Reklama
  • saphira962011-08-15 18:08:14

    Hej! W tym poście chciałabym zapytać, jakie są wasze największe osiągnięcia związane z końmi. Nie mam tu na myśli tylko wygranych w zawodach, ale także takie zwykłe, codzienne rzeczy jak np. pierwsze zakłusowanie. Ja uważam, że moim największym sukcesem jeśli chodzi o jazdę konną jest nauczenie się galopowania. Strasznie się tego bałam, szczególnie że przy pierwszej próbie klacz, na której jechałam, przewróciła się razem ze mną XD 

  • redakcja 2011-08-15 22:44:20

    Sukcesy mówisz... Hmmm... W tamtym roku na Hubertusie (moje pierwsze zawody ;)) zajęłam w mini "ścieżce huculskiej" 13 miejsce na chyba 19 zawodników. xD Uważam to za sukces, gdyż jeździłam wtedy dopiero 4 miesiące. Następnie, w tegoroczne ferie (moje drugie zawody w życiu), zajęłam 3 miejsce w zawodach obozowych.   Natomiast z tej innej kategorii to myślę, że sukcesem można nazwać to, że galopuję, skaczę... ;-) Raz miałam konia na uwiązie i się przy mnie wytarzał, a to znak, że miał wtedy przy mnie poczucie bezpieczeństwa. Jest moc!! :-D Jak mi się coś jeszcze przypomni to napiszę.

  • pannajoanna 2011-08-15 23:02:12

    I miejsce na zawoach na zawodach w skokach. Amatorskie bo amatorskie ale wygrana cieszyła. Aaaa i ostatnio 2 razy udało nam się zrobić lotną zmianę nogi w galopie !! jestem z nas dumna

  • Agio 2011-08-15 23:28:12

    Moim sukcesem jest oczywiście zdanie brązu do którego przymierzałam się przez pol roku i nie mogłam się zebrać żeby go zdać. A mój największy sukces z innej kategorii to kiedy konik który należał do mnie przez 2 tyg trwania obozu zaczął do mnie przychodzić na pastwisku i chodzić za mną jak na sznurku i to bez żadnej wcześniejszej pracy z ziemi i bez smakołyków . Niby mała rzecz ale strasznie się z tego ciesze ;))

  • Reklama
  • redakcja 2011-08-16 10:32:25

    Moim największym sukcesem było to , że dość trudny koń ( 3 letni wałach ) się mnie słuchał .Może nie robił wszystkiego co mu każę , ale jeszcze nie jest dobrze ujeżdżony , a słucha się mnie bardziej niż swojego właściciela ( i to po zaledwie 2 lekcjach , każda po godzinie ! ) A oprócz tego może ..... hmmm.... pierwsza jazda w teren ( byłam na niej po jakiś 6 miesiącach )Co prawda od tamtego czasu nie byłam w terenie , bo nie było czasu .

  • redakcja 2011-08-16 12:18:16

    głównie,że siedzę i nie spadam . !kilka małych przeszkódek,ale to na tyle.

  • zuzu 2011-08-16 12:54:52

    Ja się cieszę, że zdałam brązową odznakę jeździecką. A skakałam od 4 mieięcy, wcześniej tylko rekreacja.Oprócz tego, to 2 miejsce na zawodach ozbozowych (ujeżdżenie program P-4 zmodyfikowany(taki jak na srebro) + skoki klasa LL).  Ale i tak za największy swój sukces uważam przygotowanie czterolatki, po długiej przerwie, do pracy w szkółce. Początki były trudne (stawanie dęba, dziki galop do stajni), potem praca nad zgięciem, elastycznością. Obecnie klacz skakała pode mną oksera 80cm. i zbiera się w stępie i kłusie. Galop muszę jeszcze dopracować. Ważne jest też dla mnie, że zaczęła akceptowac człowieka, przestała kopać i gryźć i na jeździe nie boi się latających na płocie plandek reklamowych xD A wczoraj niestety w orzaku ślubnym spadłam z niej... Wysiedziałam 4 dęby z barankami a na 5 spadłam ;D Ale to dlatego, że nigdy nie była wśród tylu ludzi, poubieranych na kolorowo i machających bukietami. Nie miała jak uciec, bo było ciasno, więc stawała dęba. A jak spadłam to pognała galopem jak najdalej a ja ją goniłam xD

