Jeżdżę na pewnej klaczy i nie wiem jak sobie z nią poradzić pędzi jak szalona do stajni, ciągnąc za wodze w ogóle nie reaguje. Wcześniej chodziła na zwykłym wędzidle od roku ma wielokrążek i dalej to samo, wędzidła raczej zmieniać nie będę. Nie jestem zwolennikiem trzymania konia krótko jeżdżę na wolnych wodzach i w pewnym momencie bez powodu leci jak szalona pod stajnię, rozumiem jak się czegoś wystraszy. Boję się jak zachowa się w terenie kiedy dostanie takiego napadu. Proszę was o pomoc.
Kiedy konie znajdą się w pobliżu stajni zazwyczaj chcą jak najszybciej się tam dostać, bo kojarzy im się, że zaraz dostana jedzenie, albo coś w tym stylu. Ja radziłabym ci jeśli masz czas zająć się naturalem... to najlepszy sposób chyba, bo ciagnięcie wodzy nic nie da. Albo próbuj uspokoic ją głosem lub lekko wodzami...
Chyba że to jest natura hucuła. Trudna jest w pysku czasami. Raz ładnie chodzi a raz wygląda na to że ją wędzidło boli ale jeść w nim potrafi jak chce. Jak ją mam to wszystkiego próbowałam. A do naturalu nie wiem czy ją przekonam. Ona tak pędzi i wierzga przy tym nie raz że dziwię się że jeszcze nie leżałam.
Prędzej do innych koni aczkolwiek nawet jak chodzi z innymi to też ucieka. Ja mam zwyczaj bardzo dużo gadać do konia i mu opowiadać co się dzieje itd. Niestety nie zawsze jest możliwość żeby z kimś jeździć. W teren sama raczej się nie wybieram ale były lata że bardzo dużo jeździłam sama ale miałam bardzo zaufane konie. A ona teraz ma 4 lata. Już jest lepiej jak kiedyś.
Powinien wsiąść na nią ktoś kto zdecydowanie lepiej jeździ od Ciebie i dopiero po jakimś czasie powinnaś Ty wsiąść wpierw jeżdżąc z kimś kto będzie Tobie mówił co masz robić. Dlaczego powinien ktoś inny wsiąść? Bo pozwoliłaś raz, drugi raz i enty raz, więc koń już potrafi Ciebie wyczuć kiedy mu wolno, Ty z kolei nie potrafisz jej wyczuć aby zareagować zanim ona zacznie uciekać, do tego robisz to raczej nie prawidłowo, skoro orientujesz się co się stało, dopiero jak jesteś w stajni. Tak jak Maria pisała, nie ciągnij konia na chama z racji tego że się powiesi na wędzidle i nic nie zdziałasz. Staraj się ją opanować dosiadem, w szczególności jeśli jeździsz na luźnej wodzy, siedź w siodle porządnie. Gdy już się uda wywieść do stajni to wracasz z powrotem do miejsca skąd poszła do stajni i tak aż do skutku, puki nie przejedziesz dalej, gdy się uda przejechać chociaż pół km dalej albo km dalej, sama wróć z nią do stajni, niech wie że potrafisz iść na kompromis, ale nie pozwól jej wrócić do stajni galopem, wracaj na stępa zawsze. Jeśli będzie się wyrywać wchodź na woltę, jak zrobisz parę wolt, ona przejdzie do stepa, to jedź w kierunku przeciwnym niż stajnia. W końcu zrozumie że im więcej będzie fisiować tym dłużej będzie musiała pracować. Przykład:Może koń nie pędził do stajni, ale nie chciał mi przejść przez rów. Mogłem objechać dookoła, mogłem też zejść i przeprowadzić konia, ale wolałem się pomęczyć ponad pół godziny z koniem, nawet czasami prawie godzina, lecz po przejściu przez rów wracaliśmy do stajni w nagrodę, potem przeszliśmy przez rów szybciej, więc pojechaliśmy kawałek dalej i potem do stajni, i tak powtarzałem to ćwiczenie wydłużając dystans, a potem koń zaczął mieć wylane ile idziemy zanim wrócimy do stajni, bo skupiał się na mnie i na robocie więc nie myślał o stajni, nie myślał o odpoczynku. Bał się wszystkiego na początku, każdej kałuży, każdego małego pieska szczekającego, a wyrobiłem u niego takie zaufanie że w pewnym momencie nawet się nie bał piły spalinowej tnącej gałęzie, którą widział po raz pierwszy. Więc w skrócie mówiąc, praca, praca i jeszcze raz praca; a najlepiej tak jak napisałem na początku niech wsiądzie wpierw przez parę dni ktoś kto lepiej jeździ, wiedząc o problemie, żeby koń chociaż troszkę zapomniał o tym ciągłym wracaniu do stajni, aczkolwiek nawet jak ten ktoś nie będzie miał problemów, to wiec że dla Ciebie i tak będzie ciężej, bo koń już Ciebie wyczuł.
