Reklama
  • Irys2011-01-06 22:19:04

    Opisujcie swoje najniebezpieczniejsze przygody zarówno podczas jazdy lub np. na pastwisku czy w boksie

  • moni1100 2011-01-07 09:23:58

    klacz byla przyczepiona do belki na lince i kantarze, czyscilam ja, przechodzilam daleko za zadem zaszczesciecos trzaslo, klacz sie przestraszyla i wylamaa beke z gwozdzi i pociagnela, a belka jeszcze bardziej ja straszyla,, udalo sie w miare sprawnie odczepic belke

  • Kate85 2011-01-07 14:05:18

    Jak do tej pory to sytuacja w boksie z jedną taką damą kiedy zmieniałam strony przy czyszczeniu nie wiem co jej się wtedy stało poczułam tylko taki świst koło mojej miednicy i huk uderzenia w ścianę nie powiem przestraszyłam się!

  • MaryJane 2011-01-07 17:52:15

    Kate85 mialaś farta dlatego ja zawsze staje najbliżej konia. Ja raz widziałam jak kobyłka przycisneła dziewczyne do ściany w boksie(zaatakowała) a tak to sobie nie przypominam nic oprócz stawania dęba wpadania w przeszkode i slizgania po lodzie heh...

  • Reklama
  • Agatulec13 2011-01-08 10:06:42

    Próbowalam złapać klacz na pastwisku, a ona mi uciekała. Chciała mi okazać żebym dala sobie spokój i ruszyła na mnie kłusem i przelotnie chciala ugryść, ale nie ugryzła. Jeszcze jedna sytuacja. Taka dziewczyna ze swoim 4-letnim koniem lonzowala go. Byl silny wiatr, na ujeżdżalni wałach i ogier (i jej wałach), koń stał przez cały dzień w boksie. Już nie pamiętam czy go lonżowała czy próbowala i sie do niej odwrócił, stanął dęba i jej kopytem w glowe. Na szczęście miala kask, bo już byśmy dzwonili po karetke. 10 min przed tym mnie ugryzł ;)

  • M-koniara-29 2011-01-09 21:21:04

    Nie dotyczy to mnie, ale w każdym razie stało się przeze mnie. Chcialam rozsiodłać klacz w boksie, ale w boksie był również jej źrebak. Chciałam w miarę szybko zdjąć ogłowie, bo pani mówiła, że źrebol może się zaplątać w wodze. Nie zdążyłam i... stało się! Gdyby nie było instruktorki, źrebak pewnie by się udusił, chociaż nie wiem, czy aż tak się zaplątał. Nigdy bym sobie tego nie darowała, gdyby jakiś koń stracił przeze mnie życie, chyba bym się zaczęła ciąć ;(                                                                             No w każdym razie nic się nikomu nie stało, a źrebak pewnie jest już prawie dorosły i zajeżdżony, zapewne tego nawet nie pamięta :)                                                                                     Może więc i ja powinnam o tym zapomnieć i nie mieć urazu do "rozbierania" koni w boksie? (tak, rozbieram Siwą poza boksem, a później klepię i lekko popycham do boksu, sama wchodzi :)                                                                                                                             

  • redakcja 2011-01-11 21:12:44

    kiedyś na jechałam na takiej młodej, dopiero co zajeżdżaonej klaczy. przede mną jechał jakiś początkujący facet, koń mu nie chciał zakłusować i gwizdnął na niego i machnął bacikiem w powietrzuu że aż świsnęło. moja ze strachu przed tym gwizdem w bok a ja z niej pod kopyta konia z tyłu. i pieczątka w kształcie kopyta po Urce gotowa... ;pjeszcze taka pastwiskowa jedna : na łąkę nowy stajenny przypadkiem młode ogiery zamiast wałachów no i ogier-szef zrobił z nimi porządek aż krew się lała. najgorsze, że szef był od właścicieli stajni, a reszta to prywatne młodziaki :/ a nowy wyleciał po pierwszym dniu pracy...

