Witam forumowicze !Aby rozwinąć nieco temat:Corin mam od roku choć poznałam ją nieco wcześniej. W wieku dwóch lat nie umiała nic, kompletnie. Mimo to, w pełni świadoma na co się porywam - kupiłam ją. Było ciężko, nie powiem, ale opłacało się. Pierwsze etapy pracy okazały się bogate w pozytywne rezultaty - niesamowite zacieśnienie więzi. Pomijam fakt, że Corin jest klaczą wyjątkowo spokojną i aż nazbyt zrównoważoną jak na swój wiek. Jest jedynym koniem w mojej stajni (nie mam też żadnych kóz, osiołków etc), ale o dziwo nie nabawiła się żadnych narowów, nie jest złośliwa i nie "świruje". Tak, trafił mi się złoty koń bo do tego jest bardzo pojętna, szybko się uczy. Ponieważ początkowo nie miałam miejsca, pierwsze jazdy odbywały się w terenie, a z braku laku i towarzystwa - samotnie. Ktoś się może popukać w czoło, ale nie miałam innego wyjścia, a i ze mnie jest niezła wariatka. Co prawda klacz nie jest nadzwyczaj płochliwa, ale nie można od świeżo zajeżdżonego konia oczekiwać też nadmiernej odwagi. Bywało różnie, ale po ok 2/3 miesiącach pojechałyśmy w rajd 80 km. Oj, rozpierała mnie duma kiedy Gniada pędziła przed siebie - oczywiście do czasu gdy się zmęczyła, co nastąpiło dość szybko. Na postoju ochy i achy. Dlaczego ? No bo koń nie musi być wiązany, gdzie idę ja, tam idzie ona. Później powrót, szło to dość opornie, ale dała radę.Nie ma najmniejszego problemu z dotykiem, mogę ją dotknąć gdziekolwiek chcę, mogę przejść pod brzuchem i myślę, że do wielu rzeczy jeszcze dojdę. Zaufanie jest i z jej i z mojej strony. Jakiś czas temu (pół roku ? :D) wybadałam, że Corin się kładzie w nocy. Zaczęłam więc od czasu do czasu przychodzić. Siadać przy niej. Po jakimś czasie, zaczęła to robić również w dzień, na pastwisku (stajnię ma na padoku, otwartą 24h). Ba ! Raz nawet dała się obalić całkiem na bok i usiąść na sobie. Długi czas zbierałam się, żeby nauczyć ją kłaść się na zawołanie, aż w końcu się za to zabrałam. No i co ? Ładnie pięknie - pierwszego dnia sięgała łbem tak nisko, że prawie "opierała" się czołem o ziemię (oczywiście w poszukiwaniu chleba, tudzież jabłka). Ładny ukłon. Parę razy zaistniały wybuchy euforii, gdy Dziecko zgięło kolano i ukłon odbył się w 100 %, ale zdarza się to stosunkowo rzadko, a ja nie wiem jak ją do tego pobudzić. Jak wiadomo od tego zaczynamy naukę kładzenia się. No ale utknęłyśmy w miejscu... Niestety.Załączam zdjęcie znalezione na blogu Agi pod tym wątkiem : http://worldbyaga.blogspot.com/2012/04/gdy-sie-ma-adhd.htmlPodkreślam, to nie moje zdjęcie. Jeżeli ktoś bardzo chce, to zrobię i wstawię. Co do tego , które wstawiam - przybliża ono mniej więcej to, jak "kłania" się Corin. Z tym, że robi to jeszcze trochę dalej i czasami inaczej (mocniej?) ugina nogi, jest jakby niżej.Moje pytanie brzmi : Co dalej ? Reaguje coraz lepiej, staram się stopniowo wyczulać ją na komendę "połóż się" itd.
Witam forumowicze !Aby rozwinąć nieco temat:Corin mam od roku choć poznałam ją nieco wcześniej. W wieku dwóch lat nie umiała nic, kompletnie. Mimo to, w pełni świadoma na co się porywam - kupiłam ją. Było ciężko, nie powiem, ale opłacało się. Pierwsze etapy pracy okazały się bogate w pozytywne rezultaty - niesamowite zacieśnienie więzi. Pomijam fakt, że Corin jest klaczą wyjątkowo spokojną i aż nazbyt zrównoważoną jak na swój wiek. Jest jedynym koniem w mojej stajni (nie mam też żadnych kóz, osiołków etc), ale o dziwo nie nabawiła się żadnych narowów, nie jest złośliwa i nie "świruje". Tak, trafił mi się złoty koń bo do tego jest bardzo pojętna, szybko się uczy. Ponieważ początkowo nie miałam miejsca, pierwsze jazdy odbywały się w terenie, a z braku laku i towarzystwa - samotnie. Ktoś się może popukać w czoło, ale nie miałam innego wyjścia, a i ze mnie jest niezła wariatka. Co prawda klacz nie jest nadzwyczaj płochliwa, ale nie można od świeżo zajeżdżonego konia oczekiwać też nadmiernej odwagi. Bywało różnie, ale po ok 2/3 miesiącach pojechałyśmy w rajd 80 km. Oj, rozpierała mnie duma kiedy Gniada pędziła przed siebie - oczywiście do czasu gdy się zmęczyła, co nastąpiło dość szybko. Na postoju ochy i achy. Dlaczego ? No bo koń nie musi być wiązany, gdzie idę ja, tam idzie ona. Później powrót, szło to dość opornie, ale dała radę.Nie ma najmniejszego problemu z dotykiem, mogę ją dotknąć gdziekolwiek chcę, mogę przejść pod brzuchem i myślę, że do wielu rzeczy jeszcze dojdę. Zaufanie jest i z jej i z mojej strony. Jakiś czas temu (pół roku ? :D) wybadałam, że Corin się kładzie w nocy. Zaczęłam więc od czasu do czasu przychodzić. Siadać przy niej. Po jakimś czasie, zaczęła to robić również w dzień, na pastwisku (stajnię ma na padoku, otwartą 24h). Ba ! Raz nawet dała się obalić całkiem na bok i usiąść na sobie. Długi czas zbierałam się, żeby nauczyć ją kłaść się na zawołanie, aż w końcu się za to zabrałam. No i co ? Ładnie pięknie - pierwszego dnia sięgała łbem tak nisko, że prawie "opierała" się czołem o ziemię (oczywiście w poszukiwaniu chleba, tudzież jabłka). Ładny ukłon. Parę razy zaistniały wybuchy euforii, gdy Dziecko zgięło kolano i ukłon odbył się w 100 %, ale zdarza się to stosunkowo rzadko, a ja nie wiem jak ją do tego pobudzić. Jak wiadomo od tego zaczynamy naukę kładzenia się. No ale utknęłyśmy w miejscu... Niestety.Załączam zdjęcie znalezione na blogu Agi pod tym wątkiem : http://worldbyaga.blogspot.com/2012/04/gdy-sie-ma-adhd.htmlPodkreślam, to nie moje zdjęcie. Jeżeli ktoś bardzo chce, to zrobię i wstawię. Co do tego , które wstawiam - przybliża ono mniej więcej to, jak "kłania" się Corin. Z tym, że robi to jeszcze trochę dalej i czasami inaczej (mocniej?) ugina nogi, jest jakby niżej.Moje pytanie brzmi : Co dalej ? Reaguje coraz lepiej, staram się stopniowo wyczulać ją na komendę "połóż się" itd.