Jestem ciekawa, jak mogą się różnić typowe jazdy w różnych miejscach. To może najpierw opiszę lekcję u nas, w Szałszy: Najpierw oczywiście łapanie konia z pastwiska. Czyszczenie i siodłanie koni (samodzielnie), później wyjazd na ujeżdżalnię. Stoi ona otoczona z trzech stron polami i nieużytkami, więc jest prawie jak w terenie. 5-10 min. stępa, później jakieś 2 kółka kłusem na obie strony, znowu trochę stępa na podciągnięcie popręgów, później różne ćwiczenia w kłusie- przechodzenie do stępa, zatrzymania z kłusa, półsiad, kłus ćwiczebny, drągi, wolty, zmiany kierunku, skracanie i wyciąganie kłusa, slalom, serpentyny, po jakichś 20 min. znowu parę okrążeń stępem, podciąganie popręgów, później zagalopowanie. Słabsi jeźdźcy idą na lonżownik, żeby im koń nie wyrywał, gdyż nasza ujeżdżalnia jest duża, urozmaicona i obfita w różnego rodzaju pułapki. Na "dużym kółku" zagalopowania na koniec zastępu, a jak wszyscy są zaawansowani to razem. Tyle kółek, co koniom będzie się chciało, czyli 1-5, później chwila odpoczynku i na drugą stronę. Później trochę niskich skoków na kopercie, a pod koniec spacer dookoła pola, najprzyjemniejszy moment w całej jeździe. Pole jest jakby przedłużeniem ujeżdżalni, tak duże, że z ujeżdżalni konie na najdalszej ścianie wyglądają jak mrówki. Ta najdalsza ściana zwykle jest pokonywana szalonym cwałem z inicjatywy koni, które wreszcie mają trochę wolności po łażeniu w kółko. Dwa pozostałe boki stępem, co zajmuje również jakieś 5-10 min., potem powrót do stajni.
Hmm... w sumie niby trudno odróżnić, ale myślę, że spokojnie można nim nazwać ten stan, kiedy koń leci najszybciej jak potrafi, nie daje się zatrzymać, po prostu pędzi tak, jak nie przyszłoby nikomu do głowy, że jest w stanie biec szkółkowy koń. Kiedy już nie da się rozróżnić mijanych kształtów, ba, nie da się nawet otworzyć oczu, a koń już nie daje się opanować. Ech... to się czuje :) Chociaż może podchodzę do tego zbyt poetycko, ale kto by się przejmował jakimiś taktami, kiedy widać tak wyraźną różnicę między tym a zwykłym galopem.
Ale to nie musi być cwał tylko bardzo szybki galop. Często ludzie nazywają cwałem to jak koń biegnie przed siebie z zadziwiającą prędkością, a to nie jest to. Cwał różni się od galopu tym że jest czterotaktowy. Daje się wyczuć jak koń stawia po kolei cztery nogi na ziemi. W galopie to są trzy takty. Jako przykład konie biegające na wyścigach nie zawsze cwałują tylko często bardzo szybko galopują. Pytałam Cię o to bo nie raz słyszałam relację z dumą w głosie że ktoś cwałował na swoim koniu a w rzeczywistości do był galop. Konie bardzo rzadko przechodzą do cwału, nawet te wyścigowe.
dam wam prostą receptę na odróżnienie cwału od szybkiego galopu: galop jest zawsze na prawą lub lewą nogę i widac wyraznie zarówno z pozycji na koniu, albo stojąc z boku, jak jedna przednia noga konia - prawa lub lewa - jest bardziej w przodzie. Jak się spojrzy na przednie nogi konia w cwale- ma się wrażenie że wysuwają sie one jakby na raz do przodu i do tyłu.Też mi się zdaje że wiele osób tu nadużywa tego pojęcia.
Po pierwsze, skoro tak się trzymacie tego cwału to na pewno nie cwałowaliście, no chyba że konie macie takie torpedy że od razu z miejsca w cwał przechodzą :D. Zresztą żeby cwałować, trzeba umieć, od samej łydki czy palcatu koń nie zacwałuje. Potrzebne są tutaj wodze i umiejętne się nimi posługiwanie. Zresztą co do cwału to musicie świetnie jeździć jeśli cwałujecie. Nie z powodu trudu jaki trzeba sobie zadać by koń zacwałował, ale jak ciężko jest w tym wysiedzieć. Tzn puki idzie cwałem jest ok, ale jak przechodzi do galopu, jest przerąbane. Co do treningu, to już dawno nikogo nie uczyłem jeździć, ale ja ćwiczenia zawsze robiłem pod jeźdźca. Nigdy nie robiłem tak, że zawsze były w harmonogramie skoki, galopy, volty i inne figury i że muszą być zawsze. Miał ktoś kłopoty z dosiadem to ćwiczył dosiad, miał ktoś kłopoty z zagalopowaniem na właściwą nogę to ćwiczył zagalopowanie. Kiedyś uczyłem 4 osoby na raz z czego każda robiła co innego, ale w tym samym chodzie, śmiesznie to wyglądało, ale wiedzieli co robią źle więc ćwiczyli, a ja patrzyłem i jak coś zauważyłem to zwracałem uwagi i nanosiłem poprawki. Jak na razie nie uczę ludzi lecz konie.A co do treningu koni to uczę je nosić głowę nisko, prawie przy ziemi. Obroty na zadzie tak żeby wewnętrzna noga stała w miejscu (nie mylić z piruetami z klasyki). Zatrzymanie ale nie z kłusa, lecz z dzikiego galopu tzw. slide stopy. Ćwiczę z nimi równiez rollback"i czyli jazda dzikim galopem, stop, obrót na zadzie i od razu ze stopu pełny galop. Ćwiczę sidepasy, czyli chody boczne między drągami (ta że koń ma drąg między przodem i tyłem i nie może go ruszyć), uczę również przestawianie zadu oraz przestawianie przodu (jak przestawiamy zad to przód się nie rusza, jak przestawiamy przód to zad się nie rusza), oczywiście slalom w kłusie, lotna zmiana nogi, cofanie po prostej linii 4 m oraz cofanie między drągami w kształcie litery L. No i oczywiście volty i pół volty oraz bardzo fajne ćwiczenie jeszcze robimy a mianowicie na kole w pełnym galopie zmniejszam koło i zwiększam potem przyspieszam i zwalniam do takiego typowego galopu typu pata taj :P. No i tak wygląda każdy dzień z dwoma konikami, bo z każdym to samo ćwiczę.Aha no i ostatnio wprowadziłem również skakanie przez kostki ze słomą :P.Czyli jakby nie patrzeć nudne życie wiodę no i w sumie konie też ;/.
u mnie to zależy na początku była jazda w zastępie, wtedy były wolty półwolty zmiany prowadzącego przejazd przez belki to wszystko oczywiście w kłusie, po kłusie wszystkie konie wjeźdżały do środka i galopowała moja mama potem ja do niej dołączałam i koleżanka.
A teraz to wygląda tak że wszyscy jeźdżą jak chcą, potem jest galop i każdy jeździ osobno, kto nie galopuje jeździ kłusem w środku.
szczerze to bardziej mi sie podobały jazdy w zastepie były ciekawie wolty były różne w zastępie, karzdy swoją wolte i wraca na swoje miejsce, pół wolty, zmiany kierunku, wolty w półsiadzie, było super, a teraz to jedna osoba wogóle nie umie wymijać, wymija sie z lewej a on jedzie jak święta krowa, jak galopuje to nie patrzy na innych tylko trzeba uciekać... Ale ważne że moge godzine spedzić z Lolitą ^^
"Nie z powodu trudu jaki trzeba sobie zadać by koń zacwałował, ale jak ciężko jest w tym wysiedzieć. Tzn puki idzie cwałem jest ok, ale jak przechodzi do galopu, jest przerąbane"Z tym trudem to ja bym się nie zgodziła, w sumie wystarczy że koń się wystraszy i poniesie, tak właśnie najłatwiej przejechac się cwałem. A co do wysiedzenia - jasne że to nie dla początkujących i dlatego też zeby jechac pierwszy raz w teren powinno się miec niezły dosiad właśnie na ten wypadek. W cwale usiedzec łatwo, bo nie kołysze i tak jakby wgniata wręcz w siodło... tyle że strachu to się można najesc... :(Pytanie było o lekcje w szkółkach- wszędzie gdzie jezdziłąm przewazał kłus, w zasadzie jezdziło się nim ok. 40 minut, moim zdaniem jest to za duzo. Słyszałam że dlugie nawroty kłusa obciążają stawy barkowe konia i się nie powinno tego robic.
" wymija sie z lewej a on jedzie jak święta krowa, jak galopuje to nie patrzy na innych tylko trzeba uciekać... Ale ważne że moge godzine spedzić z Lolitą ^^"Ogólnie to na każdej ujeżdżalni jeśli chodzi o jazdę konną jest zasada taka: na ścianie jest szybszy chód, czyli zależy co chcesz powiedzieć że wymija się z lewej. Po drugie gdy się jeździ w przeciwnych kierunkach, należy wymijać się lewymi stronami. Jeśli jeździsz na hali/maneżu to zasada dla wszystkich jeźdźców jest prosta, dbamy o porządek a mianowicie, jeśli jedziesz po ścianie galopem, inni jadą kłusem to muszą zjechać ze ściany, jeśli jedziesz galopem i chcesz zmienić kierunek, zrobić woltę, lub najechać na przeszkodę to krzyczysz co chcesz zrobić, aby ludzie wiedzieli i nie wchodzili Tobie w paradę. "A teraz to wygląda tak że wszyscy jeźdżą jak chcą, potem jest galop i każdy jeździ osobno, kto nie galopuje jeździ kłusem w środku."Powiem szczerze że skoro teraz każdy jeździ jak chce to nie dziwię się, że Tobie podoba się zastęp. Ja osobiście nie lubię jeździć w zastępie, gdyż jedni jeżdżą lepiej inni gorzej i zdarzają się nie porozumienia, albo koń nie chce zagalopować bo jeździec nie potrafi itd. Z tym że jakbym miał płacić za lekcję gdzie się nie uczę tylko jeżdżę jak chcę to bym takiego instruktora w tyłek kopną.Jest dużo fajnych ćwiczeń dla ludzi co potrafią więcej niż kłus. W kłusie i galopie naprawdę fajnie można się bawić. Teraz coś do izypyzy.z tym że w cwale jest łatwo siedzieć to nie ma wątpliwości, ja mówię o przejściu z cwału w galop, jest to już coś co początkowo troszkę trzęsie i wybija. Ja akurat nigdy nie cwałowałem gdy koń mnie poniósł, ale dwa razy udało zacwałowałem sobie na koniku jak z kolegą się ścigaliśmy po polach i jeśli ma się dobrego konia to da się zacwałować bez ponoszenia. Ale mało jest tak dobrych koni żeby były w stanie pędzić cwałem. "Słyszałam że dlugie nawroty kłusa obciążają stawy barkowe konia i się nie powinno tego robic." Nie wiem gdzie to słyszałaś, ale jak dla mnie to jest śmieszne. Kłus w żaden sposób nie obciąża stawów barkowych, a dla konia jest to coś świetnego, gdyż bardzo dobrze wyrabia mięśnie i jest to najlepszy sposób nad poprawieniem zadu. Z tym że ludzie nie lubią jeździć kłusem, bo mają zły dosiad, a anglezowanie jest dla nich męczące i wolą gnać galopem, przez co koń szybciej się męczy. Ja przejechałem na koniu wiele kilometrów i powiem tak, jakby z tymi stawami barkowymi była prawda to by te konie na których jeździłem już dawno miały z nimi problemy. Rajdy długodystansowe w większości się jeździ kłusem. Ok 15 do 20 % pokonujesz stępem, ok 5 % pokonujesz galopem a reszta to jest kłus. I pomyśl teraz że koń kłusem idzie dziennie ponad 60 km, to te barki by mu chyba odpadły :P. Zresztą można spojrzeć w historię, jak cowboye przemierzali prerię, tysiące km jeździli konno głównie kłusem, bo dzięki temu mogli pokonać większe odległości. Tzn oni jeździli takim mega wolnym i niewybijającym kłusem który się nazywa jog. Jog opiera się głównie na pracy zadu, koń inaczej podstawia zad, dzięki czemu odciąża mięśnie przednich kończyn, nie anglezuje się, nie rzuca się w siodle dzięki czemu koń bardzo dobrze się prowadzi i idzie rozluźniony. " Słyszałam że dlugie nawroty kłusa obciążają stawy barkowe konia i się nie powinno tego robic. "
"Obroty na zadzie tak żeby wewnętrzna noga stała w miejscu" jak to przeczytałam to od razu przyszła mi na myśl moja klacz, która na komendę "kierunek" robi coś takiego ;) nauczyła się tak franca jedna ale nie będę jej tego oduczać, bo w sumie robi to co chcę, co z tego, że nie podręcznikowo, tak jak ktoś tam kiedyś tam opisał jak owa zmiana kierunku na lonży ma wyglądać...?ja pracuję w stajni o profilu hodowlanym i nie pracuję tak intensywnie z końmi jak superhorsepl, gdyż moja rola kończy się w momencie kiedy koń jest przepuszczalny we wszystkich trzech chodach, ewentualny nabywca ukierunkowuje sobie konia w dowolny sposób (wkkw, skoki, etc).
ale jeżeli chodzi o szkołkę to jeździłam gł. w zastępie ale był podział na grupy początkujący/średniozaawansowani/zaawansowani i nie było problemu, bo każdy z grupy był na podobnym poziomie. Były wolty, półwolty, drązki, zatrzymania w kłusie/galopie ruszanie kłusem/galopem, slalomy, ósemki...
"ja pracuję w stajni o profilu hodowlanym i nie pracuję tak intensywnie z końmi jak superhorsepl,"Hehe ;d nie no z tą intensywnością to troszkę przesadziłaś (nie wiem skąd to stwierdzenie). Jeżdżę konie głównie raz dziennie po 2 godziny każdy, chyba że ćwiczę coś trudnego to wtedy godzina, ale tak to z reguły nie cała godzinka na maneżu/hali potem godzinka w terenie :). Faktem jest że każdego dnia, no i wymagania właścicieli rosną więc coraz więcej pracy jest z koniem. Dlaczego obracanie na zadzie to nie jest podręcznikowe ? Jakie podręczniki czytujesz ? Obracanie na zadzie zawsze odbywa się na lewą stronę, na lewej nodze a na prawą na prawej. no chyba że mówisz o woltach albo piruetach te nie stoją w miejscu :PPowracając do intensywności to raz mi się zdarzyło pracować z końmi intensywnie. Wtedy jeździłem 10 koni dziennie które chodziły wkkw oraz 5 lonżowałem, praca minimum od 9 do 22 / 23 czasami od 8 :P bez przerwy ;/. Jak dobrze że już tam nie pracuję :P.
chodziło mi o to, że podczas lonżowania konia, chcąc mu zmienić kierunek, wydaje mu komendę a on właśnie robi taki, jak dla mnie śmieszny ;p obrót. przy czym, gdzieś czytałam, że koń podczas zmiany kierunku na lonży powinien przechodzić (spróbuje zobrazować;p) o tak: ()ja w mojej pracy nie mam aż tak napiętego grafiku, bo muszę się podporządkować pogodzie (nie mamy hali...) więc w sezonie letnim objeżdżę ~3 konie na dzień i z 2 na lonży. nie jestem z tego zadowolona, wolałabym więcej ale nic nie poradzę na te upały...
