Reklama
  • wkonskimsiodle2013-04-23 15:16:19

    Chcę znać Wasze historie, bo ja tracę wiarę że nigdy nie znajdę "swojego miejsca".Może uchylę rąbka swojej historii.Zaczęło się od stajni Zbyszko. Patrząc na opinie innych osób, a także różne zdjęcia, ceny, opis, etc, zrobiło to na mnie wielkie wrażenie. Dojeżdżając na miejsce nie rozczarowałam się, bo naprawdę było pięknie, bajkowo. Może nie odpowiadało mi to, że nikt się nie zainteresował moim bezczynnym staniem obok konia na którym miałam jeździć poza instruktorką która po jakimś czasie przyszła i spytała czy chcę wyczyścić konia, i razem coś przy nim robiłyśmy. Lekcja była trochę stresująca (bo wiadomo że to była moja pierwsza lekcja w życiu, jak koń ruszył to nie mogłam złapać równowagi, etc), ale miło wspominam każdą chwilę tam. Szkoda, że musiałam odejść bo dojazd i rosnące ceny dały o sobie znać, i po prostu byłam zmuszona zmienić stajnię.Później był Hucuł. Na pierwszy rzut oka warunki były tragiczne, ale koniki wydawały się fajne (i kluchowate, nie były wychudzone). Po kilku lekcjach było ok, myślałam że tam zostanę. Niestety, jeden ze starszych "instruktorów" na lekcjach krzyczał i bez jakichkolwiek przyczyn obrażał mnie (wiecznie gadał o tym że jestem gruba, że to robię źle, tamto źle, dosłownie darł się na lekcjach..), przez co te lekcje zamiast przyjemnością były jakąś męczarnią.Teraz jeżdżę w Malince - czytałam o niej sporo opinii, i były podzielone, ale za namową rodzicielki wybrałam się tam. Okazało się że nie jest źle, spodobały mi się konie, instruktor tez zrobił dobre wrażenie. Nie jest tu źle, ale tez nie czuję się tu dobrze. Czuję się obco, mimo że uważam iż konie nie są złe. Trochę też nie odpowiada mi sposób umawiania się na lekcje, bo nie raz silne narzucano mi dany termin. Doszłam do porozumienia z mamą, i jak do wakacji zrzucę 15 kg to po obozie wrócę do Zbyszko :). Oczywiście te 15 kg to żaden warunek, ale wrócenie do tamtej stajni to silna motywacja.Czekam na wasze "opowiadanki". ;)

  • Oczy Nocy 2013-04-08 19:16:54

    Przede wszystkim się nie przejmuj. :) Ile masz lat? Skąd jesteś? Ogólnie chyba zrzucanie 15 kg do wakacji (3-4 miesiące) to zdecydowanie nie zdrowe. Więc może po prostu postaraj się ćwiczyć ale pamiętaj o zdrowiu. Ja ogólnie jestem z jednego miasta a uczę się w drugim. Jeździłam już w 4 stajniach teraz jeżdżę w 5 i jestem zadowolona. U mnie głównym ograniczeniem była cena (maks 25 zł za godzinę jazdy). Zależało mi też żeby jazdy prowadził porządny instruktor, oraz aby konie były zadbane. To nie było tak że w pozostałych stajniach tak nie było, ale pewne rzeczy mi tam nie odpowiadały.  Więc spokojnie cierpliwości na pewno niedługo znajdziesz "swoją" stajnię ;) 

