Witajcie. Uczę się jeździć, spędziłam około 4h w siodle, w tym 2h na lonży. Mam problem z wałachem, na którym jeżdżę. Kiedy na ujeżdżalni nie ma innego konia, wszystko jest ok, reaguje na łydkę, wodze, kiedy jednak ktoś inny wjeżdża na klaczy (Mohylew jest jedynym "facetem" w szkółce), konik robi wszystko, byle tylko "przykleić" się do tego konia, szczególnie do tamtejszej "profesorki". Kiedy inny koń stoi, on podchodzi i także staje. Poza tym trzyma się niewiarygodnie blisko, klaczka przed nim prawie zamiata go ogonem. Podczas dzisiejszej całej godziny jazdy udało mi się do opanować tylko dwa razy: kiedy wchodziłam z nim do środka, bo inna osoba galopowała i odwrotnie, kiedy kłusowałam po wewnętrznej stronie. Instruktorka twierdzi, że jest to brak zdecydowania, a ja sama już nie wiem, jaka jest przyczyna tego, bo nie wiem czy mogę być bardziej zdecydowana. Dzisiaj właściwie po raz pierwszy musiałam nim jako tako kierować i nie mam chyba dobrego wyczucia w łydce. W ruch poszedł palcat (nie chciałabym go nadużywać), ale niewiele pomogło. Co można z tym zrobić? Boję się, że koń się przyzwyczai i po prostu będzie mnie ignorował.
po 4 godzinach w siodle nikt nie ma zdecydowania ,a łydka na pewno dobrze nie działa. nie ma bata, musiałabyś być geniuszem żeby to ogarnąć po 4h. i do tego jeszcze kłusowałaś.... no nie wiem, moim zdaniem to zbyt szybko. zdecydowanie zapewne na znaczenie ale wydaje mi sie że instruktorka też powinna tu zadziałać, koń cie wykorzystuje (jak każdego niedoświadczonego jeźdźca). Nie znam twojego klubu i kadry ale może poproś instruktorke o jakąś pomoc?
Coś mało tej jazdy... hm... inni sterczą na lonży po 2, 3 miesiące, ja słyszałam i o takich przypadkach co jeździli na lonży jeszcze więcej. Ja lonży miałam 3h a jazdy w zastępie 4h potem u mojego teraźniejszego instruktora pozdrawiam:) ćwiczymy pół roku aby umieć pilnować konia. Nie da się mieć wszystkiego na początku. Nie przejmuj się poćwiczysz będzie dobrze!
Szkółkowe konie są jakie są, ale większość się na takich uczy. Są to po prostu w większości konie, które znieczuliły się już na łydkę. Moim zdaniem powinnaś pójść jeszcze na kilka jazd loży. Najpierw złapać równowagę i nabrać trochę pewności, a dopiero potem zastanawiać się nad poprawnym kierowaniem koniem... Takie jest moje zdanie.Powodzenia ^^
Ja caly sezon w tamtym roku czyli od wiosny do jesieni jezdzilam w szkolce,gdzie najpierw mialam kilka lekcji lonzy, potem juz sama i klus, ale konik byl taki ze chodzil za innym koniem na ktorym jechala dziewczyna lepiej jezdzaca i ona byla taka prowadzaca.Moj konik byl tego nauczony ze jak ten z przodu szedl to ten tez, jak klusowal to moj tez.Dobre bylo bo nie musialam sie skupiac na kierowaniu tylko na dosiadzie.Ale jak tylko chcialam probowac jazdy sama to ten wogole nie reagowal.Szedl tam gdzie chcial a zwlaszcza zeby podczepic sie pod innego konia.Ta metoda jest fajna ale na poczatku zeby sie nauczyc siedziec na koniu, ale teraz chodze do innej szkolki i mam problem bo musze sie teraz uczyc jak kierowac koniem bo jezdze sama na placu. Ja jednak uwazam ze dla mnie tak bylo lepiej bo przynajmniej juz sie trzymam jakos w siodle (chociaz do idealu jeszcze daleko) a teraz ucze sie kierowac.Tylko mam ten problem ze jestem malo stanowcza i konie to wyczuwaja i nie sluchaja, a ja sie boje upadku wiec im popuszczam i nad tym teraz pracuje.Jestem po 30-stce i mam mniej czasu zeby sie nauczyc jezdzic dobrze zeby jechac spokojnie w teren (a nie pojade dopoki nie bede dobrze galopowac,a jeszcze nie galopuje).Wiec musze sie zebrac i byc stanowcza.Pozdrowionka :)