Wiesz chcieć znaczy móc :P.Ja na Twoim miejscu brał bym trzy albo dwa konie z samego rana o 6, potem o 8 i później ok 9 - 10 a resztę bym brał wieczorem ok 18 - 20. zresztą w tej chwili też hali nie mam a jeździć muszę czy jest ładnie czy brzydko, trzeba jeździć i trenować dzień w dzień, poza niedzielą. W niedzielę robię dzień wolny, ewentualnie jakiś mały terenik na jednym koniu, albo jak muszę do sklepu to na zakupy jadę i tyle. Wiesz grunt to dobra organizacja czasu. Co do pracy z koniem na lonży to ja wolę w round penie po prostu bez lonży konia przeganiać za pomocą gestów i bawić się carot stick"em :P
No dobra, może nie cwał. E tam, co za różnica :p A co do rozpędzania to nic absolutnie nie trzeba robić, lecą tak że na bata i tak już nie przyspieszą, nie mówiąc już o łydce. Ogólnie to nasza stajnia jest mało szkółkowata, steranych starych profesorów tam nie ma. A w ogóle to złe ludzie jak zwykle zrobiły dyskusję na inny temat. No, ale przynajmniej temat nie zanika.
tak, tak ale co zrobić jeśli nikt nie chce się wypowiadać na ten temat ... ? ;)poza tym, "co to jest cwał" też nie jest odpowiedzią na postawione w temacie pytanie.
"A co do rozpędzania to nic absolutnie nie trzeba robić, lecą tak że na bata i tak już nie przyspieszą, nie mówiąc już o łydce."Nie rozumiem jeśli chodzi o koniec tego zdania czyli "nie mówiąc już o łydce". To mi daje do myślenia czym się przyspiesza konia ? Batem ? Ogólnie to ja bata nie używam ani palcata, w żadnym wypadku. Kiedyś go używałem ale zdałem sobie sprawę że to był poważny błąd. Palcat ma sens na zawody skokowe, jak koń nie chce skoczyć a dostanie po łopatce to skoczy. Bacik ujeżdżeniowy jak sama nazwa wskazuje służy do ujeżdżenia/dresage"u. A używanie bata/palcatu w terenie lub po prostu podczas jazdy na maneżu, uważam za wielką pomyłkę. Mało tego, jeździłem na koniach które łatwiej się rozpędzało łydką niż batem. Zresztą gwarantuję Tobie, że lepiej rozpędzisz konia łydką niż batem i to każdego. Jedynie na wyścigach używają bata do popędzania, ale każdy wtajemniczony wie dlaczego. Te konie (nie wszystkie, ale 99 %) wpierw obrywają od masztalerzy batem w stajni, potem jeszcze parę razy oberwą od jeźdźca, dodatkowo dostaną domieszkę sterydów, więc mimo nabuzowania jak jeszcze dostaną batem, to od razu dostają skrzydeł i fruną. Mało tego potem jak stwierdziłem że bat jest zły, i mi kazano jechać z batem bo taki trudny koń że nie chce rowów skakać itd., to tak jechałem. Ale w ten sposób moim pracodawcom zgubiłem 2 baciki ujeżdżeniowe i 1 palcat, po czym oni powiedzieli że jednak nie muszę jeździć z batem :P, a efekt bez bata był lepszy, bo szybciej mogłem się skupić nad koniem, jego kontrolą i jego zachowaniem niż nad tym, co zrobić z batem skoro on mi się tak w tych rękach pałęta a potrzebuję obu do kierowania konia :P.Co do złych ludzi zmieniających temat. Po co Tobie sucha informacja jak się gdzieś jeździ ? Skoro możliwe że i tak tam nie pojedziesz bo jest to drugi koniec polski, a tutaj lecą rady oraz uwagi które często mogą się Tobie przydać i pomóc. W ogóle uważam że takie rady są lepsze niż informacja gdzie jak się jeździ. Co do Twojej szkółki szkoda że większość jest takich szkółek gdzie niczego nie uczą i nie urozmaicają jazd przez co staje się to troszkę nudnawe i monotonne ;/.Ja jak mi się nie chciało lekcji prowadzić i się skupiać na jeźdźcach i ciągle krzyczeć, organizowałem gry i zabawy, które również świetnie szkolą.Np gra w koszykówkę na oklep. świetna zabawa, dużo śmiechu, a usprawnia kontrolę nad koniem oraz udoskonala dosiad. Np fajną zabawą jest też wyścig kłusem z jajkiem na łyżeczce tak aby ono nie spadło okrążenie pachołka i powrót. Takich gier jest wiele. Ja zawsze starałem się urozmaicać program ćwiczeń, bo to świetnie szkoli, bawi, rozrywa i jest świetnym zajęciem. Mało tego, zauważyłem że takie zabawy ludzie lepiej wspominają niż najporządniejszy trening, opowiadają cały czas o tym, co się stało, jak, jakby mogło być, zwracali sami sobie uwagi na błędy co jest czymś wspaniałym, a tak tylko jeździć i się nie bawić to jest lipa ;/.Mam jeszcze jeden pomysł, ale na razie nikt nie chciał ze mną go zrealizować ;/.A mianowicie pojechać na jakieś wielkie pole, na ok 4 do 6 koni. Ustawić się w szeregu, wszyscy łapiemy się za ręce i ruszamy przez całe pole galopem. Fajne ćwiczenie na kontrolę chodu konia, żeby szedł równo, ale nie wiem dlaczego ludzie się boją ;/. Jak im udowodniłem jeżdżąc galopem sam z rozłożonymi rękoma że jest to możliwe jak się konia kontroluje to i tak się nie godzili na to ;/. Ale może kiedyś się uda (oczywiście to ćwiczenie jest dla jeźdźców będących na względnie dobrym poziomie :) ).
Co do długiej jazdy kłusem, to w wielu podręcznikach wymieniają następujące wady kłusa: "Wady kłusa: większe obciążenie stawów, ścięgien i wiązadeł." więc mozna z tego wysnuc, że bardzo długie nawroty kłusa mogą byc niedrowe? to nie jest argument, że jak ileś tam koni nie pochorowało się to oznacza że problemu nie ma. PO prostu słyszałam że obecnie w tych stajniach na zachodzie zwłaszcza sportowych, jezdzi się więcej stępa. tak intuicyjnie wydaje się to mi lepsze- w końcu w naturze koń też najwięcej chodzi stępa....Jescze jestem zdziwiona- bo zawsze mówiło się o stępie jakko chodzie co wyrabia męśnie- podobno zeby miec dobrze umięśnionego konia należy jezdzic dużo stępa. Przyznam że nie znam się na jezdzie westernowej- ale tyle co widziałam z filmów to wyglądało jakby oni wyjątkowo mało poruszali się kłusem, głównie stęp i galop. no i w ogóle samo siodło westernowe jest chyba wyjątkowo nieprzystosowane do jazdy kłusem ile mozna jechac chodem wysiadywanym bez anglezowania???Co do rajców to absolutnie nie masz racji że konie poruszają się na nich głównie kłusem- niektórzy jezdzcy preferują stęp z galopem głównie,inni wybierają głównie klus, także jest różnie, zależy w jakim chodzie koń lepiej się sprawdza...
"Nie rozumiem jeśli chodzi o koniec tego zdania czyli "nie mówiąc już o łydce". To mi daje do myślenia czym się przyspiesza konia ? Batem ? Ogólnie to ja bata nie używam ani palcata, w żadnym wypadku. Kiedyś go używałem ale zdałem sobie sprawę że to był poważny błąd"Nieprawda. :( Batem jak najbardziej mozna rozpędzac konia, i nie chodzi tu o to, że nim łatwiej. Też uwazam, że batem jest trudniej. Ale z lydką trzeba bardzo uwazac, bo za mocne jej przykładanie powoduje kompletne znieczulenie konia. U nas w Polsce pokutuje nadal w 90 % szkółek: obojętnie jak koń nie byłby znieczulony na łydkę, instruktor krzyczy "łyda, łyda"... I każe przyciskac ją jeszcze bardziej. Niewazne że człowiek przyciska ją tak, że pot mu leci po czole :(To jest chore.
Ok. Postaram się jakoś ustosunkować do Twojej wypowiedzi :).Po pierwsze jeśli chodzi o kłus, żaden z trenerów nigdy nie twierdził żeby to było szkodliwe, w kłusie wyciągniętym, mięśnie faktycznie działają pokracznie, ale jak się jedzie kłusem w klasyce zebranym, w weście jogiem, to konia mięśnie wyrabiają się bardzo dobrze, co sprawdza się w wielu dyscyplinach. Więc na temat szkodliwości kłusu Ty masz swoją opinię, ja mam swoją, kto ma rację, powiem szczerze że nie wiem, bo nigdy się nie zagłębiałem w tematykę szkodliwości kłusu, więc brałem na logikę. Jeżdżąc dużo stępa faktycznie możesz wyrobić mięśnie konia, i to dobrze, ale ile i jak długo można wykonywać ćwiczenia w stępie ? Koń umrze z nudów zresztą ile można jeździć stępem ? A te mięśnie się wyrobią po bardzo długim stępowaniu. A co do jazdy western. Skoro nigdy nie jeździłaś, spróbuj ale na koniach które chodzą w tym stylu, a nie że tylko wrzucisz siodło westernowe. Bo dużo osób tak jeździ western, zmienią siodło i uważają się za cowboy"ów. Co do siodła w stylu western i kłusa/jogu. Siodło to - jak zapewne wiesz - jest bardzo wklęsłe dzięki czemu masz tzw close contact. Czyli doskonały kontakt dosiadu z koniem. Jest tak wyprofilowane by było wygodne. Konie nie chodzą tym kłusem, który zapewne znasz z klasyki. A mianowicie że idzie kłusem, wybija na lewo, prawo, góra, dół i w ogóle jak nie masz dosiadu to możesz spaść. Koń jak idzie kłusem w stylu west czyli jogiem podstawia tak zadnie nogi że jest bardzo wygodny. Niedoświadczony jeździec, nie mający zbytniego dosiadu, jest w stanie w tym kłusie siedzieć wygodnie. Jedziesz tym że kłusem i głos Tobie nie zadrży. Mało tego, możesz nawet śmiało mieć pełną szklankę gorącej kawy/herbaty i sobie spokojnie pić, jadąc tym kłusem, a nie uronisz ani kropli (oczywiście jak się ma dosiad względny). Do tego nawet jakbyś chciała sobie w kłusie coś czytać to literka się Tobie nie rozmaże. Tym się różni jog od kłusu. Konie w stylu west również nie mają galopu lecz mają tzw lop. Również bardziej z zadu się wybijają. Gołym okiem ciężko jest to zauważyć, wsiądziesz na takiego konia, to poczujesz, i wtedy dostrzeżesz różnicę. Koniem który jest trenowany w stylu west, powiem szczerze że jakby koń był w stanie iść cały dzień tym kłusem/jogiem to bym mógł jechać tak cały dzień, zmęczony bym był ale nie wytrząśnięty i nie obity. Na prawdę różnica jest kolosalna.Co do rajdów ja nie pisałem o rajdach lecz o rajdach długodystansowych. Rajd długodystansowy to taki rajd gdzie w ciągu dnia przebywasz od ok 70 do nawet czasami 100 km. Poznałem nawet człowieka który konno zjechał całą europę, a nawet nie tylko europę bo również w afryce był a najwięcej w ciągu dnia był w stanie zrobić 160 km. Jadąc galopem i stępem to musisz mieć super konia albo w połowie drogi po paru dniach mieć konia zastępczego by dojechać do celu.Małe rajdy na jakieś 30 do 40 km które ja akurat nazywam zwykłymi terenami (bo rajd jest wtedy gdy się nocuje po za macierzystą stajnią) można pokonywać w dużej mierze galopem. Sam takie tereny lubię jeździć galopem i nie dla wygody, ale fajnie czasami przygrzać tak, że aż pod wpływem wiatru łzy z oczu lecą.
Moje lekcje są czasem naprawdę nudne ;( Zaczyna się od stepa który trwa jakieś 15-20 min później kłus i same wolty i zmiany kierunków przez ujeżdżalnię itp. ;P na koniec 5 minut galopu a potem znów 15 minut stępa ;P to najgorsze lekcje pod słońcem.. czasem są przeszkody albo drążki na ziemi ale to wcale nie urozmaica lekcji. Ja osobiście mogłabym wkoło jeździć w tereny i galopować przez pola a nie kisić się na ujeżdżalni ;P
superhorsepl z zaciekawieniem czytam Twoje posty ;)nigdy nie interesowałam się westem, nawet nie wiedziałam, że taki koń inaczej chodzi, a tu proszę. Fajnie poznać inny rodzaj jazdy za pośrednictwem doświadczonej osoby :)co do Twojego pomysłu... tak, tak też umiem galopować z wyciągniętymi rękami ale nie uważasz, że wprowadzenie w życie Twojego planu jest zbyt ryzykowne? Np.: w momencie kiedy, dajmy na to zdarzy się wypadek losowy i jeden z uczestników spadnie pod nogi galopującego konia?Takie coś można pojechać na koniu doświadczonym, sprawdzonym w każdych warunkach. a na ogół właściciele pamiętają wybryki w terenie swoich kopytnych i boją się, że takie coś o ile nie gorsze, wydarzy się podczas tego przedsięwzięcia, co będzie katastrofalne w skutkach.
