Czy znacie jakieś jeździeckie zwyczaje? Oczywiście pomijając Hubertusa :) Ja znam taki zwyczaj, że jak ktoś spadnie to daje coś słodkiego instruktorowi :)
Tzw. bieg świętego Jerzego. To coś podobnego do Hubertusa, tylko że jeźdźcy się przebierają, a na Hubertusie zakłada się marynarki i ogólnie strój świąteczny.
W stajni niedaleko mnie,po upadku w terenie za "karę" trzeba było wyczyścić wszystkie konie do jazdy, a jak się spadło z konia podczas ćwiczeń, to znosiło się siano, ale takie kary były tylko dla stałych bywalców;P i dla tych co jeżdżą "od święta" były łagodniejsze "kary". ;)
u nas od zeszłego roku jest organizowany "bal koniarzy" taki z lekka karnawałowy bal przebierańców. a z "lekka" bo trzeba mieć przynajmniej kapelusz. w tym roku będzie organizowany drugi taki bal. :)a z takich tradycji to oprócz Hubertusa to czekolada za upadek. jeszcze było planowane coś takiego, że gdy koń poprzedzający kopnie konia idącego za nim to osoba, która jedzie na tym koniu kopniętym daje czekoladę, ale jednak nie ma czegoś takiego. :)
u nas jak ktos spadnie to musi przyniesc ciasto i podzielic sie z tymi osobami co sa w danej chwili w stadninie i powiedziec takie slowa ,, jestem dupa a nie jezdziec "" ;p
U nas robimy sobie pod koniec stycznia karnawał - zapraszamy stałych bywalców (oczywiście za darmo) na nasze skromne 5 koni, "pożyczamy" też 3 konie od sąsiada i przyjeżdża taka znajoma z dwoma konikami, na których też się później jeździ. Czyli razem 10 osób bawi się z najzwyklejszego berka oczywiście w fantazyjnym przebraniu. W tamtym roku było prze zabawnie - na kurtki nakładaliśmy fantazyjne jaskrawe suknie, peruki, maski i to wszystko w gonitwie na oklep w galopie. Była świetna zabawa. :D
1. Ewelka940 :)!! u mnie dokładnie tak samo :P Hm... może to troszkę nie tego, ale jak świat światem- za upadek stawia się flaszkę ;) (zwyczaj wprowadzony baardzo dawno temu przez masztalerzy i koniuszych )Oczywiście młodzi adepci-> słodkości ;)2. Dzień konia- dzień wolny od pracy, zawsze stosuje3.W mojej 1 stajni- znakomity zwyczaj- za niedoczyszczonego konia(zaklejki) czyściło się wszystkie konie w stajni na błysk! (Każdy adept, uczył się porządnego czyszczenia konia w przeciągu 4-5 jazd ;))Hm...
Jak byłam na obozie jeździeckim w Kierbuniu, to był tam zwyczaj, że kto spadnie musi przy ognisku krzyknąć ,, Jestem dupa, a nie jeździec, piję zdrowie konia, z którego spadłem/am ... ( imię konia) ! ""Potem wszyscy odpowiadają: ,,, Spadaj częściej! "":)
za upadek- dorośli flaszka, dzieciaki słodkości.toast obowiązkowy "zdrowie konia, bo jeździec dupa".Kiedy nowa osoba już jeżdżąca wchodzi do naszego grona stajennego czeka ją teren z szefem, który wierzcie mi zwala z nóg nawet najbardziej wytrwałych :) (szefo jest ułanem więc...)Kiedy urodzi się źrebak- "pępkowe" czyli zabawa do białego rana (dzieciaki zwijają się wcześniej) i wybieranie imienia dla nowo narodzonego :)
sotniax2 - u mnie pierwsze trzy myślniki to samo, ale ja wprowadziłam jeszcze kilka tradycji z właścicielką stajni a mianowicie :Jeśli ktoś zapopręży konia (zapomni o popręgu, albo przemilczy że nie dociągnięty bo nie ma siły itp. jeśli to z winy jeźdźca) - ma przerąbane, sprzątanko boksów wszystkich w danej stajni. Są dwa budynki stajenne, w jednym mieści się 15 boksów w drugim 16 zmieściliśmy. Jeśli spadnie w czasie skoków przez przeszkody na parkurze, to oprócz flaszki/słodkości musi posprzątać parkur (zanieść stojaki i drągi pod daszek, i posprzątać jeśli któryś koń "nabrudził")Jeśli zaś upadek na treningu na młodym koniu (czyli ci mocno zaawansowani, ćwiczący z ledwo zajeżdżonymi rumakami). i spadnie , to z pełną premedytacją mamy prawo go "wrzucić " na ochłodę do poidła/ jeziorka na