Reklama
  • Emilka Dębska2023-09-04 08:59:53

    Witajcie! W tym wątku możecie opisywać jak zainteresowaliście się jazdą konną, i do czego to się rozwinęło :) Życzę wszystkim Wam abyście wiele osiągnęli pracując z końmiPozdrawiam 

  • Emilka Dębska 2023-09-04 14:36:20

    Zacznę od siebie (to było duuuużo lat temu i nie pamiętam tego bardzo dobrze ;). Jako 6-latka poszłam na urodziny z końmi (no wiecie takie z oprowadzanką na kucykach). No i się zaczęło. Namówiłam rodziców na lekcje jazdy (raz/dwa w tygodniu, w weekend zazwyczaj). Zapisaliśmy się do pobliskiej szkółki. Nie była to zła szkółka (konie miały ok warunki) ale była to zupełnie rekreacyjna, mała stajnia i zapewniała średni rozwój jeśli chodzi o jazdę na poziomie wyższym niż BOJ. W wieku 7-lat zdałam jeżdżę konno i zaczęłam naukę skoków przez przeszkody. Potem jako 9-latka zdałam BOJ i wyszło że już więcej się w tej stajni nie nauczę. Zaczęłam więc szukać stajni o bardziej sportowym profilu (w tedy miałam podstawową wiedzę o koniach i myślałam jak każdy na tym etapie że wszystko już wiem ;]. Znalazłam to czego szukałam, stajnię Iskra. To tam wystartowałam mając 9-lat w pierwszych zawodach. Były to zawody towarzyskie, skokowe mini LL. Zajęłam 4 miejsce i byłam dumna jakbym wygrała olimpiadę XD. Tak, każdy z nas taki był. Potem zaczęłam regularnie trenować sportowo i jeździć na zawody skokowe coraz wyższych klas. W wieku 11-lat zdałam SOJ. Zaczęłam startować w zawodach regionalnych. W tedy zdecydowałam się na kupno pierwszego konia. Wołałam na niego Craun. Ale to szczęście w nieszczęściu gdyż w tedy też przeprowadziłam i musiałam tym samym rozstać z stajnią Iskra która była dla mnie jak drugi dom <3. W nowym miejscu miałam nadzieję dostać się do znanej szkoły jeździeckiej z internetem. I dostałam się. Mając 12-lat zaczęłam startować na szczeblu krajowym. Craun został sprzedany. Nie chciałam tego ale wiem że nie miałabym w tamtym czasie dość pieniędzy aby posiadać jego i konia z którym będę mogła startować dalej. Kupiłam Lunę. Była wspaniałym wierzchowcem. Startowałam coraz wyżej, coraz ambitniej aż w końcu miałam poważny wypadek. Ucierpiałyśmy i ja i Luna. Miałam w tedy już 27-lat. Dopiero w tedy zrozumiałam że od lat przekładałam wygrane i zawody ponad to co powinno być dla mnie najważniejsze: bezpieczeństwo moje i konia. Zrezygnowałam ze sportowej jazdy. Założyłam małą stajnię przydomową i szkoliłam w niej konie. Pomarzyłam z powrotem o startach mając 34-lata. Ale nie chciałam już skakać. Kompletnie przestało mnie to interesować. Po co skakać? Co to właściwie daje? Znam odpowiedzi ani Tobie ani koniu niepotrzebne są sportowe skoki. Jest tyle innych, śmiem twierdzić że ważniejszych rzeczy które można robić przy koniu których wcześniej nie dostrzegałam. Na wszystko spojrzałam z innej perspektywy. Jeden ze szkolonych przeze mnie koni wykazywał predyspozycje do ujeżdżenia sportowego jednak ja nie byłam na tyle dobra w ujeżdżeniu aby go szkolić. Wytrenował go jeden z najlepszych ujeżdżeniowców jakiego znam (a znam sporo ujeżdżeniowców). W tedy zaczęłam moją przygodę ze sportem poraz drugi. Ale nie zapomniałam o tym wszystkim co można robić z koniem poza sportem. Cały czas to robiłam. Na przestrzeni lat trenowałam setki koni i startowałam w setkach konkursów. Doszłam w ujeżdżeniu na szczebel o jakim nigdy nawet nie marzyłam. Zrozumiałam o wiele lepiej psychikę koni. Nauczyłam się bardzo wiele, jednak teraz mając 54-lata nadal twierdzę że wiele jeszcze przede mną. Pozdrawiam 



Reklama
Reklama