Oj Tyna91 troszkę z tym doświadczeniem przesadziłaś. Wiem coś nie coś o jeździe w stylu western, znam się na klasyce (skoki, cross, dressage, czyli wkkw :P), coś tam wiem o powożeniu bo sporo powoziłem i profesjonalnym zaprzęgiem i amatorskim :P, również jeździłem sporo rajdów, pracowałem w stajniach rekreacyjnych, sportowych oraz prywatnych, tak samo wiem co nie co o zajeżdżaniu koni na szybko oraz o zajeżdżaniu koni metodą naturalną. Ale to nie jest jakaś wielka wiedza czy też wielkie doświadczenie, to że coś wiem nie znaczy że jestem specjalistą. Z dziedziny weterynarii wiem sporo, bo spotykałem sporo bardziej i mniej drastycznych sytuacji. Ale np książek z dziedziny jeździectwa nie czytuje bo uważam to za stratę czasu. Czyli cała moja wiedza jest zasięgnięta z doświadczenia. Teraz chcę też się nauczyć podkuwać konie, dużo wiem o kopycie konia, ale boję się jednak ciąć strzałkę. Jest ona tak mocno ukrwiona że jak wbiję się za głęboko to może być krwotok, a z tym jest dużo roboty potem ;/. Co do bezpieczeństwa i brawury. Czy uważasz że jazda konna jest czymś bezpiecznym ? Jazda sama w sobie jest niebezpieczna. Ludzie tego nie widzą bo ci co jeżdżą w szkółkach nie zajeżdżali tych koni, do tego konie są mega stare, nie jeździli na koniach mających 3 lata, dostają wałacha do jazdy ale nie wiedzą jaki był gdy był ogierem, a jednak ktoś te konie musi przerobić i w tym nie ma nic bezpiecznego. Skoro te konie były takie straszne, to dlaczego miałoby się im nie odwidzieć któregoś feralnego dnia i nie odbić coś ? Zresztą w jeździectwie każdy ryzykuje.Ostatnio poznałem kolesia którego zwą Gonzo. On jest kaskaderem i noszą konie na noszach. Wiem brzmi dziwnie, niewiarygodne, jak konia który waży pół tony nosić na noszach. No ale w ośmiu ludzi da się. Więc teraz pytanie, to co oni z tymi końmi robią ? Dają im jakieś środki usypiające/uspokajające ? Odpowiedź brzmi NIE. Konie są w pełni świadome, nie są na żadnych prochach. Uczą po prostu konie się kłaść i leżeć spokojnie na noszach, ale zdarzają się również takie sytuacje (w szczególności na początku) że jak konia podnoszą, on zaczyna się ruszać, no i pokopie nie jednego z tych 8 kaskaderów. Ale cóż takie jest życie. Jedno za to trzeba mu przyznać. Bo on był tam z klaczą która miała źrebaka i szła do krycia. No i ta jego Klacz ma bardzo smaczne mleko :), takie słodkie i w ogóle dobre ;).Powracając do rozkładania rąk, faktem jest że może ktoś wpaść pod konia, ale cóż, to oznacza że ma słaby dosiad, albo że sąsiad go za mocno trzymał za rękę ;d
Ale też jechanie ławą w galopie na otwartej przestrzeni, dla niedoświadczonych jeźdźców... Myślę, że ludzki strach by wziął górę, zresztą w takiej sytuacji niektóre konie lubią się ścigać, pokopać lub pogryźć innego konia i nieszczęście gotowe. Gdybym chodziła do twojej stajni, to z wielką chęcią bym się na taki plan zgodziła, ale dlatego, że już w ławie galopowałam, więc wiem co i jak. ;)
Widziałam na żywo pokaz kaskaderów i byłam pod ogromnym wrażeniem. Możliwe całkiem, że piszemy o tych samych, bo na pokazie u mnie też nosili konia na noszach ;)Jeździectwo jest sportem ekstremalnym ale nie przesadzajmy, bo jeszcze okaże się, że chodzenie po domu też jest ryzykowne (choć w sumie ;p).No cóż, ludzie się boją ale zapewne gdyby tego spróbowali nie mieli by obaw, a tak, wolą rozpatrywać w wyobraźni 500 różnych przypadków wypadków podczas tego przedsięwzięcia.
Ja jedynie opisuję wypadki które widziałem i które przeżyłem :P A co do tych kaskaderów to raczej mówimy o tych samych, bo Gonzo mi powiedział że oni są jedynymi w Polsce co noszą konie na noszach :P. Ja ich pokazu nie widziałem, bo z nich wszystkich jedynie Gonzo poznałem :). Gonzo również występuje w Tarnowie podczas jakiś pokazów rycerskich czy też królewskich razem z Alexem Jarmułą i jak to Alex określił nawet odziwo Gonzo był w stanie się kulturalnie zachować przy dzieciach które ciągle go męczyły i głaskać konia chciały :P. No ale jedno jest pewne :P, jest świetnym kompanem do picia :D, momentami wymiękałem, ale jakoś ledwo dotrwałem do końca :D. On zapewne jest w tym taki dobry bo dużo pije końskiego mleka, ja teraz też wpadłem w ten nałóg i czekam aż klacz się oźrebi i wtedy będę sobie na śniadanie zawsze płatki robił z jej mlekiem :)
"Ale np książek z dziedziny jeździectwa nie czytuje bo uważam to za stratę czasu. Czyli cała moja wiedza jest zasięgnięta z doświadczenia."No i to spory bład... Książek tez nie piszą ludzie bez doświadczenia, a zdecydowanie lepiej poznac opinie wielu osób i weryfikowac z rzeczywistością...Co do rajdów- miałam na myśli właśnie długodystansowe, nie startowałam w żadnym, ale wiem, że niektóre konie lepiej radza sobie właśnie w galopie i stępie, a nie klusie...
To jak wystartujesz w rajdzie długodystansowym to pogadamy na ten temat :P Wystartuj raz z galopem potem z kłusem i zobacz kiedy więcej przejedziesz. A skąd słyszałaś że lepiej sobie radzą w galopie ? Z książki ? Wiem że książki są pisane przez ludzi z doświadczeniem ale niektórzy nie wiedzą o czym piszą, a inni piszą ale zupełnie obiektywnie i takim lekkim językiem, nie przedstawiając tego jak jest naprawdę. Np w książce o trenowaniu koni, albo o zajeżdżaniu koni, rzadko kiedy znajdziesz opisane sposoby karcenia koni, mało tego będą pisać że koni się niebije, a ja nie mówię o biciu lecz o karceniu, można to robić na wiele sposobów i nie koniecznie musi to być drastyczne, a czasami nawet możesz nie zauważyć tego że koń został skarcony. Jest mnóstwo kar dla konia, a ludzie nieświadomi tego, wolą wybrać widły, baty i inne jakieś durne pomoce ;/, walić ręką po głowie bo koń gryzie, a potem jak się chce konia podrapać za uchem to on zadziera wysoko głowę bo się boi że oberwie ;/ - masakra. Ja nie mówię że wszystkie książki są złe, broń boże. Po prostu do książek trzeba podchodzić sceptycznie. Jak kupujemy książki to lepiej o treningu konia niż jeźdźca. Jak zrozumiemy konia to i może nauczymy się jeździć. Polecam Roberta Millera jest to człowiek poważany w trenowaniu koni oraz jest weterynarzem o ile mnie pamięć nie myli. Polecam wielu ludziom znanego autora, wielu książek bardzo ciekawych Monty"ego Roberts"a.Porady Pata Parelli"ego też są całkiem dobre.Również porady Stacy Westfall i innych tego typu ludzi. Oni piszą raczej o kontakcie człowiek - koń, a nie o tym jak trzymać dosiad, jak uderzać konia łydkami. Opisują elementy obchodzenia się z koniem.Jeśli chodzi o Monty"ego Roberts"a polecam książkę "człowiek który nauczył się słuchać koni" albo "człowiek który słucha konie" teraz nie pamiętam jak dokładnie szedł tytuł.Godną uwagi jest również książka "Shy Boy" również tego autora. Do książek podchodzę sceptycznie dlatego, że kiedyś poszedłem niby do dobrej księgarni, wiele książek i w ogóle. Idę na dział zoologiczny, szukam konie i znalazłem parę książek gdzie są opisywane choroby koni. To względnie dobrze opisywali ale tak średnio satysfakcjonujące to było dla mnie. Jedyna dobra książka była za ok 180 zł ale tytułu nie pamiętam ani autora, bo nie kupiłem tej książki. Dalej poszedłem na dział hobby i znalazłem jeździectwo. Przejrzałem prawie wszystkie książki, było z 15 może troszkę więcej pozycji, ja przejrzałem 9 pozycji. W taki sposób że czytałem urywki o których miałem spore pojęcie, dochodziłem do wniosku że mimo ceny wysokiej bo jedna nawet kosztowała ok 70 zł to uznałem że nie warto dać za nią nawet 10 zł. Po prostu troszkę chaotycznie opisywane, czesto było widać że pisali o problemie którego nie znali osobiście, lecz sami gdzieś czytali itd. Straciłem ok 4 godzin na szukanie książki do kupienia z dziedziny jeździectwa a miałem przeznaczone 100 zł i nie znalazłem żadnej godnej uwagi ;/. Natrafić na dobrą książkę z dziedziny jeździectwa, to trzeba mieć szczęście, a już na pewno nie znajdziecie dobrej książki napisanej przez polaka, z prostej przyczyny, w Polsce jeździectwo jest jeszcze daleko w tyle. Najlepsze wydawnictwa są amerykańskie, niemieckie oraz czeskie. Nie jestem pewien Francji. Ale np w Czechach i Niemczech bardzo ładnie ten sport funkcjonuje i jest na dość wysokim poziomie jeśli chodzi o trenowanie koni i jeźdźców :)
"To jak wystartujesz w rajdzie długodystansowym to pogadamy na ten temat :P Wystartuj raz z galopem potem z kłusem i zobacz kiedy więcej przejedziesz. A skąd słyszałaś że lepiej sobie radzą w galopie ? Z książki ? "Jejku, czytałam o rajdach długosystansowych, w różnych publikacjach- pisali że częsc zawodników preferuje kłus i stęp, inni - że wolą galop ze stępem. Ale tu chodzi głównie o konia, w czym jest mocniejszy. Nigdzie nie pisałam ani nie slyszałam, żeby konie były lepsze w galopie, to po prostu indywidualne, zależy zwłaszcza od rasy konia. No polskich książek dobrych prawie nie ma, niestety. ale to nieprawda że nie ma dobrych książek. Mi się podobała książka Jocelyn Drummond "Jezdziectwo" - jest napisana tak, że dobra dla początkujących, ale i zaawansowany znajdzie coś ciekawego.
Tak ale mi chodziło w dużej mierze o polskie publikacje a ten autor raczej polakiem nie jest. Zresztą zanim się kupi książkę warto sprawdzić autora. Kim jest, czym się zajmował i co robił, jak nie ma takowych informacji na jego temat w internecie, jeśli nikt z jeździectwa go nie zna (można zadać pytanie też na forach lub napisać mail"a do jakiegoś dobrego trenera koni) to lepiej takiej książki nie brać do ręki, bo jak się nauczymy czegoś co mija się z prawdą to potem jest nam nową wiedzę ciężko przyswoić sobie. Jeśli autorem jest jakiś dobry trener i hodowca koni to warto do niej zajrzeć. Bo w polskich książkach minusem jest to że natkniemy się często na książki których autorami są zawodnicy sportowi, hodowcy mające hodowle rekreacyjne lub szkółki jeździeckie, wiele szkółek takich nudnych jak macie opisane w niektórych postach na tym forum, gdzie po prostu nic nie robią ;/.
Dobra, horsepl (czy jakoś tak). Po pierwsze, nie musisz się tak rzucać. Całkiem zwyczajnie chodziło mi o to, że nawet na bata, tak czy inaczej silniejszą pomoc, nie polecą szybciej, a co za tym idzie, na łydkę również. Poza tym mam inne zdanie na kwestię używania bata. Np. jeżeli koń za każdym razem kiedy ma przejść w galop bryka, to jak go chcesz odzwyczaić? Łydką? Większość jeźdźców w takiej sytuacji stwierdza, że na takim niegrzecznym koniu to nie będą zagalopowywać. Tymczasem jeżeli konsekwentnie na każdego baranka odpowie się uderzeniem, to koń stwierdzi, że jednak to nie jest najlepszy sposób na uniknięcie wysiłku. Sama jeżdżę na tego typu koniach i wiem, że, paradoksalnie, jeśli koń leci za szybko to taka kara również pomoże, bo zwierz widzi, że nie może sobie robić, co chce. Jeśli się jeździ na samych grzecznych koniach, na których można jechać ławą bez obawy, że zaczną się ścigać, to rzeczywiście bat nie jest potrzebny. Mimo wszystko z nim czuję się pewniej.
Najpierw czyszczenie zgrzebłem, potem szczotką i wyskrobać brud kopystką :). Potem siodłanie i kiełznanie.
Potem idziemy na halę (gdy jest zimno).
Mamy bardzo urozmaicone lekcje: a tu wolta, a tu drągi, a tu półwolty, ósemki, slalomy...
Po prostu jeździmy :).
Oczywiście mamy instruktora ;)
Nie wiem co tu jeszcze napisać...
Aha i kiedyś byłam w stadninie (właściwie ładnej mi "stadninie")
w której natrafił się jeden instruktor (tu znowu ładny mi "instruktor"),
który zamiast poprawiać uczniów rozmawiał sobie ze stajennym...
A to przecież nic, że koń nie słucha jeźdzca, to nic że dziewczynka miała za długie strzemiona, to nic że okropnie szarpała za wodze...
To się stałe wtedy, gdy miałam przyjechać na 17 do stajni na lekcję właśnie z tym instruktorem... Ale on chyba się nie orientował co do czasu i wciąż jeździła ta dziewczyna...
Pół godziny po umówionym czasie mama powiedziała mi "Nic się nie stało, następnym razem umówię cię do Bryllandi. Chodź, idziemy najwyżej sobie nie zarobią". Bez wahania poszłam, bo
nawet nie chciałam, żeby uczył mnie taki "instruktor".
Muszę jeszcze dodać, iż ta stajnia była okropnie niezorganizowana. Mama dzwoniła do nich setki razy, a oni odpowiadali, że nie moze mnie nikt umówić, bo oni nie mają instruktora... I w końcu się znalazł - ten o którym pisałam wyżej... Poza tym w tej stajni nie było nawet drągów - nie pamiętam takiej jazdy (bo nawet takiej nie było) w tej stajni, gdzie było coś oprócz jeżdżenia w kółko na tym samym maneżu...
ciekawie macie ;)U nas na Żażółkwi jazdy są bardzo rózne - zależy od tego co chcemy ćwiczyć ;)Jazdy są zazwyczaj 1-2 osobowe, to zależy jak wolimy. Opiszę jazdy jakie zazwyczaj biorę.Najpierw sprowadzam konie z pastwiska, czyszczę, siodłam. Idę na padok.(Już nie wspominam o podciąganiu popręgu i dopasowywaniu strzemion ;p) Stępuję z ok 5 min stępem na luźnej wodzy potem zebranym (z przerabianiem wodzy). Kłus anglezowany kilka kółek, wysiadywany/w półsiadzie - zależy co chcę na danej jeździe poćwiczyć lub poprawić. Dużo wolt. Ostatnio robiłam ósemki i koła z idealnym trafianiem w dany punkt (tz miało wyjść idealnie ;D). W międzyczasie stęp. Czasem drągi lub cavaletti, zależy. Potem zagalopowania na prawo i lewo, wolty w galopie itp. Ewentualnie skoki dla chętnych ;) Po galopie mówię instruktorce/instruktorowi co chę robić. Np kłus bez strzemion czy jeszcze galop bez strzemion. Na koniec stęp (czasem jedziemy do lasu). Ostatnio po takiej jeździe wsiadłam jeszcze na kucyka na oklep na jakieś 20 min.Ogólnie - każdy ma na jeździe to, co chce ;)
Uważam, że mi się poszczęściło z miejscem, w którym jeżdżę. Kiedyś byłam w innej stadninie, ale potem nie mieli koni, ale moja instruktorka, zabrała mnie tam, gdzie sama jeździ - dokładnie to tam nie istnieje już szkółka jeździecka, tylko hodują konie prywatnie. Kiedy przyjeżdżam na jazdy to zwykle jestem sama na ujeżdżalni (oczywiście instruktorka też tam jest :) ) co mi bardzo odpowiada. A lekcje wyglądają tak: Na początek kilka kółek stępa, później kłus, czasem jakieś wolty itp., zwykle nieudane próby półsiadu, drążki, trochę galopu jeżeli dam radę ruszyć leniucha, później znowu trochę kłusa, stęp i wsio. ;D
Ja przyjeżdżam do stadniny, witam się z panią, która mówi mi na jakim koniu będę tego dnia jeździć. Idę do niego "witam się", czyszczę, "gadam" z nim, potem siodłam i wychodzę na ujeżdżalnie. Kilka kółek stępem, potem kłus, czasem drągi, galop... różnie to bywa bo mam urozmaicone lekcje i ciężko mi podać taki harmonogram co po czym :D Czasem bez strzemion, półsiad i takie tam... Potem schodzę z konia, idę do stajni. Ściągam siodło i resztę rzędu... Sprawdzam czy wszystko z nim O.K. daję mu przysmak, głaszczę, "żegnam się". Rozmawiam jeszcze z instruktorką i odjeżdżam ;DPozdrawiam!
