Na forum jestem zupełnie nowa, jestem ciekawa Waszych opinii na temat kupna własnego konia,wiem, że były już podobne wątki, jednak nie identyczne bo wszystkie, które udało mi się odkopać dotyczyły wątpliwości "kupić własnego konia czy nie kupić?", nękających młode osoby i odpowiedzi tez były w ten sam deseń, czyli, że to duża odpowiedzialność itd ;-)moja sytuacja jest trochę nietypowa:mam 37 lat (to nie pomyłka, nie 17 ;-)zaczęłam jeździć 2 lata temu i wsiąkłam dokumentnie ....wiem co to obowiązki - kariera zrobiona , dzieci podchowane (12, 7 i 6 lat), ponadto na stanie 2 gończe polskie ;-), ciąż i studiów zagranicznych nie przewiduję ;-)no i na to wszystko wzięło mnie na kupno własnego konia :-Dgryzę się z tematem, jak to w podobnych przypadkach bywa, od dłuższego czasu ....ZA :1. jeżdząc na koniach szkółkowych czuję, że coś mi umyka, nie wiem dokładnie o jaki procent przyjemności z jazdy chodzi ale czuję, że brak mi takiego poczucia, że tworzę z tym koniem zespół, że mamy do siebie wzajemne zaufanie i takie tam ;-)2. jeśli nie teraz to kiedy ? nie jestem już w takim wieku, żeby można mi było tłumaczyć "trenuj cierpliwie, jeszcze przyjdzie właściwy czas na kupno własnego konia" ;-)3. mam własną firmę, jestem dyspozycyjna i tak jeźdzę konno, przy każdej pogodzie, o każdej porze roku 2-4 godzin tygodniowo, to o wiele więcej niż wielu znanych mi właścicieli własnych rumaków :-/4. najstarszy syn, póki co sie garnie do jazdy i zaczyna, więc moglibyśmy kupić konia rodzinnego, nie wiadomo na jak długo mu zapału starczy , dlatego ten argument podaje na samym końcu,PRZECIW :1. za mało miała baba kłopotów, to se konia kupiła ;-)2. a jak nie trafię na odpowiedniego ?3. a jak zbankrutuję lub się rozchoruję ?4. a jak się koniowi coś stanie i trzeba będzie podjąć decyzję : opłacać pensjonat koniowi z trzema nogami przez następne 10 lat :-0 czy uśpić (opcji z rzeźnią i sprzedaniem chorego konia nie wiadomo komu, nie biorę w ogóle pod uwagę)5, 6 i 7 w tym podobnym klimacie :-(dodajcie mi wiary w siebie i zachęćcie lub wylejcie kubeł zimnej wody na głowę :-)voila !
dwa lata temu byłam dokładnie w takiej samej sytuacji - 37 lat, 2 dzieciaków, praca, stabilizacja finansowa i pomysł na własnego konia - ja kupiłam, i uwież że jestem przeszczęśliwa, mam swoje cudo, które jest dla mnie jak 3 dziecko i spędzam z nim cały wolny czas, który jest dla mnie oderwaniem się od wszystkiego, oczywiście to wielki obowiązek, ale jak znajdziesz zaufaną stajnię to dasz radę, doradzam tylko kupno konia znanego a nie z allegro. Mi udało się wyprosić sprzedaż konia przez znajomego, którego znałam i wiedziałam co kupuję, a po roku dla synka kupiłam drugiego (też od kolegi) i teraz mamy dwa koniki. Pamiętaj jednak, że koszty są niemałe i oprócz pensjonatu to - dodatkowa pasza, szczepienia, kowal, sprzęt (to mój ulubiony wydatek), no i jakiś zapasik odłożony na weta (w razie awarii). Masz rację twierdząc, że z własnym koniem więź jest zupełnie inna, wspólne przejażdżki, spacery, kąpanie, wyjazdy na rajdy i to, że wiesz czego po nim się spodziewać. Polecam i w razie potrzeby służę radą. Ja wprawdzie jeżdżę od 20 lat i ukończyłam hodowlę koni i mam instruktora, ale jestem pewna, że ty też dasz radę, bo przecież w naszym przypadku to nie fanaberia nastolatki, ale przemyślana decyzja. :)
Jesteś dorosłą, dojrzałą osobą, która zapewne zdążyła się nauczyć odpowiedzialności, więc o ile nie ma przeciwwskazań finansowych i czasowych, można zacząć myśleć o własnym koniu. Bardzo ważne jest jednak, żeby nie wierzyć bezgranicznie we własne możliwości i nie osiąść na laurach, zwłaszcza, że 2 lata jazdy to naprawdę niewiele. Jeśli będziesz chciała się stale rozwijać, słuchała osób mądrzejszych w tych kwestiach od siebie, pogłębiała wiedzę, to myślę, że powinno być dobrze. Jeśli już będziesz posiadała własnego konia, nadal korzystaj z pomocy instruktora, przynajmniej konsultacyjnie i utrzymuj kontakty z innymi właścicielami czterokopytnych. Dobrze, że masz wątpliwości i nie podejmujesz takich decyzji pochopnie, jak robi to niestety wiele, nawet dorosłych osób. Przed kupnem pierwszego konia fajnym rozwiązaniem jest dzierżawa, która pozwoli ci zobaczyć na czym to wszystko polega. Przy kupnie obowiązkowo zasięgnij opinii osoby znającej się na rzeczy, obejrzyj konia, wsiądź nawet kilka razy i dokładnie zbadaj (oczywiście to wszystko dodatkowo kosztuje, ale naprawdę warto). Dobrze przemyśl też wybór pensjonatu. Biorąc pod uwagę twoje małe doświadczenie, zdecydowanie powinien być to koń od którego ty będziesz mogła się uczyć, a więc w żadnym wypadku nie decyduj się na jakiegoś znarowionego młodziaka, tylko dlatego, że ma takie ładne i smutne oczka. Pamiętaj, że zawsze trzeba mieć odłożoną niemałą kwotę, tak na wszelki wypadek, bo koń to studnia bez dna która pochłania dwa razy więcej pieniędzy niż się każdemu wydaje.
