Jako że jeżdżę od niedawna, mam za sobą 7 lekcji jazdy konnej i póki co na zamkniętej hali, zastanawia mnie jak może wyglądać pierwsze wyjście na spacer. W mojej ocenie jest to na razie perspektywa dalsza, bo muszę jeszcze podszkolić swoje umiejętności, ale ssie mnie ciekawość :-)Ale: abstrahując na razie od obecnych moich umiejętności i pomijając obecność instruktora i kilku innych uczniów mniej lub bardziej zaawansowanych podczas spaceru, zastanawia mnie zachowanie koni, które idą razem w grupie. Czego się spodziewać? Jakie potencjalne niebezpieczeństwa to ze sobą niesie? Jak się ubrać? Czego nie robić podczas takich wyjść, żeby np. nie spłoszyć zwierząt?Zdaję sobie sprawę, że konie to zwierzęta, więc są w w pewnym stopniu nieprzewidywalne, ale bardzo mnie interesuje to, jakie jest Wasze zdanie na ten temat i co można zrobić, by spacer nie zamienił się w koszmar.Inną przyczyną tego, że zastanawia mnie ten temat jest to, że moja koleżanka, która jeździ szmat czasu, parę razy zabrała swoje kumpele na spacer (kumpele nie jeździły nigdy wcześniej) i konie na których one jechały, pognały baaardzo szybko i dziewczyny zatrzymały się w na gałęziach albo ratowały się chwytając się właśnie gałęzi. To zasiało we mnie ziarno niepokoju, mimo że ja jednak pobieram lekcje i tak "zielona" na pewno nie wyjadę:-)
Przede wszystkim nie stresować się :) Koń odczuwa kiedy się stresujesz i wtedy też jest spięty. Na pewno instruktor weźmie Cię na spacer kiedy będzie wiedział że dasz sobie radę. Branie na spacer osób kompletnie zielonych (tak jak zrobiła to Twoja koleżanka) jest skrajnie nie odpowiedzialne. Czasem na początku bierze się jeźdźca na koniu i instruktor prowadzi konia na uwiązie, i wtedy to naprawdę taki spacerek
@Oczy Nocy: Czyli nie jest tak strasznie, grunt to podszkolić umiejętności i się nie stresować. Nie pomyślałam, że jest opcja jazdy na uwiązie, ciekawa jestem jak to będzie wyglądać w mojej szkółce :-)
A ile masz lat? Spacer na uwiązie jest bardzo fajny szczególnie jak ktoś się stresuje tak jak ty żeby pokazać że teren to nic strasznego i jednocześnie przygotować do tego co może się dziać :) Jak podszkolisz swoje umiejętności to sama będziesz bardzo chciała jechać w teren. Doczytałam że do tej pory jeździłaś głównie na hali to najpierw musisz jeszcze pojeździć na ujeżdżalni na zewnątrz a dopiero potem w teren ;)
Nie róbmy ze spacerów karkołomnej wyprawy... Kiedy pracowałam przy obozach to braliśmy na spacery na uwiązie nawet całkiem zielone osoby, bo było bardzo gorąco, konie musiały mieć lżejszy dzień, albo nam zwyczajnie brakowało już sił i chęci by robić po kolejne 8 lonży danego dnia (bywało i po 16 dziennie). Zamiast tego zbierało się kilka ogarniętych osób do prowadzenia, brało najgrzeczniejsze konie i robiło po 30min. spacerku na kilka tur, często nawet na oklep. W programie każdego obozu był też spacer nad rzekę, do której wchodziło się z dziećmi i spacerowało w wodzie, także na oklep. Nigdy nie było z tego powodu żadnych problemów, czy niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakieś dziecko nie chciało już jeździć na lonży, bo było zmęczone lub na początku, gdy bało się jeszcze konia, szło się z nim na pobliską łąkę na spacer. W mojej "regularnej" stajni zabiera się na spacerki do lasu nawet osoby niegalopujące, wystarczy mieć względną równowagę w kłusie. Taka osoba dostaje grzecznego konia, jedzie za instruktorem, a kłus jest bardzo spokojny i w znanych koniom miejscach. Zdarzało się oczywiście, że ktoś spadł, ale wcale nie częściej niż na ujeżdżalni. Dla jeźdźca przyjemne, dla konie też na pewno bardziej niż krążenie po ujeżdżalni, a jest to miła odmiana i zachęta do dalszego uczenia się. @agatarakataka Oczywiście na teren z galopem przyjdzie Ci jeszcze dość długo poczekać, ale spacerek na pewno już niedługo będzie w zasięgu Twoich możliwości, a na pewno spacer na uwiązie (nie zawsze jednak jest ktoś wolny i chętny do prowadzenia konia, także trzeba się dogadać). Najlepiej byłoby jednak gdybyś przedtem pojeździła trochę na zewnątrz. Samego spaceru nie musisz się wcale obawiać, nie musi być nawet kłusa jeśli o to poprosisz. Zapytaj o grzecznego konia, dopasuj dobrze strzemiona, aby było Ci wygodnie i ciesz się chwilą relaksu. Twój stres jest zupełnie nieuzasadniony, sytuacje o jakiej napisałaś się zdarzają, ale bardzo, bardzo rzadko (mi osobiście coś podobnego zdarzyło się raz, ale okoliczności były skrajnie inne i na pewno nie był to spacerek tylko konkretny teren na wyrywnych koniach i zwyczajnie jedna osoba sobie nie poradziła, a reszta koni poszła za nią). Koleżanka, o której piszesz zachowała się nieodpowiedzialnie, bo osoby całkiem niejeżdżące powinny być jednak prowadzone. Poza tym, tym bardzo szybkim biegiem mógł być nawet kłus, który dla niejeżdżącej osoby aż się prosi o upadek. Będąc już w lesie trzeba znać kilka zasad i to ich świadomość odgrywa kluczową rolę przy bezpieczeństwie. Pamiętaj, że mało jest koni, które są skłonne zostawić stado, tak więc jeżeli nawet Twój koń wyprzedzi zastęp i wyrwie do przodu to nie odbiegnie za daleko i zatrzyma się kilka metrów przed grupą koni. Kolejną rzeczą jaką powtarzam, gdy ktoś nowy jedzie w plener to "kieruj swojego konia zawsze na zad konia przed tobą", to najlepszy ogranicznik dla zwierzęcia. Aby wyrwać galopem musi ominąć konia przed nim, nie zrobi to jeżeli będziesz go kierowała na zad, nawet jeżeli koń przed Tobą przyśpieszy to zawsze będzie "jakaś" kontrola i nie dojdzie do sytuacji, gdzie konie zaczynają się ścigać między sobą. Następne: nie krzyczeć, nie piszczeć, nie panikować, takie zachowania niepotrzebnie płoszą konia. Należy także ostrzegać innych, gdy dostrzaże się w lesie sarnę, dzika lub psa. Jeżeli zdarzy się, że koń poniesie to zawsze kieruj go na zad konia przed Tobą, jeżeli takowego nie ma staraj się skręcić konia w kierunku innych koni, nawet "po chamsku", za pysk, najlepiej wykonać to poprzez kolo, lub w ogóle wjechać na koło i stopniowo je zmniejszać. Takie sytuacje zdarzają się jednak na prawdę rzadko. Jeżeli instruktor to osoba odpowiedzialna i znająca konie z jakimi pracuje w zasadzie nie powinny w ogóle zaistnieć i potrzeba naprawdę wyjątkowej sytuacji, by do czegoś takiego doszło. Także nie martw się i śmiało szykuj się na spacer. A do tego czasu jeździj jak najwięcej i ucz się jeździć, by kiedyś móc pojechać w "prawdziwy" teren, bo to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz w jeździe konnej.