  • Karolla 2011-01-11 23:20:37

    Byłam na swoim (wtedy bardzo młodym bo dwuletnim) koniu w terenie. Było bardzo ciepło... jechałam sobie spokojnie kłusem(przez pole przy ruchliwej jezdni), chciałam pojechać na drugie pole, a by przejść na nie muszę najpierw przejść przez krzaki i betonową drogę. Już praktycznie stepem wjeżdżałam na drogę gdy Bankier zobaczył coś w karzakach... Z miejsca zaczął cwałować, a ja niespodziewając się takiej gwałtownej reakcji  przekoziołkowałam na prawą str konia(szczęście że nie pod kopyta, a mało brakowało...) koń pobiegł pędem do stojącego auta zatrzymał się, fuknął na samochód i pobiegł wzdłuż ruchliwej jezdni...na polu tym była górka i nie widziałam go, byłam pewna że pobiegł na drugie zaje*iście duze pole, ale naszczęście stanął sobie za górką z zerwanym ogłowiem i jadł resztki słomy... Od razu po upadku zerwałam się na równe nogi i też pełnym cwałem pobiegłam za koniem... ;) miałam "końskie" ciasteczka i jakoś udało mi się go przekupić, związać ogłowie i wrócić cała i zdrowa do domu... Chociaż długi czas bolał mnie kręgosłup... po tym wypadku na dłuuuuuugi czas dałam sobie spokój z wyjazdami w teren;)I co??? Kto mnie przebije??? ;D xDa tak się w tedy... pozwólcie że się wyraże... osrałam!!! że masakra!!!

  • Reklama
  • Karolla 2011-01-14 20:18:46

    xD

  • Hella 2011-01-14 20:45:23

    Ja mam dwie takie sytuacje jedna dotyczy mnie.Jeździłam sobie na takim wrednym chucułku a na ujeżdżalni było niezłe zamieszanie bo było dużo osób. W pewnym momencie konik zaczął mi galopować w drugą stronę (na stajnię) i się potknął a ja jebud przez szyję na ziemię i jak zaorałam twarzą to złamałam rzuchwe (dokładnie wyrostek kłykciowy). Kurowałam się przez miesiąc tak że nie mogłam otwierać ust. Masakra.Tego nie widziałam ale pana Konrada do dziś bolą plecy.Pani Gracja (żona pana Konrada) jechała na nie do końca zajeżdżonym koniu. W pewnym momencie konik się wspiął a pan Konrad pobiegł ściągnąć go na ziemię. Zwierzak "przysiadł" mu na barkach całym ciężarem. 

  • Irys 2011-01-16 21:37:43

    ojej, redakcja zmieniła tytuł!

  • Hella 2011-01-16 21:57:56

    Często zmienia ;)

  • Reklama
  • redakcja 2011-01-17 00:03:52

    Mnie też hucuł jeden jak w boksie go czyściłam to przyciskał mnie do ściany. Dopiero głos jednej z instruktorek doprowadził go do porządku.Inna sytuacja to kiedyś jak miałam około 9 lat. Weszłam do zagrody z klaczą i jej źrebakiem, głaskałam go, dawałam mu jabłko, co chwila radośnie do mnie przylatywał i nagle zaczęłam biec tuż przed nim, żeby on leciał za mną. No i leciał, potem mnie minął i jak mi dał z kopyta w łokieć to myślałam, że mi rękę złamał. Na szczęście skończyło się tylko na potłuczeniu, które z dnia na dzień robiło się bardziej fioletowe.Kiedyś też ten sam źrebak, jak coś przy nim schylona robiłam, chwycił mnie za wszystkie włosy (a miałam spięte w kok) i zaczął przeżuwać x) Normalnie koszmar miałam z wyrywaniem włosów z jego szczęk... :O Jakoś mi się to udało, włosy były nieco postrzępione, ale odrosły, a źrebolowi nic się nie stało ;)

