Obóz jeździecki „Jaszkowo- Centrum Hipiki” bardzo zaskakuje.Byłam uczestnikiem tego obozu w turnusie od 7 do 13 sierpnia 2016 roku (Grupa 4 zaawansowana). Pomimo doskonałej reklamy i perfekcyjnej opinii, rzeczywistość przeraża. W pierwotnej wersji miał być to obóz konny, połączony z aktywnym wypoczynkiem, miłą atmosferą oraz doskonaleniem umiejętności jeździeckich. Nic bardziej mylnego. „Jaszkowo” przypomina obóz pracy. Podczas poranych oraz wieczornych dyżurów w stajni byłam zmuszana do sprzątania około 5 boksów, dawania słomy, siana i owsa do wszystkich około 30 boksów, a także zamiatania całej stajni tylko w 7 osób. Dyżury odbywały się przed śniadaniem bądź kolacją i towarzyszył im ogromny wysiłek fizyczny oraz niemiła atmosfera spowodowana krzykiem naszych opiekunów. Jednym słowem zostaliśmy potraktowani jak darmowa pomoc stajenna. Cała obsługa obozu ( instruktorzy, pomocnicy) sprawiali wrażenie jakby pracowali tam za karę, wykorzystywali obozowiczów i stresowali nas krzykiem oraz niemiłymi komentarzami bądź wyśmiewaniem. Pokoje, w których mieszkaliśmy były bardzo ciasne oraz oszpecone w całości wulgaryzmami. Łóżka uniemożliwiały nam zasłużony wypoczynek, gdyż były strasznie twarde. W internacie panują zasady trudne do zrealizowania typu zakaz spożywania jedzenia oraz picia w pokojach. Z tego powodu nie raz chodziliśmy i pracowaliśmy głodni. Kolejnym minusem jest łazienka. Na 60 obozowiczów było tylko 8 prysznicy, dodatkowo przeszkadzał brak jakiejkolwiek prywatności. Pozytywnie można ocenić kuchnię, gdyż posiłki były naprawdę smaczne, a pomoc kuchenna sympatyczna. Jedynym minusem stołówki jest rój much, który oblepiał jedzenie. Jeżeli chodzi o zajęcia wieczorne, jazda bryczką była miłą odskocznią i odpoczynkiem, natomiast woltyżerka okazała się kolejnym rozczarowaniem. Odbywała się ona wieczorem, po kolacji kiedy nikt nie miał już na nic siły. Instruktorka krzykiem zmuszała do uczestniczenia w zajęciach. „Pomocnicy” mieli nam pomagać wykonywać kolejne ćwiczenia, lecz w efekcie tylko przeszkadzali. W razie nieudanej próby wyśmiewali nas, a kiedy ktoś się sprzeciwił takim warunkom skutecznie uprzykrzali mu życie, przez naruszanie przestrzeni osobistej i nie przestrzeganie prawa do nietykalności. Jeżeli chodzi o dobór grup jeździeckich oraz dopasowanie koni, wszystko dzieje się praktycznie na ślepo. Właściciel ośrodka osobiście dobiera każdemu uczestnikowi odpowiedniego wierzchowca, wierząc mu na słowo, kiedy ten opisuje swoje umiejętności. Dla tych co potrafią dobrze jeździć konie są naprawdę sympatyczne i nie sprawiają żadnych problemów, natomiast jeźdźcy bez doświadczenia mają spore kłopoty z opanowaniem wierzchowca. Podczas lekcji porannej jeździliśmy na terenie ośrodka przez dwie godziny. Następnym rozczarowaniem jest jazda w zastępie oraz duże grupy (około 14 osób). Instruktorki prowadziły nudne i monotonne jazdy, z której nie wyniosłam innej umiejętności, niż ignorowanie niepotrzebnego krzyku i zdenerwowania trenerek. W mojej opinii instruktorzy nie byli kompetentni, a sposób nauczania pozostawia wiele do życzenia. Ponad to trenerki nie dawały sobie rady z tak dużą grupą, a niektórych wręcz ignorowały. Podczas popołudniowej lekcji, każda grupa wyjeżdżała w teren. Tam jedynym problemem była jazda w nieodpowiednio dobranym zastępie, to znaczy konie kopiące jeździły przed tymi grzecznymi, a wolniejsze, przed szybszymi. Lekcje teorii, które odbywały się codziennie, bardzo różniły się od sposobu w jaki uczono nas jeździć na lekcjach. Na koniec obozu odbywa się pokaz. Pierwsza część składa się z kadrylu, a druga ze skoków. Krótko mówiąc podczas ostatniego dnia wszyscy udają przed rodzicami miłych i udają, że dużo nas nauczyli, co nie jest prawdą. Podsumowując obóz w Jaszkowie, jest miejscem które wszystkim odradzam. Nie wyniosłam stamtąd nic oprócz zmęczenia psychicznego i fizycznego. Płaci się naprawdę dużo, a w zamian otrzymuje się tylko terror . Z pewnością już nigdy tam nie wrócę. Jeżeli ktoś ma jakieś pytania dotyczące Jaszkowa, chętnie na nie odpowiem.
