Rozumiem, że chodzi o nauczenie konia bycia przez całą dobę na pastwisku, a nie o jakieś natchnione wizje konia chowanego "na dziko, niech sobie sam radzi" z atrakcjami w stylu konieczności wygrzebywania resztek trawy spod śniegu zimą?Jak nauczyć konia żyć na łące? On sam to dobrze wie, bo przez miliony lat właśnie w tym kierunku ewoluował. Jedyna ewentualna trudność polega na tym, żeby pokazać mu, że właśnie teraz ma zacząć z tego korzystać, że stare zasady nie obowiązują. W praktyce wygląda to w sumie tak, że z każdym dniem zostawiasz konia na dłużej, aż w końcu dochodzisz do całej doby. Dla jednego konia lepiej będzie zostawać codziennie na pół godziny dłużej, innego nie zdziwi i zwiększanie o pół dnia, jeszcze inny wygląda, jakby mógł od razu zacząć życie konia całodobowo pastwiskowego. Jeśli koń nie ma konkretnych zaleceń np. od weterynarza, to trzeba zdać się na wyczucie. Dużo też zależy od tego, ile koń wychodzi w momencie przestawiania- jeśli np. stoi tylko w stajni i wychodzi na jazdę albo do karuzeli, będzie się dłużej przyzwyczajał niż koń już wychodzący na pastwisko na pół dnia albo wracający tylko na noc. Sam proces "uczenia" najczęściej wygląda tak, że jeśli trzeba, pokazujesz koniowi na kantarze granice pastwiska, wodę, siano, jeśli jest i on dalej radzi sobie sam. Jeśli ma wiatę, "stajenkę" z otwartymi drzwiami albo drzewa, widzi ją przecież i wejdzie tam, kiedy zechce. Konie często wolą stać na dworze w deszczyku i orzeźwiająco zimnym wietrze niż wejść pod dach i, co najlepsze, raczej je to hartuje niż wywołuje choroby. Tytuł sugeruje powiązania z naturalem, więc zastrzegam, że powyższy opis nie powstał w oparciu o doktrynę jakiejkolwiek szkoły, tylko wywodzi się ze zwykłego rozsądku. Wątpię jednak, żeby naturalsi mieli swoje specjalne "rytuały przejścia" albo coś, sądzę, że wygląda to podobnie lub tak samo, bo po prostu trzeba dać koniowi wykorzystać to, że jest koniem.
A z jakich powodów chcesz trzymać konia na tylko na łące? Doceniam właścicieli, którzy swojemu koniowi chcą zapewnić najdogodniejsze dla konia warunki, aczkolwiek nie uważam, że nieposiadanie stajni jest czymś lepszym od jej posiadania...
Zależy, z czyjego punktu widzenia. Koń powinien być na dworze, ile tylko się da, w końcu taka jego natura. Nie chcę demonizować stajni, daleko mi do tego, po prostu system boksowy nie do końca odpowiada naturze konia i to trzeba sobie uświadomić. W końcu gdyby boks był dla koni idealnym miejscem, nie wypuszczalibyśmy ich na pastwisko. Jeśli tylko można, najlepiej wypuszczać konia na cały dzień, a spełnieniem marzeń byłaby też noc na dworze, jeśli tylko nie ma ryzyka, że go ktoś ukradnie. A jeśli koń i tak nie stoi w normalnej stajni, to po co ją mieć? Przecież bardzo dobrze sobie poradzi pod wiatą. Ta wersja jest dość utopijna i nie nadaje się dla wszystkich, ale jeśli ktoś może się trochę poświęcić, czyścić więcej i poświęcać czas na łapanie rumaka przed jazdą, to koniowi to może wyjść bardziej na zdrowie. Oczywiście nie jest powiedziane, że koń spędzający część dnia w stajni nie może być zdrowy i szczęśliwy, bo może.Powtarzam, że nie jestem natchnioną wojowniczką w świętej sprawie, mam świadomość, że to rozwiązanie nie dla wszystkich będzie dobre, ale jeśli można, warto pomyśleć o wypuszczeniu konia na trawkę na cały dzień. W końcu od początku istnienia gatunku to właśnie koń robił. W innych krajach ten system jest bardziej popularny i nikogo za bardzo nie dziwi.
