Kochani, mam problem. Właściwie to nie ja, ale moja młodsza koleżanka z koni. Otóż 1,5 miesiąca temu miała wypadek- spadła z konia. Miała wstrząs mózgu. Czekała spory okres, by móc znów wsiąść na rumaka, ale rodzice się nie zgadzają. Jak ich namówić? Oni mówią, że może jej się coś stać i że zawali szkołę. Jest w klasie szkoły podstawowej. Powiedziałam jej, żeby spróbowała porozmawiać z nimi na ten temat, żeby uargumentowała to, iż wciąż uczy się odpowiedzialności i że to kocha. Nie mam bladego pojęcia, co w tej sytuacji mogę jeszcze dopowiedzieć, na razie nic mi nie przychodzi na myśl, dlatego zwróciłam się do Was. Proszę, pomóżcie rozwijać młode talenty, którym rodzice podcinają skrzydła w trosce o ich bezpieczeństwo! (Wiem, że może się coś stać, to rozsądne, ale czy można zabraniać komuś pasji? Przecież jazda samochodem jest tak samo, a nawet bardziej niebezpieczna, a mimo wszystko zdecydowana większość populacji jest zmotoryzowana...)
Tak jak mówisz, pasji nie da się zabronić. Jeżeli ona to kocha, to rodzice krzywdzą ją zabraniając spędzania czasu na końskim grzbiecie. Ich córka przez to, będzie nieszczęśliwa, a chyba żaden rodzic tego nie chce... Po za tym, wszędzie może się coś stać. Niech zadbają o jej bezpieczeństwo na koniach (dobry kask, kamizelka itp). Mogą też porozmawiać z instruktorem - może on pomoże.
Jeździectwo to sport jak każdy inny- z kontuzjami, nie ma jeźdźca, który by nie miał jakiegoś wypadku. Twoja koleżanka prędzej czy później i tak będzie jeździć skoro to kocha, więc opór jej rodziców nie ma sensu, powinni pozwolić dziecku rozwijać swoją pasję i pomimo upadków motywować ją do dalszej pracy. Niejeden jeździec miał wstrząs mózgu i jeździ dalej.
Tak niesty tak jest hym... u nie było odwrotnie po upadku z konia u znajomego i byłam tylko parę razy u niego i spadłam niby mnie uczył i niby nie.Nie umiał mi wytłumaczyć i spadłam.Potem znalazłam stadnine , która znajduję sie najbliżej mnie i spytałam sie trochę się zastanwiała , bo już od dawna chciałam jeźdźić konno i po chwili zgodziła się żeby mnie instruktor lub instruktorka uczyła.Więc w moją stronę działa to zupełnie inaczej ... .Pomgło i jeżdżę do dzisiaj i na razie bez upadku.MOja koleżanka też chce , ale rodzice jej nie pozwalają , bo to niebezpieczny sport i wgl.Oglądając wątki typu"Pomóżcie chę nauczyć sie jeźdźic konna , ale rodzice nie pozwalją" więc troche je posunełam i zobaczymy co będzie. Dobra wiem rozspisałam się o sobie już któryś raz , ale ... . Wracając do twojej koleżanki to powiedz , że nie dość , że każdy sport może być niebezpieczny.Czy nawet idąc ulicą można się przewrócić i coś sobie zrobić.Może niech trener zmieni rumaka może rodzice sie uspokoją jak na innym koniu będzie jeźdźiła.A morze dać rodzicą spoój przez miesiąc by się uspokoją i wrócić do tej rozmowy.Może wtyedy się uda.Oni też porzebują czasu by ochłonąc i przemyśleć.Można również ich błagać , pójśc nna jakiś kopromis.
A i już nie napisałam... (pisalam kiedyś o tym w innym wątku). Jak miałam 7 lat to "jeździłam" konno. Jakieś 10 jazd na lonży. I spadłam. Tylko się potlukłam ale moi rodzice cały czas mieli w pamięci obraz jak lecę na ziemię. Zabronili mi jeździć, tak ja rodzie tw koleżanki uznali to za niebezpieczne. Rok temu jednak , zostałam zaproszona na dni otwarte stajni. Poszlam, nawet nie przyszło mi do głowy żeby ich zapytać czy mogę ;) Oczywiście siadłam na jazdę pokazową (10 min stepa i kilka kroków kłusa). Wróciłam do domu szczęśliwai ro dzce wtedy po krótkim zastanowieniu pozwolili mi jeździć ;)
Dlatego moi rodzice nie patrzą na mnie kiedy jeżdżę tylko gdzieś sobie idą ;d Bo ja należę do tych co lubią "całować ziemię". Spadłam kiedyś z konia w terenie i złamałam rękę w dwóch miejscach + złamanie otwarte.Nieciekawa sprawa i trochę to trwało zanim dojdę do całkowitej sprawności.Rodziców w sumie nie musiałam namawiać . Każdemu może się coś stać ,nawet w własnym domu ,może się na niego przewrócić szafa lub spaść ze schodów.Wypadki chodzą po ludziach. Możemy się starać jedynie im zapobiegać stosując różnego rodzaju ochraniacze ,ale nikt w kombinezonie ochronnym nie będzie chodził po domu ,bo coś mu się stanie xDZwykła rozmowa i dobre argumenty ,myślę ,że załatwią sprawę ;)
Kochani, mam problem. Właściwie to nie ja, ale moja młodsza koleżanka z koni. Otóż 1,5 miesiąca temu miała wypadek- spadła z konia. Miała wstrząs mózgu. Czekała spory okres, by móc znów wsiąść na rumaka, ale rodzice się nie zgadzają. Jak ich namówić? Oni mówią, że może jej się coś stać i że zawali szkołę. Jest w klasie szkoły podstawowej. Powiedziałam jej, żeby spróbowała porozmawiać z nimi na ten temat, żeby uargumentowała to, iż wciąż uczy się odpowiedzialności i że to kocha. Nie mam bladego pojęcia, co w tej sytuacji mogę jeszcze dopowiedzieć, na razie nic mi nie przychodzi na myśl, dlatego zwróciłam się do Was. Proszę, pomóżcie rozwijać młode talenty, którym rodzice podcinają skrzydła w trosce o ich bezpieczeństwo! (Wiem, że może się coś stać, to rozsądne, ale czy można zabraniać komuś pasji? Przecież jazda samochodem jest tak samo, a nawet bardziej niebezpieczna, a mimo wszystko zdecydowana większość populacji jest zmotoryzowana...)
