Tak jak powiedziała wiola, poradź się weterynarza. Hmm a może niech ktoś inny na niego wsiądzie? Może stracił do Ciebie zaufanie? Przypomnij sobie, czy nie zrobiłaś czegos nie tak podczas ostatnich treningów.
jak ja mialam do czynienia z takim koniem to byl to kon po ochwacie i dlatego nie chcial chodzic, ale ostro z nim cwiczylam (juz byl zdrowy, tylko po prostu sie przyzwyczail do tego ze jak chodzi to go boli i ze na nim nie jezdza, wiec nie robilam mu krzywdy) jak bat nie pomaga to trudno trzeba i tak z batem w koncu sie wkurzy i pomoze, byc moze zacznie walic z zadu ;p musisz sie utrzymac i nie dawac mu spokoju bo nauczy sie ze jak bryknie to juz sobie odpuszczasz i bedzie tak robil caly czas. po prostu musisz nad tym dluuugo pracowac, jezeli oczywiscie po badaniach okaze sie ze kon jest zdrowy, bo jak chory to lecz;) Powodzenia :)
Jak się okaże że z koniem wszystko ok, że jest zdrowy, to musisz zacząć z nim pracę taka konkretną. pinkfrog- "jak bat nie pomaga to trudno trzeba i tak z batem w koncu sie wkurzy i pomoze, byc moze zacznie walic z zadu" Myślę, że lepiej bat odłożyć na bok i pracować łydkami i dosiadem.Jeżeli się ma takie nastawienie do konia,że jak nie jest posłuszny czy co tam innego, to się go biję batem i może to doprowadzić nawet jak napisałaś do walenia z zadu, to chyba coś nie halo. Nie uważasz?!
ja nie mowie tu o przemocy wobec koni. kazdy kon po krotkim czasie ustapi wiec to nie bedzie "walenie batem" nie wiadomo ja dlugo i jak mocno. mialam z takim koniem do czynienia wiec wiem, co podzialalo, nie chce sie te klocic. poza tym moja kolezanka wlasnie dzialajac lydkami i dosiadem nieczulila konia na to zupelnie. a czy nie lepiej konia znieczulic na bata niz na lydki i dosiad? poza tym jezeli tego bata uzywa sie umiejetnie to nic sie nie stanie. ale trzeba to robic z glowa, a nie tak jak dasz jakiemus dziecku zeby sie wyzylo... wiec nie miejcie mnie za kogos kto katuje konie, bo teraz mam akurat konia ktorego jak uderzysz batem to zapierdziela galopem ;) wiec to zalezy od konia i jezdzca, jak sie bedzie dobrze w odpowiednich momentach i z odpowiednia sila uzywalo bata to wszystko wyjdzie na dobre, z reszta jak mnie ucza od poczatku mojej przygody z konmi, lepiej uderzyc raz a porzadnie niz kilka razy "glasnac" batem bo wtedy kon sie znieczula i przestaje na niego reagowac a tto jest masakra ;/
Trzeba przede wszystkim się uspokoić, by koń nie wyczuwał naszego zdenerwowania :) No i obowiązkowo zaopatrzyć się w jakieś rady, czy też cały program treningowy, który pomoże nad koniem zapanować :)
ja miałam kiedyś też doczynienia z takim koniem, strasznie uupartym . Jeździłam na niej jakiś niecały rok napoczątku byuło spoko, sama nie umiałam dobrze jeździć wiec jak galopowałam albo coś to pani instruktorka mi pomagała i goniła konia, ale przyszedł czas,że sama potrafiłam dość dobrze jeździć. I niby było okej, ale miałam pare lekcji że koń stawał i nie chciał jeździć, akurat tak sie zdażyło, że wtedy musiałam zmienić stajnie, znaczy sie miałam tą samą instruktorke ale jeździłam w innej stajnie, teraz jak sie podszkoliłam i ogólnie zostaje w stajni na całe dnie, pomagami ogólnie i ostatnio pojechałam z instruktorką do starej stajni i akurat musiałam jeździć na tym koni, który stawał i sie mnie nie słuchał, nie miałyśmy zabardzo czasu wiec jeździłam na ooklep i poradziłam sobie spokojnie przy galopie i wszystkich ćwiczeniach, wiec może warto poprosić o innego konia i sie podszkolić?
Dzięki za radę :) Tylko , że w naszej stadninie pani instruktor wybiera nam konia. Jeździłam ostatnio na rozbrykanej klaczy:) Było czadowo po dałam sobie z nią radę.