  • nostalgiaa 2011-01-17 15:33:38

    ja nie miałam aż takich strasznych sytuacji. :) jeśli o mnie chodzi to po prostu dwa razy się z koniem wywaliłam na lodzie. na szczęście ani mi ani konikowi nic się nie stało.w kwietniu miałam skoki na padoku na Palomie. i robiłam najazd na przeszkodę przez koziołki. no i Paloma przez koziołki ładnie przeszła, a przed przeszkodą mi się wyłamała. przeleciałam jej nad szyją i wylądowałam jakieś dwa metry za przeszkodą. :P akurat instruktor zrobił mi w odpowiednim momencie zdjęcie, a potem śmialiśmy się z tego.na moim pierwszym obozie w wakacje, gdy wracaliśmy z terenu, zagalopowaliśmy na łące to konik na którym jechałam poniósł mnie. spanikowałam, bo to był mój pierwszy taki pzypadek. okazało się, że dwie dziewczyny spadły. jednej z nich koń nadepnął na żebra. na szczęście nic się jej nie stało.no i zimą. w moje urodziny. wracaliśmy z terenu. no i wyprzedził nas samochód z plandeką. koń prowadzący, na którym jechała instruktorka przestraszył się i zaczął uciekać. a jeszcze klaczka była źrebna. kierowca zamiast się zatrzymać jeszcze przyspieszył. na szczęście instruktorka skręciła w boczną uliczkę, uspokoiła konia i czekała tam na resztę towarzystwa. :P

  • izapyza 2011-01-18 17:16:59

    Ja miałam już kilka takich sytuacji nieciekawych. Kiedyś jechalismy w terenie, w zasadzie juz wracaliśmy. Mialam klacz która byla dość pobudzona. Co chwila oglądala się do tyłu i probowala cofać. Jechaliśmy skrajem drogi, stal przy niej zaparkowany samochod. Wlaśnie go wymijalam, jak nadjechala ciezarówka. Moj koń zobaczyl ją i zaczął  się cofać. Oddalam wodze, wzmacniam dzialanie lydka, a ta cofa sie dalej. Poczulam uderzenie, dostała w zad. Na szczęscie samochód jechał bardzo wolno. Wszyscy najedlismy się strachu, w drodze do stajni cały czas kulała. Instruktorka jeszcze na mnie nakrzyczala, a ja w ogóle nie rozumialam zachowania tego konia. Dopiero pare lat pozniej, też jechalam na klaczy która robila identycznie jak tamta, i ktoś wyjaśnil mi, ze się grzała.Na dokładnie tej samej drodze, ale tym razem na początku jazdy, mieliśmy kiedys może bardziej śmieszne zdarzenie. Jedziemy calą grupą spokojnie stępa, z daleka widac potęznego faceta, idzie sobie, i ma podejrzanie wielki kij, prawie balę, na ramieniu. Jak pierwszy jeżdziec dojechal do goscia, ten nagle zrywa sie, zaczyna wrzeszczec i tym ogromnym kawalkiem drewna wali w noge jednej dziewczynie. Na szczescie kon jej odskoczyl i to mocno sosłabilo uderzenie. Potem wszyscy robimy w tył zwrot i galopem ławą, tak ciasno ze dotykam nogami obu koni po mojej prawej i lewej, uciekamy galopem przed wariatem. :)widzialam tez podobną sytuację jak opisywala Chudzix. Jechalismy kiedys hubertusa, ale takiego dla mlodzieży. Jedna dziewczyna dostala Dąbka, siwego zlośliwego walacha,  co był zdecydowanie nie na jej umiejetności. Zrzucil ja chyba 4 razy. W pewnym momencie, trzasnąl baranka akurat jak dojechaliśmy do Lutyckiej - jest to droga szybkiego ruchu i samochody jadą jeden za drugim. Ona nie spadla, tylko wisiala mu po prawej stronie szyi, galopujac prosto asfaltową drogą pod zbliżajacy się z naprzeciwka samochód. W ostatniej chwili Dąbek go wyminąl i skręcil na pobocze. WSzystko skończylo sie szcęśliwie. Ale myślalam wtedy że juz po niej...

