Witam :)Pisałam już wcześniej, że jeżdżę na bardzo miłym lecz leniwym i zlewającym sobie na łydę oraz bat hucule. Chodź o to, że bardzo słabo reaguje na jakiekolwiek pomoce. Szuka rady co mogę zrobić aby do trochę, że tak to nazwę "rozbujać" ;). Wcześniej wasze propozycje to było stopniowe dodawanie łydki (lekko, mocniej i najmocniej) i użycie bata ewentualnie ostróg. A co myślicie np. o przelonżowaniu go? Lub czy macie może jakiś inny sposób? Może jeżdżąc w tereny próbować go trochę rozjeździć? Co myślicie? To mój wcześniejszy post na ten temat: Jeżdżę na takim bardzo milusim hucule. Jest młody ma ok. 4 lat ale jest bardzo ale to bardzo spokojny. Ale mam problem ponieważ bardzo opornie reaguje na łydę, staram się pomagać sobie głosem trochę bacikiem ale i tak dwa nieduże kółka w kłusie trudna sprawa. Macie może jakieś rady co mogłabym ewentualnie zrobić by szło nam trochę lepiej? Przez długi czas jeździłam w stajni wiec nie jestem samoukiem lecz musiałam zrezygnować z jazdy tam wiec mimo, że nie jestem wspaniałym jeźdźcem jestem kumata ;) A u tu na miejscu nie mam kogo spytać o radę. Proszę o pomoc.
Hej :)
Sama wiem jak to jest jeździć na mocno upartym qniu :).
Otórz jestem za tym, żeby takiego konia szczerze zachęcić i wybiegać. Z moich doświadczeń ( i myślę, że inni też się ze mną zgodzą) wynika, że na upartego konia nic nie zrobisz. Oszywiście możesz mu przyłożyć batem przed dupsko, no ale po co? Nie o to chodzi. Jak koń nie chce ruszyć to pewnie nie ruszy sam z siebie :)
Dobrym pomysłem jest wylonżowanie. Tak, żeby go nie zmęczyć, ale rozchodzić. Niech się troche zgrzeje, rozrusza. Wtedy nie będzie tak rozleniwiony. Pomyśl co by było gdyby ktoś Ciebie zciągnął z kanapy i kazał biegać dookoła domu... cięzko. :)
Nie zabawiaj się w smakołyki albo tego typu zachęty, bo konie to szczwane :) zwierzaki. Wykorzysta to i nic nie będzie ze współpracy.
Kiedy ja nie mogę sobie poradzić z koniem, biore 3 głebokie wdechu, pogadam z nim troche i staram się produkować pozytywną energię. Zawsze jest łatwiej współpracować z kimś kto ma dobre zamiary i uśmiech. Więc nie krzycz i machaj batem i cierpliwości. Nie rób tylko zamieszania, hałasu i ogólnego sajgonu :)
Jak dobrze go rozchodzisz i włożysz w to troche uśmiechu i optymizmu to powinno być Ok ;)
Mam nadzieję, że Ci pomogłam.
Pozdrawiam ♥
EquusLove
Tez mialem pdobny problem z takim koniem. Kon ignoruje jezdzca kiedy wie, ze moze sobie na to pozwolic. Potrafil mnie zmeczyc w pietnascie minut do tego stopnia, ze zsiadalem z niego na miekkich nogach nie majac ochoty na dalsza jazde. Oczywiscie z bacikiem poruszal sie zwawo, w ostrogach rowniez ale ja chcialem by reagowal na nogi. Mam dwa sposoby na takie konie. Pierwszy: Kidy nie odpowiada na syglal lydek, zatrzymuje go i daje mocne "kopniecie" lydkami po ktorym zwawo rusza do przodu. Zatrzymuje go po paru krokach i daje lekkie polecenie lydkami. W 99 % kon reaguje i rusza do przodu normalnie. Wowczas go nagradzam. Kon jest zwierzeciem i trzba stosowac system nagrod i kar. Drugi sposob, to w czasie jazdy uderzam go lekko koncowka lecow w bark, po ktorym to uderzeniu rusza zwawo do przodu. Po paru krokach zatrzymuje go i tak jak w zakonczeniu pierwszego sposobu. Oczywiscie ze stala zmiana zachowania sie konia nie nastapi nagle. Bedzie wymagala dluzszego czasu. Zawsze pamietajcie o nagrodzie po wlasciwym odzewie.zmad
Ja jeżdżę też na hucułach. Najleniwszym koniem w tej stajni jest Nemo. Ja jak nie miałam palcata to wypychałam go cały czas i dodawałam co chwila łydkę dopóki mi nie ruszył. To jest najprostszy sposób, ale jak ci nie rusza jeszcze to równocześnie użyj bata, wypchnij pupą i daj łydkę.
Mam nadzieję, że pomogłam. :))
Zasada jest bardzo prosta... Jeżeli koń nie reaguje na łydkę, to natychmiast dajemy kolejną łydkę o takim samym natężeniu razem z bacikiem którego używamy zaraz za ta łydką, nie w zad, nie na łopatkę. Następnym razem koń stwierdzi, że nie opłaca mu się nie reagować na łydkę, będzie wolał zareagować na delikatną łydkę, oczywiście musimy być konsekwentni i robić to dotąd aż wyczulimy konia na nasza łydkę. Zasadniczo dążymy do tego, żeby koń reagował na naszą najdelikatniejsza pomoc, a nie na kopanie go. Koń czuję muchę, naszą łydkę też czuję, a jak na nią nie reaguje to ma nas gdzieś, a nie nie czuje...