Ja się dołączam do wątku o upartości konia, bo właśnie moja klacz, na której jeździ też dwoje innych osób, stała się uparta nie do zniesienia. Mój problem jest dość dziwny.Wcześniej robiłam z nią 7 gier Pata z batem w ręce (ona strasznie się go bała i zawsze jak w pobliżu był ktokolwiek z batem, miał przechlapane). No więc mi udało się ją przekonać, że bat to nic złego. Kolejne jazdy na niej oczywiście były bez bata, tak jak zawsze, bo sama pięknie chodziła, wyczulona na najmniejszy impuls na łydkę, normalnie koń marzenie - jak chcesz tak idzie. Mam ją od zeszłego roku, od lipca i nie było problemu. Zdrowotnego problemu też nie ma. Jednak teraz, gdy na jazdę biorę bat i jak łydki i dosiad uparciuchowi nie pomagają (w miejscu które sobie wybierze) tak i bat nie pomaga. Można tu pisać oczywiście, że każdy koń po bacie ustąpi, ale jednak nie każdy, ta klacz chyba nigdy nie ustąpi, a sądziłam, że przyzwyczajenie jej do bata jest dobre.......... ??W zeszłym tygodniu pokazała mi, że jest uparta i nie pójdzie tam, gdzie ja chcę (nigdy w terenie też nie było problemów). A teraz po prostu w pewnym momencie zatrzymała się i ani prośbą, ani niczym nie szło jej nakłonić do dalszej jazdy. Patrzyła przed siebie z zadziorną miną i ani rusz. Zeszłam z niej i opornie szła obok mnie tam gdzie ja chciałam, dalej znów nakłoniłam ją do jazdy, ale zauważyłam, że najbardziej ona wybiera kierunek powrotny do stajni - w tamtą stronę ona gna co sił, a w przeciwną prawie w ogóle. Nigdy tego mi nie robiła i wątpię, czy spowodowały coś takiego te dwie osoby co na niej jeżdżą w teren. Wątpliwe, bo raczej im ufam, że krzywdy koniu nie zrobią. Wczoraj za to jazda na klaczy była zadowalająca - po niewielkich kilku oporach jechała jednak tam gdzie chciałam, był galop w przeciwnym kierunku do stajni i wybrałam się z nią w dalszą trasę, było super. Na samym końcu naszej trasy dałam jej nagrodę za posłuszeństwo - marchewkę ;) Dziś jednak znów nie chciała odstąpić nawet na chwilę stajni. Prowadziłam ją w ręce, znów opornie szło, ale jak przeszłyśmy większy odcinek drogi to już chętniej szła ze mną na grzbiecie, ale ewidentnie pokazując, jak bardzo chce jechać w kierunku stajni, nawet próbując czy ja jestem silniejsza od niej. Jeszcze się jej nie udało zrobić tak jak sobie zechce, jednak jest to męczące, że kawał drogi idę z nią pieszo, żeby potem sobie przyjemnie pojeździć. Jakie macie rady?? To trudna sytuacja, bo na bata musiałam ją znieczulić, żeby inni jeźdźcy na innych koniach mogli się czuć bezpiecznie, a nie ze strachem, że moja klacz zaraz kogoś za posiadanie bata skopie. A teraz bat ją z miejsca nie ruszy, ona tylko bryka wtedy, staje dęba i nic, a nawet się cofa w tył, żeby tylko nie iść w przód.Rozpisałam się, ale proszę o rady ;) Może jutro znów jej się zechce mnie słuchać, ale za dwa czy ileś dni sytuacja pewnie się powtórzy....
Dodam, że jeżdżę na wielu różnych koniach, w kilku stajniach, bo lubię siebie sprawdzać czy robię coś nie tak, jeżdżę już sporo lat, skaczę przeszkody, a swojego konia mam niecały rok i też dobrze wszystko szło. Teraz to przeszkody muszę pokonywać tylko w kierunku stajni, no bez przesady, nie wiem co robić z takim uparciuchem :/ Proszę o rady.. Co robić??
