byly juz tematy o pierwsszym skoku i pierwszm galopie , ale no coz .
Pierwsz galop byl dla mnie nowoscia kiedy pani dala mi najspokojniejszego konia i powiedziala ze dzis bedziemy galopowac , troche sie zdziwilam, ale gdy galopowalam , myslalam zebym zostala tak na zawsze .
Pierwszego skoku dokonalam kiedy ( 60 cm ) bylam na Bartku , tylko nie w galopie ale w klusie , mialam wrazenie ze latam :P , zart , mialam wrazenie ze skakalam w zwolnionm tempie takie uczucie mna motalo ^^
Pierwszy galop... zupełnie spontaniczny, przypadkowy, ale cudowny. Późniejszych galopów dobrze nie wspominam, ale teraz galopuje mi się świetnie ;)
Pierwszy skok... W fazie londowania myślałam, że przelecę koniowi przez szyję, ale było świetnie i chcę jeszcze !!!
Mój pierwszy galop - był to dzień, w którym najmniej bym się tego spodziewała, miałam zakwasy po poprzedniej jeździe, a w dodatku ta jazda odbywała się na małej krytej ujeżdżalni, która zawsze wydawała mi się za mała na galop... Czułam się nieprzygotowana, ale kiedy instruktorka nagle zawołała "galop!" serce mi z radości podskoczyło. Potem zaczęłam sie bać, że spadnę, bo obijałam się o siodło, usiadłam w półsiadzie i nareszcie mogłam poczuć tę niezwykłą przyjemność jaką niesie galopowanie.... Cuuudoowne....! Ten powiew wiatru, ta prędkość i to, że to lepsze od kłusa ;DPrzygotowania do skoków uczyłam się na bardzo wysokim angloarabie. Pokonywałam z nim swoje pierwsze cavaletti i to już dla mnie było niezwykłe przeżycie. Jak ja się cieszyłam, że z koniem, którego bardzo pokochałam przeżywałam niesamowite przygody z cavaletti i to porozumienie... to było coś naprawdę niezwykłego :D
mój pierwszy galop- było super pewnej jazdy wszyscy z zastepu galopowali a pod koniec pani powiedziała czy chce galopować ja odpowiedziałam że tak no i galopowałam i było super a to odczucie jest niedoopisania
Pierwszy galop był nie spodziewany i szczerze mówiac bałam się.
Instruktorka podjechała na koniu i zapytała ; Zagalopujesz ?
A ja :ehe...mhy ,tak. Oczywiście pierwsze podejście to nie wypał. Szybki kłus w którym mnie rzucało,że ho ho ! Drugie podejście było udane, ale straszny szok przerzyłam. Był wiatr we włosach ale półsiad nie idealny :)
skok...jeszcze nie było,no oprócz takich skoczków w terenie ;p Ale taki pierwszy porzadny będzie wyjątkowy.ja to wiem :) muszę się do niego przygotować,wiele jazd jeszcze,ale jak będzie się zbliżał to będe zdenerwowana.
Mam nadzieję,że nie spadnę,że będzie udany i ten lot będzie super ;8
Pierwszy galop hmm;)Pierwszy galop był cudowny zwłaszcza że był bez siodła ahh nie zapomniane przeżycie;-)Wyglądało to dojść drastycznie ale po paru następnych razach było bardziej stabilnie.Natomiast w siodle 1 galop bym nieco inny bardziej sztywniejszy, 1jazdę przed galopem w siodle instruktorka mi się zapytała czy chcę dzis galopować ja stwierdziłam że na następnej jeździe by się do niej przygotować troszkę ;-) gdy już nadszedł czas to serce mi waliło myślałam że mi wyskoczy ale co tam, no i miałam co chciałam i jak myślałam było rewelacyjnie.;-]A co do skoków to nie skakałam jeszcze ale wyobrażam sobie że to będzie świetna chwila i prędzej czy później zacznę skakć.Pozdrawiam;- )
mój pierwszy galop? hmm. coś wspaniałego.latem po cudnym, żółtym rżysku. razem z moją koleżanka i instruktorką. był ekstra!teraz galop jest jeszcze wspanialszy. coraz szybciej. ten wiatr we włosach. xda co do skoku.to było u mojej koleżanki.nie była to wysoka przeszkoda.ale i tak było super. to uczucie kiedy leci się nad przeszkodą.teraz jest coraz fajniej bo coraz wyżej.
