W stadninie do której chodzę jest wiele różnych koni.Jeżdżę głównie na Dystansie (SP).Na innych koniach też,tyle że żadziej.Po prostu Dyzio jest moim ulubionym konikiem,i jestem pewna że nie zrzuci mnie z grzbietu gdy mu się coś nie spodoba,ani nie ugryzie gdy mu się zacznie nudzić.Za to ostatni raz instruktorka kazała mi jeździć na Erinie ( MŁP/HCŁ)Wspaniale się na niej jeździło,ale na prawdę nie chciałabym tego powtórzyć...Klaczka cały czas próbowała skubnąć mnie za nogę (Udawało jej się tylko chwycić wargami strzemię),nie dawała się prowadzić na ujeżdżalnię,a kiedy chciałam jej zdjęć ogłowię cofała łeb.Jak już ją złapię za wodze,to zaczyna machać łbem w prawo i w lewo,tak żebym jej tylo nie dotknęła.Co jak co,rozumiem że konik może się próbować obronić i dla tego gryzie,ale byłam na prawdę delikatna,i nie sprawiałam jej bólu.A ona była po prostu złośliwa.Nie chcę na niej jeździć,boję się jej....Na prawdę,gdyby tylko mogła ugryzła by mnie za nogę :(Jeźdżę na wielu koniach,tylko po prostu boje sie Eliny...Jestem "bardzo" początkująca,miałam może 4 lekcje.Nie umiem nawet sama zakłusować.Czy mogę poprosić instruktorkę,żebym narazie nie jeździła na Erinie?...Jeżeli tak,to jak?Tylko jakoś tak..dyskretnie...Bo nie chcę być uciążliwa ;(
Dziewczyno instruktor jest dla Ciebie! Oczywiście że możesz jej to powiedzieć. Nawet powinnaś. Nie bój się na pewno instruktorka Ciebie zrozumie nie bój się :)
Rozumiem ,ja też przez to przechodziłam. Ale miałam na tyle łatwiej ,że akurat przyszła nowa instruktorka i zapytała mnie ,na którym koniu wcześniej jeździłam. Oczywiście moja mama się wtrąciła i powiedziała ,że Serenada to "mój pupilek". Od tego czasu pani zawsze daje mi tą klacz. Tylko teraz mam Italię (nie lubię jej zbytnio) ,bo Serenada kuleje. Na moje nieszczęście dobrze jestem zgrana z Italią (tak twierdzi pani instruktor) i chyba da mi ją na stałe :/ Ale dość o mnie ,po prostu powiedz o tym instruktorce.
rozumiem cie , tez boję sie zawsze czegoś powiedzieć instruktorce ale bądź z nią ""przyjaciółką"" nie mozesz się jej bać idź jej powiedz co ci lezy na duszy a moze poporstu okaż dużo serca na np. pastwisku tej Erinie spedzaj z nią więcej czasu itp.
TA ODPOWIEDŹ NIE POMAGA, ALE OPISUJE MOJĄ HISTORIE ja tak miałam na moim ukochanym koniu Aramisie ale jak raz spadłam w galopie (ma bardzo nie wygodny galop bo ma wysoki kłąb) i prowadząca jazdę (bo instruktorka jej nazwać nie można) mi go więcej nie dawała [a był super] i dostawałam hucuły [oba wredne(klacz kopie a wałach gryzie wszystko co napotka{włącznie z lampą na muchy})]a więc ja się zapisałam na woltyżerkę potem na kilka prywatnych lekcji pojechałam na znany mi obóz... no i zmieniłam stajnie bo tamta była nie do wytrzymania.
Nie musisz od razu pędzić do instruktorki.
Lepiej powiedz jej, że nie chcesz jeździć na tej klaczy, kiedy będzie ci przydzielała konia na jazdę. Powiesz wtedy coś w stylu "Proszę pani, czy mogłabym jeździć na innym koniu? Bo ja nie za bardzo sobie radzę z tą klaczą".
kiedys jak jezdziłam na klubowych konia i roznych klubach to jak cos mi nie pasowało albo chciałam coś zmienić mowiłam od razu.. i za chwalili mnie instruktorzy, oni tego oczekują.. jesli cos jest nie tak musisz jej o tym powiedzieć..
Jeśli nie chcesz na niej jeździć, to po prostu powiedz instruktorce. Na pewno cię nie zje, tylko wytłumaczy, że nie ma się czego bać. Jeśli nadal nie będziesz chciała się do niej przekonać, to pewnie da ci innego konia. Nie masz się czego wstydzić. A tak na przyszłość co do tej klaczy, to musisz być stanowcza. Jeśli próbuje cię ugryźć w czasie jazdy, to nie pozwól jej skręcać głowy i daj jej łydkę. Najwidoczniej byłaś zbyt delikatna tzn. zabrakło w tobie stanowczości. Oczywiście nie mówię, że masz ją bić czy coś. Jest to dla mnie zrozumiałe, bo dopiero zaczynasz przygodę z jeździectwem i musisz się jeszcze dużo nauczyć i zrozumieć konie i ich mowę. Skoro opisałaś nam tutaj swój problem spróbuj go opisać swojej instruktorce.
Jeśli czujesz się nie pewnie to powiedz jej to poprostu. Żebyś częściej jeździła na innych koniach. Nie możesz jeździć i być wystraszoną. Wtedy to nie jest przyjemna jazda. A o to chodzi żeby było fajnie ;)
To nie jeździj w ogóle. Skoro instruktor chce Ciebie czegoś nauczyć i daje takiego konia, a Ty nie chcesz się uczyć no to sorry. Ja zawsze jak uczyłem ludzi jeździć konno, nie dawałem możliwości wyboru konia. Ja przydzielałem konie względem umiejętności, i jak ktoś marudził że ten koń się sadzi, że jest oporny, albo że rwie do przodu i nie chce jeździć, to mówiłem, że innego konia dla tej osoby nie mam i koniec gadki, a później po pewnym czasie sami mi dziękowali że jednak kazałem na tym koniu jeździć bo się dużo nauczyli dzięki temu. Ludzi którzy się uczyć nie chcieli traktowałem zawsze przedmiotowo. Nic nie poprawiałem postawy, nic nie uczyłem bo osoba nie chciała się uczyć. Grunt że zapłaciła, zawsze dostała konika którego chciała, wyjeździła swoje i koniec lekcji. Może takie lekcje wolisz ? A tak swoją drogą jest to forum psychoanalityczne, psychologiczne, socjologiczne, czy może jednak jeździeckie ? Pytam się dla pewności bo ostatnio się gubię, jak ludzie piszą jakieś śmieszne rzeczy i swoje problemy życiowe, które raczej każdego mało obchodzą, bo z takimi problemami trzeba umieć sobie radzić by je rozwiązać, a jak się nie potrafi udać się do psychologa.
Ja tradycyjnie się z superhorsepl nie zgodzę.... :)niestety to nie jest tak, że instruktor kieruje się głównie przydzielając konia troską o to, żeby podopieczny się czegoś nauczył. Jedne konie sa b. oblegane, na inne nie ma wcale amatorów i po prostu nie da się zrobic zeby dobry koń chodził 100 godzin a inny jedną więc dlatego te gorsze konie upychają jak mogą...Ja kiedy w stajni wmuszają mi złego konia po prostu idę do innej- jeśli oczywiście nie dostanę dobrego. Właśnie niedawno w stajni co jezdzę co drugą jazdę dawali mi ponad 20 letniego konia z lasu, totalnie nieujezdzonego, leniwego i gryzącego. No sory, ale jak płace te 30 zł za godzinę to chcę się czegoś nauczyc, a jazda na kompletnie nieujezdzonym koniu to antynauka. Do tego miał siodło praktycznie podarte...:(
Ależ izapyza nie musisz się ze mną zgadzać, każdy ma inne metody nauki jazdy konnej. Jedno jest pewne. Nikt nie da niezajeżdżonego konia do nauki dla ludzi z dwóch powodów, po pierwsze ze względów bezpieczeństwa, po drugie żeby taki jeździec co nie umie jeździć konno nie zepsuł konia. Jeśli chodzi o konie skopane, narwiste, dobrze zajeżdżone i ułożone, to warto na każdym się nauczyć jeździć konno, bo jeździec co jeździ super na koniach dobrze ułożonych nie może twierdzić że umie jeździć konno, bo wsiądzie na konia co się wiesza na wędzidle i go przewiezie, wsiądzie na konia skopanego którego trzeba pchać nonstop i nie ruszy spod stajni.Ja wiem co piszę bo jeździłem na wielu koniach i parę zajeżdżałem, parę trenowałem. Łącznie w życiu wyjeździłem ok 130 różnych koni, jak półtorej roku temu liczyłem było ich dokładnie 86 ale przez ten czas jeszcze sporo koni było. Jakby nie patrzeć instruktor/trener zwiększa umiejętności jeźdźca o jakieś 10 procent do 15 procent, ok 5 procent to jest praca samego jeźdźca, a resztę uczy sam koń. Koń jest w stanie bardzo dużo człowieka nauczyć, więc zamiast marudzić że nie chce się jeździć na danym koniu lepiej popracować nad sobą i koniem i później być z siebie dumnym.Ja np nigdy nie marudziłem jeśli chodziło o konia. Mało tego jak uczyłem się jeździć konno miałem tak opornego konia że wszystko ładnie robił w zastępie. Chodził kłusem, galopem, a nawet skakał przeszkody. Instruktorka powiedziała nagle "teraz macie 15 min, możecie robić co chcecie" No to chciałem zakłusować, nie byłem w stanie, chciałem skręcić w lewo konik skręcał ciągle w prawo, faktem jest że zrobiłem błąd bo później się wkurzyłem po 5 min i rzuciłem wodze odpuszczając koniowi, ale później błąd naprawiłem. Przychodzę na następny dzień na jazdę, i mówi do mnie instruktorka, że dziś w nagrodę mogę sobie wybrać konia na jakim chcę jeździć i nawet łącznie z Białą. Biała była klaczą która super odpowiadała na łydki, robiła wszystko jak się chciało, ale jeździli na niej tylko początkujący bo była najspokojniejszym koniem. Ja się z kolei spytałem czy mogę jeździć na Abołsie (to ten koń oporny któremu odpuściłem), ona powiedziała że jak chcę to mogę, ale czy napewno chcę. Powiedziałem że tak. I przez miesiąc czasu Abołs był tylko dla mnie, dopiero jak nauczyłem się na nim wszystko robić, kłusować, galopować, skakać (i to nie w zastępie) wziąłem innego konia. Abołs bardzo dużo mnie nauczył dzięki czemu jestem w stanie każdego opornego konia ruszyć tam gdzie ja chcę i tak jak chcę, więc jednak warto jest się uczyć jeździć a nie wozić na koniu.