No i czy te spacery w ręku to dobry sposób? Czy może odpowiedni byłby tu join up? Te 7 gier ponownie z nią wykonam, może coś to da, jednak mam wątpliwości.. Dlatego proszę Was o pomoc...
rolphinka i Osman667 - Mam konia od dwóch lat, był zszargany (tzn nerwy) po agroturystyce z której go wykupiłam. Przez pierwszy rok nie było mowy o jeździe, dałam mu spokój, żeby go trochę odpaść (strasznie chudy był). Ale kiedy we wrześniu tamtego roku wsiadłam na niego pierwszy raz, po 4 tygodniach udałam się w teren. Przejeżdżaliśmy koło starej powalonej sosny, która wydała mu się koniożerna. No i zaczęło się. Koń w tył zwrot, ze mną na grzbiecie, ogon i łeb "zadarte jak u araba" i leci. Nie jeżdżę z batem od lat 2,5...Wtedy jeszcze nie interesowałam się naturalem, więc jedyny sposób jaki mógł podziałać to taki, który zauważyłam kiedyś na pastwisku. Kiedy koń staje w lesie, i nie chce iść bo jest np. jakieś straszydło (albo i go nie ma) to jak widzę, że zdecydowana łydka nie pomaga (na początku daję lekki sygnał, potem gdy jest niewystarczający stopniowo dodaję "siły " - nie mylić z kopaniem ; )) robię mu pewien trick. Skręcam go w bok, jakbym chciała mu ulec i wrócić do stajni, ale kiedy obrócimy się o 90 stopni, daję zdecydowaną łydę, koń rusza dosyć żwawo - przecież wygrał! A ja wtedy , wykorzystuję moment kiedy on jest zbaraniały bo odpuściłam i... Skręcam go znów (po 2-3 krokach) o te 90 stopni, z powrotem na tor jazdy na którym się zatrzymał. Jest taki zadowolony z siebie że mu się udało, że to zauważa po jakimś czasie, ale wtedy już nie próbuje. często potem cofam się do miejsca w którym się zatrzymał, i przejeżdżam koło niego w tę i na zad (w przypadku straszydła - żeby koniowi "wyjaśnić" że ono nie gryzie i żeby sobie je obejrzał - kiedy to nie straszydło tylko "fochy" to wtedy żeby zajarzył, że i tak i tak tamtędy przejdzie, kwestia czy będzie to wcześniej czy później) a potem jadę znów normalnie w teren. Na Wikiego to działa ZAWSZE. (żeby nie było, jeżdżę też na innych koniach, i też na nie to działa, zwykle są to hucuły z hodowli, które są jeżdżone może 2 razy w tygodniu, albo rekreacyjne koniki które mam "wyczulić" na łydkę i przyzwyczaić do normalnego , nie zardzewiałego wędzidła, którego wcześniej nie znały )Mam nadzieję że pomogłam, jak macie jakieś pytania co do "metody " to piszcie albo tu albo na Priv, postaram się wyjaśnić niejasności ; )
Dzięki Wilkusioweziowata za radę. Wypróbuję ją na 100%, bo nie chce mi się wiecznie ciągnąć pieszo konia do lasu, żeby potem dopiero sobie pojeździć ;)) W końcu kiedyś było odwrotnie - jechałam na Ronii do lasu, a z lasu to już pieszo obok niej, bo była nauczona spokojnie przy mnie iść nawet bez trzymania jej.. ..to było piękne, szkoda, że się skończyło :/ Ale zastosuję się do rad i jak coś to napiszę na Priv :) Na razie dałam Ronii kilka dni na gry Pata Parelliego i zastanawiam się nad join up. Wprawdzie to nie wiem, czy jest on wskazany jeśli klacz zaczęła mieć mnie w głębokim poważaniu....... ???
