Jestem ciekawa jak zaczeliście jeżdzić konno i byście opowiedzieli swoją pierwsza jazdę i kto was do niej nakłonił. Kto był przeciwny, a kto "płacił" XD? Podobało wam się, czy nie!? Czy gdzybyście mieli zadecydować teraz to poszlibyście jeżdzić, czy znależli inne hobby? A może ktoś was zmusza do jazdy-jednak w to watpie, bo konie to najfajniejsza "rzecz" jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam i z góry dzięki, Kama
Moż enie będe opowiadać pierwszej jazdy i jak to sie zaczęło , bo to dla mnie warzna , cyzli dluga historia ;p. na pierwszą lekcje ja nakłoniłam ;). zawsze ktoś w mojej rodzinie jest przeciwny... ;/ zapłacil tata ;). podobało, podoba i będzie podobać ;) hobby tylko i wyłącznie konie!
o tak to super rzecz i dziekuje tam Górze , że wybrali mi takie hobby ;)
Moją końską pasję przyjęto w domu jak swego rodzaju chorobę która w końcu przejdzie,od dziecka ciągnęło mnie do koni.W końcu w wieku 8 lat zaczęłam jeździć.To było piękne przeżycie ale i bolesne,były upadki ale to nic nie zmieniało nada chciałam kontynuować.Pasja trwa do dzisiaj i nigdy się nie skończy.Dopóki będę mogła mój najlepszy czas będę spędzała na grzbiecie konia.
Ale to fajnie, bo choć cała rodzina Cię namawia do jazdy to jak to kochasz to cię rozumieją. Kupią konia, będą płacić za treningi i szanować ten sport, bo sami go kochają. Skro Montana jazda konna to twoja rodzinna tradycja to masz farta!!! ;)
A mnie namówiła mlodsza kuzynka. Za co baaardzo jej dziekuję ;* ALe nie bylo tak, że od początku dostałam świra na punkcie jazdy... wlasciwie to pasja rozwija się stopniowo, a njacudowniejszym przezyciem byl pierwszy "samodzielny" kłus w zastępie ;) I potem już tak jakoś poleciało... Za jazdy płacę czasem sama, czasem płaca rodzice. Najlepiej bylo gdy udało mi się znalexc pracę w zamian za jazdę, ale to juz niestety minęlo ;(
Ze mną było podobnie. Kiedyś jeżdziłam jak byłam mała, bo byłam z dziadkami na wakacjach. Potem koleżanka zabrała mnie do swojej ciotki co ma stadnine. Byłam w tedy totalnie zielona, więc wsadzili mnie na łatwego konia- mery z resztą też:)
Następnie trenaerka po jeżdzie powiedziała, że Mery jeżdzi lepiej ode mnie i to "przelało czare goryczy" XD. Postanowiłam zacząć jezdzić i robię to od 4 lat. Kocham to i nawet nie tyle wielbię jazdę, o ile kocham przebywanie z nimi i opiekowanie się nimi!!!!!!!
Hej. ja dopiero zaczynam swoją karierę jeździecką.
w sobotę miałam taką prawdziwą jazdę. zaczynałam lekcje od figur na ujeżdżalni kontrolowania koniem i stójki potem nauka kłusa ćwiczebnego z elementami anglezowania.
Najgorzej szła mi stójka i anglezowanie. w ćwiczebnym uciekały mi nogi ze strzemion, zobaczymy jak to będzie na następnej lekcji :)
Nie chcę Cię straszyć, ale anglezowanie w kłusie było jak dotąd jedną z najtrudniejszych rzeczy jakie robiłam, choć było to dawno uczyłam się anglez. 1,5 roku(z przerwami)-nie ma się czym chwalić XD, ale teraz już nie mogę zrozumieć co było w tym takie trudne- skoro poprostu sie podnosisz i opadasz!
szczerze, przez przypadek, zawsze podobało mi sie jak ktoś jeździł, ale mnie osobiście do jazdy nie ciągneło wolałam sie końmi zajmować np czyścić, kiedyś wsiadłam po mojej mamie na konia i koń i ruszył kłusem, spodobało mi sie i maiałam kilka lekcji, potem koń mi sie sołoszył i przestałam jeździć bo sie bałam, a teraz mi już przeszło i miałam już dwie lekcje i teraz KOCHAM TO!!!