jeżdżę 13 lat na koniach więc uważam że potrafię jeździć i daję sobie radę z każdym koniem. Wiele koni także ujeżdżałam. Do wolty nie da się jej doprowadzić w tym momencie. Ona chodzi po całej ujeżdżalni po czym nagle coś jej odbije i leci galopem pod drzwi i potem normalnie można dalej jeździć. Ostatnio w terenie nie chciała mi przejść przez kałużę ale wymusiłam to na niej w końcu po pół godziny. Znam zasady jazdy. Nie odpuszczam koniowi jak nie chce czegoś zrobić. Może i ona się czegoś przestraszy czasami ale zaraz sama wraca i patrzy co to było. Jest bardzo ciekawska.
Koleżanka jeździła na niej ale tak krótko ją trzyma na pysku że po 2 tygodniach musiałabym zmienić wędzidło na dużo mocniejsze a ona jest młodym koniem. Patrzę też przyszłościowo. Nie ma ona 15 lat tylko 4.
Nie chciałem Ciebie swoim postem urazić. Nie twierdzę że jesteś niekompetentna ale że koń Ciebie wyczuł, dlatego powinien ktoś inny się za niego wziąć.Napisałaś wyżej że jeździsz 13 lat i potrafisz jeździć konno, ja z kolei twierdzę że niezależnie czy się jeździ 13 czy 130 lat to człowiek i tak uczy się jeździć konno całe życie, co chociażby pokazuje ten koń który Ciebie wywozi do stajni. Napisałaś również że radzisz sobie z każdym koniem, chyba nie z każdym, bo z tym sama piszesz że sobie nie radzisz. Napisałaś także, że koleżanka jeździła trzymając ją krótko, i jak ona sobie radziła? też jej koń wracał do stajni? Dlaczego twierdzisz że byś musiała zmienić na mocniejsze wędzidło? Rozumiem że jest to młody koń. Ale może za mało pracy z ziemi z nim było, może jest źle zajeżdżonym koniem, może powinno się go początkowo jeździć tylko na hali kontrolując na każdym kroku? Ciężko stwierdzić, bo napisałaś że jesteś konsekwentna i że nie pozwalasz koniowi a potem piszesz że się orientujesz dopiero gdy jesteś w stajni.Więc czy Twoje doświadczenie faktycznie jest tak wielkie, że tak długo się zastanawiasz co zrobić aż jesteś w stajni? Do tego jeśli chodzi o tereny to najlepiej się z koniem pracuje będąc samemu w terenie. Przynajmniej a polubiłem taką pracę. Przeważnie bo ponad 90 % terenów w których byłem, to byłem tam sam i wtedy mi się najlepiej pracowało z koniem. Potem jak konik był już zajeżdżony zarówno na maneżu jak i w terenie, to jechałem z kolegą w teren gdzie robiliśmy takie (moim zdaniem fajne) ćwiczenie. A mianowicie nie było konia prowadzącego, czasami jechaliśmy równo, czasami ja jechałem pierwszy a czasami on jechał pierwszy. Były też takie momenty, że on zagalopował, a ja jechałem z tyłu stępem cały czas, on się oddalił i przeszedł do stępa, wówczas ja zagalopowałem i galopując go wyprzedzałem, gdy ten jechał stępem. Chodziło o to, żeby koń nie uzależniał się od drugiego konia, żeby nie było różnicy kto prowadzi oraz żeby nie było problemu gdy ktoś chce gdzieś podgalopować by coś sprawdzić, gdy druga osoba chce jechać stępem. Tak samo w kłusie się nawzajem wyprzedzaliśmy gdzie czasami ja prowadziłem, czasami on, a czasami równaliśmy i jechaliśmy razem.To ćwiczenie polecam i nie tylko dla młodych koni. Jedno jest pewne, wpierw zastanów się czy masz kontrolę nad koniem czy też nie oraz co robisz źle. Z tak długim stażem, radząc sobie jak to napisałaś z każdym koniem, powinnaś nie mieć problemów z przeanalizowaniem sobie sytuacji. No i chciałbym Ciebie uczulić na to co piszesz, a tego się tak czepiam tylko dlatego bo widocznie opowiadasz bajki. To tak samo jak ja bym miał opisywać, jaki to jestem wspaniały i że żaden koń mi nie straszny. Zawsze znajdzie się koń z którym nawet