... i w sumie nie wiem czemu. Ale od początku. Przesiadłem się właśnie z małopolskiego wałacha na małopolską klaczkę. Oba Konie są świetnie wyjeżdżone, tyle że Hajduk miał zawsze nakładany czambon, zaś Birma nie. No i właśnie - Birma strasznie często podrzuca głowę, szczególnie w kłusie, próbuje wówczas zwalniać, i trzeba popracować z łydkami aby poszła nieco szybciej. Ja trochę ważę - 90 kg, Pamiętam że też Hajduka musiałem "rozbujać" by poszedł nieco szybciej, ale martwi mnie to podrzucanie łba. Ponieważ jeżdżę 2 miesiące, więc to niemowlactwo i będę wdzięczny za sugestie. Pozdrawiam Tomek
Najpierw musisz się zastanowić, czemu koń tak robi. Przyczyny mogą być różne.
Piszesz, że dopiero zaczynasz jazdę konną, a więc jest bardzo prawdopodobne, że Twój dosiad wymaga pewnej korekty. Dyskomfort spowodowany Twoim usztywnieniem lub "podskakiwaniem" może powodować, że koń się spina. A sztywny, nierozluźniony koń wybija. Jako początkujący jeździec nie masz wyrobionej jeszcze dobrej równowagi, a więc najprawdopodobniej podświadomie "ratujesz się" przed upadkiem ciągnąc konia za wodze. Powoduje to ból, przed któtym koń próbuje się bronić. I to dlatego wyrywa wodze.
Moja rada?
Najpierw musisz upewnić się, że Twój dosiad jest poprawny. Bardzo ciężko wyczuć to samemu, dlatego też radzę Ci poprosić o pomoc instruktora, by powiedział Ci, czy nie garbisz się itp. Następny etap to praca nad Twoim rozluźnieniem. Tylko pod rozluźnionym jeźdżcem koń sam jest w stanie się rozluźnić. I tu nie pocieszę Cię - ten element jeździectwa wymaga czasu.
Radzę jazdy na lonży. Wiem, że nie jest zbyt przyjemne dla kogoś, kto zszedł z lonży z powrotem na nią wrócić, ale to naprawdę pomaga. Kłus bez strzemion, półsiad arabski, jazda "po damsku" lub bokiem to tylko przykłady ćwiczeń, które mogą poprawić Twoje rozluźnienie oraz równowagę.
Kolejna rzecz - ręka. Pisałam o niej wiele razy na moim blogu (http://jaklepiejjezdzickonno.blogspot.com). Najważniejsze, co musisz wiedzieć o prawidłowym kontakcie to to, by nie ciągnąć konia za pysk. To, że instruktor każe Ci "złapać kontakt", nie znaczy że masz na siłę ciagnąć za wodze. Powinieneś "oddawać" je mu, lekko przesuwać rękę do przodu. I pamiętaj o tym, żeby nie spianć rąk, bo to one bezpośrednio oddziałowują na koński pysk. Inna ważna do zapamiętania rzecz - zgięcie w łokciu, który amortyzuje wszystkie wstrząsy i powoduje, że kontakt stanie się lżejszy.
Radzłabym jeszcze dowiedziec się, czy pod innymi koń reaguje tak samo - jeśli tak, radzę sprawdzić dopasowanie sprzętu lub skonsultować się z weterynarzem (przyczyna dyskomforu - ból, a ból to może być skute choroby).
Zdaża się też, że konie podrzucają głowę ze względu na...gzy! Jednak jest to raczej problem letni...
Pozdrawiam,
Malwina
Ps. Pamiętaj, że to czy Twój dosiad jest wygodny dla konia, czy nie nie zależy od Twojej wagi, ale stopnia rozluźnienia, równowagi oraz prawidłowej pozycji w siodle.
Hmm. Zrobiłem mały wywiad z instruktorkami i podobno "Birma tak ma" (?) i podrzuca głowę często. Zauważyłem, że baaaaardzo luzując wodze, w zasadzie ledwo ledwo na kontakcie klacz zachowuje się spokojniej. Co do dosiadu, no cóż... instruktorki pocieszają mnie, że ja i mój synek szybko łapiemy, czyli myślę że moze za rok będziemy się do czegos nadawać. Z rozluźnieniem się mam jeszcze problem, a największy z rękami właśnie. Sztywne jak dyszle. Pracuję nad tym.
Co do Birmy jeszcze, to na początku jazdy kładzie uszy, a przy ubieraniu stuka kopytem, czyli nie jest zachwycona. Za to po godzinie jazdy uszy postawione, parska, i pięknie się słucha. Co to może znaczyć? Z Hajdukiem byliśmy dogadani, jak dwa ziomale, ale te kobiety... ;-)
Hmm. Zrobiłem mały wywiad z instruktorkami i podobno "Birma tak ma" (?) i podrzuca głowę często.
Skoro nie zachowuje się tak tylko pod Tobą, problem może leżeć w źle dopasowanym sprzęcie. Radziłabym o tym delikatnie porozmawiać z instruktorem.
Z rozluźnieniem się mam jeszcze problem, a największy z rękami właśnie. Sztywne jak dyszle. Pracuję nad tym.
Nie skupiaj się tylko na rękach. Często usztywnienie jednej partii ciała powoduje usztywnienie innej. Może usztywniasz np. plecy i barki, co w efekcie usztywnia ręce, które same w sobie nie są problemem. Spójrz na sprawę z większej perspektywy.
Co do Birmy jeszcze, to na początku jazdy kładzie uszy, a przy ubieraniu stuka kopytem, czyli nie jest zachwycona. Za to po godzinie jazdy uszy postawione, parska, i pięknie się słucha. Co to może znaczyć?
Hmmm... na dobrą sprawę żaden koń nie lubi być oporządzany. Wiele zwierzaków tupie nogami - ba! nawet gryzie i kopie - zresztą trudno się im dziwić. Zakładanie wędzidła, podnoszenie nóg i zaciskanie popręgu tylko po to żeby później przez godzinę kręcić się w kółko - to dla koni nie najprzyjemniejsza wizja:)
Piszesz, że Brima kładzie uszy - chodzi Ci o kulenie, czy "obracanie" ich w tył? To pierwsze to oznaka niezadowolenia, a to drugie skupienia na obiekcie z tyłu (jeśli siedzisz na koniu, zwykle oznacza to że koncentruje się on na Tobie).
Załóżmy jednak, że jest to oznaka niezadowolenia. Z czego może ono wynikać?
Zwykle podczas jazdy potrzebujemy 20 - 40 minut, aż nasze ciało odpoiwiednio się rozciągnie, rozluźni i rozgrzeje. Zanim to nastąpi, możemy być sztywni i "niewygodni" dla konia. Moja rada? Odpowiednia rozgrzewka. Odpowiednia czyli z elementami rozciągania (pachwin w szczególności) oraz takimi, które podniosą Twoje tętno, przygotują do wysiłku W wielu stajniach rozgrzewkę robi się przed treningiem (ale już na koniu), kiedy to trener każe wykonywać różne ćwiczenia. Jeśli w Twojej tak nie jest, możesz na chwilę przed wyjazdem na konie, rozgrzać się. O rozgrzewce przed jazdą konną poczytasz tutaj: http://magdapiestrzynska.natemat.pl/106185,trening-po-cos-dla-milosnikow-jazdy-konnej.
Brima pokazuje więc swoje niezadowolenie na początku jazdy, a kiedy już się rozgrzejesz, staniesz "wygodny do noszenia", przestaje ona przejawiać takie zachowania, bo zaczyna być jej wygodnie.
Z drugiej strony, piszesz że pod koniec jazdy jest "wesoła", a na początku nie jest zachwycona. Możliwe, że podczas końca jazdy wysyłacie z instruktorem jej sygnały, które ona sprytnie odczytuje jako "zaraz kończymy". Któż by się nie cieszył?
Malwina
Ps. Radziłabym zastanowić się, czy na pewno chcesz dalej uczyć się w tej stajni. To, że instruktorzy wiedzą że z pewnym koniem są problemy, ale nic z tym nie robią, źle o nich świadczy. Nie wiem, jak uczą, ale radziłabym wziąć to pod uwagę.
Na początku właśnie kładła uszy, kuliła je - zła była, a potem już nie. A zresztą. po kolejnej jeździe z Birmą to nie ten sam konik: zarżała na przywitanie, postawiła uszy, słuchała się, dała się ładnie czyścić, nogi podawała jak balerina, a i jazda byłą super. Łbem rzuciła może raz, ale Malwina, pytanie: czy może to być spowodowane tym, że na ogłowiu nie przełożyłem wtedy dobrze grzywki? Bo teraz ładnie zająłem się grzywą i było ok?
Co do stajni, to musze wziąć ją w obronę. Instruktorki od września mnie i Jasia nauczyły ogromnie dużo, bardzo dbają o zwierzęta, Ładnie tego uczą dzieci (Jasiu chodzi na szkółkę, bardzo dużo się nauczył), a i ja , beztalencie, zrobiłem jakieś postępy. To dopiero 11 jazda - w sumie 7 godzin w siodle, to jescze dłuuuuga droga przede mną. Nie mogę niestety częściej jeździć (kierownik budowy - raz na tydzień w domu...) Stajnia to Happy Horse w Rakowie pod Piotrkowem, generalnie podobno najlepsza w okolicy.