niestety swojego pierwszego galopu na 100 % nie pamiętam gdzie był , ale zdaje mi sie z w stadnienie konik polny :P to bylo jakies 3 lata temu. a mój pierwszy taki powazny skok, a nie taki nie chcacy ;p to byl u mojej kolezanki, na poczatku to nie byla wysoka przeszkoda z 30 cm 40 cm. teraz skacze wyzsze i jest fajnieee :)
Pierwszego galopu nie pamiętam.. ale pierwszy cwał.. oo ..to było coś!! Pod górkę i po płaskim na pełnym gazie, na koniu mocno do przodu.. to było coś niesamowitego.. było ciutkę ślisko więc trzeba było na 100% zaufać konikowi.. zero czasu na myślenie.. po prostu ty, koń i zawrotna prędkość.. Nigdy tego nie zapomnę.. A pierwszy skok.. hmm.. po ciemku.. koń mi zaufał na tyle, że skoczył koło 1 metra ledwo widząc przeszkodę.. Drugi skok był fajny... W terenie.. galopik jak gdyby nigdy nic i kawałek za zakrętem powalone małe drzewo na wysokości koło 60 - 70 cm.. Koń wszystko przeanalizował szybciej i nim się zorientowałam to galopowałam po drugiej stronie drzewa.. Było świetnie.. później zrobiłyśmy z przyjaciółką nawrót i jeszcze raz skoczyłyśmy.. :) To było nie do opisania.. <3
Mój pierwszy zaplanowany galop był jakieś półtora roku temu, na Wiliamie, który mocno wybija :D :) Z początku ciężko było mi popędzić go do galopu, bo jechał mi wydłużonym kłusem, ale jak instruktor krzyknął to mi zagalopował i to było świetne :D Poczułam się tak fajnie jak na dużej bujance :D Nogi zaraz mi wpadły w strzemiona i po jakiś 30-40m musiałam znów zatrzymać się do kłusa, poprawić je i znów próbować :)Z mojego pierwszego galopu spadłam :P Nie umiałam jeszcze kłusować, a koń mi się spłoszył i spadłam :P Poczułam moment lotu :DMój pierwszy skok był w terenie, taka mała 30cm przeszkoda :) Bardzo przyjemnie mi się ją skakało. Przed nią poczułam taki uścisk w brzuchu jak i przed pierwszym galopem :D Wspaniałe uczucie :) Następne moje przeszkody był to szereg w terenie ok. 50cm. Aktualnie nie skacze już chyba rok, bo muszę poprawić dosiad i dobrze nauczyć się podstaw, równowagi itp na kawaletkach i dopiero znów zacznę. No i z wysiadywanym galopem jest u mnie różnie, a na przeszkodę najeżdża się z wysiadywanego. Ostatnio coraz lepiej mi idzie i musze stwierdzić, że jak się wysiaduje to dokładnie czuję którą nogę koń kiedy stawia :D Niesamowite uczucie! :)
Galop.
Gdy zeszłam z lonży, rozpoczęły się wakacje, a na ich początku miałam jechać do dziadka w Bieszczady. Pół kilometra od domu dziadka było gospodarstwo agroturystyczne. Mieli także konie, które niestety, ale nie były zbyt posłuszne, mimo to, ludzie a zazwyczaj dzieci na nich jeździły i równie często zdażały się upadki... Pomimo wszystko, postanowiłam codziennie jeździć konno. Pierwszą jazdę miałam na stromej polanie.