mnie do jazdy nikt nie namawiał poszłam z mamą (wtedy trenowala do zawodów) do stajni bo nie miała co ze mną zrobić i instruktorka akurat była wolna to poszłam z nią konika poczyścić i za kilka minut siedziałam na nim na oklep w boksie a potem mama zaczeła zapisywać mnie na jazdy yeraz mamy skokową klacz która aktualnie jest zaźrebiona i czekamy na źrebaczka (mamy nadzieją wkońcu na ogierka( ciągle rodzi klacze))
Ja pracowałam z końmi, jeździłam na lonży, ale co to było... 20 minut raz na tydzień OoPierwsza dłuższą jazdę zapamiętam chyba na całe życie... też na ląży... Zawsze chciałam jeździćMoja koleżanka była u pewnego pana który ma konie, i tam był niby taki chłopak ktory potrafił jeździć, ona tam jeździła spadła itp. następneym razem pojechałysmy już razem, ona wsiadła pierwsza, zaczeła kłusowac i zleciała, no to przyszła kolej na mnie, ja kłusowałam no długo, nie zleciałam,koń stawał prawie dęba, podnosil sie brykał, ale dałam rade... przejechaliśmy do lonżownika,koń kłus, ja zgubiłam strzemiono zleciałam koń stanął dęba zaczął mnie kopać... I tyle... potem zmiana konia, na klacz która wcale nie chciała chodzić... i tyle z ttej jazdy było, nie nauczyłam się nic... Od razu zmieniłyśmy stajnię, w nowej stajni już na pierwszej jexdzie sama kłusowałam itp, bo kłus wyniosłam jeszcze z 20 minutowych jazd na lonży... Teraz śmigam w tereny, kilkakrotnie jechałam cwałem... Stwierdzam,ze zmiana stajni to był dobry wybór... A jazda w obecnej stajni daje mi cudowną atmosferę, genialną współpracę, jeżdżą genialni ludzie, świetny instruktor cudowne konie... :D Kocham jeździectwo i konie:D
Pamiętam, że od zawsze lubiłam konie i z czasem zaczęłam się bardziej interesować jeździectwem (jak mała dziewczynka). Pewnego razu zaczęłam nakłaniać rodziców by mnie zapisali, a pomogła mi w tym babcia. Byłam wtedy w 1 klasie podstawówki (to było w wakacje). No i stało się pojechałam na naukę jazdy, ale niestety później tą stajnię zamknięto, więc szukałam innej i zaczęło się objeżdżanie i próbowanie różnych stajni. Aż teraz po paru latach znalazłam taką, w której jestem już od jakiegoś czasu. Uwielbiam pomagać w stajni i ogółem przebywać z końmi, jeżdżę już dobrze i uwielbiam to!!!!!!! :D
Ja jeżdżę dopiero od września tego roku a to przez mojego największego obecnie wroga (ale w duszy bardzo jej za to dziękuję). Wiecie jak to jest -początek roku szkolnego= 1 nowa osoba w klasie. moja ,,była" najlepsza przyjaciółka zakolegowała się z tą nową osobą i wybrała ją zamiast naszej 7 letniej przyjaźni. Powiedziała że już mnie nie lubi o nie przeklinam i nie pyskuje do nauczycieli. Nagadała na mnie całej klasie jakieś bzdury i już nikt mnie nie lubił, przezywali mnie itd. Pewnego dnia już tego nie wytrzymałam myślałam o tym, żeby pójść na strych i się powiesić. Poszłam. Znalazłam tam starą podkowę. Moje życie znowu nabrało sensu...
To do 1 jazdy nakłonił mnie tata jak miałam 7 lat:D. Na początku się cieszyłam, ale jak zobaczyłam na jakim koniu mam jeździć to się przeraziłam. Koń 1,75cm w kłębie...a ja raptem 1,40cm:D. Potem wrzucili mnie na konia. po jeździe byłam taka szczęśliwa że zostało mi to do dzisiaj :D
Jestem ciekawa jak zaczeliście jeżdzić konno i byście opowiedzieli swoją pierwsza jazdę i kto was do niej nakłonił. Kto był przeciwny, a kto "płacił" XD? Podobało wam się, czy nie!? Czy gdzybyście mieli zadecydować teraz to poszlibyście jeżdzić, czy znależli inne hobby? A może ktoś was zmusza do jazdy-jednak w to watpie, bo konie to najfajniejsza "rzecz" jaka kiedykolwiek mi się przytrafiła!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Pozdrawiam i z góry dzięki, Kama
Moż enie będe opowiadać pierwszej jazdy i jak to sie zaczęło , bo to dla mnie warzna , cyzli dluga historia ;p. na pierwszą lekcje ja nakłoniłam ;). zawsze ktoś w mojej rodzinie jest przeciwny... ;/ zapłacil tata ;). podobało, podoba i będzie podobać ;) hobby tylko i wyłącznie konie! o tak to super rzecz i dziekuje tam Górze , że wybrali mi takie hobby ;)
o troche blędów narobiłam , usp , sorki ;) *ważna *czyli..