Ale jak zwykle wielkie dzięki za Twój blog i Twoje porady. Jak każdy facet jestem niecierpiwy i chciałbym umieć i wiedziec wszystko od razu.... XD
Hmmm...może masz rację z tą grzywką. Radziłabym przed każdą jazdą pytać się instruktora o to, czy dobrze założyłeś sprzęt - wiesz, te wszystkie paski często się plączą i mylą. Czasem przełożenie siodła trochę w jedną czy drugą albo lżejsze zapięcie mogą zdziałać cuda:).
Jakbyś miał jeszcze jakieś pytania, to pytaj. Życzę powodzenia,
M.
Witam. Malwina, Na Twoim blogu zacząłem szpiegować tematy dotyczące galopowania, jako że od następnej niedzieli zaczynam próbować. Przesiadam się takze z powrotem na Hajduka, bo jak mówi instruktorka "chętniej galopuje". No zobaczymy, ale w zasadzie sporo informacji znalazłem na Twoim blogu i wpisach na forum, poza jedną: Jak właściwie dać zdać koniu że chcę zagalopować? Czy rzeczywiście wystarczy zewnętrzną łydkę dać za popręg, i szzturchnąć wewnętrzną i pójdzie? Tak nie wiem zupełnie jak się wrzuca ten bieg. Galopuje się z kłusa, czy ze stępa? Bo dosiad ćwiczebny, jak Pisałaś. Wodze - rozumiem zewnętrzna w kontakcie, czy mocniej? Mam próbować tego chodu a oprócz tego jak to wygląda u konia nie wiem jak to robić... Help!
Tomek
P.S. Dowiedziałem się, że ostatnio Birma zaczęła kopać inne konie podczas jazd, strasznie tupie przy ubieraniu, próbuje kopnąć i wogóle jest niegrzeczna. No i ją wyłączyli z nauki. A w ostatnią niedzielę uparłem się, że chcę na niej, instruktorka pozwoliła, a klaczka choć próbowała trochę łobuzić przy czyszczeniu, to dalej ju byłą kochana, a chodziła jak baletnica. Nie podejrzewam dziewczyn o brak jakiejś wiedzy, czy zdarza się tak, że koń reaguje inaczej na różnych ludzi i inne konie? Na padoku było 5 koni w niedzielę, niby ją pilnowałem, ale nawet nie próbowała kopnąć innego zwierzęcia. No i mam ją na wyłączność ;-)
Po pierwsze: strasznie cieszę się, że zaczynasz galopować. Pierwszy galop, tak samo zresztą jak pierwsza przeszkoda to jedne z fajniejszych i bardziej ekscytujących momentów w życiu każdego jeźdźca:).
Po drugie: Te wpisy, które aktualnie napisałam o galopie dotyczyły raczej tych trudniejszych zagadnień, na pierwszych jazdach zdaje mi się, że nie będziesz musiał tego wszystkiego umieć. Instruktorka po prostu "zacmoka" na konia, a Twoim jedynym zadaniem będzie utrzymać się w siodle. Zupełnie jak na rodeo:). Jedyna rada, jaką Ci mogę dać to: rozluźnienie. Po prostu musisz wyczuć ten "falisty" ruch konia i się w niego wpasować, nie starając się łapać równowagi poprzez zaciskanie kolan.
Zagalopowania robi się z kłusa ćwiczebnego - ze stój i ze stępa to znacznie trudniejsze elementy, do nich potrzeba wyszkolonego konia i trochę więcej doświadczenia. Wszystko w swoim czasie:)
Czy rzeczywiście wystarczy zewnętrzną łydkę dać za popręg, i szzturchnąć wewnętrzną i pójdzie?
W teorii....Pewnie już wiesz jak wygląda jeździecka teoria... Gdyby jazda była taka prosta, nie byłoby tylu problemów z końmi:).
Hajduk to koń szkółkowy, a konie szkółkowe jeżdżone są przez różnych jeźdźców. Nawet jeśli Twoje instruktorki jeżdżą na nim raz na jakiś czas, jest pełno początkojujących jeźdźców, z których każdy daje mu inne sygnały do zagalopowania...Nie zdziwiłabym się, gdyby on sam nie wiedział, które z nich są poprawne:).
Jeśli więc chodzi o konie szkółkowe, każdy z nich wymaga innych sygnałów:). Jedne reagują na "zwykłą" łydkę, inne na bat, a jeszcze inne na nic.
Tak nie wiem zupełnie jak się wrzuca ten bieg
I masz rację, że nie wiesz. W jeździectwie nie ma przycisków, które sprawią że koń zacznie robić coś, o co go prosisz. Jazda konna to rozmowa, którą musisz rozumieć. Jeśli nie wiesz, czemu ciągniesz za tą wodzę, a nie za tą - będzie Ci znacznie trudniej. To tak jakbyś instruował kogoś po angielsku, jak założyć siodło, nie mówiąc po angielsku i jedynie mając "wklepane" trzy zwroty. Jeśli koń-rozmówca czegoś nie rozumie, musisz mu to wytłumaczyć innymi słowami.
Czemu dajemy w galopie takie pomoce, a nie inne?
Galop to chód trzytaktowy, w którym jest coś takiego jak noga "prowadząca", która rozpoczyna każdą "sekwencję" galopu. Taką nogą pownna być noga wewnętrzna, nie zewnętrzna => w przeciwnym razie koniu jest po prostu trudniej. Żeby koń wiedział, na jaką nogę ma zagalopować, musimy dać mu do tego pewne sygnały. Przesuwając zewnętrzną łydkę do tyłu, mówimy mu " wyrzuć teraz tą zadnią nogę, użyj jej. Wspomagamy ten efekt, wyginając konia do zewnątrz i dając mu luz na wewnętrznej wodzy - miejsce by mógł "wyciągnąć" wewnętrzne nogi bardziej do przodu.
Co do ciągnięcia - jak pewnie zauważyłeś czytając mój blog, jestem anty-szarpaniu konia. Wystarczy, że wyraźnie pokażesz mu, że na zewnętrznej wodzy jest mocniejszy nacisk, niż na wewnętrznej. Ale podczas pierwszych jazd na lonży, nie musisz jeszcze o tym myśleć.
Co do Birmy: owszem, to jest możliwe. Konie mogą mieć raz lepszy, a raz gorszy dzień - klaczom włącza się do tego ruja, która powoduje u niektórych agresję.
Z tego co zrozumiałam, przy jednych zwierzakach zachowuje się ona ok, a przy innych nie? Jest to jak najbardziej normalne - u wszystkich ssaków, ludzi też. Może po prostu na tamtej jeździe jakiś inny koń nie uszanował "jej terytorium" - wiesz, takie stajenne "walki" o hierarchię. Konie mają ją zwykle opracowaną, ale podczas jazd to wszystko się gubi - bo - o zgrozo! - koń niższy rangą je wyprzedził/znalazł się zbyt blisko . Z tego co piszesz wynika, że ma ona po prostu dominującą naturę:) Co bym radziła:
- zachowywać podczas jazd odstępy (długoścu jednego konia)
- pozwolić koniom - bez jeźdźców rzecz jasna - na wolnym wybiegu i pod kontrolą - ustalić hierarchię (w sensie, że wypuścić je luzem). Walki, kopania, dębowanie - to tylko ostateczne zachowania. Pozostaione same sobie, konie żadko się nawet gryzą!
Ok, Dięki Ci wielkie. Dam znać jak poszło. wylecenia z siodła raczej się nie boję, nie raz leciałem z rusztowania XD. A i nie raz koń mi się spłoszył pod siodłem i też się utrzymałem. No zobaczymy ;-).
Galop. Łał! Łał!
To doppiero radocha. Zaczęło się w niedzielę. Wsiadłem na Hajduka, który jest koniem roboczym nowo galopujących, jako że ma elegancki, rytmiczny chód, w ogóle wyjeżdżony jest nieźle. Lonża - no i było tak, jak Mówiłaś - instuktorka cmoknęła, a ja kombinowałem żeby nie spaść. ale za drugim foule wspomniawszy lekturę Twojich wpisów i blogu, rozluźniłem się MAAAAKSYMALNIE i przykleiłem zadek do siodła - i idzie! coś niesamowitego. Skoro tak, dzisiaj mówią mi dziewczyny - no to galopuj sam. Ja oczy w słup, sam? Taa, będzie ok. No i rzeczywiście - kłus, pełny siad, zewnętrzna łydka z tyłu, wewnętrzna tu, szturch - i poszedł. Zrobiłem ze trzy kółka śmiejąc się jak dziecko. Chyba nie miałem takiej radochy od czasu pierwszej samodzielnej jady na rowerze.;) Potem do kłusa, półwolta i w drugim kierunku. I zupełnie przestałem się bać. Rany, jakie to fantastyczne!
No i pytanie (oczywiście) ! Instruktorka rzekła - ok, ale galopujesz czasem na złą nogę. Rozumiem, że trzeba tak zrobić, żeby zaczął koń od tylnej zewnętrznej, tak? tylko jak to uczynić, właśnie najpierw dając tą łydkę? trochę tego jeszcze nie rozgryzam, a następny galop dopiero w niedzielę...
Tak, koń ma zacząć od tylnej zewnętrznej i masz go do tego nakłonić zewnętrzną łydką (ona ma być tylko przesunięta do tyłu, żadnego szturchania nią nie wykonujesz). Wewnętrzną masz dać "zwykłą" łydkę.
