U was w stajni używa się kantarów, uzd, czy sznurków zawiązanych w kantar, czy może konie trzeba najpierw złapać, a potem dopiero założyć im kantar? Ja spotkałam się tylko z kantarami i, że konie stoją na wybiegu bez niczego. Jestem bardzo ciekawa waszych odpowiedzi. Jak jest u was w stajnistadninie?
U mnie w stadninie jest około 50 ""stajniowych"" koni, + prytwatne. Jakby kilku stajennych miałoby wyprowadzać i sprowadzać konie, to nie opłacałoby im sie wypuszczać, bo noc może zostać normalnie :D Więc często po prostu zagradzamy dróżkę do lasu taśma odblaskową, otwieramy jedno pastwisko najpierw, wypuszczamy z boksu klacze, później na drugie wałachy i sobie te kilkanaście metrów na wprost człapią na pastwisko, czy też z patswiska jesli mówimy o sprowadzaniu. Uprzedze od razu: jesli robi sie to z głową to jest to bezpieczne, konie znają się kilka, niektóre nawet kilkanaście lat, hierarchie sobie ustalą i jest spokój, każdy wie, gdzie w stajni stoi i zazwyczaj trafia do swojego ""pokoju"" :D Oczywiście, że z kantarem, chodź nie każdy w nim później wraca. :DPozdrawiam.
Co stajnia to wersja. Niektórzy nie zakładają kantarów na padok, a w szczególności na łąkę, by koń się gdzieś o niego nie zaczepił. Niestety nie zawsze jest to praktyczne, bo gdy idzie jazda 7-10 dość słabo obeznanych z jazdą dzieci na padok po konia to i tak jest zadyma, bo większość nie wie, jaki to koń, albo boi się podejść, bo takowy stoi obok drugiego, jeśli miałoby do tego dojść szukanie odpowiednich kantarów, zakładanie ich i dopasowywanie to zleciałoby pół jazdy. Dlatego też u mnie w stajni konie padokowane są w kantarach. @matrixx to co napisałaś wcale nie wzbudza żadnych kontrowersji i nie jest tak wyjątkowe. Mało która stajnia zaprząta sobie głowę wyprowadzaniem każdego konia na padok osobno, są one spuszczanie drogą wybiegową, bardzo często nawet jeśli jest ich tylko kilka. U mnie w stanji puszczane są dwa stada osobno, na dwa oddzielne padoki, do których prowadzi ta sama droga, przedłużona w jednym miejscu. Doprowadza sie tylko jednego, który ucieka, lub nowe konie, by zapoznały sie z drogą. Oprócz tego w ręku prowadzony jest tylko ogier, który stoi na osobnym padoku, do którego nie ma oddzielonej drogi. Nieraz konie uciekną, bo połamią jakieś ogrodzenie, czy ktoś niewtajemniczony otworzy jakąś bramkę, ale to są pojedyńcze wypadki. Konie nieraz pobiegną nie do tej stajni (są dwie), szczególnie młode, ale głównie dla tego, że chcą sobie pobiegać, wystarczy podejść i grzecznie biegną tam gdzie mieszkają. Jest to dużo bezpieczniejsze niż prowadzenie koni w ręku, bo w przypadku sprowadzenia bierze się zazwyczaj po 2, a zniecierpliwione konie, które czekają na jedzenie/spotkanie z kolegami lubią się wyrwać z ręki.
U nas w stajni konie są w kantarach, więc bierzemy je pojedynczo. W stajni z której zrezygnowałam konie były w kantarach,a i tak trzeba było wziąć ze sobą uzdę i je złapać. Według mnie trochę głupie, chociaż jak przyprowadzasz konia, tylko go czyścisz, zakładasz siodło i gotowe. Cały czas uważam jednak, że to dziwne. PS: Dzięki za dotychczasowe odpowiedzi!
@GabaKoniara10 A w jaki sposób je wiązaliście? Mam nadzieję, że nie na wodzach...Na tranzelce zdarzało mi się prowadzić tylko konie trudne/nadpobudliwe lub gdy np: musiałam przeprowadzić ogiera dość blisko klaczy. Poza tym kiełzna się konie, gdy prowadzi się je do krycia oraz prezentując na płycie, podczas wystaw. Reszta przypadków to dla mnie bezsensowne utrudniania sobie życia i traktowanie koni jak maszyny do zabijania.
