Od tamtego roku w wakacje zajmuję się klaczką. Zajmowaniem to chyba tego nie można nazwać bo jestem u niej tylko w wakacje ale ok. Klacz jest ogólnie w niezbyt dobrym stanie. Nigdy nie nosiła kantara , nie miała bliższej styczności z człowiekiem. Tylko raz na jakiś czas właściciel zagania ją do boksu. Dla ułatwienia pracy właścicielowi chciałabym kupić jej kantar lecz zastanawiam się jaki kantar byłby odpowiedni dla konia przebywającego na polu pół roku. Czy w kantarze sznurkowym nie byłoby jej najwygodniej?
Najpierw na twoim miejscu założyłabym sznurek klaczce na szyi żeby się przyzwyczaiła do noszenia na sobie czegokolwiek ( ale pamiętaj że jak założysz jej sznurek albo linkę do naturala to musisz mieć klaczkę na oku żeby się w ten sznurek potem się nie zaplątała ) :)Jak już się przyzwyczai do tej linki to kupiłabym raczej halterek :0 P.s to jest moje zdanie ale niech inni tez się wypowiedzą :D Powodzenia :)
Sznurkowy działa silniej i jeśli nie masz doświadczenia, to możesz ją zniechęcić do jakiegokolwiek sprzętu na łbie. A tak swoją drogą, to jak ona pracuje na polu, skoro jedyna styczność z człowiekiem to zaganianie do boksu?
Ok :) Po prostu byłam ciekawa jak to możliwe. Kantar sznurkowy wywiera mocniejszy nacisk, więc może być niewygodny dla konia, który nie zna czegoś takiego, tak myślę.
Spoko. Dzięki za rady po szczerze to ja się na naturalu nie znam i klaczce nie chcę zaszkodzić :). Chodzi o to że dla jej dobra wolę założyć jej ten kantar i przyzwyczać bo bóg wie czym ten facet ją do "stajni" zagania. Gdybyś mogła mi podpowiedzieć co z nią zrobić żeby minimalnego zaufania nabrała.
Przebywaj z nią na pastwisku. Na początku posiedź z nią, ale w bezpiecznej dla niej odległości. Jeśli nie ucieknie jako nagrodę wyjdź z pastwiska. I tak dalej, jeśli zrobi w Twoją stronę kilka kroków również nagradzaj wyjściem. To może być powolny proces, ale najlepszy żeby klaczka Ci w pełni zaufała i nie było problemów z nakładaniem kantaru. Chyba nie jesteś zbytnio doświadczoną osobą, prawda? Więc lepiej powoli niż szybko, żeby Tobie ani klaczce nie stała się krzywda :)
Co do mojego doświadczenia to aż tak źle nie jest :>. Od paru miesięcy dzierżawię konika ale mniejsza z tym. Poprostu nie chcę jej skrzywdzić dlatego pytam :).
"Przebywaj z nią na pastwisku. Na początku posiedź z nią, ale w bezpiecznej dla niej odległości. Jeśli nie ucieknie jako nagrodę wyjdź z pastwiska. I tak dalej, jeśli zrobi w Twoją stronę kilka kroków również nagradzaj wyjściem. To może być powolny proces, ale najlepszy żeby klaczka Ci w pełni zaufała i nie było problemów z nakładaniem kantaru. Chyba nie jesteś zbytnio doświadczoną osobą, prawda? Więc lepiej powoli niż szybko, żeby Tobie ani klaczce nie stała się krzywda :) "Jest tylko jeden mankament - w tej metodzie ( popieram naturala ) poprzez wychodzenie z pastwiska koń nieufny, ale dominujący może po pewnym czasie myśleć, że człowiek to po prostu podporządkowany mu koń i wystarczy podejść, a ten już się oddala. Chyba że to koń spokojny lub lękliwy :) Lękliwy, a nie tylko nieufny. Nie mylić proszę tych dwóch pojęć jak będziesz, ZuuZuu, ją przyzwyczajać..Bo każdy koń - ma inny charakter.