Proszę bardzo, staram się pomóc bo wiem jak frustrujące potrafi być takie stanie w miejscu ^^Wiesz, powiem tak - Join up nie zawsze działa. Zależy od konia.Działa on np. na konie które są trochę "dzikie" (niezajeżdżone, nieobyte z człowiekiem, takie z dużych hodowli, gdzie jest za mało personelu itp.). Takie miśki, co się u nich codziennie jest i się z nimi pracuje, raczej na to nie pójdą (znam np. bardzo mało hucułów, może ze 2 które na to poszły ^^ Nie, mojego nie ma między nimi, bo mi join nie był potrzebny, i tak łazi za mną jak pies ) . Nie wiem jak z Ronią, ale mówię, spokój, zdecydowanie i zachowywanie się tak, jak ona nie przypuszcza że się zachowasz. Co najmniej działa to na baaardzo kombinujące hucki, kilka koników polskich , kilka wielkopolaków, sp dwa się przewinęły... (Jeżdżę głównie na huckach, bo to "moja tematyka", współpracuję z stadniną koni huculskich :) )... Przede wszystkim kreatywność ^^Ja na przykład wczoraj byłam w terenie i straszny okazał się głaz narzutowy, taki z 60 cm wysokości i z na oko ponad metr długości, to cofnęłam się kawałek a potem jechałam i dawałam mu ciągle coś do roboty, zmiany chodów itp. tak się zajął , że nie zauważył że jesteśmy 50 metrów za straszydłem . innym razem straszna okazała się kałuża (ma uraz do wody, nikt nie wie od czego, ale ja mam swoje przypuszczenia wnioskując po jego zachowaniu) i ponieważ dzień wcześniej sprzątałam tą trasę (zbierałam butelki, puszki , śmieci ogólnie, bo pomagam trochę leśniczemu) to wiedziałam że tam jest bezpiecznie, a poustawiałam sobie kilka "krzyżaków" terenowych (z tego co się nawinęło, oczywiście z zachowaniem ostrożności czy przeszkody będą na nasze możliwości) jakieś tam murki takie 50-60 cm z gałęzi iglastych... i jak było straszydło to zajęłam go najazdem na przeszkodę albo oglądaniem jej z każdej strony :) Zawsze staram się go skołować, wtedy bardzo łatwo go opanować "na luzie" bez bata, ostróg, szarpania się z koniem. Sposobem, sposobem, bo z koniem na siłę się nie wygra ^^
Z Ronią mam już chyba po problemie ;DOczywiście zastosowałam się do Twoich rad, choć mojego konia trzeba naprawdę traktować indywidualnie, bo to dziwak ;))Piszę to też po to, by ktoś o podobnym problemie mógł się zastosować do naszych wypróbowanych sposobów.Ta pierwsza rada na Ronię nie działa. Obracanie się o 90 stopni i danie zdecydowanej łydki za każdym razem powodowało, że Ronia od razu stała w miejscu jak mur, ponownie ruszałam z miejsca, próbowałam obrót, to Ronia od razu stała. Czasem stanęła nawet w trakcie obrotu. Ona potrafi w miejscu stanąć nawet z wyciągniętego kłusa, więc rady nie było, bo bawiłam się z nią w ten sposób długo. Ona totalnie mnie wtedy olewała i było widać jej triumfalny wzrok ;) Widać, cwanym koniem jest..Zaprzestałam się z tym męczyć i zastosowałam się do Twojej drugiej rady, czyli gdy nie chciała przejść jakiegoś miejsca, to tuż przed nim dawałam Ronii ciągle coś do roboty, zmiany kierunków, chodów, wolty, wężyki itp. Pomagało, chętniej z jakimś czasem wchodziła w miejsce, którego wcześniej za nic w świecie by nie przeszła. Dzięki ogromne.Jednak zdarzają mi się miejsca, w których nie mogę sobie pozwolić na taka zabawę, bo często przechodzę ulicą (mało uczęszczana przez auta, bo to dojazdowa do domków, ale jednak trzeba zachować ostrożność i lepiej z koniem się tam nie kręcić), a Ronia ma tam pewne miejsce, gdzie nie chce iść dalej, bo wie, że za chwilę straci z oczu swoją ukochaną stajnię. W tym miejscu Ronia stoi jak osioł i głupio się na mnie gapi. I w końcu wpadłam na to, co jest grane: Ronia tuż przed zatrzymaniem albo wyciągnęła łeb daleko przed siebie, albo po prostu na mnie spojrzała skręcając łeb w bok i po tym następowało gwałtowne zatrzymanie. Ponowne ruszenie z miejsca następowało jedynie po podniesieniu i wyprostowaniu jej głowy, po czym następował sygnał do ruszenia. Jeśli nadal stała, trzymałam łeb dalej w tej samej pozycji i ponownie dawałam sygnał, potem mocniejszy i gdy Ronia widziała, że nie odpuszczam zaczynała wtedy normalnie iść.Teraz nie doprowadzam do tego, by miała powód do zatrzymania, czyli trzymam jej łeb w prawidłowej pozycji i ciągle pilnuję tempa jej chodów. I się udaje!! :D Teraz spokojnie sobie ruszamy w teren i nawet koń wraca z terenu zadowolony :) Ekstra! Dziękuję Wikusioweziowata za rady, wiem, że Ronia to dziwny koń ;) ale udało się!
Koń na którym jeżdżę strasznie się zatrzymuje i nie chce ruszyć nawet bat czasami nie pomaga !! Moja łydka także :( Co robić !