najlepszy sobie nie poradzi, więc nie pisz że dajesz sobie radę z każdym koniem skoro nie jest to prawda. Nie pisz że potrafisz jeździć konno, skoro właśnie w tym wypadku masz z tym problem. Ja przykładowo cały czas uczę się jeździć konno, cały czas doskonalę swoją wiedzę na temat jeździectwa oraz analizuję wszystko i to co dobrze robię i to co źle robię, do tego jestem otwarty na szeroką krytykę, lubię się konsultować z ludźmi co źle robię, bo to pomoże mi robić to dobrze. Tak samo jak kiedyś się zatrudniałem w jednej stajni na rozmowie z gościem mówię coś w stylu "No mam spore doświadczenie w pracy z końmi, pracowałem tam i tam, zajeżdżałem młode konie, trenowałem konie sportowe itd, oraz MIAŁEM DO CZYNIENIA Z TRUDNYMI KOŃMI". Gdy zobaczyłem te konie które tam były, doszedłem do wniosku, że konie które nazywałem trudnymi, to były kochane, łagodne i cudowne koniki w porównaniu z tymi końmi co tam zastałem. Więc moim zdaniem, lepiej niektóre sprawy sobie przemilczeć, bo jeśli radzisz sobie z każdym koniem, to wpadaj do Trójmiasta i zobaczymy czy faktycznie dajesz radę sobie z każdym koniem. Pozdrawiam i powodzenia w trenowaniu tej klaczki :). Tak na marginesie wielokrążek nie jest dobrym rozwiązaniem do jazdy na luźnej wodzy, lecz zakładam że wiesz.
Może i jej nie uciekała bardzo bo zawsze był jakiś koń w tym czasie. A ja nie zawsze mam możliwość jeździć z jakimś koniem. Wiem że człowiek uczy się całe życie, nie tylko jazdy. Wiele koni ucieka do stajni bo chce do swoich ale nie spotkałam się żeby koń tak pędził. Próbowałam grzecznie i łagodnie na początku, ale czasami trzeba użyć troszkę siły. Nie odpuszczam jej na niczym, tak jestem nauczona. Ale to jest jedyna rzecz z jaką nie mogę sobie poradzić na tym koniu. Jednak czekają mnie podstawy jej nauki. A konisko bywa uparte (zresztą jak ja) i obrażalskie :) Znam zasadę wielokrążka, inaczej bym go nie kupowała.
A co do terenów to przez ostatnie lata jeździłam sama i jestem zadowolona z pracy z koniem i z tego że tyle wyjeździłam, ale z tą jakoś boję się jechać sam na sam ale wiem że mnie to czeka bo bez terenów to dla mnie nie jada. Ale najpierw czeka mnie z nią rozmowa i porządna robota :)
Myślę, że należałoby się zastanowić jak wygląda reszta jazdy i zachowanie konia w Twojej obecności w zupełnie innych sytuacjach. Wydaje mi się, że kobyłka gdzieś musi wyczuwać ten moment słabości, który nauczyła się właśnie w ten sposób wykorzystywać. Zgadzam się z użytkownikiem jazda-konna, że najlepiej byłoby gdybyś poprosiła o pomoc inną osobę, która ma już jakieś doświadczenie z końmi (nieważne, czy jeździ pięć czy dziesięć lat, tylko jakie ma umiejętności) żeby spojrzała na Was z dystansu i podpowiedziała Ci gdzie może leżeć problem.
W jednej ze stajni gdzie jeżdżę padok, który służy za ujeżdżalnię przylega bezpośrednio do stajni. Zwykle konie też początkowo zwalniają gdy po przejściu prostej w kierunku wejścia chcę skręcić, czasem coś próbują kombinować i stawiać opór, ale po przepchnięciu kilku pierwszych takich buntów dalsza część jazdy jest już bezproblemowa. Nie zdarzyło mi się wrócić do stajni ze względu na samowolkę konia. W związku z tym też bym Ci radziła wsadzić na zwierza kogoś jeszcze bardziej doświadczonego od Ciebie, najlepiej osobę, która nie miała z tym koniem kontaktu i dopiero będzie musiała pokazać kto w tym duecie wydaje polecenia. Może jak zobaczysz w jaki sposób temu komuś udało się wywalczyć posłuszeństwo dostrzeżesz błędy, które wkradły się w przypadku Twojego postępowania z tym koniem.