Masz racje siostro- konie są zarąbiste
Moją końską pasję przyjęto w domu jak swego rodzaju chorobę która w końcu przejdzie,od dziecka ciągnęło mnie do koni.W końcu w wieku 8 lat zaczęłam jeździć.To było piękne przeżycie ale i bolesne,były upadki ale to nic nie zmieniało nada chciałam kontynuować.Pasja trwa do dzisiaj i nigdy się nie skończy.Dopóki będę mogła mój najlepszy czas będę spędzała na grzbiecie konia.
Ale to fajnie, bo choć cała rodzina Cię namawia do jazdy to jak to kochasz to cię rozumieją. Kupią konia, będą płacić za treningi i szanować ten sport, bo sami go kochają. Skro Montana jazda konna to twoja rodzinna tradycja to masz farta!!! ;)
A mnie namówiła mlodsza kuzynka. Za co baaardzo jej dziekuję ;* ALe nie bylo tak, że od początku dostałam świra na punkcie jazdy... wlasciwie to pasja rozwija się stopniowo, a njacudowniejszym przezyciem byl pierwszy "samodzielny" kłus w zastępie ;) I potem już tak jakoś poleciało... Za jazdy płacę czasem sama, czasem płaca rodzice. Najlepiej bylo gdy udało mi się znalexc pracę w zamian za jazdę, ale to juz niestety minęlo ;(
Ze mną było podobnie. Kiedyś jeżdziłam jak byłam mała, bo byłam z dziadkami na wakacjach. Potem koleżanka zabrała mnie do swojej ciotki co ma stadnine. Byłam w tedy totalnie zielona, więc wsadzili mnie na łatwego konia- mery z resztą też:) Następnie trenaerka po jeżdzie powiedziała, że Mery jeżdzi lepiej ode mnie i to "przelało czare goryczy" XD. Postanowiłam zacząć jezdzić i robię to od 4 lat. Kocham to i nawet nie tyle wielbię jazdę, o ile kocham przebywanie z nimi i opiekowanie się nimi!!!!!!!
Hej. ja dopiero zaczynam swoją karierę jeździecką. w sobotę miałam taką prawdziwą jazdę. zaczynałam lekcje od figur na ujeżdżalni kontrolowania koniem i stójki potem nauka kłusa ćwiczebnego z elementami anglezowania. Najgorzej szła mi stójka i anglezowanie. w ćwiczebnym uciekały mi nogi ze strzemion, zobaczymy jak to będzie na następnej lekcji :)
Nie chcę Cię straszyć, ale anglezowanie w kłusie było jak dotąd jedną z najtrudniejszych rzeczy jakie robiłam, choć było to dawno uczyłam się anglez. 1,5 roku(z przerwami)-nie ma się czym chwalić XD, ale teraz już nie mogę zrozumieć co było w tym takie trudne- skoro poprostu sie podnosisz i opadasz!
Myślę, że ciągle popełniam jakies blędy w klusie (ramiona do tyłu, ręce nie angle.) , ale wazny jest ten rytm , gdzie koniowi jest lżej. :)
szczerze, przez przypadek, zawsze podobało mi sie jak ktoś jeździł, ale mnie osobiście do jazdy nie ciągneło wolałam sie końmi zajmować np czyścić, kiedyś wsiadłam po mojej mamie na konia i koń i ruszył kłusem, spodobało mi sie i maiałam kilka lekcji, potem koń mi sie sołoszył i przestałam jeździć bo sie bałam, a teraz mi już przeszło i miałam już dwie lekcje i teraz KOCHAM TO!!!