Jeżeli zaczął tak robić od niedawna to sprawdź czy jest zdrowy, czy nic go nie boli. Mam na myśli nogi, zęby, plecy i kręgosłup.
Tak jak powiedziała wiola, poradź się weterynarza. Hmm a może niech ktoś inny na niego wsiądzie? Może stracił do Ciebie zaufanie? Przypomnij sobie, czy nie zrobiłaś czegos nie tak podczas ostatnich treningów.
jak ja mialam do czynienia z takim koniem to byl to kon po ochwacie i dlatego nie chcial chodzic, ale ostro z nim cwiczylam (juz byl zdrowy, tylko po prostu sie przyzwyczail do tego ze jak chodzi to go boli i ze na nim nie jezdza, wiec nie robilam mu krzywdy) jak bat nie pomaga to trudno trzeba i tak z batem w koncu sie wkurzy i pomoze, byc moze zacznie walic z zadu ;p musisz sie utrzymac i nie dawac mu spokoju bo nauczy sie ze jak bryknie to juz sobie odpuszczasz i bedzie tak robil caly czas. po prostu musisz nad tym dluuugo pracowac, jezeli oczywiscie po badaniach okaze sie ze kon jest zdrowy, bo jak chory to lecz;) Powodzenia :)
Jak się okaże że z koniem wszystko ok, że jest zdrowy, to musisz zacząć z nim pracę taka konkretną. pinkfrog- "jak bat nie pomaga to trudno trzeba i tak z batem w koncu sie wkurzy i pomoze, byc moze zacznie walic z zadu" Myślę, że lepiej bat odłożyć na bok i pracować łydkami i dosiadem.Jeżeli się ma takie nastawienie do konia,że jak nie jest posłuszny czy co tam innego, to się go biję batem i może to doprowadzić nawet jak napisałaś do walenia z zadu, to chyba coś nie halo. Nie uważasz?!
ja nie mowie tu o przemocy wobec koni. kazdy kon po krotkim czasie ustapi wiec to nie bedzie "walenie batem" nie wiadomo ja dlugo i jak mocno. mialam z takim koniem do czynienia wiec wiem, co podzialalo, nie chce sie te klocic. poza tym moja kolezanka wlasnie dzialajac lydkami i dosiadem nieczulila konia na to zupelnie. a czy nie lepiej konia znieczulic na bata niz na lydki i dosiad? poza tym jezeli tego bata uzywa sie umiejetnie to nic sie nie stanie. ale trzeba to robic z glowa, a nie tak jak dasz jakiemus dziecku zeby sie wyzylo... wiec nie miejcie mnie za kogos kto katuje konie, bo teraz mam akurat konia ktorego jak uderzysz batem to zapierdziela galopem ;) wiec to zalezy od konia i jezdzca, jak sie bedzie dobrze w odpowiednich momentach i z odpowiednia sila uzywalo bata to wszystko wyjdzie na dobre, z reszta jak mnie ucza od poczatku mojej przygody z konmi, lepiej uderzyc raz a porzadnie niz kilka razy "glasnac" batem bo wtedy kon sie znieczula i przestaje na niego reagowac a tto jest masakra ;/
Koń nie jest chory i nie jestem jedyną osobą , którą tak nie słucha!!
Trzeba przede wszystkim się uspokoić, by koń nie wyczuwał naszego zdenerwowania :) No i obowiązkowo zaopatrzyć się w jakieś rady, czy też cały program treningowy, który pomoże nad koniem zapanować :)
ja miałam kiedyś też doczynienia z takim koniem, strasznie uupartym . Jeździłam na niej jakiś niecały rok napoczątku byuło spoko, sama nie umiałam dobrze jeździć wiec jak galopowałam albo coś to pani instruktorka mi pomagała i goniła konia, ale przyszedł czas,że sama potrafiłam dość dobrze jeździć. I niby było okej, ale miałam pare lekcji że koń stawał i nie chciał jeździć, akurat tak sie zdażyło, że wtedy musiałam zmienić stajnie, znaczy sie miałam tą samą instruktorke ale jeździłam w innej stajnie, teraz jak sie podszkoliłam i ogólnie zostaje w stajni na całe dnie, pomagami ogólnie i ostatnio pojechałam z instruktorką do starej stajni i akurat musiałam jeździć na tym koni, który stawał i sie mnie nie słuchał, nie miałyśmy zabardzo czasu wiec jeździłam na ooklep i poradziłam sobie spokojnie przy galopie i wszystkich ćwiczeniach, wiec może warto poprosić o innego konia i sie podszkolić?