@Oczy Nocy: Mam 26 lat. Jednym z czynników, jakie kierowały mną, by na jesień rozpocząć naukę było właśnie to, by w momencie nadejścia ciepłych dni móc pojechać na spacer. Jestem cierpliwa i mam dużo samozaparcia do nauki, ale jednocześnie nie przedkładam ambicji (choć je mam) nad swoje umiejętności, więc na pewno będę dużo ćwiczyć, chociażby ze względu na swoje bezpieczeństwo, bo jestem trochę "boidupa życiowa" i nie chcę, by mi się coś stało. Nigdzie, nie tylko na koniach :-) Dziękuję!@Shango: Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Twoje rady będę miała w głowie, moje obawy są dużo mniejsze no i wygląda na to, że w stadzie siła i ratunek :-) Super, dzięki wielkie! Jeśli chodzi o galop, to masz rację - instruktorzy nie zaczną ze mną nauki galopu dopóki, dopóty nie "opanuję" swobodnego prowadzenia 3 koni w stajni, gdzie się uczę, także jeszcze trochę wody upłynie. Nie ukrywam, satysfakcjonuje mi ich podjeście.
W jeżdziectwie bycie "boidupążyciową" bardzo przeszkadza wiem bo też tak mam ;) Ale trafiłam teraz na super instruktorkę która pomaga mi przestać się bać. Miło że w końcu na forum jest więcej "starszych osób" ja też mam 24 lata ;) Shango po prostu bardzo mądrze napisała to i zebrała co ja chciałam powiedzieć ale nie umiałam się wysłowić ;)
Hej :) Ja mam 33 lata i to jest moj drugi rok jazdy (tak raz w tygodniu jezdze). Ja niebalam sie dopuki nie spadlam, teraz mam wlasnie ten lek, ale tez trafilam na fajne koniki (prywatne) i ucze sie pokonac ten lek. Bylam juz nawet raz w terenie na samym stepie i wolnym klusie. I bylo fajnie, a podejrzewam ze nastepny teren moze byc lepszy bo nie bede sie tak bardzo spinac. Tez sie balam bo w terenie bez galopu to strach ale wiem ze niekoniecznie musi byc strasznie (zwlaszcza jesli wie sie ze konie na ktorych jezdze sa naprawde "nie do wyscigow"). Wiec narazie tez odkrywam uroki jazdy narazie na hali ale mam nadzieje ze na wiosne beda tereny :)) Pozdrowionka.
Dziękuję jeszcze raz za wypowiedzi i dobre rady. Spokój i jeszcze raz spokój może nas uratować:-)@Aneczka80: Konie, na których uczę się jazdy też nie są do wyścigów, więc w pewnym stopniu też odczuwam komfort, bo wręcz trzeba je mocno zachęcać do współpracy:-)Podobnie jak Ty jeżdżę 1 raz w tygodniu ze względu na inne zajęcia i planuję od kolejnego roku przeorganizować sobie kalendarz, by móc jeździć częściej i nauczyć się więcej.Możesz napisać, co się stało, że spadłaś?
No ja jezdze raz w tygodniu bo krucho z kasa, a mam 2 dzieci i moja pasje. Ale pozatym chodze do stajni ze 2-3 razy w tygodniu zeby sobie cos porobic przy koniach np.poczyscic itp. To mi duzo pomoglo na strach po tym upadku. A spadlam bo wczesniej zmienilam stajnie (teraz tez mam inne konie) i tam dali mi konika ktory mial duzo energi i raczej nie nadawal sie do jazdy pod poczatkujacym jezdzcem. Ja mialam (i jeszcze z tym walcze) problem taki ze pochylam sie do przodu a ten (i inne tez tak maja) konik zle odczytywal moje pochylanie, ze pedzil do przodu i nie moglam go zatrzymac. Az w koncu przygalopowal i juz czulam ze za moment spadne i bec... Niby naszczescie nic nie zrobilam tylko mocno obilam sobie kosc ogonowa, ze przez tydzien kustykalam. Ale strach zostal i z nim walcze bo kocham jazde i konie i tak latwo nie zrezygnuje, a teraz jezdze na koniku ktorego wlasnie trzeba zachecac do ruchu :). A to jest strasznie wciagajace hobby :)
Nie róbmy ze spacerów karkołomnej wyprawy... Kiedy pracowałam przy obozach to braliśmy na spacery na uwiązie nawet całkiem zielone osoby, bo było bardzo gorąco, konie musiały mieć lżejszy dzień, albo nam zwyczajnie brakowało już sił i chęci by robić po kolejne 8 lonży danego dnia (bywało i po 16 dziennie). Zamiast tego zbierało się kilka ogarniętych osób do prowadzenia, brało najgrzeczniejsze konie i robiło po 30min. spacerku na kilka tur, często nawet na oklep. W programie każdego obozu był też spacer nad rzekę, do której wchodziło się z dziećmi i spacerowało w wodzie, także na oklep. Nigdy nie było z tego powodu żadnych problemów, czy niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakieś dziecko nie chciało już jeździć na lonży, bo było zmęczone lub na początku, gdy bało się jeszcze konia, szło się z nim na pobliską łąkę na spacer. W mojej "regularnej" stajni zabiera się na spacerki do lasu nawet osoby niegalopujące, wystarczy