A ja się zgodzę, że powinno się jeździć też na tych trudniejszych koniach. Sama jeżdżąc jeszcze w szkółkach miałam bardzo często zmienianego konia w zależności od tego jaką poprawę w mojej pracy widział instruktor. Początkowo myślałam, że tak nie powinno być, bo skoro nie umiem sobie poradzić z trudniejszym koniem to nie powinna mi go dawać na jazdę. Ale potem dotarło do mnie, że niby jak mam się tego nauczyć na grzecznym i spokojnym tuptusiu? Najwięcej nauczyłam się jeżdżąc na arabach, które z natury są bardzo elektryczne i nieprzewidywalne. Samo wsiadanie na takiego konia było już wyzwaniem, bo nie potrafił ustać w miejscu dłużej jak 5 sekund (oczywiście to wina wychowania konia ale to nie ten temat). Dzięki temu w trybie ekspresowym wskakuję na siodło ;) Ale wtedy też się bałam, jednak zawzięłam się i to właśnie poskutkowało "wyższym poziomem jeździectwa" w moim przypadku. Odkąd mam własnego konia rzadko zdarza mi się wsiąść na coś innego i to też jest błąd. Ostatnio wsiadłam na klacz bardzo dobrze ujeżdżoną. Jeździ zawody w ujeżdżeniu klasy P i N. Co się okazało? Początkowo nie mogłam nawet na niej wolty zrobić ani przejść do kłusa. Koń się na mnie wkurzał tulił uszy i kłapał zębami. Jego wina? Oczywiście że moja. Koń nauczony precyzyjnych sygnałów w odpowiednim czasie nie miał zielonego pojęcia czego ja właściwie od niej chcę. A ja myślałam, że będzie jak na moim arabku, że właściwie tylko pomyślę o kłusie czy galopie a on to zrobi. Po 15 minutach wiedziałam już kiedy i jaki "guzik" trzeba nacisnąć żeby klacz zrobiła to co chciałam. Ale gdybym zrezygnowała od razu bo koń głupi i nie chce kłusować jak mu karzę to nigdy nie dowiedziałabym się jak odpowiednio zadziałać na koniu takiej klasy.
A jak zwykle zgodzę się z Superhorsepl.
Możesz poprosić instruktorkę o innego konia (i raczej nie przed samą jazdą jak niektórzy radzą, tylko wcześniej). Jednak jeżeli będzie kazała Ci dalej jeździć na tej klaczy, to zaufaj jej. Ona jest nauczycielem i napewno wie lepiej. Musisz też nauczyć się radzić z trudniejszymi końmi.
Osobiście ostatnio odprawiłam klientkę. Upatrzyła sobie konia na padoku, a ja miałam dla niej osiodłanego innego. "Bo tamten jej się bardziej podoba". Nie pomogło tłumaczenie, że tamta ładna klacz chodzi skoki N, lubi brykać i absolutnie nie nadaje się dla 5-letniego dziecka...
Czasem warto zufać instruktorowi.
Tak zeby było jasne o co mi chodzilo- uwazam za oczywiste ze najlepiej jezdzic na różnych koniach, łatwiejszych i trudniejszych. Nie to chyba jednak było przedmiotem pytania- dziewczyna zraziła sie do konkretnego konia i go nie lubi i nie chce za niego płacic. Myślę, że ma prawo prosic o konia co lubi, albo nie lubic chocby jednego... chociaz z opisu widzę ze ten kon nie jest taki zły, i niepotrzebnie sie go boisz. Ja jezdze obecnie wieeele lat głównie w szkółkach, gdzie większosc koni to znieczulone mułki. I nauczyłam się naprawdę niezle ruszac te mułki, potrafię zagalopowac nieraz na koniu na którym inni mają problem, zeby ruszyc kłusem. Ale niestety- kompletnie nie radze sobie z końmi co ida b. szybko do przodu i które trzeba hamowac. Od razu wydaje mi sie, bo jestem przyzwyczajona do czgoś odwrotnego, że ten koń mnie wyniesie za chwilę w sina dal. Powinnam jezdzic właśnie na idącym do przodu koniach zeby się nauczyc coś. I jak myslicie, co mi daje instruktor? Najgorsze w stajni muły, bo wie że ja sobie z takim poradzę.A kto inny nie i będzie mial zmarnowaną jazdę. :(
Myślę, że powinnaś otwarcie porozmawiać z instruktorką :)Powiedzieć ,że się boisz tego konia czy coś w tym stylu :)Myślę ,że powinna Ci pozwolić wybrać konia na którym chcesz jeździć :)
superhorsepl-Ja CHCĘ się nauczyć,jeźdżę na przeróżneych koniach,nie tylko tych co się wszystkiego słuchają.Po prostu miałam może 5 lekcji W CAŁYM MOIM ŻYCIU,dlatego NA RAZIE wolę jeźdić na tych,które jednak nie gryzą i nie kopią.Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało )W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz....Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi...Tym bardziej,że mam za sobą bardzo nie miłe wspomnienia z końmi,dla tego nie wszystkim do końca ufam :)A więccc-jak najbardziej,będę jeździć,ale nie teraz.Myślę,że za jakieś pół roku do roku.
Soc zkowaty: "ma bardzonie wygodny galop bo ma wysoki kłąb" - Orliś też jest bardzo mocno wykłębiony, a galop ma mięciutki i wygodny. To chyba jednak nie od tego zależy :)Superhorsepl:" Ludzi którzy się uczyć nie chcieli traktowałem zawsze przedmiotowo. Nic nie poprawiałem postawy, nic nie uczyłem bo osoba nie chciała się uczyć. Grunt że zapłaciła, zawsze dostała konika którego chciała, wyjeździła swoje i koniec lekcji"...Ze szkodą dla koni. Skoro w ogóle nie poprawiałeś błędów w postawie, dosiadzie itd., to koń musiał znieść Twoje uparte "jak nie chce to nie"? Całą jazdę męczyć się np. z osobą, która wstawała przez wodze lub kopała piętami przy każdym kroku? Jeśli tak, to nie masz się czym chwalić, bo nawet najbardziej niechętną osobę należy poprawiać, chociażby ze względu na dobro konia.. Jeśli nie, to przepraszam, źle zrozumiałam Twój post :)Pozdrawiam!
superhorsepl-Ja CHCĘ się nauczyć,jeźdżę na przeróżneych koniach,nie tylko tych co się wszystkiego słuchają.Po prostu miałam może 5 lekcji W CAŁYM MOIM ŻYCIU,dlatego NA RAZIE wolę jeźdić na tych,które jednak nie gryzą i nie kopią.Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało )W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz....Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi...Tym bardziej,że mam za sobą bardzo nie miłe wspomnienia z końmi,dla tego nie wszystkim do końca ufam :)A więccc-jak najbardziej,będę jeździć,ale nie teraz.Myślę,że za jakieś pół roku do roku.To powiedziałaś o tym instruktorce? Jak zareagowała?
Powiedziałam,i zgodziła się.Powiedziała,NA RAZIE nie muszę na niej jeździć.Przypomniała mi też jednak,że nie zawsze tak będzie,bo w końcu żaden konik nie jest idealny,podobnie jak ludzie ;)Poprosiłam ją też czy nie mogłabym się z nią bardziej "poznać" czyli np. czy nie mogłabym jej czasem oporządzić (pod okiem instruktorki).Też się zgodziła :)Więc myślę,że nie długo znów wsiądę na Erinę :)
Ludzi którzy się uczyć nie chcieli traktowałem zawsze przedmiotowo. Nic nie poprawiałem postawy, nic nie uczyłem bo osoba nie chciała się uczyć. Grunt że zapłaciła, zawsze dostała konika którego chciała, wyjeździła swoje i koniec lekcji. Może takie lekcje wolisz ?
Ja się jak zawsze z tobą nie zgodze to co może ona ma nie jeździć bo boi się jednego konia? ja też jestem za tym żeby jeździć na różnych koniach ale jak sie czegoś boi to nie może bo to jej nie będzie przyjemności sprawiało ...