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi ;)Emolkaa też myślałam o powrocie na lonżę, ale przemyślałam to i wydało mi się bezcelowe, bo nie mam jako takich problemów z równowagą w siodle (wręcz na lonży, jeżdżąc w małym kole czuję się gorzej niż na ujeżdżalni), a i moja pani instruktor twierdzi, że lonży wystarczy. Wiem, że to krótko, ale znam ludzi, którzy schodzili jeszcze wcześniej i jakoś dali radę ;). Sarutek21- jeśli o sam kłus Ci chodzi, to kłusuję od 1szej lonży (u mnie równa się to pierwszemu kontaktowi z siodłem ;)). Właśnie przy kłusie było ok, bo Mohylew jakoś się skupił na tym co robi, a nie na koleżance w środku :). Co do instruktorki - robiła tyle ile mogła zrobić z ziemi, a to przy próbie zdyscyplinowania konia jest dosyć mało. Chyba, że masz jakiś konkretny przykład co instruktor może zadziałać w takiej sytuacji, to byłabym ciekawa - najwyżej zgłoszę do nie jakieś sugestie;)Aneczka80, moim zdaniem takie jeżdżenie za koniem jest dobre, ale krótko i tylko na początku. Ja przejeździłam tak pierwszą lekcję na ujeżdżalni, a ta druga była taka...mieszana ;) i wolałabym tego nie kontynuować, bo sprawia problemy. W piątek mam kolejną lekcję, zobaczymy czy uda mi się go trochę zdyscyplinować.
Witajcie. Uczę się jeździć, spędziłam około 4h w siodle, w tym 2h na lonży. Mam problem z wałachem, na którym jeżdżę. Kiedy na ujeżdżalni nie ma innego konia, wszystko jest ok, reaguje na łydkę, wodze, kiedy jednak ktoś inny wjeżdża na klaczy (Mohylew jest jedynym "facetem" w szkółce), konik robi wszystko, byle tylko "przykleić" się do tego konia, szczególnie do tamtejszej "profesorki". Kiedy inny koń stoi, on podchodzi i także staje. Poza tym trzyma się niewiarygodnie blisko, klaczka przed nim prawie zamiata go ogonem. Podczas dzisiejszej całej godziny jazdy udało mi się do opanować tylko dwa razy: kiedy wchodziłam z nim do środka, bo inna osoba galopowała i odwrotnie, kiedy kłusowałam po wewnętrznej stronie. Instruktorka twierdzi, że jest to brak zdecydowania, a ja sama już nie wiem, jaka jest przyczyna tego, bo nie wiem czy mogę być bardziej zdecydowana. Dzisiaj właściwie po raz pierwszy musiałam nim jako tako kierować i nie mam chyba dobrego wyczucia w łydce. W ruch poszedł palcat (nie chciałabym go nadużywać), ale niewiele pomogło. Co można z tym zrobić? Boję się, że koń się przyzwyczai i po prostu będzie mnie ignorował.
po 4 godzinach w siodle nikt nie ma zdecydowania ,a łydka na pewno dobrze nie działa. nie ma bata, musiałabyś być geniuszem żeby to ogarnąć po 4h. i do tego jeszcze kłusowałaś.... no nie wiem, moim zdaniem to zbyt szybko. zdecydowanie zapewne na znaczenie ale wydaje mi sie że instruktorka też powinna tu zadziałać, koń cie wykorzystuje (jak każdego niedoświadczonego jeźdźca). Nie znam twojego klubu i kadry ale może poproś instruktorke o jakąś pomoc?
