M-koniara-29 nie każdemu sie chce wygrzebywać specjalnie, zeby tam dopisać coś post sprzed kilku tyg, mies.Mi na Nektarynie :P Jest to folblucik z humorkiem :P koń instruktorski tylko wyjątkowo ja miałam na niej jazde, ale po 15 min i tak zeszłam z niej dla własnego bezpieczeństwa :P najpierw szła takim bardzo żywym stępem. Później jak już chciałam zakłusować dałam jej delikatną łydkę, a ta mi zagalopowała (ona tak dziwnie ,,galopuje" podskakując :P zamiast 3 taktów robi 4, a wcale szybko się nie jedzie) poźniej próbowałam ją przywrócić do kłusa i wgl nie działałam dosiadem, tylko poprostu ciągnełam za wodze (to były stare dzieje:P) a ona dalej tak podskakiwała i coraz wyrzej i zaczęła mi barany strzelać. wkońcu zrezygnowałam z tego i zamieniłam się koniem z koleżanką :P pod nią chodziła b. ładnie xDwniosek z tego taki, że to konik z temperamentem i musi mieć i dobrego jeźdźca, którego zna (a ja nim na pewno nie jestem :P) koleżanka jest na stajni praktycznie codziennie ;)
Ja pamiętam takiego potwornego kuca o imieniu Kokos. :( był straszny, walił z zada że człowiek leciał na orbitę. Jezdziłam wtedy jeszcze tak sobie, dali mi go trochę nieodpowiedzialnie na jazdę, zleciałam w ciągu 40 minut 3 razy.... Co gorsza, miałam wykupione dwie godziny... wybłagałam instruktora zeby mi go zmienił, bo bym zakończyla te jazdę na OIOM-ie za chwilę.... :(
Karencja! Wielka, obozowa, sztywna w ryju, się rozpędzająca w galopie kobyła. Niema to jak powiedzieć, że kucyki byś naj chciała, a następnego dnia dostać konia na, którego patrzysz taaaaaaak do góry. d;
Mi się najgorzej jeździło na dwóch strasznie zamulastych koniach które bardzo trudno było popędzić do kłusa nie mówiąc o czymś więcej. Jeden to był Figaro, drugi Ikar. Na Figaro jeździłam dopiero jak zaczynałam więc też trochę nie pewnie w siodle siedziałam, ale Ikara to instruktor ledwo popędził jak na niego wsiadł :/
mi najgorzej jeździło się na Lady fire. To były moje kompletne początki jeździectwa, a na lonży była właśnie ona. po 1 minucie od wejścia na nią instruktorka która ją lonżowała nie zapanowała a ja cobie cwałem (bo był 4 taktowy) przeskoczyłam nad ogrodzeniem i dalej galopowałam na łące która była tuż za ogrodzeniem i wcale nie mogłam jej zatrzymać i wtedy coś mi powiedziało "skacz" i z niej zeskoczyłam ale to nie był upadek tylko zejście z konia w galopie:Pjeżeli przeczytaliście ten długaśny post to gratulacje o_O
Mi na klaczy o imieniu Czara. Wsiadłam na nią dosłownie na chwilę. Kłus za cholerę nie do anglezowania; strasznie szybki krok, chociaż do tych najmniejszych nie należała. Poza tym porywcza.I nienawidzę leniuchów.. :P
Hmm...Najgorzej chyba na Rudym.Wredny, nieogarnięty, nie chodzi samodzielnie tylko za Fejm ;/ Masakra.Natomiast koń z którym nie potrafiłam się początkowo dogadać - Birma.Ale później już było dobrze ;D
Znam konika polskiego Herosa :P:P (z LKJ Lewada xD Zawsze go chciałam na kucykowe show, ale nigdy na nim nie siedziałam) A najgorzej mi się jeździło na Kropku ze Stajni Wilanów... Cholera ani na łydkę, ani na bacik nie reaguję. Pewnie gdybym była w ostrogach to i te by olał.
mi na Delfinie . wałach jak drabina . wysoki, i chudy. koń po klaczy pełnej krwi angielskiej, a za to cholernie zamulony . po za tym mocno pracuje zadem i zadnimi nogami więc wybijało do przodu . to w kłusie, a galop to już w ogóle lepiej nie mówić . poza tym nie dało sie na nim skakać . pff, na nim sie nawet kawaletek lub belek nie dało przejść ! tylko pojedyncze jednostki go lubiły, ale to byli przybysze z kosmosu . xD
Mi na Jutrzence (pół arab) chyba z 5 minut zaganiałam ją do kłusu,ciągle się zatrzymywała i strasznie wybijała,ale w sumie,to nie mam co mówić bo tak długo i sama,to jeżdziłam jeszcze tylko na Gromie xD
Najgorzej to na Karmelinie w stajni "Enklawa" podczas jazdy w zastępach pare razy ktoś od niej musial oberwać z kopa a jak nie to gryzła. Jest klaczą towarzyszącoł przewodnika stada i myśli że wszystko jej wolno.
Zeszły rok, konik polski, cwany koleś. Jeżeli coś mu się nie podoba, woził po płocie. i to nie delikatnie, ale całym cielskiem przyciskał jeźdźca do płotu, no masakra normalnie.Teraz już tego nie robi na szczęście, ale jeżeli są inne konie na jeździe, a nie on sam, to nie popracujesz, tylko będziesz wozić du.pę, bo on nie pójdzie sam. Musi iść dokładnie pół metra za innym koniem...