A ja nie czyszczę , ani nie siodłam konika , bo zazwyczaj jak przyjeżdżam to ten na którym mam jeździć już jest na padoku ( wyczyszczony , osiodłany ) ew. podciąganie popręgu , wyregulowanie strzemion . xD . Wsiadam i jadę kilka kółek na początek stępem , potem kłus , wolty , krzyżaki z kłusa , potem zagalopowania , trochę drągów , potem znowu krzyżaczek , galop ... : D i na koniec stęp , i koniec jazdy : D . Oczywiście to wszystko z instuktorem : DCzasami jedziemy sobie w teren ( do lasu lub na pole ) no i sobie galopujemy i kłusujemy :DA jak już zsiądę ( na koniec jazdy ) , to zazwyczaj idę odłożyć bata i jadę do domu : D
Jeździłam w trzech różnych stajniach . 1) W sumie jak się przyjeżdżało to dostawało się konia już przyszykowanego ,bo po prostu zanim przyjechałam to chodził pod kimś innym. Stępa było bardzo mało jedno kółko maks chyba ,że dostawało się konia ,który wcześniej nie chodził to dwa kółka. Była bardzo dużo kłusa, potem galop czasami było go dużo ,a czasami mało i zazwyczaj to koń za koniem. Czasami trochę skoków. Jazdy były zabójczo nudne , w sumie to nic oprócz tego co wymieniłam to się nie robiło.2) W drugiej stajni było o niebo lepiej ! Tam też pomagałam.Przychodziło się na jazdę to albo dostawało się konia już przyszykowanego ,albo samemu się czyściło zależnie od tego czy dajesz sobie radę z wyczyszczeniem konia i jego osiodłaniem i ogólnie całym przyszykowaniem go do jazdy. Potem wychodziło się na padok i stepowało ,czasami jechaliśmy stępować na łąkę i potem wracaliśmy i jeździliśmy na padoku dalej. W stępie liczne zmiany kierunku ,koła itp. Potem był kłus w kłusie również zmiany kierunku ,koła ,wolty ,przejścia ,drążki itd.Potem był galop, po kolei każdy galopował np. najpierw jeden koń kilka kółek ,potem drugi koń kilka kółek itd. Potem galop na drugą nogę. Potem jakieś inne urozmaicenia m.in. skoki ,zmiana prowadzącego przez kłus, galop . Czasami jak instruktorka coś wymyśliła t właśnie to robiliśmy ,jakieś serpentyny ,ósemki itd. potem stęp ,rozebrać konia ,trochę wyczyścić go i jak jest ciepło to na myjkę wykąpać konia, albo po prostu tylko umyć nogi i na pastwisko ,albo do boksu. 3) tutaj wygląda w sumie tak samo jak w drugiej stajni ,więc już nie będę opisywać . :)
Ja mam indywidualne lekcje z instruktorem!Więc nie wiem jak wyglądają lekcje w zastępie , ale myślę , że podobnie.No więc tak: Najpierw czyszczę i siodłam konia po skończeniu prowadzę go na ujeżdżalnie.Wsiadam , ustawiam strzemiona na odpowiednią długość i podciągam popręg.Ruszam stępem i tak przez jakieś 5 min.W stępie robię wolty i zmieniam kierunki. Potem jest oczywiście kłus(anglezowany) i wykonujemy różne ćwiczenia: wolty , w kłusie zmiany kierunku przez ujeżdżalnie , pół woltę itp.kłus ćwiczebny(wysiadywany), pół siad , przejazd przez drągi.Chwila stępa no i przychodzi czas na galop.Po galopie znowu stęp.I niestety trzeba zsiadać bo lekcja dobiega końca.Zsiadam , podciągam strzemiona i poluźniam popręg. Zaprowadzam konia do boksu , czyszczę i rozsiodłuję.Żegnam się z konikiem=)
Najpierw wszyscy zbieramy się w siodlarni, gdzie pani przydziela nam konie, potem idziemy je czyścić i siodłać. Przy wsiadaniu podciągamy popręgi, potem robimy kilka minut stępa. Następnie znowu podciągamy popręgi i kłusujemy. Rozgrzewamy konie, w międzyczasie robimy różne ćwiczenia, np. wolty, serpentyny, przejazdy przez drągi itp. Czasami próbujemy zrobić ćwiczenia typu ustępowanie od łydki, jazda z zadem do wewnątrz. Później galopujemy na obie nogi, a potem często skaczemy. Następnie oczywiście stęp na luźnej wodzy i koniec jazdy.
U nas trzeba przyjść na ok. 30 min. przed umówioną jazdą. Instruktorka mówi na jakim koniu będziemy jeździć. Jeśli rumak jest osiodłany (czasem konie chodzą dwie jazdy pod rząd) to mamy wolne te półgodziny. Czasem pomaga się mniej doświadczonym w ubraniu koni. A jeśli konik jest w boksie to bierzemy szczotki, siodło, ogłowie, czaprak i idziemy do boksu (dwa razy mi się zdarzyło, że konikowi na którym jeździłam ktoś podwędził kantar, więc czasem trzeba jeszcze latać i go szukać XD) . Ja zazwyczaj rumaka ogarniam szybko, więc stoję i tłumaczę mu, że ma być na jeździe grzeczny XD. Potem w zależności od pogody idzie się na hale lub na ujeżdżalnie zewnętrzną. Wsiada się na koniki i kilka minut stępuję, zmieniając strony, czasem jakieś wolty, przechodzenie przez drążki dla rozgrzewki. Kłusik i w zależności od charakteru jazdy skoki lub ćwiczenia ujeżdżeniowe. Na koniec często jest kłus wysiadywany. No i stępik. Po rozsiodłaniu jak pogoda pozwala konika się płucze i wypuszcza na pastwisko lub idzie na pobliską łąkę na trawę.
Ja może opowiem jak u mnie wyglądała jazda jak jeszcze prowadziłam szkółkę, której teraz niestety prowadzić nie jestem w stanie, ponieważ naszło obowiązków, przygotowuje się 2 konie i moją córkę do zawodów, liczba koni nam się zmniejszyła i nie ma czasu ani warunków. :( W tamtym roku w sezonie letnim jednak dużo jazd prowadziłam. Przede wszystkich nie chciałam aby jazdy odbywały się w formacie przejechania paręnastu kółek kłusem, później paręnastu galopem i skoczeniu ze dwa razy stacjonaty. Zwykle konie były brane na jazdy po szaleństwach na wybiegu (elementem jazdy było latanie i łapanie koni po np. hektarowym pastwisku :P ) , więc długo stępować nie było trzeba, bo były rozruszane. A jazdy prowadziłam według upodobań jeźdźców. Przy przeciętnej, średnio jeżdżącej grupie, jechaliśmy na początku na spacerek (stęp-kłus) do lasku obok, później wracaliśmy na plac i się braliśmy na poważniej za jazdę, małe skoki przez stacjonaty i inne, ale również inne urozmaicenia typu skakanie przez gałązki, opony, jaskrawe peleryny i inne "straszne" rzeczy, do których trzeba konia przekonać. Pod koniec jazdy tradycyjnie była jakaś zabawa, a to wyścigi rzędów z jajkiem na łyżce, a to berek z dotykaniem po siodle czy jeźdźcu itd. Przy zaawansowanych grupach albo jeździliśmy w tereny na oklep, przy czym zwalczaliśmy to, że po 2 minutach galopu wszyscy wymiękali, albo zostawaliśmy na placu, i jeździli tam i skakali małe przeszkody "na golasa" (w sensie konia - bez siodła, ogłowia, kantaru, cordeo, nic:P) co jest doskonałym ćwiczeniem na łydki, bo nie skręci się za pomocą wodzy. Po jeździe, tak dla rozluźnienia koni też było wiele rozrywek. Jak jeźdźcy chcieli np. woltyżerkę to była woltyżerka, jak chcieli się pobawić w naturala (join up i inne sprawy) to był natural. Jazda nie miała wymiarowego czasu, choć statystycznie było to ok. 60 min nie licząc zabaw rozluźniających na koniec. Tak więc jak byłam cierpliwa i dzielnie organizowałam nawet nietypowe życzenia klientów (raz jazda polegała wyłącznie na pławieniu koni na oklep w pobliskim jeziorze i próbach zagalopowań na płyciźnie czy raz np. ustawialiśmy wodne przeszkody na placu, czyli godzinne kopanie rowów, wykładanie matą i napełnianie wodą, ale zabawy było co nie miara.)Tak więc liczy się zadowolenie z jazdy, nawet jeśli nic konkretnego się z niej nie wyniosło. Czasem narzekacie, ale spróbujcie podrzucić jakiś pomysł swoim instruktorom, może akurat. :)
Ciekawe macie lekcje. U nas jest tak (zależy jaki instruktor, ale jest ogółem podobnie):Szykujemy siodła, bierzemy je na koniowiązy, później wyprowadzamy konie ze stajni i je czyścimy i siodłamy. Jak już osiodłamy i jest czas na jazdę to pani instruktor zaprasza nas na ujeżdżalnię/hale. Wchodzimy, podpinamy popręgi i wsiadamy na konie. Jeździmy w zastępie, więc pani trenerka podaje kolejność koni. Stępujemy, później zakłusowanie. Po kilku kółkach kłusem zatrzymujemy się i podpinamy popręgi no i dalej kłusujemy.Później jeździmy przez kawaletki. Jakoś tak po 30- 40 minutach zaczynamy galopować. Czasami galopy wyglądają tak, że zastęp jedzie stępem, pierwszy koń "goni go galopem", później drugi itp. następnie początkujący stępują, kłusują w środku ujeżdżalni, a galopujący jadą galopem w zastępie lub po prostu wszyscy naraz, chwila stępa, zmiana kierunku i galop. Czasami przejeżdżamy przez drągi w galopie. Później trenerka pozwala nam rozjeździć się po całej ujeżdżalni i możemy jeździć stępem, kłusem i przez kawaletki jak chcemy, tzn. robić wolty, zatrzymania, po prostu jazda po swojemu. Uczy nas to uważania na innych użytkowników ujeżdżalni, mijania się itp. wtedy każdy może się przekonać, że jazda w rozsypce jest trudna, bo trzeba mieć oczy dookoła głowy. Później stępujemy i schodzimy z koni. Oczywiście takie czynności jak rozsiodłanie, rozczyszczenie i odprowadzenie do stajni też należą do osób, które jeździły można też dać smakołyka, konik się ucieszy. ;* :)*Czasami są też skoki, ale na typowe skoki trzeba się umawiać.
Na początku oczywiscie wyczyszczenie, osiadlanie konia itp. Rozstępowanie---> klus <wolty, serpentyny, wydlużanie, skracanie kroku, przejscia klus-stęp-stój> --> później mamy jakies bardziej zaawansowane cwiczenia typu zwroty na przodzie, ustępowanie od lydki z stępa i klusa, cofanie <czasami nie robimy wszytskich lub są jakies kompinacje innych, moja trenerka jest naprawde kreatywana. ;p>---> zaagopowania z klusa; przejscie; wolta ;zagalopowanie, ogolnie troche takich przejsc. potem cwiczymy zaagalopowanie z stępa i nadal przejscia.--> na prawie koniec mamy czas na cieszenie sie ciągłym galopem, ale w jego trakcie stramy sie zmieniac tempo.A pożniej to już tylko stęp na dlugiej wodzy z odpoczynkiem.
(Piszę teraz jak dla takich na moim poziomie mniej więcej) u mnie najpierw stęp, później każdy dociąga popręg i przechodzimy do kłusa, u mnie nie ma takiego czegoś jak jazda w ""zastępie"", każdy jeździ samodzielnie. Najpierw swobodny kłus, jakieś wolty, koła, zmiany kierunku, później wprowadzane są przejścia z kłusa do stój i ze stój do kłusa, później dochodzą drągi,później zazwyczaj jakieś ćwiczenia np. kłus ćwiczebny, w półsiadzie, stanie w strzemionach, lub kłus ćwiczebny bez strzemion. Jakiś czas później wprowadzany jest galop (albo na kole, albo na całej ujeżdżalni). Czasami są również drągi w galopie. Jak ma ktoś skakać na lekcji, to po tym wszystkim najeżdża na początku na pojedyńczy krzyżak z kłusa, jak się skoczy kilka razy, to krzyżak z galopu i później wprowadzane są inne przeszkody oraz większe wysokości przeszkód, czasami są takie mini parkurki z ok. od 3-6 zazwyczaj przeszkód.Po skokach zazwyczaj przechodzimy jeszcze na chwilkę do kłusa i później do stępa na swobodnej wodzy. :D
Najpierw czyszczenie i siodłanie. Wsiadamy, jedziemy na halę/czworobok/ do lasu na rozstępowanie. Już na hali/czworoboku - kłus anglezowany, ćwiczebny, drągi, wolty, serpentyny, zmiany kierunku, przejścia kłus- stęp , stęp - kłus. Po jakichś 20 min chwila galopu, na koniec rozstępowanie na luźnej wodzy bez strzemion :-)
U nas każda lekcja jest inna. Zawsze robimy coś innego, więc nigdy się nie nudzimy :)Początkowo działania są takie same - ściąganie koni z padoków lub boksów, czyszczenie, siodłanie.. Później idziemy na padok, podciągamy popręgi i wsiadamy. Podczas rozstępowania zaczynamy już pracę z koniem. Kręcimy, stajemy, cofamy itp. Później zaczynamy kłusować, jakieś drążki.. Oczywiście z przerwami na stępa. Jeśli są skoki to zaczynamy skakać koperty ze wskazówką z kłusa. Później zagalopowania, drążki, skoki .. Zawsze robimy różne ćwiczenia w zależności od poziomu (ustępowania, lotne zmiany nogi itp.). Na koniec rozstępowanie.