Saphira09, jeszcze jedna mała uwaga ode mnie; przypomniało mi się, że jakiś czas temu pracowałam z fajną kobyłką, którą układałam po wstępnym zajeżdżeniu, miała jakieś 3,5 roku. Przy narożniku gdzie było wejście na maneż kombinowała, próbowała się usztywniać, nie chciała skręcać - ot taka próba sił :). Nie cisnęłam jej na pysku, nie próbowałam wodzami przeciągać jej na "dobrą stronę", tylko postanowiłam zrobić coś zupełnie odwrotnego. Przestałam skupiać się na tym narożniku, a zaczęłam myśleć o pozostałych miejscach - starałam się urozmaicać jazdę, jak najmocniej koncentrować uwagę kobyłki na sobie, oczywiście dając jej także chwile na odpoczynek i postanowiłam zapomnieć o problemach w tym narożniku, rozluźniając się i starając się zgrać z koniem przed tym miejscem problemowym nawet bardziej. Wierz lub nie, ale kobył odpuścił, bo nie nie miała powodów do kombinowania. Zobaczyła, że tak czy inaczej czeka ją praca, mało tego, po przejściu tego narożnika nie groziło jej nic złego, wręcz przeciwnie nawet. Oczywiście poza maneżem również byłam konsekwentna i pilnowałam żeby właściwie zachowywała się w każdym momencie naszej współpracy.Tak na marginesie, z tą akurat kobyłką, doszłam do takiego etapu, że gdy inny koń stał uwiązany poza padokiem i był czyszczony przed jazdą, ja "moją" klacz mogłam czyścić i ubierać "gołą", na środku padoku nieprzywiązaną :). Nie chodzi mi o to, żeby się chwalić, tylko o to, żeby uzmysłowić, że warto czasem odpuścić galopy, skoki i inne bardziej zaawansowane elementy treningu po to, żeby wypracować z koniem solidną bazę, co z pewnością zaprocentuje w przyszłości. :)
Dziękuję wam za rady. Pisanie i myślenie nic tu nie pomoże trzeba brać się do roboty. Ona zachowuje się jak młody koń i jeszcze szaleństwo jej w głowie, choć pracować nawet lubi ale swoje wybryki ma. Chce ją za źrebić może wtedy dorośnie.
Zaźrebienie ma pomóc klaczy zrozumieć i respektować pomoce? Brzmi dość... ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć wprost, że jedno z drugim nie ma wielkiego związku. Koń ma 4 lata i nie umie/nie może się podporządkować. Jak źrebak ma w tym pomóc? Pewnie, zdarzają się pewne zmiany charakteru u klaczy po wychowaniu źrebaka (nie wnikajmy czy spowodowane tylko tym), ale jeśli ona nie jest ogólnie "dziwna", a po prostu nie słucha na jeździe, to co to ma dać? Klacz nie musi "wydorośleć" tak, jak my to rozumiemy, żeby odchować młodego. Poza tym źrebak może się od niej przez naśladownictwo nauczyć złych zachowań. Tak czy inaczej, powodzenia. Mam nadzieję, że uda się naprawić klacz.
No to wydaje mi się że mało wiesz. Bo wiele klaczy się uspokaja po tym jak ma źrebaka. Widocznie mało czytasz i mało przebywasz z prawdziwymi koniarzami i hodowcami. Mam dobrego znajomego nie tylko jest dobrym instruktorem ale hodowcą od lat, z dziada itd. Nie wymyśliłam sobie tego. Zresztą jej poprzedni właściciel też jest tego zdania. Bo z pierwszym właścicielem kontaktu nie mam a nie mieszka daleko. Ale kto ma większą styczność z hucułami to wie co to za konie. Każdy koń ma inny charakter i czego innego potrzebuje i innego obchodzenia się. Jeździłam dużo na hucułach swego czasu i mogę dużo powiedzieć. Nie tylko z doświadczenia ale i z opowiadań i z tego co widziałam. Nie każdy jest jak baranek co się innym tak wydaje. Bywają złośliwe bestie. Jeździłam na wielu rasach koni i wielu stadninach od północy do południa Polski i wiem że hucuła nie od tak sobie wybrałam.
Może klaczka nie lubi placu? Albo tego określonego miejsca z dala od stajni? Jeśli tak to spróbuj ją przyzwyczaić do tego- zmęcz ją gdzieś indziej, a odpoczywać pozwalaj tylko w tym miejscu. Jeśli będzie ciężko, pracuj w ręku. No i oczywiście natural!
piszesz że jesteś taka oczytana i jeździsz tyyyle , swoim tonem zanosisz ze wszystko wiesz więc po jakiego grzyba się pytasz co masz zrobić. Raz , drugi się jej udało i teraz cię wykorzystuje . Musisz ją sobie podporządkować. Ja bym na twoim miejscu jeździła z palcatem żeby w razie potrzeby ją skorygować. Jazda na krótkich /napiętych wodzach nie ejst jednoznaczna z zaciąganiem konia na pysku..