mieć względną równowagę w kłusie. Taka osoba dostaje grzecznego konia, jedzie za instruktorem, a kłus jest bardzo spokojny i w znanych koniom miejscach. Zdarzało się oczywiście, że ktoś spadł, ale wcale nie częściej niż na ujeżdżalni. Dla jeźdźca przyjemne, dla konie też na pewno bardziej niż krążenie po ujeżdżalni, a jest to miła odmiana i zachęta do dalszego uczenia się. @agatarakataka Oczywiście na teren z galopem przyjdzie Ci jeszcze dość długo poczekać, ale spacerek na pewno już niedługo będzie w zasięgu Twoich możliwości, a na pewno spacer na uwiązie (nie zawsze jednak jest ktoś wolny i chętny do prowadzenia konia, także trzeba się dogadać). Najlepiej byłoby jednak gdybyś przedtem pojeździła trochę na zewnątrz. Samego spaceru nie musisz się wcale obawiać, nie musi być nawet kłusa jeśli o to poprosisz. Zapytaj o grzecznego konia, dopasuj dobrze strzemiona, aby było Ci wygodnie i ciesz się chwilą relaksu. Twój stres jest zupełnie nieuzasadniony, sytuacje o jakiej napisałaś się zdarzają, ale bardzo, bardzo rzadko (mi osobiście coś podobnego zdarzyło się raz, ale okoliczności były skrajnie inne i na pewno nie był to spacerek tylko konkretny teren na wyrywnych koniach i zwyczajnie jedna osoba sobie nie poradziła, a reszta koni poszła za nią). Koleżanka, o której piszesz zachowała się nieodpowiedzialnie, bo osoby całkiem niejeżdżące powinny być jednak prowadzone. Poza tym, tym bardzo szybkim biegiem mógł być nawet kłus, który dla niejeżdżącej osoby aż się prosi o upadek. Będąc już w lesie trzeba znać kilka zasad i to ich świadomość odgrywa kluczową rolę przy bezpieczeństwie. Pamiętaj, że mało jest koni, które są skłonne zostawić stado, tak więc jeżeli nawet Twój koń wyprzedzi zastęp i wyrwie do przodu to nie odbiegnie za daleko i zatrzyma się kilka metrów przed grupą koni. Kolejną rzeczą jaką powtarzam, gdy ktoś nowy jedzie w plener to "kieruj swojego konia zawsze na zad konia przed tobą", to najlepszy ogranicznik dla zwierzęcia. Aby wyrwać galopem musi ominąć konia przed nim, nie zrobi to jeżeli będziesz go kierowała na zad, nawet jeżeli koń przed Tobą przyśpieszy to zawsze będzie "jakaś" kontrola i nie dojdzie do sytuacji, gdzie konie zaczynają się ścigać między sobą. Następne: nie krzyczeć, nie piszczeć, nie panikować, takie zachowania niepotrzebnie płoszą konia. Należy także ostrzegać innych, gdy dostrzaże się w lesie sarnę, dzika lub psa. Jeżeli zdarzy się, że koń poniesie to zawsze kieruj go na zad konia przed Tobą, jeżeli takowego nie ma staraj się skręcić konia w kierunku innych koni, nawet "po chamsku", za pysk, najlepiej wykonać to poprzez kolo, lub w ogóle wjechać na koło i stopniowo je zmniejszać. Takie sytuacje zdarzają się jednak na prawdę rzadko. Jeżeli instruktor to osoba odpowiedzialna i znająca konie z jakimi pracuje w zasadzie nie powinny w ogóle zaistnieć i potrzeba naprawdę wyjątkowej sytuacji, by do czegoś takiego doszło. Także nie martw się i śmiało szykuj się na spacer. A do tego czasu jeździj jak najwięcej i ucz się jeździć, by kiedyś móc pojechać w "prawdziwy" teren, bo to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz w jeździe konnej.Całkiem zielone to trzeba koniecznie na uwjąz , jak tu przylecieli to niech mają radohie .Nio koni żal 16 lonzy na dzień ,wow many is many .
@Oczy Nocy: Mam 26 lat. Jednym z czynników, jakie kierowały mną, by na jesień rozpocząć naukę było właśnie to, by w momencie nadejścia ciepłych dni móc pojechać na spacer. Jestem cierpliwa i mam dużo samozaparcia do nauki, ale jednocześnie nie przedkładam ambicji (choć je mam) nad swoje umiejętności, więc na pewno będę dużo ćwiczyć, chociażby ze względu na swoje bezpieczeństwo, bo jestem trochę "boidupa życiowa" i nie chcę, by mi się coś stało. Nigdzie, nie tylko na koniach :-) Dziękuję!@Shango: Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Twoje rady będę miała w głowie, moje obawy są dużo mniejsze no i wygląda na to, że w stadzie siła i ratunek :-) Super, dzięki wielkie! Jeśli chodzi o galop, to masz rację - instruktorzy nie zaczną ze mną nauki galopu dopóki, dopóty nie "opanuję" swobodnego prowadzenia 3 koni w stajni, gdzie się uczę, także jeszcze trochę wody upłynie. Nie ukrywam, satysfakcjonuje mi ich podjeście.Jak prowadzi się swobodnie trzy konie w stajni ?A.Salacki na jednym koniu bez oglowia dawał ,trzy ,ciekawie będzie .
