździeckim i po wakacjach umiała jedynie kierować koniem a kłus to muwi że był tylko przez kilka sekund kiedy koń się spłoszył
Na mojego instruktora teraz nie narzekam ale wcześniej miałam takiego który na moją jazdę wychodził i ja zostawałam sama na hali. Dopiero teraz zrozumiałam o co chodzi w anglezowaniu na dobrą nogę. Poprzedni instruktor tylko mi mówił że robię coś źle - wcale mi nie tłumaczył jak powinno się robić dobrze. Po prostu na hali i padoku miałam zupełną samowolkę i jeśli już instruktor się na mnie popatrzył mówił tylko " Ela masz złą nogę " ( nie wiedziałam o co chodzi) albo " Postępuj sobie " - no i w ogóle nawet nie wiedziałam co to znaczy użyć łydki. W nowej stajni (gdzie jeżdżę do teraz) wszystkiego musiałam się uczyć jakby od początku.
bingo . !odważny temat . !ja mam nawyk bacika . !;)nie wiem co dokładnie robię podczas jazdy bez bacika,ale ostatnio pani instruktor zwróciła mi na to uwagę.w "tamtej" stajni jeździłam na dość,nie oszukujmy się leniwych koniach,na których trzeba było używać bata/palcata i nawet użycie tego oto przyrządu nie gwarantowało żwawszego chodu.a teraz jestem w "tej" stajni i jeżdżę jak narazie bez bacika i jest mi dobrze z tym.:)może jeszcze ułożenie nóg w strzemionach..."tam" uczono mnie,że pięty w dół,a "tu",że palce do konia i pięty w dół...;)
ale teraz to mam normalnie instruktorkę idealną . !;* <3hehe . !zwierzenia . !;D
ja powiem tak od razu wiedziałam gdzie się udać na naukę jazdy konnnej. :)ale nawet tutaj jest spotkany nie jeden i nie dwa wpisy które mnie zszokowały np ze przyjezdzie rekracyjnej przy wszystkich tych elementach któryc mnie uczył poan wiesiek zostawia sie przy zsiadaniu nogę w strzemieniu! no to jest szok !:PA sprawa już może drugo rzędna jak mają się za wielkich instruktorów wstawiają zdjecia i ręka od reki jest poł etra wodze luzno i nawet nie ma jak sciągnąc konia. Bo mnie uczono że wodze maja być lekko naprezone reka od reki maksymalnie 20 cm ! a nie pol metra łokccie tez powinny miec styłu miejsce na sciągniecie wrazie potrzeby
niektórzy instruktorzy nie umieją jeździć a uczą. np. jak zdawałam na odznakę to była instruktorka w tej stajni, która się bała przejśc przez podwyższony drąg. a uczyła kilka lat.
Ja mam dobrą instruktorkę w stajni, w której jeżdżę już prawie rok. Ale kiedyś byłam w Pcimiu na obozie, to ze względu na to, że warunki (większa hala, bo tu gdzie jeżdżę to jest porażka) i konie lepsze, to oczywiście lepiej mi się jeździło w Pcimiu. Skakało się wyższe przeszkody na odważniejszych i posłuszniejszych koniach. Ale oczywiście druga sprawa to to, że to był obóz, a więc 2h jazdy dziennie to jednak jest różnica niż 1h tygodniowo. xd Tak czy siak nie trafiłam jeszcze na "złego" instruktora, a przynajmniej tak mi się wydaje.
Ja tutaj nie będę nikogo krytykować, bo ja tu nie jestem od tego i nie mam takich umiejętności żeby porównywać prawidłowy styl do złego. Tak naprawdę ile instruktorów tyle sposobów jazdy. Niektórzy nie uznają anglezowania bo np. w ujeżdżeniu jest ono niedopuszczalne tak samo jak półsiad. Inni z kolei uznają półsiad ale tylko na torze (mam na myśli wyścigi). Tak naprawdę tytuł instruktora to tylko ,,papier"" i osoby posiadający ten tytuł wcale niekoniecznie muszą dobrze jeździć, bo z tego co mi mówiono to bardzo łatwo jest taki ,,papier"" otrzymać. Tak samo z wodzami - niektórzy każą aby cały czas były na kontakcie a ja znam osoby, które świetnie jeżdżą z luźną wodzą ale należy również pamiętać że do skręcania nie używa się tylko wodzy i nie ona jest najważniejsza tylko przede wszystkim dosiad, łydki, równowaga. Bo co to za jeździec, który bez wodzy nie jest wstanie skręcić lub zatrzymać konia? Także mówię, że kwestionowanie stylu jazdy nie ma najmniejszego sensu, bo i tak zawsze znajdzie się ktoś kto będzie miał inne poglądy, umiejętności i będzie przekonany że tylko jego sposób jazdy jest prawidłowy. Jazda konna dzieli się na prawidłową i nieprawidłową, a kto jak uważa to tylko i wyłącznie sprawa indywidualna.Pozdrawiam