O tym samym pomyślałam... Może zrozumieć to tak, że kiedy idzie w stronę człowieka, to on ucieka i będzie to potem bardzo wykorzystywać i starać się zapanować nad nim. Trochę ryzykowna metoda.
może zamiast wychodzenia z pastwiska lepiej ją niezawodnie podbijać np. jabłkiem? najpierw dużo, żeby chciała przychodzić. z czasem zacznij jej po troszku dotykać, lekko, po łopatce i szyi, unikając kontaktu z głową, słabizną i zadem, bo może tego nie lubić. gdy się przyzwyczai powoli zacznij dotykać zadu i słabizny. gdy i to nie będzie problemem, można zacząć zdobywać głowę. powoli i spokojnie. to koń wyznacza granicę "dopuszczalnych gestów", jak zacznie zabierać łeb, wracamy do zadu, żeby odbudowywać zaufanie. gdy dotykanie głowy nie będzie już takie straszne, można będzie zacząć zmniejszać ilość smakołyków do sporadyczności. dużo pracy przed Tobą i trudne zadanie wymagające cierpliwości i wrażliwości. jeśli się postarasz osiągniesz sukces. pamiętaj tylko, że masz by przyjacielem, a nie "chodzącą stołówką". jeśli zacznie do Ciebie przychodzić i DOMAGAĆ SIĘ jedzenia to wychodzisz, ale nie "strachliwie", tylko jak wkurzone dziecko po kłótni z rodzicami (:lol:), tzn. wyprostowana sylwetka, pewna siebie, twarde kroki. zanim odejdziesz, możesz jeszcze powiedzieć (ale nie krzyczeć): NIE!powodzenia.ps. też to przerabiałam z pewną klaczą, ale ona była bardziej "zapoznana" z ludźmi ;)
Od tamtego roku w wakacje zajmuję się klaczką. Zajmowaniem to chyba tego nie można nazwać bo jestem u niej tylko w wakacje ale ok. Klacz jest ogólnie w niezbyt dobrym stanie. Nigdy nie nosiła kantara , nie miała bliższej styczności z człowiekiem. Tylko raz na jakiś czas właściciel zagania ją do boksu. Dla ułatwienia pracy właścicielowi chciałabym kupić jej kantar lecz zastanawiam się jaki kantar byłby odpowiedni dla konia przebywającego na polu pół roku. Czy w kantarze sznurkowym nie byłoby jej najwygodniej?
Najpierw na twoim miejscu założyłabym sznurek klaczce na szyi żeby się przyzwyczaiła do noszenia na sobie czegokolwiek ( ale pamiętaj że jak założysz jej sznurek albo linkę do naturala to musisz mieć klaczkę na oku żeby się w ten sznurek potem się nie zaplątała ) :)Jak już się przyzwyczai do tej linki to kupiłabym raczej halterek :0 P.s to jest moje zdanie ale niech inni tez się wypowiedzą :D Powodzenia :)
Sznurkowy działa silniej i jeśli nie masz doświadczenia, to możesz ją zniechęcić do jakiegokolwiek sprzętu na łbie. A tak swoją drogą, to jak ona pracuje na polu, skoro jedyna styczność z człowiekiem to zaganianie do boksu?
Nie chodzi o pracę na polu tylko przebywanie na pastwisku... sorki ale poprostu się mylę. Chodzi mi o to w jakim kantarku będzie jej najwygodniej.
Ok :) Po prostu byłam ciekawa jak to możliwe. Kantar sznurkowy wywiera mocniejszy nacisk, więc może być niewygodny dla konia, który nie zna czegoś takiego, tak myślę.
Spoko. Dzięki za rady po szczerze to ja się na naturalu nie znam i klaczce nie chcę zaszkodzić :). Chodzi o to że dla jej dobra wolę założyć jej ten kantar i przyzwyczać bo bóg wie czym ten facet ją do "stajni" zagania. Gdybyś mogła mi podpowiedzieć co z nią zrobić żeby minimalnego zaufania nabrała.