Jednak dopiero zaczynasz galopować, więc Twoje łydki nie są jeszcze w 100% stabline, przez co ich sygnały są mniej precyzyjne (koń może je źle interpretować). W takim wypadku radziłabym mocniej chwycić zewnętrzną wodzę, dając luzu wewnętrznej stronie (wyginasz konia do zewnątrz).
Możlwe też, że koń galopuje na złą nogę ze względu na błędy Twojego dosiadu. Starając się przesunąć zewnętrzną nogę do tyłu, wiele osób robi to wręcz karykaturalnie, co powoduje ich usztywnienie (a koń uciekając przed dyskomfortem idzie na złą nogę).
I taka drobna uwaga na koniec - koń sam z siebie woli galopować na dobrą nogę (na złą jest mu po prostu niewygodnie). Dlatego najważniejsze jest nieprzeszkadzanie koniowi, dopiero w następnej kolejności można go wspomagać.
Pewnie masz rację (tj jeszcze Ci się nie zdarzyło nie mieć ;-)) ze zbyt mocnym przesunięciem do tyłu łydki, bo oczywiście nabiłem sobie głowę teorią zanim zacząłem galopować. Ale to nie było złe - np. Twoja porada o rozluźnieniu prawie cłakowitym okazała się zbawienna, aż trochę instruktorka się zdziwiła, że tak szybko załapałem. Skończyłem prace na Nowej Łodzi Fabrycznej, mam teraz urlop do końca roku, to zwiększymy częstotliwość treningów. przy okazji pytanie. Nad czym dalej praacować? W sensie: Jakie dalej umiejętności trzeba opanować, żeby jeździć lepiej i lepiej i lepiej?
Twoje pytanie dało mi do myślenia - nad czym dalej pracować? Głównie nad swoim dosiadem. Będziesz dążył do tego, by Twoje pomoce były coraz bardziej precyzyjne, by być bardziej "miękkim" i subtelnym. Po wielu godzinach spędzonych w siodle zaczniesz odczuwać, że koń coraz płynniej reaguje na to, o co go prosisz - poczujesz odzew z "drugiej strony".
Radzę Ci zacząć od podstaw. Rozluźnienie, ciągła korekta swojego ułożenia (łydki w dół, plecy proste...). Z czasem odkryjesz, że odpowiednio układając swoje ciało, możesz przekazywać zwierzęciu coraz bardziej złożone sygnały - proszące go o rzeczy tj. przeniesienie swojego środka ciężkości na zad. Ale zanim tak będzie, musisz po prostu korygować te "szkółkowe" błędy, otworzyć się na to, co robi Twój koń i wpasować w jego ruch. Uważnie słuchaj rad instruktorek, a wszystko przyjdzie z czasem.
Jaka umiejętność w jeździectwie jest najważniejsza? Powiedziałabym, że wyczucie. Świadomość kiedy i jak mocno musisz zadziałać na konia, żeby ten zaaragował w odpowiedni sposób. A przyjdzie ono z czasem, pod warunkiem, że nie zamkniesz się na to, co "mówi Twój koń".
Witam, może moje pytanie nie jest za bardzo związane z tematem jednak nie mogę nigdzie znaleźć forum, które byłoby aktywne na czasie i tak rozbudowane. Czyatając rozmowę bardzo spodobało mi się prefesjonalne podejście pani Malwiny i liczę na to, że i mi pomoże. Chciałabym zacząć trenować jeździectwo, konie fascynują mnie od dziecka, i tu moje pytanie jak zacząć, gdzie i od czego? Czy na sam początek trzeba kupić profesjonalny strój jeździecki czy wystarczy wygodne obuwie, obcisłe spodnie, kurtka i kask? Ile lekcji w miesiącu należy wziąć, żeby nauka przyniosła skutek?
Cześć,
Radzę zacząć od poszukania dobrego ośrodka - to umiejętności pedagogiczne Twojego instruktora w dużym stopniu zadecydują o tempie nauki. Jeśli chodzi o sprzęt - na pierwsze parę jazd radzę się wstrzymać z zakupem. Dopiero jeśli po około miesiącu stwierdzisz, że zamierzasz kontynuować jazdę, możesz zdecydować się na zdobycie bryczesów, sztybletów, toczka i rękawiczek (na pierwszą jazdę przyjdź w dresie/legginsach i butach sportowych). Ze sklepów radzę Decathlon (ma stroje Fouganzy, jeśli się nie mylę) - ma dość dobrą jakość, a ubrania stajenne - nieważne jakiej firmy - już po pierwszej wizycie będą wyglądać jakby ktoś całe stuelcia w nich chodził (kurz, piasek, słoma, końska ślina...).
Myślę, że jedna lekcja w tygodniu na początek wystarczy. Żadziej nie ma sensu - co czegoś się nauczysz, po takim czasie tego zapomnisz.
Jeśli masz czas, pieniądze i ochotę - oczywiście możesz jeździć dwa, trzy, a nawet i więcej razy w tygodniu - przynieisie to szybsze efekty, ale nie jest konieczne, by stać się dobrym jeźdźcem.
Jeśli masz jakieś pytania, śmiało możesz je zadawać:)
M.
Witam CIę na forum. Porad Malwiny warto słuchać - naprawdę trafia w sedno problemu, zna się na jeździectwie i koniach baardzo. A odnośnie początków (Bo Malwina pewnie początki miała daawno temu, biorąc pod uwagę Jej poziom wiedzy):
1) poszukaj w okolicy stajni, ośrodków jeździeckich itd. wybierz na razie te, do któych masz blisko, zadzwoń i spytaj czy prowadzą teraz w zimie lekcje (czyli czy mają otwarty padok czy może halę? W naszej stajni jest hala, bardzo ułatwia życie). pojedź i oceń stan na miejscu (zobacz, czy aktualnie ktoś jeździ, czy padok to jedno wielkie bagno, czy jest dosyć sucho (piasek może być wilgotny, mokry, ale raczej nie chcemy kałuż wody). No i podpatrz w necie opinie.
2) jak osrodek dobry, to umówią Cię na jazdę indywidualną z instruktorem, pół godziny. Tyle dasz radę przetrzymać na pierwszym treningu ;-). Ubierz się wygodnie, ale tak, żeby się móc zredukować - po 15min będzie Ci gorąco! Buty weź na twardej podeszwie, bez bieżnika i obcasów. dobrze założyć legginsy i spodnie, bo puśliska lubią na początku zrobić bolesną depilację łydek.
3) Poczytaj (nawet na wikipedii) hasła pod kategorią jazda konna i podszkól się ze słownictwa - znaj budowę siodła, ogłowia, jakie są chody konia, etc.
4) Naprawdę poczytaj o koniach i o jeździe konnej. Mi to bardzo pomogło, w umiejętnościach w 3 miesiące dogoniłem koleżanki jeżdżące od co najmniej pół roku (ale żadnej z dziewczynek 10-13 - te są za dobre...) Po pierwszych jazdach poczytaj porady Malwiny dotyczących kłusa, kontaktu, rąk, dosiadu - to kopalnia wiedzy, Malwina bardzo obrazowo tłumaczy co robić.
Witam Cię.
Przyznaję się do porażki... XD Na 4-ty galop uparłem się wrócić na Birmę. Instruktorki - no dobro, skoro chcesz... Nie poznałem kobyłki. nie mogłem jej rozbujać do dobrego tempa w kłusie, pomogło dopiero jak mi Instruktorka wręczyła palcat... Kurczę, pierwszy raz w życiu użyłem pomocy dodatkowej XD. No i z galopem tragedia... długo nie mogłem zagalopować, jak już się udało to dwa - trzy skoki i koniec! moje łydki jeszcze nie te. W koncu udało się jakieś tam 2 kółka galopem, ale może dlatego, że Instruktorka stała z batem... Co prawda pocieszała mnie, że Birma ma ruję, więc jest humorzasta, ale no nie mogłem się z nią dogadać. Więc wracamy na Hajduka. póki nie bedę pewny w galopie, nie bedę dobrze dawał łydek, nie wyćwiczę dosiadu żeby galopować nawet pijany w trupa - nie skompromituję się znów pred królewną BIrmą (muszę zamieścić jej zdjęcie, jest naprawdę piękna, choć nie moja ;-))
Ale cóż, porażka to sukces widziany z drugiej strony. Po prostu będę trenował, trenował i trenował galop, aż się nauczę. Żona nie pozwala mi jeździć 3 razy w tygodniu (mówi, że dla instruktorek jeżdżę, ach te kobiety...) ale dwie godziny muszę mieć bite.
Miałaś rację, dobry galop zależy od wielu czynników...
No tak...w jeździectwie niestety tak już jest, że w momencie gdy osiągnie się "wszystko", przychodzą coraz to nowe problemy... Radzę Ci przede wszystkim ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć...
Tak jak mówiłeś - Birma może nie chcieć pod Tobą galopować ze względu na Twój dosiad i łydki. Zastanów się czy może nie dawałeś jej sprzecznych sygnałów? Nie usztywniałeś się?
