Kuc mojego znajomego jest po ochwacie. I to dosyć ostrym, w dodatku podwójnym. Weterynarz nie daje mu szans na całkowite wyzdrowienie. No ale to tylko weterynarz, może się mylić, może oszukiwać... Ja się nie poddaję. Najchętniej odwiedzałabym kuca codziennie albo przynajmniej co tydzień, jednak mieszka 3 godziny drogi ode mnie, a moi rodzice nie za bardzo mają czas... Gdyby to zależało tylko mnie i właściciela jeździłabym tam co tydzień, no ale tata niestety... Może macie pomysły jak go przekonać? Ale nie o to mi chodzi tylko o kuca. Znacie jakieś sprawdzone sposoby na wyleczenie? Zamierzałam go zajeżdżać, ale nie wiedziałam wcześniej w jakim jest stanie (ostatnio widziałam go w zimę). Teraz na pewno nie będziemy tego robić. Może kiedyś... Co myślicie? Jak będzie całkiem zdrowy... No a jeśli nie, to na pewno lonża (na początku delikatna). jakieś ćwiczenia w stępie... Mam nadzieję, że wyzdrowieje... Módlcie się za niego!!;p
Kuc mojego znajomego jest po ochwacie. I to dosyć ostrym, w dodatku podwójnym. Weterynarz nie daje mu szans na całkowite wyzdrowienie. No ale to tylko weterynarz, może się mylić, może oszukiwać... Ja się nie poddaję. Najchętniej odwiedzałabym kuca codziennie albo przynajmniej co tydzień, jednak mieszka 3 godziny drogi ode mnie, a moi rodzice nie za bardzo mają czas... Gdyby to zależało tylko mnie i właściciela jeździłabym tam co tydzień, no ale tata niestety... Może macie pomysły jak go przekonać? Ale nie o to mi chodzi tylko o kuca. Znacie jakieś sprawdzone sposoby na wyleczenie? Zamierzałam go zajeżdżać, ale nie wiedziałam wcześniej w jakim jest stanie (ostatnio widziałam go w zimę). Teraz na pewno nie będziemy tego robić. Może kiedyś... Co myślicie? Jak będzie całkiem zdrowy... No a jeśli nie, to na pewno lonża (na początku delikatna). jakieś ćwiczenia w stępie... Mam nadzieję, że wyzdrowieje... Módlcie się za niego!!;p