Coś mało tej jazdy... hm... inni sterczą na lonży po 2, 3 miesiące, ja słyszałam i o takich przypadkach co jeździli na lonży jeszcze więcej. Ja lonży miałam 3h a jazdy w zastępie 4h potem u mojego teraźniejszego instruktora pozdrawiam:) ćwiczymy pół roku aby umieć pilnować konia. Nie da się mieć wszystkiego na początku. Nie przejmuj się poćwiczysz będzie dobrze!
Może czas go wykastrować? <3
Może czas go wykastrować? <3 Chcesz kastrować wałacha? O.o
Szkółkowe konie są jakie są, ale większość się na takich uczy. Są to po prostu w większości konie, które znieczuliły się już na łydkę. Moim zdaniem powinnaś pójść jeszcze na kilka jazd loży. Najpierw złapać równowagę i nabrać trochę pewności, a dopiero potem zastanawiać się nad poprawnym kierowaniem koniem... Takie jest moje zdanie.Powodzenia ^^
Ja caly sezon w tamtym roku czyli od wiosny do jesieni jezdzilam w szkolce,gdzie najpierw mialam kilka lekcji lonzy, potem juz sama i klus, ale konik byl taki ze chodzil za innym koniem na ktorym jechala dziewczyna lepiej jezdzaca i ona byla taka prowadzaca.Moj konik byl tego nauczony ze jak ten z przodu szedl to ten tez, jak klusowal to moj tez.Dobre bylo bo nie musialam sie skupiac na kierowaniu tylko na dosiadzie.Ale jak tylko chcialam probowac jazdy sama to ten wogole nie reagowal.Szedl tam gdzie chcial a zwlaszcza zeby podczepic sie pod innego konia.Ta metoda jest fajna ale na poczatku zeby sie nauczyc siedziec na koniu, ale teraz chodze do innej szkolki i mam problem bo musze sie teraz uczyc jak kierowac koniem bo jezdze sama na placu. Ja jednak uwazam ze dla mnie tak bylo lepiej bo przynajmniej juz sie trzymam jakos w siodle (chociaz do idealu jeszcze daleko) a teraz ucze sie kierowac.Tylko mam ten problem ze jestem malo stanowcza i konie to wyczuwaja i nie sluchaja, a ja sie boje upadku wiec im popuszczam i nad tym teraz pracuje.Jestem po 30-stce i mam mniej czasu zeby sie nauczyc jezdzic dobrze zeby jechac spokojnie w teren (a nie pojade dopoki nie bede dobrze galopowac,a jeszcze nie galopuje).Wiec musze sie zebrac i byc stanowcza.Pozdrowionka :)
Dziękuję wszystkim za odpowiedzi ;)Emolkaa też myślałam o powrocie na lonżę, ale przemyślałam to i wydało mi się bezcelowe, bo nie mam jako takich problemów z równowagą w siodle (wręcz na lonży, jeżdżąc w małym kole czuję się gorzej niż na ujeżdżalni), a i moja pani instruktor twierdzi, że lonży wystarczy. Wiem, że to krótko, ale znam ludzi, którzy schodzili jeszcze wcześniej i jakoś dali radę ;). Sarutek21- jeśli o sam kłus Ci chodzi, to kłusuję od 1szej lonży (u mnie równa się to pierwszemu kontaktowi z siodłem ;)). Właśnie przy kłusie było ok, bo Mohylew jakoś się skupił na tym co robi, a nie na koleżance w środku :). Co do instruktorki - robiła tyle ile mogła zrobić z ziemi, a to przy próbie zdyscyplinowania konia jest dosyć mało. Chyba, że masz jakiś konkretny przykład co instruktor może zadziałać w takiej sytuacji, to byłabym ciekawa - najwyżej zgłoszę do nie jakieś sugestie;)Aneczka80, moim zdaniem takie jeżdżenie za koniem jest dobre, ale krótko i tylko na początku. Ja przejeździłam tak pierwszą lekcję na ujeżdżalni, a ta druga była taka...mieszana ;) i wolałabym tego nie kontynuować, bo sprawia problemy. W piątek mam kolejną lekcję, zobaczymy czy uda mi się go trochę zdyscyplinować.