  • Jaselle 2011-08-16 17:17:39

    Zdany brąz! :D

  • Reklama
  • nostalgiaa 2011-08-16 17:34:02

    największym to na pewno zdanie brązu. ;]a nie szykowałam się długo bo program przejechałam jakieś 5-7 razy.parkur też nie ćwiczyłam tego nowego tylko stary.więc jestem z siebie zadowolona.a ponadto to chyba te wszystkie udane skoki. wyższe, niższe, ale cieszę się także z upadków, bo bez nich nie nauczyłabym się dobrze jeździć. ;p

  • Dorota 2011-08-16 17:34:37

    chyba tylko 1 udana próba zagalopowania :(

  • redakcja 2011-08-17 15:02:08

    pierwsze zakłusowanie cwiczebnym

  • Hippika 2011-08-17 18:21:31

    To jak dla mnie to pozbieranie takiego kucyka, z którym kilka dni wcześniej praktycznie sobie nie radziłam i nie miałam nad nią kontroli. Pierwszy w życiu ciąg. To uważam jak najbardziej za największy sukces. Może nie był idealny, ale jak na pierwszy raz to mi się podobało xD Przejechanie programu P/N na 61,400% niby niezbyt dużo, ale zawsze. Ogólnie nie ma się czym chwalić... Wy tu w większości po egazminie na brąz... ja go zdam za 28 lat... bo po 45 roku życia nie trzeba skakać xD 

  • Reklama
  • redakcja 2011-08-17 22:49:52

    Za największy mój sukces obecnie uważam pracę nad moją klaczą. Po miesiącu codziennej pracy z nią można spokojnie na niej jeździć na ujeżdżalni i ćwiczyć zebrania w kłusie, w galopie itp. - wcześniej ta klacz nie lubiła ogrodzonych terenów i za nic nie dało się na niej jeździć bo odmawiała współpracy, a idealna to ona była tylko w terenie.Mogę też teraz spokojnie na niej jechać w ruchu ulicznym, bo odczuliłam jej strach nawet na autostradę (przechodzimy zawsze pod autostradą, a ona bała się tych dudniących hałasów jak ognia), na mijający nas kombajn itp. i spokojnie potrafi przejść na drugą stronę ulicy tylko wtedy gdy ja dam jej znak.W lesie jest czujna ale spokojna, co też na początku trzeba było pilnować, by nie zwiała gdzieś z powodu ludzi czy saren. Teraz nie robi na niej nic wrażenia.No i na pastwisku podchodzi do mnie zawsze i wita się przyjaźnie, stoi przy mnie długo nawet jak nic przy niej nie robię i widać, że nawet znosi moje towarzystwo ;)) A to jest najważniejsze - wdzięczność zwierzęcia i jego poczucie bezpieczeństwa przy mnie i każda chwila spędzona razem.Wiem, że jeszcze sporo pracy przed nami i nie wiem co może jeszcze nas czekać i w czym znajdzie się jakiś problem.. Jedno wiem, że wspólnie damy sobie ze wszystkim radę i to też będzie sukces - nasz wspólny sukces ;)