Dzięki za opinie :-)jeśli chodzi o stronę finansową, to wszystko o czym piszecie już wkalkulowałam :-) oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, np. światowego kryzysu gospodarczego czy krachu na giełdzie ....jeśli chodzi o czas, to na pewno nie będę w stanie przyjeżdżać do konia codziennie, ale co drugi dzień - jest szansa, że się uda :-)na pewno nie kupię kona na allegro - jestem bizneswomen ;-DDD kota w worku i konia na allegro nie kupuję ;-), koleżanka poleciła mi hodowcę, od którego sama ma konia i ręczy za jego uczciwość , jeździłam już na koniu, którego ma ten hodowca na sprzedaż (Zorkana) kilka razy i stwierdzam, że na pewno potrafi więcej ode mnie ;-) , jest zrównoważony i spokojny, miękko nosi i jest uważny,zdaję sobie sprawę z tego, że niewiele umiem, ciągle uważam się za osobę początkującą , ale myślę sobie, że ... jeździłam przez te 2 lata na kilkunastu koniach, chciałabym dalsze szlify zdobywać na własnym :-)
Myślę, że warto spróbować. Tylko nie spoczywaj potem na laurach, bo zauważyłam, że często nowy właściciel konia po pół roku uważa, że pozjadał wszystkie rozumy, choć ledwo siedzi np. w galopie... Korzystaj z doświadczenia instruktorów, trenerów, bardziej doświadczonych i mądrych jeźdźców i... powodzenia! :)
sporo osób uważa, że nie ma sensu kupować własnego konia, dopóki nie nauczę się dobrze jeździć, a żeby nauczyć się dobrze jeździć podobno trzeba jeździć na różnych koniach ....jak to jest ?myślę sobie, że jeśli ktoś chce np. osiągać jakieś wyniki sportowe, zakłada starty na różnych koniach to rzeczywiście niecelowa byłaby nauka tylko na jednym,ale ja zakładam tylko i wyłącznie rekreację, oczywiście taką rekreację, że z roku na rok moje umiejętności będą większe i porozumienie z koniem doskonalsze ,czy to źle, że chcę jeździć na jednym koniu, moim, problem może się pojawić kiedy np. za 10 lat mój koń zejdzie ostatecznie a ja będę miała problem, żeby wsiąść na innego konia .... :-(ale przecież przez te 10 najbliższych lat moge od czasu do czasu przejechac się tez na innym koniu :-)
Zorkana, generalnie osobom początkującym służy jazda na różnych koniach, ponieważ dzięki temu uczysz się rozluźnienia i stabilności na koniach o różnych chodach i różnych temperamentach. Jednak posiadanie konia nie musi tego eliminować, poza tym nie każdemu musi zależeć na tym, żeby jeździć na każdym treningu na innym koniu. Nie ma sensu robić czegoś na siłę, jeśli uważasz, że dobrze będzie Ci się pracowało z jednym, własnym koniem, to też jest uzasadnione i to też przyniesie korzyści, choć innego rodzaju. Co do Twoich obaw, że po latach będzie Ci trudno wsiąść na innego konia, to nie przesadzałabym :). Oczywiście będziesz czuła różnicę, ale stopniowo się przestawisz i jeśli do tej pory poprawisz w znacznym stopniu jakość swojej pracy z własnym koniem to i z innymi powinnaś się dogadać bez większego problemu.
zauważyłam, że bardzo się przywiązuję do konia i jeśli zdarza się, że jeżdżę przez miesiąc na jednym a potem przychodzę na jazdę i okazuje się , że na tym "moim" będzie jeździć ktoś inny to niefajnie się z tym czuję :-/ zdecydowanie nie jest mi to obojętne, na jakim jeżdżę, budzę się w nocy z takim lękiem przed odpowiedzialnością i co to będzie ;-) prawie jakbym była w czwartej ciąży ;-Dpozdrawiam :-)
No to przywiązywanie się do koni nie zawsze jest dobre, ze mnie też się kiedyś śmieli, że ja to bym każdego konia do siebie wzięła, na którym jeżdżę ;), no ale trzeba myśleć logicznie. Posiadanie swojego konia to świetna sprawa, samo przebywanie z nim jest już niesamowitą radochą, ale najważniejsze to świadomość odpowiedzialności finansowej za własnego konia. Cała reszta to kwestia czasu i treningu :).
czy konia można ubezpieczyć na wypadek padnięcia lub choroby (od kosztów leczenia) ? jaka orientacyjnie jest wysokość rocznej składki i czy standardowo jest dużo wyłączeń ?wszyscy mnie tak straszą tymi kosztami ... ;-)
http://www.mgzgama.pl/konie1 - to jest jedna z firm zajmujących się takimi ubezpieczeniami. Dokładnie w temacie obeznana nie jestem, ale możliwość jest, musisz tylko popytać gdzie będzie korzystniej i czy faktycznie jest to opłacalne.
u mnie koszty utrzymania jednego konia to około 10 tys. zł, ale na szczęście przez dwa lata jak narazie ominęły mnie poważne interwencje weterynaryjne (oprócz ogólnych badań - robię je raz w roku - kontrolnie i jednego wirusa), myślę że jak będziesz go regularnie odrobaczać, szczepić i werkować oraz dożucisz mu do standardowego wyżywienia w pensjonacie jakąś lepszą paszę i dodatek mineralno-witaminowy to dasz radę, starszą Cię kosztami bo prawda jest taka, że jak będzie poważniejszy uraz lub choroba to leczenie idzie w tys. zł, i trzeba mieć tego świadomość (ale nie wszystkie konie to czeka i nikt tego nie przewidzi)
powodzenia
w stajni, w której chciałabym trzymać konia miesięczny koszt pensjonatu waha się miedzy 450,- zł a 550,- zł, w zależności od położenia boksu (czy w mniejszej, trochę ciemniejszej, starszej stajni, czy w nowej, bardziej reprezentacyjnej),do tego doliczam:- 70 zł za werkowanie co 2 miesiące (koń nie jest podkuwany, ale wiadomo, że może zajść kiedys taka potrzeba, na razie nie ma)- 2 x do roku odrobaczanie - łącznie ok. 100 zł,- szczepienie - około 100 zł,wiadomo, że w razie choroby koszty mogą być porażające , ale z drugiej strony, moja koleżanka za leczenie bernardyna (miał nowotwór kości) zapłaciła ok. 4 tys. a pies niestety i tak zdechł :-(ubezpieczenie jest kuszące, szczególnie od śmierci konia oraz kosztów leczenia ale to jednak wychodzi ok. 1000 zł na rok !, na dwoje babka wróżyła , może się zwrócić, może się nie zwrócić, najbardziej się boję , że potem ubezpieczyciel będzie próbował wyłączyć odpowiedzialność zasłaniając się np. tym, że koń stał w niewłaściwych warunkach - to pojęcie względne, podobnie jak należyta opieka czy dołożenie należytej staranności itp. nie znam nikogo kto by ubezpieczał konia, ale to chyba temat na osobny wątek ;-)obecnie jeżdżę na koniach szkółkowych i to jest koszt 30 zł x 12 do 15 jazd w miesiącu, czyli jakby w mordę strzelił wychodzi 360 - 450 zł za miesiąc !, oczywiście nie płacę tego z góry i w czasie wyjazdu wakacyjnego czy w czasie choroby po prostu mam mniejsze wydatki .... a gdy będę miała własnego konia, to czy będę chora czy zdrowa czy wypadnie mi coś nagłego czy nie, wydatki będą regularne :-/ale miałabym własnego konia, do jeżdżenia i głaskania i nie będzie mi się serce krajało jak na konia, na którym jeżdżę cały miesiąc i który zaczyna chodzić jak w zegarku, nagle wsiada osoba, która szarpie za wodze albo przykłada batem zupełnie bez potrzeby :-(
acha, i jeszcze te witaminy i odżywki ! nie mam pojęcia ile to kosztuje :-0czy każdy koń, nawet jeśli nie chodzi w sporcie, powinien dostawać suplementy ?szczerze powiem, że od 10 lat mam psy - gończe polskie i nigdy im żadnych suplementów nie dawałam , zwykła zbilansowana dieta i tyle , są w świetnej kondycji :-) idealnej do tego, żeby nauczyć się biegać przy galopującym koniu ;-)
Ja znam ludzi, którzy ubezpieczają konia, postaram się podpytać i dam Ci znać na priv jak to u nich wygląda :).Co do suplementów to zależy od podejścia, niektórzy trzymając konia jedynie w celach rekreacyjnych dodają do paszy suplementy i na pewno to koniom nie szkodzi, wręcz przeciwnie, ale prawdą jest, że przy "tradycyjnych" metodach żywienia, dostarczając koniowi wszelkich niezbędnych składników również istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że jakieś choróbsko ot tak się przyczepi, z powodu braku suplementów.