Sosu, konia można spokojnie nauczyć chodzić samodzielnie, więc to nie powinien być problem. ostatnio z koleżanką przyzwyczajałyśmy tak klaczkę, która w terenie pierwsza pójść nie chciała i nawet bardzo dobrze poszło.a co do tematu, to chyba najgorsza moja jazda na arabku, Ersecie. pojechałam na nim w teren i wróciłam zła. prowadziłam teren i w drodze powrotnej konik mnie poniósł. zazwyczaj nie przeszkadza mi, jak koń mnie poniesie, aczkolwiek Erseta nie polubiłam.
Nigdy nie miałam takiej sytuacji, żebym mogła stwierdzić, że na jakimś koniu jeździło mi się fatalnie. Osobiście uważam, że jeździec z koniem musi się zgrać, żeby można było coś stwierdzić. Jeśli do siebie nie pasujemy zmieniamy konia w końcu w szkółkach jeździ się na różnych (ja obecnie mam takiego swojego ulubionego Drinka ;*) Ale nie o tym. Jak już tak się zastanawiam to mogę stweirdzić, że niezbyt ciekawie jeździło mi się na Lawinie. Była płochliwa i ogólnie nie mogłam się z nią dogadać. Nie chciała mi zakłusować, a jak już mi się to udało scinała zakręty. Mało czuła na łydki (moje łydki, które ogólnie są raczej słabe :/) i w wędzidle to samo. Łbem by mogła dostać tyłka, a i tak by nie skręciła. siedziałam na niej 2 razy, ale uważam, że to była dla mnie dobra lekcja w sumie...
Zeszły rok, konik polski, cwany koleś. Jeżeli coś mu się nie podoba, woził po płocie. i to nie delikatnie, ale całym cielskiem przyciskał jeźdźca do płotu, no masakra normalnie.Teraz już tego nie robi na szczęście, ale jeżeli są inne konie na jeździe, a nie on sam, to nie popracujesz, tylko będziesz wozić du.pę, bo on nie pójdzie sam. Musi iść dokładnie pół metra za innym koniem...HALEJ prawda? Ale jak jeździ sam to jest fajnie...
Benek- Wielki, beczkowaty, nie reagujący na łydki ani wodze fiord... już 1s. po tym jak wsiadłam zamulał... wiełam bat i kilka razy go klepnęłam(batem ujeżdzeniowym), a on co? ZERO reakcji!! po 10 minutach stania postanowiłam mu przypomnieć że ma iść i walmełam go batem z całej siły (nie myślcie że normalnie bije konie, ale to był akt despseracji), a on łaskawie zrobił kilka kroków stępa... nie wiadomo jakim sposobem zaczęłam kłusować... na jeździe byłam tylko ja i dwie moje kol. one zjechały do środka poprawyć sobie szczemiona, a ja zaczęłam galopować, on po dwóch taktach galopu zaczął galopować bokiem, rozpędził się, zatrzymał i zaczął się cofać, stanął na środku obok innych koni i przez 30 min chodził tylko do tyłu....w końcu wzięłam ląże i przypomniałam mu jak się idzie do przodu....
Mi się najgorzej jak na razie jeździło na koniu imieniem Figaro (jego fotkę możecie znaleźć na moim blogu w notce "Jazda na Aronie"). Kiedy wreszcie do nich dotrze, że on się NIE NADAJE do rekreacji? Strasznie rwie, zatrzymać go to wyczyn. Ostatnio nie dało się go w ogóle zatrzymać i na chwilę przestał chodzić w rekreacji, jacyś doświadczeni jeźdźcy na nim jeździli, żeby się trochę ogarnął, ale teraz znowu robi za konia rekreacyjnego i znowu jest to samo!Nie znoszę na nim jeździć! Szczerzę, to wolę starą, zamuloną kobyłę, która z wielkiej łaski poczłapie wyciągniętym stępem, niż na takiego szaleńca wsiadać. Nie wiadomo, co mu strzeli do głowy ;)Jak już będę jeździć w miarę poprawnie, to może pomyślę, czy na niego wsiąść.
