Mój pierwszy wyjazd w teren miał miejsce na obozie konnym. Nie powiem ale za dobrze to tam nie uczyli. Jedyna zasada jaka tam obowiązywała to "Wal batem do puki nie ruszy"(szkoda mówić o jeździe na dobrą nogę) . Warto dodać ,że byłam wtedy (i jestem ale już mniej) początkującym jeźdźcem , więc taki tryb nauczania sprawił ,że wróciłam do domu z nieco złymi nawykami(i nie, nie waliłam batem do puki nie ruszy). Gdy po paru miesiącach zaczęłam uczęszczać na lekcje jeździectwa , zdałam sobie sprawę z tego ,że nic nie umiem. Teraz mam za sobą już około 6 miesięcy ( z groszami) regularnej nauki jazdy. Nie powiem ale sporo się nauczyłam. W miarę dobrze galopuje, kłusuję na dobrą nogę , ostatnio nawet robię wolty w galopie, cawaletti i skoki też nieźle mi idą.Dodam jeszcze ,że wspomnienia z obozowych terenów są całkiem miłe(nie licząc tego gdzie spadam).Spytałam się ostatnio instruktorki ,czy już mogę jechać w teren ,a ona powiedziała,że tak ,bardzo się wtedy cieszyłam i nie mogłam się doczekać. W niedziele jadę w pierwszy od dłuższego czasu teren i tu jest właśnie pies pogrzebany , bo mam lekkie (czytaj wielkie) obawy.Najbardziej boję się ponoszenia i skopania przez innego konia,jak również tego ,że zrobię coś źle i spadnę lub zepsuje innym cały teren^^" Czy moglibyście dać mi jakieś rady żeby moje obawy zniknęły.Z gór dziękuję! ^^
Najlepszą radą jaką ci mogę dać to chyba zakup słownika ortografcznego ;)Wątpię, żeby ktoś Ci powiedział "wal batem do puki nie ruszy", jak już to "wal batem dopóki nie ruszy".Rozpisałam się. Co do tematu...Wyluzuj trochę. Jak pojedziesz w teren zapomnisz o wszystkim. Zresztą na pewno jedzie z Tobą instruktor.Nie martw się, nie zepsujesz nikomu terenu. Jeżeli jedziesz w teren w grupie na pewno będzie Ci raźniej i przyjemniej. I jakoś ja nigdy nie miałam obaw co do terenu. Wręcz przeciwnie, zawsze się cieszyłam, że mogę pojechać z koniem np. do lasu.
Spadłaś właśnie w terenie?Sądzę, że nie masz się czego obawiać. Wbrew pozorom wyjazdy w teren nie różnią się tak bardzo od zwkłych jazd. Kopania unikniesz utrzymując odpowiednie odległości (odstęp 1,5 - 2 długości koni). Co do ponoszenia to trzymaj kontakt na wodzach. Raczej instruktorka nie stawi Cię na początku zastępu, a jeśli to opowiedz o swoich obawach. I konie szkółkowe wcale nie są takie chętne do ponoszenia jak mogłoby się wydawać. Sama więc widzisz - nie ma się czego bać. Skup się na tym, co kochasz (czyli dokładniej mówiąc myśl sobie jak bardzo zależy Ci na koniach). Umiesz wystarczająco dużo. Z czasem, po wielu takich wyjazdach przywykniesz. Miłej zabawy!
Dziękuję za rady, a co do "dopóki" to dziękuję za poprawienie błędu^^", z drugiej strony to sukces tylko(aż) jeden błąd:D.( myślałam ,że będzie gorzej ^^") , a porządny słownik ortograficzny to by się przydał ,oj tak^^. Więc jeszcze raz DZIĘKUJĘ :D
A co do spadania , to było tego więcej i nie tylko w terenie. Ale aż tak bardzo nie bolało^^. W terenie spadłam dlatego ,że koń się potknął w kłusie :D Yey! Teraz o wiele lepiej trzymam się w siodle ale jak pomyślę o tych wszystkich wystających złowieszczo ,złamanych badylach , na które mogę się nadziać, to po prostu ciarki przechodzą^^"! No nic , po prostu nie będę myśleć :D! A z tego co pamiętam to UWIELBIAM tereny^^! Oj ostatni raz: Dziękuję za rozwianie moich obaw!
