Witam,Będąc w obecnej sytuacji finansowej mogę sobie pozwolić na tylko jedną godzinę jazdy konnej w tygodniu (czasem nawet co dwa tygodnie). Już się do tego przyzwyczaiłam, ale teraz sprawa wygląda inaczej, bowiem miałam przerwę 7 miesięczną (też z powodów finansowych) i teraz zaczynam praktycznie od nowa, choć wprawdzie nie jeżdżę na lonży, ale mam problem np. z galopem w pełnym siadzie. Czy będę w stanie nauczyć się czegoś jeżdżąc ten raz w tygodniu? Trochę się martwię, gdyż nie wiem czy będę szła do przodu z nauką. A może znacie jakieś sposoby jak po prostu częściej jeździć gdy nie pozwalają na to pieniądze? Mam jeszcze takie dwa pytania które już trochę odbiegają od tematu, ale nie chcę bez sensu zakładać kolejny wątek. Jak poradzić sobie ze zbyt wysokim anglezowaniem? I z galopem w pełnym siadzie? Co do tego ostatniego, to przed moją przerwą wychodziło mi to już bardzo dobrze, w ogóle się nie obijałam. A teraz obijam się i do tego nawet ledwo radzę sobie z kłusem ćwiczebnym. Znacie jakieś sposoby czy ćwiczenia?
Tak więc pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale jeżdżąc raz w tygodniu można się czegoś nauczyć, ba nawet szybciej od niektórych jeżdżących po 2 razy w tygodniu.Jest parę warunków do spełnienia aby były postępy przy jeździe raz w tygodniu:1. Systematyczne jazdy.2. Pełna koncentracja w czasie lekcji.3. Dobry instruktor. 4. To też może przez wielu nie doceniane: Czytanie SPRAWDZONYCH informacji o jeździectwie.Ja jestem takim przykładem. Jeżdżę raz w tygodniu pięć miesięcy i umiem robić wiele rzeczy: koła w kłusie i galopie, odstępowanie od łydki, miałam jeż skoki, przekątne, proste, drągi itp.
Ja zaczęłam jeździć w wakacje- miałam wtedy 9 lekcji, za rok pojechałam na obóz- miałam około 10 lekcji, na następne wakacje pojechałam na obóz- miałam 14 lekcji. Teraz jeżdżę raz na miesiąc bo się nie wyrabiam częściej. I z lekcji na lekcje jest co raz lepiej. Będziesz się uczyć wolniej ale ze względu na większe odstępy czasu. Ja np. teraz codziennie jeżdżę 6 km rowerem. Na rowerze działają podobne partie mięśni co na koniu. Mięśnie są wtedy w ciągłej pracy. I nigdy mi się nie zdarzyło mieć zakwasów nawet to bardzo intensywnej lekcji :)
To, ze robisz kolo w klusie i galopie naprawde o niczym nie swiadczy. Jeszcze nie spotkalam osoby, ktora po 5 mies jazdy raz w tyg miala tak zrownazony dosiad, aby np odpowiednio wygiac konia na kole. chyba ze masz na mysli kolo- na ryj i jezdziemy. Tak samo z reszta elementow.
orzechlaskowy dlaczego huculkowata nie potrafi wygiąć konia w łuk twoim zdaniem?? Jest to możliwe nawet po 3 lekcji jeśli trzymamy się w siodle i nie trzeba jeździć na lonży. Jeśli instruktor pokazał jej jak należy mieć nogi jest to banalnie proste.
To jest proste? I wystarczy, że ktoś pokaże, jak trzymać nogi? Lepiej nie pisać takich rzeczy, jeśli się nie wie, o jakie wygięcie chodzi. Nie o wygięcie samej szyi czy zwinięcie całego konia w kulkę, tylko prawidłowe wygięcie całego ciała z kręgosłupem ułożonym zgodnie z wycinkiem koła, po którym jedziemy. Tego się nie umie po trzech lekcjach. Nie ma opcji. Nie chodzi tylko o nogi, które i tak nie są ustawione prawidłowo bez względu na to, ile razy ktoś coś pokazywał. Cały jeździec nie jest jeszcze w stanie kontrolować siebie, a co dopiero konia. Po trzech lekcjach nie pozwoliłabym nikomu wziąć wodzy do rąk, bo za bardzo szanuję szkółkowe konie, a co dopiero mówić o kierowaniu. Mój ostatnio ulubiony cytat z Beethovena:"Musi pan jeszcze długo grać na fortepianie, zanim pan zauważy, że nic nie umie." Bez urazy.