Dzięki za radę :) Tylko , że w naszej stadninie pani instruktor wybiera nam konia. Jeździłam ostatnio na rozbrykanej klaczy:) Było czadowo po dałam sobie z nią radę.
Ja się dołączam do wątku o upartości konia, bo właśnie moja klacz, na której jeździ też dwoje innych osób, stała się uparta nie do zniesienia. Mój problem jest dość dziwny.Wcześniej robiłam z nią 7 gier Pata z batem w ręce (ona strasznie się go bała i zawsze jak w pobliżu był ktokolwiek z batem, miał przechlapane). No więc mi udało się ją przekonać, że bat to nic złego. Kolejne jazdy na niej oczywiście były bez bata, tak jak zawsze, bo sama pięknie chodziła, wyczulona na najmniejszy impuls na łydkę, normalnie koń marzenie - jak chcesz tak idzie. Mam ją od zeszłego roku, od lipca i nie było problemu. Zdrowotnego problemu też nie ma. Jednak teraz, gdy na jazdę biorę bat i jak łydki i dosiad uparciuchowi nie pomagają (w miejscu które sobie wybierze) tak i bat nie pomaga. Można tu pisać oczywiście, że każdy koń po bacie ustąpi, ale jednak nie każdy, ta klacz chyba nigdy nie ustąpi, a sądziłam, że przyzwyczajenie jej do bata jest dobre.......... ??W zeszłym tygodniu pokazała mi, że jest uparta i nie pójdzie tam, gdzie ja chcę (nigdy w terenie też nie było problemów). A teraz po prostu w pewnym momencie zatrzymała się i ani prośbą, ani niczym nie szło jej nakłonić do dalszej jazdy. Patrzyła przed siebie z zadziorną miną i ani rusz. Zeszłam z niej i opornie szła obok mnie tam gdzie ja chciałam, dalej znów nakłoniłam ją do jazdy, ale zauważyłam, że najbardziej ona wybiera kierunek powrotny do stajni - w tamtą stronę ona gna co sił, a w przeciwną prawie w ogóle. Nigdy tego mi nie robiła i wątpię, czy spowodowały coś takiego te dwie osoby co na niej jeżdżą w teren. Wątpliwe, bo raczej im ufam, że krzywdy koniu nie zrobią. Wczoraj za to jazda na klaczy była zadowalająca - po niewielkich kilku oporach jechała jednak tam gdzie chciałam, był galop w przeciwnym kierunku do stajni i wybrałam się z nią w dalszą trasę, było super. Na samym końcu naszej trasy dałam jej nagrodę za posłuszeństwo - marchewkę ;) Dziś jednak znów nie chciała odstąpić nawet na chwilę stajni. Prowadziłam ją w ręce, znów opornie szło, ale jak przeszłyśmy większy odcinek drogi to już chętniej szła ze mną na grzbiecie, ale ewidentnie pokazując, jak bardzo chce jechać w kierunku stajni, nawet próbując czy ja jestem silniejsza od niej. Jeszcze się jej nie udało zrobić tak jak sobie zechce, jednak jest to męczące, że kawał drogi idę z nią pieszo, żeby potem sobie przyjemnie pojeździć. Jakie macie rady?? To trudna sytuacja, bo na bata musiałam ją znieczulić, żeby inni jeźdźcy na innych koniach mogli się czuć bezpiecznie, a nie ze strachem, że moja klacz zaraz kogoś za posiadanie bata skopie. A teraz bat ją z miejsca nie ruszy, ona tylko bryka wtedy, staje dęba i nic, a nawet się cofa w tył, żeby tylko nie iść w przód.Rozpisałam się, ale proszę o rady ;) Może jutro znów jej się zechce mnie słuchać, ale za dwa czy ileś dni sytuacja pewnie się powtórzy....
Dodam, że jeżdżę na wielu różnych koniach, w kilku stajniach, bo lubię siebie sprawdzać czy robię coś nie tak, jeżdżę już sporo lat, skaczę przeszkody, a swojego konia mam niecały rok i też dobrze wszystko szło. Teraz to przeszkody muszę pokonywać tylko w kierunku stajni, no bez przesady, nie wiem co robić z takim uparciuchem :/ Proszę o rady.. Co robić??