Z wystawami to też zależy, jaka rasa, np. Quartery można pokazywać w skórzanych kantarach, a araby na prezenterce nieprzypominającej na pierwszy rzut oka normalnego ogłowia. W większości stajni, w których byłam, konie chodziły rano w kantarach na pastwisko głównie z powodu wygody przy sprowadzaniu przez mniej zaznajomionych z łapaniem, a potem, po jazdach, zostawały bez. W stajni też raczej bez, bo po co. Co do prowadzenia na ogłowiu, to głównie przed i po jeździe do i ze stajni albo po jeździe i szybkim rozsiodłaniu konia gdzieś przed stajnią na ogłowiu prosto na padoczek, bo po prostu nie było sensu na odcinek kilkudziesięciu metrów lecieć po kantar, żeby przebrać. Na sam padok oczywiście bez ogłowia. Inna sprawa z końmi, które są zwyczajnie niebezpieczne np. dla stajennego przy prowadzeniu, wtedy już trzeba się zastanawiać i czasami pomaga pokombinowanie.
Było to trochę skomplikowane, bo najpierw trzeba było wodze ułożyć na
kształt lassa, a potem żeby wodze nie plątały się pod nogami konia to
zapinało się o sznur od słomy i już. Szczerze mówiąc wydaje się to
łatwe, ale nie jest. Mnie chyba nigdy nie wyszło.@GabaKoniara10 A w jaki sposób je wiązaliście? Mam nadzieję, że nie na wodzach...Na tranzelce zdarzało mi się prowadzić tylko konie trudne/nadpobudliwe lub gdy np: musiałam przeprowadzić ogiera dość blisko klaczy. Poza tym kiełzna się konie, gdy prowadzi się je do krycia oraz prezentując na płycie, podczas wystaw. Reszta przypadków to dla mnie bezsensowne utrudniania sobie życia i traktowanie koni jak maszyny do zabijania.
Czyli jednak koń był przywiązany (nieważne jakim sznurkiem/uwiązem/patentem) za ogłowie, mając wędzidło w pysku... Pogratuluj tamtejszym instruktorom "inteligencji". Mają szczęście, że nikomu nie stała się wówczas krzywda. Przywiązywanie konia w jakikolwiek sposób za wędzidło jest karygdne i bardzo niebezpieczne! Jeżeli koń odsadzi się będąc przywiązanym na kantarze w najgorszym wypadku go porwie, ale i tak po chwili się uspokoi, zdając sobie sprawę, że niema żadnego zagrożenia. Jeżeli jednak w momencie kiedy odsadzi się poczuje ból szrpiącego mu się w pysku wedzidła, zacznie panikować i kopać, a przy kniowiązach czy w korytarzu stajennym jest z reguły sporo ludzi i mało miejsca- prawdopodobieństwo, że ktoś zostanie ranny jest olbrzymie. Nie mówiąc już o szkodach jakie przyniesie to samemu zwierzęciu...Stopień dbałości o bezpieczeństwo jeźdźców w Polskich stajniach mnie przeraża. Mało kto mówi dzieciakom choćby o takich podstawach jak nie opieranie kopyta o kolano, czy nie wchodzenie między konia a ścianę. Co gorsza nie tylko nie uczy się podstawowych zasad bezpieczeństwa, ale propaguje się złe nawyki i uczy według starych, wziętych niewiadomo skąd zasad i "sposobów". Lada chwila usłyszymy w telewizji o jakiejś tragedii, która wydarzyła się w szkółce jeździeckiej. Wszyscy będą płakać i raptem zacznie się nagonka na bezpieczeństwo jeźdźców, a koń zostanie publicznie uznany za wcieleni zła.