Wiem o co chodzi, ale niestety muszę przyznać Ci rację, bo każdy kto tu wejdzie i przeczyta mój wpis, będzie mnie hejtował. Niestety tak to już jest na tym forum.
Nie rozumiem tych ekscytacji moim wpisem. Jeżeli uważacie że czegoś nie potrafię, o czym napisałam, to proszę uwagi o tym przysłać do mnie, a nie robić ze mnie nieumiejętnego jeźdźca (oczywiście na swoim poziomie jazdy konnej).Zredagowałam tak swój wpis, ponieważ naczytałam się wiele wpisów na tym forum, że jeśli jeździ się raz w tygodniu to się nic nie uczy.
Witaj.Wiem z własnego doświadczenia co to znaczy kochać konie, uczynić z nich niemalże cały sens życia i nie móc jeździć. Sama już nie jeżdżę z tych samych względów co Ty. Niestety jeździectwo jest bardzo drogim hobby/sportem i nie ma co ukrywać nie każdego na nie stać. Z tego co się orientuję to jeśli masz w pobliżu swojego miejsca zamieszkania szkółkę albo stadninę to jest możliwość skorzystania z tzw. pracy za jazdę konną. Przychodzisz do stajni, sprzątasz boksy, czyścisz konie, wyprowadzasz je na wybieg, czyścisz sprzęt etc. i za to w ramach zapłaty za pracę możesz pojeździć konno. Tak kiedyś się działo np. w Zbrosławicach wiele, wiele lat temu. Nie wiem jak jest teraz. Jest wiele przypadków (nawet na galopuję) osób, które w ten sposób, za wszelką cenę chciały być blisko koni. Może to jest rozwiązanie dla Ciebie? Osobiście ostatnio jeździłam w małej, rodzinnej szkółce, gdzie konie były całym światem. Jazda trwała co prawda godzinę, ale ja tam spędzałam min. 5 godzin. Bardzo ważne jest też spędzanie czasu z końmi. Ważne jest poznać ich język. Konie są płochliwe i trzeba nauczyć się, które sytuacje są dla nich stresujące. Samo przebywanie w stajni, głaskanie po chrapach - uwierz na prawdę dużo daje.Może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że jazda konna, bycie w siodle i galopowanie po polach jest kwintesencją więzi łączącą konia i człowieka. Gdyby człowiek nie rozumiał konia, nie siodłał go, nie czyścił go, nie był z nim w stajnie, nie zrozumiał jego charakteru to i z jazdy nie wiele by wyszło. To też mówię z doświadczenia.Jeśli chodzi o Ciebie to uważam, że jeśli kochasz konie to każda okazja spędzenia z nimi nawet odrobiny czasu w tygodniu będzie budująca. Może nie osiągniesz tak szybko takich rezultatów jak ludzie jeżdżący po 3 razy w tygodniu, ale każdy kontakt z koniem jest przeżyciem. Wiele się tutaj pisze, że aby nauczyć się jazdy trzeba przebywać, przebywać i jeszcze raz przebywać z końmi i to jest racja. Koń jest żywym stworzeniem i tak samo jak z drugim człowiekiem, kiedy nawiązujesz z nim jakieś relacje starasz się go poznać tak samo jest z końmi. Przede wszystkim NIE REZYGNUJ nawet z tych pojedynczych wizyt w stajni. Ja w pewnym momencie sobie opuściłam i teraz tego żałuję. Życzę wytrwałości
Też tak jeżdżę. Czasami udaje się ze 2 razy w tygodniu. Oczywiście nauka jest wtedy troszkę wolniejsza, ale ciesz się, bo niektórzy wsiadają na konia tylko dwa tygodnie w roku, w wakacje.Na jazdy możesz dorabiać sobie pomocą w stajni (czyszczenie, siodłanie, padokowanie, sprzątanie itp.). Niestety nie we wszystkich stajniach jest to możliwe. U nas tak trochę, nie zawsze.No i najważniejsze: przyjeżdżaj do stajni jak najczęściej, nawet, gdy nie masz jazdy! Szczęśliwi Ci, którzy mieszkają blisko stajni! Gdyby nie to, że mieszkam kilkanaście kilometrów dalej i to, że rodzinka samej mnie nie puści, byłabym w stajni codziennie... Ty korzystaj! Jeśli jesteś w odpowiednim wieku, by jeździć sama, to... Z takich wizyt bardzo dużo skorzystasz, a stajnia zobaczy, że Ci zależy i może łatwiej da się namówić na różne rzeczy... Dużo się nauczysz, poznasz lepiej konie, pracę z nimi. Po jazdach też zostawaj kilka godzin. Im dłużej, tym lepiej :)Powodzenia i Końskich WAKACJI!!!