po przeczytaniu tej opinii chciałam oznaczyć ze jezdziectwo to nie tylko przyjemność jazdy na koniu tylko jeszcze ciężka harówka w stajni żeby koń(nasz partner w tym sporcie)był jak w najlepszej kondycji .I sądzę że ta informacja będzie dla wszystkich bez wyjątku potrzebna ponieważ w przyszłości będzie potrzeba kupić własnego konia na przykład do zawodów(nie chciałam nikogo urazic i chcę podznaczyć że ta opinia nie jest skierowana do nikogo)
Obóz jeździecki „Jaszkowo- Centrum Hipiki” bardzo zaskakuje.Byłam uczestnikiem tego obozu w turnusie od 7 do 13 sierpnia 2016 roku (Grupa 4 zaawansowana). Pomimo doskonałej reklamy i perfekcyjnej opinii, rzeczywistość przeraża. W pierwotnej wersji miał być to obóz konny, połączony z aktywnym wypoczynkiem, miłą atmosferą oraz doskonaleniem umiejętności jeździeckich. Nic bardziej mylnego. „Jaszkowo” przypomina obóz pracy. Podczas poranych oraz wieczornych dyżurów w stajni byłam zmuszana do sprzątania około 5 boksów, dawania słomy, siana i owsa do wszystkich około 30 boksów, a także zamiatania całej stajni tylko w 7 osób. Dyżury odbywały się przed śniadaniem bądź kolacją i towarzyszył im ogromny wysiłek fizyczny oraz niemiła atmosfera spowodowana krzykiem naszych opiekunów. Jednym słowem zostaliśmy potraktowani jak darmowa pomoc stajenna. Cała obsługa obozu ( instruktorzy, pomocnicy) sprawiali wrażenie jakby pracowali tam za karę, wykorzystywali obozowiczów i stresowali nas krzykiem oraz niemiłymi komentarzami bądź wyśmiewaniem. Pokoje, w których mieszkaliśmy były bardzo ciasne oraz oszpecone w całości wulgaryzmami. Łóżka uniemożliwiały nam zasłużony wypoczynek, gdyż były strasznie twarde. W internacie panują zasady trudne do zrealizowania typu zakaz spożywania jedzenia oraz picia w pokojach. Z tego powodu nie raz chodziliśmy i pracowaliśmy głodni. Kolejnym minusem jest łazienka. Na 60 obozowiczów było tylko 8 prysznicy, dodatkowo przeszkadzał brak jakiejkolwiek prywatności. Pozytywnie można ocenić kuchnię, gdyż posiłki były naprawdę smaczne, a pomoc kuchenna sympatyczna. Jedynym minusem stołówki jest rój much, który oblepiał jedzenie. Jeżeli chodzi o zajęcia wieczorne, jazda bryczką była miłą odskocznią i odpoczynkiem, natomiast woltyżerka okazała się kolejnym rozczarowaniem. Odbywała się ona wieczorem, po kolacji kiedy nikt nie miał już na nic siły. Instruktorka krzykiem zmuszała do uczestniczenia w zajęciach. „Pomocnicy” mieli nam pomagać wykonywać kolejne ćwiczenia, lecz w efekcie tylko przeszkadzali. W razie nieudanej próby wyśmiewali nas, a kiedy ktoś się sprzeciwił takim warunkom skutecznie uprzykrzali mu życie, przez naruszanie przestrzeni osobistej i nie przestrzeganie prawa do nietykalności. Jeżeli chodzi o dobór grup jeździeckich oraz dopasowanie koni, wszystko dzieje się praktycznie na ślepo. Właściciel ośrodka osobiście dobiera każdemu uczestnikowi odpowiedniego wierzchowca, wierząc mu na słowo, kiedy ten opisuje swoje umiejętności. Dla tych co potrafią dobrze jeździć konie są naprawdę sympatyczne i nie sprawiają żadnych problemów, natomiast jeźdźcy bez doświadczenia mają spore kłopoty z opanowaniem wierzchowca. Podczas lekcji porannej jeździliśmy na terenie ośrodka przez dwie godziny. Następnym rozczarowaniem jest jazda w zastępie oraz duże grupy (około 14 osób). Instruktorki prowadziły nudne i monotonne jazdy, z której nie wyniosłam innej umiejętności, niż ignorowanie niepotrzebnego krzyku i zdenerwowania trenerek. W mojej opinii instruktorzy nie byli kompetentni, a sposób nauczania pozostawia wiele do życzenia. Ponad to trenerki nie dawały sobie rady z tak dużą grupą, a niektórych wręcz ignorowały. Podczas popołudniowej lekcji, każda grupa wyjeżdżała w teren. Tam jedynym problemem była jazda w nieodpowiednio dobranym zastępie, to znaczy konie kopiące jeździły przed tymi grzecznymi, a wolniejsze, przed szybszymi. Lekcje teorii, które odbywały się codziennie, bardzo różniły się od sposobu w jaki uczono nas jeździć na lekcjach. Na koniec obozu odbywa się pokaz. Pierwsza część składa się z kadrylu, a druga ze skoków. Krótko mówiąc podczas ostatniego dnia wszyscy udają przed rodzicami miłych i udają, że dużo nas nauczyli, co nie jest prawdą. Podsumowując obóz w Jaszkowie, jest miejscem które wszystkim odradzam. Nie wyniosłam stamtąd nic oprócz zmęczenia psychicznego i fizycznego. Płaci się naprawdę dużo, a w zamian otrzymuje się tylko terror . Z pewnością już nigdy tam nie wrócę. Jeżeli ktoś ma jakieś pytania dotyczące Jaszkowa, chętnie na nie odpowiem.
po przeczytaniu tej opinii chciałam oznaczyć ze jezdziectwo to nie tylko przyjemność jazdy na koniu tylko jeszcze ciężka harówka w stajni żeby koń(nasz partner w tym sporcie)był jak w najlepszej kondycji .I sądzę że ta informacja będzie dla wszystkich bez wyjątku potrzebna ponieważ w przyszłości będzie potrzeba kupić własnego konia na przykład do zawodów(nie chciałam nikogo urazic i chcę podznaczyć że ta opinia nie jest skierowana do nikogo)