Jestem ciekawa, jak mogą się różnić typowe jazdy w różnych miejscach. To może najpierw opiszę lekcję u nas, w Szałszy: Najpierw oczywiście łapanie konia z pastwiska. Czyszczenie i siodłanie koni (samodzielnie), później wyjazd na ujeżdżalnię. Stoi ona otoczona z trzech stron polami i nieużytkami, więc jest prawie jak w terenie. 5-10 min. stępa, później jakieś 2 kółka kłusem na obie strony, znowu trochę stępa na podciągnięcie popręgów, później różne ćwiczenia w kłusie- przechodzenie do stępa, zatrzymania z kłusa, półsiad, kłus ćwiczebny, drągi, wolty, zmiany kierunku, skracanie i wyciąganie kłusa, slalom, serpentyny, po jakichś 20 min. znowu parę okrążeń stępem, podciąganie popręgów, później zagalopowanie. Słabsi jeźdźcy idą na lonżownik, żeby im koń nie wyrywał, gdyż nasza ujeżdżalnia jest duża, urozmaicona i obfita w różnego rodzaju pułapki. Na "dużym kółku" zagalopowania na koniec zastępu, a jak wszyscy są zaawansowani to razem. Tyle kółek, co koniom będzie się chciało, czyli 1-5, później chwila odpoczynku i na drugą stronę. Później trochę niskich skoków na kopercie, a pod koniec spacer dookoła pola, najprzyjemniejszy moment w całej jeździe. Pole jest jakby przedłużeniem ujeżdżalni, tak duże, że z ujeżdżalni konie na najdalszej ścianie wyglądają jak mrówki. Ta najdalsza ściana zwykle jest pokonywana szalonym cwałem z inicjatywy koni, które wreszcie mają trochę wolności po łażeniu w kółko. Dwa pozostałe boki stępem, co zajmuje również jakieś 5-10 min., potem powrót do stajni.
hmm... wygląda ciekawie, dużo robicie :)
Z ciekawości pytam: Jak odróżniasz cwał od szybkiego galopu?
Hmm... w sumie niby trudno odróżnić, ale myślę, że spokojnie można nim nazwać ten stan, kiedy koń leci najszybciej jak potrafi, nie daje się zatrzymać, po prostu pędzi tak, jak nie przyszłoby nikomu do głowy, że jest w stanie biec szkółkowy koń. Kiedy już nie da się rozróżnić mijanych kształtów, ba, nie da się nawet otworzyć oczu, a koń już nie daje się opanować. Ech... to się czuje :) Chociaż może podchodzę do tego zbyt poetycko, ale kto by się przejmował jakimiś taktami, kiedy widać tak wyraźną różnicę między tym a zwykłym galopem.
A w ogóle to czemu nie piszecie jak jest u Was, beboki :P
Ale to nie musi być cwał tylko bardzo szybki galop. Często ludzie nazywają cwałem to jak koń biegnie przed siebie z zadziwiającą prędkością, a to nie jest to. Cwał różni się od galopu tym że jest czterotaktowy. Daje się wyczuć jak koń stawia po kolei cztery nogi na ziemi. W galopie to są trzy takty. Jako przykład konie biegające na wyścigach nie zawsze cwałują tylko często bardzo szybko galopują. Pytałam Cię o to bo nie raz słyszałam relację z dumą w głosie że ktoś cwałował na swoim koniu a w rzeczywistości do był galop. Konie bardzo rzadko przechodzą do cwału, nawet te wyścigowe.
dam wam prostą receptę na odróżnienie cwału od szybkiego galopu: galop jest zawsze na prawą lub lewą nogę i widac wyraznie zarówno z pozycji na koniu, albo stojąc z boku, jak jedna przednia noga konia - prawa lub lewa - jest bardziej w przodzie. Jak się spojrzy na przednie nogi konia w cwale- ma się wrażenie że wysuwają sie one jakby na raz do przodu i do tyłu.Też mi się zdaje że wiele osób tu nadużywa tego pojęcia.
Po pierwsze, skoro tak się trzymacie tego cwału to na pewno nie cwałowaliście, no chyba że konie macie takie torpedy że od razu z miejsca w cwał przechodzą :D. Zresztą żeby cwałować, trzeba umieć, od samej łydki czy palcatu koń nie zacwałuje. Potrzebne są tutaj wodze i umiejętne się nimi posługiwanie. Zresztą co do cwału to musicie świetnie jeździć jeśli cwałujecie. Nie z powodu trudu jaki trzeba sobie zadać by koń zacwałował, ale jak ciężko jest w tym wysiedzieć. Tzn puki idzie cwałem jest ok, ale jak przechodzi do galopu, jest przerąbane. Co do treningu, to już dawno nikogo nie uczyłem jeździć, ale ja ćwiczenia zawsze robiłem pod jeźdźca. Nigdy nie robiłem tak, że zawsze były w harmonogramie skoki, galopy, volty i inne figury i że muszą być zawsze. Miał ktoś kłopoty z dosiadem to ćwiczył dosiad, miał ktoś kłopoty z zagalopowaniem na właściwą nogę to ćwiczył zagalopowanie. Kiedyś uczyłem 4 osoby na raz z czego każda robiła co innego, ale w tym samym chodzie, śmiesznie to wyglądało, ale wiedzieli co robią źle więc ćwiczyli, a ja patrzyłem i jak coś zauważyłem to zwracałem uwagi i nanosiłem poprawki. Jak na razie nie uczę ludzi lecz konie.A co do treningu koni to uczę je nosić głowę nisko, prawie przy ziemi. Obroty na zadzie tak żeby wewnętrzna noga stała w miejscu (nie mylić z piruetami z klasyki). Zatrzymanie ale nie z kłusa, lecz z dzikiego galopu tzw. slide stopy. Ćwiczę z nimi równiez rollback"i czyli jazda dzikim galopem, stop, obrót na zadzie i od razu ze stopu pełny galop. Ćwiczę sidepasy, czyli chody boczne między drągami (ta że koń ma drąg między przodem i tyłem i nie może go ruszyć), uczę również przestawianie zadu oraz przestawianie przodu (jak przestawiamy zad to przód się nie rusza, jak przestawiamy przód to zad się nie rusza), oczywiście slalom w kłusie, lotna zmiana nogi, cofanie po prostej linii 4 m oraz cofanie między drągami w kształcie litery L. No i oczywiście volty i pół volty oraz bardzo fajne ćwiczenie jeszcze robimy a mianowicie na kole w pełnym galopie zmniejszam koło i zwiększam potem przyspieszam i zwalniam do takiego typowego galopu typu pata taj :P. No i tak wygląda każdy dzień z dwoma konikami, bo z każdym to samo ćwiczę.Aha no i ostatnio wprowadziłem również skakanie przez kostki ze słomą :P.Czyli jakby nie patrzeć nudne życie wiodę no i w sumie konie też ;/.
u mnie to zależy na początku była jazda w zastępie, wtedy były wolty półwolty zmiany prowadzącego przejazd przez belki to wszystko oczywiście w kłusie, po kłusie wszystkie konie wjeźdżały do środka i galopowała moja mama potem ja do niej dołączałam i koleżanka. A teraz to wygląda tak że wszyscy jeźdżą jak chcą, potem jest galop i każdy jeździ osobno, kto nie galopuje jeździ kłusem w środku. szczerze to bardziej mi sie podobały jazdy w zastepie były ciekawie wolty były różne w zastępie, karzdy swoją wolte i wraca na swoje miejsce, pół wolty, zmiany kierunku, wolty w półsiadzie, było super, a teraz to jedna osoba wogóle nie umie wymijać, wymija sie z lewej a on jedzie jak święta krowa, jak galopuje to nie patrzy na innych tylko trzeba uciekać... Ale ważne że moge godzine spedzić z Lolitą ^^
"Nie z powodu trudu jaki trzeba sobie zadać by koń zacwałował, ale jak ciężko jest w tym wysiedzieć. Tzn puki idzie cwałem jest ok, ale jak przechodzi do galopu, jest przerąbane"Z tym trudem to ja bym się nie zgodziła, w sumie wystarczy że koń się wystraszy i poniesie, tak właśnie najłatwiej przejechac się cwałem. A co do wysiedzenia - jasne że to nie dla początkujących i dlatego też zeby jechac pierwszy raz w teren powinno się miec niezły dosiad właśnie na ten wypadek. W cwale usiedzec łatwo, bo nie kołysze i tak jakby wgniata wręcz w siodło... tyle że strachu to się można najesc... :(Pytanie było o lekcje w szkółkach- wszędzie gdzie jezdziłąm przewazał kłus, w zasadzie jezdziło się nim ok. 40 minut, moim zdaniem jest to za duzo. Słyszałam że dlugie nawroty kłusa obciążają stawy barkowe konia i się nie powinno tego robic.
" wymija sie z lewej a on jedzie jak święta krowa, jak galopuje to nie patrzy na innych tylko trzeba uciekać... Ale ważne że moge godzine spedzić z Lolitą ^^"Ogólnie to na każdej ujeżdżalni jeśli chodzi o jazdę konną jest zasada taka: na ścianie jest szybszy chód, czyli zależy co chcesz powiedzieć że wymija się z lewej. Po drugie gdy się jeździ w przeciwnych kierunkach, należy wymijać się lewymi stronami. Jeśli jeździsz na hali/maneżu to zasada dla wszystkich jeźdźców jest prosta, dbamy o porządek a mianowicie, jeśli jedziesz po ścianie galopem, inni jadą kłusem to muszą zjechać ze ściany, jeśli jedziesz galopem i chcesz zmienić kierunek, zrobić woltę, lub najechać na przeszkodę to krzyczysz co chcesz zrobić, aby ludzie wiedzieli i nie wchodzili Tobie w paradę. "A teraz to wygląda tak że wszyscy jeźdżą jak chcą, potem jest galop i każdy jeździ osobno, kto nie galopuje jeździ kłusem w środku."Powiem szczerze że skoro teraz każdy jeździ jak chce to nie dziwię się, że Tobie podoba się zastęp. Ja osobiście nie lubię jeździć w zastępie, gdyż jedni jeżdżą lepiej inni gorzej i zdarzają się nie porozumienia, albo koń nie chce zagalopować bo jeździec nie potrafi itd. Z tym że jakbym miał płacić za lekcję gdzie się nie uczę tylko jeżdżę jak chcę to bym takiego instruktora w tyłek kopną.Jest dużo fajnych ćwiczeń dla ludzi co potrafią więcej niż kłus. W kłusie i galopie naprawdę fajnie można się bawić. Teraz coś do izypyzy.z tym że w cwale jest łatwo siedzieć to nie ma wątpliwości, ja mówię o przejściu z cwału w galop, jest to już coś co początkowo troszkę trzęsie i wybija. Ja akurat nigdy nie cwałowałem gdy koń mnie poniósł, ale dwa razy udało zacwałowałem sobie na koniku jak z kolegą się ścigaliśmy po polach i jeśli ma się dobrego konia to da się zacwałować bez ponoszenia. Ale mało jest tak dobrych koni żeby były w stanie pędzić cwałem. "Słyszałam że dlugie nawroty kłusa obciążają stawy barkowe konia i się nie powinno tego robic." Nie wiem gdzie to słyszałaś, ale jak dla mnie to jest śmieszne. Kłus w żaden sposób nie obciąża stawów barkowych, a dla konia jest to coś świetnego, gdyż bardzo dobrze wyrabia mięśnie i jest to najlepszy sposób nad poprawieniem zadu. Z tym że ludzie nie lubią jeździć kłusem, bo mają zły dosiad, a anglezowanie jest dla nich męczące i wolą gnać galopem, przez co koń szybciej się męczy. Ja przejechałem na koniu wiele kilometrów i powiem tak, jakby z tymi stawami barkowymi była prawda to by te konie na których jeździłem już dawno miały z nimi problemy. Rajdy długodystansowe w większości się jeździ kłusem. Ok 15 do 20 % pokonujesz stępem, ok 5 % pokonujesz galopem a reszta to jest kłus. I pomyśl teraz że koń kłusem idzie dziennie ponad 60 km, to te barki by mu chyba odpadły :P. Zresztą można spojrzeć w historię, jak cowboye przemierzali prerię, tysiące km jeździli konno głównie kłusem, bo dzięki temu mogli pokonać większe odległości. Tzn oni jeździli takim mega wolnym i niewybijającym kłusem który się nazywa jog. Jog opiera się głównie na pracy zadu, koń inaczej podstawia zad, dzięki czemu odciąża mięśnie przednich kończyn, nie anglezuje się, nie rzuca się w siodle dzięki czemu koń bardzo dobrze się prowadzi i idzie rozluźniony. " Słyszałam że dlugie nawroty kłusa obciążają stawy barkowe konia i się nie powinno tego robic. "
"Obroty na zadzie tak żeby wewnętrzna noga stała w miejscu" jak to przeczytałam to od razu przyszła mi na myśl moja klacz, która na komendę "kierunek" robi coś takiego ;) nauczyła się tak franca jedna ale nie będę jej tego oduczać, bo w sumie robi to co chcę, co z tego, że nie podręcznikowo, tak jak ktoś tam kiedyś tam opisał jak owa zmiana kierunku na lonży ma wyglądać...?ja pracuję w stajni o profilu hodowlanym i nie pracuję tak intensywnie z końmi jak superhorsepl, gdyż moja rola kończy się w momencie kiedy koń jest przepuszczalny we wszystkich trzech chodach, ewentualny nabywca ukierunkowuje sobie konia w dowolny sposób (wkkw, skoki, etc).
ale jeżeli chodzi o szkołkę to jeździłam gł. w zastępie ale był podział na grupy początkujący/średniozaawansowani/zaawansowani i nie było problemu, bo każdy z grupy był na podobnym poziomie. Były wolty, półwolty, drązki, zatrzymania w kłusie/galopie ruszanie kłusem/galopem, slalomy, ósemki...
"ja pracuję w stajni o profilu hodowlanym i nie pracuję tak intensywnie z końmi jak superhorsepl,"Hehe ;d nie no z tą intensywnością to troszkę przesadziłaś (nie wiem skąd to stwierdzenie). Jeżdżę konie głównie raz dziennie po 2 godziny każdy, chyba że ćwiczę coś trudnego to wtedy godzina, ale tak to z reguły nie cała godzinka na maneżu/hali potem godzinka w terenie :). Faktem jest że każdego dnia, no i wymagania właścicieli rosną więc coraz więcej pracy jest z koniem. Dlaczego obracanie na zadzie to nie jest podręcznikowe ? Jakie podręczniki czytujesz ? Obracanie na zadzie zawsze odbywa się na lewą stronę, na lewej nodze a na prawą na prawej. no chyba że mówisz o woltach albo piruetach te nie stoją w miejscu :PPowracając do intensywności to raz mi się zdarzyło pracować z końmi intensywnie. Wtedy jeździłem 10 koni dziennie które chodziły wkkw oraz 5 lonżowałem, praca minimum od 9 do 22 / 23 czasami od 8 :P bez przerwy ;/. Jak dobrze że już tam nie pracuję :P.
chodziło mi o to, że podczas lonżowania konia, chcąc mu zmienić kierunek, wydaje mu komendę a on właśnie robi taki, jak dla mnie śmieszny ;p obrót. przy czym, gdzieś czytałam, że koń podczas zmiany kierunku na lonży powinien przechodzić (spróbuje zobrazować;p) o tak: ()ja w mojej pracy nie mam aż tak napiętego grafiku, bo muszę się podporządkować pogodzie (nie mamy hali...) więc w sezonie letnim objeżdżę ~3 konie na dzień i z 2 na lonży. nie jestem z tego zadowolona, wolałabym więcej ale nic nie poradzę na te upały...
