Większość z was posiada własnego konia. A niektórzy mają już kolejnego w swoim życiu. Ja niestety nigdy nie miałam ,ale chciałabym wiedzieć jakie to były uczucia przy kupnie konia. Jak to w ogóle się stało ,że mieliście możliwość?Jakie wrażenia? Opisujcie swoje przypadki ,możecie się rozpisywać ;)
Ja mam dwa konie , i praktycznie dostałam je od właściciela stadniny . Jeżdżę już 4 lata w tej stadninie , i tutaj to się jak rodzina traktujemy praktycznie i z Wodzem i z resztą wolontariatu . To jest taki niby " wolontariat " tylko właśnie jeździmy za pomoc , możemy zostawać na noc , i wglę czujemy się tu jak w domu . No i właśnie w naszej stajni pojawił się nowy źrebak , on nie chciał pić , musieliśmy w nocy do niego chodzić karmić go z butelki i wglę . Jak go dostałam to miał jakieś 6 miesięcy , wtedy akurat poprzedniego dnia była jakaś impreza i ogarnialiśmy trochę na ognisku . A właśnie na ośrodku koło tego ogniska chodziła ta klacz ze źrebakiem . I podszedł do mnie , cały czas za mną chodził , przyszedł szef i zapytał czy chcę go kupić . Na początku powiedziałam że raczej nie bo wiedziałam co się z tym wiąże że dużo kasy na to trzeba i mama mi nie da . Ale kupiłam go . W sumie można powiedzieć że dostałam , bo zapłaciłam tak tylko symbolicznie no wiecie jak za kota czy psa się czasem daje żeby nic mu się nie stało czy coś . No , i podpisaliśmy umowę , i tak właśnie kupiłam mojego pierwszego konia . Ma na imię Dolar , obecnie ma już rok i osiem miesięcy , jest ogromny , i jesteśmy w trakcie nauki chodzenia na lonży . Świetnie się dogadujemy , wiele go nauczyłam , biega za mną stępem kłusem i galopem . Jest cudowny , a w dodatku po świetnych rodzicach , jego dziadek jest czempionem świata , ale niestety nie mam jeszcze jego papierów . Drugiego konia to już całkiem dostałam , ale w sumie nie jest tak do końca mój , na boksie pisze że to ja jestem jego właścicielką , ja o nim decyduję ale nie mogłabym go sobie zabrać do domu , a Dolara to tak . Cardif jest , to znaczy był koniem takiego pana który był znajomym właściciela naszej stadniny . Jest on ogierem arabskim . Przyjechał kiedyś do nas kryć nasze klacze , jego właściciel powiedział że jest zajeżdżony można na nim pojeździć i wglę . No to osiodłaliśmy go , ale trochę się wiercił i wyglądał na słabo zajeżdżonego ( oczywiście się myliliśmy ) . No i miałam siadać na niego ja i moja koleżanka , tylko że ona się troszkę bała na początku to ja siadłam pierwsza . Jeździłam na nim dłużej od niej bo ona siadła i zaraz musiała zejść bo trzeba było coś innego robić . Jeździło się na nim super , ale jeździłyśmy tylko stęp i delikatny kłus bo się bałyśmy , był taki delikatny w pyszczku . Następnego dnia chciałyśmy go wziąć na galop , no i znowu ja siadłam pierwsza , pojeździłam trochę , pogalopowałam i chciałam się zmienić z koleżanką , ale szef powiedział żeby ona sobie wzięła innego konia . No i zaczęło się , później znowu ja siadłam na niego , a kiedy chciał siąść ktoś inny to ledwo kłusem ruszał a galopem to nie było możliwe , no i ja na min jeździłam . Kupowałam mu smakołyki , siedziałam z nim ciągle i tak jakoś się do mnie przyzwyczaił że też chodził za mną jak piesek . I tak jakoś zostało że Cardif jest mój , wszyscy tak mówili , jego właściciel też zawsze jak przyjeżdżał to kazał mi pokazać jak jeździmy . Było wspaniale , no i w końcu musiał pojechać , to po jakiś 3 miesiącach albo 4 było . Płakałam za nim strasznie , odwiedzałam go . No i obiecali mi że znów go przywiozą . A jak do niego jeździłam , i brałam go tak na taką niby ujeżdżalnie , to najpierw galopował sobie ze szczęścia , tak prosto w moją stronę , zatrzymywał się w galopie jakiś metr ode mnie , stawał dęba, i przychodził się przytulić , i tak ciągle . To było na prawdę kochane . No później znowu przywieźli go . Byłam na min na moich pierwszych zawodach w życiu , zaczęłam się nim opiekować i wglę . Po jakiś