Tak jak wyżej WYLUZUJ. W terenie nie chodzi o to by jeździć na jakimś zawodowym poziomie (oczywiście trzeba mieć wystarczające umiejętności) tylko o to, żeby rozluźnić i siebie i konia. To ma być rekreacyjna przejażdżka "dla rozrywki" i oderwania się od rzeczywistości. Nie ma się czego obawiać, sama spadłam w terenie i jeszcze złamałam rękę, żyję i mam się dobrze, dalej jeżdżę i trenuję. Nikomu terenu nie popsujesz, jeżeli po upadku dobrze się czujesz to wsiadasz i jedziesz dalej ;) Co do tych odległości, to jeżeli widzisz między uszami swojego konia stawy skokowe tylnych nóg to trzymasz dobrą odległość zarówno do kłusa jak i stępa. Jeżeli chcesz jechać galopem to najlepiej jeżeli widzisz tylne kopyta poprzedzającego konia między uszami swojego. Trzymam kciuki za udanego terenosa :)
Już jestem po tym terenie^^. Było naprawdę fantastycznie(choć za mało galopu:(). Jak tylko wyjechałam ze stadniny to moje obawy zaraz zniknęły! O dziwo trafiły się trzy psy , w tym jeden chart(galopował z nami^^),a ja wcale się nie bałam .Co do skopania to trafiłam na bardzo miłą klaczkę , która sama trzymała odległości i idealne tempo.Nie mogę doczekać się następnego terenu:D(choć może teraz w innej stadninie). Jeszcze raz dziękuję za rady!
Mój pierwszy wyjazd w teren miał miejsce na obozie konnym. Nie powiem ale za dobrze to tam nie uczyli. Jedyna zasada jaka tam obowiązywała to "Wal batem do puki nie ruszy"(szkoda mówić o jeździe na dobrą nogę) . Warto dodać ,że byłam wtedy (i jestem ale już mniej) początkującym jeźdźcem , więc taki tryb nauczania sprawił ,że wróciłam do domu z nieco złymi nawykami(i nie, nie waliłam batem do puki nie ruszy). Gdy po paru miesiącach zaczęłam uczęszczać na lekcje jeździectwa , zdałam sobie sprawę z tego ,że nic nie umiem. Teraz mam za sobą już około 6 miesięcy ( z groszami) regularnej nauki jazdy. Nie powiem ale sporo się nauczyłam. W miarę dobrze galopuje, kłusuję na dobrą nogę , ostatnio nawet robię wolty w galopie, cawaletti i skoki też nieźle mi idą.Dodam jeszcze ,że wspomnienia z obozowych terenów są całkiem miłe(nie licząc tego gdzie spadam).Spytałam się ostatnio instruktorki ,czy już mogę jechać w teren ,a ona powiedziała,że tak ,bardzo się wtedy cieszyłam i nie mogłam się doczekać. W niedziele jadę w pierwszy od dłuższego czasu teren i tu jest właśnie pies pogrzebany , bo mam lekkie (czytaj wielkie) obawy.Najbardziej boję się ponoszenia i skopania przez innego konia,jak również tego ,że zrobię coś źle i spadnę lub zepsuje innym cały teren^^" Czy moglibyście dać mi jakieś rady żeby moje obawy zniknęły.Z gór dziękuję! ^^
Najlepszą radą jaką ci mogę dać to chyba zakup słownika ortografcznego ;)Wątpię, żeby ktoś Ci powiedział "wal batem do puki nie ruszy", jak już to "wal batem dopóki nie ruszy".Rozpisałam się. Co do tematu...Wyluzuj trochę. Jak pojedziesz w teren zapomnisz o wszystkim. Zresztą na pewno jedzie z Tobą instruktor.Nie martw się, nie zepsujesz nikomu terenu. Jeżeli jedziesz w teren w grupie na pewno będzie Ci raźniej i przyjemniej. I jakoś ja nigdy nie miałam obaw co do terenu. Wręcz przeciwnie, zawsze się cieszyłam, że mogę pojechać z koniem np. do lasu.