  • Karolla 2011-01-18 18:11:14

    Ojej...  aż mi normalnie dreszcze przeszły... Niezłe z tym wariatem xD Tarzan??? może chciał coś upolować... hihi;Dale często spotykam się z ludźmi, którzy jak widzą konie to biegną i krzyczą:koń!!!koń!!!, albo jadą autem i konia mijają z zawrotną szybkością... zamiast zwolnić... bardzo mnie to wkurza...i przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja... stajnie mam blisko dosyć ruchliwej jezdni i  aby przejść na wieeeeeeeeelkie pole;), trzeba właśnie przez tą ulicę przejść...i właśnie... jadę w teren. Tata już mnie przeprowadził przez ulicę, ja jadę wolnym stępem przez to pole, i nagle z krzaków wyłania się jeep... zamiast zwolnić, jedzie ze sto na godzinę tym samochodem, a koń cwałem zawraca i biegnie do domu... w stronę jezdni... facet nie zwolnił nawet widząc, że koń wariuje... na szczęście opanowałam sytuacje i zdążyłam kierowcy pokazać środkowy palec...;D ale w teren nie pojechałam, wrociłam do domu potrenować skoki... trochę mi zajęło, zanim koń się rozluźnil...

  • redakcja 2011-01-18 19:29:05

    Jeju strasznie z tymi autami... Aż strach pomyśleć co mogłoby się stać. Ja na szczęście jeszcze nigdy nie musiałam z koniem przechodzić przez jezdnię.

  • Reklama
  • redakcja 2011-01-22 11:11:13

    Stałam na pastwisku i całkiem się zamyśliłam , była tam taka złośliwa klaczka ona wtedy miała 2,3 lata . Stałam do niej tyłem , a ta zaczęła biec kłusem w moją stronę i z łba mnie pociągnęła , a ja się mało co nie wywróciłam :DMoże nie było to niebezpieczne , ale mogło się skończyć inaczej ; o Było też coś takiego , że jechaliśmy konno szosą , to było na wsi więc ruchu dużego nie było .Ale było już dość ciemno . Nagle w naszą stronę zaczął jechać autobus , no i święcił tymi światłami . To koń na którym był mój brat zaczął kłusować na ten autobus , ale na szczęście mój brat jakieś kilka metrów przed tym autobusem udało się skręcić tego konia .

  • nostalgiaa 2011-01-22 12:21:21

    ja jakoś tak w listopadzie miałam taką akcję z koniem mojej koleżanki. byłam u niej i razem poszłyśmy do koni. wzięłyśmy go na dwór i zaczęłyśmy się z nim bawić. ganiać i wgl. ja stałam przed konikiem, a ona nagle odwróciła się i strzeliła z zadu. jej kopyta były jakieś pół metra w bok ode mnie. ale ja zamiast panikować wtedy to zaczęłam się śmiać. :P

  • Oczy Nocy 2011-01-24 20:35:15

    No więc my byliśmy na rajdzie. I zatrzymałyśmy się w lesie aby się napić. No i stoimy pijemy i widzimy że nadjeżdza quad. No ale to zjechałyśma na bok żeby nas wyminał, wodze na kontakcie, no i stoimy. Kiedy quad był już bardzo blisko facet na nim jadący zaczął coś wrzeszczeć do naszej instruktorki, zatrzymał się, i po chwili zaczyna nam wjeżdżać w konie prosto. No to wiadomo konie galopem za siebie, ja i jeszcze druga koleżanka skierowałyśmy nasze konie w prawo, a reszta koni (około 4) pojechała w lewo. Nam się udało dosyć szybko zatrzymać konie, jednak ta druga grupa nie miała tak łatwo i konie poniosły je bardzo daleko. A przy tym facecie z quadem zostały dwa konie, taki bardzo dzielny wałach i klacz (nie uciekła tylko dlatego że stała przy tym wałachu), a no i na tym wałachu jechała instruktorka. No i ten idiota (bo jak  go inaczej nazwać) zaczyna wjeżdżać na tego Wałaszka i krzyczeć. No to instruktorka go zadem do quada, i sygnał żeby kopnął. No i udało się że zbił kolesiowi reflektor kopytami. No i na szczęście facet się wkurzył i odjechał. Ale panikę jaką wzbudził wśród nas ciężko było opanować :/ Potem już na każdy warkot konie kładły uszy a my byłyśmy w stresie. Ale na szczęście nie spotkałyśmy żadnego quada więcej. Co chyba pobiłam wszystkich :/

  • Hella 2011-01-24 21:37:15

    U nas też po lesie jeżdżą kłady i też są cyrki ale ja nic takiego nie widziałam osobiście.