Koń z kłusa, postanowił bez żadnej pomocy z mojej strony, że wejdzie sobie w galop. Ja, niedoświadczony jeździec zupełnie nie wiedziałam co robić, gdy koń zaczął mi galopować pod górkę. Dopiero co zeszłam z lonży! Widziałam tylko, że szarpie napięte wodze, więc oddałam mu je i mocno "wbiłam" się w siodło. I tak pogalopowałam sobie z koniem aż pod sam las.
Mimo mojej początkującej kariery jeździeckiej, dałam sobie radę i nawet spodobał mi się galop. Od tego dnia, przez dwa tygodnie mojego pobytu w Bieszczadach, galopowałam dzień w dzień. I było super!
Skok.
Ja i Aga miałyśmy półtory godziny do jazdy, więc pochodziłyśmy sobie po stajni i poczytałyśmy trochę końskich gazet. W międzyczasie dowiedziałyśmy się na jakich koniach będziemy jeździć. Aga standardowo dostała Wantę, a ja Sonię. Wanta jest najlepszym koniem, a Sonia fajnie galopuje. Obydwa konie były już wcześniej osiodłane, gdyż miały przed nami jazdę.
Gdy już nadszedł czas jazdy, poszłyśmy w toczkach na halę. Wsiadłyśmy na konie i wyregulowałyśmy strzemiona. Oczywiście na rozgrzewkę stępowałyśmy i robiłyśmy wolty. Następnie kłus anglezowany, ćwiczebny, wolty, zmiany kierunku i wreszcie półsiad przez drągi. Potem zagalopowanie. Po "w miarę" udanym zagalopowaniu udałyśmy się na tor przeszkód. Najpierw przechodziłyśmy przez firanki, potem równoważnię i wjechałyśmy w półsiadzie pod stromą górkę. Na górce czekała nas przeszkoda - koperta. Instruktorka zaproponowała, żebym sobie skoczyła, jesli chcę. Oczywiście się zgodziłam. Ruszyłam kłusem i skoczyłam 30cm przeszkodę. Mimo, że to bardzo mała przeszkoda, to było to niesamowite uczucie! Byłam z siebie bardzo dumna. :P Po kilku udanych skokach z kłusa, skoczyłam z galopu, a potem przeszkoda została podwyższona o kolejne 30cm i w sumie wynosiła 60cm. Na 60cm, Sonia nie chciała skakać. Kilka razy mi odmówiła, ale w końcu udało nam się skoczyć. To było świetne uczucie. :)
Moj pierwszy galop? Hmm, był dla mnie dużą nowością i szokiem,gdyż nie byłam na niego przygotowana. Była to moja 2-3 lekcja samodzielna (dopiero co zeszlam z lonży). Dopiero co jazda się zaczęła więc musiałam rozgrzeć konia w stepie. Nagle, koń ruszył dzikim galopem! Musze powiedzieć,że byłam przestraszona ale zapanowałam nad nim i uspokoiłam go. Później okazało się, że koń ruszył w galop bo się przestraszył........ czarnej torebki ;) A mój pierwszy skok był na ujeżdżalni. Dostałam wtedy największego lenia, więc miałam trudności z nim. Jednakże poradziłam sobie i z nim i skoczyłam wtedy 30 i 60 cm. ;)
Ja jeszcze nie przeżyłam galopu, ale wyobrażam sobie tą chwilę jako najlepszą chwile w moim życiu. Wyobrażam sobie, że podczas galopu będę tylko ja i koń, że będę z koniem jednością, że będę słyszeć tylko dźwięk kopyt i nic więcej. Tylko ja i koń . <333Już nie mogę się doczekać bo w sobotę jest mój pierwszy galop . :) <333
Mój pierwszy galop.? Nie pamiętam. Ale mój cwał.? tego nie da się zapomnieć. Klaczka , na której jeździła zoabczyła swojego ukochanego, który był na pastwisku i postanowiła do niego popędzić ( wracałysmy z przyjaciółką z terenu ; * ). Pędziłam tak z kilkaste metrów, ale byłam tak przerażona , ze nie wiedziałam kiedy się zatrzymałam ;) Nie licząc tego , ze leżałam na siodle kurczowo się trzymając i ledwo co nie spadłam, tego , ze jechałam po betonowych płytach i nie miałam gdzie skoczyć.. Było super .. ; ) A pierwszy skook.. to było też w terenie . Skakałysmy z przyjaciółką przez kłodę. Koń wykonał tak wielki skok , ze czułam tylko tą wysokość , a potem bardzo miękki lądowanie. Tak nam się do spodobało, że postanowiłysmy powtózyć to jeszcze z 2 czy 3 razy ; )
moj 1 galop byl nie zamierzony . byla jazda . jezdzialm na Dworce; * spokojny step az tu galop. przestraszyla sie nadjezdzajacego samochodu . wysiedzialam przerazona 5 kolek . nie moglam jej zatrzymac . a skok ? bylo super na Bosmanie ; ] nigdy tego nie zapomne , ten lot iw wgl ; ] super !