Też tak jeżdżę. Czasami udaje się ze 2 razy w tygodniu. Oczywiście nauka jest wtedy troszkę wolniejsza, ale ciesz się, bo niektórzy wsiadają na konia tylko dwa tygodnie w roku, w wakacje.Na jazdy możesz dorabiać sobie pomocą w stajni (czyszczenie, siodłanie, padokowanie, sprzątanie itp.). Niestety nie we wszystkich stajniach jest to możliwe. U nas tak trochę, nie zawsze.No i najważniejsze: przyjeżdżaj do stajni jak najczęściej, nawet, gdy nie masz jazdy! Szczęśliwi Ci, którzy mieszkają blisko stajni! Gdyby nie to, że mieszkam kilkanaście kilometrów dalej i to, że rodzinka samej mnie nie puści, byłabym w stajni codziennie... Ty korzystaj! Jeśli jesteś w odpowiednim wieku, by jeździć sama, to... Z takich wizyt bardzo dużo skorzystasz, a stajnia zobaczy, że Ci zależy i może łatwiej da się namówić na różne rzeczy... Dużo się nauczysz, poznasz lepiej konie, pracę z nimi. Po jazdach też zostawaj kilka godzin. Im dłużej, tym lepiej :)Powodzenia i Końskich WAKACJI!!!
Jeździectwo jest tańsze niż papierosy. Dlatego zrezygnowałem z palenia, odłożyłem trochę grosza i zaczynam. Jeżeli ktoś musi licxyć na rodziców, to jest dobry przykład. Zamiast papierosy kupować, niech wam dadzą na jazdy.
Ja już prawie dwa lata jeżdżę raz w tygodniu i wcale tego nie rzałuję. Co prawda uczę się wolniej ale cały czas robię postępy. Jazdę mam raz w tygodniu ale w stajni jestem częściej bo liczy się każdy kontakt z końmi. Mam także taki problem jak ty że nie mam pieniędzy na jazdy i dlatego przychodzę do stajni przyważnie w piątek po lekcjach żeby pomóc na stajni przy koniach a w zamian za to w niedzielę instruktor przeprowadza mi lekcję.Życzę ci powodzenia i jak najczęstszych kontaktów z końmi nie tylko na jazdach ale równierz przebywania z nimi na stajni. :)
Ja jeżdżę od wakacji. Jeździłam pół roku w beznadziejnej stajni, właściciel nie dbał o dobro koni, zależało mu tylko na kasie, wredne instruktorki, brak warunków (za małe boksy, brak światła w stajni i wiele wiele innych). Jeździłam tam pół roku i przez ten cały czas jeździłam na lonży, w kłusie anglezowanym i ćwiczebnym. Cały czas robiłam to samo, nic nowego + wysłuchiwałam narzekań instruktorki. Prawie po każdej lekcji wracałam z płaczem. Jeździłam raz w tygodniu. Od marca chodzę do innej szkółki, również raz w tygodniu. I przez dwa miesiące nauczyłam się o wiele więcej niż w poprzedniej stajni. Jeżdżę raz w tygodniu, a robię duże postępy i już w następny piątek będę galopować! Instruktorki są bardzo miłe, super warunki, fajne konie, dopasowany sprzęt, szybka nauka. Jeżdżę raz w tygodniu, nie ćwiczę w domu i nie jestem rozciągnięta, a mimo to robię duże zauważalne postępy. Jazda raz w tygodniu daje efekty tylko trzeba być w dobrej stajni. Jak masz niezłego instruktora to jeżdżąc raz w tygodniu będziesz robiła postępy :) Ja też nie mam możliwości finansowych na jazdę 2 razy albo więcej ale postępy robię i ty na pewno też będziesz! Pozdrawiam!
Ja jeżdżę raz w tygodniu od 10 miesięcy i umiem dość dużo nauczyłam się przechodić przez drągi, kłusować i galopować w pełnym siadzie, kontrolować dużego konia w galopie, jeździć kontrgalopem, prowadzić zastęp i zmieniać kierunek w wszystkich chodach.