Jest również możliwość, że mimo, że wszystko robiłeś dobrze, ona po prostu nie chciała Cię słuchać. Czemu? Z tego co piszesz, jest to klacz, która umie postawić na swoim:). Konie tego typu potrzebują jeźdźca, który "wie, czego chce". Który jest pewny siebie i dając łydkę "mówi": "koniu, zagalopuj!", zamiast: "koniu...zagalopuj...może..." Widzisz różnicę? Birma na pewno:)
Czyli po pierwsze - pewność siebie podczas dawania pomocy. Często "scenariusz" jazdy wydląda tak: Ty dajesz łydkę, koń się nie słucha, dajesz łydkę...jeszcze jedną.,. i jeszcze... Z tego wszystkiego koń uczy się, że może sobie bezkarnie nic nie robić.
Myślę, że to dobry pomysł, żebyś przesiadł się na Hajduka, ale taka mała rada, jak wrócisz na Birmę:
Nie "oklepuj" konia cały czas łydkami. Pownieneś dać sygnał (pewny, stanowczy, nie znoszący sprzeciwu). Jeśli mimo to Birma nie zareaguje, musisz dać jej drugi sygnał. Nadal nie reaguje? Nie baw się w bezcelowe szturchanie łydkami - to nic nie da. O ile wiesz, że wina leży po stronie konia, muisz po prostu użyć bata (o jego poprawnym użyciu post ma się znaleźć na blogu jeszcze przed Świętami) - i tu też bardzo ważna jest stanowczość. Tak jak w swojej książce pisała Diacont, nie można użyć go zbyt lekko (koń go zignoruje Twoją "ostatnią deskę ratunku") - używanie palcata wydaje się bardzo kontrowersyjne, ale z doświadczenia wiem, że lepiej użyć go raz, a mocno, niż bezpodstawnie i nieustannie lać nim konia. (przy pierwszej opcji radzę jednak przytgotować się na gwałtowną reakcję konia, któremu może niespodobać się, że ktoś go dominuje).
Witam. Wisadłem znów na Hajduka. Przepiękna godzina jazdy. przez 15 min ćwiczyłem zagalopowanie, jakieś 2 kółka galopu (pilnując nogi! jak byłą zła, to znów do kłusa i jescze raz!) do kłusa, i znowu, i znowu. No i nie zawsze wychodziło dobrze, nie zawsze mi na dobrą nogę zagalopował, ale wystarczyło poprawić nogi, lepiej usiąść, ściągnąć lekko zewnętrzną wodzę i hop! Znowu się śmiałem jak dziecko. Ale juz widzę, że przed świętami na bank nie wróce na Birmę na galopowanie. Królewna ma swoje humory, i trzeba z nią umieć postępować, a ja jeszcze nie umiem. Zatem ćwiczymy. Jestem już coraz spokojniejszy przy galopie, daje radę się rozluźnić, nawet sobie trochę tak przyspieszałem i zwalniałem - chyba zaczynam czuć ten chód lepiej.
Przy okazji pytanie. Instruktorka lubi pomęczyć nas trochę dosiadem arabskim czy angleowaniem bez strzemion. Jakoś idzie, ale nie mogę zrobić półsiadu bez strzemion! coś tam z przodu przeszkadza... ;-) jak tu do tych ćwiczeń zapracować mięśniami (a przyznaję, że te ćwiczenia dobrze robią na jakość jazdy po nich..) żeby FACET dał radę to zrobić?
Facetem nie jestem, więc za bardzo pomóc Ci nie mogę...
Odpowiadając jednak na Twoje pytanie - podczas półsiadu bez strzemion angażują się mięśnie nóg oraz brzucha. Możesz się wspomóc, chwytając się mocniej siodła kolanami (ale radzę nie przesadzać z częstotliwością ćwiczeń - bo jeśli zaciskanie kolan wejdzie Ci w krew, może to spowodowac wiele szkodliwych nawyków).
Swoją drogą, anglezowanie bez strzemion jest dużo bardziej skuteczne i bardziej poprawia Twoją jazdę - nie powodując przy tym szkodliwych nawyków t.j. zaciskanie nóg wokół siodła.
Witam. Eeee... Skoki.
Wiem, że pytam jak pierwszaczek o liceum. ale spytam. Co trzeba dobrze wytrenować, aby zacząć próbować skakać? Tak wyznaczam sobie kolejne cele w nauce jazdy, i tak myślę że kiedyś przyjdzie ten moment, że trzeba będzie spróbować. Będę wdzięczny za poradę XD
P.S. Z galopowaniem idzie już jako tako. Już wyluzaowałem nbardzo, uczę się kręcić kółka w galopie, w prawo już dobrze, w lewo jeszcze nie bardzo. Trenuję zaciekle zagalopowywanie na dobrą nogę - czasem wychodzi, czasem nie. Jak jadę z prawą wewnętrzną to 70% robię dobre, jak lewą to 50%. Instruktorka pogania mnie, żebym galopował szybciej i szybciej. Próbuję (może chcą żebym wreszcie zleciał?). Ale póki co, wszystko na Hajduku, który przepięknie wchodzi w chody. Czekam, a to samo dam radę zrobić na Birmie.
P.P.S. Malwina, jak zmienić nogę w galopie przy zmianie kierunku?
Widzę, że masz ambitne plany na przyszłość :). Jeśli chodzi o skoki, to tak...muisz:
1. Mieć dobrą równowagę w galopie (bez utrzymywania jej na wodzach)
2. Mieć stabliny półsiad
3. Umieć sterować koniem w galopie
4. Nie bać się
pfff..więcej nie przychodzi mi do głowy. Jeśli Twoja instruktorka zauważy, że jakoś te zagalopowania Ci idą, panujesz nad koniem i masz równowagę - powinna spokojnie Ci pozowlić.Ale to wszytsko zależey również od stajni - jedni puszczają do skoków już po paru miesiącach nauki, inni znacznie później.
Pierwsze skoki zwykle rozpoczyna się od małych krzyżaków z kłusa. Piszę zwykle, bo ja na przykład zaczęłam od stacjonaty w galopie (małe nieporozumienie z nową trenerką; jakim cudem to przeżyłam - tego nigdy się nie dowiem :) ).
jak zmienić nogę w galopie przy zmianie kierunku?
Są dwa sposoby.
1. Lotna zmiana nogi w galopie (w skrócie - lotna)
2. Zwykła zmiana nogi w galopie
Zacznę od drugiego sposobu, bo łatwiejszy. Polega on na tym, że środku ujeżdżalni (zakłdając, że zmieniasz kierunek po przekątnej) zatrzymujesz konia (w zależności od stopnia zaawansowania do kłusa bądź do stępa lub stój) i zagalopowujesz jeszcze raz, tym razem na właściwą nogę.
Pierwszy sposób jest znacznie trudniejszy i nie na każdym koniu go wykonasz (zwykle szkółkowe nie są tego nauczone). Polega on na tym, że podczas takiego "podskoku" w galopie (czyli w momencie, gdy koń "leci"), prosisz go o to, by przestawił szyk nóg (rozumiesz o co mi chodzi? jeśli nie, możesz wejść na YouTube, tam jest pełno filmików przedstawiających lotne - znacznie łatwiej zrozumieć to, gdy się to widzi). Wykonuje się to mniej więcej tak, że podczas galopu daje się sygnały do zagalopowania na przeciwną nogę.
Witam. Nie odzywałem się i nie byłem na forum jakiś czas, ale za to w stajni byłem często. Nagle jednak nauczyłem się czegoś, dzięki za artykulik na Twoim Blogu dotyczący użycia bata. Bo: Na Hajduku zacząłem skakac, na razie z kłusa i koperty, ale zawsze. galop na nim, także w półsiadzie, stabilny, nawet go jeszcze czasem poganiam ;-). No więc masz Tomek Birmę. BIrmą udaje mi się teraz to samo, ale... muszę mieć palcat! Czasem bowiem nie reaguje na pomoce, ale JEDEN strzał i już się słucha. Czasem nie trzeba tego strzała, a czasem... czemu tak? obstawiałbym nierówne pomoce, czasem słabe sygnały. Choć podpatruję panny co na niej jeżdżą, a jeżdżą już dość długo, i ona im robi tak samo, czasem nawet bardziej. Birma jest charakterna (jest przewodniczką stada) i trochę francowata, ale jak podszedłem do niej zdecydowaniej to zaczęła mnie słuchać. I galopuje mi się na niej fajnie, a jeszcze niedawno nie byłem w stanie...
Więc: jak robić, żeby BIrma się słuchała i bez bata? Czy ją chwalić, czy co? Zauważyłem że ona mnie pamięta (tak mi się wydaje), bo lubi uciekać sprzed przeszkody, popracowałem z nią nad tym, i teraz ani o tym pomyśli. Dopóki jakaś panna na nią nie wsiądzie i Birma przed kopertą fruu! i leci obok. Dowiedziałem się też, że nie lubi się z Winorem, Hucułkiem eksploatoowanym na lonży, i czasem jak jedzie koło niego to go kopnie, ale u mnie jest "grzeczna". A może ja ją za mocno na pomocach trzymam i ona nie wie co zrobić?
Postaram się gdzieś wrzucić filmiki i zdjęcia.
To w sumie zależy od konia. Ale bardzo często zdażają się zwierzęta, które "w ryzach" trzeba trzymać cały czas. Ja niedawno jeździłam na tinkerze, który był typowym samcem alfa - i jeśli choć na chwilę pozwalałam mu na więcej, robił się nieznośny. Myślę, że z Birmą jest tak samo. Pracując z nią, musisz być stanowczy. Z czasem, jak zauważy ona że "z Tobą nie ma żartów :)", bat przestanie być konieczny.
