Jak przypominacie sobie pierwszy teren swojego konia? Stawiał się? Nasłuchiwał? Wachał się przed wejściem w ciemny las lub szumiące łąki? Czy może wzieliście go na uwiąz i pochodziliście po obżerzach lasu?
Niestety nie mam własnego konia, ale jechałam w teren na koniku świeżo ujeżdżonym ;) muszę przyznać, że obeszło się bez problemów, było to w zimę, więc kobyłka była zaciekawiona śniegiem i lodem na wodzie, ale było przecudownie :)
W pierwszy teren Gordona jechaliśmy sami, bez innych koni, tylko ja i on ;) A więc wyjechaliśmy na żwirową drogę, konio stawiał najpierw ostrożne kroki, a później szedł pewnie i odważnie, uszy cały czas postawione. Pojechaliśmy nad jeziorko. Gordon wskoczył do niego, zaczął się pluskać i parskać. Miał niezły ubaw z wody. W końcu nakłoniłam go do wyjścia, pogalopowaliśmy trochę po polu i wróciliśmy z powrotem na drogę. I co konisko ujrzało? Płoty i jeszcze z obydwu stron xd Jego największe utrapienie. Do tego psy szczekające za tymi płotami. 10 minut chyba się męczyłam, żeby go nakłonić do pójścia dalej. Nie obyło się bez cofania, machania głową i podnoszeniem przednich kopyt do góry. Ale się udało ;) Puściliśmy się dość szybkim galopem. No, ale oczywiście mądra ja nie usłyszała czegoś, co usłyszał Gordon. A mianowicie paralotni ;p Fiknął kilka baranów tylnymi nogami, dość porządnych i gwałtownie skręcił w tym galopie. Wylądowałam na szyi, ale wiedziałam, że nie mogę spaść, więc jakoś wskoczyłam z powrotem w siodło. Uspokoiłam konia i wróciliśmy z powrotem ;) Przy płotach obyło się bez większego buntu, ale lekkie zawahanie z jego strony było. Ogólnie jestem z niego dumna, bo nie wystraszył się ani motoru, ani szumiących drzew i krzaków, ani samochodu ;D Tylko te nieszczęsne płoty ;p
Ja w sumie w pierwszy teren pojechałam na Dragonie (wcześniej jeździłam w tereny na zadzie albo ktoś mi konia trzymał) na rajdzie dwudniowym ;P W sumie to na początku trochę sie bałam ale było fajnie :) Na zdjęciu aj jestem całkiem po prawej na tym gniadoszu (jestem w błękitnej bluzce ;) )
Jak przypominacie sobie pierwszy teren swojego konia? Stawiał się? Nasłuchiwał? Wachał się przed wejściem w ciemny las lub szumiące łąki? Czy może wzieliście go na uwiąz i pochodziliście po obżerzach lasu?
Niestety nie mam własnego konia, ale jechałam w teren na koniku świeżo ujeżdżonym ;) muszę przyznać, że obeszło się bez problemów, było to w zimę, więc kobyłka była zaciekawiona śniegiem i lodem na wodzie, ale było przecudownie :)
W pierwszy teren Gordona jechaliśmy sami, bez innych koni, tylko ja i on ;) A więc wyjechaliśmy na żwirową drogę, konio stawiał najpierw ostrożne kroki, a później szedł pewnie i odważnie, uszy cały czas postawione. Pojechaliśmy nad jeziorko. Gordon wskoczył do niego, zaczął się pluskać i parskać. Miał niezły ubaw z wody. W końcu nakłoniłam go do wyjścia, pogalopowaliśmy trochę po polu i wróciliśmy z powrotem na drogę. I co konisko ujrzało? Płoty i jeszcze z obydwu stron xd Jego największe utrapienie. Do tego psy szczekające za tymi płotami. 10 minut chyba się męczyłam, żeby go nakłonić do pójścia dalej. Nie obyło się bez cofania, machania głową i podnoszeniem przednich kopyt do góry. Ale się udało ;) Puściliśmy się dość szybkim galopem. No, ale oczywiście mądra ja nie usłyszała czegoś, co usłyszał Gordon. A mianowicie paralotni ;p Fiknął kilka baranów tylnymi nogami, dość porządnych i gwałtownie skręcił w tym galopie. Wylądowałam na szyi, ale wiedziałam, że nie mogę spaść, więc jakoś wskoczyłam z powrotem w siodło. Uspokoiłam konia i wróciliśmy z powrotem ;) Przy płotach obyło się bez większego buntu, ale lekkie zawahanie z jego strony było. Ogólnie jestem z niego dumna, bo nie wystraszył się ani motoru, ani szumiących drzew i krzaków, ani samochodu ;D Tylko te nieszczęsne płoty ;p
Ja w sumie w pierwszy teren pojechałam na Dragonie (wcześniej jeździłam w tereny na zadzie albo ktoś mi konia trzymał) na rajdzie dwudniowym ;P W sumie to na początku trochę sie bałam ale było fajnie :) Na zdjęciu aj jestem całkiem po prawej na tym gniadoszu (jestem w błękitnej bluzce ;) )