Stopień dbałości o bezpieczeństwo jeźdźców w Polskich stajniach mnie przeraża. Mało kto mówi dzieciakom choćby o takich podstawach jak nie opieranie kopyta o kolano, czy nie wchodzenie między konia a ścianę. Co gorsza nie tylko nie uczy się podstawowych zasad bezpieczeństwa, ale propaguje się złe nawyki i uczy według starych, wziętych niewiadomo skąd zasad i "sposobów".Mnie wręcz w kilku stajniach uczono "oprzyj sobie kopyto na kolanie będzie Ci wygodniej" :/ Aczkolwiek wiem że jest to nie bezpieczne. Ale masz Shango racje dbałość o bezpieczeństwo w Polskich stajniach jest fatalna :/ W stajniach w których jeździłam konie chodzą na pastwisko w kantarach jest to motywowane głównie wygodą przy łapaniu konia z pastwiska, i wygodą przy prowadzeniu koni. I jak najbardziej uważam to za słuszne.
Zgadzam się z wami. Jednak macie rację. Wiadomości pokażą wszystko w szczególności niebezpieczne przypadki. Ja na szczęście nie nauczyłam się podpierania kopyta, bo wygodne. Dzięki za dotychczasowe odpowiedzi.
W mojej stadninie jest podobno. Konie są puszczane na 5 padoków grupowo. Nie zakłada się kontarów ( chyba że ktoś chce) ponieważ konie dają się łatwo złapać. Wystarczy tylko zabrać ze sobą uwiąz i kantar gdy idźesz po konia. Konie są na wybiegu od 8 do 15.
Ja moje na kantarze tylko prowadzam i wiąże, w stajni i na pastwisku stoją beż, nie tylko ze względu na bezpieczeństwo ale też z uwagi, że bardzo szybko brudzą. Co do podpierania kopyta, to jak się robi w pojedynkę bardziej skomplikowane i długotrwałe rzeczy niż czyszczenie, to trudno tak nie zrobić. Jednego konia mój tata nauczył trzymać kopyto na pieńku, żeby oszczędzić kręgosłup, ale to bardzo opanowany koń.
U nas konie na padoki chodzą w kantarach, ponieważ raczej nierealne było by zakładanie kantara uciekającym koniom na rozciągających się w nieskończoność łąkach.W stajni ściągamy je dla wygody konia, szczególnie latem :)
U was w stajni używa się kantarów, uzd, czy sznurków zawiązanych w kantar, czy może konie trzeba najpierw złapać, a potem dopiero założyć im kantar? Ja spotkałam się tylko z kantarami i, że konie stoją na wybiegu bez niczego. Jestem bardzo ciekawa waszych odpowiedzi. Jak jest u was w stajnistadninie?
Ja swojemu koniowi zakładam kantar na padok. Czasami chodzi bez niczego :)
U mnie w stadninie jest około 50 ""stajniowych"" koni, + prytwatne. Jakby kilku stajennych miałoby wyprowadzać i sprowadzać konie, to nie opłacałoby im sie wypuszczać, bo noc może zostać normalnie :D Więc często po prostu zagradzamy dróżkę do lasu taśma odblaskową, otwieramy jedno pastwisko najpierw, wypuszczamy z boksu klacze, później na drugie wałachy i sobie te kilkanaście metrów na wprost człapią na pastwisko, czy też z patswiska jesli mówimy o sprowadzaniu. Uprzedze od razu: jesli robi sie to z głową to jest to bezpieczne, konie znają się kilka, niektóre nawet kilkanaście lat, hierarchie sobie ustalą i jest spokój, każdy wie, gdzie w stajni stoi i zazwyczaj trafia do swojego ""pokoju"" :D Oczywiście, że z kantarem, chodź nie każdy w nim później wraca. :DPozdrawiam.