Mój pierwszy galop odbył się na moim koniu - Dragonie ;) Na rajdzie z Dragonem byliśmy jako ostatni i powolutku sobie kłusowaliśmy i nagle szpula i do przodu galopem ;P Był to galop w "pół siedzie" bo w pełnym było mi niewygodnie, więc pochyliłam się do przodu i moim czułym miejscem oparłam się o przedni łęk :D A pierwszy skok też na Dragonie, rok temu. :)
Ja jeszcze nie powinnam galopować, ale na dzisiejszym treningu to mój kochany zagalopował.To było tak: jechałam ostatnia a przed emną pani której nie za bardzo wychodzi jazda, no to jedziemy kłusem, ja ostatnia ona przed emną i tak jedziemy a konie z zastępu są 10 m. przed nami, jedziemy i nagle on podskoczył i zaczą galopować do przodu ,straciłam strzemiona, ja krzyczałam stój! Stój Dąbek! A on nic! Galopuje sabię dalej! Naglę zakręca i kłusuje sobie, ale jednak zaczyna znów galopować przed zastęp, trener krzyczy zastęp do stępa marsz! A ten galopuje, w końcu go uspokoiłam do kłusa i potem do stępa. Nawet podczas kłusowania lekko galopował.To było przeżycie, pierwszy, przypadkowy galop...Na szczęście bez upadku...Pozdrawiam Gosia...
Mój pierwszy galop był przypadkowy, i później kilka ich było:). Zamierzony galop niezbyt wyszedł... na początku jechałam na wałahu- arabie -Darze, świetnie mi się jeździło. jechałam w zastępie jako prowadząca. później instruktorka kazała mi się zamienić. wsiadłam na Panterę - pół araba - i najpierw miałam na niej poklusować, bo dawno na niej nie jeździłam. Ja ogólnie wolałam nauczyć się na Darze, ale pani powiedziała, że nie bo on startował w wyścigach itd. No to na początku jakoś szło, później się pantera rozbrykała a ja poleciałam na zakręcie... niestety będę musiała się dalej uczyć galopu na panterze...
Mój pierwszy galop był zarąbisty jechałam na Karince a ona jest taka wygodna. Skakałam tylko raz i to przypadkowo - myślałam że Heksa przestąpi gałąź leżącą w poprzek drogi a ona przeskoczyła. Nie było tak źle ;)
Pierwszy galop... dawno to było. Ale był z przypadku, na samym początku przygody z jeździectwem. Koń poniósł, a ja jakoś się utrzymałam, nawet nie wiem jak. Ale fajnie było ;p od tamtej pory zaczęłam galopować. Pierwszy skok na klaczy, która zwała się Kora. Miała krótkie nóżki i wybiła się pod samą przeszkodą. Ach, ten wiatr we włosach, hah :D Było super.