A tak w ogóle to widzę, że przez ten czas zrobiłeś spory postęp - skoki i jazda na Birmie. Brawo :)
... i w sumie nie wiem czemu. Ale od początku. Przesiadłem się właśnie z małopolskiego wałacha na małopolską klaczkę. Oba Konie są świetnie wyjeżdżone, tyle że Hajduk miał zawsze nakładany czambon, zaś Birma nie. No i właśnie - Birma strasznie często podrzuca głowę, szczególnie w kłusie, próbuje wówczas zwalniać, i trzeba popracować z łydkami aby poszła nieco szybciej. Ja trochę ważę - 90 kg, Pamiętam że też Hajduka musiałem "rozbujać" by poszedł nieco szybciej, ale martwi mnie to podrzucanie łba. Ponieważ jeżdżę 2 miesiące, więc to niemowlactwo i będę wdzięczny za sugestie. Pozdrawiam Tomek
Najpierw musisz się zastanowić, czemu koń tak robi. Przyczyny mogą być różne. Piszesz, że dopiero zaczynasz jazdę konną, a więc jest bardzo prawdopodobne, że Twój dosiad wymaga pewnej korekty. Dyskomfort spowodowany Twoim usztywnieniem lub "podskakiwaniem" może powodować, że koń się spina. A sztywny, nierozluźniony koń wybija. Jako początkujący jeździec nie masz wyrobionej jeszcze dobrej równowagi, a więc najprawdopodobniej podświadomie "ratujesz się" przed upadkiem ciągnąc konia za wodze. Powoduje to ból, przed któtym koń próbuje się bronić. I to dlatego wyrywa wodze. Moja rada? Najpierw musisz upewnić się, że Twój dosiad jest poprawny. Bardzo ciężko wyczuć to samemu, dlatego też radzę Ci poprosić o pomoc instruktora, by powiedział Ci, czy nie garbisz się itp. Następny etap to praca nad Twoim rozluźnieniem. Tylko pod rozluźnionym jeźdżcem koń sam jest w stanie się rozluźnić. I tu nie pocieszę Cię - ten element jeździectwa wymaga czasu. Radzę jazdy na lonży. Wiem, że nie jest zbyt przyjemne dla kogoś, kto zszedł z lonży z powrotem na nią wrócić, ale to naprawdę pomaga. Kłus bez strzemion, półsiad arabski, jazda "po damsku" lub bokiem to tylko przykłady ćwiczeń, które mogą poprawić Twoje rozluźnienie oraz równowagę. Kolejna rzecz - ręka. Pisałam o niej wiele razy na moim blogu (http://jaklepiejjezdzickonno.blogspot.com). Najważniejsze, co musisz wiedzieć o prawidłowym kontakcie to to, by nie ciągnąć konia za pysk. To, że instruktor każe Ci "złapać kontakt", nie znaczy że masz na siłę ciagnąć za wodze. Powinieneś "oddawać" je mu, lekko przesuwać rękę do przodu. I pamiętaj o tym, żeby nie spianć rąk, bo to one bezpośrednio oddziałowują na koński pysk. Inna ważna do zapamiętania rzecz - zgięcie w łokciu, który amortyzuje wszystkie wstrząsy i powoduje, że kontakt stanie się lżejszy. Radzłabym jeszcze dowiedziec się, czy pod innymi koń reaguje tak samo - jeśli tak, radzę sprawdzić dopasowanie sprzętu lub skonsultować się z weterynarzem (przyczyna dyskomforu - ból, a ból to może być skute choroby). Zdaża się też, że konie podrzucają głowę ze względu na...gzy! Jednak jest to raczej problem letni... Pozdrawiam, Malwina Ps. Pamiętaj, że to czy Twój dosiad jest wygodny dla konia, czy nie nie zależy od Twojej wagi, ale stopnia rozluźnienia, równowagi oraz prawidłowej pozycji w siodle.
Hmm. Zrobiłem mały wywiad z instruktorkami i podobno "Birma tak ma" (?) i podrzuca głowę często. Zauważyłem, że baaaaardzo luzując wodze, w zasadzie ledwo ledwo na kontakcie klacz zachowuje się spokojniej. Co do dosiadu, no cóż... instruktorki pocieszają mnie, że ja i mój synek szybko łapiemy, czyli myślę że moze za rok będziemy się do czegos nadawać. Z rozluźnieniem się mam jeszcze problem, a największy z rękami właśnie. Sztywne jak dyszle. Pracuję nad tym. Co do Birmy jeszcze, to na początku jazdy kładzie uszy, a przy ubieraniu stuka kopytem, czyli nie jest zachwycona. Za to po godzinie jazdy uszy postawione, parska, i pięknie się słucha. Co to może znaczyć? Z Hajdukiem byliśmy dogadani, jak dwa ziomale, ale te kobiety... ;-)
Hmm. Zrobiłem mały wywiad z instruktorkami i podobno "Birma tak ma" (?) i podrzuca głowę często. Skoro nie zachowuje się tak tylko pod Tobą, problem może leżeć w źle dopasowanym sprzęcie. Radziłabym o tym delikatnie porozmawiać z instruktorem. Z rozluźnieniem się mam jeszcze problem, a największy z rękami właśnie. Sztywne jak dyszle. Pracuję nad tym. Nie skupiaj się tylko na rękach. Często usztywnienie jednej partii ciała powoduje usztywnienie innej. Może usztywniasz np. plecy i barki, co w efekcie usztywnia ręce, które same w sobie nie są problemem. Spójrz na sprawę z większej perspektywy. Co do Birmy jeszcze, to na początku jazdy kładzie uszy, a przy ubieraniu stuka kopytem, czyli nie jest zachwycona. Za to po godzinie jazdy uszy postawione, parska, i pięknie się słucha. Co to może znaczyć? Hmmm... na dobrą sprawę żaden koń nie lubi być oporządzany. Wiele zwierzaków tupie nogami - ba! nawet gryzie i kopie - zresztą trudno się im dziwić. Zakładanie wędzidła, podnoszenie nóg i zaciskanie popręgu tylko po to żeby później przez godzinę kręcić się w kółko - to dla koni nie najprzyjemniejsza wizja:) Piszesz, że Brima kładzie uszy - chodzi Ci o kulenie, czy "obracanie" ich w tył? To pierwsze to oznaka niezadowolenia, a to drugie skupienia na obiekcie z tyłu (jeśli siedzisz na koniu, zwykle oznacza to że koncentruje się on na Tobie). Załóżmy jednak, że jest to oznaka niezadowolenia. Z czego może ono wynikać? Zwykle podczas jazdy potrzebujemy 20 - 40 minut, aż nasze ciało odpoiwiednio się rozciągnie, rozluźni i rozgrzeje. Zanim to nastąpi, możemy być sztywni i "niewygodni" dla konia. Moja rada? Odpowiednia rozgrzewka. Odpowiednia czyli z elementami rozciągania (pachwin w szczególności) oraz takimi, które podniosą Twoje tętno, przygotują do wysiłku W wielu stajniach rozgrzewkę robi się przed treningiem (ale już na koniu), kiedy to trener każe wykonywać różne ćwiczenia. Jeśli w Twojej tak nie jest, możesz na chwilę przed wyjazdem na konie, rozgrzać się. O rozgrzewce przed jazdą konną poczytasz tutaj: http://magdapiestrzynska.natemat.pl/106185,trening-po-cos-dla-milosnikow-jazdy-konnej. Brima pokazuje więc swoje niezadowolenie na początku jazdy, a kiedy już się rozgrzejesz, staniesz "wygodny do noszenia", przestaje ona przejawiać takie zachowania, bo zaczyna być jej wygodnie. Z drugiej strony, piszesz że pod koniec jazdy jest "wesoła", a na początku nie jest zachwycona. Możliwe, że podczas końca jazdy wysyłacie z instruktorem jej sygnały, które ona sprytnie odczytuje jako "zaraz kończymy". Któż by się nie cieszył? Malwina Ps. Radziłabym zastanowić się, czy na pewno chcesz dalej uczyć się w tej stajni. To, że instruktorzy wiedzą że z pewnym koniem są problemy, ale nic z tym nie robią, źle o nich świadczy. Nie wiem, jak uczą, ale radziłabym wziąć to pod uwagę.
Na początku właśnie kładła uszy, kuliła je - zła była, a potem już nie. A zresztą. po kolejnej jeździe z Birmą to nie ten sam konik: zarżała na przywitanie, postawiła uszy, słuchała się, dała się ładnie czyścić, nogi podawała jak balerina, a i jazda byłą super. Łbem rzuciła może raz, ale Malwina, pytanie: czy może to być spowodowane tym, że na ogłowiu nie przełożyłem wtedy dobrze grzywki? Bo teraz ładnie zająłem się grzywą i było ok? Co do stajni, to musze wziąć ją w obronę. Instruktorki od września mnie i Jasia nauczyły ogromnie dużo, bardzo dbają o zwierzęta, Ładnie tego uczą dzieci (Jasiu chodzi na szkółkę, bardzo dużo się nauczył), a i ja , beztalencie, zrobiłem jakieś postępy. To dopiero 11 jazda - w sumie 7 godzin w siodle, to jescze dłuuuuga droga przede mną. Nie mogę niestety częściej jeździć (kierownik budowy - raz na tydzień w domu...) Stajnia to Happy Horse w Rakowie pod Piotrkowem, generalnie podobno najlepsza w okolicy. Ale jak zwykle wielkie dzięki za Twój blog i Twoje porady. Jak każdy facet jestem niecierpiwy i chciałbym umieć i wiedziec wszystko od razu.... XD
Hmmm...może masz rację z tą grzywką. Radziłabym przed każdą jazdą pytać się instruktora o to, czy dobrze założyłeś sprzęt - wiesz, te wszystkie paski często się plączą i mylą. Czasem przełożenie siodła trochę w jedną czy drugą albo lżejsze zapięcie mogą zdziałać cuda:). Jakbyś miał jeszcze jakieś pytania, to pytaj. Życzę powodzenia, M.