kolejnych 3 miesiącach znowu przyjechał jego właściciel , akurat czyściłam go na dworze , a on i szef siedzieli obok na ławce . Myślałam że przyjechał go zabrać bo słyszałam że ma kryć w lublinie gdzieś . Ale nie , zawołali mnie i szef powiedział że dostał Cardifa na imieniny , ale że jest za stary i nie będzie na nim jeździł to daje go mi . No w sumie to jest on taki nasz wspólny , ale ja na nim jeżdżę , i czasem dam go na jakąś jazdę . Bardzo się ucieszyłam , no i tego właśnie dnia Cardifek stał się mój prywatny . Jest kochany , zawsze jak po 5 dniach przyjeżdżam , i wchodzę do stajni , to zaczyna rżeć . Kocham moje potworki , nie zamieniłabym ich na żadne inne ;** . < 3 A no i ten , jeśli ktoś chce właśnie pokryć swoją klacz siwym ogierem arabskim , to pisać do mnie . http://www.bazakoni.pl/horse_16710.html to właśnie on . Jest jeszcze w " moje konie " no i Dolar też . ; p
16.04.2011 ostatnia sobota przed świętami, konia szukaliśmy od co najmniej miesiąca. Jeden z warunków to musiał być spokojny, ponieważ Ja miałam się nim opiekować. Jeździliśmy z Tatą daleko, myślałam że to nie jest aż takie trudne (kupno konia), jednak się myliłam. Szukałam w ogłoszeniach, dzwoniliśmy, szukaliśmy tego miejsca na mapie, potem sprawdzaliśmy trasę dojazdu. Mogliśmy jeździć tylko w soboty i w niedziele ponieważ rodzice pracowali. Dużo widziałam, przeróżnych koni: niektóre były biedne, wychudzone, inne po prostu stały w stajni i nie wychodziły na dwór stały w 4 ścianach i tak wyglądało ich życie, jeszcze inne były agresywne. Jednak tą jedną klacz którą zobaczyłam całkiem przypadkiem u starszego gospodarza, dobrego znajomego mojego dziadka i taty. Klacz miała coś niesamowitego w sobie że Ja nie chciałam już nigdzie jeździć, tylko mieć ją. Okazało się że starszy gospodarz nie ma już za wiele sił żeby się nią opiekować i zgodził się ją sprzedać. Mieliśmy do wyboru 2 klacze zastanawialiśmy się długo którą wybrać, ja musiałam zdecydować którą chcę, bo to był mój prezent od rodziców na 18ste urodziny. W ostatniej chwili Ten drugi gospodarz się rozmyślał. I nie musiałam wybierać z chęcią kupiłabym obydwie, ale nie mieliśmy na tyle pieniędzy. Kupiliśmy klacz Kasie od starszego gospodarza. 16 kwietnia spełniło się moje marzenie miałam własnego koni u siebie w stajni. Klacz jest ze mną do dziś i zostanie już na zawsze. Szybko mi zaufała z czego się strasznie cieszę. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez jej przytulania, zapachu, czyszczenia, głaskania, karmienia i sprzątania boksu. Ona zmieniał mnie i teraz wiem co chcę robić w życiu.
Obok mojego domu mój wujek miał konie. Już jako 2 latek przychodziłam tam, patrzyłam jak starsze koleżanki obchodzą się z końmi . Przez stajnie mojego wujka przez kilkanaście lat przewineło się chyba już ze 50 koni. Miał je w zasadzie po to aby pracować w polu. Ale było kilka dziewczyn które przychodziły i wszystkiego uczyły konie.Pewnego dnia mój wujek kupił klacz o imieniu Negra którą pokochałam.Byłam jeszcze dzieckiem (miałam jakieś 8 lat) Więc w pełni się nią nie mogłam zajmować, tylko pomagałam koleżance (starszej) która wtedy zajmowała się Negrą. Jakieś 3 lata temu tak w pełni zaczełam się nią opiekować. Po urodzeniu 3 źebaków stała się troche agresywna. Po mimo że one już były duże ona się nie zmieniała. Od kąt ja zaczełam się nią zajmować stała się zupełnie inna. Była (jest) spokojna, skupiona na tym co robi. To było dla mnie niezwykłe! Przychodziłam do niej jeździłam, czyściłam, przytulałam... Pewnego dnia zrozumiałam że nie ma mojego życie bez niej i nie ma, musiałam ją mieć. Wujek zgodził mi się ją dać. Wszystko przy niej robie. On tylko karmi kiedy ja jestem w szkole. Jest dalej w jego stajni bo było by to bez sensu jeśli bym budowała swoją jeśli mam obok a po za tym Negra była w stajni ze swoją córką. i dalej jest! Będę przy niej do końca jej życia. Zajmuje większość mojego życia. Kocham ją!