Jednym z koni na których mi się najgorzej jeździło był 10 letni anglo-arabek Latiev. Z ziemi wygląda jak ciemno gniady aniołek o wielkich płaczliwych oczach i miękkim nosku. Gdy wsiadałam nie był w stanie ustać w miejscu. Na jeździe wyłamywał przed przeszkodami, robił baranki i nigdy nie było wiadomo czy przestraszy się wiszącej na wieszaku kurtki czy też konia stępującego koło niego. Obecnie po miesiącach cięrzkiej pracy jest to MÓJ idealny konik. Grzeczny i posłuszny. :)
Hmm. Chyba na Wiśni D; Wiśnia, to leniwa, nieco trudna w "obsłudze" klacz. Jeździłam na niej dwa razy, ale były to najgorsze jazdy. Może dlatego, że jeszcze się tak dobrze nie zapoznałyśmy? Nie wiem, na pewno nie jechało mi się na niej najlepiej. Była nieposłuszna, cały czas skręcała, nawet usilne pilnowanie czasem na nic się nie zdało. Zmuszenie jej do wolnego kłusa, to było już osiągnięcie dla mnie nie lada. Mimo wszystko polubiłam tą klacz, ale tylko w boksie czy na pastwisku ; ) Iza, taka dziewczyna z obozu była z niej zawsze zadowolona, ale może dlatego, że się zawsze ze sobą dobrze dogadywały, a jak jeździły były zgrane i gotowe. Wnioskując, były to najgorsze chwile, zwłaszcza, że pierwsza jazda na niej, to było kwalifikacje do danych grup. Wiedziałam, że muszę się bardzo postarać, by trafić do zespołu galopujących. Nie było to łatwe zadanie. Wypychałam ją, dawałam łydki, cmokanie.. Wiadomo, że bacika tam nie wolno było używać. Zostałam w tej gorszej grupie, ale potem się "wybiłam" = )
Na Rozalii i Chorinie (z czeskiego więc jak jest błąd w pisowni to sorry) Rozala to (dla mnie ) straszny koń ma stęp i kłus tak dziwny że osoba jadąca na Niej pierwszy raz uznała by że kuleje,galop strasznie wolny i trudny do wysiedzenia.Chorina to energiczna klacz, potężna, (jak mnie nadepnęła to przez tydzień nie umiałam dobrze stanąć na tę nogę) i ogólnie nie podpadłyśmy sobie do gustu.
Hucuł, Słomka. Na oklep wtedy pierwszy raz jechałam, i w ciągu godziny spadlam dwa razy. Może to nie było takie straszne, ale potem nie chciało mi się już wsiadać. A jak wszyscy schodziliśmy, to nie wiedziałam jak się do tego zabrać :D, bo trzy razy wchodziłam, a ani razu nie schodziłam... tak po ludzku.
Mi to się najgorzej jeździło na pewnym tinkerze, który cały czas wjeżdżał drugiemu koniu w zad (mimo tego,że go trzymałam ,a na maneżu były tylko dwa/trzy konie). Nawet jak w ostateczności robiłam półwolty czy po przekątnej oddalałam się od tamtego konia w stępie . Klacz zaraz ze stępa przechodziła do kłusa i prosto w zad konia przed nią(z odległości jakiś 8 metrów) . Jednak co jak co ale najgorszy z tego wszystkiego był galop. Gdy zostałam na ścianie żeby galopować tinker zmieniał co chwila chody ,w galopie wjeżdżał do środka i tak woził mnie po całym maneżu. Dodam ,że byłam wtedy wyjątkowo początkująca:) i było to dla mnie wyjątkowo straszne przeżycie. Od tamtej jazdy ani razu nie wsiadłam na tą klacz-.-"".
ja to bym wymieniała (ja mam swojego konia ale też jeżdżę na koniach
stajennych):Balbinka klacz sp ale muł np.jedzie na przeszkodę to się tak
rozpędza że później nie da się jej zatrzymać albo wywozi np. w terenie i
w ogóle nie zwraca uwagi na wędzidło
Te co poprawiałam po dzieciakach (boże nie mówić jakie
tłuki):Lord,Malina,Rosa,Pojzon Awi (czyt. pojzon ajwi-trujący
bluszcz),Korina,Klara,Pasja,Szleja,taki folblut nie pamiętam jego
imienia ale przezywali go folglutek (to ja go układałam),Siwek,i moją
Hercie bo jak ją kupiłaam to dopiero zaczynała galopować a teraz tak
ładnie chodzi =)
hmmm... Arizonka, grr nie lubię już jej. a więc wszystko zaczęło się w sobotę , godz 12 wszystko ładnie dzisiaj miała być mój pierwszy galop. więc jak wszyscy chyba się cieszyłam , jeździłam na niej 2 razy wcześniej i była dla mnie przemiła , a więc weszłam do stajni powiedziałam ładnie dzień dobry poszłam do siodlarni po toczek i bacik , a potem poszłam do arizony , jak instruktorka ubierała 2 inne konie. arizona była jakaś zła , pewnie to te głupie owady ją tak męczyły no i ja sobie wyciągam do niej rękę po policzku ją chce głaskać a ta mnie uszczypała w rękę ! ja szybko ją zabieram i się na nią patrze złowrogo ona na mnie też , ręka tam gdzie mnie ugryzła bardzo bolała , ale musiałam jakoś wytrzymać . dobra potem prowadzę ją na ujeżdżalnie prawie mi stanęła na nogę , ale spoko idę dalej , potem wsiadłam. lekcja się zaczyna jadę kłusem normalnie , stępem i nadszedł czas na przechodzenie kłusem przez drążki no i spoko kilka razy prawidłowo przejechałam, potem już ostatni raz gwałtownie wzięła łeb na dół jak zwykle i stanęła , a ja jebut na dół na pośladki i się rozbeczałam , ale nie dlatego że boli, tylko dlatego że nie daje sobie z nią rady. instruktorka mnie pocieszyła pomogła mi znowu wejść na nią i jadę dalej tym razem za każdym razem jak brała głupi łeb na dół to ją ciągnęłam i batem w łopatkę , pod koniec pojechałam pod stajnie szybko zeszłam i potem instruktorka wzięła ode mnie bacik i z całej siły ją uderzyła , a ona zaczęła wierzgać i się jej wyrywać , dobrze jej tak -głupiej arizonie. mam nauczkę - że już nigdy na nią nie wsiądę ! jak to przeczytałeś jesteś hardkor