Jakie macie wrażenia po swoim pierwszym galopie lub skoku?Jeśli jeszcze tego nie doświadczyłyście, to jak sobie to wyobrażacie? :)
byly juz tematy o pierwsszym skoku i pierwszm galopie , ale no coz . Pierwsz galop byl dla mnie nowoscia kiedy pani dala mi najspokojniejszego konia i powiedziala ze dzis bedziemy galopowac , troche sie zdziwilam, ale gdy galopowalam , myslalam zebym zostala tak na zawsze . Pierwszego skoku dokonalam kiedy ( 60 cm ) bylam na Bartku , tylko nie w galopie ale w klusie , mialam wrazenie ze latam :P , zart , mialam wrazenie ze skakalam w zwolnionm tempie takie uczucie mna motalo ^^
Pierwszy galop... zupełnie spontaniczny, przypadkowy, ale cudowny. Późniejszych galopów dobrze nie wspominam, ale teraz galopuje mi się świetnie ;) Pierwszy skok... W fazie londowania myślałam, że przelecę koniowi przez szyję, ale było świetnie i chcę jeszcze !!!
Mój pierwszy galop - był to dzień, w którym najmniej bym się tego spodziewała, miałam zakwasy po poprzedniej jeździe, a w dodatku ta jazda odbywała się na małej krytej ujeżdżalni, która zawsze wydawała mi się za mała na galop... Czułam się nieprzygotowana, ale kiedy instruktorka nagle zawołała "galop!" serce mi z radości podskoczyło. Potem zaczęłam sie bać, że spadnę, bo obijałam się o siodło, usiadłam w półsiadzie i nareszcie mogłam poczuć tę niezwykłą przyjemność jaką niesie galopowanie.... Cuuudoowne....! Ten powiew wiatru, ta prędkość i to, że to lepsze od kłusa ;DPrzygotowania do skoków uczyłam się na bardzo wysokim angloarabie. Pokonywałam z nim swoje pierwsze cavaletti i to już dla mnie było niezwykłe przeżycie. Jak ja się cieszyłam, że z koniem, którego bardzo pokochałam przeżywałam niesamowite przygody z cavaletti i to porozumienie... to było coś naprawdę niezwykłego :D
mój pierwszy galop- było super pewnej jazdy wszyscy z zastepu galopowali a pod koniec pani powiedziała czy chce galopować ja odpowiedziałam że tak no i galopowałam i było super a to odczucie jest niedoopisania
Pierwszy galop był nie spodziewany i szczerze mówiac bałam się. Instruktorka podjechała na koniu i zapytała ; Zagalopujesz ? A ja :ehe...mhy ,tak. Oczywiście pierwsze podejście to nie wypał. Szybki kłus w którym mnie rzucało,że ho ho ! Drugie podejście było udane, ale straszny szok przerzyłam. Był wiatr we włosach ale półsiad nie idealny :) skok...jeszcze nie było,no oprócz takich skoczków w terenie ;p Ale taki pierwszy porzadny będzie wyjątkowy.ja to wiem :) muszę się do niego przygotować,wiele jazd jeszcze,ale jak będzie się zbliżał to będe zdenerwowana. Mam nadzieję,że nie spadnę,że będzie udany i ten lot będzie super ;8
Pierwszy galop hmm;)Pierwszy galop był cudowny zwłaszcza że był bez siodła ahh nie zapomniane przeżycie;-)Wyglądało to dojść drastycznie ale po paru następnych razach było bardziej stabilnie.Natomiast w siodle 1 galop bym nieco inny bardziej sztywniejszy, 1jazdę przed galopem w siodle instruktorka mi się zapytała czy chcę dzis galopować ja stwierdziłam że na następnej jeździe by się do niej przygotować troszkę ;-) gdy już nadszedł czas to serce mi waliło myślałam że mi wyskoczy ale co tam, no i miałam co chciałam i jak myślałam było rewelacyjnie.;-]A co do skoków to nie skakałam jeszcze ale wyobrażam sobie że to będzie świetna chwila i prędzej czy później zacznę skakć.Pozdrawiam;- )
mój pierwszy galop? hmm. coś wspaniałego.latem po cudnym, żółtym rżysku. razem z moją koleżanka i instruktorką. był ekstra!teraz galop jest jeszcze wspanialszy. coraz szybciej. ten wiatr we włosach. xda co do skoku.to było u mojej koleżanki.nie była to wysoka przeszkoda.ale i tak było super. to uczucie kiedy leci się nad przeszkodą.teraz jest coraz fajniej bo coraz wyżej.