Nie róbmy ze spacerów karkołomnej wyprawy... Kiedy pracowałam przy obozach to braliśmy na spacery na uwiązie nawet całkiem zielone osoby, bo było bardzo gorąco, konie musiały mieć lżejszy dzień, albo nam zwyczajnie brakowało już sił i chęci by robić po kolejne 8 lonży danego dnia (bywało i po 16 dziennie). Zamiast tego zbierało się kilka ogarniętych osób do prowadzenia, brało najgrzeczniejsze konie i robiło po 30min. spacerku na kilka tur, często nawet na oklep. W programie każdego obozu był też spacer nad rzekę, do której wchodziło się z dziećmi i spacerowało w wodzie, także na oklep. Nigdy nie było z tego powodu żadnych problemów, czy niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakieś dziecko nie chciało już jeździć na lonży, bo było zmęczone lub na początku, gdy bało się jeszcze konia, szło się z nim na pobliską łąkę na spacer. W mojej "regularnej" stajni zabiera się na spacerki do lasu nawet osoby niegalopujące, wystarczy mieć względną równowagę w kłusie. Taka osoba dostaje grzecznego konia, jedzie za instruktorem, a kłus jest bardzo spokojny i w znanych koniom miejscach. Zdarzało się oczywiście, że ktoś spadł, ale wcale nie częściej niż na ujeżdżalni. Dla jeźdźca przyjemne, dla konie też na pewno bardziej niż krążenie po ujeżdżalni, a jest to miła odmiana i zachęta do dalszego uczenia się. @agatarakataka Oczywiście na teren z galopem przyjdzie Ci jeszcze dość długo poczekać, ale spacerek na pewno już niedługo będzie w zasięgu Twoich możliwości, a na pewno spacer na uwiązie (nie zawsze jednak jest ktoś wolny i chętny do prowadzenia konia, także trzeba się dogadać). Najlepiej byłoby jednak gdybyś przedtem pojeździła trochę na zewnątrz. Samego spaceru nie musisz się wcale obawiać, nie musi być nawet kłusa jeśli o to poprosisz. Zapytaj o grzecznego konia, dopasuj dobrze strzemiona, aby było Ci wygodnie i ciesz się chwilą relaksu. Twój stres jest zupełnie nieuzasadniony, sytuacje o jakiej napisałaś się zdarzają, ale bardzo, bardzo rzadko (mi osobiście coś podobnego zdarzyło się raz, ale okoliczności były skrajnie inne i na pewno nie był to spacerek tylko konkretny teren na wyrywnych koniach i zwyczajnie jedna osoba sobie nie poradziła, a reszta koni poszła za nią). Koleżanka, o której piszesz zachowała się nieodpowiedzialnie, bo osoby całkiem niejeżdżące powinny być jednak prowadzone. Poza tym, tym bardzo szybkim biegiem mógł być nawet kłus, który dla niejeżdżącej osoby aż się prosi o upadek. Będąc już w lesie trzeba znać kilka zasad i to ich świadomość odgrywa kluczową rolę przy bezpieczeństwie. Pamiętaj, że mało jest koni, które są skłonne zostawić stado, tak więc jeżeli nawet Twój koń wyprzedzi zastęp i wyrwie do przodu to nie odbiegnie za daleko i zatrzyma się kilka metrów przed grupą koni. Kolejną rzeczą jaką powtarzam, gdy ktoś nowy jedzie w plener to "kieruj swojego konia zawsze na zad konia przed tobą", to najlepszy ogranicznik dla zwierzęcia. Aby wyrwać galopem musi ominąć konia przed nim, nie zrobi to jeżeli będziesz go kierowała na zad, nawet jeżeli koń przed Tobą przyśpieszy to zawsze będzie "jakaś" kontrola i nie dojdzie do sytuacji, gdzie konie zaczynają się ścigać między sobą. Następne: nie krzyczeć, nie piszczeć, nie panikować, takie zachowania niepotrzebnie płoszą konia. Należy także ostrzegać innych, gdy dostrzaże się w lesie sarnę, dzika lub psa. Jeżeli zdarzy się, że koń poniesie to zawsze kieruj go na zad konia przed Tobą, jeżeli takowego nie ma staraj się skręcić konia w kierunku innych koni, nawet "po chamsku", za pysk, najlepiej wykonać to poprzez kolo, lub w ogóle wjechać na koło i stopniowo je zmniejszać. Takie sytuacje zdarzają się jednak na prawdę rzadko. Jeżeli instruktor to osoba odpowiedzialna i znająca konie z jakimi pracuje w zasadzie nie powinny w ogóle zaistnieć i potrzeba naprawdę wyjątkowej sytuacji, by do czegoś takiego doszło. Także nie martw się i śmiało szykuj się na spacer. A do tego czasu jeździj jak najwięcej i ucz się jeździć, by kiedyś móc pojechać w "prawdziwy" teren, bo to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz w jeździe konnej.Całkiem zielone to trzeba koniecznie na uwjąz , jak tu przylecieli to niech mają radohie .Nio koni żal 16 lonzy na dzień ,wow many is many .
@kosupuresukeba: W odpowiedzi na Twoją wypowiedź ("Jak prowadzi się swobodnie trzy konie w stajni ?A.Salacki na jednym koniu bez oglowia dawał ,trzy ,ciekawie będzie .") spieszę z wyjaśnieniem, iż chodziło mi o to bym nauczyła się jeździć na 3 różnych koniach rekreacyjnych w mojej stajni, ponieważ każdy z nich jest inny zarówno pod kątem charakteru jak i cech fizycznych budowy ciała. Tudzież słowa "prowadzić" użyłam jako synonimu słowa "jeździć".Nie wydaje mi się, żeby było to trudne do zrozumienia z kontekstu mojej wypowiedzi. Natomiast Twoje wpisy w mojej opinii pozostawiają wiele do życzenia, zarówno pod kątem poprawności językowej i jasności przekazu. Czepiasz się słówek (z tego co zauważyłam nie tylko w tym wątku na forum), tymczasem sam nie przywiązujesz do wagi do formy i poziomu swojej wypowiedzi.Pozostałym dziękuję za dobre rady i merytoryczne odpowiedzi na moje zapytanie.
mój pierwszy wyjazd w teren (wcześniej były jeszcze jazdy na otwartej ujeżdżalni, w sumie jakieś pół roku) wyglądał mniej więcej tak:w ostatniej chwili przed zapakowaniem się na konia, z jakiegoś tam powodu zamiast na Wikinga, którego już znałam, instruktor zmienił mi konia na zupełnie mi nieznanego .....jak wyjechaliśmy to zupełnie niechcący ;-) wyszłam na prowadzenie ! i dawałam na tym koniu ile natura dała :-/ jak już szczęśliwie się zatrzymałam i ochłonęłam to zapytałam jak w ogóle ten koń się nazywa i usłyszałam :- Ekspress;-) teraz wspominam to ze śmiechem ale wtedy nie było mi do śmiechu ,a tak na poważnie, to przynajmniej w tej stajni gdzie teraz jeżdżę jest absolutny zakaz wyprzedzania, konie idą zastępem, w ustalonej kolejności, szybkość dostosowuje się do najsłabszego ogniwa i jest super :-)powodzenia :-)
Jako że jeżdżę od niedawna, mam za sobą 7 lekcji jazdy konnej i póki co na zamkniętej hali, zastanawia mnie jak może wyglądać pierwsze wyjście na spacer. W mojej ocenie jest to na razie perspektywa dalsza, bo muszę jeszcze podszkolić swoje umiejętności, ale ssie mnie ciekawość :-)Ale: abstrahując na razie od obecnych moich umiejętności i pomijając obecność instruktora i kilku innych uczniów mniej lub bardziej zaawansowanych podczas spaceru, zastanawia mnie zachowanie koni, które idą razem w grupie. Czego się spodziewać? Jakie potencjalne niebezpieczeństwa to ze sobą niesie? Jak się ubrać? Czego nie robić podczas takich wyjść, żeby np. nie spłoszyć zwierząt?Zdaję sobie sprawę, że konie to zwierzęta, więc są w w pewnym stopniu nieprzewidywalne, ale bardzo mnie interesuje to, jakie jest Wasze zdanie na ten temat i co można zrobić, by spacer nie zamienił się w koszmar.Inną przyczyną tego, że zastanawia mnie ten temat jest to, że moja koleżanka, która jeździ szmat czasu, parę razy zabrała swoje kumpele na spacer (kumpele nie jeździły nigdy wcześniej) i konie na których one jechały, pognały baaardzo szybko i dziewczyny zatrzymały się w na gałęziach albo ratowały się chwytając się właśnie gałęzi. To zasiało we mnie ziarno niepokoju, mimo że ja jednak pobieram lekcje i tak "zielona" na pewno nie wyjadę:-)
Poolecam ,polecam bedzie super HORROR Tu dziki kraj jest.