Jeżdżę na pewnej klaczy i nie wiem jak sobie z nią poradzić pędzi jak szalona do stajni, ciągnąc za wodze w ogóle nie reaguje. Wcześniej chodziła na zwykłym wędzidle od roku ma wielokrążek i dalej to samo, wędzidła raczej zmieniać nie będę. Nie jestem zwolennikiem trzymania konia krótko jeżdżę na wolnych wodzach i w pewnym momencie bez powodu leci jak szalona pod stajnię, rozumiem jak się czegoś wystraszy. Boję się jak zachowa się w terenie kiedy dostanie takiego napadu. Proszę was o pomoc.
Kiedy konie znajdą się w pobliżu stajni zazwyczaj chcą jak najszybciej się tam dostać, bo kojarzy im się, że zaraz dostana jedzenie, albo coś w tym stylu. Ja radziłabym ci jeśli masz czas zająć się naturalem... to najlepszy sposób chyba, bo ciagnięcie wodzy nic nie da. Albo próbuj uspokoic ją głosem lub lekko wodzami...
Chyba że to jest natura hucuła. Trudna jest w pysku czasami. Raz ładnie chodzi a raz wygląda na to że ją wędzidło boli ale jeść w nim potrafi jak chce. Jak ją mam to wszystkiego próbowałam. A do naturalu nie wiem czy ją przekonam. Ona tak pędzi i wierzga przy tym nie raz że dziwię się że jeszcze nie leżałam.
Pędzi do stajni czy do innych koni, bo to różnica? Należałoby jeździć w teren w towarzystwie innego jeźdźca ze względu na bezpieczeństwo.
Prędzej do innych koni aczkolwiek nawet jak chodzi z innymi to też ucieka. Ja mam zwyczaj bardzo dużo gadać do konia i mu opowiadać co się dzieje itd. Niestety nie zawsze jest możliwość żeby z kimś jeździć. W teren sama raczej się nie wybieram ale były lata że bardzo dużo jeździłam sama ale miałam bardzo zaufane konie. A ona teraz ma 4 lata. Już jest lepiej jak kiedyś.
Powinien wsiąść na nią ktoś kto zdecydowanie lepiej jeździ od Ciebie i dopiero po jakimś czasie powinnaś Ty wsiąść wpierw jeżdżąc z kimś kto będzie Tobie mówił co masz robić. Dlaczego powinien ktoś inny wsiąść? Bo pozwoliłaś raz, drugi raz i enty raz, więc koń już potrafi Ciebie wyczuć kiedy mu wolno, Ty z kolei nie potrafisz jej wyczuć aby zareagować zanim ona zacznie uciekać, do tego robisz to raczej nie prawidłowo, skoro orientujesz się co się stało, dopiero jak jesteś w stajni. Tak jak Maria pisała, nie ciągnij konia na chama z racji tego że się powiesi na wędzidle i nic nie zdziałasz. Staraj się ją opanować dosiadem, w szczególności jeśli jeździsz na luźnej wodzy, siedź w siodle porządnie. Gdy już się uda wywieść do stajni to wracasz z powrotem do miejsca skąd poszła do stajni i tak aż do skutku, puki nie przejedziesz dalej, gdy się uda przejechać chociaż pół km dalej albo km dalej, sama wróć z nią do stajni, niech wie że potrafisz iść na kompromis, ale nie pozwól jej wrócić do stajni galopem, wracaj na stępa zawsze. Jeśli będzie się wyrywać wchodź na woltę, jak zrobisz parę wolt, ona przejdzie do stepa, to jedź w kierunku przeciwnym niż stajnia. W końcu zrozumie że im więcej będzie fisiować tym dłużej będzie musiała pracować. Przykład:Może koń nie pędził do stajni, ale nie chciał mi przejść przez rów. Mogłem objechać dookoła, mogłem też zejść i przeprowadzić konia, ale wolałem się pomęczyć ponad pół godziny z koniem, nawet czasami prawie godzina, lecz po przejściu przez rów wracaliśmy do stajni w nagrodę, potem przeszliśmy przez rów szybciej, więc pojechaliśmy kawałek dalej i potem do stajni, i tak powtarzałem to ćwiczenie wydłużając dystans, a potem koń zaczął mieć wylane ile idziemy zanim wrócimy do stajni, bo skupiał się na mnie i na robocie więc nie myślał o stajni, nie myślał o odpoczynku. Bał się wszystkiego na początku, każdej kałuży, każdego małego pieska szczekającego, a wyrobiłem u niego takie zaufanie że w pewnym momencie nawet się nie bał piły spalinowej tnącej gałęzie, którą widział po raz pierwszy. Więc w skrócie mówiąc, praca, praca i jeszcze raz praca; a najlepiej tak jak napisałem na początku niech wsiądzie wpierw przez parę dni ktoś kto lepiej jeździ, wiedząc o problemie, żeby koń chociaż troszkę zapomniał o tym ciągłym wracaniu do stajni, aczkolwiek nawet jak ten ktoś nie będzie miał problemów, to wiec że dla Ciebie i tak będzie ciężej, bo koń już Ciebie wyczuł.