Absolutnie nie. Suplementy i dodatki są dla tych koni, którym czegoś brakuje i wpływa to znacząco na ich zdrowie i normalne funkcjonowanie, czyli przykładowo słabe kopyta, nadpobudliwość, czy problemy ze skórą i sierścią. Nie ma najmniejszego sensu podawanie suplementów na zaś, jeśli z koniem jest wszystko ok, tym bardziej, że ich nadmiar, lub złe dobranie mogą tylko zaszkodzić. Wiele koni żadnych suplementów na oczy nie widziało i mają się całkiem dobrze. Moim zdaniem ważniejsze jest zapewnienie koniowi codziennego ruchu, dostępu do świeżej trawy, zadbanie o dobrą jakość siana i paszy, a witaminy zawsze można podać w postaci jabłek, marchewek itp. Często organizm konia sam, w naturalny sposób potrafi poradzić sobie ze swoimi niedoskonałościami i nabywaniem odporności. Są oczywiście sytuacje kiedy tak nie jest, wtedy najlepiej zasięgnąć rady specjalisty, który pomoże opracować odpowiednią dietę.
czyli uważacie, że konikowi wystarczy siano, słoma i owies - zimą, a dodatkowo pastwisko w sezonie (tylko czy konie w tej stajni mają padoki czy zielone, dobrze utrzymane pastwiska), ja mam konia AQH, ktoremu owies podaję w minimalnej ilości (dostaje specjalną zbilansowaną paszę) wiec witamin i suplementów mu nie podaję ale w zimie workiz marchewką wożę a w lecie ma piękną trawę
tam, gdzie chciałabym trzymać konia pastwisko jest niewielkie, raczej zadeptane więc konie dostają po prostu zielonkę latem a zimą siano, dodatkowo owies, marchew a w sezonie jabłka z sadu znajdującego się na terenie stajni ,czy to Twoim zdaniem za mało ? trzeba jeszcze dawać suplementy, np. zimą ? nie jest to problem, widziałam w decathlonie jakieś preparaty witaminowe za ok. 100 zł, tylko nie sprawdzałam na jak długo to wystarczy :-/czytałam na jakimś forum, że suplementy dla konia to wydatek rzędu 200 zł miesięcznie :-0 ale to chyba dla sportowego a nie takiego do rekreacji ?
a jeszcze pytanie o badanie konia przed zakupem :czy weterynarz jest niezbędny, nawet jeśli hodowca jest pewny - raczej tak, bo przecież nawet uczciwy właściciel może nie wiedzieć o jakiejś chorobie konia, która jest dopiero w początkowym stadium,ogóle badanie weterynaryjne czy rentgen nóg również ?ile to kosztuje ?
ja z dechatlonu to raczej był Ci nie proponowała, są dostępne dodatki witaminowo- mineralne dla koni w wiaderkach (sklep internetowy) lub można kupić dodatkowo 2 worki paszy na miesiąc jako uzupełnienie owsa, wydatek nie jest straszny - ok. 100 zł miesięcznie dodatkowo, odnośnie badania - ja płacę za ogólne badanie z badaniem krwi i kału ok. 100 zł i to polecam, natomiast rentgen wydaje mi się zbyteczny (kosztuje ok. 200 zł za nogę)
ceny weterynarzy są przeróżne, ja mam szczęście bo moim wetem jest moja koleżanka więc mnie nie kroi, ale wiem że w innych stajniach za to samo badanie cena była nawet o kilkaset zł większa
Weterynarz jest jednak konieczny. Nawet sam hodowca może nie wiedzieć, ze koniowi coś jest. Jeśli nawet koń ma kosztować 3000, warto zbadać, bo czy drogi, czy tani, tak samo może zachorować i tak samo koszty ewentualnego leczenia mogą znacznie przebić koszty badania. Ceny są różne, zależy od weta i od tego, jak sobie liczy za dojazd. Nawet jeśli stawki wydadzą się duże, naprawdę warto wydać teraz na badanie niż potem klika razy tyle na leczenie i, w najgorszym wypadku, utrzymanie chorego konia przez resztę jego życia, kiedy nie będzie nadawał się zupełnie nawet do lekkiej jazdy albo wręcz będzie miał trudności w poruszaniu się. Nie trzeba też wołać weta do każdego oglądanego konia. Czasami na pierwszy rzut oka ktoś znający się może stwierdzić, że np. koń ma straszną wadę postawy i nie ma sensu badać, bo po prostu na pewno go nie kupicie. Warto najpierw zrobić wstępną selekcję ofert, pojeździć kilka razy, potem wybrać jednego, dwa konie, co do których nie masz zastrzeżeń i tylko czekasz na potwierdzenie zdrowia i do nich dopiero wołać weterynarza. Ja bym rentgen zrobiła. I jeśli masz możliwość, nie zamawiaj od razu pakietu kilkudziesięciu zdjęć, tylko np. najpierw jedna tylna noga, oglądacie i jeśli już w niej widać coś niedobrego, to nie robicie więcej zdjęć za więcej kasy, tylko dziękujecie. Nie zawsze się tak da, ale warto zapytać.
ojej .... nabrałam jednak wątpliwości, nie ze względu na konieczność badania przez weta ;-) tylko ogólnie - czy jest sens mieć własnego konia jeśli będę z nim spędzać 3-5 godzin tygodniowo ? :-/nie ma się co oszukiwać, praca, dom, a do stajni trzeba dojechać, do dzieci trzeba opiekę zorganizować albo jeździć kosztem czasu przeznaczonego na pracę ..... więcej niż te 3-5 godzin tygodniowo to nie wyłuskam :-(może rzeczywiście wydzierżawić jakiegoś na próbę i zobaczyć czy taki układ będzie mnie satysfakcjonował a koniowi służył ?albo wstrzymać się aż dzieci będą na tyle duże , że zostaną same w domu (najmłodsze ma 6 lat, więc parę latek to jeszcze potrwa .....) i będą wolały spędzać czas w towarzystwie kolegów niż mamusi ;-) wtedy będę na pewno bardziej dyspozycyjna ....głowa mi pęka :-(
większe dzieci mogłabym tez zabierać z sobą do stajni, gdyby były zainteresowane, i jeździć sobie w czasie gdy one np. czyściły jakiegoś konia lub miały lekcje jazdy, a takich chrząszczy 6 i 7 lat to przecież nie zabiorę z sobą i nie zostawię w stajni bez opieki :-(wymagająca to pasja ...... bardzo zaborcza ;-)
Konia raczej i tak z dnia na dzień nie znajdziesz bo wiadomo, że odszukanie tego jedynego zabiera trochę czasu :P. Przeglądaj oferty, dzwoń, pytaj, oglądaj. A w międzyczasie póki nie będziesz mieć nic konkretnego na oku spróbuj jakiegoś konia wydzierżawić. To będzie taka próba, czy podołasz i czy faktycznie taki układ będzie miał dla Ciebie sens.