  • Honeonna 2013-04-08 21:15:34

    Ja swojej stajni szukałam przez całą moją dotychczasową jeździecką "karierę". Pierwsza stała stajnia była z polecenia znajomej oczarowanej konikami na trawie. Miałam chyba z dziesięć lat. Jak przyjechałam, to byłam tak podekscytowana, widząc całe stadko koni na pastwisku, że nie zastanawiałam się nad niczym innym. Nie wyglądało to źle- duża łąka, całkiem miła instruktorka, konie cały czas na dworze. Trochę brudne, ale przecież ciągle chodzą na łące, to w sumie normalne. Ujeżdżalnia jest...brak ujeżdżalni, jeździ się na kole na pastwisku. Niby inne konie mogą podbiec i coś zrobić, ale...przecież stoją daleko, a instruktorka chyba wie, co robi. Łąka otoczona rowem z gliniastym dnem. Hmm, dziwne, ale ja się nie znam. W końcu przyszła zima. Konie sprowadzone z pastwiska i prawie niewypuszczane ze stajni. Cześć koni, zwłaszcza młodszych, stała w razem w ciemnej szopie, chyba nawet klacze z młodymi ogierami. W boksach sterty gnoju, mało nie rosły pieczarki, jedynym znakiem, że tam kiedyś była słoma było kilka źdźbeł w samym kącie pod żłobem., skąd koń nie mógł ich wyskubać. W takich warunkach (cud, że się czymś nie zaraziły) klacze urodziły źrebaki. Prawie wszystkie po tym samym ogierze, który stał ciągle zamknięty w swoim boksie bez okien. Tylko czasami ktoś na nim jeździł na placyku ogrodzonym z jednej strony drutem kolczastym, gdzie i nam kazali jeździć. Któregoś razu my, dzieci na słabo ujeżdżonych klaczach, stępowałyśmy po jednej stronie placu, a po drugiej ktoś "zajeżdżał" dwuletniego ogierka. Nie będę opisywać koszmarnych sposobów, w jakie właściciel czasami pozbywał się szczurów, bo to zwyczajnie zbyt drastyczne. Dlaczego nie wyniosłam się wcześniej? Nie wiem, chyba dlatego, że moje koleżanki tam jeździły, bo to była pierwsza stajnia, na jaką moi rodzice się w końcu zgodzili, bo może nie wiedziałam o pewnych sprawach. Niestety niewiele się tam do dzisiaj zmieniło. Na szczęście w końcu przyszła stajnia druga.Tutaj wszystko pięknie, właściciel naprawdę dobry trener i nauczyciel, zresztą ma nawet znane nazwisko. Niestety bywał rzadko, a instruktorka mało się angażowała. Jej głównym zajęciem było picie kawy. Kiedyś nie mogłyśmy założyć ogłowia i zauważyłyśmy, że coś jest nie tak z paskami. Poszłyśmy grzecznie po pomoc, a ona nas wyśmiała, że nic nie potrafimy, nawet złożyć ogłowia. No prawda, nie potrafiłyśmy, prawda, nic nie umiałyśmy, ale chyba można to powiedzieć jakoś normalniej. Nie żebym chciała specjalnego traktowania. Po prostu wolałabym, żeby ktoś powiedział "robisz to źle, zrób tak" niż "Głupie dzieci, nic nie wiecie, macie, zrobiłam za was." Niby pięknie, ale... Nie do końca.Stajnia trzecia- znowu z polecenia. Ogólnie nieźle, już myślałam, że to może być to, a potem... Przyszła powódź i zalała wszystko. Instruktorka się wyniosła, więc poszłam za nią.Stajnia numer cztery- ok. Przez parę tygodni. Potem moja kochana instruktorka, nasza bogini jeździectwa, zaczęła być coraz bardziej nie do zniesienia. W końcu kolejna przeprowadzka.Stajnia numer pięć- pierwsza otynkowana, jaką widziałam. Instruktorka w porządku, kuce ładne, były fiordy i nawet dwuletni fryz. I jeden problem. Jazda to była wyprawa na pięć godzin. Dwie godziny jazdy autobusami w jedną stronę, dwie w drugą i jeszcze jazda po środku. Wracałam sama autobusem do domu gdzieś o 21.30, czasami razem z kibolami, co się moim rodzicom średnio podobało. Mnie też, ale cóż, dla koni wszystko. W końcu zrobiło się jakoś dziwnie. Niby jest jazda, ale tak sobie tylko tuptamy w kółko. Niby pięknie, ale nie do końca. Niby ludzie fajni, ale zamknięci w swojej grupce. Koń podstawiany pod nos, pensjonariusze średnio nastawieni, jazdy trochę drogawe...Dotychczas zmieniałam stajnie głównie z powodów niezależnych ode mnie albo w razie konieczności- koszmarne warunki, powódź, słaby instruktor. To był pierwszy raz, kiedy szukałam czegoś innego, bo czułam, że chcę czegoś lepszego. Poświęciłam (i moi kochani rodzice) dzień na przejechanie się po trzech stajniach. Trochę to zajęło, ale wynikiem było znalezienie stajni, w której jestem dotychczas, która naprawdę mi pasuje. I w końcu znajome nie będą na mnie mówić "stajniowa turystka"! :) Nie łam się, znalezienie stajni może potrwać, ale na pewno się uda! A jeśli ktoś zaczyna Cię obrażać, to świadczy o nim, nie o Tobie.