pastwisku ( oczywiście w granicach rozsądku, prędzej podnosimy delikwenta i wkładamy go do poidełka < którym jest stara wanna > aniżeli wrzucamy).No i zawsze w lato jest tygodniowy rajd, kiedy to najpierw czekają na mnie (mam konia u siebie, a do stajni jest około 25 km) podjeżdżam na moim wałachu do stadniny, a od niej jedziemy razem wszyscy, łącznie około 6-7 koni. ( dodatkowo jedzie bryczka, z "piżamkami" i palikami ogrodzeniowymi żeby wypuścić konie w miejscu postoju). Tydzień poza domem, tylko pola (równiny, czasem pagórki), lasy (nasze piękne bukowiny...), przyjaciele ci dwunożni, i ci nieparzystokopytni. Nocowania są w zaprzyjaźnionych agroturystykach (przejeżdżamy również przez moje gospodarstwo, więc jeden nocleg jest u mnie ), a czasem jak nam się nie chce do agroturystyki, to mamy zaprzyjaźnionych gospodarzy, więc po prostu wjeżdża "ułan" (jedna osoba wjeżdża na podwórze u gospodarza ) i mówi formułkę : Jam jest.... <imię "ułana" > i proszę o pozwolenie na popas koni 6 (7, 9 zależy ile ich jest) a potem ułan ma obowiązek zasalutować. Gospodarz mówi swoją formułkę " zezwalam na popas, ułanie. Wiatrwędruj. (taaaaakie nasze zawołanie wymyśliliśmy, nieco z Alicji z krainy czarów ściągnięte xd ) Ułan wtedy odwraca konia i wraca galopem do reszty, którzy dopiero zsiadają z koni i rozbijają "obóz"... ot, niespełnione marzenia o byciu ułanem ;)) a włąśnie, "Ułana" wyłaniamy na wyścigu od "Dębu" (duży pomnik przyrody, w lasku) i kończący się na polach takiego jednego fajnego gospodarza, który zawsze przychodzi wieczorem żeby wysłuchać naszych końskich opowieści . Mamy dożywotnie pozwolenie na wjazd na łąkę jego (pole uprawne omijamy szerokim łukiem, by nie wchodzić mu w szkodę). wspaniałe przeżycie :)
Kiedyś jak chodziłam do takiej stajni to jak coś się zrobiło źle to potem trzeba było wyczyścić boks tego konia np. nie dokładne wyczyszczenie .W lato za spadnięcie robiło się chrzciny czyli szło się do wody i cię szlauchem oblewali :P .Jeszcze jak byłam na wakacjach coś zrobiłam źle bodajże siodło było krzywo założone i musiałam biec jedno kółko wokół padoku (to było jakieś 6 lat temu jak stawiałam pierwsze kroki w jeździectwie.Czasem za "wytrwałość" takich stałych bywalców raz do roku zapraszali do stajni ,(która już niestety nie instnieje ,a kochałam tak chodzić) ,żeby świętować tzw."Dzień koniarzy " wielkie wyprawy w teren ,od rana do wieczora w towarzystwie koni za darmo mm.... i na koniec instruktor cieszył się jak dostał słodki upominek w ramach podziękowania za cierpliwość :P .Każda stajnia inny zwyczaj są takie , w której nie ma żadnych zwyczajów ,a są takie ,które non stop coś organizują.Ta teraz co chodziłam to skromna ,cicha żadnych głupich i mniej głupich zwyczajów poprostu przeciwieństwo dotychczasowych . :)
U nas jest impreza na pożegnanie starego roku zjeżdżają się do na pobliskie stajni :) I są prawie co roku w wakacje zawody dla nas w stajni :) aaa i najważniejszy zwyczaj : jak ktoś spadnie z rumaka to przynosi ciasto dla wszystkich
Cóż, słyszałam tylko jak jest w innych stajniach i pamiętam jak było w poprzedniej. Jak ktoś spadł z konia to dawał czekoladę - zazwyczaj z bakaliami bo taką lubiła instruktorka i wtedy wszyscy się obżeraliśmy, a jak ktoś był pełnoletni to stawiał flaszkę ;DKoleżanka mi kiedyś mówiła jak jeździła u takiej jednej babki na treningach i jak ktoś uderzył konia batem mimo iż to była wina jeźdźca to musiał zejść z konia i pobiec trzy kółka naokoło padoku xdJak ktoś miał urodziny to zazwyczaj przynosił czekoladę itp. Często gęsto mieliśmy grilla w stajni i ogólnie to były piękne czasy ;D Poza tym to własnie te hubertusy, w niektórych stajniach organizowane są wigilie stajenne, wielkanoc itp.