Lolek, wprawdzie bardzo wygodny w kłusie jednak w galopie maskara. ;/ Jak jeździłam na nim bez zastępu to stawiał bunty, że on nie chce iść (przyzwyczajony jest że idzie za innym koniem). Chciał mi się położyć. xD
Ja ogólnie jeździłam na jednej klaczce, Ismena się zwie :D Ogólnie jest b. fajna, tylko jednym razem byłą jakaś dziwna. Na początku kopnęła mnie przy czyszczeniu, później już na maneżu przy podpinaniu popręgu ugryzła mnie, ale nic takiej kochanej klaczce wszystko bym chyba wybaczyła. Już w trakcie jazdy w kłusie strasznie głowę ( nie lubię wyrażenia łeb) ciągnęła, to ja na to delikatnie wodze do tyłu, a ta stęp, i tak przez 1/2 jazdy, myślałam że zwariuję. No ale w końcu jej przeszło to ciągnięcie, a wtedy trenerka kazała mi zmienić kierunek ( już się domyśliłam, że o galop chodzi) to była moja 2 lekcja z galopem, trochę się obawiałam, i miałam racje z tymi obawami, w ogóle nie chciała mi zagalopować, szybki kłus i tyle, w końcu zdenerwowana instruktorka dała mi bata, i zaczęłąm gaopować, nigdy nie zapomnę tej godziny, była straszna.
wiecie co? przeczytałam wszystko i powiem szczerze że niedobrze mi się robi ;( Skoro tak bardzo lofffciacie konisiie to jak wy możecie tak o nich mówić? Nie konia wina że nie umiecie jeździć. żaden koń nie jest wredny bez powodu, żaden koń bez powodu rwie do przodu jak opętany, żaden koń bez powodu nie stoi w miejscu choćbyście nie wiadomo jak chcieli go ruszyć. Jeździłam na wielu koniach nawet już ich nie zliczę ale z każdym potrafię się dogadać, żaden nie był jak to ktoś ujął ,,wredny,, po prostu zanim dosiąde konia którego pierwszy raz mam dosiąść musze go najpierw poznać, jak reaguje na pomoce, czy jest delikatny, czy może wręcz przeciwnie. No bo nie pojmuję, JAK MOŻNA TAK MÓWIĆ O PIĘKNYCH, POTĘŻNYCH, A ZA RAZEM TAK DELIKATNYCH ISTOTACH?
najgorzej - na Etnie ta kobyłka była okropna na łydke nie reagowała wogóle a kiedy się tylko brało do ręki bacik strzelała baranki brykała wierzgała lub puszczała się szybkim galopem masakra
Hm... NIe jest to łatwe pytanie. Chyba koń, na którym sobie najgorzej radziłam to był właściwie duży kuc Majka. Jest ona bardzo złośliwa, ale nie bez powodu jej poprzedni właściciele rozbijali jej butelki na głowie itp... Straszne jak tak można ;(
Mi najgorzej na koniu, którego dostawałam bardzo często w starej stadninie. Trenerka powiedziała, że jest grzeczny. Koń był totalnie znieczulony na łydki, bat i dosiad. Nie współpracował, brykał robił dokładnie odwrotnie niż chciałam. Jak zmieniłam na bardziej sportową stadninę i pokazałam obecnej trenerce filmy z moich jazd to mi powiedziała, że ten koń był chyba słabo albo wcale zajeżdżony, tylko po prostu przyzwyczajony do jazdy. Także najgorzej jeździło mi się na Dukacie.<br>
Mi najgorzej na koniu, którego dostawałam bardzo często w starej stadninie. Trenerka powiedziała, że jest grzeczny. Koń był totalnie znieczulony na łydki, bat i dosiad. Nie współpracował, brykał robił dokładnie odwrotnie niż chciałam. Jak zmieniłam na bardziej sportową stadninę i pokazałam obecnej trenerce filmy z moich jazd to mi powiedziała, że ten koń był chyba słabo albo wcale zajeżdżony, tylko po prostu przyzwyczajony do jazdy. Także najgorzej jeździło mi się na Dukacie.<br>
Mi chyba na Togo Torino. Był strasznie zamulasty. ;D
Jest temat pt. "Trudny koń"Tam opisujemy przygody na uparciuchach, leniuchach czy koniach z narowami.Czyli po prostu:Taki wątek już był. ♞
M-koniara-29 nie każdemu sie chce wygrzebywać specjalnie, zeby tam dopisać coś post sprzed kilku tyg, mies.Mi na Nektarynie :P Jest to folblucik z humorkiem :P koń instruktorski tylko wyjątkowo ja miałam na niej jazde, ale po 15 min i tak zeszłam z niej dla własnego bezpieczeństwa :P najpierw szła takim bardzo żywym stępem. Później jak już chciałam zakłusować dałam jej delikatną łydkę, a ta mi zagalopowała (ona tak dziwnie ,,galopuje" podskakując :P zamiast 3 taktów robi 4, a wcale szybko się nie jedzie) poźniej próbowałam ją przywrócić do kłusa i wgl nie działałam dosiadem, tylko poprostu ciągnełam za wodze (to były stare dzieje:P) a ona dalej tak podskakiwała i coraz wyrzej i zaczęła mi barany strzelać. wkońcu zrezygnowałam z tego i zamieniłam się koniem z koleżanką :P pod nią chodziła b. ładnie xDwniosek z tego taki, że to konik z temperamentem i musi mieć i dobrego jeźdźca, którego zna (a ja nim na pewno nie jestem :P) koleżanka jest na stajni praktycznie codziennie ;)