  • redakcja 2013-04-08 21:20:30

    Może właśnie stajnia Zbyszko jest tym "Twoim miejscem" :) Z tego co piszesz wynika, że całkiem fajnie byłoby tam wrócić..W moim przypadku odpowiedniej stajni też szukałam długo.. nawet bardzo długo, bo trwało to 10 lat i przewinęłam się w międzyczasie przez kilkanaście różnych stajni, jeździłam na kilkudziesięciu różnych koniach i poznałam wielu instruktorów, trenerów..Najpierw byłam w jednej stajni w Katowicach, gdzie miałam przydzielonego swojego konia. Łącznie ze mną jeździły na tym koniu tylko trzy osoby - instruktor i właściciel, więc koń miał same zalety. Wiele się tam nauczyłam na początku mojej przygody z końmi. Jednak był zbyt daleki dojazd, a instruktor widząc, że wyjeżdżam w teren i nic mi się nigdy nie stało przestał mnie czegokolwiek uczyć. Ciężko było mi pożegnać się z tą stajnią, szczególnie z koniem, którego traktowałam jak własnego.. ehh co tu dużo mówić..Następnie zaczęłam jeździć w nowo otwartej stajni blisko mego domu na Banderozie. Tam jednak osoby prowadzące jazdy były niepełnoletnie, więc zapewne uprawnień instruktorskich zdobyć też nie mogły.. Siłą rzeczy niczego nowego się nie nauczyłam. Jazdy były bardzo tanie, ale wiadomo, szukałam konkretnej stajni. Nikt przecież nie chce stać w miejscu tylko się doskonalić, uczyć czegoś nowego.Dowiedziałam się o kolejnej stajni niedaleko domu. Instruktorka jedna i konkretna, ciekawe jazdy, nabyłam nowej wiedzy, umiejętności, a konie były bardzo dobrze ujeżdżone. Nie podobały mi się za to panujące tam zasady: na teren stajni się nie wchodzi dopóki ktoś z właścicieli koni nie wyczyści i nie przygotuje konia - trzeba było czekać i patrzeć z daleka, nawet gdy czyścić, siodłać i kiełznać konia umiało się już z zamkniętymi oczami. Po drugie rekreantów traktowano inaczej niż właścicieli koni, troszeczkę z góry.. Zostałabym jednak w tej stajni mimo, iż tęskniłam za wyszykowaniem dla siebie konia, jednak zmiana miejsca zamieszkania zmusiła mnie opuścić te stajenne progi.Później była stajnia Omega. Tam nabyłam jeszcze więcej umiejętności i to tylko dzięki naprawdę dobrze prowadzonym jazdom. Każda lekcja była inna, ciekawa. Konie cudowne, każdy miał swój indywidualny charakter, a jeździło się na ośmiu różnych koniach. Dobrym sprawdzianem było na każdej lekcji jeździć na innym koniu. Ćwiczenia ujeżdżeniowe były ciekawe, były tam często zawody jeździeckie, na których miałam szansę uczestniczyć :) Niezwykłe przeżycia mam z tą stajnią. Potem moja instruktorka już tam nie pracowała, nastąpiły wielkie zmiany, a ja w tym czasie poznałam już inną stajnię.Bardzo mi się spodobało jeździć w Zbrosławicach. Są tam fajne konie, można zdawać na odznaki, są różne zawody jeździeckie itp. Elegancko. Trenowałam tam skoki przez przeszkody. Było super! Do czasu, aż instruktor mi powiedział "na cza wakacji nie prowadzimy jazd, bo konie będą przydzielone dzieciom na obóz jeździecki". Szok normalnie! Całe wakacje bez koni?!No więc znalazłam stajnię Pandor w Mikołowie. Jazdy odbywały się na otwartej ujeżdżalni z rozstawionymi niskimi przeszkodami. Konie dobrze dobierane do umiejętności jeźdźców. Tylko nie podobały mi się jazdy w zastępie, bo przecież wiadomo, że jak jeden koń przeszkodę skoczy, to drugi czemu nie.. Nie trzeba było się do tego tak przykładać, a tego mi brakowało.Znalazłam tuż obok stajnię Jamna. Jazdy były ujeżdżeniowe i skokowe - na zmianę. Treningi prowadziła świetna trenerka. Tak potrafiła urozmaicić każdy trening i tak dopracowywać z jeźdźcem każdy drobny szczegół, że nic się z tymi treningami nie równa. Jazdy są naprawdę na poziomie zaawansowanym, z tak dobrym trenerem to jest możliwe :) Teraz ta trenerka pracuje też w stajni w Bujakowie i tam właśnie w obecnej chwili będę jeździć :) Tak więc "swoje miejsce" znalazłam.. po 10 latach ;) Oby Tobie przyszło to szybciej :)Pomiędzy tymi stajniami jeździłam też w stajniach podczas wakacji - w stajni Bretania w Krasnobrodzie, w stajni Gazdówka w Górkach Wielkich i też je sobie bardzo chwalę :) Ale wiadomo, tak daleko to tylko na wakacje ;)