U mnie kiedy ktoś spadł z konia to nazywaliśmy to "ciastem" np.O! Spadłaś! Ale mamy ciasto! I w tedy wszyscy w tym czasie muszą zejść ze swoich koni i zaraz wejść z powrotem.
Czy znacie jakieś jeździeckie zwyczaje? Oczywiście pomijając Hubertusa :) Ja znam taki zwyczaj, że jak ktoś spadnie to daje coś słodkiego instruktorowi :)
Tzw. bieg świętego Jerzego. To coś podobnego do Hubertusa, tylko że jeźdźcy się przebierają, a na Hubertusie zakłada się marynarki i ogólnie strój świąteczny.
W stajni niedaleko mnie,po upadku w terenie za "karę" trzeba było wyczyścić wszystkie konie do jazdy, a jak się spadło z konia podczas ćwiczeń, to znosiło się siano, ale takie kary były tylko dla stałych bywalców;P i dla tych co jeżdżą "od święta" były łagodniejsze "kary". ;)
u nas od zeszłego roku jest organizowany "bal koniarzy" taki z lekka karnawałowy bal przebierańców. a z "lekka" bo trzeba mieć przynajmniej kapelusz. w tym roku będzie organizowany drugi taki bal. :)a z takich tradycji to oprócz Hubertusa to czekolada za upadek. jeszcze było planowane coś takiego, że gdy koń poprzedzający kopnie konia idącego za nim to osoba, która jedzie na tym koniu kopniętym daje czekoladę, ale jednak nie ma czegoś takiego. :)
U nas jeśli się spadnie to czekolada .
u nas jak ktos spadnie to musi przyniesc ciasto i podzielic sie z tymi osobami co sa w danej chwili w stadninie i powiedziec takie slowa ,, jestem dupa a nie jezdziec "" ;p
U nas to jak się spadnie to trzeba przynieść pączki lub żelki na następny raz :D
A u mnie za upadek i za słome w ogonie flaszke :P
U nas robimy sobie pod koniec stycznia karnawał - zapraszamy stałych bywalców (oczywiście za darmo) na nasze skromne 5 koni, "pożyczamy" też 3 konie od sąsiada i przyjeżdża taka znajoma z dwoma konikami, na których też się później jeździ. Czyli razem 10 osób bawi się z najzwyklejszego berka oczywiście w fantazyjnym przebraniu. W tamtym roku było prze zabawnie - na kurtki nakładaliśmy fantazyjne jaskrawe suknie, peruki, maski i to wszystko w gonitwie na oklep w galopie. Była świetna zabawa. :D
Za upadek chipsy. Mega paka lays. ;) Można się było "uratować" jeśli się krzyknęło zanim się spadło: "Jestem dupa a nie jeździec". :)
1. Ewelka940 :)!! u mnie dokładnie tak samo :P Hm... może to troszkę nie tego, ale jak świat światem- za upadek stawia się flaszkę ;) (zwyczaj wprowadzony baardzo dawno temu przez masztalerzy i koniuszych )Oczywiście młodzi adepci-> słodkości ;)2. Dzień konia- dzień wolny od pracy, zawsze stosuje3.W mojej 1 stajni- znakomity zwyczaj- za niedoczyszczonego konia(zaklejki) czyściło się wszystkie konie w stajni na błysk! (Każdy adept, uczył się porządnego czyszczenia konia w przeciągu 4-5 jazd ;))Hm...