Przede wszystkim nie stresować się :) Koń odczuwa kiedy się stresujesz i wtedy też jest spięty. Na pewno instruktor weźmie Cię na spacer kiedy będzie wiedział że dasz sobie radę. Branie na spacer osób kompletnie zielonych (tak jak zrobiła to Twoja koleżanka) jest skrajnie nie odpowiedzialne. Czasem na początku bierze się jeźdźca na koniu i instruktor prowadzi konia na uwiązie, i wtedy to naprawdę taki spacerek
Prowadzi konia na uwjazie ,cudo świata ,a gdzie tak można ,chcę ,bardzo chcę .
@Oczy Nocy: Czyli nie jest tak strasznie, grunt to podszkolić umiejętności i się nie stresować. Nie pomyślałam, że jest opcja jazdy na uwiązie, ciekawa jestem jak to będzie wyglądać w mojej szkółce :-)
A ile masz lat? Spacer na uwiązie jest bardzo fajny szczególnie jak ktoś się stresuje tak jak ty żeby pokazać że teren to nic strasznego i jednocześnie przygotować do tego co może się dziać :) Jak podszkolisz swoje umiejętności to sama będziesz bardzo chciała jechać w teren. Doczytałam że do tej pory jeździłaś głównie na hali to najpierw musisz jeszcze pojeździć na ujeżdżalni na zewnątrz a dopiero potem w teren ;)
Nie róbmy ze spacerów karkołomnej wyprawy... Kiedy pracowałam przy obozach to braliśmy na spacery na uwiązie nawet całkiem zielone osoby, bo było bardzo gorąco, konie musiały mieć lżejszy dzień, albo nam zwyczajnie brakowało już sił i chęci by robić po kolejne 8 lonży danego dnia (bywało i po 16 dziennie). Zamiast tego zbierało się kilka ogarniętych osób do prowadzenia, brało najgrzeczniejsze konie i robiło po 30min. spacerku na kilka tur, często nawet na oklep. W programie każdego obozu był też spacer nad rzekę, do której wchodziło się z dziećmi i spacerowało w wodzie, także na oklep. Nigdy nie było z tego powodu żadnych problemów, czy niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakieś dziecko nie chciało już jeździć na lonży, bo było zmęczone lub na początku, gdy bało się jeszcze konia, szło się z nim na pobliską łąkę na spacer. W mojej "regularnej" stajni zabiera się na spacerki do lasu nawet osoby niegalopujące, wystarczy mieć względną równowagę w kłusie. Taka osoba dostaje grzecznego konia, jedzie za instruktorem, a kłus jest bardzo spokojny i w znanych koniom miejscach. Zdarzało się oczywiście, że ktoś spadł, ale wcale nie częściej niż na ujeżdżalni. Dla jeźdźca przyjemne, dla konie też na pewno bardziej niż krążenie po ujeżdżalni, a jest to miła odmiana i zachęta do dalszego uczenia się. @agatarakataka Oczywiście na teren z galopem przyjdzie Ci jeszcze dość długo poczekać, ale spacerek na pewno już niedługo będzie w zasięgu Twoich możliwości, a na pewno spacer na uwiązie (nie zawsze jednak jest ktoś wolny i chętny do prowadzenia konia, także trzeba się dogadać). Najlepiej byłoby jednak gdybyś przedtem pojeździła trochę na zewnątrz. Samego spaceru nie musisz się wcale obawiać, nie musi być nawet kłusa jeśli o to poprosisz. Zapytaj o grzecznego konia, dopasuj dobrze strzemiona, aby było Ci wygodnie i ciesz się chwilą relaksu. Twój stres jest zupełnie nieuzasadniony, sytuacje o jakiej napisałaś się zdarzają, ale bardzo, bardzo rzadko (mi osobiście coś podobnego zdarzyło się raz, ale okoliczności były skrajnie inne i na pewno nie był to spacerek tylko konkretny teren na wyrywnych koniach i zwyczajnie jedna osoba sobie nie poradziła, a reszta koni poszła za nią). Koleżanka, o której piszesz zachowała się nieodpowiedzialnie, bo osoby całkiem niejeżdżące powinny być jednak prowadzone. Poza tym, tym bardzo szybkim biegiem mógł być nawet kłus, który dla niejeżdżącej osoby aż się prosi o upadek. Będąc już w lesie trzeba znać kilka zasad i to ich świadomość odgrywa kluczową rolę przy bezpieczeństwie. Pamiętaj, że mało jest koni, które są skłonne zostawić stado, tak więc jeżeli nawet Twój koń wyprzedzi zastęp i wyrwie do przodu to nie odbiegnie za daleko i zatrzyma się kilka metrów przed grupą koni. Kolejną rzeczą jaką powtarzam, gdy ktoś nowy jedzie w plener to "kieruj swojego konia zawsze na zad konia przed tobą", to najlepszy ogranicznik dla zwierzęcia. Aby wyrwać galopem musi ominąć konia przed nim, nie zrobi to jeżeli będziesz go kierowała na zad, nawet jeżeli koń przed Tobą przyśpieszy to zawsze będzie "jakaś" kontrola i nie dojdzie do sytuacji, gdzie konie zaczynają się ścigać między sobą. Następne: nie krzyczeć, nie piszczeć, nie panikować, takie zachowania niepotrzebnie płoszą konia. Należy także ostrzegać innych, gdy dostrzaże się w lesie sarnę, dzika lub psa. Jeżeli zdarzy się, że koń poniesie to zawsze kieruj go na zad konia przed Tobą, jeżeli takowego nie ma staraj się skręcić konia w kierunku innych koni, nawet "po chamsku", za pysk, najlepiej wykonać to poprzez kolo, lub w ogóle wjechać na koło i stopniowo je zmniejszać. Takie sytuacje zdarzają się jednak na prawdę rzadko. Jeżeli instruktor to osoba odpowiedzialna i znająca konie z jakimi pracuje w zasadzie nie powinny w ogóle zaistnieć i potrzeba naprawdę wyjątkowej sytuacji, by do czegoś takiego doszło. Także nie martw się i śmiało szykuj się na spacer. A do tego czasu jeździj jak najwięcej i ucz się jeździć, by kiedyś móc pojechać w "prawdziwy" teren, bo to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz w jeździe konnej.