jeżdżę 13 lat na koniach więc uważam że potrafię jeździć i daję sobie radę z każdym koniem. Wiele koni także ujeżdżałam. Do wolty nie da się jej doprowadzić w tym momencie. Ona chodzi po całej ujeżdżalni po czym nagle coś jej odbije i leci galopem pod drzwi i potem normalnie można dalej jeździć. Ostatnio w terenie nie chciała mi przejść przez kałużę ale wymusiłam to na niej w końcu po pół godziny. Znam zasady jazdy. Nie odpuszczam koniowi jak nie chce czegoś zrobić. Może i ona się czegoś przestraszy czasami ale zaraz sama wraca i patrzy co to było. Jest bardzo ciekawska.
Koleżanka jeździła na niej ale tak krótko ją trzyma na pysku że po 2 tygodniach musiałabym zmienić wędzidło na dużo mocniejsze a ona jest młodym koniem. Patrzę też przyszłościowo. Nie ma ona 15 lat tylko 4.
Nie chciałem Ciebie swoim postem urazić. Nie twierdzę że jesteś niekompetentna ale że koń Ciebie wyczuł, dlatego powinien ktoś inny się za niego wziąć.Napisałaś wyżej że jeździsz 13 lat i potrafisz jeździć konno, ja z kolei twierdzę że niezależnie czy się jeździ 13 czy 130 lat to człowiek i tak uczy się jeździć konno całe życie, co chociażby pokazuje ten koń który Ciebie wywozi do stajni. Napisałaś również że radzisz sobie z każdym koniem, chyba nie z każdym, bo z tym sama piszesz że sobie nie radzisz. Napisałaś także, że koleżanka jeździła trzymając ją krótko, i jak ona sobie radziła? też jej koń wracał do stajni? Dlaczego twierdzisz że byś musiała zmienić na mocniejsze wędzidło? Rozumiem że jest to młody koń. Ale może za mało pracy z ziemi z nim było, może jest źle zajeżdżonym koniem, może powinno się go początkowo jeździć tylko na hali kontrolując na każdym kroku? Ciężko stwierdzić, bo napisałaś że jesteś konsekwentna i że nie pozwalasz koniowi a potem piszesz że się orientujesz dopiero gdy jesteś w stajni.Więc czy Twoje doświadczenie faktycznie jest tak wielkie, że tak długo się zastanawiasz co zrobić aż jesteś w stajni? Do tego jeśli chodzi o tereny to najlepiej się z koniem pracuje będąc samemu w terenie. Przynajmniej a polubiłem taką pracę. Przeważnie bo ponad 90 % terenów w których byłem, to byłem tam sam i wtedy mi się najlepiej pracowało z koniem. Potem jak konik był już zajeżdżony zarówno na maneżu jak i w terenie, to jechałem z kolegą w teren gdzie robiliśmy takie (moim zdaniem fajne) ćwiczenie. A mianowicie nie było konia prowadzącego, czasami jechaliśmy równo, czasami ja jechałem pierwszy a czasami on jechał pierwszy. Były też takie momenty, że on zagalopował, a ja jechałem z tyłu stępem cały czas, on się oddalił i przeszedł do stępa, wówczas ja zagalopowałem i galopując go wyprzedzałem, gdy ten jechał stępem. Chodziło o to, żeby koń nie uzależniał się od drugiego konia, żeby nie było różnicy kto prowadzi oraz żeby nie było problemu gdy ktoś chce gdzieś podgalopować by coś sprawdzić, gdy druga osoba chce jechać stępem. Tak samo w kłusie się nawzajem wyprzedzaliśmy gdzie czasami ja prowadziłem, czasami on, a czasami równaliśmy i jechaliśmy razem.To ćwiczenie polecam i nie tylko dla młodych koni. Jedno jest pewne, wpierw zastanów się czy masz kontrolę nad koniem czy też nie oraz co robisz źle. Z tak długim stażem, radząc sobie jak to napisałaś z każdym koniem, powinnaś nie mieć problemów z przeanalizowaniem sobie sytuacji. No i chciałbym Ciebie uczulić na to co piszesz, a tego się tak czepiam tylko dlatego bo widocznie opowiadasz bajki. To tak samo jak ja bym miał opisywać, jaki to jestem wspaniały i że żaden koń mi nie straszny. Zawsze znajdzie się koń z którym nawet najlepszy sobie nie poradzi, więc nie pisz że dajesz sobie radę z każdym koniem skoro nie jest to prawda. Nie pisz że potrafisz jeździć konno, skoro właśnie w tym wypadku masz z tym problem. Ja przykładowo cały czas uczę się jeździć konno, cały czas doskonalę swoją wiedzę na temat jeździectwa oraz analizuję wszystko i to co dobrze robię i to co źle robię, do tego jestem otwarty na szeroką krytykę, lubię się konsultować z ludźmi co źle robię, bo to pomoże mi robić to dobrze. Tak samo jak kiedyś się zatrudniałem w jednej stajni na rozmowie z gościem mówię coś w stylu "No mam spore doświadczenie w pracy z końmi, pracowałem tam i tam, zajeżdżałem młode konie, trenowałem konie sportowe itd, oraz MIAŁEM DO CZYNIENIA Z TRUDNYMI KOŃMI". Gdy zobaczyłem te konie które tam były, doszedłem do wniosku, że konie które nazywałem trudnymi, to były kochane, łagodne i cudowne koniki w porównaniu z tymi końmi co tam zastałem. Więc moim zdaniem, lepiej niektóre sprawy sobie przemilczeć, bo jeśli radzisz sobie z każdym koniem, to wpadaj do Trójmiasta i zobaczymy czy faktycznie dajesz radę sobie z każdym koniem. Pozdrawiam i powodzenia w trenowaniu tej klaczki :). Tak na marginesie wielokrążek nie jest dobrym rozwiązaniem do jazdy na luźnej wodzy, lecz zakładam że wiesz.