Witam,Będąc w obecnej sytuacji finansowej mogę sobie pozwolić na tylko jedną godzinę jazdy konnej w tygodniu (czasem nawet co dwa tygodnie). Już się do tego przyzwyczaiłam, ale teraz sprawa wygląda inaczej, bowiem miałam przerwę 7 miesięczną (też z powodów finansowych) i teraz zaczynam praktycznie od nowa, choć wprawdzie nie jeżdżę na lonży, ale mam problem np. z galopem w pełnym siadzie. Czy będę w stanie nauczyć się czegoś jeżdżąc ten raz w tygodniu? Trochę się martwię, gdyż nie wiem czy będę szła do przodu z nauką. A może znacie jakieś sposoby jak po prostu częściej jeździć gdy nie pozwalają na to pieniądze? Mam jeszcze takie dwa pytania które już trochę odbiegają od tematu, ale nie chcę bez sensu zakładać kolejny wątek. Jak poradzić sobie ze zbyt wysokim anglezowaniem? I z galopem w pełnym siadzie? Co do tego ostatniego, to przed moją przerwą wychodziło mi to już bardzo dobrze, w ogóle się nie obijałam. A teraz obijam się i do tego nawet ledwo radzę sobie z kłusem ćwiczebnym. Znacie jakieś sposoby czy ćwiczenia?
Tak więc pewnie wiele osób się ze mną nie zgodzi, ale jeżdżąc raz w tygodniu można się czegoś nauczyć, ba nawet szybciej od niektórych jeżdżących po 2 razy w tygodniu.Jest parę warunków do spełnienia aby były postępy przy jeździe raz w tygodniu:1. Systematyczne jazdy.2. Pełna koncentracja w czasie lekcji.3. Dobry instruktor. 4. To też może przez wielu nie doceniane: Czytanie SPRAWDZONYCH informacji o jeździectwie.Ja jestem takim przykładem. Jeżdżę raz w tygodniu pięć miesięcy i umiem robić wiele rzeczy: koła w kłusie i galopie, odstępowanie od łydki, miałam jeż skoki, przekątne, proste, drągi itp.
Ja zaczęłam jeździć w wakacje- miałam wtedy 9 lekcji, za rok pojechałam na obóz- miałam około 10 lekcji, na następne wakacje pojechałam na obóz- miałam 14 lekcji. Teraz jeżdżę raz na miesiąc bo się nie wyrabiam częściej. I z lekcji na lekcje jest co raz lepiej. Będziesz się uczyć wolniej ale ze względu na większe odstępy czasu. Ja np. teraz codziennie jeżdżę 6 km rowerem. Na rowerze działają podobne partie mięśni co na koniu. Mięśnie są wtedy w ciągłej pracy. I nigdy mi się nie zdarzyło mieć zakwasów nawet to bardzo intensywnej lekcji :)
To, ze robisz kolo w klusie i galopie naprawde o niczym nie swiadczy. Jeszcze nie spotkalam osoby, ktora po 5 mies jazdy raz w tyg miala tak zrownazony dosiad, aby np odpowiednio wygiac konia na kole. chyba ze masz na mysli kolo- na ryj i jezdziemy. Tak samo z reszta elementow.
bylo to oczywiscie do @huculkowata
orzechlaskowy dlaczego huculkowata nie potrafi wygiąć konia w łuk twoim zdaniem?? Jest to możliwe nawet po 3 lekcji jeśli trzymamy się w siodle i nie trzeba jeździć na lonży. Jeśli instruktor pokazał jej jak należy mieć nogi jest to banalnie proste.
To jest proste? I wystarczy, że ktoś pokaże, jak trzymać nogi? Lepiej nie pisać takich rzeczy, jeśli się nie wie, o jakie wygięcie chodzi. Nie o wygięcie samej szyi czy zwinięcie całego konia w kulkę, tylko prawidłowe wygięcie całego ciała z kręgosłupem ułożonym zgodnie z wycinkiem koła, po którym jedziemy. Tego się nie umie po trzech lekcjach. Nie ma opcji. Nie chodzi tylko o nogi, które i tak nie są ustawione prawidłowo bez względu na to, ile razy ktoś coś pokazywał. Cały jeździec nie jest jeszcze w stanie kontrolować siebie, a co dopiero konia. Po trzech lekcjach nie pozwoliłabym nikomu wziąć wodzy do rąk, bo za bardzo szanuję szkółkowe konie, a co dopiero mówić o kierowaniu. Mój ostatnio ulubiony cytat z Beethovena:"Musi pan jeszcze długo grać na fortepianie, zanim pan zauważy, że nic nie umie." Bez urazy.