  • Reklama
  • wkonskimsiodle 2013-04-09 17:57:05

    Oczy Nocy, Mam 14 lat. W sumie lepiej wyjdzie mi na zdrowie schudnięcie tych 15 kg w tym czasie, niż pozostanie przy swojej wadze, co jest nie tyle ciut niewygodna dla konia (chociaż mam "odpowiednio" dobierane konie przez instruktorów), ale bardzo niezdrowe dla mnie. A jestem z Łodzi (centrum).A co do Waszych przygód - podziwiam wytrwałości. Ja jeżdżę od ponad dwóch miesięcy, jeździłam w 3 stajniach i czuje ze się nie odnajdę.Nie wiem czy nadal będzie tak samo podobało mi się w Zbyszko, choć mam nadzieje że tak. Tak teraz przypomniało mi się, że raz strasznie mi się namieszało. Popatrzyłam na rozpiskę, i pisało "Lonża - Sajonara" i "Lonża - Norka". Bez nazwisk, albo chociażby imion. Do tej pory jeździłam na Sajonarze więc pomyślałam że nadal będę na niej. Okej, była potem chwila zwątpienia bo jakaś dziewczyna przyszła i ją zaczęła siodłać. Później odeszła, i siodłała dalej inne konie. Ulżyło mi, więc siedziałam przy niej, kręciłam się i czekałam aż ktoś mnie wezwie. Wyszłam przed stajnię, i instruktorka która prowadziła moją pierwszą lekcje prowadziła Sajonarę. Podbiegła do niej jakaś dziewczyna z kwitkiem, i poszły na halę. Wtedy przez myśl przeszły mi tylko słowa "Skoro ona jeździ na Sajonarze, to ja na Norce, ale..która to ta Norka?!". Nawet nie patrzyłam na boksy, bo od początku przyjazdu pobiegłam do "ulubieńca". W końcu druga instruktorka prowadziła Norkę, no i wzięła mnie ze sobą. :) Miło wspominam te chwile, choć wtedy nie było to dla mnie takie śmieszne, bo Norka była podobno dość "wrednym", upartym konikiem ;-)

  • emolkaa 2013-04-10 13:18:00

    Ja mam szczęście - od 2 lat jeżdżę w stajni Zażółkiew < tylko raz na jakiś czas jadę "w gości" do innej, w inny teren, na innych koniach>. Uwielbiam tą stajnię, instruktorów, konie i ogólnie atmosferę tam panującą ;) W tej stajni przygotowuję się na zawody, do odznaki, jeżdżę na rajdy, w tereny - ogólnie, rozwijam się. Mam super kontakt z instruktorem i instruktorką, nie tylko w czasie jazd, czy pobytu na stajni <organizujemy sobie wypady stajenne np na kajaki> :) Ogólnie ludzie, którzy tam przyjeżdżają to weseli i otwarci. Konie są dobrze wyszkolone, biorą udział w zawodach, rajdach itp. Takich typowo rekreacyjnych "mułów" nie mamy ;p Każdy znajdzie coś dla siebie. Dużym plusem jest też to, że jest kilka koni na stałe, kilka prywatnych w pensjonacie i ciągle przychodzą jakieś na określony czas do treningu ;) No i instruktorzy są otwarci na nasze pomysły, sugestie; zawsze biorą pod uwagę nasze zdanie m.in. co chcemy poprawić w ciągu najbliższych jazd, nad czym popracować, czego nowego spróbować. Polecam wszystkim znalezienie takiego miejsca ;))

  • Xenon 2013-04-14 16:59:30

    Przez półtora roku jeździłam w Krajce. Pierwsze 6 miesięcy było bardzo fajne. Nauczyłam się jazdy kłusem i były ciekawe ćwiczenia. Jeździliśmy w grupach 4-osobowych. Niestety od zeszłych wakacji zauważyłam, że niczego nowego się nie uczę, instruktorka robi się coraz mniej milsza, a grupy się powiększają. Czasem na jeździe było około 8 koni, a to już dla mnie przesada. W wakacje byłam na obozie, gdzie galopowałam w lesie i po polach, a tutaj nadal "stoję w miejscu". Po wakacjach byłam na jeździe może z 3 razy i szukam aktualnie nowej stadniny, gdzie będę mogła się nadal uczyć i gdzie będzie też miła atmosfera.