Ja pamiętam takiego potwornego kuca o imieniu Kokos. :( był straszny, walił z zada że człowiek leciał na orbitę. Jezdziłam wtedy jeszcze tak sobie, dali mi go trochę nieodpowiedzialnie na jazdę, zleciałam w ciągu 40 minut 3 razy.... Co gorsza, miałam wykupione dwie godziny... wybłagałam instruktora zeby mi go zmienił, bo bym zakończyla te jazdę na OIOM-ie za chwilę.... :(
Karencja! Wielka, obozowa, sztywna w ryju, się rozpędzająca w galopie kobyła. Niema to jak powiedzieć, że kucyki byś naj chciała, a następnego dnia dostać konia na, którego patrzysz taaaaaaak do góry. d;
Mi się najgorzej jeździło na dwóch strasznie zamulastych koniach które bardzo trudno było popędzić do kłusa nie mówiąc o czymś więcej. Jeden to był Figaro, drugi Ikar. Na Figaro jeździłam dopiero jak zaczynałam więc też trochę nie pewnie w siodle siedziałam, ale Ikara to instruktor ledwo popędził jak na niego wsiadł :/
Mi najciężej się jeździło na humorzastym Arabku.. ciężki konik :*
Mi najgorzej jeździło się na kucu imieniem Klejnot, miał niewygodne siodło, a poza tym był strasznie wolny.
Harfa kon uparty ktory nie umial klusowac lyda i klus ona tulko wstep do klusu wredny kon
mi najgorzej jeździło się na Lady fire. To były moje kompletne początki jeździectwa, a na lonży była właśnie ona. po 1 minucie od wejścia na nią instruktorka która ją lonżowała nie zapanowała a ja cobie cwałem (bo był 4 taktowy) przeskoczyłam nad ogrodzeniem i dalej galopowałam na łące która była tuż za ogrodzeniem i wcale nie mogłam jej zatrzymać i wtedy coś mi powiedziało "skacz" i z niej zeskoczyłam ale to nie był upadek tylko zejście z konia w galopie:Pjeżeli przeczytaliście ten długaśny post to gratulacje o_O
Mi na klaczy o imieniu Czara. Wsiadłam na nią dosłownie na chwilę. Kłus za cholerę nie do anglezowania; strasznie szybki krok, chociaż do tych najmniejszych nie należała. Poza tym porywcza.I nienawidzę leniuchów.. :P
Hmm...Najgorzej chyba na Rudym.Wredny, nieogarnięty, nie chodzi samodzielnie tylko za Fejm ;/ Masakra.Natomiast koń z którym nie potrafiłam się początkowo dogadać - Birma.Ale później już było dobrze ;D
Ja miałam okazję dziś dosiąść klacz ,Italię. Mocno mną szarpała. Pomimo godzinnych starań wciąż wpadałam jej na szyję... nie było fajnie ...
Mi na koniku polskim wałachu Herosie , straszny uparciuch i nieusłuchaniec . Do tego miał nie wygodne siodło :c
Znam konika polskiego Herosa :P:P (z LKJ Lewada xD Zawsze go chciałam na kucykowe show, ale nigdy na nim nie siedziałam) A najgorzej mi się jeździło na Kropku ze Stajni Wilanów... Cholera ani na łydkę, ani na bacik nie reaguję. Pewnie gdybym była w ostrogach to i te by olał.
to może to ten sam , bo Heros w KJ Kamyk jest od nie dawna :)
No i coś słyszałam, że mieli go sprzedawać. I tamtego Herosa wszyscy nie lubią. (Są tylko szalone wyjątki)
mi na Delfinie . wałach jak drabina . wysoki, i chudy. koń po klaczy pełnej krwi angielskiej, a za to cholernie zamulony . po za tym mocno pracuje zadem i zadnimi nogami więc wybijało do przodu . to w kłusie, a galop to już w ogóle lepiej nie mówić . poza tym nie dało sie na nim skakać . pff, na nim sie nawet kawaletek lub belek nie dało przejść ! tylko pojedyncze jednostki go lubiły, ale to byli przybysze z kosmosu . xD
Mi na Jutrzence (pół arab) chyba z 5 minut zaganiałam ją do kłusu,ciągle się zatrzymywała i strasznie wybijała,ale w sumie,to nie mam co mówić bo tak długo i sama,to jeżdziłam jeszcze tylko na Gromie xD
Najgorzej to na Karmelinie w stajni "Enklawa" podczas jazdy w zastępach pare razy ktoś od niej musial oberwać z kopa a jak nie to gryzła. Jest klaczą towarzyszącoł przewodnika stada i myśli że wszystko jej wolno.
zdecydowanie niespełna 5-letnia klacz Safira. nawet jak właścicielka na nią wsiadła się nie słucha ła. ;/
Zeszły rok, konik polski, cwany koleś. Jeżeli coś mu się nie podoba, woził po płocie. i to nie delikatnie, ale całym cielskiem przyciskał jeźdźca do płotu, no masakra normalnie.Teraz już tego nie robi na szczęście, ale jeżeli są inne konie na jeździe, a nie on sam, to nie popracujesz, tylko będziesz wozić du.pę, bo on nie pójdzie sam. Musi iść dokładnie pół metra za innym koniem...