Wiem o co chodzi, ale niestety muszę przyznać Ci rację, bo każdy kto tu wejdzie i przeczyta mój wpis, będzie mnie hejtował. Niestety tak to już jest na tym forum.
Nie rozumiem tych ekscytacji moim wpisem. Jeżeli uważacie że czegoś nie potrafię, o czym napisałam, to proszę uwagi o tym przysłać do mnie, a nie robić ze mnie nieumiejętnego jeźdźca (oczywiście na swoim poziomie jazdy konnej).Zredagowałam tak swój wpis, ponieważ naczytałam się wiele wpisów na tym forum, że jeśli jeździ się raz w tygodniu to się nic nie uczy.
Witaj.Wiem z własnego doświadczenia co to znaczy kochać konie, uczynić z nich niemalże cały sens życia i nie móc jeździć. Sama już nie jeżdżę z tych samych względów co Ty. Niestety jeździectwo jest bardzo drogim hobby/sportem i nie ma co ukrywać nie każdego na nie stać. Z tego co się orientuję to jeśli masz w pobliżu swojego miejsca zamieszkania szkółkę albo stadninę to jest możliwość skorzystania z tzw. pracy za jazdę konną. Przychodzisz do stajni, sprzątasz boksy, czyścisz konie, wyprowadzasz je na wybieg, czyścisz sprzęt etc. i za to w ramach zapłaty za pracę możesz pojeździć konno. Tak kiedyś się działo np. w Zbrosławicach wiele, wiele lat temu. Nie wiem jak jest teraz. Jest wiele przypadków (nawet na galopuję) osób, które w ten sposób, za wszelką cenę chciały być blisko koni. Może to jest rozwiązanie dla Ciebie? Osobiście ostatnio jeździłam w małej, rodzinnej szkółce, gdzie konie były całym światem. Jazda trwała co prawda godzinę, ale ja tam spędzałam min. 5 godzin. Bardzo ważne jest też spędzanie czasu z końmi. Ważne jest poznać ich język. Konie są płochliwe i trzeba nauczyć się, które sytuacje są dla nich stresujące. Samo przebywanie w stajni, głaskanie po chrapach - uwierz na prawdę dużo daje.Może ktoś się ze mną nie zgodzi, ale uważam, że jazda konna, bycie w siodle i galopowanie po polach jest kwintesencją więzi łączącą konia i człowieka. Gdyby człowiek nie rozumiał konia, nie siodłał go, nie czyścił go, nie był z nim w stajnie, nie zrozumiał jego charakteru to i z jazdy nie wiele by wyszło. To też mówię z doświadczenia.Jeśli chodzi o Ciebie to uważam, że jeśli kochasz konie to każda okazja spędzenia z nimi nawet odrobiny czasu w tygodniu będzie budująca. Może nie osiągniesz tak szybko takich rezultatów jak ludzie jeżdżący po 3 razy w tygodniu, ale każdy kontakt z koniem jest przeżyciem. Wiele się tutaj pisze, że aby nauczyć się jazdy trzeba przebywać, przebywać i jeszcze raz przebywać z końmi i to jest racja. Koń jest żywym stworzeniem i tak samo jak z drugim człowiekiem, kiedy nawiązujesz z nim jakieś relacje starasz się go poznać tak samo jest z końmi. Przede wszystkim NIE REZYGNUJ nawet z tych pojedynczych wizyt w stajni. Ja w pewnym momencie sobie opuściłam i teraz tego żałuję. Życzę wytrwałości
Też tak jeżdżę. Czasami udaje się ze 2 razy w tygodniu. Oczywiście nauka jest wtedy troszkę wolniejsza, ale ciesz się, bo niektórzy wsiadają na konia tylko dwa tygodnie w roku, w wakacje.Na jazdy możesz dorabiać sobie pomocą w stajni (czyszczenie, siodłanie, padokowanie, sprzątanie itp.). Niestety nie we wszystkich stajniach jest to możliwe. U nas tak trochę, nie zawsze.No i najważniejsze: przyjeżdżaj do stajni jak najczęściej, nawet, gdy nie masz jazdy! Szczęśliwi Ci, którzy mieszkają blisko stajni! Gdyby nie to, że mieszkam kilkanaście kilometrów dalej i to, że rodzinka samej mnie nie puści, byłabym w stajni codziennie... Ty korzystaj! Jeśli jesteś w odpowiednim wieku, by jeździć sama, to... Z takich wizyt bardzo dużo skorzystasz, a stajnia zobaczy, że Ci zależy i może łatwiej da się namówić na różne rzeczy... Dużo się nauczysz, poznasz lepiej konie, pracę z nimi. Po jazdach też zostawaj kilka godzin. Im dłużej, tym lepiej :)Powodzenia i Końskich WAKACJI!!!