Witam :)Pisałam już wcześniej, że jeżdżę na bardzo miłym lecz leniwym i zlewającym sobie na łydę oraz bat hucule. Chodź o to, że bardzo słabo reaguje na jakiekolwiek pomoce. Szuka rady co mogę zrobić aby do trochę, że tak to nazwę "rozbujać" ;). Wcześniej wasze propozycje to było stopniowe dodawanie łydki (lekko, mocniej i najmocniej) i użycie bata ewentualnie ostróg. A co myślicie np. o przelonżowaniu go? Lub czy macie może jakiś inny sposób? Może jeżdżąc w tereny próbować go trochę rozjeździć? Co myślicie? To mój wcześniejszy post na ten temat: Jeżdżę na takim bardzo milusim hucule. Jest młody ma ok. 4 lat ale jest bardzo ale to bardzo spokojny. Ale mam problem ponieważ bardzo opornie reaguje na łydę, staram się pomagać sobie głosem trochę bacikiem ale i tak dwa nieduże kółka w kłusie trudna sprawa. Macie może jakieś rady co mogłabym ewentualnie zrobić by szło nam trochę lepiej? Przez długi czas jeździłam w stajni wiec nie jestem samoukiem lecz musiałam zrezygnować z jazdy tam wiec mimo, że nie jestem wspaniałym jeźdźcem jestem kumata ;) A u tu na miejscu nie mam kogo spytać o radę. Proszę o pomoc.
Hej :) Sama wiem jak to jest jeździć na mocno upartym qniu :). Otórz jestem za tym, żeby takiego konia szczerze zachęcić i wybiegać. Z moich doświadczeń ( i myślę, że inni też się ze mną zgodzą) wynika, że na upartego konia nic nie zrobisz. Oszywiście możesz mu przyłożyć batem przed dupsko, no ale po co? Nie o to chodzi. Jak koń nie chce ruszyć to pewnie nie ruszy sam z siebie :) Dobrym pomysłem jest wylonżowanie. Tak, żeby go nie zmęczyć, ale rozchodzić. Niech się troche zgrzeje, rozrusza. Wtedy nie będzie tak rozleniwiony. Pomyśl co by było gdyby ktoś Ciebie zciągnął z kanapy i kazał biegać dookoła domu... cięzko. :) Nie zabawiaj się w smakołyki albo tego typu zachęty, bo konie to szczwane :) zwierzaki. Wykorzysta to i nic nie będzie ze współpracy. Kiedy ja nie mogę sobie poradzić z koniem, biore 3 głebokie wdechu, pogadam z nim troche i staram się produkować pozytywną energię. Zawsze jest łatwiej współpracować z kimś kto ma dobre zamiary i uśmiech. Więc nie krzycz i machaj batem i cierpliwości. Nie rób tylko zamieszania, hałasu i ogólnego sajgonu :) Jak dobrze go rozchodzisz i włożysz w to troche uśmiechu i optymizmu to powinno być Ok ;) Mam nadzieję, że Ci pomogłam. Pozdrawiam ♥ EquusLove
Nie wiem dla czego ale zawsze mi wpada w oko taki uparty konik :D Dziękuje za radę :) Będę próbować :D
Tez mialem pdobny problem z takim koniem. Kon ignoruje jezdzca kiedy wie, ze moze sobie na to pozwolic. Potrafil mnie zmeczyc w pietnascie minut do tego stopnia, ze zsiadalem z niego na miekkich nogach nie majac ochoty na dalsza jazde. Oczywiscie z bacikiem poruszal sie zwawo, w ostrogach rowniez ale ja chcialem by reagowal na nogi. Mam dwa sposoby na takie konie. Pierwszy: Kidy nie odpowiada na syglal lydek, zatrzymuje go i daje mocne "kopniecie" lydkami po ktorym zwawo rusza do przodu. Zatrzymuje go po paru krokach i daje lekkie polecenie lydkami. W 99 % kon reaguje i rusza do przodu normalnie. Wowczas go nagradzam. Kon jest zwierzeciem i trzba stosowac system nagrod i kar. Drugi sposob, to w czasie jazdy uderzam go lekko koncowka lecow w bark, po ktorym to uderzeniu rusza zwawo do przodu. Po paru krokach zatrzymuje go i tak jak w zakonczeniu pierwszego sposobu. Oczywiscie ze stala zmiana zachowania sie konia nie nastapi nagle. Bedzie wymagala dluzszego czasu. Zawsze pamietajcie o nagrodzie po wlasciwym odzewie.zmad
Ja jeżdżę też na hucułach. Najleniwszym koniem w tej stajni jest Nemo. Ja jak nie miałam palcata to wypychałam go cały czas i dodawałam co chwila łydkę dopóki mi nie ruszył. To jest najprostszy sposób, ale jak ci nie rusza jeszcze to równocześnie użyj bata, wypchnij pupą i daj łydkę. Mam nadzieję, że pomogłam. :))
Zasada jest bardzo prosta... Jeżeli koń nie reaguje na łydkę, to natychmiast dajemy kolejną łydkę o takim samym natężeniu razem z bacikiem którego używamy zaraz za ta łydką, nie w zad, nie na łopatkę. Następnym razem koń stwierdzi, że nie opłaca mu się nie reagować na łydkę, będzie wolał zareagować na delikatną łydkę, oczywiście musimy być konsekwentni i robić to dotąd aż wyczulimy konia na nasza łydkę. Zasadniczo dążymy do tego, żeby koń reagował na naszą najdelikatniejsza pomoc, a nie na kopanie go. Koń czuję muchę, naszą łydkę też czuję, a jak na nią nie reaguje to ma nas gdzieś, a nie nie czuje...