@Oczy Nocy: Mam 26 lat. Jednym z czynników, jakie kierowały mną, by na jesień rozpocząć naukę było właśnie to, by w momencie nadejścia ciepłych dni móc pojechać na spacer. Jestem cierpliwa i mam dużo samozaparcia do nauki, ale jednocześnie nie przedkładam ambicji (choć je mam) nad swoje umiejętności, więc na pewno będę dużo ćwiczyć, chociażby ze względu na swoje bezpieczeństwo, bo jestem trochę "boidupa życiowa" i nie chcę, by mi się coś stało. Nigdzie, nie tylko na koniach :-) Dziękuję!@Shango: Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Twoje rady będę miała w głowie, moje obawy są dużo mniejsze no i wygląda na to, że w stadzie siła i ratunek :-) Super, dzięki wielkie! Jeśli chodzi o galop, to masz rację - instruktorzy nie zaczną ze mną nauki galopu dopóki, dopóty nie "opanuję" swobodnego prowadzenia 3 koni w stajni, gdzie się uczę, także jeszcze trochę wody upłynie. Nie ukrywam, satysfakcjonuje mi ich podjeście.
W jeżdziectwie bycie "boidupążyciową" bardzo przeszkadza wiem bo też tak mam ;) Ale trafiłam teraz na super instruktorkę która pomaga mi przestać się bać. Miło że w końcu na forum jest więcej "starszych osób" ja też mam 24 lata ;) Shango po prostu bardzo mądrze napisała to i zebrała co ja chciałam powiedzieć ale nie umiałam się wysłowić ;)
Hej :) Ja mam 33 lata i to jest moj drugi rok jazdy (tak raz w tygodniu jezdze). Ja niebalam sie dopuki nie spadlam, teraz mam wlasnie ten lek, ale tez trafilam na fajne koniki (prywatne) i ucze sie pokonac ten lek. Bylam juz nawet raz w terenie na samym stepie i wolnym klusie. I bylo fajnie, a podejrzewam ze nastepny teren moze byc lepszy bo nie bede sie tak bardzo spinac. Tez sie balam bo w terenie bez galopu to strach ale wiem ze niekoniecznie musi byc strasznie (zwlaszcza jesli wie sie ze konie na ktorych jezdze sa naprawde "nie do wyscigow"). Wiec narazie tez odkrywam uroki jazdy narazie na hali ale mam nadzieje ze na wiosne beda tereny :)) Pozdrowionka.
Dziękuję jeszcze raz za wypowiedzi i dobre rady. Spokój i jeszcze raz spokój może nas uratować:-)@Aneczka80: Konie, na których uczę się jazdy też nie są do wyścigów, więc w pewnym stopniu też odczuwam komfort, bo wręcz trzeba je mocno zachęcać do współpracy:-)Podobnie jak Ty jeżdżę 1 raz w tygodniu ze względu na inne zajęcia i planuję od kolejnego roku przeorganizować sobie kalendarz, by móc jeździć częściej i nauczyć się więcej.Możesz napisać, co się stało, że spadłaś?
No ja jezdze raz w tygodniu bo krucho z kasa, a mam 2 dzieci i moja pasje. Ale pozatym chodze do stajni ze 2-3 razy w tygodniu zeby sobie cos porobic przy koniach np.poczyscic itp. To mi duzo pomoglo na strach po tym upadku. A spadlam bo wczesniej zmienilam stajnie (teraz tez mam inne konie) i tam dali mi konika ktory mial duzo energi i raczej nie nadawal sie do jazdy pod poczatkujacym jezdzcem. Ja mialam (i jeszcze z tym walcze) problem taki ze pochylam sie do przodu a ten (i inne tez tak maja) konik zle odczytywal moje pochylanie, ze pedzil do przodu i nie moglam go zatrzymac. Az w koncu przygalopowal i juz czulam ze za moment spadne i bec... Niby naszczescie nic nie zrobilam tylko mocno obilam sobie kosc ogonowa, ze przez tydzien kustykalam. Ale strach zostal i z nim walcze bo kocham jazde i konie i tak latwo nie zrezygnuje, a teraz jezdze na koniku ktorego wlasnie trzeba zachecac do ruchu :). A to jest strasznie wciagajace hobby :)
Nauka jazdy konnej i skiring bezpłatnie TERESIN
Nie róbmy ze spacerów karkołomnej wyprawy... Kiedy pracowałam przy obozach to braliśmy na spacery na uwiązie nawet całkiem zielone osoby, bo było bardzo gorąco, konie musiały mieć lżejszy dzień, albo nam zwyczajnie brakowało już sił i chęci by robić po kolejne 8 lonży danego dnia (bywało i po 16 dziennie). Zamiast tego zbierało się kilka ogarniętych osób do prowadzenia, brało najgrzeczniejsze konie i robiło po 30min. spacerku na kilka tur, często nawet na oklep. W programie każdego obozu był też spacer nad rzekę, do której wchodziło się z dziećmi i spacerowało w wodzie, także na oklep. Nigdy nie było z tego powodu żadnych problemów, czy niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakieś dziecko nie chciało już jeździć na lonży, bo było zmęczone lub na początku, gdy bało się jeszcze konia, szło się z nim na pobliską łąkę na spacer. W mojej "regularnej" stajni zabiera się na spacerki do lasu nawet osoby niegalopujące, wystarczy mieć względną