Ej fajne to jest ja o niczym takim nie słyszałąm :D ale wprowadze to :D:D moj instruktor sie ucieszy bo beda jaja jak berety :D
Jak byłam na obozie jeździeckim w Kierbuniu, to był tam zwyczaj, że kto spadnie musi przy ognisku krzyknąć ,, Jestem dupa, a nie jeździec, piję zdrowie konia, z którego spadłem/am ... ( imię konia) ! ""Potem wszyscy odpowiadają: ,,, Spadaj częściej! "":)
za upadek- dorośli flaszka, dzieciaki słodkości.toast obowiązkowy "zdrowie konia, bo jeździec dupa".Kiedy nowa osoba już jeżdżąca wchodzi do naszego grona stajennego czeka ją teren z szefem, który wierzcie mi zwala z nóg nawet najbardziej wytrwałych :) (szefo jest ułanem więc...)Kiedy urodzi się źrebak- "pępkowe" czyli zabawa do białego rana (dzieciaki zwijają się wcześniej) i wybieranie imienia dla nowo narodzonego :)
sotniax2 - u mnie pierwsze trzy myślniki to samo, ale ja wprowadziłam jeszcze kilka tradycji z właścicielką stajni a mianowicie :Jeśli ktoś zapopręży konia (zapomni o popręgu, albo przemilczy że nie dociągnięty bo nie ma siły itp. jeśli to z winy jeźdźca) - ma przerąbane, sprzątanko boksów wszystkich w danej stajni. Są dwa budynki stajenne, w jednym mieści się 15 boksów w drugim 16 zmieściliśmy. Jeśli spadnie w czasie skoków przez przeszkody na parkurze, to oprócz flaszki/słodkości musi posprzątać parkur (zanieść stojaki i drągi pod daszek, i posprzątać jeśli któryś koń "nabrudził")Jeśli zaś upadek na treningu na młodym koniu (czyli ci mocno zaawansowani, ćwiczący z ledwo zajeżdżonymi rumakami). i spadnie , to z pełną premedytacją mamy prawo go "wrzucić " na ochłodę do poidła/ jeziorka na pastwisku ( oczywiście w granicach rozsądku, prędzej podnosimy delikwenta i wkładamy go do poidełka < którym jest stara wanna > aniżeli wrzucamy).No i zawsze w lato jest tygodniowy rajd, kiedy to najpierw czekają na mnie (mam konia u siebie, a do stajni jest około 25 km) podjeżdżam na moim wałachu do stadniny, a od niej jedziemy razem wszyscy, łącznie około 6-7 koni. ( dodatkowo jedzie bryczka, z "piżamkami" i palikami ogrodzeniowymi żeby wypuścić konie w miejscu postoju). Tydzień poza domem, tylko pola (równiny, czasem pagórki), lasy (nasze piękne bukowiny...), przyjaciele ci dwunożni, i ci nieparzystokopytni. Nocowania są w zaprzyjaźnionych agroturystykach (przejeżdżamy również przez moje gospodarstwo, więc jeden nocleg jest u mnie ), a czasem jak nam się nie chce do agroturystyki, to mamy zaprzyjaźnionych gospodarzy, więc po prostu wjeżdża "ułan" (jedna osoba wjeżdża na podwórze u gospodarza ) i mówi formułkę : Jam jest.... <imię "ułana" > i proszę o pozwolenie na popas koni 6 (7, 9 zależy ile ich jest) a potem ułan ma obowiązek zasalutować. Gospodarz mówi swoją formułkę " zezwalam na popas, ułanie. Wiatrwędruj. (taaaaakie nasze zawołanie wymyśliliśmy, nieco z Alicji z krainy czarów ściągnięte xd ) Ułan wtedy odwraca konia i wraca galopem do reszty, którzy dopiero zsiadają z koni i rozbijają "obóz"... ot, niespełnione marzenia o byciu ułanem ;)) a włąśnie, "Ułana" wyłaniamy na wyścigu od "Dębu" (duży pomnik przyrody, w lasku) i kończący się na polach takiego jednego fajnego gospodarza, który zawsze przychodzi wieczorem żeby wysłuchać naszych końskich opowieści . Mamy dożywotnie pozwolenie na wjazd na łąkę jego (pole uprawne omijamy szerokim łukiem, by nie wchodzić mu w szkodę). wspaniałe przeżycie :)