niestety swojego pierwszego galopu na 100 % nie pamiętam gdzie był , ale zdaje mi sie z w stadnienie konik polny :P to bylo jakies 3 lata temu. a mój pierwszy taki powazny skok, a nie taki nie chcacy ;p to byl u mojej kolezanki, na poczatku to nie byla wysoka przeszkoda z 30 cm 40 cm. teraz skacze wyzsze i jest fajnieee :)
Pierwszego galopu nie pamiętam.. ale pierwszy cwał.. oo ..to było coś!! Pod górkę i po płaskim na pełnym gazie, na koniu mocno do przodu.. to było coś niesamowitego.. było ciutkę ślisko więc trzeba było na 100% zaufać konikowi.. zero czasu na myślenie.. po prostu ty, koń i zawrotna prędkość.. Nigdy tego nie zapomnę.. A pierwszy skok.. hmm.. po ciemku.. koń mi zaufał na tyle, że skoczył koło 1 metra ledwo widząc przeszkodę.. Drugi skok był fajny... W terenie.. galopik jak gdyby nigdy nic i kawałek za zakrętem powalone małe drzewo na wysokości koło 60 - 70 cm.. Koń wszystko przeanalizował szybciej i nim się zorientowałam to galopowałam po drugiej stronie drzewa.. Było świetnie.. później zrobiłyśmy z przyjaciółką nawrót i jeszcze raz skoczyłyśmy.. :) To było nie do opisania.. <3
Mój pierwszy zaplanowany galop był jakieś półtora roku temu, na Wiliamie, który mocno wybija :D :) Z początku ciężko było mi popędzić go do galopu, bo jechał mi wydłużonym kłusem, ale jak instruktor krzyknął to mi zagalopował i to było świetne :D Poczułam się tak fajnie jak na dużej bujance :D Nogi zaraz mi wpadły w strzemiona i po jakiś 30-40m musiałam znów zatrzymać się do kłusa, poprawić je i znów próbować :)Z mojego pierwszego galopu spadłam :P Nie umiałam jeszcze kłusować, a koń mi się spłoszył i spadłam :P Poczułam moment lotu :DMój pierwszy skok był w terenie, taka mała 30cm przeszkoda :) Bardzo przyjemnie mi się ją skakało. Przed nią poczułam taki uścisk w brzuchu jak i przed pierwszym galopem :D Wspaniałe uczucie :) Następne moje przeszkody był to szereg w terenie ok. 50cm. Aktualnie nie skacze już chyba rok, bo muszę poprawić dosiad i dobrze nauczyć się podstaw, równowagi itp na kawaletkach i dopiero znów zacznę. No i z wysiadywanym galopem jest u mnie różnie, a na przeszkodę najeżdża się z wysiadywanego. Ostatnio coraz lepiej mi idzie i musze stwierdzić, że jak się wysiaduje to dokładnie czuję którą nogę koń kiedy stawia :D Niesamowite uczucie! :)
Galop. Gdy zeszłam z lonży, rozpoczęły się wakacje, a na ich początku miałam jechać do dziadka w Bieszczady. Pół kilometra od domu dziadka było gospodarstwo agroturystyczne. Mieli także konie, które niestety, ale nie były zbyt posłuszne, mimo to, ludzie a zazwyczaj dzieci na nich jeździły i równie często zdażały się upadki... Pomimo wszystko, postanowiłam codziennie jeździć konno. Pierwszą jazdę miałam na stromej polanie. Koń z kłusa, postanowił bez żadnej pomocy z mojej strony, że wejdzie sobie w galop. Ja, niedoświadczony jeździec zupełnie nie wiedziałam co robić, gdy koń zaczął mi galopować pod górkę. Dopiero co zeszłam z lonży! Widziałam tylko, że szarpie napięte wodze, więc oddałam mu je i mocno "wbiłam" się w siodło. I tak pogalopowałam sobie z koniem aż pod sam las. Mimo mojej początkującej kariery jeździeckiej, dałam sobie radę i nawet spodobał mi się galop. Od tego dnia, przez dwa tygodnie mojego pobytu w Bieszczadach, galopowałam dzień w dzień. I było super! Skok. Ja i Aga miałyśmy półtory