Co stajnia to wersja. Niektórzy nie zakładają kantarów na padok, a w szczególności na łąkę, by koń się gdzieś o niego nie zaczepił. Niestety nie zawsze jest to praktyczne, bo gdy idzie jazda 7-10 dość słabo obeznanych z jazdą dzieci na padok po konia to i tak jest zadyma, bo większość nie wie, jaki to koń, albo boi się podejść, bo takowy stoi obok drugiego, jeśli miałoby do tego dojść szukanie odpowiednich kantarów, zakładanie ich i dopasowywanie to zleciałoby pół jazdy. Dlatego też u mnie w stajni konie padokowane są w kantarach. @matrixx to co napisałaś wcale nie wzbudza żadnych kontrowersji i nie jest tak wyjątkowe. Mało która stajnia zaprząta sobie głowę wyprowadzaniem każdego konia na padok osobno, są one spuszczanie drogą wybiegową, bardzo często nawet jeśli jest ich tylko kilka. U mnie w stanji puszczane są dwa stada osobno, na dwa oddzielne padoki, do których prowadzi ta sama droga, przedłużona w jednym miejscu. Doprowadza sie tylko jednego, który ucieka, lub nowe konie, by zapoznały sie z drogą. Oprócz tego w ręku prowadzony jest tylko ogier, który stoi na osobnym padoku, do którego nie ma oddzielonej drogi. Nieraz konie uciekną, bo połamią jakieś ogrodzenie, czy ktoś niewtajemniczony otworzy jakąś bramkę, ale to są pojedyńcze wypadki. Konie nieraz pobiegną nie do tej stajni (są dwie), szczególnie młode, ale głównie dla tego, że chcą sobie pobiegać, wystarczy podejść i grzecznie biegną tam gdzie mieszkają. Jest to dużo bezpieczniejsze niż prowadzenie koni w ręku, bo w przypadku sprowadzenia bierze się zazwyczaj po 2, a zniecierpliwione konie, które czekają na jedzenie/spotkanie z kolegami lubią się wyrwać z ręki.
U nas w stajni konie są w kantarach, więc bierzemy je pojedynczo. W stajni z której zrezygnowałam konie były w kantarach,a i tak trzeba było wziąć ze sobą uzdę i je złapać. Według mnie trochę głupie, chociaż jak przyprowadzasz konia, tylko go czyścisz, zakładasz siodło i gotowe. Cały czas uważam jednak, że to dziwne. PS: Dzięki za dotychczasowe odpowiedzi!
@GabaKoniara10 A w jaki sposób je wiązaliście? Mam nadzieję, że nie na wodzach...Na tranzelce zdarzało mi się prowadzić tylko konie trudne/nadpobudliwe lub gdy np: musiałam przeprowadzić ogiera dość blisko klaczy. Poza tym kiełzna się konie, gdy prowadzi się je do krycia oraz prezentując na płycie, podczas wystaw. Reszta przypadków to dla mnie bezsensowne utrudniania sobie życia i traktowanie koni jak maszyny do zabijania.
Z wystawami to też zależy, jaka rasa, np. Quartery można pokazywać w skórzanych kantarach, a araby na prezenterce nieprzypominającej na pierwszy rzut oka normalnego ogłowia. W większości stajni, w których byłam, konie chodziły rano w kantarach na pastwisko głównie z powodu wygody przy sprowadzaniu przez mniej zaznajomionych z łapaniem, a potem, po jazdach, zostawały bez. W stajni też raczej bez, bo po co. Co do prowadzenia na ogłowiu, to głównie przed i po jeździe do i ze stajni albo po jeździe i szybkim rozsiodłaniu konia gdzieś przed stajnią na ogłowiu prosto na padoczek, bo po prostu nie było sensu na odcinek kilkudziesięciu metrów lecieć po kantar, żeby przebrać. Na sam padok oczywiście bez ogłowia. Inna sprawa z końmi, które są zwyczajnie niebezpieczne np. dla stajennego przy prowadzeniu, wtedy już trzeba się zastanawiać i czasami pomaga pokombinowanie.
Było to trochę skomplikowane, bo najpierw trzeba było wodze ułożyć na kształt lassa, a potem żeby wodze nie plątały się pod nogami konia to zapinało się o sznur od słomy i już. Szczerze mówiąc wydaje się to łatwe, ale nie jest. Mnie chyba nigdy nie wyszło.@GabaKoniara10 A w jaki sposób je wiązaliście? Mam nadzieję, że nie na wodzach...Na tranzelce zdarzało mi się prowadzić tylko konie trudne/nadpobudliwe lub gdy np: musiałam przeprowadzić ogiera dość blisko klaczy. Poza tym kiełzna się konie, gdy prowadzi się je do krycia oraz prezentując na płycie, podczas wystaw. Reszta przypadków to dla mnie bezsensowne utrudniania sobie życia i traktowanie koni jak maszyny do zabijania.