Spadłaś właśnie w terenie?Sądzę, że nie masz się czego obawiać. Wbrew pozorom wyjazdy w teren nie różnią się tak bardzo od zwkłych jazd. Kopania unikniesz utrzymując odpowiednie odległości (odstęp 1,5 - 2 długości koni). Co do ponoszenia to trzymaj kontakt na wodzach. Raczej instruktorka nie stawi Cię na początku zastępu, a jeśli to opowiedz o swoich obawach. I konie szkółkowe wcale nie są takie chętne do ponoszenia jak mogłoby się wydawać. Sama więc widzisz - nie ma się czego bać. Skup się na tym, co kochasz (czyli dokładniej mówiąc myśl sobie jak bardzo zależy Ci na koniach). Umiesz wystarczająco dużo. Z czasem, po wielu takich wyjazdach przywykniesz. Miłej zabawy!
Dziękuję za rady, a co do "dopóki" to dziękuję za poprawienie błędu^^", z drugiej strony to sukces tylko(aż) jeden błąd:D.( myślałam ,że będzie gorzej ^^") , a porządny słownik ortograficzny to by się przydał ,oj tak^^. Więc jeszcze raz DZIĘKUJĘ :D
A co do spadania , to było tego więcej i nie tylko w terenie. Ale aż tak bardzo nie bolało^^. W terenie spadłam dlatego ,że koń się potknął w kłusie :D Yey! Teraz o wiele lepiej trzymam się w siodle ale jak pomyślę o tych wszystkich wystających złowieszczo ,złamanych badylach , na które mogę się nadziać, to po prostu ciarki przechodzą^^"! No nic , po prostu nie będę myśleć :D! A z tego co pamiętam to UWIELBIAM tereny^^! Oj ostatni raz: Dziękuję za rozwianie moich obaw!
Tak jak wyżej WYLUZUJ. W terenie nie chodzi o to by jeździć na jakimś zawodowym poziomie (oczywiście trzeba mieć wystarczające umiejętności) tylko o to, żeby rozluźnić i siebie i konia. To ma być rekreacyjna przejażdżka "dla rozrywki" i oderwania się od rzeczywistości. Nie ma się czego obawiać, sama spadłam w terenie i jeszcze złamałam rękę, żyję i mam się dobrze, dalej jeżdżę i trenuję. Nikomu terenu nie popsujesz, jeżeli po upadku dobrze się czujesz to wsiadasz i jedziesz dalej ;) Co do tych odległości, to jeżeli widzisz między uszami swojego konia stawy skokowe tylnych nóg to trzymasz dobrą odległość zarówno do kłusa jak i stępa. Jeżeli chcesz jechać galopem to najlepiej jeżeli widzisz tylne kopyta poprzedzającego konia między uszami swojego. Trzymam kciuki za udanego terenosa :)
Już jestem po tym terenie^^. Było naprawdę fantastycznie(choć za mało galopu:(). Jak tylko wyjechałam ze stadniny to moje obawy zaraz zniknęły! O dziwo trafiły się trzy psy , w tym jeden chart(galopował z nami^^),a ja wcale się nie bałam .Co do skopania to trafiłam na bardzo miłą klaczkę , która sama trzymała odległości i idealne tempo.Nie mogę doczekać się następnego terenu:D(choć może teraz w innej stadninie). Jeszcze raz dziękuję za rady!