godziny do jazdy, więc pochodziłyśmy sobie po stajni i poczytałyśmy trochę końskich gazet. W międzyczasie dowiedziałyśmy się na jakich koniach będziemy jeździć. Aga standardowo dostała Wantę, a ja Sonię. Wanta jest najlepszym koniem, a Sonia fajnie galopuje. Obydwa konie były już wcześniej osiodłane, gdyż miały przed nami jazdę. Gdy już nadszedł czas jazdy, poszłyśmy w toczkach na halę. Wsiadłyśmy na konie i wyregulowałyśmy strzemiona. Oczywiście na rozgrzewkę stępowałyśmy i robiłyśmy wolty. Następnie kłus anglezowany, ćwiczebny, wolty, zmiany kierunku i wreszcie półsiad przez drągi. Potem zagalopowanie. Po "w miarę" udanym zagalopowaniu udałyśmy się na tor przeszkód. Najpierw przechodziłyśmy przez firanki, potem równoważnię i wjechałyśmy w półsiadzie pod stromą górkę. Na górce czekała nas przeszkoda - koperta. Instruktorka zaproponowała, żebym sobie skoczyła, jesli chcę. Oczywiście się zgodziłam. Ruszyłam kłusem i skoczyłam 30cm przeszkodę. Mimo, że to bardzo mała przeszkoda, to było to niesamowite uczucie! Byłam z siebie bardzo dumna. :P Po kilku udanych skokach z kłusa, skoczyłam z galopu, a potem przeszkoda została podwyższona o kolejne 30cm i w sumie wynosiła 60cm. Na 60cm, Sonia nie chciała skakać. Kilka razy mi odmówiła, ale w końcu udało nam się skoczyć. To było świetne uczucie. :)
Moj pierwszy galop? Hmm, był dla mnie dużą nowością i szokiem,gdyż nie byłam na niego przygotowana. Była to moja 2-3 lekcja samodzielna (dopiero co zeszlam z lonży). Dopiero co jazda się zaczęła więc musiałam rozgrzeć konia w stepie. Nagle, koń ruszył dzikim galopem! Musze powiedzieć,że byłam przestraszona ale zapanowałam nad nim i uspokoiłam go. Później okazało się, że koń ruszył w galop bo się przestraszył........ czarnej torebki ;) A mój pierwszy skok był na ujeżdżalni. Dostałam wtedy największego lenia, więc miałam trudności z nim. Jednakże poradziłam sobie i z nim i skoczyłam wtedy 30 i 60 cm. ;)
Ja jeszcze nie przeżyłam galopu, ale wyobrażam sobie tą chwilę jako najlepszą chwile w moim życiu. Wyobrażam sobie, że podczas galopu będę tylko ja i koń, że będę z koniem jednością, że będę słyszeć tylko dźwięk kopyt i nic więcej. Tylko ja i koń . <333Już nie mogę się doczekać bo w sobotę jest mój pierwszy galop . :) <333
Mój pierwszy galop.? Nie pamiętam. Ale mój cwał.? tego nie da się zapomnieć. Klaczka , na której jeździła zoabczyła swojego ukochanego, który był na pastwisku i postanowiła do niego popędzić ( wracałysmy z przyjaciółką z terenu ; * ). Pędziłam tak z kilkaste metrów, ale byłam tak przerażona , ze nie wiedziałam kiedy się zatrzymałam ;) Nie licząc tego , ze leżałam na siodle kurczowo się trzymając i ledwo co nie spadłam, tego , ze jechałam po betonowych płytach i nie miałam gdzie skoczyć.. Było super .. ; ) A pierwszy skook.. to było też w terenie . Skakałysmy z przyjaciółką przez kłodę. Koń wykonał tak wielki skok , ze czułam tylko tą wysokość , a potem bardzo miękki lądowanie. Tak nam się do spodobało, że postanowiłysmy powtózyć to jeszcze z 2 czy 3 razy ; )
moj 1 galop byl nie zamierzony . byla jazda . jezdzialm na Dworce; * spokojny step az tu galop. przestraszyla sie nadjezdzajacego samochodu . wysiedzialam przerazona 5 kolek . nie moglam jej zatrzymac . a skok ? bylo super na Bosmanie ; ] nigdy tego nie zapomne , ten lot iw wgl ; ] super !