Witam. Malwina, Na Twoim blogu zacząłem szpiegować tematy dotyczące galopowania, jako że od następnej niedzieli zaczynam próbować. Przesiadam się takze z powrotem na Hajduka, bo jak mówi instruktorka "chętniej galopuje". No zobaczymy, ale w zasadzie sporo informacji znalazłem na Twoim blogu i wpisach na forum, poza jedną: Jak właściwie dać zdać koniu że chcę zagalopować? Czy rzeczywiście wystarczy zewnętrzną łydkę dać za popręg, i szzturchnąć wewnętrzną i pójdzie? Tak nie wiem zupełnie jak się wrzuca ten bieg. Galopuje się z kłusa, czy ze stępa? Bo dosiad ćwiczebny, jak Pisałaś. Wodze - rozumiem zewnętrzna w kontakcie, czy mocniej? Mam próbować tego chodu a oprócz tego jak to wygląda u konia nie wiem jak to robić... Help! Tomek P.S. Dowiedziałem się, że ostatnio Birma zaczęła kopać inne konie podczas jazd, strasznie tupie przy ubieraniu, próbuje kopnąć i wogóle jest niegrzeczna. No i ją wyłączyli z nauki. A w ostatnią niedzielę uparłem się, że chcę na niej, instruktorka pozwoliła, a klaczka choć próbowała trochę łobuzić przy czyszczeniu, to dalej ju byłą kochana, a chodziła jak baletnica. Nie podejrzewam dziewczyn o brak jakiejś wiedzy, czy zdarza się tak, że koń reaguje inaczej na różnych ludzi i inne konie? Na padoku było 5 koni w niedzielę, niby ją pilnowałem, ale nawet nie próbowała kopnąć innego zwierzęcia. No i mam ją na wyłączność ;-)
Po pierwsze: strasznie cieszę się, że zaczynasz galopować. Pierwszy galop, tak samo zresztą jak pierwsza przeszkoda to jedne z fajniejszych i bardziej ekscytujących momentów w życiu każdego jeźdźca:). Po drugie: Te wpisy, które aktualnie napisałam o galopie dotyczyły raczej tych trudniejszych zagadnień, na pierwszych jazdach zdaje mi się, że nie będziesz musiał tego wszystkiego umieć. Instruktorka po prostu "zacmoka" na konia, a Twoim jedynym zadaniem będzie utrzymać się w siodle. Zupełnie jak na rodeo:). Jedyna rada, jaką Ci mogę dać to: rozluźnienie. Po prostu musisz wyczuć ten "falisty" ruch konia i się w niego wpasować, nie starając się łapać równowagi poprzez zaciskanie kolan. Zagalopowania robi się z kłusa ćwiczebnego - ze stój i ze stępa to znacznie trudniejsze elementy, do nich potrzeba wyszkolonego konia i trochę więcej doświadczenia. Wszystko w swoim czasie:) Czy rzeczywiście wystarczy zewnętrzną łydkę dać za popręg, i szzturchnąć wewnętrzną i pójdzie? W teorii....Pewnie już wiesz jak wygląda jeździecka teoria... Gdyby jazda była taka prosta, nie byłoby tylu problemów z końmi:). Hajduk to koń szkółkowy, a konie szkółkowe jeżdżone są przez różnych jeźdźców. Nawet jeśli Twoje instruktorki jeżdżą na nim raz na jakiś czas, jest pełno początkojujących jeźdźców, z których każdy daje mu inne sygnały do zagalopowania...Nie zdziwiłabym się, gdyby on sam nie wiedział, które z nich są poprawne:). Jeśli więc chodzi o konie szkółkowe, każdy z nich wymaga innych sygnałów:). Jedne reagują na "zwykłą" łydkę, inne na bat, a jeszcze inne na nic. Tak nie wiem zupełnie jak się wrzuca ten bieg I masz rację, że nie wiesz. W jeździectwie nie ma przycisków, które sprawią że koń zacznie robić coś, o co go prosisz. Jazda konna to rozmowa, którą musisz rozumieć. Jeśli nie wiesz, czemu ciągniesz za tą wodzę, a nie za tą - będzie Ci znacznie trudniej. To tak jakbyś instruował kogoś po angielsku, jak założyć siodło, nie mówiąc po angielsku i jedynie mając "wklepane" trzy zwroty. Jeśli koń-rozmówca czegoś nie rozumie, musisz mu to wytłumaczyć innymi słowami. Czemu dajemy w galopie takie pomoce, a nie inne? Galop to chód trzytaktowy, w którym jest coś takiego jak noga "prowadząca", która rozpoczyna każdą "sekwencję" galopu. Taką nogą pownna być noga wewnętrzna, nie zewnętrzna => w przeciwnym razie koniu jest po prostu trudniej. Żeby koń wiedział, na jaką nogę ma zagalopować, musimy dać mu do tego pewne sygnały. Przesuwając zewnętrzną łydkę do tyłu, mówimy mu " wyrzuć teraz tą zadnią nogę, użyj jej. Wspomagamy ten efekt, wyginając konia do zewnątrz i dając mu luz na wewnętrznej wodzy - miejsce by mógł "wyciągnąć" wewnętrzne nogi bardziej do przodu. Co do ciągnięcia - jak pewnie zauważyłeś czytając mój blog, jestem anty-szarpaniu konia. Wystarczy, że wyraźnie pokażesz mu, że na zewnętrznej wodzy jest mocniejszy nacisk, niż na wewnętrznej. Ale podczas pierwszych jazd na lonży, nie musisz jeszcze o tym myśleć. Co do Birmy: owszem, to jest możliwe. Konie mogą mieć raz lepszy, a raz gorszy dzień - klaczom włącza się do tego ruja, która powoduje u niektórych agresję. Z tego co zrozumiałam, przy jednych zwierzakach zachowuje się ona ok, a przy innych nie? Jest to jak najbardziej normalne - u wszystkich ssaków, ludzi też. Może po prostu na tamtej jeździe jakiś inny koń nie uszanował "jej terytorium" - wiesz, takie stajenne "walki" o hierarchię. Konie mają ją zwykle opracowaną, ale podczas jazd to wszystko się gubi - bo - o zgrozo! - koń niższy rangą je wyprzedził/znalazł się zbyt blisko . Z tego co piszesz wynika, że ma ona po prostu dominującą naturę:) Co bym radziła: - zachowywać podczas jazd odstępy (długoścu jednego konia) - pozwolić koniom - bez jeźdźców rzecz jasna - na wolnym wybiegu i pod kontrolą - ustalić hierarchię (w sensie, że wypuścić je luzem). Walki, kopania, dębowanie - to tylko ostateczne zachowania. Pozostaione same sobie, konie żadko się nawet gryzą!
Ok, Dięki Ci wielkie. Dam znać jak poszło. wylecenia z siodła raczej się nie boję, nie raz leciałem z rusztowania XD. A i nie raz koń mi się spłoszył pod siodłem i też się utrzymałem. No zobaczymy ;-).
Galop. Łał! Łał! To doppiero radocha. Zaczęło się w niedzielę. Wsiadłem na Hajduka, który jest koniem roboczym nowo galopujących, jako że ma elegancki, rytmiczny chód, w ogóle wyjeżdżony jest nieźle. Lonża - no i było tak, jak Mówiłaś - instuktorka cmoknęła, a ja kombinowałem żeby nie spaść. ale za drugim foule wspomniawszy lekturę Twojich wpisów i blogu, rozluźniłem się MAAAAKSYMALNIE i przykleiłem zadek do siodła - i idzie! coś niesamowitego. Skoro tak, dzisiaj mówią mi dziewczyny - no to galopuj sam. Ja oczy w słup, sam? Taa, będzie ok. No i rzeczywiście - kłus, pełny siad, zewnętrzna łydka z tyłu, wewnętrzna tu, szturch - i poszedł. Zrobiłem ze trzy kółka śmiejąc się jak dziecko. Chyba nie miałem takiej radochy od czasu pierwszej samodzielnej jady na rowerze.;) Potem do kłusa, półwolta i w drugim kierunku. I zupełnie przestałem się bać. Rany, jakie to fantastyczne! No i pytanie (oczywiście) ! Instruktorka rzekła - ok, ale galopujesz czasem na złą nogę. Rozumiem, że trzeba tak zrobić, żeby zaczął koń od tylnej zewnętrznej, tak? tylko jak to uczynić, właśnie najpierw dając tą łydkę? trochę tego jeszcze nie rozgryzam, a następny galop dopiero w niedzielę...