uhuhu chętnie bym się wybrała na taki tygodniowy rajdzik :)
Kiedyś jak chodziłam do takiej stajni to jak coś się zrobiło źle to potem trzeba było wyczyścić boks tego konia np. nie dokładne wyczyszczenie .W lato za spadnięcie robiło się chrzciny czyli szło się do wody i cię szlauchem oblewali :P .Jeszcze jak byłam na wakacjach coś zrobiłam źle bodajże siodło było krzywo założone i musiałam biec jedno kółko wokół padoku (to było jakieś 6 lat temu jak stawiałam pierwsze kroki w jeździectwie.Czasem za "wytrwałość" takich stałych bywalców raz do roku zapraszali do stajni ,(która już niestety nie instnieje ,a kochałam tak chodzić) ,żeby świętować tzw."Dzień koniarzy " wielkie wyprawy w teren ,od rana do wieczora w towarzystwie koni za darmo mm.... i na koniec instruktor cieszył się jak dostał słodki upominek w ramach podziękowania za cierpliwość :P .Każda stajnia inny zwyczaj są takie , w której nie ma żadnych zwyczajów ,a są takie ,które non stop coś organizują.Ta teraz co chodziłam to skromna ,cicha żadnych głupich i mniej głupich zwyczajów poprostu przeciwieństwo dotychczasowych . :)
Jeszcze na obozie było, że jak ktoś źle wyczyścił konia przed jazdą i ten się obtarł, to aż mu się to zagoi trzeba na nim jeździć na oklep. :)
U mnie jak spadnie ktoś niepełnoletni - ciasto ; pełnoletni - flaszka :p Ja spadłam już dwa razy więc no ;D trochę się już napieklam haha
U nas za każdy przewrócony słupek czekolada dla instruktora (niby) a jak ktoś spadnie z konia to dostaje czekoladę :)
U nas jest impreza na pożegnanie starego roku zjeżdżają się do na pobliskie stajni :) I są prawie co roku w wakacje zawody dla nas w stajni :) aaa i najważniejszy zwyczaj : jak ktoś spadnie z rumaka to przynosi ciasto dla wszystkich
To u nas jest takie coś, że jak w terenie wyprzedzi się prowadzącego, to piecze mu się ciasto :D Albo przynajmniej kupuje coś słodkiego.
Cóż, słyszałam tylko jak jest w innych stajniach i pamiętam jak było w poprzedniej. Jak ktoś spadł z konia to dawał czekoladę - zazwyczaj z bakaliami bo taką lubiła instruktorka i wtedy wszyscy się obżeraliśmy, a jak ktoś był pełnoletni to stawiał flaszkę ;DKoleżanka mi kiedyś mówiła jak jeździła u takiej jednej babki na treningach i jak ktoś uderzył konia batem mimo iż to była wina jeźdźca to musiał zejść z konia i pobiec trzy kółka naokoło padoku xdJak ktoś miał urodziny to zazwyczaj przynosił czekoladę itp. Często gęsto mieliśmy grilla w stajni i ogólnie to były piękne czasy ;D Poza tym to własnie te hubertusy, w niektórych stajniach organizowane są wigilie stajenne, wielkanoc itp.
jak u mnie się spadnie z konia to się ciasto przynosi :)
jak u mnie się spadnie z konia to się ciasto przynosi :)U mnie czekolade
Upadek z konia flaszka :D Słoma w ogonie - pepsi :D ale ogólnie robimy dużo zakładów i trener wszystko zgarnia :D!
U mnie kiedy ktoś spadł z konia to nazywaliśmy to "ciastem" np.O! Spadłaś! Ale mamy ciasto! I w tedy wszyscy w tym czasie muszą zejść ze swoich koni i zaraz wejść z powrotem.
Kto spadnie stawia wszystkim obecnym ciastka, kogo koń kopnie musi czyścić wszystkie 4 boksy
U nas jak się spadnie, trzeba kupić czekoladę. Organizowane są też stajenne andrzejki i Wigilia. :)
Spadasz= czekolada, lub ciasto.Niewyczesany ogon= czekolada. ^^