A jak ty traktowałeś ludzi przedmiotowo, to gratulacje dla ciebie bo żadnego człowieka sie nie powinno traktować przedmiotowo a tak woógle to tylko robiłeś krzywde koniom bo one cierpiały bo były szarpane za pysk i wgl. więc naprawde żal mi cie...
superhorsepl ona nie chce jeździć akurat na tym koniu, bo uważa, że jeszcze nie czas na tego konia, a Ty jej radzisz, żeby poszła do psychologa? :OJa, kiedy zaczynałam przygodę z końmi, wsiadałam zawsze na spokojnego konia. Gdy pani spróbowała wsadzić mnie na ciut trudniejszego, nie dałam rady stworzyć z nim zespołu tylko z nim walczyłam, więc powiedziałam instruktorce wprost, że jeszcze nie "dorosłam" do Burzy, więc znowu trochę pojeździłam na spokojnych koniach, a potem, gdy znowu wsiadłam na Burzę, okazała się znośnym koniem. Oczywiście nie raz, nie dwa było naprawdę ciężko się z nią porozumieć, (kiedyś nawet pomimo mojej łydki stanęła przed drągami i zaczęła sobie o nie czyścić kopyto xD) ale w końcu jakoś nam się zaczęło udawać ;) Aż w końcu nie chciałam z niej zsiadać ;) Teraz Burza nie żyje ;(Wniosek? Trudny koń faktycznie dużo uczy, ale wtedy, gdy uczeń gotowy, nauczyciel się zjawia ;)Pojeździj jeszcze trochę na spokojniejszych koniach, a gdy instruktorka uzna, że jesteś gotowa, z pewnością pozwoli Ci zmierzyć się z wyzwaniem i usiąść na tym koniu ;)Powodzenia!
A poza tym, jak się tak dłużej zastanowiłam nad tą tezą "Trudny koń uczy najwięcej", to dlaczego osobę, która była raz czy dwa na koniu, nie sadza się na najbardziej upartego i narowistego konia w stajni, bo niby taki koń najwięcej uczy?No ale cóż, to wynika tylko z moich obserwacji, ja nie jestem instruktorem.
Dziwię się trochę instruktorce, jak tak łatwo się nie zgadzam na zmianę konia. Jak jeszcze uczyłam jeździć więcej osób niż teraz, zawsze znajdywały się takie, które marudziły... "a plose pani, ja nie chceee nie tym koniu" - często to słyszałam. Radziłam im, że zamiast marudzić powinny raczej chociaż spróbować odnaleźć wspólny język z koniem. Bo jeśli np. daję dość wymagającego konia i osoba, która go dostaje obawia się, że sobie nie poradzi - musi koniecznie spróbować. Więcej nauczy się od takiego konia, niż zwykłego, cierpliwego zniszczonego przez rekreację konia szkółkowego.
Ha... właśnie. Skoro te konie uczą najlepiej, to czemu w ogóle na pierwszą lekcję nie dawać nagorszego uparciucha? Dziewczyna jeździła dotychczas zaledwie kilka razy, to ma prawo może najpierw nauczyć się jeździć technicznie. Czy dziecku, które przychodzi pierwszy raz do szkoły, daje się najpierw najtrudniejsze zadania, żeby potem mu było łatwiej z tymi łatwiejszymi? Oczywiście, że nie. U nas w stajni też jest taki koń, strasznie zawzięty, który w ogóle z miejsca ruszyć nie chce. Dodatkowo, odkąd go taka dziewczyna wzięła w obroty, to wprawdzie zrobił się troszeczkę żwawszy, ale za to zaczął wierzgać, a nawet trochę stawać dęba. I zawsze dawali go początkującym, bo szkoda przecież marnować dobrego konia na początkujących. I lekcja wyglądała tak, że delikwent stał na środku placu, prawie płakał i błagał, żeby zejść z konia, a instruktorka krzyczała, żeby wreszcie ruszyli z miejsca. Nikt mi nie wmówi, że to właśnie jest świetny sposób nauki.
Doskonale rozumiem te dzieci. Jestem dorosłą osobą, po kilkuletniej przerwie wracam do jazd i jestem wielce szczęśliwa jeśli mogę wybrać konia, na którym mam jeździć, by przypomnieć sobie wiele rzeczy na nowo, poprawić dosiad, stopniowo czuć się lepiej, pewniej w siodle. Zazwyczaj więc proszę o konia, którego znam jeszcze sprzed lat i wiem, czego mogę się po nim spodziewać. Niepewnie przyjmuję takiego, który jest płochliwy i nie chce współpracować okazując to zrzucaniem. Z takiej jazdy nie wynosi się nic, prócz strachu i rozczarowania.Uważam, że zamiast zachęcać dzieci, czy też inne osoby o niepewnych umiejętnościach dając im możliwość przyjemności z jazdy i satysfakcji z drobnych postępów, działasz zupełnie odwrotnie dając im trudnego konia, który dodatkowo pokazuje humory, wierzga i ponosi, w ten sposób zniechęcasz, sprawisz, że takie osoby mogą zrazić się do jazdy konnej bądź stadniny, w której uczysz, jeśli nie do Ciebie samej.Trzeba dać szansę osobom początkującym, by pierw podniosły swój poziom na spokojniejszych koniach, tak, by wkrótce poczuły się w siodle pewniej, poznając przy tym swoje możliwości i to, że są w stanie sprostać trudnemu charakterowi konia, którego z czasem nie będą bały się przyjąć na jazdę.
Ja natomiast najbardziej zgadzam sie z superhorsepol. "Trudny kon najwiecej uczy" jak najbardziej popieram ta prawde. Uwazam, ze niedoswiadczonym jezdzcom tj. kaczanowska trudnych koni dawac sie nie powinno i jezeli ktorys instruktor daje mlodziakom trudne konie, ktore brykaja, staja deba itd. to rzeczywiscie jest nieodpowiedzialny i kompletnie bez wyobrazni. Wydaje mi sie jednak, ze jezeli ta klacz Cie gryzla w czasie jazdy to powinnas o tym powiedziec instruktorce i podpytac sie co nalezy robic, zeby temu zapobiec a nie od razu zmieniac konia, bo nie jest to zapewne trudny kon ,a instuktorka lepiej na ciebie spojrzy jezeli nie bedziesz marudzic i poddawac sie juz po 4 lekcjach.Naprawde lepiej sie spytac co masz robic, podpytac o porady, niz mowic ze chcesz jezdzic na innym koniu.Trenerzy w wiekszosci znaja swoje konie i mniej wiecej wiedza czego mozna sie po nich spodziewac i maja pojecie komu je dac, wiec napewno nie czekaja na to ,az sie im bedzie zwaracac uwage ze dali wam zlego konia.Naprawde. Wydaje mi sie, ze gdy zaczniesz nad nia panowac zobaczysz, ze to wcale nie taki zly kon. Mam nadzieje, ze moje slowa sie sprawdza i zycze zebys czerpala radosc z jazdy wlasnie na tej klaczy :)
A poza tym, jak się tak dłużej zastanowiłam nad tą tezą "Trudny koń uczy najwięcej", to dlaczego osobę, która była raz czy dwa na koniu, nie sadza się na najbardziej upartego i narowistego konia w stajni, bo niby taki koń najwięcej uczy?No ale cóż, to wynika tylko z moich obserwacji, ja nie jestem instruktorem.Konia dopasowuje sie do umiejetnosci jezdzca a dobrzy trenerzy sie na tym znaja. wydaje mi sie ze w przypadku kaczanowskiej mozna temu jakos zaradzic, wystarczy poprosic o rade instruktora a nie od razu marudzic: prosze pani ja nie dam rady na tym koniu...ale ja sie boje...ale ja nie chce... Jezeli sie spytasz o rade moze trenerka samo wywnioskuje ze jednak ci tego konia narazi dawac nie bedzie, a moze nie bedzie takiej potrzeby.
Trudny kon najwiecej uczy-to 100% prawda. Nawet kaczanowska teraz nauczy sie co robic jak w przyszlosci dostanie jej sie w rece koljeny taki gryzacy kon. Trudny kon najwiecej uczy, poniewaz daje jezdzcu nowych doswiadczen, uczy ze zwierze jest nieprzewidywalne, pokazuje jak radzic sobie gdy kon sie sploszy... i mozna tak bez konca. Oczywiscie nie jestem za tym by dawac mlodziakom wierzgajace konie ale superhorsepol tez nie o to chodzilo.
Jezdzac tylko na koniach profesorach za wiele tez sie nie nauczysz, wiec nie teraz ale w przyslzosci bierz sie tez za mlode/mlodsze konie, lub takie ktore sie plosza, brykaja itd. Nie bede to moze takie bezstresowe jazdy ale uwierz mi ze napewno duza dadza w Twoim jezdzieckim rozwoju. Teraz jestes bardzo poczatkujacym jezdzcem i instruktor wie co robi. Nie znasz jeszcze koni narowistych i dopiero co wchodzisz w swiat psychiki konskiej dlatego nie rozrozniasz ktory kon jest dla ciebie a ktory nie. Rozumiem ze na Dyziu jezdzilo ci sie najlepiej, ze byl grzeczny i wgl. ale zaufaj instuktorce. Nie rzyzwyczajaj sie do jednego konia lub 2 koni profesorow. Nie tylko takie konie nie zwala Cie z grzbietu. Młodsze tez moga okazac sie grzeczne, a jeeli gryza to wsytarczy zasiegnac rady trenerki. Przepraszam za ciagle powtarzanie ale wydaje mi sie ze jest to istotne i prawdziwe :)
Rozumiem Cię;(.Na obozie miałam przydzieloną Harfę.Ta Harfa miała strasznie twarde chody.Powiedziałam instruktorce że nie chcę już na niej jeździć a instruktorka powiedziałą:"trudno się mówi".Jeśli nadal będziesz dostawała tego konika zmień stajnię.
Rozumiem Cię;(.
Na obozie miałam przydzieloną Harfę.
Ta Harfa miała strasznie twarde chody.
Powiedziałam instruktorce że nie chcę już na niej jeździć a instruktorka powiedziałą:"trudno się mówi".
Jeśli nadal będziesz dostawała tego konika zmień stajnię.