Wiesz chcieć znaczy móc :P.Ja na Twoim miejscu brał bym trzy albo dwa konie z samego rana o 6, potem o 8 i później ok 9 - 10 a resztę bym brał wieczorem ok 18 - 20. zresztą w tej chwili też hali nie mam a jeździć muszę czy jest ładnie czy brzydko, trzeba jeździć i trenować dzień w dzień, poza niedzielą. W niedzielę robię dzień wolny, ewentualnie jakiś mały terenik na jednym koniu, albo jak muszę do sklepu to na zakupy jadę i tyle. Wiesz grunt to dobra organizacja czasu. Co do pracy z koniem na lonży to ja wolę w round penie po prostu bez lonży konia przeganiać za pomocą gestów i bawić się carot stick"em :P
myślałam nad tym ;))co do jazdy w każdą pogodę... podłoże spełnia wiele do życzenia...no cóż, warunki: poziom hard.
No dobra, może nie cwał. E tam, co za różnica :p A co do rozpędzania to nic absolutnie nie trzeba robić, lecą tak że na bata i tak już nie przyspieszą, nie mówiąc już o łydce. Ogólnie to nasza stajnia jest mało szkółkowata, steranych starych profesorów tam nie ma. A w ogóle to złe ludzie jak zwykle zrobiły dyskusję na inny temat. No, ale przynajmniej temat nie zanika.
tak, tak ale co zrobić jeśli nikt nie chce się wypowiadać na ten temat ... ? ;)poza tym, "co to jest cwał" też nie jest odpowiedzią na postawione w temacie pytanie.
"A co do rozpędzania to nic absolutnie nie trzeba robić, lecą tak że na bata i tak już nie przyspieszą, nie mówiąc już o łydce."Nie rozumiem jeśli chodzi o koniec tego zdania czyli "nie mówiąc już o łydce". To mi daje do myślenia czym się przyspiesza konia ? Batem ? Ogólnie to ja bata nie używam ani palcata, w żadnym wypadku. Kiedyś go używałem ale zdałem sobie sprawę że to był poważny błąd. Palcat ma sens na zawody skokowe, jak koń nie chce skoczyć a dostanie po łopatce to skoczy. Bacik ujeżdżeniowy jak sama nazwa wskazuje służy do ujeżdżenia/dresage"u. A używanie bata/palcatu w terenie lub po prostu podczas jazdy na maneżu, uważam za wielką pomyłkę. Mało tego, jeździłem na koniach które łatwiej się rozpędzało łydką niż batem. Zresztą gwarantuję Tobie, że lepiej rozpędzisz konia łydką niż batem i to każdego. Jedynie na wyścigach używają bata do popędzania, ale każdy wtajemniczony wie dlaczego. Te konie (nie wszystkie, ale 99 %) wpierw obrywają od masztalerzy batem w stajni, potem jeszcze parę razy oberwą od jeźdźca, dodatkowo dostaną domieszkę sterydów, więc mimo nabuzowania jak jeszcze dostaną batem, to od razu dostają skrzydeł i fruną. Mało tego potem jak stwierdziłem że bat jest zły, i mi kazano jechać z batem bo taki trudny koń że nie chce rowów skakać itd., to tak jechałem. Ale w ten sposób moim pracodawcom zgubiłem 2 baciki ujeżdżeniowe i 1 palcat, po czym oni powiedzieli że jednak nie muszę jeździć z batem :P, a efekt bez bata był lepszy, bo szybciej mogłem się skupić nad koniem, jego kontrolą i jego zachowaniem niż nad tym, co zrobić z batem skoro on mi się tak w tych rękach pałęta a potrzebuję obu do kierowania konia :P.Co do złych ludzi zmieniających temat. Po co Tobie sucha informacja jak się gdzieś jeździ ? Skoro możliwe że i tak tam nie pojedziesz bo jest to drugi koniec polski, a tutaj lecą rady oraz uwagi które często mogą się Tobie przydać i pomóc. W ogóle uważam że takie rady są lepsze niż informacja gdzie jak się jeździ. Co do Twojej szkółki szkoda że większość jest takich szkółek gdzie niczego nie uczą i nie urozmaicają jazd przez co staje się to troszkę nudnawe i monotonne ;/.Ja jak mi się nie chciało lekcji prowadzić i się skupiać na jeźdźcach i ciągle krzyczeć, organizowałem gry i zabawy, które również świetnie szkolą.Np gra w koszykówkę na oklep. świetna zabawa, dużo śmiechu, a usprawnia kontrolę nad koniem oraz udoskonala dosiad. Np fajną zabawą jest też wyścig kłusem z jajkiem na łyżeczce tak aby ono nie spadło okrążenie pachołka i powrót. Takich gier jest wiele. Ja zawsze starałem się urozmaicać program ćwiczeń, bo to świetnie szkoli, bawi, rozrywa i jest świetnym zajęciem. Mało tego, zauważyłem że takie zabawy ludzie lepiej wspominają niż najporządniejszy trening, opowiadają cały czas o tym, co się stało, jak, jakby mogło być, zwracali sami sobie uwagi na błędy co jest czymś wspaniałym, a tak tylko jeździć i się nie bawić to jest lipa ;/.Mam jeszcze jeden pomysł, ale na razie nikt nie chciał ze mną go zrealizować ;/.A mianowicie pojechać na jakieś wielkie pole, na ok 4 do 6 koni. Ustawić się w szeregu, wszyscy łapiemy się za ręce i ruszamy przez całe pole galopem. Fajne ćwiczenie na kontrolę chodu konia, żeby szedł równo, ale nie wiem dlaczego ludzie się boją ;/. Jak im udowodniłem jeżdżąc galopem sam z rozłożonymi rękoma że jest to możliwe jak się konia kontroluje to i tak się nie godzili na to ;/. Ale może kiedyś się uda (oczywiście to ćwiczenie jest dla jeźdźców będących na względnie dobrym poziomie :) ).
Co do długiej jazdy kłusem, to w wielu podręcznikach wymieniają następujące wady kłusa: "Wady kłusa: większe obciążenie stawów, ścięgien i wiązadeł." więc mozna z tego wysnuc, że bardzo długie nawroty kłusa mogą byc niedrowe? to nie jest argument, że jak ileś tam koni nie pochorowało się to oznacza że problemu nie ma. PO prostu słyszałam że obecnie w tych stajniach na zachodzie zwłaszcza sportowych, jezdzi się więcej stępa. tak intuicyjnie wydaje się to mi lepsze- w końcu w naturze koń też najwięcej chodzi stępa....Jescze jestem zdziwiona- bo zawsze mówiło się o stępie jakko chodzie co wyrabia męśnie- podobno zeby miec dobrze umięśnionego konia należy jezdzic dużo stępa. Przyznam że nie znam się na jezdzie westernowej- ale tyle co widziałam z filmów to wyglądało jakby oni wyjątkowo mało poruszali się kłusem, głównie stęp i galop. no i w ogóle samo siodło westernowe jest chyba wyjątkowo nieprzystosowane do jazdy kłusem ile mozna jechac chodem wysiadywanym bez anglezowania???Co do rajców to absolutnie nie masz racji że konie poruszają się na nich głównie kłusem- niektórzy jezdzcy preferują stęp z galopem głównie,inni wybierają głównie klus, także jest różnie, zależy w jakim chodzie koń lepiej się sprawdza...
"Nie rozumiem jeśli chodzi o koniec tego zdania czyli "nie mówiąc już o łydce". To mi daje do myślenia czym się przyspiesza konia ? Batem ? Ogólnie to ja bata nie używam ani palcata, w żadnym wypadku. Kiedyś go używałem ale zdałem sobie sprawę że to był poważny błąd"Nieprawda. :( Batem jak najbardziej mozna rozpędzac konia, i nie chodzi tu o to, że nim łatwiej. Też uwazam, że batem jest trudniej. Ale z lydką trzeba bardzo uwazac, bo za mocne jej przykładanie powoduje kompletne znieczulenie konia. U nas w Polsce pokutuje nadal w 90 % szkółek: obojętnie jak koń nie byłby znieczulony na łydkę, instruktor krzyczy "łyda, łyda"... I każe przyciskac ją jeszcze bardziej. Niewazne że człowiek przyciska ją tak, że pot mu leci po czole :(To jest chore.
Ok. Postaram się jakoś ustosunkować do Twojej wypowiedzi :).Po pierwsze jeśli chodzi o kłus, żaden z trenerów nigdy nie twierdził żeby to było szkodliwe, w kłusie wyciągniętym, mięśnie faktycznie działają pokracznie, ale jak się jedzie kłusem w klasyce zebranym, w weście jogiem, to konia mięśnie wyrabiają się bardzo dobrze, co sprawdza się w wielu dyscyplinach. Więc na temat szkodliwości kłusu Ty masz swoją opinię, ja mam swoją, kto ma rację, powiem szczerze że nie wiem, bo nigdy się nie zagłębiałem w tematykę szkodliwości kłusu, więc brałem na logikę. Jeżdżąc dużo stępa faktycznie możesz wyrobić mięśnie konia, i to dobrze, ale ile i jak długo można wykonywać ćwiczenia w stępie ? Koń umrze z nudów zresztą ile można jeździć stępem ? A te mięśnie się wyrobią po bardzo długim stępowaniu. A co do jazdy western. Skoro nigdy nie jeździłaś, spróbuj ale na koniach które chodzą w tym stylu, a nie że tylko wrzucisz siodło westernowe. Bo dużo osób tak jeździ western, zmienią siodło i uważają się za cowboy"ów. Co do siodła w stylu western i kłusa/jogu. Siodło to - jak zapewne wiesz - jest bardzo wklęsłe dzięki czemu masz tzw close contact. Czyli doskonały kontakt dosiadu z koniem. Jest tak wyprofilowane by było wygodne. Konie nie chodzą tym kłusem, który zapewne znasz z klasyki. A mianowicie że idzie kłusem, wybija na lewo, prawo, góra, dół i w ogóle jak nie masz dosiadu to możesz spaść. Koń jak idzie kłusem w stylu west czyli jogiem podstawia tak zadnie nogi że jest bardzo wygodny. Niedoświadczony jeździec, nie mający zbytniego dosiadu, jest w stanie w tym kłusie siedzieć wygodnie. Jedziesz tym że kłusem i głos Tobie nie zadrży. Mało tego, możesz nawet śmiało mieć pełną szklankę gorącej kawy/herbaty i sobie spokojnie pić, jadąc tym kłusem, a nie uronisz ani kropli (oczywiście jak się ma dosiad względny). Do tego nawet jakbyś chciała sobie w kłusie coś czytać to literka się Tobie nie rozmaże. Tym się różni jog od kłusu. Konie w stylu west również nie mają galopu lecz mają tzw lop. Również bardziej z zadu się wybijają. Gołym okiem ciężko jest to zauważyć, wsiądziesz na takiego konia, to poczujesz, i wtedy dostrzeżesz różnicę. Koniem który jest trenowany w stylu west, powiem szczerze że jakby koń był w stanie iść cały dzień tym kłusem/jogiem to bym mógł jechać tak cały dzień, zmęczony bym był ale nie wytrząśnięty i nie obity. Na prawdę różnica jest kolosalna.Co do rajdów ja nie pisałem o rajdach lecz o rajdach długodystansowych. Rajd długodystansowy to taki rajd gdzie w ciągu dnia przebywasz od ok 70 do nawet czasami 100 km. Poznałem nawet człowieka który konno zjechał całą europę, a nawet nie tylko europę bo również w afryce był a najwięcej w ciągu dnia był w stanie zrobić 160 km. Jadąc galopem i stępem to musisz mieć super konia albo w połowie drogi po paru dniach mieć konia zastępczego by dojechać do celu.Małe rajdy na jakieś 30 do 40 km które ja akurat nazywam zwykłymi terenami (bo rajd jest wtedy gdy się nocuje po za macierzystą stajnią) można pokonywać w dużej mierze galopem. Sam takie tereny lubię jeździć galopem i nie dla wygody, ale fajnie czasami przygrzać tak, że aż pod wpływem wiatru łzy z oczu lecą.
Moje lekcje są czasem naprawdę nudne ;( Zaczyna się od stepa który trwa jakieś 15-20 min później kłus i same wolty i zmiany kierunków przez ujeżdżalnię itp. ;P na koniec 5 minut galopu a potem znów 15 minut stępa ;P to najgorsze lekcje pod słońcem.. czasem są przeszkody albo drążki na ziemi ale to wcale nie urozmaica lekcji. Ja osobiście mogłabym wkoło jeździć w tereny i galopować przez pola a nie kisić się na ujeżdżalni ;P
superhorsepl z zaciekawieniem czytam Twoje posty ;)nigdy nie interesowałam się westem, nawet nie wiedziałam, że taki koń inaczej chodzi, a tu proszę. Fajnie poznać inny rodzaj jazdy za pośrednictwem doświadczonej osoby :)co do Twojego pomysłu... tak, tak też umiem galopować z wyciągniętymi rękami ale nie uważasz, że wprowadzenie w życie Twojego planu jest zbyt ryzykowne? Np.: w momencie kiedy, dajmy na to zdarzy się wypadek losowy i jeden z uczestników spadnie pod nogi galopującego konia?Takie coś można pojechać na koniu doświadczonym, sprawdzonym w każdych warunkach. a na ogół właściciele pamiętają wybryki w terenie swoich kopytnych i boją się, że takie coś o ile nie gorsze, wydarzy się podczas tego przedsięwzięcia, co będzie katastrofalne w skutkach.