Honeonna, doceniam twoje zdanie, bo już miałam okazję się przekonać, że jesteś doświadczoną osobą. Jednak wg mnie nie tyle brak stajni, co nieprzyzwyczajenia konia do pozostawania w zamknięciu potrafi się zemścić w najmniej odpowiednich momentach, poza tym przebywanie w stajni uczy konia "dobrych manier", co jest ważne kiedy ma się konia prymitywnej rasy, kupionego z tabunu, albo ogólnie rzadko pracującego, który cały czas na łące po prostu się dziczy.
http://oi48.tinypic.com/juxyzt.jpg to by wyglądało tak... Nie chodzi o to, że chcę być jakąś super "naturalką"... Po prostu dla konia i tyle. Mam pytanie: Jeśli koń nie przebywał na nie jest przyzwyczajony to musi chodzić w tedy z derką czy nie?
Koń jest nieprzyzwyczajony do wychodzenia na całą dobę czy do wychodzenia w ogóle? Jeśli już wychodzi, nie jest derkowany bez potrzeby i nie ściągają go do stajni na byle deszczyk, to nie powinno być problemu. Pewnie zarośnie spokojnie na zimę i tyle w temacie. Jeśli chcesz z nim coś więcej pracować, to może się to skończyć ogoleniem i derką, bo koń się w zimowej sierści zagotuje. Koń niewychodzący w ogóle (są takie przypadki...) to trochę inna historia, ale po jakimś czasie też się da.Koń dużo łatwiej znosi zimno niż upał i jeśli będzie miał schronienie przed deszczem, dobre siano i miejsce do rozruszania się, poradzi sobie (oczywiście musi być zdrowy). Trzeba go poobserwować i popilnować, czy wszystko dobrze. Na początku może się czasem przyplątać katar albo coś, ale to z reguły szybko mija i później nie ma problemu. Koń się zahartuje i da sobie spokojnie radę. Zwłaszcza jeśli mieszkasz w cieplejszym regionie albo jeśli sprawa dotyczy naturalnie odporniejszej rasy, nie ma się co martwić.Projekt jest ogólnie ok, tylko może trochę do przeróbki (przy silnych wiatrach przednią ścianę lepiej jeszcze trochę zabudować). I oczywiście do ustawienia względem najczęstszych kierunków wiatrów. Trzeba zwrócić bardzo dużą uwagę na grubość i umocowanie desek. Te na zdjęciu wydają się być trochę słabe, chociaż to może być moje wrażenie. Kiedy koń kopnie i przebije drewno, może sobie uszkodzić nogę.
Jak "nauczyć" konia życia tylko na łące?? Jak to wygląda... Proszę o odpowiedzi osób, które chociaż WIEDZĄ O CO CHODZI!!!
Rozumiem, że chodzi o nauczenie konia bycia przez całą dobę na pastwisku, a nie o jakieś natchnione wizje konia chowanego "na dziko, niech sobie sam radzi" z atrakcjami w stylu konieczności wygrzebywania resztek trawy spod śniegu zimą?Jak nauczyć konia żyć na łące? On sam to dobrze wie, bo przez miliony lat właśnie w tym kierunku ewoluował. Jedyna ewentualna trudność polega na tym, żeby pokazać mu, że właśnie teraz ma zacząć z tego korzystać, że stare zasady nie obowiązują. W praktyce wygląda to w sumie tak, że z każdym dniem zostawiasz konia na dłużej, aż w końcu dochodzisz do całej doby. Dla jednego konia lepiej będzie zostawać codziennie na pół godziny dłużej, innego nie zdziwi i zwiększanie o pół dnia, jeszcze inny wygląda, jakby mógł od razu zacząć życie konia całodobowo pastwiskowego. Jeśli koń nie ma konkretnych zaleceń np. od weterynarza, to trzeba zdać się na wyczucie. Dużo też zależy od tego, ile koń wychodzi w momencie przestawiania- jeśli np. stoi tylko w stajni i wychodzi na jazdę albo do karuzeli, będzie się dłużej przyzwyczajał niż koń już wychodzący na pastwisko na pół dnia albo wracający tylko na noc. Sam proces "uczenia" najczęściej wygląda tak, że jeśli trzeba, pokazujesz koniowi na kantarze granice pastwiska, wodę, siano, jeśli jest i on dalej radzi sobie sam. Jeśli ma wiatę, "stajenkę" z otwartymi drzwiami albo drzewa, widzi ją przecież i wejdzie tam, kiedy zechce. Konie często wolą stać na dworze w deszczyku i orzeźwiająco zimnym wietrze niż wejść pod dach i, co najlepsze, raczej je to hartuje niż wywołuje choroby. Tytuł sugeruje powiązania z naturalem, więc zastrzegam, że powyższy opis nie powstał w oparciu o doktrynę jakiejkolwiek szkoły, tylko wywodzi się ze zwykłego rozsądku. Wątpię jednak, żeby naturalsi mieli swoje specjalne "rytuały przejścia" albo coś, sądzę, że wygląda to podobnie lub tak samo, bo po prostu trzeba dać koniowi wykorzystać to, że jest koniem.