  • Saphira 2013-04-23 15:28:25

    Ja nauczylam się jeździć na obozie, więc nie mialam takiego problemu z poczatkiem jazdy. Później jakieś pół roku nie jeździłam, aż wreszcie mama znalazła OJ, którego nazwę zataję ( mogę podać na priv ). Jak tam przyjechałam to na samym początku trochę mnie niektóre rzeczy zdziwiły, no, ale to w końcu stadnina po trzech pożarach. Hala jest, obszerne pastwiska i parkour i maneż. Stajnia bardzo duża. Wszystkie braki zrekompensowała mi instruktorka, która od razu spytała, ile umiem, jkaiego konia wolę itd. Dostałam na pierwszą jazdę wspaniałą klaczkę dla poczatkujących, Rozalkę młp. W ogóle wszytsko super itd., instruktorka miła, wszytsko wytłumaczy, konie spokojne, ale zróżnicowane pod względem umiejętności. Jeździłam tam na wszystkich koniach, z czasem też zaczęłam skakać. Mankamenty ? Konie rekreacyjne stojące miejscami w ciemnej stajni, ciasnych boksach, stanowiskach po trzy konie. Po jakimś pół roku konie były sprzedawane, a kupowane nowe. Gorsze. Praktycznie co miesiąc zmienialy się niektóre wierzchowce. Niedawno jak tam byłam to u jakiegoś prywatnego kucyka chyba szetlanda w boksie stał o wiele wyższy hucuł, który skopał nawet tego małego. Tak było jesienią. W ogóle nie widziałam, żeby konie były na pastwisku. te rekreacyjne. A co do jazd to teraz, przynajmniej zimą, były dosyć stersujące dla kogoś po krótkiej przerwie ( dla mnie ). Dla porównania powiem, że nie jeżdżę fatalnie, a spadłam dwa razy w ciągu hmm... tygodnia, dwóch ? No, dwóch jazd. Przedtem mi się to w Proficie nie zdarzyło ani razu a jeździłam tam nawet 3 razy w tygodniu. Był taki wałaszek który mi nawet przypasował, miał powiedzmy 1,50 w kłębie. Na pierwszej jeździe z niego spadłam, bo bryknął przestraszony galopującym na niego od tyłu koniem 1,80 w kłębie. Dodam, że konik tam był może od dwóch tygodni. Na galop na owym koniku umówiłam się z instruktorką na następną jazde, jednak konik "za karę" stał w satjni, bo jakies dziewczyny z niego spadły, podobno na głowę. Po ok. dwóch tygodniach stania w stajni (!) owy konik został sprzedany. Inny konik, 1/2 araba, po tygodniowej przerwie ( ok. taki czas ) od razu poszedł na jazdę pod jeżdżącą tam dziewczynę, oczywiście zleciała z niego, a konik najspokojniejszy nie był. Dasltego tez nie muszę mówić, czemu zmieniam stadninę, bo to nie jedyne sytuacje. Każdy koń tam ma jakiś mankament, większość koni wręcz wykluczający z rekreacji pod dziećmi i młodzieżą, a konie te jeździły w grupach 5-osobowych na hali, oczywiście jeden koń nie cierpiał drugiego itd.

  • Reklama
  • piotr34 2013-04-23 19:55:37

    Ja jeżdżę od 3 lat i zacząłem w Ośrodku Jeździeckim w Piwnicznej Zdroju i to jest zdecydowanie moje miejsce :) Moja druga stajnia to był Krakowski Klub Jeździecki i zdecydowanie zdecydowanie go polecam. A oto jeszcze inne stajnie oraz linki do nich zajrzyj tam: Krakowski Klub Jazdy Konnej www.kkjk.pl  KS Bór Toporzysko http://www.toporzysko.pl/SK Rajd  www.stadninarajd .pl I jeszcze inne najlepiej wpisz hasło: Ośrodki Jeździeckie w Polsce 



Reklama
Reklama