Czyli jednak koń był przywiązany (nieważne jakim sznurkiem/uwiązem/patentem) za ogłowie, mając wędzidło w pysku... Pogratuluj tamtejszym instruktorom "inteligencji". Mają szczęście, że nikomu nie stała się wówczas krzywda. Przywiązywanie konia w jakikolwiek sposób za wędzidło jest karygdne i bardzo niebezpieczne! Jeżeli koń odsadzi się będąc przywiązanym na kantarze w najgorszym wypadku go porwie, ale i tak po chwili się uspokoi, zdając sobie sprawę, że niema żadnego zagrożenia. Jeżeli jednak w momencie kiedy odsadzi się poczuje ból szrpiącego mu się w pysku wedzidła, zacznie panikować i kopać, a przy kniowiązach czy w korytarzu stajennym jest z reguły sporo ludzi i mało miejsca- prawdopodobieństwo, że ktoś zostanie ranny jest olbrzymie. Nie mówiąc już o szkodach jakie przyniesie to samemu zwierzęciu...Stopień dbałości o bezpieczeństwo jeźdźców w Polskich stajniach mnie przeraża. Mało kto mówi dzieciakom choćby o takich podstawach jak nie opieranie kopyta o kolano, czy nie wchodzenie między konia a ścianę. Co gorsza nie tylko nie uczy się podstawowych zasad bezpieczeństwa, ale propaguje się złe nawyki i uczy według starych, wziętych niewiadomo skąd zasad i "sposobów". Lada chwila usłyszymy w telewizji o jakiejś tragedii, która wydarzyła się w szkółce jeździeckiej. Wszyscy będą płakać i raptem zacznie się nagonka na bezpieczeństwo jeźdźców, a koń zostanie publicznie uznany za wcieleni zła.
Stopień dbałości o bezpieczeństwo jeźdźców w Polskich stajniach mnie przeraża. Mało kto mówi dzieciakom choćby o takich podstawach jak nie opieranie kopyta o kolano, czy nie wchodzenie między konia a ścianę. Co gorsza nie tylko nie uczy się podstawowych zasad bezpieczeństwa, ale propaguje się złe nawyki i uczy według starych, wziętych niewiadomo skąd zasad i "sposobów".Mnie wręcz w kilku stajniach uczono "oprzyj sobie kopyto na kolanie będzie Ci wygodniej" :/ Aczkolwiek wiem że jest to nie bezpieczne. Ale masz Shango racje dbałość o bezpieczeństwo w Polskich stajniach jest fatalna :/ W stajniach w których jeździłam konie chodzą na pastwisko w kantarach jest to motywowane głównie wygodą przy łapaniu konia z pastwiska, i wygodą przy prowadzeniu koni. I jak najbardziej uważam to za słuszne.
Zgadzam się z wami. Jednak macie rację. Wiadomości pokażą wszystko w szczególności niebezpieczne przypadki. Ja na szczęście nie nauczyłam się podpierania kopyta, bo wygodne. Dzięki za dotychczasowe odpowiedzi.
Podeprzeć zawsze można, tyle że na udzie. Nie ma co zużywać zbytnio naszych biednych pleców :)
W mojej stadninie jest podobno. Konie są puszczane na 5 padoków grupowo. Nie zakłada się kontarów ( chyba że ktoś chce) ponieważ konie dają się łatwo złapać. Wystarczy tylko zabrać ze sobą uwiąz i kantar gdy idźesz po konia. Konie są na wybiegu od 8 do 15.
Ja moje na kantarze tylko prowadzam i wiąże, w stajni i na pastwisku stoją beż, nie tylko ze względu na bezpieczeństwo ale też z uwagi, że bardzo szybko brudzą. Co do podpierania kopyta, to jak się robi w pojedynkę bardziej skomplikowane i długotrwałe rzeczy niż czyszczenie, to trudno tak nie zrobić. Jednego konia mój tata nauczył trzymać kopyto na pieńku, żeby oszczędzić kręgosłup, ale to bardzo opanowany koń.
U nas konie na padoki chodzą w kantarach, ponieważ raczej nierealne było by zakładanie kantara uciekającym koniom na rozciągających się w nieskończoność łąkach.W stajni ściągamy je dla wygody konia, szczególnie latem :)