Nie dziwie sie instruktorce, ze tak powiedziala i nie widze powodu, zeby zmieniac stajnie.Przykro mi, nie wszytskie konie sa wygodne a jazda na jednym ukochanym, wygodnym, koniu niczego Was nie nauczy. Przepraszam nauczy Was moze i duzo aletylko na tym jednym kpniu. Kon bedzie chory czy bedzie kulal, dostaniecie innego konia ,a tu co? Nie umiemy jezdzic. Taka jest prawda. Jestem za tym by uczyc sie jezdzic na roznych koniach, a instruktorow denerwuje jezeli poczatkujacy uczniowie juz na poczatku maja jakies kaprysy, wymadrzaja sie i zwracaja im uwage na cos. Nie chcem byc nie mila ale takie komentarze mnie rozbawiaja.
"Trudny koń najwięcej uczy".
Nawet jak przeczytałam te wszystkie posty, które mają utwierdzić w
przekonaniu, że tak jest, przykłady z Waszego życia, które ukazują, że
to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, to ja wciąż nie jestem
do tego przekonana.
Ewelina&Bestia: Ha... właśnie. Skoro te konie uczą najlepiej, to czemu w ogóle na pierwszą lekcję nie dawać nagorszego uparciucha?
No właśnie dlatego nie jestem przekonana co do tego stwierdzenia.
kaczanowska: Po prostu miałam może 5 lekcji W CAŁYM MOIM ŻYCIU,dlatego NA RAZIE wolę jeźdić na tych,które jednak nie gryzą i nie kopią.
Nie
chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet
oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało )
W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz....
Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi...
Kaczanowska sama napisała, że jeszcze się nie zdążyła oswoić z tymi
łagodniejszymi końmi i miała może 5 lekcji w całym życiu, więc nie wiem,
czy wsadzenie ją teraz na Erinę i w ogóle oporządzanie tej klaczki
przez Kaczanowską jest dobrym pomysłem, zwłaszcza, że konik już raz ją
ugryzł i cały czas próbuje.
kaczanowska: Klaczka cały czas próbowała skubnąć mnie za nogę (Udawało jej się tylko chwycić wargami strzemię) (...) Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej
nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to
udało )
Niech najpierw dziewczyna się nauczy jeździć technicznie, postępować z
gryzącym koniem i w ogóle niech się najpierw podszkoli. Może coś robi
nieświadomie? Ja na początku mojej przygody z końmi myślałam, że
wszystko robię dobrze, a teraz, gdy sobie przypomnę, co ja z tym koniem
robiłam, to się nie dziwię, czemu on nie chciał zakłusować. A za kilka
lat jak sobie przypomnę dzisiejsze jazdy, to najprawdopodobniej też się
złapię za głowę. Dlatego zamiast uczyć ją postępowania z gryzącym
koniem, teraz należy wypracować technikę.
Pytanko: czy pod innymi jeźdźcami Erina też gryzie? Może ona Cię po prostu nie szanuje...?
kaczanowska: W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz....
Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi...
Moim zdaniem to zmiana konia na jakiś czas jest jak najbardziej dobrym
pomysłem. Przecież wyżej wyraźnie jest napisane, że ona nie chce nigdy
już na niej nie jeździć, tylko się na razie podszkolić, by później znów
na nią wsiąść. Sądzę, że te Wasze wywody na temat tego, jak bardzo kaczanowska się myli i ile Erina może ją nauczyć są niepotrzebne :)Wnioski:Czy trudny koń najwięcej uczy? Może. Ale może się też zdarzyć tak, że ktoś się nauczy czegoś złego w postępowaniu z koniem, a później ciężko mu będzie to wybić z głowy.Wobec tego nadal podtrzymuję moje stwierdzenie, zaczerpnięte z Króla Lwa (cz.3) Gdy uczeń gotowy, nauczyciel się zjawia. PSHa, już widzę, jakie poruszenie wywoła mój post xD Część osób się pewnie będzie ze mną nie zgadzać, inni będą mnie popierać, a jeszcze inni będą na mnie najeżdżać xD Pamiętajcie jednak, że ja na nikogo nie najeżdżam i oczekuję od innych tego samego :)Pozdrawiam :)
A ja powiem tak - najpierw uczyłam się jeździć w beznadziejnej stadninie, z najgorszą pod słońcem instruktorką i 20-letnim koniem! I co mi z tego przyszło? _ NIC! Klacz cały czas stawała, była wredna i w ogóle! Nie ma sensu bawić się w ZA i PRZECIW, bo moim zdaniem dla początkującego jeźdźca ważny jest dobry i spokojny koń...A jak z moją historią? - Zmieniłam stadninę i odtąd nauczyłam się wieeeeele na pożądnych koniach! ;)
Tu masz wątek o tym, jak poradzić sobie z gryzącym koniem:http://forum.galopuje.pl/f,jak-oduczyc-konia-gryzienia,81492,0.htmlA poza tym co to za różnica, kto ma rację, skoro instruktorka się zgodziła na zmianę konia? Dalsza dyskusja po prostu nie ma sensu :)Kaczanowska, jak wsiądziesz z powrotem na Erinę, to daj znać, jak Ci poszło :)
Oczywiście , że masz powiedzieć to instruktorce!!! Jeździsz dla przyjemności , a nie dla strachu...przynajmniej tak mi się wydaje!? Powiedz co Ci się nie podoba i co Cię trapi.Nie ma sensu się umartwiać , jedna rozmowa i będzie po sprawie.Jeśli instruktorka nie zareaguje to niech twoi rodzice lub ktoś bliski porozmawiają z nią na ten temat. Życzę powodzenia w dalszej jeździe i miłego konika!:)
Z własnego doświadczenia i obserwacji wywnioskowałam, że: a) Najczęściej "trudnego" konia początkującym, po kilku pierwszych lekcjach, przydziela się w celu "sprawdzenia" możliwości, determinacji i chęci do nauki danego człowieka. Osoby które marudzą i łatwo się poddają po kilku niepowodzeniach, nie potrafiące dążyć do celu jakim jest np. "dogadanie" się z nieposłusznym wierzchowcem, szczerze mówiąc, nigdy albo bardzo rzadko przekraczają poziom "pasażera". Czasem dobrze siedzącego w 3 chodach, ale jednak "pasażera" Sad but true. Instruktor ma ułatwione zadanie, bo przyjemniej jest poświecić więcej czasu człowiekowi któremu się chce, a nie takiemu co jeździ z nieznanych sobie i innym powodów. I nie jest to podejście jednej osoby, tylko kilkunastu z którymi miałam okazję rozmawiać lub współpracować. Jak ktoś chce klepać kółeczka na cudownym koniku dla przyjemności - będzie klepał, jego kasa, czas i sprawa. b) Kto pyta - podobno nie błądzi. Nie wiesz co zrobić gdy koń zachowuje się w nieprzyjemny dla Ciebie sposób? Pytaj i jeszcze raz pytaj, a otrzymane rady w miarę możliwości zastosuj w praktyce. c) Dlaczego część osób ignoruje podkreślanie błędów podczas pisania postu? Znajomość własnego języka nie jest powodem do wstydu, także polecam śmiało używać opcji poprawiania błędów.
Na początku najlepszy będzie spokojny, doświadczony koń. Jeśli dostałaś konia "trudnego", to znaczy, że ktoś dostrzega Twoje postępy i chce Cię czegoś nauczyć. Zamiast kręcić nosem "nie radzę sobie", to doceń starania instruktora i staraj się z całych sił! Nie zawsze jest z górki, czasem też pod górkę.
Hmmmm... może opowiem jak było w moim przypadku:Jazdę konną zaczęłam w październiku , na początku jeździłam na 9-letnim wałachu Ferdku wszystko było super dopóki Ferdek nie miał kontuzji .W naszej stajni są tylko 3 konie do rekreacji (tak wiem mało , ale nie jeździ tam dużo osób i tyle koni wystarczy) więc zostały tylko pozostałe dwa , wałach Gori ( młody zaledwie 4-letni koń , bardzo grzeczny ), i klacz Frida (chyba najtrudniejszy koń do opanowania , trzeba było mieć trochę umjętności by ją opanować , nie każdy ją lubi ponieważ ma swoje humorki jak to klacz ) . A więc kiedy Ferdek doznał kontuzji w listopadzie był problem ponieważ na jazdy jeździłam z dziewczyną , która panicznie bała się Fridy , ponieważ kiedyś bardzo poważnie z niej spadła . Z tego powodu , że dziewczyna się bała Fridy to ja musiałam na niej jeździć , nie byłam z tego powodu bardzo zadowolona ale nie miałam wyjścia ponieważ nie było możliwości jeżdżenia kiedy indziej . Na początku bardzo się bałam , Frida była dawana jeźdźcą , którzy już trochę jeździli a ja jeździłam dwa miesiące i nie panowałam dobrze nad najłatwiejszym koniem a tu nagle mam jeździć na Fridzie ... no ale cóż mówi się trudno.W ten czas kiedy jeździłam na Fridzie bardzo wiele się nauczyłam , większość moich umjętności jeździeckich zawdzięczam jej , teraz kiedy Frida nie jeździ ( jest w ciąży) tęsknię za jazdą na niej , ponieważ na każdej lekcji uczyła mnie czegoś całkiem nowego , więc może chociaż spróbuj zaprzyjaźnić się z Eriną , spróbuj ją zrozumieć , dlaczego tak robi ? jeżeli będziesz negatywnie nastawiona do jazdy na Erinie nic z tego nie będzie ...Mam nadzieję , że moja historia chociaż troche Ci pomoże :)
W stadninie do której chodzę jest wiele różnych koni.Jeżdżę głównie na Dystansie (SP).Na innych koniach też,tyle że żadziej.Po prostu Dyzio jest moim ulubionym konikiem,i jestem pewna że nie zrzuci mnie z grzbietu gdy mu się coś nie spodoba,ani nie ugryzie gdy mu się zacznie nudzić.Za to ostatni raz instruktorka kazała mi jeździć na Erinie ( MŁP/HCŁ)Wspaniale się na niej jeździło,ale na prawdę nie chciałabym tego powtórzyć...Klaczka cały czas próbowała skubnąć mnie za nogę (Udawało jej się tylko chwycić wargami strzemię),nie dawała się prowadzić na ujeżdżalnię,a kiedy chciałam jej zdjęć ogłowię cofała łeb.Jak już ją złapię za wodze,to zaczyna machać łbem w prawo i w lewo,tak żebym jej tylo nie dotknęła.Co jak co,rozumiem że konik może się próbować obronić i dla tego gryzie,ale byłam na prawdę delikatna,i nie sprawiałam jej bólu.A ona była po prostu złośliwa.Nie chcę na niej jeździć,boję się jej....Na prawdę,gdyby tylko mogła ugryzła by mnie za nogę :(Jeźdżę na wielu koniach,tylko po prostu boje sie Eliny...Jestem "bardzo" początkująca,miałam może 4 lekcje.Nie umiem nawet sama zakłusować.Czy mogę poprosić instruktorkę,żebym narazie nie jeździła na Erinie?...Jeżeli tak,to jak?Tylko jakoś tak..dyskretnie...Bo nie chcę być uciążliwa ;(
Dziewczyno instruktor jest dla Ciebie! Oczywiście że możesz jej to powiedzieć. Nawet powinnaś. Nie bój się na pewno instruktorka Ciebie zrozumie nie bój się :)
Rozumiem ,ja też przez to przechodziłam. Ale miałam na tyle łatwiej ,że akurat przyszła nowa instruktorka i zapytała mnie ,na którym koniu wcześniej jeździłam. Oczywiście moja mama się wtrąciła i powiedziała ,że Serenada to "mój pupilek". Od tego czasu pani zawsze daje mi tą klacz. Tylko teraz mam Italię (nie lubię jej zbytnio) ,bo Serenada kuleje. Na moje nieszczęście dobrze jestem zgrana z Italią (tak twierdzi pani instruktor) i chyba da mi ją na stałe :/ Ale dość o mnie ,po prostu powiedz o tym instruktorce.