Oj Tyna91 troszkę z tym doświadczeniem przesadziłaś. Wiem coś nie coś o jeździe w stylu western, znam się na klasyce (skoki, cross, dressage, czyli wkkw :P), coś tam wiem o powożeniu bo sporo powoziłem i profesjonalnym zaprzęgiem i amatorskim :P, również jeździłem sporo rajdów, pracowałem w stajniach rekreacyjnych, sportowych oraz prywatnych, tak samo wiem co nie co o zajeżdżaniu koni na szybko oraz o zajeżdżaniu koni metodą naturalną. Ale to nie jest jakaś wielka wiedza czy też wielkie doświadczenie, to że coś wiem nie znaczy że jestem specjalistą. Z dziedziny weterynarii wiem sporo, bo spotykałem sporo bardziej i mniej drastycznych sytuacji. Ale np książek z dziedziny jeździectwa nie czytuje bo uważam to za stratę czasu. Czyli cała moja wiedza jest zasięgnięta z doświadczenia. Teraz chcę też się nauczyć podkuwać konie, dużo wiem o kopycie konia, ale boję się jednak ciąć strzałkę. Jest ona tak mocno ukrwiona że jak wbiję się za głęboko to może być krwotok, a z tym jest dużo roboty potem ;/. Co do bezpieczeństwa i brawury. Czy uważasz że jazda konna jest czymś bezpiecznym ? Jazda sama w sobie jest niebezpieczna. Ludzie tego nie widzą bo ci co jeżdżą w szkółkach nie zajeżdżali tych koni, do tego konie są mega stare, nie jeździli na koniach mających 3 lata, dostają wałacha do jazdy ale nie wiedzą jaki był gdy był ogierem, a jednak ktoś te konie musi przerobić i w tym nie ma nic bezpiecznego. Skoro te konie były takie straszne, to dlaczego miałoby się im nie odwidzieć któregoś feralnego dnia i nie odbić coś ? Zresztą w jeździectwie każdy ryzykuje.Ostatnio poznałem kolesia którego zwą Gonzo. On jest kaskaderem i noszą konie na noszach. Wiem brzmi dziwnie, niewiarygodne, jak konia który waży pół tony nosić na noszach. No ale w ośmiu ludzi da się. Więc teraz pytanie, to co oni z tymi końmi robią ? Dają im jakieś środki usypiające/uspokajające ? Odpowiedź brzmi NIE. Konie są w pełni świadome, nie są na żadnych prochach. Uczą po prostu konie się kłaść i leżeć spokojnie na noszach, ale zdarzają się również takie sytuacje (w szczególności na początku) że jak konia podnoszą, on zaczyna się ruszać, no i pokopie nie jednego z tych 8 kaskaderów. Ale cóż takie jest życie. Jedno za to trzeba mu przyznać. Bo on był tam z klaczą która miała źrebaka i szła do krycia. No i ta jego Klacz ma bardzo smaczne mleko :), takie słodkie i w ogóle dobre ;).Powracając do rozkładania rąk, faktem jest że może ktoś wpaść pod konia, ale cóż, to oznacza że ma słaby dosiad, albo że sąsiad go za mocno trzymał za rękę ;d
Ale też jechanie ławą w galopie na otwartej przestrzeni, dla niedoświadczonych jeźdźców... Myślę, że ludzki strach by wziął górę, zresztą w takiej sytuacji niektóre konie lubią się ścigać, pokopać lub pogryźć innego konia i nieszczęście gotowe. Gdybym chodziła do twojej stajni, to z wielką chęcią bym się na taki plan zgodziła, ale dlatego, że już w ławie galopowałam, więc wiem co i jak. ;)
Widziałam na żywo pokaz kaskaderów i byłam pod ogromnym wrażeniem. Możliwe całkiem, że piszemy o tych samych, bo na pokazie u mnie też nosili konia na noszach ;)Jeździectwo jest sportem ekstremalnym ale nie przesadzajmy, bo jeszcze okaże się, że chodzenie po domu też jest ryzykowne (choć w sumie ;p).No cóż, ludzie się boją ale zapewne gdyby tego spróbowali nie mieli by obaw, a tak, wolą rozpatrywać w wyobraźni 500 różnych przypadków wypadków podczas tego przedsięwzięcia.
Ja jedynie opisuję wypadki które widziałem i które przeżyłem :P A co do tych kaskaderów to raczej mówimy o tych samych, bo Gonzo mi powiedział że oni są jedynymi w Polsce co noszą konie na noszach :P. Ja ich pokazu nie widziałem, bo z nich wszystkich jedynie Gonzo poznałem :). Gonzo również występuje w Tarnowie podczas jakiś pokazów rycerskich czy też królewskich razem z Alexem Jarmułą i jak to Alex określił nawet odziwo Gonzo był w stanie się kulturalnie zachować przy dzieciach które ciągle go męczyły i głaskać konia chciały :P. No ale jedno jest pewne :P, jest świetnym kompanem do picia :D, momentami wymiękałem, ale jakoś ledwo dotrwałem do końca :D. On zapewne jest w tym taki dobry bo dużo pije końskiego mleka, ja teraz też wpadłem w ten nałóg i czekam aż klacz się oźrebi i wtedy będę sobie na śniadanie zawsze płatki robił z jej mlekiem :)
"Ale np książek z dziedziny jeździectwa nie czytuje bo uważam to za stratę czasu. Czyli cała moja wiedza jest zasięgnięta z doświadczenia."No i to spory bład... Książek tez nie piszą ludzie bez doświadczenia, a zdecydowanie lepiej poznac opinie wielu osób i weryfikowac z rzeczywistością...Co do rajdów- miałam na myśli właśnie długodystansowe, nie startowałam w żadnym, ale wiem, że niektóre konie lepiej radza sobie właśnie w galopie i stępie, a nie klusie...
To jak wystartujesz w rajdzie długodystansowym to pogadamy na ten temat :P Wystartuj raz z galopem potem z kłusem i zobacz kiedy więcej przejedziesz. A skąd słyszałaś że lepiej sobie radzą w galopie ? Z książki ? Wiem że książki są pisane przez ludzi z doświadczeniem ale niektórzy nie wiedzą o czym piszą, a inni piszą ale zupełnie obiektywnie i takim lekkim językiem, nie przedstawiając tego jak jest naprawdę. Np w książce o trenowaniu koni, albo o zajeżdżaniu koni, rzadko kiedy znajdziesz opisane sposoby karcenia koni, mało tego będą pisać że koni się niebije, a ja nie mówię o biciu lecz o karceniu, można to robić na wiele sposobów i nie koniecznie musi to być drastyczne, a czasami nawet możesz nie zauważyć tego że koń został skarcony. Jest mnóstwo kar dla konia, a ludzie nieświadomi tego, wolą wybrać widły, baty i inne jakieś durne pomoce ;/, walić ręką po głowie bo koń gryzie, a potem jak się chce konia podrapać za uchem to on zadziera wysoko głowę bo się boi że oberwie ;/ - masakra. Ja nie mówię że wszystkie książki są złe, broń boże. Po prostu do książek trzeba podchodzić sceptycznie. Jak kupujemy książki to lepiej o treningu konia niż jeźdźca. Jak zrozumiemy konia to i może nauczymy się jeździć. Polecam Roberta Millera jest to człowiek poważany w trenowaniu koni oraz jest weterynarzem o ile mnie pamięć nie myli. Polecam wielu ludziom znanego autora, wielu książek bardzo ciekawych Monty"ego Roberts"a.Porady Pata Parelli"ego też są całkiem dobre.Również porady Stacy Westfall i innych tego typu ludzi. Oni piszą raczej o kontakcie człowiek - koń, a nie o tym jak trzymać dosiad, jak uderzać konia łydkami. Opisują elementy obchodzenia się z koniem.Jeśli chodzi o Monty"ego Roberts"a polecam książkę "człowiek który nauczył się słuchać koni" albo "człowiek który słucha konie" teraz nie pamiętam jak dokładnie szedł tytuł.Godną uwagi jest również książka "Shy Boy" również tego autora. Do książek podchodzę sceptycznie dlatego, że kiedyś poszedłem niby do dobrej księgarni, wiele książek i w ogóle. Idę na dział zoologiczny, szukam konie i znalazłem parę książek gdzie są opisywane choroby koni. To względnie dobrze opisywali ale tak średnio satysfakcjonujące to było dla mnie. Jedyna dobra książka była za ok 180 zł ale tytułu nie pamiętam ani autora, bo nie kupiłem tej książki. Dalej poszedłem na dział hobby i znalazłem jeździectwo. Przejrzałem prawie wszystkie książki, było z 15 może troszkę więcej pozycji, ja przejrzałem 9 pozycji. W taki sposób że czytałem urywki o których miałem spore pojęcie, dochodziłem do wniosku że mimo ceny wysokiej bo jedna nawet kosztowała ok 70 zł to uznałem że nie warto dać za nią nawet 10 zł. Po prostu troszkę chaotycznie opisywane, czesto było widać że pisali o problemie którego nie znali osobiście, lecz sami gdzieś czytali itd. Straciłem ok 4 godzin na szukanie książki do kupienia z dziedziny jeździectwa a miałem przeznaczone 100 zł i nie znalazłem żadnej godnej uwagi ;/. Natrafić na dobrą książkę z dziedziny jeździectwa, to trzeba mieć szczęście, a już na pewno nie znajdziecie dobrej książki napisanej przez polaka, z prostej przyczyny, w Polsce jeździectwo jest jeszcze daleko w tyle. Najlepsze wydawnictwa są amerykańskie, niemieckie oraz czeskie. Nie jestem pewien Francji. Ale np w Czechach i Niemczech bardzo ładnie ten sport funkcjonuje i jest na dość wysokim poziomie jeśli chodzi o trenowanie koni i jeźdźców :)
"To jak wystartujesz w rajdzie długodystansowym to pogadamy na ten temat :P Wystartuj raz z galopem potem z kłusem i zobacz kiedy więcej przejedziesz. A skąd słyszałaś że lepiej sobie radzą w galopie ? Z książki ? "Jejku, czytałam o rajdach długosystansowych, w różnych publikacjach- pisali że częsc zawodników preferuje kłus i stęp, inni - że wolą galop ze stępem. Ale tu chodzi głównie o konia, w czym jest mocniejszy. Nigdzie nie pisałam ani nie slyszałam, żeby konie były lepsze w galopie, to po prostu indywidualne, zależy zwłaszcza od rasy konia. No polskich książek dobrych prawie nie ma, niestety. ale to nieprawda że nie ma dobrych książek. Mi się podobała książka Jocelyn Drummond "Jezdziectwo" - jest napisana tak, że dobra dla początkujących, ale i zaawansowany znajdzie coś ciekawego.
Tak ale mi chodziło w dużej mierze o polskie publikacje a ten autor raczej polakiem nie jest. Zresztą zanim się kupi książkę warto sprawdzić autora. Kim jest, czym się zajmował i co robił, jak nie ma takowych informacji na jego temat w internecie, jeśli nikt z jeździectwa go nie zna (można zadać pytanie też na forach lub napisać mail"a do jakiegoś dobrego trenera koni) to lepiej takiej książki nie brać do ręki, bo jak się nauczymy czegoś co mija się z prawdą to potem jest nam nową wiedzę ciężko przyswoić sobie. Jeśli autorem jest jakiś dobry trener i hodowca koni to warto do niej zajrzeć. Bo w polskich książkach minusem jest to że natkniemy się często na książki których autorami są zawodnicy sportowi, hodowcy mające hodowle rekreacyjne lub szkółki jeździeckie, wiele szkółek takich nudnych jak macie opisane w niektórych postach na tym forum, gdzie po prostu nic nie robią ;/.
Dobra, horsepl (czy jakoś tak). Po pierwsze, nie musisz się tak rzucać. Całkiem zwyczajnie chodziło mi o to, że nawet na bata, tak czy inaczej silniejszą pomoc, nie polecą szybciej, a co za tym idzie, na łydkę również. Poza tym mam inne zdanie na kwestię używania bata. Np. jeżeli koń za każdym razem kiedy ma przejść w galop bryka, to jak go chcesz odzwyczaić? Łydką? Większość jeźdźców w takiej sytuacji stwierdza, że na takim niegrzecznym koniu to nie będą zagalopowywać. Tymczasem jeżeli konsekwentnie na każdego baranka odpowie się uderzeniem, to koń stwierdzi, że jednak to nie jest najlepszy sposób na uniknięcie wysiłku. Sama jeżdżę na tego typu koniach i wiem, że, paradoksalnie, jeśli koń leci za szybko to taka kara również pomoże, bo zwierz widzi, że nie może sobie robić, co chce. Jeśli się jeździ na samych grzecznych koniach, na których można jechać ławą bez obawy, że zaczną się ścigać, to rzeczywiście bat nie jest potrzebny. Mimo wszystko z nim czuję się pewniej.
Najpierw czyszczenie zgrzebłem, potem szczotką i wyskrobać brud kopystką :). Potem siodłanie i kiełznanie. Potem idziemy na halę (gdy jest zimno). Mamy bardzo urozmaicone lekcje: a tu wolta, a tu drągi, a tu półwolty, ósemki, slalomy... Po prostu jeździmy :). Oczywiście mamy instruktora ;) Nie wiem co tu jeszcze napisać... Aha i kiedyś byłam w stadninie (właściwie ładnej mi "stadninie") w której natrafił się jeden instruktor (tu znowu ładny mi "instruktor"), który zamiast poprawiać uczniów rozmawiał sobie ze stajennym... A to przecież nic, że koń nie słucha jeźdzca, to nic że dziewczynka miała za długie strzemiona, to nic że okropnie szarpała za wodze... To się stałe wtedy, gdy miałam przyjechać na 17 do stajni na lekcję właśnie z tym instruktorem... Ale on chyba się nie orientował co do czasu i wciąż jeździła ta dziewczyna... Pół godziny po umówionym czasie mama powiedziała mi "Nic się nie stało, następnym razem umówię cię do Bryllandi. Chodź, idziemy najwyżej sobie nie zarobią". Bez wahania poszłam, bo nawet nie chciałam, żeby uczył mnie taki "instruktor". Muszę jeszcze dodać, iż ta stajnia była okropnie niezorganizowana. Mama dzwoniła do nich setki razy, a oni odpowiadali, że nie moze mnie nikt umówić, bo oni nie mają instruktora... I w końcu się znalazł - ten o którym pisałam wyżej... Poza tym w tej stajni nie było nawet drągów - nie pamiętam takiej jazdy (bo nawet takiej nie było) w tej stajni, gdzie było coś oprócz jeżdżenia w kółko na tym samym maneżu...
ciekawie macie ;)U nas na Żażółkwi jazdy są bardzo rózne - zależy od tego co chcemy ćwiczyć ;)Jazdy są zazwyczaj 1-2 osobowe, to zależy jak wolimy. Opiszę jazdy jakie zazwyczaj biorę.Najpierw sprowadzam konie z pastwiska, czyszczę, siodłam. Idę na padok.(Już nie wspominam o podciąganiu popręgu i dopasowywaniu strzemion ;p) Stępuję z ok 5 min stępem na luźnej wodzy potem zebranym (z przerabianiem wodzy). Kłus anglezowany kilka kółek, wysiadywany/w półsiadzie - zależy co chcę na danej jeździe poćwiczyć lub poprawić. Dużo wolt. Ostatnio robiłam ósemki i koła z idealnym trafianiem w dany punkt (tz miało wyjść idealnie ;D). W międzyczasie stęp. Czasem drągi lub cavaletti, zależy. Potem zagalopowania na prawo i lewo, wolty w galopie itp. Ewentualnie skoki dla chętnych ;) Po galopie mówię instruktorce/instruktorowi co chę robić. Np kłus bez strzemion czy jeszcze galop bez strzemion. Na koniec stęp (czasem jedziemy do lasu). Ostatnio po takiej jeździe wsiadłam jeszcze na kucyka na oklep na jakieś 20 min.Ogólnie - każdy ma na jeździe to, co chce ;)
Uważam, że mi się poszczęściło z miejscem, w którym jeżdżę. Kiedyś byłam w innej stadninie, ale potem nie mieli koni, ale moja instruktorka, zabrała mnie tam, gdzie sama jeździ - dokładnie to tam nie istnieje już szkółka jeździecka, tylko hodują konie prywatnie. Kiedy przyjeżdżam na jazdy to zwykle jestem sama na ujeżdżalni (oczywiście instruktorka też tam jest :) ) co mi bardzo odpowiada. A lekcje wyglądają tak: Na początek kilka kółek stępa, później kłus, czasem jakieś wolty itp., zwykle nieudane próby półsiadu, drążki, trochę galopu jeżeli dam radę ruszyć leniucha, później znowu trochę kłusa, stęp i wsio. ;D
Ja przyjeżdżam do stadniny, witam się z panią, która mówi mi na jakim koniu będę tego dnia jeździć. Idę do niego "witam się", czyszczę, "gadam" z nim, potem siodłam i wychodzę na ujeżdżalnie. Kilka kółek stępem, potem kłus, czasem drągi, galop... różnie to bywa bo mam urozmaicone lekcje i ciężko mi podać taki harmonogram co po czym :D Czasem bez strzemion, półsiad i takie tam... Potem schodzę z konia, idę do stajni. Ściągam siodło i resztę rzędu... Sprawdzam czy wszystko z nim O.K. daję mu przysmak, głaszczę, "żegnam się". Rozmawiam jeszcze z instruktorką i odjeżdżam ;DPozdrawiam!