Zorkana, skoro sama dostrzegasz wątpliwości i nie jesteś pewna, czy ta opcja, jaką możesz zaoferować sobie i potencjalnemu własnemu koniowi Cię usatysfakcjonuje to zdecydowanie warto najpierw zainteresować się opcją dzierżawy, lub ewentualnie współdzierżawy. Koni do kupna nagle nie zabraknie, jeśli troszkę się wstrzymasz ;) a przynajmniej będziesz miała sto procent pewności, że decyzja została przemyślana.
Właśnie, dzierżawa to bardzo dobry pomysł, bo wie się już prawie, jak to jest mieć własnego konia i co się z tym wiąże, a jednocześnie ciągle można się wycofać, jeśli okaże się, że jednak lepiej jeszcze poczekać. Współdzierżawa byłaby jeszcze lepszym wyjściem. Wtedy, mając konia np. na dwie osoby, masz go właściwie na wyłączność przez określony czas (np. trzy dni w tygodniu), a jednocześnie koszty są mniejsze. Czasami nawet właściciel daje swojego konia w półdzierżawę, bo np. nie ma dla niego akurat wystarczająco czasu albo jest w stanie przeboleć, że ktoś jeździ na jego koniu, bo potrzebuje pieniędzy na utrzymanie. Może nawet da się namówić na trochę porad :) Jeśli on będzie wszystko kupował, zamawiał weterynarza i kowala, Ty będziesz mogła przyjechać, popatrzeć, jak to wygląda, żeby kiedyś sobie bez stresu poradzić z własnym koniem. Nie ma obawy, że coś się zrobi źle i koń ucierpi, a można zobaczyć wszystko z bliska. Trzeba tylko podpisać rozsądną umowę. Przez ten czas można też odkładać pieniądze na własnego konia, kupić szczotki, kantar, potem może jakiś czaprak- rzeczy, które na pewno się przydadzą i nie ma opcji, żeby nie pasowały, a jeśli nawet, to można je będzie tanio wymienić. W ten sposób uniknie się wydawania grubych tysięcy na raz na konia, transport i wyposażenie. Do kupienia zostanie tylko sprzęt, który musi pasować na konkretnego konia- siodło, może ogłowie, derka.
wszystko ładnie pięknie tylko jakoś brak ogłoszeń o oddaniu konia w dzierżawę w mojej okolicy :-(jak się popytałam to też ludzie kręcą nosami :-/usłyszałam, że dzierżawa konia generuje problemy w razie np. kontuzji konia w czasie użytkowania przez dzierżawcę , nawet jeśli koszty leczenia ma on ponosić to co ze zmniejszoną wartością konia ? problem powstaje, jeśli koń w wyniku tej kontuzji nie będzie się nadawał już do jazdy albo będzie inwalidą .... problemy są też na tle opieki nad koniem i ... podobno cała masa innych, dlatego ludzie nie palą się, żeby oddawać swoje konie w dzierżawę ....usłyszałam nawet "dzierżawa ?!?! może da się coś znaleźć ale raczej wybrakowanego ... "no i klops....
No tak, odpowiedzialność za kontuzje itd to drażliwa sprawa. Trzeba ją na pewno uwzględniać w umowie, bo może być słabo. Często właściciele po prostu boją się, że koniowi coś się stanie. Może pomyśl, poczekaj? Może niedługo coś się pojawi? Może masz już jakiś znajomych z koniem albo prywatną stajnię gdzieś blisko? Można spróbować pogadać z właścicielami, czy nie przyda się im czasami ktoś do pomocy. Nie znam stajni, gdzie jeździsz, ale może warto zapytać, czy nie potrzeba np. kogoś do potrzymania koni przy weterynarzu, czy mogłabyś zostać po jeździe i pomóc karmić konie, sprowadzić z pastwiska, wyczyścić? Zwłaszcza jeśli instruktor jest jednocześnie stajennym, może się zgodzić. Zdarzają się w stajniach "dziewczyny do pomocy", z reguły nielubiane przez pensjonariuszy (piszczą, chodzą wszędzie i czasami, niestety, mówią trochę więcej niż wiedzą), podziwiane przez resztę towarzystwa. Zawsze wiedzą, że koń nie idzie na jazdę, bo same mu ocierały katarek z noska, wiedzą, którędy się wchodzi na strych po siano i z dumną miną robią wcierkę na cudne nogi najładniejszego konia w stajni. Czasami są bardziej rozsądne, czasami niestety mniej, zależy od stajni. Zwykle są w okolicach liceum, ale jedna Królowa Matka też się może nada :) Zwłaszcza, że Ciebie chyba wszyscy powinni traktować poważnie. Te sposoby działają, jeśli już ludzie Cię znają i wiedzą, że nawet jeśli do czegoś by Cię trzeba przyuczyć, to nie jesteś już całkiem obcą osobą i można Ci coś do wykonania powierzyć. Warto pogadać, może się zgodzą, może nie, to zależy od stajni, ale zawsze trzeba próbować. Najważniejsze i najtrudniejsze do zdobycia przy własnym koniu jest chyba to obycie z codziennymi sprawami, bo jeździć to się człowiek nauczy w szkółce.
Królowa Matka to mi się podoba :-Dja i tak jestem jedną z trzech osób, które tam najczęściej bywają ;-) podawałam już pastę na odrobaczenie i trzymałam konie przy szczepieniu,a tą stajnię cenię właśnie za profesjonalizm i to, że nie występują tam te zarozumiałe licealistki ;-) - jedyne takie znane mi miejsce :-) tam jest po prostu cisza i spokój,właściciele pensjonatu co do zasady nie oddają swoich koni w dzierżawę - za dużo mieli złych doświadczeń a ja za bardzo ich szanuję , żeby "wymuszać" na nich jakieś wyjątki od reguły, pytałam tez kiedyś prywatnych właścicieli, którzy mają więcej niż jednego rumaka i ... klops .....
No to pierwszy krok już zrobiony! Można zawsze zasugerować, że Ty chętnie, może coś się znajdzie do zrobienia chociaż od czasu do czasu, a to zawsze coś!