Większość z was posiada własnego konia. A niektórzy mają już kolejnego w swoim życiu. Ja niestety nigdy nie miałam ,ale chciałabym wiedzieć jakie to były uczucia przy kupnie konia. Jak to w ogóle się stało ,że mieliście możliwość?Jakie wrażenia? Opisujcie swoje przypadki ,możecie się rozpisywać ;)
Ja mam dwa konie , i praktycznie dostałam je od właściciela stadniny . Jeżdżę już 4 lata w tej stadninie , i tutaj to się jak rodzina traktujemy praktycznie i z Wodzem i z resztą wolontariatu . To jest taki niby " wolontariat " tylko właśnie jeździmy za pomoc , możemy zostawać na noc , i wglę czujemy się tu jak w domu . No i właśnie w naszej stajni pojawił się nowy źrebak , on nie chciał pić , musieliśmy w nocy do niego chodzić karmić go z butelki i wglę . Jak go dostałam to miał jakieś 6 miesięcy , wtedy akurat poprzedniego dnia była jakaś impreza i ogarnialiśmy trochę na ognisku . A właśnie na ośrodku koło tego ogniska chodziła ta klacz ze źrebakiem . I podszedł do mnie , cały czas za mną chodził , przyszedł szef i zapytał czy chcę go kupić . Na początku powiedziałam że raczej nie bo wiedziałam co się z tym wiąże że dużo kasy na to trzeba i mama mi nie da . Ale kupiłam go . W sumie można powiedzieć że dostałam , bo zapłaciłam tak tylko symbolicznie no wiecie jak za kota czy psa się czasem daje żeby nic mu się nie stało czy coś . No , i podpisaliśmy umowę , i tak właśnie kupiłam mojego pierwszego konia . Ma na imię Dolar , obecnie ma już rok i osiem miesięcy , jest ogromny , i jesteśmy w trakcie nauki chodzenia na lonży . Świetnie się dogadujemy , wiele go nauczyłam , biega za mną stępem kłusem i galopem . Jest cudowny , a w dodatku po świetnych rodzicach , jego dziadek jest czempionem świata , ale niestety nie mam jeszcze jego papierów . Drugiego konia to już całkiem dostałam , ale w sumie nie jest tak do końca mój , na boksie pisze że to ja jestem jego właścicielką , ja o nim decyduję ale nie mogłabym go sobie zabrać do domu , a Dolara to tak . Cardif jest , to znaczy był koniem takiego pana który był znajomym właściciela naszej stadniny . Jest on ogierem arabskim . Przyjechał kiedyś do nas kryć nasze klacze , jego właściciel powiedział że jest zajeżdżony można na nim pojeździć i wglę . No to osiodłaliśmy go , ale trochę się wiercił i wyglądał na słabo zajeżdżonego ( oczywiście się myliliśmy ) . No i miałam siadać na niego ja i moja koleżanka , tylko że ona się troszkę bała na początku to ja siadłam pierwsza . Jeździłam na nim dłużej od niej bo ona siadła i zaraz musiała zejść bo trzeba było coś innego robić . Jeździło się na nim super , ale jeździłyśmy tylko stęp i delikatny kłus bo się bałyśmy , był taki delikatny w pyszczku . Następnego dnia chciałyśmy go wziąć na galop , no i znowu ja siadłam pierwsza , pojeździłam trochę , pogalopowałam i chciałam się zmienić z koleżanką , ale szef powiedział żeby ona sobie wzięła innego konia . No i zaczęło się , później znowu ja siadłam na niego , a kiedy chciał siąść ktoś inny to ledwo kłusem ruszał a galopem to nie było możliwe , no i ja na min jeździłam . Kupowałam mu smakołyki , siedziałam z nim ciągle i tak jakoś się do mnie przyzwyczaił że też chodził za mną jak piesek . I tak jakoś zostało że Cardif jest mój , wszyscy tak mówili , jego właściciel też zawsze jak przyjeżdżał to kazał mi pokazać jak jeździmy . Było wspaniale , no i w końcu musiał pojechać , to po jakiś 3 miesiącach albo 4 było . Płakałam za nim strasznie , odwiedzałam go . No i obiecali mi że znów go przywiozą . A jak do niego jeździłam , i brałam go tak na taką niby ujeżdżalnie , to najpierw galopował sobie ze szczęścia , tak prosto w moją stronę , zatrzymywał się w galopie jakiś metr ode mnie , stawał dęba, i przychodził się przytulić , i tak ciągle . To było na prawdę kochane . No później znowu przywieźli go . Byłam na min na moich pierwszych zawodach w życiu , zaczęłam się nim opiekować i wglę . Po jakiś kolejnych 3 