  • superhorsepl 2011-08-18 12:23:55

    Moim największym sukcesem jest koń o imieniu Sambor. Konik 4 letni czystej krwi foulblut. Jest to jedyny koń, z którego jestem bardzo dumny. Może nie jest to w sumie mój sukces lecz jego, ale po części i mój. Dlaczego ? Bo zdobyłem jego 100 % zaufanie, aczkolwiek wielką ciężką pracą. Oczywiście nie chodzi o zaufanie, czyli oswojenie go z ziemi, lecz zaufanie z grzbietu. A mianowicie. Gdy pierwszy raz na niego wsiadłem bał się dosłownie wszystkiego. Jak udało mi się go wprowadzić do jednej malutkiej kałuży to był już wielki sukces, a do drugiej identycznej która była obok, nawet troszkę mniejszej, za nic w świecie nie chciał wejść. Jak jechałem na nim w teren za właścicielką tych że koni, to jechaliśmy przez taką wielką i szeroką kałużę (zresztą o tym upadku już gdzieś opowiadałem), ja myślałem że koń za koniem pójdzie, ale nic z tego on sobie odskoczył na skrawek suchego, gdzie się doskonale wpasował koło drzewka, a ja się nie wpasowałem i w ten sposób wpadłem do kałuży. Sambor zapewne był wówczas bardzo dumny z siebie i miał wielką bekę. Ale on był uparty i ja byłem uparty, z tym że ja nieco bardziej :D. Z racji że z reguły sami jeździliśmy w tereny to mieliśmy sporo czasu na pracę bo nikt nas nie gonił, i spędzałem na nim min 4 do 6 godzin dziennie. Tzn w niedzielę miał dzień wolny, więc terenik na 2 godzinki. Zaraz się pojawią pewnie teksty typu, że takiego młodego konia tak grzałem i męczyłem. Wręcz przeciwnie, jeśli na początku robiliśmy 5 km w 4 godziny to chyba nie znaczy że koń był zgrzany :D. Zresztą przyjeżdżał z reguły suchy, czasami jak się zestresował to wracał spocony. Kontynuując. Konik bał się również psów, jak pies jeszcze podbiegał, nawet taki najmniejszy, taki maluśki to on od razu skakał w lewo, prawo, byle uciec, a jak jechaliśmy galopem takim leciutkim, mały piesek podbiegł od strony zadu i piskliwym głosem szczeknął, to koń takiego spida dostał jakby na jakiś sterydach był.Wiele różnych jaj mi odwalał na szosie, gdzie schodziliśmy takim zboczem nad dunajec, wiele jaj mi odwalał wchodząc do dunajca, przechodzić pod mostem gdzie były tory kolejowe też nie chciał, już nie wspominając o przejściu pod zakopianką.Jaki był efekt codziennej pracy przez okres 1 do 1,5 miesiąca ? Nie jeździłem na koniu któremu mógłbym bardziej zaufać. Do kałuży wchodził we wszystkich chodach niezależnie jak głęboka i jak wielka była, wcześniej bał się ruchu ulicznego, a po jakiś 3 tygodniach w lesie ścigaliśmy się z kładami, niestety one były szybsze ;/. Piesek podbiegł i zaczął szczekać ? Konik schylił głowę, spojrzał na niego jak na kretyna i stał spokojnie, duże psy też mu nie robiły.Przeprawa przez dunajec ? Czysta przyjemność, nawet polubił pluskanie się w wodzie ;d i to dosłownie. Jak raz jechałem z nim na oklep, mój pierwszy oklep na Samborze, przejeżdżamy przez dunajec, a ten nagle kopytem zaczął tak walić o wodę że cały byłem mokry ;d (bardzo orzeźwiające to było), ale z czego byłem najbardziej dumny ? Nawet nie byłem aż tak dumny z momentu gdy przechodził pod mostem a na nim jechał akurat pociąg. A mianowicie z tego, że przechodzimy pod zakopianką, po lewej stronie stał traktor z zapalonymi światłami i włączonym silnikiem, po prawej stronie stał wielki wóz drabiniasty z gałęziami zwisającymi z niego, u góry jeździły samochody, między innymi również tiry i autobusy, a mało tego, za traktorem stali sobie ludzie którzy piłą spalinową cieli gałęzie (bo idioci nie mogli przestać - bo i po co ;/), a Sambor nie znał jeszcze piły spalinowej. Ja już się zastanawiałem co on odwali, co zrobi, na co się szykować, zatrzymaliśmy się, Sambor spojrzał w jedną stronę, w drugą stronę, dałem mu lekko łydkę i takim troszkę niepewnym krokiem, ale przeszedł przez całość. Wtedy to ja myślałem że aż podskoczę z radości, ale szkoda mi było jego kręgosłupa. Byłem z niego bardzo dumny no i wynagrodziłem go w domku przysmakiem :).Nie wiem czy znajdzie się jeszcze jakiś koń z którego będę tak dumny ;/.Bo mieć konia co tak ufa, a nawet jeszcze bardziej ufa, od źrebaka i go szkolić to jest pikuś, ale ten koń się bał, a już troszkę lat miał, moim zdaniem takiego konia trudniej się szkoli.

  • 2011-08-27 13:24:48

    Ja sukcesów chyba żadnych nie mam. Mogę powiedzieć tyle, ze mów największy sukces to wejście na konia i zejście z niego bez niczyjej pomocy. A i jeszcze - poznanie kłusu. Ale nie mogę napisać  tu, że nim jeżdżę. ;D

  • koniga 2011-08-27 13:59:20

    Heh , do moich sukcesów zalicza się nauka galopem oraz nie spadnięcie z konia kiedy stanął ze mną dęba(ogier)



Reklama
Reklama