Też tak jeżdżę. Czasami udaje się ze 2 razy w tygodniu. Oczywiście nauka jest wtedy troszkę wolniejsza, ale ciesz się, bo niektórzy wsiadają na konia tylko dwa tygodnie w roku, w wakacje.Na jazdy możesz dorabiać sobie pomocą w stajni (czyszczenie, siodłanie, padokowanie, sprzątanie itp.). Niestety nie we wszystkich stajniach jest to możliwe. U nas tak trochę, nie zawsze.No i najważniejsze: przyjeżdżaj do stajni jak najczęściej, nawet, gdy nie masz jazdy! Szczęśliwi Ci, którzy mieszkają blisko stajni! Gdyby nie to, że mieszkam kilkanaście kilometrów dalej i to, że rodzinka samej mnie nie puści, byłabym w stajni codziennie... Ty korzystaj! Jeśli jesteś w odpowiednim wieku, by jeździć sama, to... Z takich wizyt bardzo dużo skorzystasz, a stajnia zobaczy, że Ci zależy i może łatwiej da się namówić na różne rzeczy... Dużo się nauczysz, poznasz lepiej konie, pracę z nimi. Po jazdach też zostawaj kilka godzin. Im dłużej, tym lepiej :)Powodzenia i Końskich WAKACJI!!!
ja też tak jezdze i pani co lekcje mowi ze jest lepiej
Jeździectwo jest tańsze niż papierosy. Dlatego zrezygnowałem z palenia, odłożyłem trochę grosza i zaczynam. Jeżeli ktoś musi licxyć na rodziców, to jest dobry przykład. Zamiast papierosy kupować, niech wam dadzą na jazdy.
ja jeżdżę co tydzień i na ostatniej lekcji miałąm galop
MASAKRA !
Ja już prawie dwa lata jeżdżę raz w tygodniu i wcale tego nie rzałuję. Co prawda uczę się wolniej ale cały czas robię postępy. Jazdę mam raz w tygodniu ale w stajni jestem częściej bo liczy się każdy kontakt z końmi. Mam także taki problem jak ty że nie mam pieniędzy na jazdy i dlatego przychodzę do stajni przyważnie w piątek po lekcjach żeby pomóc na stajni przy koniach a w zamian za to w niedzielę instruktor przeprowadza mi lekcję.Życzę ci powodzenia i jak najczęstszych kontaktów z końmi nie tylko na jazdach ale równierz przebywania z nimi na stajni. :)
Ja jeżdżę od wakacji. Jeździłam pół roku w beznadziejnej stajni, właściciel nie dbał o dobro koni, zależało mu tylko na kasie, wredne instruktorki, brak warunków (za małe boksy, brak światła w stajni i wiele wiele innych). Jeździłam tam pół roku i przez ten cały czas jeździłam na lonży, w kłusie anglezowanym i ćwiczebnym. Cały czas robiłam to samo, nic nowego + wysłuchiwałam narzekań instruktorki. Prawie po każdej lekcji wracałam z płaczem. Jeździłam raz w tygodniu. Od marca chodzę do innej szkółki, również raz w tygodniu. I przez dwa miesiące nauczyłam się o wiele więcej niż w poprzedniej stajni. Jeżdżę raz w tygodniu, a robię duże postępy i już w następny piątek będę galopować! Instruktorki są bardzo miłe, super warunki, fajne konie, dopasowany sprzęt, szybka nauka. Jeżdżę raz w tygodniu, nie ćwiczę w domu i nie jestem rozciągnięta, a mimo to robię duże zauważalne postępy. Jazda raz w tygodniu daje efekty tylko trzeba być w dobrej stajni. Jak masz niezłego instruktora to jeżdżąc raz w tygodniu będziesz robiła postępy :) Ja też nie mam możliwości finansowych na jazdę 2 razy albo więcej ale postępy robię i ty na pewno też będziesz! Pozdrawiam!
Ja jeżdżę raz w tygodniu od 10 miesięcy i umiem dość dużo nauczyłam się przechodić przez drągi, kłusować i galopować w pełnym siadzie, kontrolować dużego konia w galopie, jeździć kontrgalopem, prowadzić zastęp i zmieniać kierunek w wszystkich chodach.