  • redakcja 2011-01-24 22:04:03

    Razem z moją koleżanką spuszczałyśmy konie z pastwiska. Otworzyłyśmy wejście i konie biegły galopem w stronę stajni. My stałyśmy przy furtce. Wszystkie konie już weszły do stajni, ale została jeszcze 3-letnia klacz Kaskada. Czekałyśmy aż dobiegnie. Ale ona nagle leciała szalonym galopem prosto w nas. Myślałam, że już będzie po nas jak klacz skoczy na nas z kopytami, więc razem z koleżanką skuliłyśmy się i schowałyśmy głowy, ale na szczęście klacz gwałtownie się przed nami zatrzymała i pobiegła do stajni.

  • Oczy Nocy 2011-01-25 17:43:15

    U nas też po lesie jeżdżą kłady i też są cyrki ale ja nic takiego nie widziałam osobiście.Facet raczej na pewno był pijany :/ No bo kto normalny by taką lipę odwalił?

  • Hella 2011-01-25 18:01:51

    U nas kopią konie jadą obok i próbują kopnąć. Oczywiście nie wszyscy niektórzy rozumieją, zobaczą konia albo skręcą albo zawrócą.

  • Reklama
  • redakcja 2011-01-27 19:18:42

    Dla mnie najgroźniejsze chyba było jak koń stanął nade mną dęba i jak lądował to, według mojej mamy prawie dostałam z przedniego kopyta w głowę. A w siodle to jak ostatnio jechałam w teren, sama z Gordonem. Pojechaliśmy jakąś inną drogą i się zgubiliśmy. Obojętnie jaką drogą jechaliśmy, to trafialiśmy do tego samego pnia. Wszędzie tylko drzewa i cisza, bo to był las. W końcu popuściłam wodze i dałam konisku poprowadzić. Jechaliśmy pod jakąś gigantyczną skarpę, ciągle się ślizgaliśmy, miałam wrażenie, że jeszcze trochę a zjedziemy na dół. Na dodatek zrobiło się ciemno. Po jakiejś godzinie przedzierania się przez krzaki Gordon doprowadził nas pod płot padoku i na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Od tamtego momentu ufam mu jeszcze bardziej. I na pewno wiele się nauczyłam ;)

  • Karolla 2011-01-27 19:28:35

    też się kiedyś zgubiłam w lesie... Brrrrr....

  • Hella 2011-01-27 20:45:37

    Ja zawsze jeżdżę z instruktorem więc mimo że nie mam bladego pojęcia gdzie jestem to trafiam. Ale nie bałabym się zgubić tam z koniem bo wiadomo że można spokojnie wrócić.

  • Oczy Nocy 2011-01-28 19:11:05

    To jest duży plus koni :) Zawsze trafią do domu.

  • redakcja 2011-01-29 17:25:25

    No fakt, nie ma to jak z koniem, zawsze drogę zna. Nawet pies nie zawsze pamięta tak dobrze drogę jak koń :)

  • Karolla 2011-01-29 17:59:17

    ja raz byłam koniem w terenie... ściemniało się, a ja czekałam na koleżankę i na "skrzyżowaniu" polnych dróg musiałam do niej jechać na wprost, a Bankier machnął głową w prawą stronę na ścieżkę prowadzącą do domu. Mówię dobra, w dupie, nie będę czekała na nią jak koń się denerwuje... i takim szybkim galopem do domu... Mmmmmmmm^^ ;***