równowagę w kłusie. Taka osoba dostaje grzecznego konia, jedzie za instruktorem, a kłus jest bardzo spokojny i w znanych koniom miejscach. Zdarzało się oczywiście, że ktoś spadł, ale wcale nie częściej niż na ujeżdżalni. Dla jeźdźca przyjemne, dla konie też na pewno bardziej niż krążenie po ujeżdżalni, a jest to miła odmiana i zachęta do dalszego uczenia się. @agatarakataka Oczywiście na teren z galopem przyjdzie Ci jeszcze dość długo poczekać, ale spacerek na pewno już niedługo będzie w zasięgu Twoich możliwości, a na pewno spacer na uwiązie (nie zawsze jednak jest ktoś wolny i chętny do prowadzenia konia, także trzeba się dogadać). Najlepiej byłoby jednak gdybyś przedtem pojeździła trochę na zewnątrz. Samego spaceru nie musisz się wcale obawiać, nie musi być nawet kłusa jeśli o to poprosisz. Zapytaj o grzecznego konia, dopasuj dobrze strzemiona, aby było Ci wygodnie i ciesz się chwilą relaksu. Twój stres jest zupełnie nieuzasadniony, sytuacje o jakiej napisałaś się zdarzają, ale bardzo, bardzo rzadko (mi osobiście coś podobnego zdarzyło się raz, ale okoliczności były skrajnie inne i na pewno nie był to spacerek tylko konkretny teren na wyrywnych koniach i zwyczajnie jedna osoba sobie nie poradziła, a reszta koni poszła za nią). Koleżanka, o której piszesz zachowała się nieodpowiedzialnie, bo osoby całkiem niejeżdżące powinny być jednak prowadzone. Poza tym, tym bardzo szybkim biegiem mógł być nawet kłus, który dla niejeżdżącej osoby aż się prosi o upadek. Będąc już w lesie trzeba znać kilka zasad i to ich świadomość odgrywa kluczową rolę przy bezpieczeństwie. Pamiętaj, że mało jest koni, które są skłonne zostawić stado, tak więc jeżeli nawet Twój koń wyprzedzi zastęp i wyrwie do przodu to nie odbiegnie za daleko i zatrzyma się kilka metrów przed grupą koni. Kolejną rzeczą jaką powtarzam, gdy ktoś nowy jedzie w plener to "kieruj swojego konia zawsze na zad konia przed tobą", to najlepszy ogranicznik dla zwierzęcia. Aby wyrwać galopem musi ominąć konia przed nim, nie zrobi to jeżeli będziesz go kierowała na zad, nawet jeżeli koń przed Tobą przyśpieszy to zawsze będzie "jakaś" kontrola i nie dojdzie do sytuacji, gdzie konie zaczynają się ścigać między sobą. Następne: nie krzyczeć, nie piszczeć, nie panikować, takie zachowania niepotrzebnie płoszą konia. Należy także ostrzegać innych, gdy dostrzaże się w lesie sarnę, dzika lub psa. Jeżeli zdarzy się, że koń poniesie to zawsze kieruj go na zad konia przed Tobą, jeżeli takowego nie ma staraj się skręcić konia w kierunku innych koni, nawet "po chamsku", za pysk, najlepiej wykonać to poprzez kolo, lub w ogóle wjechać na koło i stopniowo je zmniejszać. Takie sytuacje zdarzają się jednak na prawdę rzadko. Jeżeli instruktor to osoba odpowiedzialna i znająca konie z jakimi pracuje w zasadzie nie powinny w ogóle zaistnieć i potrzeba naprawdę wyjątkowej sytuacji, by do czegoś takiego doszło. Także nie martw się i śmiało szykuj się na spacer. A do tego czasu jeździj jak najwięcej i ucz się jeździć, by kiedyś móc pojechać w "prawdziwy" teren, bo to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz w jeździe konnej.Całkiem zielone to trzeba koniecznie na uwjąz , jak tu przylecieli to niech mają radohie .Nio koni żal 16 lonzy na dzień ,wow many is many .
Prowadzi konia na uwjazie ,cudo świata ,a gdzie tak można ,chcę ,bardzo chcę .Już wiem,super !!!
@Oczy Nocy: Mam 26 lat. Jednym z czynników, jakie kierowały mną, by na jesień rozpocząć naukę było właśnie to, by w momencie nadejścia ciepłych dni móc pojechać na spacer. Jestem cierpliwa i mam dużo samozaparcia do nauki, ale jednocześnie nie przedkładam ambicji (choć je mam) nad swoje umiejętności, więc na pewno będę dużo ćwiczyć, chociażby ze względu na swoje bezpieczeństwo, bo jestem trochę "boidupa życiowa" i nie chcę, by mi się coś stało. Nigdzie, nie tylko na koniach :-) Dziękuję!@Shango: Dziękuję za merytoryczną odpowiedź. Twoje rady będę miała w głowie, moje obawy są dużo mniejsze no i wygląda na to, że w stadzie siła i ratunek :-) Super, dzięki wielkie! Jeśli chodzi o galop, to masz rację - instruktorzy nie zaczną ze mną nauki galopu dopóki, dopóty nie "opanuję" swobodnego prowadzenia 3 koni w stajni, gdzie się uczę, także jeszcze trochę wody upłynie. Nie ukrywam, satysfakcjonuje mi ich podjeście.Jak prowadzi się swobodnie trzy konie w stajni ?A.Salacki na jednym koniu bez oglowia dawał ,trzy ,ciekawie będzie .