mnie do jazdy nikt nie namawiał poszłam z mamą (wtedy trenowala do zawodów) do stajni bo nie miała co ze mną zrobić i instruktorka akurat była wolna to poszłam z nią konika poczyścić i za kilka minut siedziałam na nim na oklep w boksie a potem mama zaczeła zapisywać mnie na jazdy yeraz mamy skokową klacz która aktualnie jest zaźrebiona i czekamy na źrebaczka (mamy nadzieją wkońcu na ogierka( ciągle rodzi klacze))
Ja pracowałam z końmi, jeździłam na lonży, ale co to było... 20 minut raz na tydzień OoPierwsza dłuższą jazdę zapamiętam chyba na całe życie... też na ląży... Zawsze chciałam jeździćMoja koleżanka była u pewnego pana który ma konie, i tam był niby taki chłopak ktory potrafił jeździć, ona tam jeździła spadła itp. następneym razem pojechałysmy już razem, ona wsiadła pierwsza, zaczeła kłusowac i zleciała, no to przyszła kolej na mnie, ja kłusowałam no długo, nie zleciałam,koń stawał prawie dęba, podnosil sie brykał, ale dałam rade... przejechaliśmy do lonżownika,koń kłus, ja zgubiłam strzemiono zleciałam koń stanął dęba zaczął mnie kopać... I tyle... potem zmiana konia, na klacz która wcale nie chciała chodzić... i tyle z ttej jazdy było, nie nauczyłam się nic... Od razu zmieniłyśmy stajnię, w nowej stajni już na pierwszej jexdzie sama kłusowałam itp, bo kłus wyniosłam jeszcze z 20 minutowych jazd na lonży... Teraz śmigam w tereny, kilkakrotnie jechałam cwałem... Stwierdzam,ze zmiana stajni to był dobry wybór... A jazda w obecnej stajni daje mi cudowną atmosferę, genialną współpracę, jeżdżą genialni ludzie, świetny instruktor cudowne konie... :D Kocham jeździectwo i konie:D
Planuję rozpocząć skoki, możecie mi coś na ten temat napisać, jaki był wasz pierwszy raz? itp?D:
Pamiętam, że od zawsze lubiłam konie i z czasem zaczęłam się bardziej interesować jeździectwem (jak mała dziewczynka). Pewnego razu zaczęłam nakłaniać rodziców by mnie zapisali, a pomogła mi w tym babcia. Byłam wtedy w 1 klasie podstawówki (to było w wakacje). No i stało się pojechałam na naukę jazdy, ale niestety później tą stajnię zamknięto, więc szukałam innej i zaczęło się objeżdżanie i próbowanie różnych stajni. Aż teraz po paru latach znalazłam taką, w której jestem już od jakiegoś czasu. Uwielbiam pomagać w stajni i ogółem przebywać z końmi, jeżdżę już dobrze i uwielbiam to!!!!!!! :D
Ja jeżdżę dopiero od września tego roku a to przez mojego największego obecnie wroga (ale w duszy bardzo jej za to dziękuję). Wiecie jak to jest -początek roku szkolnego= 1 nowa osoba w klasie. moja ,,była" najlepsza przyjaciółka zakolegowała się z tą nową osobą i wybrała ją zamiast naszej 7 letniej przyjaźni. Powiedziała że już mnie nie lubi o nie przeklinam i nie pyskuje do nauczycieli. Nagadała na mnie całej klasie jakieś bzdury i już nikt mnie nie lubił, przezywali mnie itd. Pewnego dnia już tego nie wytrzymałam myślałam o tym, żeby pójść na strych i się powiesić. Poszłam. Znalazłam tam starą podkowę. Moje życie znowu nabrało sensu...
EragoN277twoja historia jest niesamowita, na jakim poziomie już jesteś galop? kłus ćwiczebny?
tak mam opanowany już kłus ćwiczebny i nie mam problemów z anglezowaniem, wypadającymi nogami ze strzemion itd. mam zamiar w piątek spróbować galopu
To do 1 jazdy nakłonił mnie tata jak miałam 7 lat:D. Na początku się cieszyłam, ale jak zobaczyłam na jakim koniu mam jeździć to się przeraziłam. Koń 1,75cm w kłębie...a ja raptem 1,40cm:D. Potem wrzucili mnie na konia. po jeździe byłam taka szczęśliwa że zostało mi to do dzisiaj :D