  • M-koniara-29 2011-08-10 16:54:06

    Oczy Nocy (str. 1) kopać? Nauczyła konia kopać? JAK?! :OSytuacja zdarzyła się niedawno.Jechaliśmy sobie w teren. Pięknie było. Cieplutko. Widoczki. Ale potem nie było już tak fajnie. Instruktorka wjeżdża w taki lasek. Chyba nie znała tej drogi, bo co chwila ktoś dostawał z gałęzi, czasem nawet z gałęzi, która chyba miała nadwagę, była taka gruba (półsiad i ostre pochylenie się do przodu raczej mało co dawały).Dojechaliśmy do takiej tyciej polanki. No to pani mówi, że zawracamy. Odjechała i zawróciła z Guliwerem, jednak Paula na Farmerce miała trochę kłopotów. Zupełnie nie wiedzieliśmy jak to zrobić, no i do tego Farmerka próbowała wysadzić dęba. Wyjeżdżaliśmy z tego #%$%@#$@%$!!!!!! lasku, jedziemy sobie ścieżką. Napotykamy jakąś panią. Ona się do nas drze: "Tu jest pies!". Koń+pies=masakra piłą mechaniczną, to chyba wszyscy wiedzą. Instruktorka na to, że mamy krócej trzymać konie. Pies zawarczał, konie odbiły w bok, a że Farmerka była najbliżej tego psa, odskoczyła najgwałtowniej, a Paula z Farmerki spadła. A jak jeszcze ta pani z psem schowała się za choinką, to już w ogóle masakra, bo dla koni: równa dróżka, nic nie idzie. A tu nagle jak spod ziemi coś warczy i mnie atakuje! Ja byłam za Farmerką, ale mi się JAKOŚ udało opanować Romadkę.Pauli nic się na szczęście nie stało. Ale tyle żeśmy się najedli strachu, że gdyby był środkiem na przeczyszczenie, to do końca roku nie wyszlibyśmy z kibla (okej... to nie było śmieszne xD)Jeszcze koleś z końca zastępu przekazał nam informację, że usłyszał, jak baba skomentowała sytuację: "debile na tych koniach"... No to ja swoim zwyczajem się odgryzam: "debile z tymi psami". Dobrze, że byliśmy już daleko... xD ♞

  • redakcja 2011-08-10 17:43:02

    moja klacz dość często potyka się :D raz potknęła się tylnią nogą i dosłownie czułam jak spadam w tył... w ostatniej chwili chwyciłam się przedniego lęku i pojechałam dalej XD

  • Sosu 2011-08-12 23:19:25

    Hmm..Musiałyśmy sprowadzić z koleżanką chyba 3 konie do stajni. Ona miała wziąć 2, a ja 1 kobyłkę, nieco zwariowaną.Nie wiedziałyśmy jak wyprowadzić dwa konie na raz i zamknąć pastwisko, żeby inne nie uciekły, to przywiązałyśmy tą wariującą do słupka. Nagle ona dotknęła pyszczkiem pastuch  i jeb, prąd ją kopnął, fakt, nie mocno, ale jednak. Klaczka odskoczyła, zerwała za sobą całe ogrodzenie, razem z tym pastuchem i biegła tak po polu, nie patrząc na nas ;) Oczywiście dotknęłam pastucha i prąd kopnął i nas.To tak za karę, za głupotę ;)Druga rzecz, koń zganiany z pastwiska wbiegał do stajni i naskoczył na podłogę z deski. Podłoże było nieco spróchniałe i koń zapadł się w dziurę na głębokość około 70 cm. Akcja ratunkowa trwała bardzo długo, ale na szczęście konik przeżył.Tego samego dnia przeganiałyśmy dorosłe konie, a one zamiast na drugie pastwisko, zaczęły galopować po polu. Ile było zachodu za nim je sprowadziłyśmy.Ten dzień był naprawdę męczący.Kolejna rzecz to mój upadek.Spadłam z konika, a on sru w galop i po wiosce.Biegała sobie kobyłka, biegała aż dobiegła do innych koni na pastwisko ;) W zeszłym roku instruktorka wyjechała w teren z klientami, a my siedzimy w stajni, patrzymy, a koń sobie przychodzi, ale bez jeźdźca. Okazało się, że Pan spadł w terenie i konik postanowił wrócić do stajni ;)Lonżowałam konia, a on wyrwał mi się z ręki i puścił galopem po całym placu, na którym jeździły inne osoby.Ech, dużo by tego jeszcze było ;D 



Reklama
Reklama