Nie róbmy ze spacerów karkołomnej wyprawy... Kiedy pracowałam przy obozach to braliśmy na spacery na uwiązie nawet całkiem zielone osoby, bo było bardzo gorąco, konie musiały mieć lżejszy dzień, albo nam zwyczajnie brakowało już sił i chęci by robić po kolejne 8 lonży danego dnia (bywało i po 16 dziennie). Zamiast tego zbierało się kilka ogarniętych osób do prowadzenia, brało najgrzeczniejsze konie i robiło po 30min. spacerku na kilka tur, często nawet na oklep. W programie każdego obozu był też spacer nad rzekę, do której wchodziło się z dziećmi i spacerowało w wodzie, także na oklep. Nigdy nie było z tego powodu żadnych problemów, czy niebezpiecznych sytuacji. Jeśli jakieś dziecko nie chciało już jeździć na lonży, bo było zmęczone lub na początku, gdy bało się jeszcze konia, szło się z nim na pobliską łąkę na spacer. W mojej "regularnej" stajni zabiera się na spacerki do lasu nawet osoby niegalopujące, wystarczy mieć względną równowagę w kłusie. Taka osoba dostaje grzecznego konia, jedzie za instruktorem, a kłus jest bardzo spokojny i w znanych koniom miejscach. Zdarzało się oczywiście, że ktoś spadł, ale wcale nie częściej niż na ujeżdżalni. Dla jeźdźca przyjemne, dla konie też na pewno bardziej niż krążenie po ujeżdżalni, a jest to miła odmiana i zachęta do dalszego uczenia się. @agatarakataka Oczywiście na teren z galopem przyjdzie Ci jeszcze dość długo poczekać, ale spacerek na pewno już niedługo będzie w zasięgu Twoich możliwości, a na pewno spacer na uwiązie (nie zawsze jednak jest ktoś wolny i chętny do prowadzenia konia, także trzeba się dogadać). Najlepiej byłoby jednak gdybyś przedtem pojeździła trochę na zewnątrz. Samego spaceru nie musisz się wcale obawiać, nie musi być nawet kłusa jeśli o to poprosisz. Zapytaj o grzecznego konia, dopasuj dobrze strzemiona, aby było Ci wygodnie i ciesz się chwilą relaksu. Twój stres jest zupełnie nieuzasadniony, sytuacje o jakiej napisałaś się zdarzają, ale bardzo, bardzo rzadko (mi osobiście coś podobnego zdarzyło się raz, ale okoliczności były skrajnie inne i na pewno nie był to spacerek tylko konkretny teren na wyrywnych koniach i zwyczajnie jedna osoba sobie nie poradziła, a reszta koni poszła za nią). Koleżanka, o której piszesz zachowała się nieodpowiedzialnie, bo osoby całkiem niejeżdżące powinny być jednak prowadzone. Poza tym, tym bardzo szybkim biegiem mógł być nawet kłus, który dla niejeżdżącej osoby aż się prosi o upadek. Będąc już w lesie trzeba znać kilka zasad i to ich świadomość odgrywa kluczową rolę przy bezpieczeństwie. Pamiętaj, że mało jest koni, które są skłonne zostawić stado, tak więc jeżeli nawet Twój koń wyprzedzi zastęp i wyrwie do przodu to nie odbiegnie za daleko i zatrzyma się kilka metrów przed grupą koni. Kolejną rzeczą jaką powtarzam, gdy ktoś nowy jedzie w plener to "kieruj swojego konia zawsze na zad konia przed tobą", to najlepszy ogranicznik dla zwierzęcia. Aby wyrwać galopem musi ominąć konia przed nim, nie zrobi to jeżeli będziesz go kierowała na zad, nawet jeżeli koń przed Tobą przyśpieszy to zawsze będzie "jakaś" kontrola i nie dojdzie do sytuacji, gdzie konie zaczynają się ścigać między sobą. Następne: nie krzyczeć, nie piszczeć, nie panikować, takie zachowania niepotrzebnie płoszą konia. Należy także ostrzegać innych, gdy dostrzaże się w lesie sarnę, dzika lub psa. Jeżeli zdarzy się, że koń poniesie to zawsze kieruj go na zad konia przed Tobą, jeżeli takowego nie ma staraj się skręcić konia w kierunku innych koni, nawet "po chamsku", za pysk, najlepiej wykonać to poprzez kolo, lub w ogóle wjechać na koło i stopniowo je zmniejszać. Takie sytuacje zdarzają się jednak na prawdę rzadko. Jeżeli instruktor to osoba odpowiedzialna i znająca konie z jakimi pracuje w zasadzie nie powinny w ogóle zaistnieć i potrzeba naprawdę wyjątkowej sytuacji, by do czegoś takiego doszło. Także nie martw się i śmiało szykuj się na spacer. A do tego czasu jeździj jak najwięcej i ucz się jeździć, by kiedyś móc pojechać w "prawdziwy" teren, bo to jest chyba najprzyjemniejsza rzecz w jeździe konnej.Całkiem zielone to trzeba koniecznie na uwjąz , jak tu przylecieli to niech mają radohie .Nio koni żal 16 lonzy na dzień ,wow many is many .
Kucyków było 40, więc się podzieliły. Mnie żal :( po 8 godzinach na samym placu to człowiek przeżywa istny katharsis.
@kosupuresukeba: W odpowiedzi na Twoją wypowiedź ("Jak prowadzi się swobodnie trzy konie w stajni ?A.Salacki na jednym koniu bez oglowia dawał ,trzy ,ciekawie będzie .") spieszę z wyjaśnieniem, iż chodziło mi o to bym nauczyła się jeździć na 3 różnych koniach rekreacyjnych w mojej stajni, ponieważ każdy z nich jest inny zarówno pod kątem charakteru jak i cech fizycznych budowy ciała. Tudzież słowa "prowadzić" użyłam jako synonimu słowa "jeździć".Nie wydaje mi się, żeby było to trudne do zrozumienia z kontekstu mojej wypowiedzi. Natomiast Twoje wpisy w mojej opinii pozostawiają wiele do życzenia, zarówno pod kątem poprawności językowej i jasności przekazu. Czepiasz się słówek (z tego co zauważyłam nie tylko w tym wątku na forum), tymczasem sam nie przywiązujesz do wagi do formy i poziomu swojej wypowiedzi.Pozostałym dziękuję za dobre rady i merytoryczne odpowiedzi na moje zapytanie.
mój pierwszy wyjazd w teren (wcześniej były jeszcze jazdy na otwartej ujeżdżalni, w sumie jakieś pół roku) wyglądał mniej więcej tak:w ostatniej chwili przed zapakowaniem się na konia, z jakiegoś tam powodu zamiast na Wikinga, którego już znałam, instruktor zmienił mi konia na zupełnie mi nieznanego .....jak wyjechaliśmy to zupełnie niechcący ;-) wyszłam na prowadzenie ! i dawałam na tym koniu ile natura dała :-/ jak już szczęśliwie się zatrzymałam i ochłonęłam to zapytałam jak w ogóle ten koń się nazywa i usłyszałam :- Ekspress;-) teraz wspominam to ze śmiechem ale wtedy nie było mi do śmiechu ,a tak na poważnie, to przynajmniej w tej stajni gdzie teraz jeżdżę jest absolutny zakaz wyprzedzania, konie idą zastępem, w ustalonej kolejności, szybkość dostosowuje się do najsłabszego ogniwa i jest super :-)powodzenia :-)