Zorkana, a czy patrzyłaś na stadniny.pl? Bo jeśli dobrze skojarzyłam, że jesteś z okolic Poznania to powinnaś tam coś znaleźć. Nawet jeśli nie bezpośrednio dzierżawa, to tak jak pisała Honneona, sama pomoc w stajni, dopytywanie o wszystko, to już jest poszerzanie wiedzy i zasobu umiejętności :)
Na forum jestem zupełnie nowa, jestem ciekawa Waszych opinii na temat kupna własnego konia,wiem, że były już podobne wątki, jednak nie identyczne bo wszystkie, które udało mi się odkopać dotyczyły wątpliwości "kupić własnego konia czy nie kupić?", nękających młode osoby i odpowiedzi tez były w ten sam deseń, czyli, że to duża odpowiedzialność itd ;-)moja sytuacja jest trochę nietypowa:mam 37 lat (to nie pomyłka, nie 17 ;-)zaczęłam jeździć 2 lata temu i wsiąkłam dokumentnie ....wiem co to obowiązki - kariera zrobiona , dzieci podchowane (12, 7 i 6 lat), ponadto na stanie 2 gończe polskie ;-), ciąż i studiów zagranicznych nie przewiduję ;-)no i na to wszystko wzięło mnie na kupno własnego konia :-Dgryzę się z tematem, jak to w podobnych przypadkach bywa, od dłuższego czasu ....ZA :1. jeżdząc na koniach szkółkowych czuję, że coś mi umyka, nie wiem dokładnie o jaki procent przyjemności z jazdy chodzi ale czuję, że brak mi takiego poczucia, że tworzę z tym koniem zespół, że mamy do siebie wzajemne zaufanie i takie tam ;-)2. jeśli nie teraz to kiedy ? nie jestem już w takim wieku, żeby można mi było tłumaczyć "trenuj cierpliwie, jeszcze przyjdzie właściwy czas na kupno własnego konia" ;-)3. mam własną firmę, jestem dyspozycyjna i tak jeźdzę konno, przy każdej pogodzie, o każdej porze roku 2-4 godzin tygodniowo, to o wiele więcej niż wielu znanych mi właścicieli własnych rumaków :-/4. najstarszy syn, póki co sie garnie do jazdy i zaczyna, więc moglibyśmy kupić konia rodzinnego, nie wiadomo na jak długo mu zapału starczy , dlatego ten argument podaje na samym końcu,PRZECIW :1. za mało miała baba kłopotów, to se konia kupiła ;-)2. a jak nie trafię na odpowiedniego ?3. a jak zbankrutuję lub się rozchoruję ?4. a jak się koniowi coś stanie i trzeba będzie podjąć decyzję : opłacać pensjonat koniowi z trzema nogami przez następne 10 lat :-0 czy uśpić (opcji z rzeźnią i sprzedaniem chorego konia nie wiadomo komu, nie biorę w ogóle pod uwagę)5, 6 i 7 w tym podobnym klimacie :-(dodajcie mi wiary w siebie i zachęćcie lub wylejcie kubeł zimnej wody na głowę :-)voila !
dwa lata temu byłam dokładnie w takiej samej sytuacji - 37 lat, 2 dzieciaków, praca, stabilizacja finansowa i pomysł na własnego konia - ja kupiłam, i uwież że jestem przeszczęśliwa, mam swoje cudo, które jest dla mnie jak 3 dziecko i spędzam z nim cały wolny czas, który jest dla mnie oderwaniem się od wszystkiego, oczywiście to wielki obowiązek, ale jak znajdziesz zaufaną stajnię to dasz radę, doradzam tylko kupno konia znanego a nie z allegro. Mi udało się wyprosić sprzedaż konia przez znajomego, którego znałam i wiedziałam co kupuję, a po roku dla synka kupiłam drugiego (też od kolegi) i teraz mamy dwa koniki. Pamiętaj jednak, że koszty są niemałe i oprócz pensjonatu to - dodatkowa pasza, szczepienia, kowal, sprzęt (to mój ulubiony wydatek), no i jakiś zapasik odłożony na weta (w razie awarii). Masz rację twierdząc, że z własnym koniem więź jest zupełnie inna, wspólne przejażdżki, spacery, kąpanie, wyjazdy na rajdy i to, że wiesz czego po nim się spodziewać. Polecam i w razie potrzeby służę radą. Ja wprawdzie jeżdżę od 20 lat i ukończyłam hodowlę koni i mam instruktora, ale jestem pewna, że ty też dasz radę, bo przecież w naszym przypadku to nie fanaberia nastolatki, ale przemyślana decyzja. :)
Jesteś dorosłą, dojrzałą osobą, która zapewne zdążyła się nauczyć odpowiedzialności, więc o ile nie ma przeciwwskazań finansowych i czasowych, można zacząć myśleć o własnym koniu. Bardzo ważne jest jednak, żeby nie wierzyć bezgranicznie we własne możliwości i nie osiąść na laurach, zwłaszcza, że 2 lata jazdy to naprawdę niewiele. Jeśli będziesz chciała się stale rozwijać, słuchała osób mądrzejszych w tych kwestiach od siebie, pogłębiała wiedzę, to myślę, że powinno być dobrze. Jeśli już będziesz posiadała własnego konia, nadal korzystaj z pomocy instruktora, przynajmniej konsultacyjnie i utrzymuj kontakty z innymi właścicielami czterokopytnych. Dobrze, że masz wątpliwości i nie podejmujesz takich decyzji pochopnie, jak robi to niestety wiele, nawet dorosłych osób. Przed kupnem pierwszego konia fajnym rozwiązaniem jest dzierżawa, która pozwoli ci zobaczyć na czym to wszystko polega. Przy kupnie obowiązkowo zasięgnij opinii osoby znającej się na rzeczy, obejrzyj konia, wsiądź nawet kilka razy i dokładnie zbadaj (oczywiście to wszystko dodatkowo kosztuje, ale naprawdę warto). Dobrze przemyśl też wybór pensjonatu. Biorąc pod uwagę twoje małe doświadczenie, zdecydowanie powinien być to koń od którego ty będziesz mogła się uczyć, a więc w żadnym wypadku nie decyduj się na jakiegoś znarowionego młodziaka, tylko dlatego, że ma takie ładne i smutne oczka. Pamiętaj, że zawsze trzeba mieć odłożoną niemałą kwotę, tak na wszelki wypadek, bo koń to studnia bez dna która pochłania dwa razy więcej pieniędzy niż się każdemu wydaje.