Sosu, konia można spokojnie nauczyć chodzić samodzielnie, więc to nie powinien być problem. ostatnio z koleżanką przyzwyczajałyśmy tak klaczkę, która w terenie pierwsza pójść nie chciała i nawet bardzo dobrze poszło.a co do tematu, to chyba najgorsza moja jazda na arabku, Ersecie. pojechałam na nim w teren i wróciłam zła. prowadziłam teren i w drodze powrotnej konik mnie poniósł. zazwyczaj nie przeszkadza mi, jak koń mnie poniesie, aczkolwiek Erseta nie polubiłam.
Nigdy nie miałam takiej sytuacji, żebym mogła stwierdzić, że na jakimś koniu jeździło mi się fatalnie. Osobiście uważam, że jeździec z koniem musi się zgrać, żeby można było coś stwierdzić. Jeśli do siebie nie pasujemy zmieniamy konia w końcu w szkółkach jeździ się na różnych (ja obecnie mam takiego swojego ulubionego Drinka ;*) Ale nie o tym. Jak już tak się zastanawiam to mogę stweirdzić, że niezbyt ciekawie jeździło mi się na Lawinie. Była płochliwa i ogólnie nie mogłam się z nią dogadać. Nie chciała mi zakłusować, a jak już mi się to udało scinała zakręty. Mało czuła na łydki (moje łydki, które ogólnie są raczej słabe :/) i w wędzidle to samo. Łbem by mogła dostać tyłka, a i tak by nie skręciła. siedziałam na niej 2 razy, ale uważam, że to była dla mnie dobra lekcja w sumie...
Taka klaczka Itaka. Bardzo spokojna i grzeczna klacz, ale poprostu za miękka dla mnie i nie umiałam zgrać się z nią wogóle.
Zeszły rok, konik polski, cwany koleś. Jeżeli coś mu się nie podoba, woził po płocie. i to nie delikatnie, ale całym cielskiem przyciskał jeźdźca do płotu, no masakra normalnie.Teraz już tego nie robi na szczęście, ale jeżeli są inne konie na jeździe, a nie on sam, to nie popracujesz, tylko będziesz wozić du.pę, bo on nie pójdzie sam. Musi iść dokładnie pół metra za innym koniem...HALEJ prawda? Ale jak jeździ sam to jest fajnie...
Benek- Wielki, beczkowaty, nie reagujący na łydki ani wodze fiord... już 1s. po tym jak wsiadłam zamulał... wiełam bat i kilka razy go klepnęłam(batem ujeżdzeniowym), a on co? ZERO reakcji!! po 10 minutach stania postanowiłam mu przypomnieć że ma iść i walmełam go batem z całej siły (nie myślcie że normalnie bije konie, ale to był akt despseracji), a on łaskawie zrobił kilka kroków stępa... nie wiadomo jakim sposobem zaczęłam kłusować... na jeździe byłam tylko ja i dwie moje kol. one zjechały do środka poprawyć sobie szczemiona, a ja zaczęłam galopować, on po dwóch taktach galopu zaczął galopować bokiem, rozpędził się, zatrzymał i zaczął się cofać, stanął na środku obok innych koni i przez 30 min chodził tylko do tyłu....w końcu wzięłam ląże i przypomniałam mu jak się idzie do przodu....
Calleja- dokładnie taka sama jak ten twój koń :)
dona
na takim ogierze co jest jak dla mnie baaardzo wysoki i czasami bryka w galopie ale teraz mi się na nim b. dobrze jezdzi :)
Mi się najgorzej jak na razie jeździło na koniu imieniem Figaro (jego fotkę możecie znaleźć na moim blogu w notce "Jazda na Aronie"). Kiedy wreszcie do nich dotrze, że on się NIE NADAJE do rekreacji? Strasznie rwie, zatrzymać go to wyczyn. Ostatnio nie dało się go w ogóle zatrzymać i na chwilę przestał chodzić w rekreacji, jacyś doświadczeni jeźdźcy na nim jeździli, żeby się trochę ogarnął, ale teraz znowu robi za konia rekreacyjnego i znowu jest to samo!Nie znoszę na nim jeździć! Szczerzę, to wolę starą, zamuloną kobyłę, która z wielkiej łaski poczłapie wyciągniętym stępem, niż na takiego szaleńca wsiadać. Nie wiadomo, co mu strzeli do głowy ;)Jak już będę jeździć w miarę poprawnie, to może pomyślę, czy na niego wsiąść.