A z jakich powodów chcesz trzymać konia na tylko na łące? Doceniam właścicieli, którzy swojemu koniowi chcą zapewnić najdogodniejsze dla konia warunki, aczkolwiek nie uważam, że nieposiadanie stajni jest czymś lepszym od jej posiadania...
Zależy, z czyjego punktu widzenia. Koń powinien być na dworze, ile tylko się da, w końcu taka jego natura. Nie chcę demonizować stajni, daleko mi do tego, po prostu system boksowy nie do końca odpowiada naturze konia i to trzeba sobie uświadomić. W końcu gdyby boks był dla koni idealnym miejscem, nie wypuszczalibyśmy ich na pastwisko. Jeśli tylko można, najlepiej wypuszczać konia na cały dzień, a spełnieniem marzeń byłaby też noc na dworze, jeśli tylko nie ma ryzyka, że go ktoś ukradnie. A jeśli koń i tak nie stoi w normalnej stajni, to po co ją mieć? Przecież bardzo dobrze sobie poradzi pod wiatą. Ta wersja jest dość utopijna i nie nadaje się dla wszystkich, ale jeśli ktoś może się trochę poświęcić, czyścić więcej i poświęcać czas na łapanie rumaka przed jazdą, to koniowi to może wyjść bardziej na zdrowie. Oczywiście nie jest powiedziane, że koń spędzający część dnia w stajni nie może być zdrowy i szczęśliwy, bo może.Powtarzam, że nie jestem natchnioną wojowniczką w świętej sprawie, mam świadomość, że to rozwiązanie nie dla wszystkich będzie dobre, ale jeśli można, warto pomyśleć o wypuszczeniu konia na trawkę na cały dzień. W końcu od początku istnienia gatunku to właśnie koń robił. W innych krajach ten system jest bardziej popularny i nikogo za bardzo nie dziwi.
Honeonna, doceniam twoje zdanie, bo już miałam okazję się przekonać, że jesteś doświadczoną osobą. Jednak wg mnie nie tyle brak stajni, co nieprzyzwyczajenia konia do pozostawania w zamknięciu potrafi się zemścić w najmniej odpowiednich momentach, poza tym przebywanie w stajni uczy konia "dobrych manier", co jest ważne kiedy ma się konia prymitywnej rasy, kupionego z tabunu, albo ogólnie rzadko pracującego, który cały czas na łące po prostu się dziczy.
Chcę by czuł się wolno (do pewnego stopnia oczywiście). Będzie jeździł często min. 3-4 x w tyg. Nawet częściej... Pzt koszta mniejsze.
http://oi48.tinypic.com/juxyzt.jpg to by wyglądało tak... Nie chodzi o to, że chcę być jakąś super "naturalką"... Po prostu dla konia i tyle. Mam pytanie: Jeśli koń nie przebywał na nie jest przyzwyczajony to musi chodzić w tedy z derką czy nie?
Koń jest nieprzyzwyczajony do wychodzenia na całą dobę czy do wychodzenia w ogóle? Jeśli już wychodzi, nie jest derkowany bez potrzeby i nie ściągają go do stajni na byle deszczyk, to nie powinno być problemu. Pewnie zarośnie spokojnie na zimę i tyle w temacie. Jeśli chcesz z nim coś więcej pracować, to może się to skończyć ogoleniem i derką, bo koń się w zimowej sierści zagotuje. Koń niewychodzący w ogóle (są takie przypadki...) to trochę inna historia, ale po jakimś czasie też się da.Koń dużo łatwiej znosi zimno niż upał i jeśli będzie miał schronienie przed deszczem, dobre siano i miejsce do rozruszania się, poradzi sobie (oczywiście musi być zdrowy). Trzeba go poobserwować i popilnować, czy wszystko dobrze. Na początku może się czasem przyplątać katar albo coś, ale to z reguły szybko mija i później nie ma problemu. Koń się zahartuje i da sobie spokojnie radę. Zwłaszcza jeśli mieszkasz w cieplejszym regionie albo jeśli sprawa dotyczy naturalnie odporniejszej rasy, nie ma się co martwić.Projekt jest ogólnie ok, tylko może trochę do przeróbki (przy silnych wiatrach przednią ścianę lepiej jeszcze trochę zabudować). I oczywiście do ustawienia względem najczęstszych kierunków wiatrów. Trzeba zwrócić bardzo dużą uwagę na grubość i umocowanie desek. Te na zdjęciu wydają się być trochę słabe, chociaż to może być moje wrażenie. Kiedy koń kopnie i przebije drewno, może sobie uszkodzić nogę.