Może i jej nie uciekała bardzo bo zawsze był jakiś koń w tym czasie. A ja nie zawsze mam możliwość jeździć z jakimś koniem. Wiem że człowiek uczy się całe życie, nie tylko jazdy. Wiele koni ucieka do stajni bo chce do swoich ale nie spotkałam się żeby koń tak pędził. Próbowałam grzecznie i łagodnie na początku, ale czasami trzeba użyć troszkę siły. Nie odpuszczam jej na niczym, tak jestem nauczona. Ale to jest jedyna rzecz z jaką nie mogę sobie poradzić na tym koniu. Jednak czekają mnie podstawy jej nauki. A konisko bywa uparte (zresztą jak ja) i obrażalskie :) Znam zasadę wielokrążka, inaczej bym go nie kupowała.
A co do terenów to przez ostatnie lata jeździłam sama i jestem zadowolona z pracy z koniem i z tego że tyle wyjeździłam, ale z tą jakoś boję się jechać sam na sam ale wiem że mnie to czeka bo bez terenów to dla mnie nie jada. Ale najpierw czeka mnie z nią rozmowa i porządna robota :)
Myślę, że należałoby się zastanowić jak wygląda reszta jazdy i zachowanie konia w Twojej obecności w zupełnie innych sytuacjach. Wydaje mi się, że kobyłka gdzieś musi wyczuwać ten moment słabości, który nauczyła się właśnie w ten sposób wykorzystywać. Zgadzam się z użytkownikiem jazda-konna, że najlepiej byłoby gdybyś poprosiła o pomoc inną osobę, która ma już jakieś doświadczenie z końmi (nieważne, czy jeździ pięć czy dziesięć lat, tylko jakie ma umiejętności) żeby spojrzała na Was z dystansu i podpowiedziała Ci gdzie może leżeć problem.
W jednej ze stajni gdzie jeżdżę padok, który służy za ujeżdżalnię przylega bezpośrednio do stajni. Zwykle konie też początkowo zwalniają gdy po przejściu prostej w kierunku wejścia chcę skręcić, czasem coś próbują kombinować i stawiać opór, ale po przepchnięciu kilku pierwszych takich buntów dalsza część jazdy jest już bezproblemowa. Nie zdarzyło mi się wrócić do stajni ze względu na samowolkę konia. W związku z tym też bym Ci radziła wsadzić na zwierza kogoś jeszcze bardziej doświadczonego od Ciebie, najlepiej osobę, która nie miała z tym koniem kontaktu i dopiero będzie musiała pokazać kto w tym duecie wydaje polecenia. Może jak zobaczysz w jaki sposób temu komuś udało się wywalczyć posłuszeństwo dostrzeżesz błędy, które wkradły się w przypadku Twojego postępowania z tym koniem.