Jednym z koni na których mi się najgorzej jeździło był 10 letni anglo-arabek Latiev. Z ziemi wygląda jak ciemno gniady aniołek o wielkich płaczliwych oczach i miękkim nosku. Gdy wsiadałam nie był w stanie ustać w miejscu. Na jeździe wyłamywał przed przeszkodami, robił baranki i nigdy nie było wiadomo czy przestraszy się wiszącej na wieszaku kurtki czy też konia stępującego koło niego. Obecnie po miesiącach cięrzkiej pracy jest to MÓJ idealny konik. Grzeczny i posłuszny. :)
Hmm. Chyba na Wiśni D; Wiśnia, to leniwa, nieco trudna w "obsłudze" klacz. Jeździłam na niej dwa razy, ale były to najgorsze jazdy. Może dlatego, że jeszcze się tak dobrze nie zapoznałyśmy? Nie wiem, na pewno nie jechało mi się na niej najlepiej. Była nieposłuszna, cały czas skręcała, nawet usilne pilnowanie czasem na nic się nie zdało. Zmuszenie jej do wolnego kłusa, to było już osiągnięcie dla mnie nie lada. Mimo wszystko polubiłam tą klacz, ale tylko w boksie czy na pastwisku ; ) Iza, taka dziewczyna z obozu była z niej zawsze zadowolona, ale może dlatego, że się zawsze ze sobą dobrze dogadywały, a jak jeździły były zgrane i gotowe. Wnioskując, były to najgorsze chwile, zwłaszcza, że pierwsza jazda na niej, to było kwalifikacje do danych grup. Wiedziałam, że muszę się bardzo postarać, by trafić do zespołu galopujących. Nie było to łatwe zadanie. Wypychałam ją, dawałam łydki, cmokanie.. Wiadomo, że bacika tam nie wolno było używać. Zostałam w tej gorszej grupie, ale potem się "wybiłam" = )
Na Rozalii i Chorinie (z czeskiego więc jak jest błąd w pisowni to sorry) Rozala to (dla mnie ) straszny koń ma stęp i kłus tak dziwny że osoba jadąca na Niej pierwszy raz uznała by że kuleje,galop strasznie wolny i trudny do wysiedzenia.Chorina to energiczna klacz, potężna, (jak mnie nadepnęła to przez tydzień nie umiałam dobrze stanąć na tę nogę) i ogólnie nie podpadłyśmy sobie do gustu.
Hucuł, Słomka. Na oklep wtedy pierwszy raz jechałam, i w ciągu godziny spadlam dwa razy. Może to nie było takie straszne, ale potem nie chciało mi się już wsiadać. A jak wszyscy schodziliśmy, to nie wiedziałam jak się do tego zabrać :D, bo trzy razy wchodziłam, a ani razu nie schodziłam... tak po ludzku.
Mi to się najgorzej jeździło na pewnym tinkerze, który cały czas wjeżdżał drugiemu koniu w zad (mimo tego,że go trzymałam ,a na maneżu były tylko dwa/trzy konie). Nawet jak w ostateczności robiłam półwolty czy po przekątnej oddalałam się od tamtego konia w stępie . Klacz zaraz ze stępa przechodziła do kłusa i prosto w zad konia przed nią(z odległości jakiś 8 metrów) . Jednak co jak co ale najgorszy z tego wszystkiego był galop. Gdy zostałam na ścianie żeby galopować tinker zmieniał co chwila chody ,w galopie wjeżdżał do środka i tak woził mnie po całym maneżu. Dodam ,że byłam wtedy wyjątkowo początkująca:) i było to dla mnie wyjątkowo straszne przeżycie. Od tamtej jazdy ani razu nie wsiadłam na tą klacz-.-"".
ja to bym wymieniała (ja mam swojego konia ale też jeżdżę na koniach stajennych):Balbinka klacz sp ale muł np.jedzie na przeszkodę to się tak rozpędza że później nie da się jej zatrzymać albo wywozi np. w terenie i w ogóle nie zwraca uwagi na wędzidło Te co poprawiałam po dzieciakach (boże nie mówić jakie tłuki):Lord,Malina,Rosa,Pojzon Awi (czyt. pojzon ajwi-trujący bluszcz),Korina,Klara,Pasja,Szleja,taki folblut nie pamiętam jego imienia ale przezywali go folglutek (to ja go układałam),Siwek,i moją Hercie bo jak ją kupiłaam to dopiero zaczynała galopować a teraz tak ładnie chodzi =)
hmmm... Arizonka, grr nie lubię już jej. a więc wszystko zaczęło się w sobotę , godz 12 wszystko ładnie dzisiaj miała być mój pierwszy galop. więc jak wszyscy chyba się cieszyłam , jeździłam na niej 2 razy wcześniej i była dla mnie przemiła , a więc weszłam do stajni powiedziałam ładnie dzień dobry poszłam do siodlarni po toczek i bacik , a potem poszłam do arizony , jak instruktorka ubierała 2 inne konie. arizona była jakaś zła , pewnie to te głupie owady ją tak męczyły no i ja sobie wyciągam do niej rękę po policzku ją chce głaskać a ta mnie uszczypała w rękę ! ja szybko ją zabieram i się na nią patrze złowrogo ona na mnie też , ręka tam gdzie mnie ugryzła bardzo bolała , ale musiałam jakoś wytrzymać . dobra potem prowadzę ją