miesiącach znowu przyjechał jego właściciel , akurat czyściłam go na dworze , a on i szef siedzieli obok na ławce . Myślałam że przyjechał go zabrać bo słyszałam że ma kryć w lublinie gdzieś . Ale nie , zawołali mnie i szef powiedział że dostał Cardifa na imieniny , ale że jest za stary i nie będzie na nim jeździł to daje go mi . No w sumie to jest on taki nasz wspólny , ale ja na nim jeżdżę , i czasem dam go na jakąś jazdę . Bardzo się ucieszyłam , no i tego właśnie dnia Cardifek stał się mój prywatny . Jest kochany , zawsze jak po 5 dniach przyjeżdżam , i wchodzę do stajni , to zaczyna rżeć . Kocham moje potworki , nie zamieniłabym ich na żadne inne ;** . < 3 A no i ten , jeśli ktoś chce właśnie pokryć swoją klacz siwym ogierem arabskim , to pisać do mnie . http://www.bazakoni.pl/horse_16710.html to właśnie on . Jest jeszcze w " moje konie " no i Dolar też . ; p
16.04.2011 ostatnia sobota przed świętami, konia szukaliśmy od co najmniej miesiąca. Jeden z warunków to musiał być spokojny, ponieważ Ja miałam się nim opiekować. Jeździliśmy z Tatą daleko, myślałam że to nie jest aż takie trudne (kupno konia), jednak się myliłam. Szukałam w ogłoszeniach, dzwoniliśmy, szukaliśmy tego miejsca na mapie, potem sprawdzaliśmy trasę dojazdu. Mogliśmy jeździć tylko w soboty i w niedziele ponieważ rodzice pracowali. Dużo widziałam, przeróżnych koni: niektóre były biedne, wychudzone, inne po prostu stały w stajni i nie wychodziły na dwór stały w 4 ścianach i tak wyglądało ich życie, jeszcze inne były agresywne. Jednak tą jedną klacz którą zobaczyłam całkiem przypadkiem u starszego gospodarza, dobrego znajomego mojego dziadka i taty. Klacz miała coś niesamowitego w sobie że Ja nie chciałam już nigdzie jeździć, tylko mieć ją. Okazało się że starszy gospodarz nie ma już za wiele sił żeby się nią opiekować i zgodził się ją sprzedać. Mieliśmy do wyboru 2 klacze zastanawialiśmy się długo którą wybrać, ja musiałam zdecydować którą chcę, bo to był mój prezent od rodziców na 18ste urodziny. W ostatniej chwili Ten drugi gospodarz się rozmyślał. I nie musiałam wybierać z chęcią kupiłabym obydwie, ale nie mieliśmy na tyle pieniędzy. Kupiliśmy klacz Kasie od starszego gospodarza. 16 kwietnia spełniło się moje marzenie miałam własnego koni u siebie w stajni. Klacz jest ze mną do dziś i zostanie już na zawsze. Szybko mi zaufała z czego się strasznie cieszę. Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez jej przytulania, zapachu, czyszczenia, głaskania, karmienia i sprzątania boksu. Ona zmieniał mnie i teraz wiem co chcę robić w życiu.
Wspaniałe historie ...
Obok mojego domu mój wujek miał konie. Już jako 2 latek przychodziłam tam, patrzyłam jak starsze koleżanki obchodzą się z końmi . Przez stajnie mojego wujka przez kilkanaście lat przewineło się chyba już ze 50 koni. Miał je w zasadzie po to aby pracować w polu. Ale było kilka dziewczyn które przychodziły i wszystkiego uczyły konie.Pewnego dnia mój wujek kupił klacz o imieniu Negra którą pokochałam.Byłam jeszcze dzieckiem (miałam jakieś 8 lat) Więc w pełni się nią nie mogłam zajmować, tylko pomagałam koleżance (starszej) która wtedy zajmowała się Negrą. Jakieś 3 lata temu tak w pełni zaczełam się nią opiekować. Po urodzeniu 3 źebaków stała się troche agresywna. Po mimo że one już były duże ona się nie zmieniała. Od kąt ja zaczełam się nią zajmować stała się zupełnie inna. Była (jest) spokojna, skupiona na tym co robi. To było dla mnie niezwykłe! Przychodziłam do niej jeździłam, czyściłam, przytulałam... Pewnego dnia zrozumiałam że nie ma mojego życie bez niej i nie ma, musiałam ją mieć. Wujek zgodził mi się ją dać. Wszystko przy niej robie. On tylko karmi kiedy ja jestem w szkole. Jest dalej w jego stajni bo było by to bez sensu jeśli bym budowała swoją jeśli mam obok a po za tym Negra była w stajni ze swoją córką. i dalej jest! Będę przy niej do końca jej życia. Zajmuje większość mojego życia. Kocham ją!