Sluchajcie, jezdze ba prywatnym koniu mojej kolezanki, ktora jest samoukiem w tej kwestii. Jednak mam problem z jazda, poniewaz ten kon nie chce chodzic. Tzn dochodzi do jakiegos momentu w terenie i dalej nie idzie. Nie dziala tu ani lydka, ani palcat. Poprostu nic. Mozna stac pol godziny bez rezultatu. Nie wiem co moge zrobic, w czym tkwi blad. Kiedys tez tak bylo, ale bylam stanowcza i jakos dzialalo. Teraz nic a nic. Nie wiem czy ja robie blad czy moze przyczyna tkwi w czyms innym.
ja też mam takie problemy u koleżanki. tylko mi dodatkowo klaczka stawała dęba. hmm.i właśnie ta koleżanka mówiła, żeby zejść z konia chwycić wodze w jedną rękę i uderzyć po szyi. dwa razy. (troszkę brutalne, ale mi działało. tak szczerze nie ciepię bić koni i błagam nie myślcie, ze jestem jakaś nie teges bo ją uderzyłam) a jak to nie pomoże to przesuwać konia od nogi do nogi. i właśnie nie wiem o co z tym chodzi.
Sama nie wiem, moze nastepnym razem sprobuje. Myslalam tez ze moze przyczyna jest po 1. zbyt rzadkie jezdzenie na klaczce po 2. Brak profesjonalizmu w ujezdzaniu (kolezanka jest samoukiem, a ja nie uwazam sie za wspanialego jezdzca)
Pamiętam że ja miałam taki problem. Dostałam klacz i miałam ją przyuczyć i jeździć. Klaczka była stosunkowo mało jeżdżona i mało profesjonalnie jak na 7 letnią kobyłę (do 5 r.ż. stała na pastwiskach). W wieku 6 lat jeżdziła w same tereny, ale później została przeniesiona do stajni gdzie trafiła do mnie i nie było możliwości jazdy terenowej.Po paru miesiącach (zaczynałam pracować z nią jak z surowym koniem i też ją tak traktowałam) zaczęła już fajnie chodzić. Byłam z niej bardzo zadowolona, i przeniosłam się z nią do stajni gdzie stała poprzednio od urodzenia ze względu na tereny i lepsze warunki.Okazało się że klacz nie chce chodzić w tereny, dojeżdżała w lesie do pewnego momentu i koniec. Nie chciała przechodzić przez wodę, przez dość płytką rzekę. Byłam bardzo konsekwentna w jeżdzie. Łyda łyda, palcat i po pewnym czasie tam gdzie klacz nie chciała ruszać zaczęła chodzić. Ale nie odpuszczałam nigdy. Było że walczyłam z nią 20 min i więcej. Po roku takiej jazdy z ta klaczą, mogłam już sie z nią razem kąpać w rzece:)Stała się super koniem wierzchowym pod każdym względem.
Wcześniejszy jej problem polegał na tym, że przez to że nie była dobrze jeżdżona od początku, chodząc w tereny i zatrzymując się, jeździec szukał innej drogi "nie chcesz iść to ok, to nie idziemy tu". I tak raz, drugi, trzeci i klacz tak to zapamiętała. A zchodząc z konia i prowadzić go w terenie (tym bardziej jak jest taki problem i jesteś sama to jest to dość ryzykowne i często nie przynosi rezultatów). Proponuję poszukać konia do towarzystwa na czoło i Twoja klacz powinna się nauczyć.
Sluchajcie, jezdze ba prywatnym koniu mojej kolezanki, ktora jest samoukiem w tej kwestii. Jednak mam problem z jazda, poniewaz ten kon nie chce chodzic. Tzn dochodzi do jakiegos momentu w terenie i dalej nie idzie. Nie dziala tu ani lydka, ani palcat. Poprostu nic. Mozna stac pol godziny bez rezultatu. Nie wiem co moge zrobic, w czym tkwi blad. Kiedys tez tak bylo, ale bylam stanowcza i jakos dzialalo. Teraz nic a nic. Nie wiem czy ja robie blad czy moze przyczyna tkwi w czyms innym.
A może ma jakiś uraz do tego miejsca, jeśli ciągle tą samą drogą jeździsz?
Myśle, że się boi. Moze powinnaś zsiąść z konia (kilkaset metrów przed tym miejscem) i przeprowadzić ją w ręku, spokojnie i powoli, na luzie ;)
Niestety, przyczyna musi byc inna, bo probowalam ja przeprowadzic, ale to byla walka z wiatrakami. Nie poszla. Zaparla sie. :(
ja też mam takie problemy u koleżanki. tylko mi dodatkowo klaczka stawała dęba. hmm.i właśnie ta koleżanka mówiła, żeby zejść z konia chwycić wodze w jedną rękę i uderzyć po szyi. dwa razy. (troszkę brutalne, ale mi działało. tak szczerze nie ciepię bić koni i błagam nie myślcie, ze jestem jakaś nie teges bo ją uderzyłam) a jak to nie pomoże to przesuwać konia od nogi do nogi. i właśnie nie wiem o co z tym chodzi.
Sama nie wiem, moze nastepnym razem sprobuje. Myslalam tez ze moze przyczyna jest po 1. zbyt rzadkie jezdzenie na klaczce po 2. Brak profesjonalizmu w ujezdzaniu (kolezanka jest samoukiem, a ja nie uwazam sie za wspanialego jezdzca)
Pamiętam że ja miałam taki problem. Dostałam klacz i miałam ją przyuczyć i jeździć. Klaczka była stosunkowo mało jeżdżona i mało profesjonalnie jak na 7 letnią kobyłę (do 5 r.ż. stała na pastwiskach). W wieku 6 lat jeżdziła w same tereny, ale później została przeniesiona do stajni gdzie trafiła do mnie i nie było możliwości jazdy terenowej.Po paru miesiącach (zaczynałam pracować z nią jak z surowym koniem i też ją tak traktowałam) zaczęła już fajnie chodzić. Byłam z niej bardzo zadowolona, i przeniosłam się z nią do stajni gdzie stała poprzednio od urodzenia ze względu na tereny i lepsze warunki.Okazało się że klacz nie chce chodzić w tereny, dojeżdżała w lesie do pewnego momentu i koniec. Nie chciała przechodzić przez wodę, przez dość płytką rzekę. Byłam bardzo konsekwentna w jeżdzie. Łyda łyda, palcat i po pewnym czasie tam gdzie klacz nie chciała ruszać zaczęła chodzić. Ale nie odpuszczałam nigdy. Było że walczyłam z nią 20 min i więcej. Po roku takiej jazdy z ta klaczą, mogłam już sie z nią razem kąpać w rzece:)Stała się super koniem wierzchowym pod każdym względem.
Wcześniejszy jej problem polegał na tym, że przez to że nie była dobrze jeżdżona od początku, chodząc w tereny i zatrzymując się, jeździec szukał innej drogi "nie chcesz iść to ok, to nie idziemy tu". I tak raz, drugi, trzeci i klacz tak to zapamiętała. A zchodząc z konia i prowadzić go w terenie (tym bardziej jak jest taki problem i jesteś sama to jest to dość ryzykowne i często nie przynosi rezultatów). Proponuję poszukać konia do towarzystwa na czoło i Twoja klacz powinna się nauczyć.
dziekuje za wszystkie rady :)