na ujeżdżalnie prawie mi stanęła na nogę , ale spoko idę dalej , potem wsiadłam. lekcja się zaczyna jadę kłusem normalnie , stępem i nadszedł czas na przechodzenie kłusem przez drążki no i spoko kilka razy prawidłowo przejechałam, potem już ostatni raz gwałtownie wzięła łeb na dół jak zwykle i stanęła , a ja jebut na dół na pośladki i się rozbeczałam , ale nie dlatego że boli, tylko dlatego że nie daje sobie z nią rady. instruktorka mnie pocieszyła pomogła mi znowu wejść na nią i jadę dalej tym razem za każdym razem jak brała głupi łeb na dół to ją ciągnęłam i batem w łopatkę , pod koniec pojechałam pod stajnie szybko zeszłam i potem instruktorka wzięła ode mnie bacik i z całej siły ją uderzyła , a ona zaczęła wierzgać i się jej wyrywać , dobrze jej tak -głupiej arizonie. mam nauczkę - że już nigdy na nią nie wsiądę ! jak to przeczytałeś jesteś hardkor
Szczerze? Na Benku w takiej stajni w małopolskim. Po prostu nie oceniłam jego charakteru i że był po prostu za mały na mnie i to było niekomfortowe
Lolek, wprawdzie bardzo wygodny w kłusie jednak w galopie maskara. ;/ Jak jeździłam na nim bez zastępu to stawiał bunty, że on nie chce iść (przyzwyczajony jest że idzie za innym koniem). Chciał mi się położyć. xD
Ja ogólnie jeździłam na jednej klaczce, Ismena się zwie :D Ogólnie jest b. fajna, tylko jednym razem byłą jakaś dziwna. Na początku kopnęła mnie przy czyszczeniu, później już na maneżu przy podpinaniu popręgu ugryzła mnie, ale nic takiej kochanej klaczce wszystko bym chyba wybaczyła. Już w trakcie jazdy w kłusie strasznie głowę ( nie lubię wyrażenia łeb) ciągnęła, to ja na to delikatnie wodze do tyłu, a ta stęp, i tak przez 1/2 jazdy, myślałam że zwariuję. No ale w końcu jej przeszło to ciągnięcie, a wtedy trenerka kazała mi zmienić kierunek ( już się domyśliłam, że o galop chodzi) to była moja 2 lekcja z galopem, trochę się obawiałam, i miałam racje z tymi obawami, w ogóle nie chciała mi zagalopować, szybki kłus i tyle, w końcu zdenerwowana instruktorka dała mi bata, i zaczęłąm gaopować, nigdy nie zapomnę tej godziny, była straszna.
wiecie co? przeczytałam wszystko i powiem szczerze że niedobrze mi się robi ;( Skoro tak bardzo lofffciacie konisiie to jak wy możecie tak o nich mówić? Nie konia wina że nie umiecie jeździć. żaden koń nie jest wredny bez powodu, żaden koń bez powodu rwie do przodu jak opętany, żaden koń bez powodu nie stoi w miejscu choćbyście nie wiadomo jak chcieli go ruszyć. Jeździłam na wielu koniach nawet już ich nie zliczę ale z każdym potrafię się dogadać, żaden nie był jak to ktoś ujął ,,wredny,, po prostu zanim dosiąde konia którego pierwszy raz mam dosiąść musze go najpierw poznać, jak reaguje na pomoce, czy jest delikatny, czy może wręcz przeciwnie. No bo nie pojmuję, JAK MOŻNA TAK MÓWIĆ O PIĘKNYCH, POTĘŻNYCH, A ZA RAZEM TAK DELIKATNYCH ISTOTACH?
najgorzej - na Etnie ta kobyłka była okropna na łydke nie reagowała wogóle a kiedy się tylko brało do ręki bacik strzelała baranki brykała wierzgała lub puszczała się szybkim galopem masakra
Hm... NIe jest to łatwe pytanie. Chyba koń, na którym sobie najgorzej radziłam to był właściwie duży kuc Majka. Jest ona bardzo złośliwa, ale nie bez powodu jej poprzedni właściciele rozbijali jej butelki na głowie itp... Straszne jak tak można ;(
Mi najgorzej na koniu, którego dostawałam bardzo często w starej stadninie. Trenerka powiedziała, że jest grzeczny. Koń był totalnie znieczulony na łydki, bat i dosiad. Nie współpracował, brykał robił dokładnie odwrotnie niż chciałam. Jak zmieniłam na bardziej sportową stadninę i pokazałam obecnej trenerce filmy z moich jazd to mi powiedziała, że ten koń był chyba słabo albo wcale zajeżdżony, tylko po prostu przyzwyczajony do jazdy. Także najgorzej jeździło mi się na Dukacie.<br>
Mi najgorzej na koniu, którego dostawałam bardzo często w starej stadninie. Trenerka powiedziała, że jest grzeczny. Koń był totalnie znieczulony na łydki, bat i dosiad. Nie współpracował, brykał robił dokładnie odwrotnie niż chciałam. Jak zmieniłam na bardziej sportową stadninę i pokazałam obecnej trenerce filmy z moich jazd to mi powiedziała, że ten koń był chyba słabo albo wcale zajeżdżony, tylko po prostu przyzwyczajony do jazdy. Także najgorzej jeździło mi się na Dukacie.<br>