rozumiem cie , tez boję sie zawsze czegoś powiedzieć instruktorce ale bądź z nią ""przyjaciółką"" nie mozesz się jej bać idź jej powiedz co ci lezy na duszy a moze poporstu okaż dużo serca na np. pastwisku tej Erinie spedzaj z nią więcej czasu itp.
TA ODPOWIEDŹ NIE POMAGA, ALE OPISUJE MOJĄ HISTORIE ja tak miałam na moim ukochanym koniu Aramisie ale jak raz spadłam w galopie (ma bardzo nie wygodny galop bo ma wysoki kłąb) i prowadząca jazdę (bo instruktorka jej nazwać nie można) mi go więcej nie dawała [a był super] i dostawałam hucuły [oba wredne(klacz kopie a wałach gryzie wszystko co napotka{włącznie z lampą na muchy})]a więc ja się zapisałam na woltyżerkę potem na kilka prywatnych lekcji pojechałam na znany mi obóz... no i zmieniłam stajnie bo tamta była nie do wytrzymania.
Nie musisz od razu pędzić do instruktorki. Lepiej powiedz jej, że nie chcesz jeździć na tej klaczy, kiedy będzie ci przydzielała konia na jazdę. Powiesz wtedy coś w stylu "Proszę pani, czy mogłabym jeździć na innym koniu? Bo ja nie za bardzo sobie radzę z tą klaczą".
kiedys jak jezdziłam na klubowych konia i roznych klubach to jak cos mi nie pasowało albo chciałam coś zmienić mowiłam od razu.. i za chwalili mnie instruktorzy, oni tego oczekują.. jesli cos jest nie tak musisz jej o tym powiedzieć..
koniach*za to*
Jeśli nie chcesz na niej jeździć, to po prostu powiedz instruktorce. Na pewno cię nie zje, tylko wytłumaczy, że nie ma się czego bać. Jeśli nadal nie będziesz chciała się do niej przekonać, to pewnie da ci innego konia. Nie masz się czego wstydzić. A tak na przyszłość co do tej klaczy, to musisz być stanowcza. Jeśli próbuje cię ugryźć w czasie jazdy, to nie pozwól jej skręcać głowy i daj jej łydkę. Najwidoczniej byłaś zbyt delikatna tzn. zabrakło w tobie stanowczości. Oczywiście nie mówię, że masz ją bić czy coś. Jest to dla mnie zrozumiałe, bo dopiero zaczynasz przygodę z jeździectwem i musisz się jeszcze dużo nauczyć i zrozumieć konie i ich mowę. Skoro opisałaś nam tutaj swój problem spróbuj go opisać swojej instruktorce.
Jeśli czujesz się nie pewnie to powiedz jej to poprostu. Żebyś częściej jeździła na innych koniach. Nie możesz jeździć i być wystraszoną. Wtedy to nie jest przyjemna jazda. A o to chodzi żeby było fajnie ;)
To nie jeździj w ogóle. Skoro instruktor chce Ciebie czegoś nauczyć i daje takiego konia, a Ty nie chcesz się uczyć no to sorry. Ja zawsze jak uczyłem ludzi jeździć konno, nie dawałem możliwości wyboru konia. Ja przydzielałem konie względem umiejętności, i jak ktoś marudził że ten koń się sadzi, że jest oporny, albo że rwie do przodu i nie chce jeździć, to mówiłem, że innego konia dla tej osoby nie mam i koniec gadki, a później po pewnym czasie sami mi dziękowali że jednak kazałem na tym koniu jeździć bo się dużo nauczyli dzięki temu. Ludzi którzy się uczyć nie chcieli traktowałem zawsze przedmiotowo. Nic nie poprawiałem postawy, nic nie uczyłem bo osoba nie chciała się uczyć. Grunt że zapłaciła, zawsze dostała konika którego chciała, wyjeździła swoje i koniec lekcji. Może takie lekcje wolisz ? A tak swoją drogą jest to forum psychoanalityczne, psychologiczne, socjologiczne, czy może jednak jeździeckie ? Pytam się dla pewności bo ostatnio się gubię, jak ludzie piszą jakieś śmieszne rzeczy i swoje problemy życiowe, które raczej każdego mało obchodzą, bo z takimi problemami trzeba umieć sobie radzić by je rozwiązać, a jak się nie potrafi udać się do psychologa.
Ja tradycyjnie się z superhorsepl nie zgodzę.... :)niestety to nie jest tak, że instruktor kieruje się głównie przydzielając konia troską o to, żeby podopieczny się czegoś nauczył. Jedne konie sa b. oblegane, na inne nie ma wcale amatorów i po prostu nie da się zrobic zeby dobry koń chodził 100 godzin a inny jedną więc dlatego te gorsze konie upychają jak mogą...Ja kiedy w stajni wmuszają mi złego konia po prostu idę do innej- jeśli oczywiście nie dostanę dobrego. Właśnie niedawno w stajni co jezdzę co drugą jazdę dawali mi ponad 20 letniego konia z lasu, totalnie nieujezdzonego, leniwego i gryzącego. No sory, ale jak płace te 30 zł za godzinę to chcę się czegoś nauczyc, a jazda na kompletnie nieujezdzonym koniu to antynauka. Do tego miał siodło praktycznie podarte...:(
Ależ izapyza nie musisz się ze mną zgadzać, każdy ma inne metody nauki jazdy konnej. Jedno jest pewne. Nikt nie da niezajeżdżonego konia do nauki dla ludzi z dwóch powodów, po pierwsze ze względów bezpieczeństwa, po drugie żeby taki jeździec co nie umie jeździć konno nie zepsuł konia. Jeśli chodzi o konie skopane, narwiste, dobrze zajeżdżone i ułożone, to warto na każdym się nauczyć jeździć konno, bo jeździec co jeździ super na koniach dobrze ułożonych nie może twierdzić że umie jeździć konno, bo wsiądzie na konia co się wiesza na wędzidle i go przewiezie, wsiądzie na konia skopanego którego trzeba pchać nonstop i nie ruszy spod stajni.Ja wiem co piszę bo jeździłem na wielu koniach i parę zajeżdżałem, parę trenowałem. Łącznie w życiu wyjeździłem ok 130 różnych koni, jak półtorej roku temu liczyłem było ich dokładnie 86 ale przez ten czas jeszcze sporo koni było. Jakby nie patrzeć instruktor/trener zwiększa umiejętności jeźdźca o jakieś 10 procent do 15 procent, ok 5 procent to jest praca samego jeźdźca, a resztę uczy sam koń. Koń jest w stanie bardzo dużo człowieka nauczyć, więc zamiast marudzić że nie chce się jeździć na danym koniu lepiej popracować nad sobą i koniem i później być z siebie dumnym.Ja np nigdy nie marudziłem jeśli chodziło o konia. Mało tego jak uczyłem się jeździć konno miałem tak opornego konia że wszystko ładnie robił w zastępie. Chodził kłusem, galopem, a nawet skakał przeszkody. Instruktorka powiedziała nagle "teraz macie 15 min, możecie robić co chcecie" No to chciałem zakłusować, nie byłem w stanie, chciałem skręcić w lewo konik skręcał ciągle w prawo, faktem jest że zrobiłem błąd bo później się wkurzyłem po 5 min i rzuciłem wodze odpuszczając koniowi, ale później błąd naprawiłem. Przychodzę na następny dzień na jazdę, i mówi do mnie instruktorka, że dziś w nagrodę mogę sobie wybrać konia na jakim chcę jeździć i nawet łącznie z Białą. Biała była klaczą która super odpowiadała na łydki, robiła wszystko jak się chciało, ale jeździli na niej tylko początkujący bo była najspokojniejszym koniem. Ja się z kolei spytałem czy mogę jeździć na Abołsie (to ten koń oporny któremu odpuściłem), ona powiedziała że jak chcę to mogę, ale czy napewno chcę. Powiedziałem że tak. I przez miesiąc czasu Abołs był tylko dla mnie, dopiero jak nauczyłem się na nim wszystko robić, kłusować, galopować, skakać (i to nie w zastępie) wziąłem innego konia. Abołs bardzo dużo mnie nauczył dzięki czemu jestem w stanie każdego opornego konia ruszyć tam gdzie ja chcę i tak jak chcę, więc jednak warto jest się uczyć jeździć a nie wozić na koniu.