Przebywaj z nią na pastwisku. Na początku posiedź z nią, ale w bezpiecznej dla niej odległości. Jeśli nie ucieknie jako nagrodę wyjdź z pastwiska. I tak dalej, jeśli zrobi w Twoją stronę kilka kroków również nagradzaj wyjściem. To może być powolny proces, ale najlepszy żeby klaczka Ci w pełni zaufała i nie było problemów z nakładaniem kantaru. Chyba nie jesteś zbytnio doświadczoną osobą, prawda? Więc lepiej powoli niż szybko, żeby Tobie ani klaczce nie stała się krzywda :)
Co do mojego doświadczenia to aż tak źle nie jest :>. Od paru miesięcy dzierżawię konika ale mniejsza z tym. Poprostu nie chcę jej skrzywdzić dlatego pytam :).
W takim razie pastwisko i duuużo cierpliwości :)
"Przebywaj z nią na pastwisku. Na początku posiedź z nią, ale w bezpiecznej dla niej odległości. Jeśli nie ucieknie jako nagrodę wyjdź z pastwiska. I tak dalej, jeśli zrobi w Twoją stronę kilka kroków również nagradzaj wyjściem. To może być powolny proces, ale najlepszy żeby klaczka Ci w pełni zaufała i nie było problemów z nakładaniem kantaru. Chyba nie jesteś zbytnio doświadczoną osobą, prawda? Więc lepiej powoli niż szybko, żeby Tobie ani klaczce nie stała się krzywda :) "Jest tylko jeden mankament - w tej metodzie ( popieram naturala ) poprzez wychodzenie z pastwiska koń nieufny, ale dominujący może po pewnym czasie myśleć, że człowiek to po prostu podporządkowany mu koń i wystarczy podejść, a ten już się oddala. Chyba że to koń spokojny lub lękliwy :) Lękliwy, a nie tylko nieufny. Nie mylić proszę tych dwóch pojęć jak będziesz, ZuuZuu, ją przyzwyczajać..Bo każdy koń - ma inny charakter.
O tym samym pomyślałam... Może zrozumieć to tak, że kiedy idzie w stronę człowieka, to on ucieka i będzie to potem bardzo wykorzystywać i starać się zapanować nad nim. Trochę ryzykowna metoda.
To wszystko zależy od charakteru konia. Macie jakieś lepsze pomysły?
może zamiast wychodzenia z pastwiska lepiej ją niezawodnie podbijać np. jabłkiem? najpierw dużo, żeby chciała przychodzić. z czasem zacznij jej po troszku dotykać, lekko, po łopatce i szyi, unikając kontaktu z głową, słabizną i zadem, bo może tego nie lubić. gdy się przyzwyczai powoli zacznij dotykać zadu i słabizny. gdy i to nie będzie problemem, można zacząć zdobywać głowę. powoli i spokojnie. to koń wyznacza granicę "dopuszczalnych gestów", jak zacznie zabierać łeb, wracamy do zadu, żeby odbudowywać zaufanie. gdy dotykanie głowy nie będzie już takie straszne, można będzie zacząć zmniejszać ilość smakołyków do sporadyczności. dużo pracy przed Tobą i trudne zadanie wymagające cierpliwości i wrażliwości. jeśli się postarasz osiągniesz sukces. pamiętaj tylko, że masz by przyjacielem, a nie "chodzącą stołówką". jeśli zacznie do Ciebie przychodzić i DOMAGAĆ SIĘ jedzenia to wychodzisz, ale nie "strachliwie", tylko jak wkurzone dziecko po kłótni z rodzicami (:lol:), tzn. wyprostowana sylwetka, pewna siebie, twarde kroki. zanim odejdziesz, możesz jeszcze powiedzieć (ale nie krzyczeć): NIE!powodzenia.ps. też to przerabiałam z pewną klaczą, ale ona była bardziej "zapoznana" z ludźmi ;)
myśle, że zwykły
Raczej nie, biedny konik.