No i czy te spacery w ręku to dobry sposób? Czy może odpowiedni byłby tu join up? Te 7 gier ponownie z nią wykonam, może coś to da, jednak mam wątpliwości.. Dlatego proszę Was o pomoc...
rolphinka i Osman667 - Mam konia od dwóch lat, był zszargany (tzn nerwy) po agroturystyce z której go wykupiłam. Przez pierwszy rok nie było mowy o jeździe, dałam mu spokój, żeby go trochę odpaść (strasznie chudy był). Ale kiedy we wrześniu tamtego roku wsiadłam na niego pierwszy raz, po 4 tygodniach udałam się w teren. Przejeżdżaliśmy koło starej powalonej sosny, która wydała mu się koniożerna. No i zaczęło się. Koń w tył zwrot, ze mną na grzbiecie, ogon i łeb "zadarte jak u araba" i leci. Nie jeżdżę z batem od lat 2,5...Wtedy jeszcze nie interesowałam się naturalem, więc jedyny sposób jaki mógł podziałać to taki, który zauważyłam kiedyś na pastwisku. Kiedy koń staje w lesie, i nie chce iść bo jest np. jakieś straszydło (albo i go nie ma) to jak widzę, że zdecydowana łydka nie pomaga (na początku daję lekki sygnał, potem gdy jest niewystarczający stopniowo dodaję "siły " - nie mylić z kopaniem ; )) robię mu pewien trick. Skręcam go w bok, jakbym chciała mu ulec i wrócić do stajni, ale kiedy obrócimy się o 90 stopni, daję zdecydowaną łydę, koń rusza dosyć żwawo - przecież wygrał! A ja wtedy , wykorzystuję moment kiedy on jest zbaraniały bo odpuściłam i... Skręcam go znów (po 2-3 krokach) o te 90 stopni, z powrotem na tor jazdy na którym się zatrzymał. Jest taki zadowolony z siebie że mu się udało, że to zauważa po jakimś czasie, ale wtedy już nie próbuje. często potem cofam się do miejsca w którym się zatrzymał, i przejeżdżam koło niego w tę i na zad (w przypadku straszydła - żeby koniowi "wyjaśnić" że ono nie gryzie i żeby sobie je obejrzał - kiedy to nie straszydło tylko "fochy" to wtedy żeby zajarzył, że i tak i tak tamtędy przejdzie, kwestia czy będzie to wcześniej czy później) a potem jadę znów normalnie w teren. Na Wikiego to działa ZAWSZE. (żeby nie było, jeżdżę też na innych koniach, i też na nie to działa, zwykle są to hucuły z hodowli, które są jeżdżone może 2 razy w tygodniu, albo rekreacyjne koniki które mam "wyczulić" na łydkę i przyzwyczaić do normalnego , nie zardzewiałego wędzidła, którego wcześniej nie znały )Mam nadzieję że pomogłam, jak macie jakieś pytania co do "metody " to piszcie albo tu albo na Priv, postaram się wyjaśnić niejasności ; )
Dzięki Wilkusioweziowata za radę. Wypróbuję ją na 100%, bo nie chce mi się wiecznie ciągnąć pieszo konia do lasu, żeby potem dopiero sobie pojeździć ;)) W końcu kiedyś było odwrotnie - jechałam na Ronii do lasu, a z lasu to już pieszo obok niej, bo była nauczona spokojnie przy mnie iść nawet bez trzymania jej.. ..to było piękne, szkoda, że się skończyło :/ Ale zastosuję się do rad i jak coś to napiszę na Priv :) Na razie dałam Ronii kilka dni na gry Pata Parelliego i zastanawiam się nad join up. Wprawdzie to nie wiem, czy jest on wskazany jeśli klacz zaczęła mieć mnie w głębokim poważaniu....... ???