Tak, koń ma zacząć od tylnej zewnętrznej i masz go do tego nakłonić zewnętrzną łydką (ona ma być tylko przesunięta do tyłu, żadnego szturchania nią nie wykonujesz). Wewnętrzną masz dać "zwykłą" łydkę. Jednak dopiero zaczynasz galopować, więc Twoje łydki nie są jeszcze w 100% stabline, przez co ich sygnały są mniej precyzyjne (koń może je źle interpretować). W takim wypadku radziłabym mocniej chwycić zewnętrzną wodzę, dając luzu wewnętrznej stronie (wyginasz konia do zewnątrz). Możlwe też, że koń galopuje na złą nogę ze względu na błędy Twojego dosiadu. Starając się przesunąć zewnętrzną nogę do tyłu, wiele osób robi to wręcz karykaturalnie, co powoduje ich usztywnienie (a koń uciekając przed dyskomfortem idzie na złą nogę). I taka drobna uwaga na koniec - koń sam z siebie woli galopować na dobrą nogę (na złą jest mu po prostu niewygodnie). Dlatego najważniejsze jest nieprzeszkadzanie koniowi, dopiero w następnej kolejności można go wspomagać.
Pewnie masz rację (tj jeszcze Ci się nie zdarzyło nie mieć ;-)) ze zbyt mocnym przesunięciem do tyłu łydki, bo oczywiście nabiłem sobie głowę teorią zanim zacząłem galopować. Ale to nie było złe - np. Twoja porada o rozluźnieniu prawie cłakowitym okazała się zbawienna, aż trochę instruktorka się zdziwiła, że tak szybko załapałem. Skończyłem prace na Nowej Łodzi Fabrycznej, mam teraz urlop do końca roku, to zwiększymy częstotliwość treningów. przy okazji pytanie. Nad czym dalej praacować? W sensie: Jakie dalej umiejętności trzeba opanować, żeby jeździć lepiej i lepiej i lepiej?
Twoje pytanie dało mi do myślenia - nad czym dalej pracować? Głównie nad swoim dosiadem. Będziesz dążył do tego, by Twoje pomoce były coraz bardziej precyzyjne, by być bardziej "miękkim" i subtelnym. Po wielu godzinach spędzonych w siodle zaczniesz odczuwać, że koń coraz płynniej reaguje na to, o co go prosisz - poczujesz odzew z "drugiej strony". Radzę Ci zacząć od podstaw. Rozluźnienie, ciągła korekta swojego ułożenia (łydki w dół, plecy proste...). Z czasem odkryjesz, że odpowiednio układając swoje ciało, możesz przekazywać zwierzęciu coraz bardziej złożone sygnały - proszące go o rzeczy tj. przeniesienie swojego środka ciężkości na zad. Ale zanim tak będzie, musisz po prostu korygować te "szkółkowe" błędy, otworzyć się na to, co robi Twój koń i wpasować w jego ruch. Uważnie słuchaj rad instruktorek, a wszystko przyjdzie z czasem. Jaka umiejętność w jeździectwie jest najważniejsza? Powiedziałabym, że wyczucie. Świadomość kiedy i jak mocno musisz zadziałać na konia, żeby ten zaaragował w odpowiedni sposób. A przyjdzie ono z czasem, pod warunkiem, że nie zamkniesz się na to, co "mówi Twój koń".
Witam, może moje pytanie nie jest za bardzo związane z tematem jednak nie mogę nigdzie znaleźć forum, które byłoby aktywne na czasie i tak rozbudowane. Czyatając rozmowę bardzo spodobało mi się prefesjonalne podejście pani Malwiny i liczę na to, że i mi pomoże. Chciałabym zacząć trenować jeździectwo, konie fascynują mnie od dziecka, i tu moje pytanie jak zacząć, gdzie i od czego? Czy na sam początek trzeba kupić profesjonalny strój jeździecki czy wystarczy wygodne obuwie, obcisłe spodnie, kurtka i kask? Ile lekcji w miesiącu należy wziąć, żeby nauka przyniosła skutek?
Cześć, Radzę zacząć od poszukania dobrego ośrodka - to umiejętności pedagogiczne Twojego instruktora w dużym stopniu zadecydują o tempie nauki. Jeśli chodzi o sprzęt - na pierwsze parę jazd radzę się wstrzymać z zakupem. Dopiero jeśli po około miesiącu stwierdzisz, że zamierzasz kontynuować jazdę, możesz zdecydować się na zdobycie bryczesów, sztybletów, toczka i rękawiczek (na pierwszą jazdę przyjdź w dresie/legginsach i butach sportowych). Ze sklepów radzę Decathlon (ma stroje Fouganzy, jeśli się nie mylę) - ma dość dobrą jakość, a ubrania stajenne - nieważne jakiej firmy - już po pierwszej wizycie będą wyglądać jakby ktoś całe stuelcia w nich chodził (kurz, piasek, słoma, końska ślina...). Myślę, że jedna lekcja w tygodniu na początek wystarczy. Żadziej nie ma sensu - co czegoś się nauczysz, po takim czasie tego zapomnisz. Jeśli masz czas, pieniądze i ochotę - oczywiście możesz jeździć dwa, trzy, a nawet i więcej razy w tygodniu - przynieisie to szybsze efekty, ale nie jest konieczne, by stać się dobrym jeźdźcem. Jeśli masz jakieś pytania, śmiało możesz je zadawać:) M.
Witam CIę na forum. Porad Malwiny warto słuchać - naprawdę trafia w sedno problemu, zna się na jeździectwie i koniach baardzo. A odnośnie początków (Bo Malwina pewnie początki miała daawno temu, biorąc pod uwagę Jej poziom wiedzy): 1) poszukaj w okolicy stajni, ośrodków jeździeckich itd. wybierz na razie te, do któych masz blisko, zadzwoń i spytaj czy prowadzą teraz w zimie lekcje (czyli czy mają otwarty padok czy może halę? W naszej stajni jest hala, bardzo ułatwia życie). pojedź i oceń stan na miejscu (zobacz, czy aktualnie ktoś jeździ, czy padok to jedno wielkie bagno, czy jest dosyć sucho (piasek może być wilgotny, mokry, ale raczej nie chcemy kałuż wody). No i podpatrz w necie opinie. 2) jak osrodek dobry, to umówią Cię na jazdę indywidualną z instruktorem, pół godziny. Tyle dasz radę przetrzymać na pierwszym treningu ;-). Ubierz się wygodnie, ale tak, żeby się móc zredukować - po 15min będzie Ci gorąco! Buty weź na twardej podeszwie, bez bieżnika i obcasów. dobrze założyć legginsy i spodnie, bo puśliska lubią na początku zrobić bolesną depilację łydek. 3) Poczytaj (nawet na wikipedii) hasła pod kategorią jazda konna i podszkól się ze słownictwa - znaj budowę siodła, ogłowia, jakie są chody konia, etc.
4) Naprawdę poczytaj o koniach i o jeździe konnej. Mi to bardzo pomogło, w umiejętnościach w 3 miesiące dogoniłem koleżanki jeżdżące od co najmniej pół roku (ale żadnej z dziewczynek 10-13 - te są za dobre...) Po pierwszych jazdach poczytaj porady Malwiny dotyczących kłusa, kontaktu, rąk, dosiadu - to kopalnia wiedzy, Malwina bardzo obrazowo tłumaczy co robić.
Witam Cię. Przyznaję się do porażki... XD Na 4-ty galop uparłem się wrócić na Birmę. Instruktorki - no dobro, skoro chcesz... Nie poznałem kobyłki. nie mogłem jej rozbujać do dobrego tempa w kłusie, pomogło dopiero jak mi Instruktorka wręczyła palcat... Kurczę, pierwszy raz w życiu użyłem pomocy dodatkowej XD. No i z galopem tragedia... długo nie mogłem zagalopować, jak już się udało to dwa - trzy skoki i koniec! moje łydki jeszcze nie te. W koncu udało się jakieś tam 2 kółka galopem, ale może dlatego, że Instruktorka stała z batem... Co prawda pocieszała mnie, że Birma ma ruję, więc jest humorzasta, ale no nie mogłem się z nią dogadać. Więc wracamy na Hajduka. póki nie bedę pewny w galopie, nie bedę dobrze dawał łydek, nie wyćwiczę dosiadu żeby galopować nawet pijany w trupa - nie skompromituję się znów pred królewną BIrmą (muszę zamieścić jej zdjęcie, jest naprawdę piękna, choć nie moja ;-)) Ale cóż, porażka to sukces widziany z drugiej strony. Po prostu będę trenował, trenował i trenował galop, aż się nauczę. Żona nie pozwala mi jeździć 3 razy w tygodniu (mówi, że dla instruktorek jeżdżę, ach te kobiety...) ale dwie godziny muszę mieć bite. Miałaś rację, dobry galop zależy od wielu czynników...