A ja nie czyszczę , ani nie siodłam konika , bo zazwyczaj jak przyjeżdżam to ten na którym mam jeździć już jest na padoku ( wyczyszczony , osiodłany ) ew. podciąganie popręgu , wyregulowanie strzemion . xD . Wsiadam i jadę kilka kółek na początek stępem , potem kłus , wolty , krzyżaki z kłusa , potem zagalopowania , trochę drągów , potem znowu krzyżaczek , galop ... : D i na koniec stęp , i koniec jazdy : D . Oczywiście to wszystko z instuktorem : DCzasami jedziemy sobie w teren ( do lasu lub na pole ) no i sobie galopujemy i kłusujemy :DA jak już zsiądę ( na koniec jazdy ) , to zazwyczaj idę odłożyć bata i jadę do domu : D
Jeździłam w trzech różnych stajniach . 1) W sumie jak się przyjeżdżało to dostawało się konia już przyszykowanego ,bo po prostu zanim przyjechałam to chodził pod kimś innym. Stępa było bardzo mało jedno kółko maks chyba ,że dostawało się konia ,który wcześniej nie chodził to dwa kółka. Była bardzo dużo kłusa, potem galop czasami było go dużo ,a czasami mało i zazwyczaj to koń za koniem. Czasami trochę skoków. Jazdy były zabójczo nudne , w sumie to nic oprócz tego co wymieniłam to się nie robiło.2) W drugiej stajni było o niebo lepiej ! Tam też pomagałam.Przychodziło się na jazdę to albo dostawało się konia już przyszykowanego ,albo samemu się czyściło zależnie od tego czy dajesz sobie radę z wyczyszczeniem konia i jego osiodłaniem i ogólnie całym przyszykowaniem go do jazdy. Potem wychodziło się na padok i stepowało ,czasami jechaliśmy stępować na łąkę i potem wracaliśmy i jeździliśmy na padoku dalej. W stępie liczne zmiany kierunku ,koła itp. Potem był kłus w kłusie również zmiany kierunku ,koła ,wolty ,przejścia ,drążki itd.Potem był galop, po kolei każdy galopował np. najpierw jeden koń kilka kółek ,potem drugi koń kilka kółek itd. Potem galop na drugą nogę. Potem jakieś inne urozmaicenia m.in. skoki ,zmiana prowadzącego przez kłus, galop . Czasami jak instruktorka coś wymyśliła t właśnie to robiliśmy ,jakieś serpentyny ,ósemki itd. potem stęp ,rozebrać konia ,trochę wyczyścić go i jak jest ciepło to na myjkę wykąpać konia, albo po prostu tylko umyć nogi i na pastwisko ,albo do boksu. 3) tutaj wygląda w sumie tak samo jak w drugiej stajni ,więc już nie będę opisywać . :)
Ja mam indywidualne lekcje z instruktorem!Więc nie wiem jak wyglądają lekcje w zastępie , ale myślę , że podobnie.No więc tak: Najpierw czyszczę i siodłam konia po skończeniu prowadzę go na ujeżdżalnie.Wsiadam , ustawiam strzemiona na odpowiednią długość i podciągam popręg.Ruszam stępem i tak przez jakieś 5 min.W stępie robię wolty i zmieniam kierunki. Potem jest oczywiście kłus(anglezowany) i wykonujemy różne ćwiczenia: wolty , w kłusie zmiany kierunku przez ujeżdżalnie , pół woltę itp.kłus ćwiczebny(wysiadywany), pół siad , przejazd przez drągi.Chwila stępa no i przychodzi czas na galop.Po galopie znowu stęp.I niestety trzeba zsiadać bo lekcja dobiega końca.Zsiadam , podciągam strzemiona i poluźniam popręg. Zaprowadzam konia do boksu , czyszczę i rozsiodłuję.Żegnam się z konikiem=)
Najpierw wszyscy zbieramy się w siodlarni, gdzie pani przydziela nam konie, potem idziemy je czyścić i siodłać. Przy wsiadaniu podciągamy popręgi, potem robimy kilka minut stępa. Następnie znowu podciągamy popręgi i kłusujemy. Rozgrzewamy konie, w międzyczasie robimy różne ćwiczenia, np. wolty, serpentyny, przejazdy przez drągi itp. Czasami próbujemy zrobić ćwiczenia typu ustępowanie od łydki, jazda z zadem do wewnątrz. Później galopujemy na obie nogi, a potem często skaczemy. Następnie oczywiście stęp na luźnej wodzy i koniec jazdy.
U nas trzeba przyjść na ok. 30 min. przed umówioną jazdą. Instruktorka mówi na jakim koniu będziemy jeździć. Jeśli rumak jest osiodłany (czasem konie chodzą dwie jazdy pod rząd) to mamy wolne te półgodziny. Czasem pomaga się mniej doświadczonym w ubraniu koni. A jeśli konik jest w boksie to bierzemy szczotki, siodło, ogłowie, czaprak i idziemy do boksu (dwa razy mi się zdarzyło, że konikowi na którym jeździłam ktoś podwędził kantar, więc czasem trzeba jeszcze latać i go szukać XD) . Ja zazwyczaj rumaka ogarniam szybko, więc stoję i tłumaczę mu, że ma być na jeździe grzeczny XD. Potem w zależności od pogody idzie się na hale lub na ujeżdżalnie zewnętrzną. Wsiada się na koniki i kilka minut stępuję, zmieniając strony, czasem jakieś wolty, przechodzenie przez drążki dla rozgrzewki. Kłusik i w zależności od charakteru jazdy skoki lub ćwiczenia ujeżdżeniowe. Na koniec często jest kłus wysiadywany. No i stępik. Po rozsiodłaniu jak pogoda pozwala konika się płucze i wypuszcza na pastwisko lub idzie na pobliską łąkę na trawę.
Ja może opowiem jak u mnie wyglądała jazda jak jeszcze prowadziłam szkółkę, której teraz niestety prowadzić nie jestem w stanie, ponieważ naszło obowiązków, przygotowuje się 2 konie i moją córkę do zawodów, liczba koni nam się zmniejszyła i nie ma czasu ani warunków. :( W tamtym roku w sezonie letnim jednak dużo jazd prowadziłam. Przede wszystkich nie chciałam aby jazdy odbywały się w formacie przejechania paręnastu kółek kłusem, później paręnastu galopem i skoczeniu ze dwa razy stacjonaty. Zwykle konie były brane na jazdy po szaleństwach na wybiegu (elementem jazdy było latanie i łapanie koni po np. hektarowym pastwisku :P ) , więc długo stępować nie było trzeba, bo były rozruszane. A jazdy prowadziłam według upodobań jeźdźców. Przy przeciętnej, średnio jeżdżącej grupie, jechaliśmy na początku na spacerek (stęp-kłus) do lasku obok, później wracaliśmy na plac i się braliśmy na poważniej za jazdę, małe skoki przez stacjonaty i inne, ale również inne urozmaicenia typu skakanie przez gałązki, opony, jaskrawe peleryny i inne "straszne" rzeczy, do których trzeba konia przekonać. Pod koniec jazdy tradycyjnie była jakaś zabawa, a to wyścigi rzędów z jajkiem na łyżce, a to berek z dotykaniem po siodle czy jeźdźcu itd. Przy zaawansowanych grupach albo jeździliśmy w tereny na oklep, przy czym zwalczaliśmy to, że po 2 minutach galopu wszyscy wymiękali, albo zostawaliśmy na placu, i jeździli tam i skakali małe przeszkody "na golasa" (w sensie konia - bez siodła, ogłowia, kantaru, cordeo, nic:P) co jest doskonałym ćwiczeniem na łydki, bo nie skręci się za pomocą wodzy. Po jeździe, tak dla rozluźnienia koni też było wiele rozrywek. Jak jeźdźcy chcieli np. woltyżerkę to była woltyżerka, jak chcieli się pobawić w naturala (join up i inne sprawy) to był natural. Jazda nie miała wymiarowego czasu, choć statystycznie było to ok. 60 min nie licząc zabaw rozluźniających na koniec. Tak więc jak byłam cierpliwa i dzielnie organizowałam nawet nietypowe życzenia klientów (raz jazda polegała wyłącznie na pławieniu koni na oklep w pobliskim jeziorze i próbach zagalopowań na płyciźnie czy raz np. ustawialiśmy wodne przeszkody na placu, czyli godzinne kopanie rowów, wykładanie matą i napełnianie wodą, ale zabawy było co nie miara.)Tak więc liczy się zadowolenie z jazdy, nawet jeśli nic konkretnego się z niej nie wyniosło. Czasem narzekacie, ale spróbujcie podrzucić jakiś pomysł swoim instruktorom, może akurat. :)
Ciekawe macie lekcje. U nas jest tak (zależy jaki instruktor, ale jest ogółem podobnie):Szykujemy siodła, bierzemy je na koniowiązy, później wyprowadzamy konie ze stajni i je czyścimy i siodłamy. Jak już osiodłamy i jest czas na jazdę to pani instruktor zaprasza nas na ujeżdżalnię/hale. Wchodzimy, podpinamy popręgi i wsiadamy na konie. Jeździmy w zastępie, więc pani trenerka podaje kolejność koni. Stępujemy, później zakłusowanie. Po kilku kółkach kłusem zatrzymujemy się i podpinamy popręgi no i dalej kłusujemy.Później jeździmy przez kawaletki. Jakoś tak po 30- 40 minutach zaczynamy galopować. Czasami galopy wyglądają tak, że zastęp jedzie stępem, pierwszy koń "goni go galopem", później drugi itp. następnie początkujący stępują, kłusują w środku ujeżdżalni, a galopujący jadą galopem w zastępie lub po prostu wszyscy naraz, chwila stępa, zmiana kierunku i galop. Czasami przejeżdżamy przez drągi w galopie. Później trenerka pozwala nam rozjeździć się po całej ujeżdżalni i możemy jeździć stępem, kłusem i przez kawaletki jak chcemy, tzn. robić wolty, zatrzymania, po prostu jazda po swojemu. Uczy nas to uważania na innych użytkowników ujeżdżalni, mijania się itp. wtedy każdy może się przekonać, że jazda w rozsypce jest trudna, bo trzeba mieć oczy dookoła głowy. Później stępujemy i schodzimy z koni. Oczywiście takie czynności jak rozsiodłanie, rozczyszczenie i odprowadzenie do stajni też należą do osób, które jeździły można też dać smakołyka, konik się ucieszy. ;* :)*Czasami są też skoki, ale na typowe skoki trzeba się umawiać.
Na początku oczywiscie wyczyszczenie, osiadlanie konia itp. Rozstępowanie---> klus <wolty, serpentyny, wydlużanie, skracanie kroku, przejscia klus-stęp-stój> --> później mamy jakies bardziej zaawansowane cwiczenia typu zwroty na przodzie, ustępowanie od lydki z stępa i klusa, cofanie <czasami nie robimy wszytskich lub są jakies kompinacje innych, moja trenerka jest naprawde kreatywana. ;p>---> zaagopowania z klusa; przejscie; wolta ;zagalopowanie, ogolnie troche takich przejsc. potem cwiczymy zaagalopowanie z stępa i nadal przejscia.--> na prawie koniec mamy czas na cieszenie sie ciągłym galopem, ale w jego trakcie stramy sie zmieniac tempo.A pożniej to już tylko stęp na dlugiej wodzy z odpoczynkiem.
(Piszę teraz jak dla takich na moim poziomie mniej więcej) u mnie najpierw stęp, później każdy dociąga popręg i przechodzimy do kłusa, u mnie nie ma takiego czegoś jak jazda w ""zastępie"", każdy jeździ samodzielnie. Najpierw swobodny kłus, jakieś wolty, koła, zmiany kierunku, później wprowadzane są przejścia z kłusa do stój i ze stój do kłusa, później dochodzą drągi,później zazwyczaj jakieś ćwiczenia np. kłus ćwiczebny, w półsiadzie, stanie w strzemionach, lub kłus ćwiczebny bez strzemion. Jakiś czas później wprowadzany jest galop (albo na kole, albo na całej ujeżdżalni). Czasami są również drągi w galopie. Jak ma ktoś skakać na lekcji, to po tym wszystkim najeżdża na początku na pojedyńczy krzyżak z kłusa, jak się skoczy kilka razy, to krzyżak z galopu i później wprowadzane są inne przeszkody oraz większe wysokości przeszkód, czasami są takie mini parkurki z ok. od 3-6 zazwyczaj przeszkód.Po skokach zazwyczaj przechodzimy jeszcze na chwilkę do kłusa i później do stępa na swobodnej wodzy. :D
Najpierw czyszczenie i siodłanie. Wsiadamy, jedziemy na halę/czworobok/ do lasu na rozstępowanie. Już na hali/czworoboku - kłus anglezowany, ćwiczebny, drągi, wolty, serpentyny, zmiany kierunku, przejścia kłus- stęp , stęp - kłus. Po jakichś 20 min chwila galopu, na koniec rozstępowanie na luźnej wodzy bez strzemion :-)
U nas każda lekcja jest inna. Zawsze robimy coś innego, więc nigdy się nie nudzimy :)Początkowo działania są takie same - ściąganie koni z padoków lub boksów, czyszczenie, siodłanie.. Później idziemy na padok, podciągamy popręgi i wsiadamy. Podczas rozstępowania zaczynamy już pracę z koniem. Kręcimy, stajemy, cofamy itp. Później zaczynamy kłusować, jakieś drążki.. Oczywiście z przerwami na stępa. Jeśli są skoki to zaczynamy skakać koperty ze wskazówką z kłusa. Później zagalopowania, drążki, skoki .. Zawsze robimy różne ćwiczenia w zależności od poziomu (ustępowania, lotne zmiany nogi itp.). Na koniec rozstępowanie.