Proszę bardzo, staram się pomóc bo wiem jak frustrujące potrafi być takie stanie w miejscu ^^Wiesz, powiem tak - Join up nie zawsze działa. Zależy od konia.Działa on np. na konie które są trochę "dzikie" (niezajeżdżone, nieobyte z człowiekiem, takie z dużych hodowli, gdzie jest za mało personelu itp.). Takie miśki, co się u nich codziennie jest i się z nimi pracuje, raczej na to nie pójdą (znam np. bardzo mało hucułów, może ze 2 które na to poszły ^^ Nie, mojego nie ma między nimi, bo mi join nie był potrzebny, i tak łazi za mną jak pies ) . Nie wiem jak z Ronią, ale mówię, spokój, zdecydowanie i zachowywanie się tak, jak ona nie przypuszcza że się zachowasz. Co najmniej działa to na baaardzo kombinujące hucki, kilka koników polskich , kilka wielkopolaków, sp dwa się przewinęły... (Jeżdżę głównie na huckach, bo to "moja tematyka", współpracuję z stadniną koni huculskich :) )... Przede wszystkim kreatywność ^^Ja na przykład wczoraj byłam w terenie i straszny okazał się głaz narzutowy, taki z 60 cm wysokości i z na oko ponad metr długości, to cofnęłam się kawałek a potem jechałam i dawałam mu ciągle coś do roboty, zmiany chodów itp. tak się zajął , że nie zauważył że jesteśmy 50 metrów za straszydłem . innym razem straszna okazała się kałuża (ma uraz do wody, nikt nie wie od czego, ale ja mam swoje przypuszczenia wnioskując po jego zachowaniu) i ponieważ dzień wcześniej sprzątałam tą trasę (zbierałam butelki, puszki , śmieci ogólnie, bo pomagam trochę leśniczemu) to wiedziałam że tam jest bezpiecznie, a poustawiałam sobie kilka "krzyżaków" terenowych (z tego co się nawinęło, oczywiście z zachowaniem ostrożności czy przeszkody będą na nasze możliwości) jakieś tam murki takie 50-60 cm z gałęzi iglastych... i jak było straszydło to zajęłam go najazdem na przeszkodę albo oglądaniem jej z każdej strony :) Zawsze staram się go skołować, wtedy bardzo łatwo go opanować "na luzie" bez bata, ostróg, szarpania się z koniem. Sposobem, sposobem, bo z koniem na siłę się nie wygra ^^
Z Ronią mam już chyba po problemie ;DOczywiście zastosowałam się do Twoich rad, choć mojego konia trzeba naprawdę traktować indywidualnie, bo to dziwak ;))Piszę to też po to, by ktoś o podobnym problemie mógł się zastosować do naszych wypróbowanych sposobów.Ta pierwsza rada na Ronię nie działa. Obracanie się o 90 stopni i danie zdecydowanej łydki za każdym razem powodowało, że Ronia od razu stała w miejscu jak mur, ponownie ruszałam z miejsca, próbowałam obrót, to Ronia od razu stała. Czasem stanęła nawet w trakcie obrotu. Ona potrafi w miejscu stanąć nawet z wyciągniętego kłusa, więc rady nie było, bo bawiłam się z nią w ten sposób długo. Ona totalnie mnie wtedy olewała i było widać jej triumfalny wzrok ;) Widać, cwanym koniem jest..Zaprzestałam się z tym męczyć i zastosowałam się do Twojej drugiej rady, czyli gdy nie chciała przejść jakiegoś miejsca, to tuż przed nim dawałam Ronii ciągle coś do roboty, zmiany kierunków, chodów, wolty, wężyki itp. Pomagało, chętniej z jakimś czasem wchodziła w miejsce, którego wcześniej za nic w świecie by nie przeszła. Dzięki ogromne.Jednak zdarzają mi się miejsca, w których nie mogę sobie pozwolić na taka zabawę, bo często przechodzę ulicą (mało uczęszczana przez auta, bo to dojazdowa do domków, ale jednak trzeba zachować ostrożność i lepiej z koniem się tam nie kręcić), a Ronia ma tam pewne miejsce, gdzie nie chce iść dalej, bo wie, że za chwilę straci z oczu swoją ukochaną stajnię. W tym miejscu Ronia stoi jak osioł i głupio się na mnie gapi. I w końcu wpadłam na to, co jest grane: Ronia tuż przed zatrzymaniem albo wyciągnęła łeb daleko przed siebie, albo po prostu na mnie spojrzała skręcając łeb w bok i po tym następowało gwałtowne zatrzymanie. Ponowne ruszenie z miejsca następowało jedynie po podniesieniu i wyprostowaniu jej głowy, po czym następował sygnał do ruszenia. Jeśli nadal stała, trzymałam łeb dalej w tej samej pozycji i ponownie dawałam sygnał, potem mocniejszy i gdy Ronia widziała, że nie odpuszczam zaczynała wtedy normalnie iść.Teraz nie doprowadzam do tego, by miała powód do zatrzymania, czyli trzymam jej łeb w prawidłowej pozycji i ciągle pilnuję tempa jej chodów. I się udaje!! :D Teraz spokojnie sobie ruszamy w teren i nawet koń wraca z terenu zadowolony :) Ekstra! Dziękuję Wikusioweziowata za rady, wiem, że Ronia to dziwny koń ;) ale udało się!