No tak...w jeździectwie niestety tak już jest, że w momencie gdy osiągnie się "wszystko", przychodzą coraz to nowe problemy... Radzę Ci przede wszystkim ćwiczyć, ćwiczyć i ćwiczyć... Tak jak mówiłeś - Birma może nie chcieć pod Tobą galopować ze względu na Twój dosiad i łydki. Zastanów się czy może nie dawałeś jej sprzecznych sygnałów? Nie usztywniałeś się? Jest również możliwość, że mimo, że wszystko robiłeś dobrze, ona po prostu nie chciała Cię słuchać. Czemu? Z tego co piszesz, jest to klacz, która umie postawić na swoim:). Konie tego typu potrzebują jeźdźca, który "wie, czego chce". Który jest pewny siebie i dając łydkę "mówi": "koniu, zagalopuj!", zamiast: "koniu...zagalopuj...może..." Widzisz różnicę? Birma na pewno:) Czyli po pierwsze - pewność siebie podczas dawania pomocy. Często "scenariusz" jazdy wydląda tak: Ty dajesz łydkę, koń się nie słucha, dajesz łydkę...jeszcze jedną.,. i jeszcze... Z tego wszystkiego koń uczy się, że może sobie bezkarnie nic nie robić. Myślę, że to dobry pomysł, żebyś przesiadł się na Hajduka, ale taka mała rada, jak wrócisz na Birmę: Nie "oklepuj" konia cały czas łydkami. Pownieneś dać sygnał (pewny, stanowczy, nie znoszący sprzeciwu). Jeśli mimo to Birma nie zareaguje, musisz dać jej drugi sygnał. Nadal nie reaguje? Nie baw się w bezcelowe szturchanie łydkami - to nic nie da. O ile wiesz, że wina leży po stronie konia, muisz po prostu użyć bata (o jego poprawnym użyciu post ma się znaleźć na blogu jeszcze przed Świętami) - i tu też bardzo ważna jest stanowczość. Tak jak w swojej książce pisała Diacont, nie można użyć go zbyt lekko (koń go zignoruje Twoją "ostatnią deskę ratunku") - używanie palcata wydaje się bardzo kontrowersyjne, ale z doświadczenia wiem, że lepiej użyć go raz, a mocno, niż bezpodstawnie i nieustannie lać nim konia. (przy pierwszej opcji radzę jednak przytgotować się na gwałtowną reakcję konia, któremu może niespodobać się, że ktoś go dominuje).
Witam. Wisadłem znów na Hajduka. Przepiękna godzina jazdy. przez 15 min ćwiczyłem zagalopowanie, jakieś 2 kółka galopu (pilnując nogi! jak byłą zła, to znów do kłusa i jescze raz!) do kłusa, i znowu, i znowu. No i nie zawsze wychodziło dobrze, nie zawsze mi na dobrą nogę zagalopował, ale wystarczyło poprawić nogi, lepiej usiąść, ściągnąć lekko zewnętrzną wodzę i hop! Znowu się śmiałem jak dziecko. Ale juz widzę, że przed świętami na bank nie wróce na Birmę na galopowanie. Królewna ma swoje humory, i trzeba z nią umieć postępować, a ja jeszcze nie umiem. Zatem ćwiczymy. Jestem już coraz spokojniejszy przy galopie, daje radę się rozluźnić, nawet sobie trochę tak przyspieszałem i zwalniałem - chyba zaczynam czuć ten chód lepiej. Przy okazji pytanie. Instruktorka lubi pomęczyć nas trochę dosiadem arabskim czy angleowaniem bez strzemion. Jakoś idzie, ale nie mogę zrobić półsiadu bez strzemion! coś tam z przodu przeszkadza... ;-) jak tu do tych ćwiczeń zapracować mięśniami (a przyznaję, że te ćwiczenia dobrze robią na jakość jazdy po nich..) żeby FACET dał radę to zrobić?
Facetem nie jestem, więc za bardzo pomóc Ci nie mogę... Odpowiadając jednak na Twoje pytanie - podczas półsiadu bez strzemion angażują się mięśnie nóg oraz brzucha. Możesz się wspomóc, chwytając się mocniej siodła kolanami (ale radzę nie przesadzać z częstotliwością ćwiczeń - bo jeśli zaciskanie kolan wejdzie Ci w krew, może to spowodowac wiele szkodliwych nawyków).
Swoją drogą, anglezowanie bez strzemion jest dużo bardziej skuteczne i bardziej poprawia Twoją jazdę - nie powodując przy tym szkodliwych nawyków t.j. zaciskanie nóg wokół siodła.
Witam. Eeee... Skoki. Wiem, że pytam jak pierwszaczek o liceum. ale spytam. Co trzeba dobrze wytrenować, aby zacząć próbować skakać? Tak wyznaczam sobie kolejne cele w nauce jazdy, i tak myślę że kiedyś przyjdzie ten moment, że trzeba będzie spróbować. Będę wdzięczny za poradę XD P.S. Z galopowaniem idzie już jako tako. Już wyluzaowałem nbardzo, uczę się kręcić kółka w galopie, w prawo już dobrze, w lewo jeszcze nie bardzo. Trenuję zaciekle zagalopowywanie na dobrą nogę - czasem wychodzi, czasem nie. Jak jadę z prawą wewnętrzną to 70% robię dobre, jak lewą to 50%. Instruktorka pogania mnie, żebym galopował szybciej i szybciej. Próbuję (może chcą żebym wreszcie zleciał?). Ale póki co, wszystko na Hajduku, który przepięknie wchodzi w chody. Czekam, a to samo dam radę zrobić na Birmie. P.P.S. Malwina, jak zmienić nogę w galopie przy zmianie kierunku?
Widzę, że masz ambitne plany na przyszłość :). Jeśli chodzi o skoki, to tak...muisz: 1. Mieć dobrą równowagę w galopie (bez utrzymywania jej na wodzach) 2. Mieć stabliny półsiad 3. Umieć sterować koniem w galopie 4. Nie bać się pfff..więcej nie przychodzi mi do głowy. Jeśli Twoja instruktorka zauważy, że jakoś te zagalopowania Ci idą, panujesz nad koniem i masz równowagę - powinna spokojnie Ci pozowlić.Ale to wszytsko zależey również od stajni - jedni puszczają do skoków już po paru miesiącach nauki, inni znacznie później. Pierwsze skoki zwykle rozpoczyna się od małych krzyżaków z kłusa. Piszę zwykle, bo ja na przykład zaczęłam od stacjonaty w galopie (małe nieporozumienie z nową trenerką; jakim cudem to przeżyłam - tego nigdy się nie dowiem :) ). jak zmienić nogę w galopie przy zmianie kierunku? Są dwa sposoby. 1. Lotna zmiana nogi w galopie (w skrócie - lotna) 2. Zwykła zmiana nogi w galopie Zacznę od drugiego sposobu, bo łatwiejszy. Polega on na tym, że środku ujeżdżalni (zakłdając, że zmieniasz kierunek po przekątnej) zatrzymujesz konia (w zależności od stopnia zaawansowania do kłusa bądź do stępa lub stój) i zagalopowujesz jeszcze raz, tym razem na właściwą nogę. Pierwszy sposób jest znacznie trudniejszy i nie na każdym koniu go wykonasz (zwykle szkółkowe nie są tego nauczone). Polega on na tym, że podczas takiego "podskoku" w galopie (czyli w momencie, gdy koń "leci"), prosisz go o to, by przestawił szyk nóg (rozumiesz o co mi chodzi? jeśli nie, możesz wejść na YouTube, tam jest pełno filmików przedstawiających lotne - znacznie łatwiej zrozumieć to, gdy się to widzi). Wykonuje się to mniej więcej tak, że podczas galopu daje się sygnały do zagalopowania na przeciwną nogę.
Witam. Nie odzywałem się i nie byłem na forum jakiś czas, ale za to w stajni byłem często. Nagle jednak nauczyłem się czegoś, dzięki za artykulik na Twoim Blogu dotyczący użycia bata. Bo: Na Hajduku zacząłem skakac, na razie z kłusa i koperty, ale zawsze. galop na nim, także w półsiadzie, stabilny, nawet go jeszcze czasem poganiam ;-). No więc masz Tomek Birmę. BIrmą udaje mi się teraz to samo, ale... muszę mieć palcat! Czasem bowiem nie reaguje na pomoce, ale JEDEN strzał i już się słucha. Czasem nie trzeba tego strzała, a czasem... czemu tak? obstawiałbym nierówne pomoce, czasem słabe sygnały. Choć podpatruję panny co na niej jeżdżą, a jeżdżą już dość długo, i ona im robi tak samo, czasem nawet bardziej. Birma jest charakterna (jest przewodniczką stada) i trochę francowata, ale jak podszedłem do niej zdecydowaniej to zaczęła mnie słuchać. I galopuje mi się na niej fajnie, a jeszcze niedawno nie byłem w stanie... Więc: jak robić, żeby BIrma się słuchała i bez bata? Czy ją chwalić, czy co? Zauważyłem że ona mnie pamięta (tak mi się wydaje), bo lubi uciekać sprzed przeszkody, popracowałem z nią nad tym, i teraz ani o tym pomyśli. Dopóki jakaś panna na nią nie wsiądzie i Birma przed kopertą fruu! i leci obok. Dowiedziałem się też, że nie lubi się z Winorem, Hucułkiem eksploatoowanym na lonży, i czasem jak jedzie koło niego to go kopnie, ale u mnie jest "grzeczna". A może ja ją za mocno na pomocach trzymam i ona nie wie co zrobić? Postaram się gdzieś wrzucić filmiki i zdjęcia.
To w sumie zależy od konia. Ale bardzo często zdażają się zwierzęta, które "w ryzach" trzeba trzymać cały czas. Ja niedawno jeździłam na tinkerze, który był typowym samcem alfa - i jeśli choć na chwilę pozwalałam mu na więcej, robił się nieznośny. Myślę, że z Birmą jest tak samo. Pracując z nią, musisz być stanowczy. Z czasem, jak zauważy ona że "z Tobą nie ma żartów :)", bat przestanie być konieczny. A tak w ogóle to widzę, że przez ten czas zrobiłeś spory postęp - skoki i jazda na Birmie. Brawo :)