A ja się zgodzę, że powinno się jeździć też na tych trudniejszych koniach. Sama jeżdżąc jeszcze w szkółkach miałam bardzo często zmienianego konia w zależności od tego jaką poprawę w mojej pracy widział instruktor. Początkowo myślałam, że tak nie powinno być, bo skoro nie umiem sobie poradzić z trudniejszym koniem to nie powinna mi go dawać na jazdę. Ale potem dotarło do mnie, że niby jak mam się tego nauczyć na grzecznym i spokojnym tuptusiu? Najwięcej nauczyłam się jeżdżąc na arabach, które z natury są bardzo elektryczne i nieprzewidywalne. Samo wsiadanie na takiego konia było już wyzwaniem, bo nie potrafił ustać w miejscu dłużej jak 5 sekund (oczywiście to wina wychowania konia ale to nie ten temat). Dzięki temu w trybie ekspresowym wskakuję na siodło ;) Ale wtedy też się bałam, jednak zawzięłam się i to właśnie poskutkowało "wyższym poziomem jeździectwa" w moim przypadku. Odkąd mam własnego konia rzadko zdarza mi się wsiąść na coś innego i to też jest błąd. Ostatnio wsiadłam na klacz bardzo dobrze ujeżdżoną. Jeździ zawody w ujeżdżeniu klasy P i N. Co się okazało? Początkowo nie mogłam nawet na niej wolty zrobić ani przejść do kłusa. Koń się na mnie wkurzał tulił uszy i kłapał zębami. Jego wina? Oczywiście że moja. Koń nauczony precyzyjnych sygnałów w odpowiednim czasie nie miał zielonego pojęcia czego ja właściwie od niej chcę. A ja myślałam, że będzie jak na moim arabku, że właściwie tylko pomyślę o kłusie czy galopie a on to zrobi. Po 15 minutach wiedziałam już kiedy i jaki "guzik" trzeba nacisnąć żeby klacz zrobiła to co chciałam. Ale gdybym zrezygnowała od razu bo koń głupi i nie chce kłusować jak mu karzę to nigdy nie dowiedziałabym się jak odpowiednio zadziałać na koniu takiej klasy.
A jak zwykle zgodzę się z Superhorsepl. Możesz poprosić instruktorkę o innego konia (i raczej nie przed samą jazdą jak niektórzy radzą, tylko wcześniej). Jednak jeżeli będzie kazała Ci dalej jeździć na tej klaczy, to zaufaj jej. Ona jest nauczycielem i napewno wie lepiej. Musisz też nauczyć się radzić z trudniejszymi końmi. Osobiście ostatnio odprawiłam klientkę. Upatrzyła sobie konia na padoku, a ja miałam dla niej osiodłanego innego. "Bo tamten jej się bardziej podoba". Nie pomogło tłumaczenie, że tamta ładna klacz chodzi skoki N, lubi brykać i absolutnie nie nadaje się dla 5-letniego dziecka... Czasem warto zufać instruktorowi.
Tak zeby było jasne o co mi chodzilo- uwazam za oczywiste ze najlepiej jezdzic na różnych koniach, łatwiejszych i trudniejszych. Nie to chyba jednak było przedmiotem pytania- dziewczyna zraziła sie do konkretnego konia i go nie lubi i nie chce za niego płacic. Myślę, że ma prawo prosic o konia co lubi, albo nie lubic chocby jednego... chociaz z opisu widzę ze ten kon nie jest taki zły, i niepotrzebnie sie go boisz. Ja jezdze obecnie wieeele lat głównie w szkółkach, gdzie większosc koni to znieczulone mułki. I nauczyłam się naprawdę niezle ruszac te mułki, potrafię zagalopowac nieraz na koniu na którym inni mają problem, zeby ruszyc kłusem. Ale niestety- kompletnie nie radze sobie z końmi co ida b. szybko do przodu i które trzeba hamowac. Od razu wydaje mi sie, bo jestem przyzwyczajona do czgoś odwrotnego, że ten koń mnie wyniesie za chwilę w sina dal. Powinnam jezdzic właśnie na idącym do przodu koniach zeby się nauczyc coś. I jak myslicie, co mi daje instruktor? Najgorsze w stajni muły, bo wie że ja sobie z takim poradzę.A kto inny nie i będzie mial zmarnowaną jazdę. :(
Myślę, że powinnaś otwarcie porozmawiać z instruktorką :)Powiedzieć ,że się boisz tego konia czy coś w tym stylu :)Myślę ,że powinna Ci pozwolić wybrać konia na którym chcesz jeździć :)
superhorsepl-Ja CHCĘ się nauczyć,jeźdżę na przeróżneych koniach,nie tylko tych co się wszystkiego słuchają.Po prostu miałam może 5 lekcji W CAŁYM MOIM ŻYCIU,dlatego NA RAZIE wolę jeźdić na tych,które jednak nie gryzą i nie kopią.Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało )W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz....Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi...Tym bardziej,że mam za sobą bardzo nie miłe wspomnienia z końmi,dla tego nie wszystkim do końca ufam :)A więccc-jak najbardziej,będę jeździć,ale nie teraz.Myślę,że za jakieś pół roku do roku.
Soc zkowaty: "ma bardzonie wygodny galop bo ma wysoki kłąb" - Orliś też jest bardzo mocno wykłębiony, a galop ma mięciutki i wygodny. To chyba jednak nie od tego zależy :)Superhorsepl:" Ludzi którzy się uczyć nie chcieli traktowałem zawsze przedmiotowo. Nic nie poprawiałem postawy, nic nie uczyłem bo osoba nie chciała się uczyć. Grunt że zapłaciła, zawsze dostała konika którego chciała, wyjeździła swoje i koniec lekcji"...Ze szkodą dla koni. Skoro w ogóle nie poprawiałeś błędów w postawie, dosiadzie itd., to koń musiał znieść Twoje uparte "jak nie chce to nie"? Całą jazdę męczyć się np. z osobą, która wstawała przez wodze lub kopała piętami przy każdym kroku? Jeśli tak, to nie masz się czym chwalić, bo nawet najbardziej niechętną osobę należy poprawiać, chociażby ze względu na dobro konia.. Jeśli nie, to przepraszam, źle zrozumiałam Twój post :)Pozdrawiam!
"Trudny koń przekazuje najwięcej"
superhorsepl-Ja CHCĘ się nauczyć,jeźdżę na przeróżneych koniach,nie tylko tych co się wszystkiego słuchają.Po prostu miałam może 5 lekcji W CAŁYM MOIM ŻYCIU,dlatego NA RAZIE wolę jeźdić na tych,które jednak nie gryzą i nie kopią.Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało )W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz....Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi...Tym bardziej,że mam za sobą bardzo nie miłe wspomnienia z końmi,dla tego nie wszystkim do końca ufam :)A więccc-jak najbardziej,będę jeździć,ale nie teraz.Myślę,że za jakieś pół roku do roku.To powiedziałaś o tym instruktorce? Jak zareagowała?
Powiedziałam,i zgodziła się.Powiedziała,NA RAZIE nie muszę na niej jeździć.Przypomniała mi też jednak,że nie zawsze tak będzie,bo w końcu żaden konik nie jest idealny,podobnie jak ludzie ;)Poprosiłam ją też czy nie mogłabym się z nią bardziej "poznać" czyli np. czy nie mogłabym jej czasem oporządzić (pod okiem instruktorki).Też się zgodziła :)Więc myślę,że nie długo znów wsiądę na Erinę :)
Bardzo mądra instruktorka. Życzę powodzenia na treningach. Pozdrawiam!
Ludzi którzy się uczyć nie chcieli traktowałem zawsze przedmiotowo. Nic nie poprawiałem postawy, nic nie uczyłem bo osoba nie chciała się uczyć. Grunt że zapłaciła, zawsze dostała konika którego chciała, wyjeździła swoje i koniec lekcji. Może takie lekcje wolisz ? Ja się jak zawsze z tobą nie zgodze to co może ona ma nie jeździć bo boi się jednego konia? ja też jestem za tym żeby jeździć na różnych koniach ale jak sie czegoś boi to nie może bo to jej nie będzie przyjemności sprawiało ... A jak ty traktowałeś ludzi przedmiotowo, to gratulacje dla ciebie bo żadnego człowieka sie nie powinno traktować przedmiotowo a tak woógle to tylko robiłeś krzywde koniom bo one cierpiały bo były szarpane za pysk i wgl. więc naprawde żal mi cie...
superhorsepl ona nie chce jeździć akurat na tym koniu, bo uważa, że jeszcze nie czas na tego konia, a Ty jej radzisz, żeby poszła do psychologa? :OJa, kiedy zaczynałam przygodę z końmi, wsiadałam zawsze na spokojnego konia. Gdy pani spróbowała wsadzić mnie na ciut trudniejszego, nie dałam rady stworzyć z nim zespołu tylko z nim walczyłam, więc powiedziałam instruktorce wprost, że jeszcze nie "dorosłam" do Burzy, więc znowu trochę pojeździłam na spokojnych koniach, a potem, gdy znowu wsiadłam na Burzę, okazała się znośnym koniem. Oczywiście nie raz, nie dwa było naprawdę ciężko się z nią porozumieć, (kiedyś nawet pomimo mojej łydki stanęła przed drągami i zaczęła sobie o nie czyścić kopyto xD) ale w końcu jakoś nam się zaczęło udawać ;) Aż w końcu nie chciałam z niej zsiadać ;) Teraz Burza nie żyje ;(Wniosek? Trudny koń faktycznie dużo uczy, ale wtedy, gdy uczeń gotowy, nauczyciel się zjawia ;)Pojeździj jeszcze trochę na spokojniejszych koniach, a gdy instruktorka uzna, że jesteś gotowa, z pewnością pozwoli Ci zmierzyć się z wyzwaniem i usiąść na tym koniu ;)Powodzenia!