Dzięki za opinie :-)jeśli chodzi o stronę finansową, to wszystko o czym piszecie już wkalkulowałam :-) oczywiście nie jestem w stanie przewidzieć wszystkiego, np. światowego kryzysu gospodarczego czy krachu na giełdzie ....jeśli chodzi o czas, to na pewno nie będę w stanie przyjeżdżać do konia codziennie, ale co drugi dzień - jest szansa, że się uda :-)na pewno nie kupię kona na allegro - jestem bizneswomen ;-DDD kota w worku i konia na allegro nie kupuję ;-), koleżanka poleciła mi hodowcę, od którego sama ma konia i ręczy za jego uczciwość , jeździłam już na koniu, którego ma ten hodowca na sprzedaż (Zorkana) kilka razy i stwierdzam, że na pewno potrafi więcej ode mnie ;-) , jest zrównoważony i spokojny, miękko nosi i jest uważny,zdaję sobie sprawę z tego, że niewiele umiem, ciągle uważam się za osobę początkującą , ale myślę sobie, że ... jeździłam przez te 2 lata na kilkunastu koniach, chciałabym dalsze szlify zdobywać na własnym :-)
Myślę, że warto spróbować. Tylko nie spoczywaj potem na laurach, bo zauważyłam, że często nowy właściciel konia po pół roku uważa, że pozjadał wszystkie rozumy, choć ledwo siedzi np. w galopie... Korzystaj z doświadczenia instruktorów, trenerów, bardziej doświadczonych i mądrych jeźdźców i... powodzenia! :)
sporo osób uważa, że nie ma sensu kupować własnego konia, dopóki nie nauczę się dobrze jeździć, a żeby nauczyć się dobrze jeździć podobno trzeba jeździć na różnych koniach ....jak to jest ?myślę sobie, że jeśli ktoś chce np. osiągać jakieś wyniki sportowe, zakłada starty na różnych koniach to rzeczywiście niecelowa byłaby nauka tylko na jednym,ale ja zakładam tylko i wyłącznie rekreację, oczywiście taką rekreację, że z roku na rok moje umiejętności będą większe i porozumienie z koniem doskonalsze ,czy to źle, że chcę jeździć na jednym koniu, moim, problem może się pojawić kiedy np. za 10 lat mój koń zejdzie ostatecznie a ja będę miała problem, żeby wsiąść na innego konia .... :-(ale przecież przez te 10 najbliższych lat moge od czasu do czasu przejechac się tez na innym koniu :-)
Zorkana, generalnie osobom początkującym służy jazda na różnych koniach, ponieważ dzięki temu uczysz się rozluźnienia i stabilności na koniach o różnych chodach i różnych temperamentach. Jednak posiadanie konia nie musi tego eliminować, poza tym nie każdemu musi zależeć na tym, żeby jeździć na każdym treningu na innym koniu. Nie ma sensu robić czegoś na siłę, jeśli uważasz, że dobrze będzie Ci się pracowało z jednym, własnym koniem, to też jest uzasadnione i to też przyniesie korzyści, choć innego rodzaju. Co do Twoich obaw, że po latach będzie Ci trudno wsiąść na innego konia, to nie przesadzałabym :). Oczywiście będziesz czuła różnicę, ale stopniowo się przestawisz i jeśli do tej pory poprawisz w znacznym stopniu jakość swojej pracy z własnym koniem to i z innymi powinnaś się dogadać bez większego problemu.
zauważyłam, że bardzo się przywiązuję do konia i jeśli zdarza się, że jeżdżę przez miesiąc na jednym a potem przychodzę na jazdę i okazuje się , że na tym "moim" będzie jeździć ktoś inny to niefajnie się z tym czuję :-/ zdecydowanie nie jest mi to obojętne, na jakim jeżdżę, budzę się w nocy z takim lękiem przed odpowiedzialnością i co to będzie ;-) prawie jakbym była w czwartej ciąży ;-Dpozdrawiam :-)
No to przywiązywanie się do koni nie zawsze jest dobre, ze mnie też się kiedyś śmieli, że ja to bym każdego konia do siebie wzięła, na którym jeżdżę ;), no ale trzeba myśleć logicznie. Posiadanie swojego konia to świetna sprawa, samo przebywanie z nim jest już niesamowitą radochą, ale najważniejsze to świadomość odpowiedzialności finansowej za własnego konia. Cała reszta to kwestia czasu i treningu :).
czy konia można ubezpieczyć na wypadek padnięcia lub choroby (od kosztów leczenia) ? jaka orientacyjnie jest wysokość rocznej składki i czy standardowo jest dużo wyłączeń ?wszyscy mnie tak straszą tymi kosztami ... ;-)
http://www.mgzgama.pl/konie1 - to jest jedna z firm zajmujących się takimi ubezpieczeniami. Dokładnie w temacie obeznana nie jestem, ale możliwość jest, musisz tylko popytać gdzie będzie korzystniej i czy faktycznie jest to opłacalne.
u mnie koszty utrzymania jednego konia to około 10 tys. zł, ale na szczęście przez dwa lata jak narazie ominęły mnie poważne interwencje weterynaryjne (oprócz ogólnych badań - robię je raz w roku - kontrolnie i jednego wirusa), myślę że jak będziesz go regularnie odrobaczać, szczepić i werkować oraz dożucisz mu do standardowego wyżywienia w pensjonacie jakąś lepszą paszę i dodatek mineralno-witaminowy to dasz radę, starszą Cię kosztami bo prawda jest taka, że jak będzie poważniejszy uraz lub choroba to leczenie idzie w tys. zł, i trzeba mieć tego świadomość (ale nie wszystkie konie to czeka i nikt tego nie przewidzi) powodzenia
w stajni, w której chciałabym trzymać konia miesięczny koszt pensjonatu waha się miedzy 450,- zł a 550,- zł, w zależności od położenia boksu (czy w mniejszej, trochę ciemniejszej, starszej stajni, czy w nowej, bardziej reprezentacyjnej),do tego doliczam:- 70 zł za werkowanie co 2 miesiące (koń nie jest podkuwany, ale wiadomo, że może zajść kiedys taka potrzeba, na razie nie ma)- 2 x do roku odrobaczanie - łącznie ok. 100 zł,- szczepienie - około 100 zł,wiadomo, że w razie choroby koszty mogą być porażające , ale z drugiej strony, moja koleżanka za leczenie bernardyna (miał nowotwór kości) zapłaciła ok. 4 tys. a pies niestety i tak zdechł :-(ubezpieczenie jest kuszące, szczególnie od śmierci konia oraz kosztów leczenia ale to jednak wychodzi ok. 1000 zł na rok !, na dwoje babka wróżyła , może się zwrócić, może się nie zwrócić, najbardziej się boję , że potem ubezpieczyciel będzie próbował wyłączyć odpowiedzialność zasłaniając się np. tym, że koń stał w niewłaściwych warunkach - to pojęcie względne, podobnie jak należyta opieka czy dołożenie należytej staranności itp. nie znam nikogo kto by ubezpieczał konia, ale to chyba temat na osobny wątek ;-)obecnie jeżdżę na koniach szkółkowych i to jest koszt 30 zł x 12 do 15 jazd w miesiącu, czyli jakby w mordę strzelił wychodzi 360 - 450 zł za miesiąc !, oczywiście nie płacę tego z góry i w czasie wyjazdu wakacyjnego czy w czasie choroby po prostu mam mniejsze wydatki .... a gdy będę miała własnego konia, to czy będę chora czy zdrowa czy wypadnie mi coś nagłego czy nie, wydatki będą regularne :-/ale miałabym własnego konia, do jeżdżenia i głaskania i nie będzie mi się serce krajało jak na konia, na którym jeżdżę cały miesiąc i który zaczyna chodzić jak w zegarku, nagle wsiada osoba, która szarpie za wodze albo przykłada batem zupełnie bez potrzeby :-(
acha, i jeszcze te witaminy i odżywki ! nie mam pojęcia ile to kosztuje :-0czy każdy koń, nawet jeśli nie chodzi w sporcie, powinien dostawać suplementy ?szczerze powiem, że od 10 lat mam psy - gończe polskie i nigdy im żadnych suplementów nie dawałam , zwykła zbilansowana dieta i tyle , są w świetnej kondycji :-) idealnej do tego, żeby nauczyć się biegać przy galopującym koniu ;-)
Ja znam ludzi, którzy ubezpieczają konia, postaram się podpytać i dam Ci znać na priv jak to u nich wygląda :).Co do suplementów to zależy od podejścia, niektórzy trzymając konia jedynie w celach rekreacyjnych dodają do paszy suplementy i na pewno to koniom nie szkodzi, wręcz przeciwnie, ale prawdą jest, że przy "tradycyjnych" metodach żywienia, dostarczając koniowi wszelkich niezbędnych składników również istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że jakieś choróbsko ot tak się przyczepi, z powodu braku suplementów.