Mój pierwszy galop odbył się na moim koniu - Dragonie ;) Na rajdzie z Dragonem byliśmy jako ostatni i powolutku sobie kłusowaliśmy i nagle szpula i do przodu galopem ;P Był to galop w "pół siedzie" bo w pełnym było mi niewygodnie, więc pochyliłam się do przodu i moim czułym miejscem oparłam się o przedni łęk :D A pierwszy skok też na Dragonie, rok temu. :)
Ja jeszcze nie powinnam galopować, ale na dzisiejszym treningu to mój kochany zagalopował.To było tak: jechałam ostatnia a przed emną pani której nie za bardzo wychodzi jazda, no to jedziemy kłusem, ja ostatnia ona przed emną i tak jedziemy a konie z zastępu są 10 m. przed nami, jedziemy i nagle on podskoczył i zaczą galopować do przodu ,straciłam strzemiona, ja krzyczałam stój! Stój Dąbek! A on nic! Galopuje sabię dalej! Naglę zakręca i kłusuje sobie, ale jednak zaczyna znów galopować przed zastęp, trener krzyczy zastęp do stępa marsz! A ten galopuje, w końcu go uspokoiłam do kłusa i potem do stępa. Nawet podczas kłusowania lekko galopował.To było przeżycie, pierwszy, przypadkowy galop...Na szczęście bez upadku...Pozdrawiam Gosia...
Mój pierwszy galop był przypadkowy, i później kilka ich było:). Zamierzony galop niezbyt wyszedł... na początku jechałam na wałahu- arabie -Darze, świetnie mi się jeździło. jechałam w zastępie jako prowadząca. później instruktorka kazała mi się zamienić. wsiadłam na Panterę - pół araba - i najpierw miałam na niej poklusować, bo dawno na niej nie jeździłam. Ja ogólnie wolałam nauczyć się na Darze, ale pani powiedziała, że nie bo on startował w wyścigach itd. No to na początku jakoś szło, później się pantera rozbrykała a ja poleciałam na zakręcie... niestety będę musiała się dalej uczyć galopu na panterze...
Mój pierwszy galop był zarąbisty jechałam na Karince a ona jest taka wygodna. Skakałam tylko raz i to przypadkowo - myślałam że Heksa przestąpi gałąź leżącą w poprzek drogi a ona przeskoczyła. Nie było tak źle ;)
Pierwszy galop... dawno to było. Ale był z przypadku, na samym początku przygody z jeździectwem. Koń poniósł, a ja jakoś się utrzymałam, nawet nie wiem jak. Ale fajnie było ;p od tamtej pory zaczęłam galopować. Pierwszy skok na klaczy, która zwała się Kora. Miała krótkie nóżki i wybiła się pod samą przeszkodą. Ach, ten wiatr we włosach, hah :D Było super.