A poza tym, jak się tak dłużej zastanowiłam nad tą tezą "Trudny koń uczy najwięcej", to dlaczego osobę, która była raz czy dwa na koniu, nie sadza się na najbardziej upartego i narowistego konia w stajni, bo niby taki koń najwięcej uczy?No ale cóż, to wynika tylko z moich obserwacji, ja nie jestem instruktorem.
Dziwię się trochę instruktorce, jak tak łatwo się nie zgadzam na zmianę konia. Jak jeszcze uczyłam jeździć więcej osób niż teraz, zawsze znajdywały się takie, które marudziły... "a plose pani, ja nie chceee nie tym koniu" - często to słyszałam. Radziłam im, że zamiast marudzić powinny raczej chociaż spróbować odnaleźć wspólny język z koniem. Bo jeśli np. daję dość wymagającego konia i osoba, która go dostaje obawia się, że sobie nie poradzi - musi koniecznie spróbować. Więcej nauczy się od takiego konia, niż zwykłego, cierpliwego zniszczonego przez rekreację konia szkółkowego.
Ha... właśnie. Skoro te konie uczą najlepiej, to czemu w ogóle na pierwszą lekcję nie dawać nagorszego uparciucha? Dziewczyna jeździła dotychczas zaledwie kilka razy, to ma prawo może najpierw nauczyć się jeździć technicznie. Czy dziecku, które przychodzi pierwszy raz do szkoły, daje się najpierw najtrudniejsze zadania, żeby potem mu było łatwiej z tymi łatwiejszymi? Oczywiście, że nie. U nas w stajni też jest taki koń, strasznie zawzięty, który w ogóle z miejsca ruszyć nie chce. Dodatkowo, odkąd go taka dziewczyna wzięła w obroty, to wprawdzie zrobił się troszeczkę żwawszy, ale za to zaczął wierzgać, a nawet trochę stawać dęba. I zawsze dawali go początkującym, bo szkoda przecież marnować dobrego konia na początkujących. I lekcja wyglądała tak, że delikwent stał na środku placu, prawie płakał i błagał, żeby zejść z konia, a instruktorka krzyczała, żeby wreszcie ruszyli z miejsca. Nikt mi nie wmówi, że to właśnie jest świetny sposób nauki.
Doskonale rozumiem te dzieci. Jestem dorosłą osobą, po kilkuletniej przerwie wracam do jazd i jestem wielce szczęśliwa jeśli mogę wybrać konia, na którym mam jeździć, by przypomnieć sobie wiele rzeczy na nowo, poprawić dosiad, stopniowo czuć się lepiej, pewniej w siodle. Zazwyczaj więc proszę o konia, którego znam jeszcze sprzed lat i wiem, czego mogę się po nim spodziewać. Niepewnie przyjmuję takiego, który jest płochliwy i nie chce współpracować okazując to zrzucaniem. Z takiej jazdy nie wynosi się nic, prócz strachu i rozczarowania.Uważam, że zamiast zachęcać dzieci, czy też inne osoby o niepewnych umiejętnościach dając im możliwość przyjemności z jazdy i satysfakcji z drobnych postępów, działasz zupełnie odwrotnie dając im trudnego konia, który dodatkowo pokazuje humory, wierzga i ponosi, w ten sposób zniechęcasz, sprawisz, że takie osoby mogą zrazić się do jazdy konnej bądź stadniny, w której uczysz, jeśli nie do Ciebie samej.Trzeba dać szansę osobom początkującym, by pierw podniosły swój poziom na spokojniejszych koniach, tak, by wkrótce poczuły się w siodle pewniej, poznając przy tym swoje możliwości i to, że są w stanie sprostać trudnemu charakterowi konia, którego z czasem nie będą bały się przyjąć na jazdę.
Ja natomiast najbardziej zgadzam sie z superhorsepol. "Trudny kon najwiecej uczy" jak najbardziej popieram ta prawde. Uwazam, ze niedoswiadczonym jezdzcom tj. kaczanowska trudnych koni dawac sie nie powinno i jezeli ktorys instruktor daje mlodziakom trudne konie, ktore brykaja, staja deba itd. to rzeczywiscie jest nieodpowiedzialny i kompletnie bez wyobrazni. Wydaje mi sie jednak, ze jezeli ta klacz Cie gryzla w czasie jazdy to powinnas o tym powiedziec instruktorce i podpytac sie co nalezy robic, zeby temu zapobiec a nie od razu zmieniac konia, bo nie jest to zapewne trudny kon ,a instuktorka lepiej na ciebie spojrzy jezeli nie bedziesz marudzic i poddawac sie juz po 4 lekcjach.Naprawde lepiej sie spytac co masz robic, podpytac o porady, niz mowic ze chcesz jezdzic na innym koniu.Trenerzy w wiekszosci znaja swoje konie i mniej wiecej wiedza czego mozna sie po nich spodziewac i maja pojecie komu je dac, wiec napewno nie czekaja na to ,az sie im bedzie zwaracac uwage ze dali wam zlego konia.Naprawde. Wydaje mi sie, ze gdy zaczniesz nad nia panowac zobaczysz, ze to wcale nie taki zly kon. Mam nadzieje, ze moje slowa sie sprawdza i zycze zebys czerpala radosc z jazdy wlasnie na tej klaczy :)
A poza tym, jak się tak dłużej zastanowiłam nad tą tezą "Trudny koń uczy najwięcej", to dlaczego osobę, która była raz czy dwa na koniu, nie sadza się na najbardziej upartego i narowistego konia w stajni, bo niby taki koń najwięcej uczy?No ale cóż, to wynika tylko z moich obserwacji, ja nie jestem instruktorem.Konia dopasowuje sie do umiejetnosci jezdzca a dobrzy trenerzy sie na tym znaja. wydaje mi sie ze w przypadku kaczanowskiej mozna temu jakos zaradzic, wystarczy poprosic o rade instruktora a nie od razu marudzic: prosze pani ja nie dam rady na tym koniu...ale ja sie boje...ale ja nie chce... Jezeli sie spytasz o rade moze trenerka samo wywnioskuje ze jednak ci tego konia narazi dawac nie bedzie, a moze nie bedzie takiej potrzeby. Trudny kon najwiecej uczy-to 100% prawda. Nawet kaczanowska teraz nauczy sie co robic jak w przyszlosci dostanie jej sie w rece koljeny taki gryzacy kon. Trudny kon najwiecej uczy, poniewaz daje jezdzcu nowych doswiadczen, uczy ze zwierze jest nieprzewidywalne, pokazuje jak radzic sobie gdy kon sie sploszy... i mozna tak bez konca. Oczywiscie nie jestem za tym by dawac mlodziakom wierzgajace konie ale superhorsepol tez nie o to chodzilo. Jezdzac tylko na koniach profesorach za wiele tez sie nie nauczysz, wiec nie teraz ale w przyslzosci bierz sie tez za mlode/mlodsze konie, lub takie ktore sie plosza, brykaja itd. Nie bede to moze takie bezstresowe jazdy ale uwierz mi ze napewno duza dadza w Twoim jezdzieckim rozwoju. Teraz jestes bardzo poczatkujacym jezdzcem i instruktor wie co robi. Nie znasz jeszcze koni narowistych i dopiero co wchodzisz w swiat psychiki konskiej dlatego nie rozrozniasz ktory kon jest dla ciebie a ktory nie. Rozumiem ze na Dyziu jezdzilo ci sie najlepiej, ze byl grzeczny i wgl. ale zaufaj instuktorce. Nie rzyzwyczajaj sie do jednego konia lub 2 koni profesorow. Nie tylko takie konie nie zwala Cie z grzbietu. Młodsze tez moga okazac sie grzeczne, a jeeli gryza to wsytarczy zasiegnac rady trenerki. Przepraszam za ciagle powtarzanie ale wydaje mi sie ze jest to istotne i prawdziwe :)
Rozumiem Cię;(.Na obozie miałam przydzieloną Harfę.Ta Harfa miała strasznie twarde chody.Powiedziałam instruktorce że nie chcę już na niej jeździć a instruktorka powiedziałą:"trudno się mówi".Jeśli nadal będziesz dostawała tego konika zmień stajnię.
Rozumiem Cię;(. Na obozie miałam przydzieloną Harfę. Ta Harfa miała strasznie twarde chody. Powiedziałam instruktorce że nie chcę już na niej jeździć a instruktorka powiedziałą:"trudno się mówi". Jeśli nadal będziesz dostawała tego konika zmień stajnię. Nie dziwie sie instruktorce, ze tak powiedziala i nie widze powodu, zeby zmieniac stajnie.Przykro mi, nie wszytskie konie sa wygodne a jazda na jednym ukochanym, wygodnym, koniu niczego Was nie nauczy. Przepraszam nauczy Was moze i duzo aletylko na tym jednym kpniu. Kon bedzie chory czy bedzie kulal, dostaniecie innego konia ,a tu co? Nie umiemy jezdzic. Taka jest prawda. Jestem za tym by uczyc sie jezdzic na roznych koniach, a instruktorow denerwuje jezeli poczatkujacy uczniowie juz na poczatku maja jakies kaprysy, wymadrzaja sie i zwracaja im uwage na cos. Nie chcem byc nie mila ale takie komentarze mnie rozbawiaja.