Absolutnie nie. Suplementy i dodatki są dla tych koni, którym czegoś brakuje i wpływa to znacząco na ich zdrowie i normalne funkcjonowanie, czyli przykładowo słabe kopyta, nadpobudliwość, czy problemy ze skórą i sierścią. Nie ma najmniejszego sensu podawanie suplementów na zaś, jeśli z koniem jest wszystko ok, tym bardziej, że ich nadmiar, lub złe dobranie mogą tylko zaszkodzić. Wiele koni żadnych suplementów na oczy nie widziało i mają się całkiem dobrze. Moim zdaniem ważniejsze jest zapewnienie koniowi codziennego ruchu, dostępu do świeżej trawy, zadbanie o dobrą jakość siana i paszy, a witaminy zawsze można podać w postaci jabłek, marchewek itp. Często organizm konia sam, w naturalny sposób potrafi poradzić sobie ze swoimi niedoskonałościami i nabywaniem odporności. Są oczywiście sytuacje kiedy tak nie jest, wtedy najlepiej zasięgnąć rady specjalisty, który pomoże opracować odpowiednią dietę.
Dzięki, sama też nie biorę non stop suplementów ani witamin, a dopiero kiedy np. włosy mi zaczynają wypadać albo lekarz zaleci :-)
czyli uważacie, że konikowi wystarczy siano, słoma i owies - zimą, a dodatkowo pastwisko w sezonie (tylko czy konie w tej stajni mają padoki czy zielone, dobrze utrzymane pastwiska), ja mam konia AQH, ktoremu owies podaję w minimalnej ilości (dostaje specjalną zbilansowaną paszę) wiec witamin i suplementów mu nie podaję ale w zimie workiz marchewką wożę a w lecie ma piękną trawę
tam, gdzie chciałabym trzymać konia pastwisko jest niewielkie, raczej zadeptane więc konie dostają po prostu zielonkę latem a zimą siano, dodatkowo owies, marchew a w sezonie jabłka z sadu znajdującego się na terenie stajni ,czy to Twoim zdaniem za mało ? trzeba jeszcze dawać suplementy, np. zimą ? nie jest to problem, widziałam w decathlonie jakieś preparaty witaminowe za ok. 100 zł, tylko nie sprawdzałam na jak długo to wystarczy :-/czytałam na jakimś forum, że suplementy dla konia to wydatek rzędu 200 zł miesięcznie :-0 ale to chyba dla sportowego a nie takiego do rekreacji ?
a jeszcze pytanie o badanie konia przed zakupem :czy weterynarz jest niezbędny, nawet jeśli hodowca jest pewny - raczej tak, bo przecież nawet uczciwy właściciel może nie wiedzieć o jakiejś chorobie konia, która jest dopiero w początkowym stadium,ogóle badanie weterynaryjne czy rentgen nóg również ?ile to kosztuje ?
ja z dechatlonu to raczej był Ci nie proponowała, są dostępne dodatki witaminowo- mineralne dla koni w wiaderkach (sklep internetowy) lub można kupić dodatkowo 2 worki paszy na miesiąc jako uzupełnienie owsa, wydatek nie jest straszny - ok. 100 zł miesięcznie dodatkowo, odnośnie badania - ja płacę za ogólne badanie z badaniem krwi i kału ok. 100 zł i to polecam, natomiast rentgen wydaje mi się zbyteczny (kosztuje ok. 200 zł za nogę)
ceny weterynarzy są przeróżne, ja mam szczęście bo moim wetem jest moja koleżanka więc mnie nie kroi, ale wiem że w innych stajniach za to samo badanie cena była nawet o kilkaset zł większa
Barbara Szymczak " Chcę mieć własnego konia" - polecam
dzięki :-) książka już zamówiona :-)
Weterynarz jest jednak konieczny. Nawet sam hodowca może nie wiedzieć, ze koniowi coś jest. Jeśli nawet koń ma kosztować 3000, warto zbadać, bo czy drogi, czy tani, tak samo może zachorować i tak samo koszty ewentualnego leczenia mogą znacznie przebić koszty badania. Ceny są różne, zależy od weta i od tego, jak sobie liczy za dojazd. Nawet jeśli stawki wydadzą się duże, naprawdę warto wydać teraz na badanie niż potem klika razy tyle na leczenie i, w najgorszym wypadku, utrzymanie chorego konia przez resztę jego życia, kiedy nie będzie nadawał się zupełnie nawet do lekkiej jazdy albo wręcz będzie miał trudności w poruszaniu się. Nie trzeba też wołać weta do każdego oglądanego konia. Czasami na pierwszy rzut oka ktoś znający się może stwierdzić, że np. koń ma straszną wadę postawy i nie ma sensu badać, bo po prostu na pewno go nie kupicie. Warto najpierw zrobić wstępną selekcję ofert, pojeździć kilka razy, potem wybrać jednego, dwa konie, co do których nie masz zastrzeżeń i tylko czekasz na potwierdzenie zdrowia i do nich dopiero wołać weterynarza. Ja bym rentgen zrobiła. I jeśli masz możliwość, nie zamawiaj od razu pakietu kilkudziesięciu zdjęć, tylko np. najpierw jedna tylna noga, oglądacie i jeśli już w niej widać coś niedobrego, to nie robicie więcej zdjęć za więcej kasy, tylko dziękujecie. Nie zawsze się tak da, ale warto zapytać.
ojej .... nabrałam jednak wątpliwości, nie ze względu na konieczność badania przez weta ;-) tylko ogólnie - czy jest sens mieć własnego konia jeśli będę z nim spędzać 3-5 godzin tygodniowo ? :-/nie ma się co oszukiwać, praca, dom, a do stajni trzeba dojechać, do dzieci trzeba opiekę zorganizować albo jeździć kosztem czasu przeznaczonego na pracę ..... więcej niż te 3-5 godzin tygodniowo to nie wyłuskam :-(może rzeczywiście wydzierżawić jakiegoś na próbę i zobaczyć czy taki układ będzie mnie satysfakcjonował a koniowi służył ?albo wstrzymać się aż dzieci będą na tyle duże , że zostaną same w domu (najmłodsze ma 6 lat, więc parę latek to jeszcze potrwa .....) i będą wolały spędzać czas w towarzystwie kolegów niż mamusi ;-) wtedy będę na pewno bardziej dyspozycyjna ....głowa mi pęka :-(
większe dzieci mogłabym tez zabierać z sobą do stajni, gdyby były zainteresowane, i jeździć sobie w czasie gdy one np. czyściły jakiegoś konia lub miały lekcje jazdy, a takich chrząszczy 6 i 7 lat to przecież nie zabiorę z sobą i nie zostawię w stajni bez opieki :-(wymagająca to pasja ...... bardzo zaborcza ;-)
Konia raczej i tak z dnia na dzień nie znajdziesz bo wiadomo, że odszukanie tego jedynego zabiera trochę czasu :P. Przeglądaj oferty, dzwoń, pytaj, oglądaj. A w międzyczasie póki nie będziesz mieć nic konkretnego na oku spróbuj jakiegoś konia wydzierżawić. To będzie taka próba, czy podołasz i czy faktycznie taki układ będzie miał dla Ciebie sens.