Saphira09, jeszcze jedna mała uwaga ode mnie; przypomniało mi się, że jakiś czas temu pracowałam z fajną kobyłką, którą układałam po wstępnym zajeżdżeniu, miała jakieś 3,5 roku. Przy narożniku gdzie było wejście na maneż kombinowała, próbowała się usztywniać, nie chciała skręcać - ot taka próba sił :). Nie cisnęłam jej na pysku, nie próbowałam wodzami przeciągać jej na "dobrą stronę", tylko postanowiłam zrobić coś zupełnie odwrotnego. Przestałam skupiać się na tym narożniku, a zaczęłam myśleć o pozostałych miejscach - starałam się urozmaicać jazdę, jak najmocniej koncentrować uwagę kobyłki na sobie, oczywiście dając jej także chwile na odpoczynek i postanowiłam zapomnieć o problemach w tym narożniku, rozluźniając się i starając się zgrać z koniem przed tym miejscem problemowym nawet bardziej. Wierz lub nie, ale kobył odpuścił, bo nie nie miała powodów do kombinowania. Zobaczyła, że tak czy inaczej czeka ją praca, mało tego, po przejściu tego narożnika nie groziło jej nic złego, wręcz przeciwnie nawet. Oczywiście poza maneżem również byłam konsekwentna i pilnowałam żeby właściwie zachowywała się w każdym momencie naszej współpracy.Tak na marginesie, z tą akurat kobyłką, doszłam do takiego etapu, że gdy inny koń stał uwiązany poza padokiem i był czyszczony przed jazdą, ja "moją" klacz mogłam czyścić i ubierać "gołą", na środku padoku nieprzywiązaną :). Nie chodzi mi o to, żeby się chwalić, tylko o to, żeby uzmysłowić, że warto czasem odpuścić galopy, skoki i inne bardziej zaawansowane elementy treningu po to, żeby wypracować z koniem solidną bazę, co z pewnością zaprocentuje w przyszłości. :)
Dziękuję wam za rady. Pisanie i myślenie nic tu nie pomoże trzeba brać się do roboty. Ona zachowuje się jak młody koń i jeszcze szaleństwo jej w głowie, choć pracować nawet lubi ale swoje wybryki ma. Chce ją za źrebić może wtedy dorośnie.
Zaźrebienie ma pomóc klaczy zrozumieć i respektować pomoce? Brzmi dość... ekscentrycznie, żeby nie powiedzieć wprost, że jedno z drugim nie ma wielkiego związku. Koń ma 4 lata i nie umie/nie może się podporządkować. Jak źrebak ma w tym pomóc? Pewnie, zdarzają się pewne zmiany charakteru u klaczy po wychowaniu źrebaka (nie wnikajmy czy spowodowane tylko tym), ale jeśli ona nie jest ogólnie "dziwna", a po prostu nie słucha na jeździe, to co to ma dać? Klacz nie musi "wydorośleć" tak, jak my to rozumiemy, żeby odchować młodego. Poza tym źrebak może się od niej przez naśladownictwo nauczyć złych zachowań. Tak czy inaczej, powodzenia. Mam nadzieję, że uda się naprawić klacz.
No to wydaje mi się że mało wiesz. Bo wiele klaczy się uspokaja po tym jak ma źrebaka. Widocznie mało czytasz i mało przebywasz z prawdziwymi koniarzami i hodowcami. Mam dobrego znajomego nie tylko jest dobrym instruktorem ale hodowcą od lat, z dziada itd. Nie wymyśliłam sobie tego. Zresztą jej poprzedni właściciel też jest tego zdania. Bo z pierwszym właścicielem kontaktu nie mam a nie mieszka daleko. Ale kto ma większą styczność z hucułami to wie co to za konie. Każdy koń ma inny charakter i czego innego potrzebuje i innego obchodzenia się. Jeździłam dużo na hucułach swego czasu i mogę dużo powiedzieć. Nie tylko z doświadczenia ale i z opowiadań i z tego co widziałam. Nie każdy jest jak baranek co się innym tak wydaje. Bywają złośliwe bestie. Jeździłam na wielu rasach koni i wielu stadninach od północy do południa Polski i wiem że hucuła nie od tak sobie wybrałam.
Saphira, masz rację, ale problemu z ucieczkami to nie rozwiąże.
Może klaczka nie lubi placu? Albo tego określonego miejsca z dala od stajni? Jeśli tak to spróbuj ją przyzwyczaić do tego- zmęcz ją gdzieś indziej, a odpoczywać pozwalaj tylko w tym miejscu. Jeśli będzie ciężko, pracuj w ręku. No i oczywiście natural!
......nie ma bata to musi być jakaś prowokacja...
piszesz że jesteś taka oczytana i jeździsz tyyyle , swoim tonem zanosisz ze wszystko wiesz więc po jakiego grzyba się pytasz co masz zrobić. Raz , drugi się jej udało i teraz cię wykorzystuje . Musisz ją sobie podporządkować. Ja bym na twoim miejscu jeździła z palcatem żeby w razie potrzeby ją skorygować. Jazda na krótkich /napiętych wodzach nie ejst jednoznaczna z zaciąganiem konia na pysku..
Pewnie przez puszczone wodze. Wiele osób tak jeździ a później myślą dlaczego koń popędził jak oszalały.