*niemila
"Trudny koń najwięcej uczy". Nawet jak przeczytałam te wszystkie posty, które mają utwierdzić w przekonaniu, że tak jest, przykłady z Waszego życia, które ukazują, że to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, to ja wciąż nie jestem do tego przekonana. Ewelina&Bestia: Ha... właśnie. Skoro te konie uczą najlepiej, to czemu w ogóle na pierwszą lekcję nie dawać nagorszego uparciucha? No właśnie dlatego nie jestem przekonana co do tego stwierdzenia. kaczanowska: Po prostu miałam może 5 lekcji W CAŁYM MOIM ŻYCIU,dlatego NA RAZIE wolę jeźdić na tych,które jednak nie gryzą i nie kopią. Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało ) W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz.... Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi... Kaczanowska sama napisała, że jeszcze się nie zdążyła oswoić z tymi łagodniejszymi końmi i miała może 5 lekcji w całym życiu, więc nie wiem, czy wsadzenie ją teraz na Erinę i w ogóle oporządzanie tej klaczki przez Kaczanowską jest dobrym pomysłem, zwłaszcza, że konik już raz ją ugryzł i cały czas próbuje. kaczanowska: Klaczka cały czas próbowała skubnąć mnie za nogę (Udawało jej się tylko chwycić wargami strzemię) (...) Nie chodzi mi o to,że tudno się na niej jeździ,tylko że boję się jej nawet oporządzić,bo ona cały czas próbuje mnie ugryźć (raz jej się to udało ) Niech najpierw dziewczyna się nauczy jeździć technicznie, postępować z gryzącym koniem i w ogóle niech się najpierw podszkoli. Może coś robi nieświadomie? Ja na początku mojej przygody z końmi myślałam, że wszystko robię dobrze, a teraz, gdy sobie przypomnę, co ja z tym koniem robiłam, to się nie dziwię, czemu on nie chciał zakłusować. A za kilka lat jak sobie przypomnę dzisiejsze jazdy, to najprawdopodobniej też się złapię za głowę. Dlatego zamiast uczyć ją postępowania z gryzącym koniem, teraz należy wypracować technikę. Pytanko: czy pod innymi jeźdźcami Erina też gryzie? Może ona Cię po prostu nie szanuje...? kaczanowska: W puźniejszym czasie oczywiście,będę jeździć na każdym koniku,ale teraz.... Nawet nie zdąrzyłąm sie oswoić z tymi najłagodniejszymi... Moim zdaniem to zmiana konia na jakiś czas jest jak najbardziej dobrym pomysłem. Przecież wyżej wyraźnie jest napisane, że ona nie chce nigdy już na niej nie jeździć, tylko się na razie podszkolić, by później znów na nią wsiąść. Sądzę, że te Wasze wywody na temat tego, jak bardzo kaczanowska się myli i ile Erina może ją nauczyć są niepotrzebne :)Wnioski:Czy trudny koń najwięcej uczy? Może. Ale może się też zdarzyć tak, że ktoś się nauczy czegoś złego w postępowaniu z koniem, a później ciężko mu będzie to wybić z głowy.Wobec tego nadal podtrzymuję moje stwierdzenie, zaczerpnięte z Króla Lwa (cz.3) Gdy uczeń gotowy, nauczyciel się zjawia. PSHa, już widzę, jakie poruszenie wywoła mój post xD Część osób się pewnie będzie ze mną nie zgadzać, inni będą mnie popierać, a jeszcze inni będą na mnie najeżdżać xD Pamiętajcie jednak, że ja na nikogo nie najeżdżam i oczekuję od innych tego samego :)Pozdrawiam :)
A ja powiem tak - najpierw uczyłam się jeździć w beznadziejnej stadninie, z najgorszą pod słońcem instruktorką i 20-letnim koniem! I co mi z tego przyszło? _ NIC! Klacz cały czas stawała, była wredna i w ogóle! Nie ma sensu bawić się w ZA i PRZECIW, bo moim zdaniem dla początkującego jeźdźca ważny jest dobry i spokojny koń...A jak z moją historią? - Zmieniłam stadninę i odtąd nauczyłam się wieeeeele na pożądnych koniach! ;)
Tu masz wątek o tym, jak poradzić sobie z gryzącym koniem:http://forum.galopuje.pl/f,jak-oduczyc-konia-gryzienia,81492,0.htmlA poza tym co to za różnica, kto ma rację, skoro instruktorka się zgodziła na zmianę konia? Dalsza dyskusja po prostu nie ma sensu :)Kaczanowska, jak wsiądziesz z powrotem na Erinę, to daj znać, jak Ci poszło :)
ja jezdze na jednym koniu, ktory mi pasuje... mlody walaszek. a wszystkie rekreanty juz przerobilam, oprocz jednej najbardziej szalonej klaczki :P
Oczywiście , że masz powiedzieć to instruktorce!!! Jeździsz dla przyjemności , a nie dla strachu...przynajmniej tak mi się wydaje!? Powiedz co Ci się nie podoba i co Cię trapi.Nie ma sensu się umartwiać , jedna rozmowa i będzie po sprawie.Jeśli instruktorka nie zareaguje to niech twoi rodzice lub ktoś bliski porozmawiają z nią na ten temat. Życzę powodzenia w dalszej jeździe i miłego konika!:)
Z własnego doświadczenia i obserwacji wywnioskowałam, że: a) Najczęściej "trudnego" konia początkującym, po kilku pierwszych lekcjach, przydziela się w celu "sprawdzenia" możliwości, determinacji i chęci do nauki danego człowieka. Osoby które marudzą i łatwo się poddają po kilku niepowodzeniach, nie potrafiące dążyć do celu jakim jest np. "dogadanie" się z nieposłusznym wierzchowcem, szczerze mówiąc, nigdy albo bardzo rzadko przekraczają poziom "pasażera". Czasem dobrze siedzącego w 3 chodach, ale jednak "pasażera" Sad but true. Instruktor ma ułatwione zadanie, bo przyjemniej jest poświecić więcej czasu człowiekowi któremu się chce, a nie takiemu co jeździ z nieznanych sobie i innym powodów. I nie jest to podejście jednej osoby, tylko kilkunastu z którymi miałam okazję rozmawiać lub współpracować. Jak ktoś chce klepać kółeczka na cudownym koniku dla przyjemności - będzie klepał, jego kasa, czas i sprawa. b) Kto pyta - podobno nie błądzi. Nie wiesz co zrobić gdy koń zachowuje się w nieprzyjemny dla Ciebie sposób? Pytaj i jeszcze raz pytaj, a otrzymane rady w miarę możliwości zastosuj w praktyce. c) Dlaczego część osób ignoruje podkreślanie błędów podczas pisania postu? Znajomość własnego języka nie jest powodem do wstydu, także polecam śmiało używać opcji poprawiania błędów.
Na początku najlepszy będzie spokojny, doświadczony koń. Jeśli dostałaś konia "trudnego", to znaczy, że ktoś dostrzega Twoje postępy i chce Cię czegoś nauczyć. Zamiast kręcić nosem "nie radzę sobie", to doceń starania instruktora i staraj się z całych sił! Nie zawsze jest z górki, czasem też pod górkę.
Hmmmm... może opowiem jak było w moim przypadku:Jazdę konną zaczęłam w październiku , na początku jeździłam na 9-letnim wałachu Ferdku wszystko było super dopóki Ferdek nie miał kontuzji .W naszej stajni są tylko 3 konie do rekreacji (tak wiem mało , ale nie jeździ tam dużo osób i tyle koni wystarczy) więc zostały tylko pozostałe dwa , wałach Gori ( młody zaledwie 4-letni koń , bardzo grzeczny ), i klacz Frida (chyba najtrudniejszy koń do opanowania , trzeba było mieć trochę umjętności by ją opanować , nie każdy ją lubi ponieważ ma swoje humorki jak to klacz ) . A więc kiedy Ferdek doznał kontuzji w listopadzie był problem ponieważ na jazdy jeździłam z dziewczyną , która panicznie bała się Fridy , ponieważ kiedyś bardzo poważnie z niej spadła . Z tego powodu , że dziewczyna się bała Fridy to ja musiałam na niej jeździć , nie byłam z tego powodu bardzo zadowolona ale nie miałam wyjścia ponieważ nie było możliwości jeżdżenia kiedy indziej . Na początku bardzo się bałam , Frida była dawana jeźdźcą , którzy już trochę jeździli a ja jeździłam dwa miesiące i nie panowałam dobrze nad najłatwiejszym koniem a tu nagle mam jeździć na Fridzie ... no ale cóż mówi się trudno.W ten czas kiedy jeździłam na Fridzie bardzo wiele się nauczyłam , większość moich umjętności jeździeckich zawdzięczam jej , teraz kiedy Frida nie jeździ ( jest w ciąży) tęsknię za jazdą na niej , ponieważ na każdej lekcji uczyła mnie czegoś całkiem nowego , więc może chociaż spróbuj zaprzyjaźnić się z Eriną , spróbuj ją zrozumieć , dlaczego tak robi ? jeżeli będziesz negatywnie nastawiona do jazdy na Erinie nic z tego nie będzie ...Mam nadzieję , że moja historia chociaż troche Ci pomoże :)