Zorkana, skoro sama dostrzegasz wątpliwości i nie jesteś pewna, czy ta opcja, jaką możesz zaoferować sobie i potencjalnemu własnemu koniowi Cię usatysfakcjonuje to zdecydowanie warto najpierw zainteresować się opcją dzierżawy, lub ewentualnie współdzierżawy. Koni do kupna nagle nie zabraknie, jeśli troszkę się wstrzymasz ;) a przynajmniej będziesz miała sto procent pewności, że decyzja została przemyślana.
Właśnie, dzierżawa to bardzo dobry pomysł, bo wie się już prawie, jak to jest mieć własnego konia i co się z tym wiąże, a jednocześnie ciągle można się wycofać, jeśli okaże się, że jednak lepiej jeszcze poczekać. Współdzierżawa byłaby jeszcze lepszym wyjściem. Wtedy, mając konia np. na dwie osoby, masz go właściwie na wyłączność przez określony czas (np. trzy dni w tygodniu), a jednocześnie koszty są mniejsze. Czasami nawet właściciel daje swojego konia w półdzierżawę, bo np. nie ma dla niego akurat wystarczająco czasu albo jest w stanie przeboleć, że ktoś jeździ na jego koniu, bo potrzebuje pieniędzy na utrzymanie. Może nawet da się namówić na trochę porad :) Jeśli on będzie wszystko kupował, zamawiał weterynarza i kowala, Ty będziesz mogła przyjechać, popatrzeć, jak to wygląda, żeby kiedyś sobie bez stresu poradzić z własnym koniem. Nie ma obawy, że coś się zrobi źle i koń ucierpi, a można zobaczyć wszystko z bliska. Trzeba tylko podpisać rozsądną umowę. Przez ten czas można też odkładać pieniądze na własnego konia, kupić szczotki, kantar, potem może jakiś czaprak- rzeczy, które na pewno się przydadzą i nie ma opcji, żeby nie pasowały, a jeśli nawet, to można je będzie tanio wymienić. W ten sposób uniknie się wydawania grubych tysięcy na raz na konia, transport i wyposażenie. Do kupienia zostanie tylko sprzęt, który musi pasować na konkretnego konia- siodło, może ogłowie, derka.
wszystko ładnie pięknie tylko jakoś brak ogłoszeń o oddaniu konia w dzierżawę w mojej okolicy :-(jak się popytałam to też ludzie kręcą nosami :-/usłyszałam, że dzierżawa konia generuje problemy w razie np. kontuzji konia w czasie użytkowania przez dzierżawcę , nawet jeśli koszty leczenia ma on ponosić to co ze zmniejszoną wartością konia ? problem powstaje, jeśli koń w wyniku tej kontuzji nie będzie się nadawał już do jazdy albo będzie inwalidą .... problemy są też na tle opieki nad koniem i ... podobno cała masa innych, dlatego ludzie nie palą się, żeby oddawać swoje konie w dzierżawę ....usłyszałam nawet "dzierżawa ?!?! może da się coś znaleźć ale raczej wybrakowanego ... "no i klops....
No tak, odpowiedzialność za kontuzje itd to drażliwa sprawa. Trzeba ją na pewno uwzględniać w umowie, bo może być słabo. Często właściciele po prostu boją się, że koniowi coś się stanie. Może pomyśl, poczekaj? Może niedługo coś się pojawi? Może masz już jakiś znajomych z koniem albo prywatną stajnię gdzieś blisko? Można spróbować pogadać z właścicielami, czy nie przyda się im czasami ktoś do pomocy. Nie znam stajni, gdzie jeździsz, ale może warto zapytać, czy nie potrzeba np. kogoś do potrzymania koni przy weterynarzu, czy mogłabyś zostać po jeździe i pomóc karmić konie, sprowadzić z pastwiska, wyczyścić? Zwłaszcza jeśli instruktor jest jednocześnie stajennym, może się zgodzić. Zdarzają się w stajniach "dziewczyny do pomocy", z reguły nielubiane przez pensjonariuszy (piszczą, chodzą wszędzie i czasami, niestety, mówią trochę więcej niż wiedzą), podziwiane przez resztę towarzystwa. Zawsze wiedzą, że koń nie idzie na jazdę, bo same mu ocierały katarek z noska, wiedzą, którędy się wchodzi na strych po siano i z dumną miną robią wcierkę na cudne nogi najładniejszego konia w stajni. Czasami są bardziej rozsądne, czasami niestety mniej, zależy od stajni. Zwykle są w okolicach liceum, ale jedna Królowa Matka też się może nada :) Zwłaszcza, że Ciebie chyba wszyscy powinni traktować poważnie. Te sposoby działają, jeśli już ludzie Cię znają i wiedzą, że nawet jeśli do czegoś by Cię trzeba przyuczyć, to nie jesteś już całkiem obcą osobą i można Ci coś do wykonania powierzyć. Warto pogadać, może się zgodzą, może nie, to zależy od stajni, ale zawsze trzeba próbować. Najważniejsze i najtrudniejsze do zdobycia przy własnym koniu jest chyba to obycie z codziennymi sprawami, bo jeździć to się człowiek nauczy w szkółce.
Królowa Matka to mi się podoba :-Dja i tak jestem jedną z trzech osób, które tam najczęściej bywają ;-) podawałam już pastę na odrobaczenie i trzymałam konie przy szczepieniu,a tą stajnię cenię właśnie za profesjonalizm i to, że nie występują tam te zarozumiałe licealistki ;-) - jedyne takie znane mi miejsce :-) tam jest po prostu cisza i spokój,właściciele pensjonatu co do zasady nie oddają swoich koni w dzierżawę - za dużo mieli złych doświadczeń a ja za bardzo ich szanuję , żeby "wymuszać" na nich jakieś wyjątki od reguły, pytałam tez kiedyś prywatnych właścicieli, którzy mają więcej niż jednego rumaka i ... klops .....
No to pierwszy krok już zrobiony! Można zawsze zasugerować, że Ty chętnie, może coś się znajdzie do zrobienia chociaż od czasu do czasu, a to zawsze coś!
Zorkana, a czy patrzyłaś na stadniny.pl? Bo jeśli dobrze skojarzyłam, że jesteś z okolic Poznania to powinnaś tam coś znaleźć. Nawet jeśli nie bezpośrednio dzierżawa, to tak jak pisała Honneona, sama pomoc w stajni, dopytywanie o wszystko, to już jest poszerzanie wiedzy i zasobu umiejętności :)