Tak jak mówisz, pasji nie da się zabronić. Jeżeli ona to kocha, to rodzice krzywdzą ją zabraniając spędzania czasu na końskim grzbiecie. Ich córka przez to, będzie nieszczęśliwa, a chyba żaden rodzic tego nie chce... Po za tym, wszędzie może się coś stać. Niech zadbają o jej bezpieczeństwo na koniach (dobry kask, kamizelka itp). Mogą też porozmawiać z instruktorem - może on pomoże.
Jeździectwo to sport jak każdy inny- z kontuzjami, nie ma jeźdźca, który by nie miał jakiegoś wypadku. Twoja koleżanka prędzej czy później i tak będzie jeździć skoro to kocha, więc opór jej rodziców nie ma sensu, powinni pozwolić dziecku rozwijać swoją pasję i pomimo upadków motywować ją do dalszej pracy. Niejeden jeździec miał wstrząs mózgu i jeździ dalej.
Tak niesty tak jest hym... u nie było odwrotnie po upadku z konia u znajomego i byłam tylko parę razy u niego i spadłam niby mnie uczył i niby nie.Nie umiał mi wytłumaczyć i spadłam.Potem znalazłam stadnine , która znajduję sie najbliżej mnie i spytałam sie trochę się zastanwiała , bo już od dawna chciałam jeźdźić konno i po chwili zgodziła się żeby mnie instruktor lub instruktorka uczyła.Więc w moją stronę działa to zupełnie inaczej ... .Pomgło i jeżdżę do dzisiaj i na razie bez upadku.MOja koleżanka też chce , ale rodzice jej nie pozwalają , bo to niebezpieczny sport i wgl.Oglądając wątki typu"Pomóżcie chę nauczyć sie jeźdźic konna , ale rodzice nie pozwalją" więc troche je posunełam i zobaczymy co będzie. Dobra wiem rozspisałam się o sobie już któryś raz , ale ... . Wracając do twojej koleżanki to powiedz , że nie dość , że każdy sport może być niebezpieczny.Czy nawet idąc ulicą można się przewrócić i coś sobie zrobić.Może niech trener zmieni rumaka może rodzice sie uspokoją jak na innym koniu będzie jeźdźiła.A morze dać rodzicą spoój przez miesiąc by się uspokoją i wrócić do tej rozmowy.Może wtyedy się uda.Oni też porzebują czasu by ochłonąc i przemyśleć.Można również ich błagać , pójśc nna jakiś kopromis.
A i już nie napisałam... (pisalam kiedyś o tym w innym wątku). Jak miałam 7 lat to "jeździłam" konno. Jakieś 10 jazd na lonży. I spadłam. Tylko się potlukłam ale moi rodzice cały czas mieli w pamięci obraz jak lecę na ziemię. Zabronili mi jeździć, tak ja rodzie tw koleżanki uznali to za niebezpieczne. Rok temu jednak , zostałam zaproszona na dni otwarte stajni. Poszlam, nawet nie przyszło mi do głowy żeby ich zapytać czy mogę ;) Oczywiście siadłam na jazdę pokazową (10 min stepa i kilka kroków kłusa). Wróciłam do domu szczęśliwai ro dzce wtedy po krótkim zastanowieniu pozwolili mi jeździć ;)
Dlatego moi rodzice nie patrzą na mnie kiedy jeżdżę tylko gdzieś sobie idą ;d Bo ja należę do tych co lubią "całować ziemię". Spadłam kiedyś z konia w terenie i złamałam rękę w dwóch miejscach + złamanie otwarte.Nieciekawa sprawa i trochę to trwało zanim dojdę do całkowitej sprawności.Rodziców w sumie nie musiałam namawiać . Każdemu może się coś stać ,nawet w własnym domu ,może się na niego przewrócić szafa lub spaść ze schodów.Wypadki chodzą po ludziach. Możemy się starać jedynie im zapobiegać stosując różnego rodzaju ochraniacze ,ale nikt w kombinezonie ochronnym nie będzie chodził po domu ,bo coś mu się stanie xDZwykła rozmowa i dobre argumenty ,myślę ,że załatwią sprawę ;)