Strasznie nie lubię malowania koni. To są przecież żywe zwierzęta. Jakby miały być różowe, to by się rodziły w tym kolorze.Dużą aferę wywołały pomalowane na różowo konie, które wystąpiły w teledysku Seleny Gomez. Ostatecznie gwiazda wycięła różowe konie z klipu.Co wy o tym sądzicie? Czy da się coś z tym zrobić?
Właśnie tak samo ludzie rodziliby się w futrach gdyby były dla nas przeznaczone. Ale też słyszałam o tych różowych koniach. Mi nie podobają się konie z namalowanym szkieletem i podpisanym -,-.
Też nie jestem za malowaniem koni, chociaż pamiętam jak byłam mała u mojej babci na wsi był u jednego gospodarza koń i dzieci go malowały, znaczy się odciskały na nim swoje ręce, ale tylko jak było ciepło i jak można było to zmyć prawie od razu ;)
Malowanie w takich ilościach to przesada, ale nie stanowi problemu dla konia, gdy używamy farb nietoksycznych. Ja sama kiedyś na pokazy pomalowałam zad konia takimi właśnie farbami. Można łatwo je zmyć, albo po prostu poczekać kilka dni, aż same zejdą. Jednak te konie wyglądają na przefarbowane, a nie pomalowane, więc już nawet nie chcę wiedzieć jaką metodą to zrobili ..
Mi też. Kiedyś na YouTube oglądałam jak 5-latka dostała pomalowanego różowego kuca. Po pierwsze konia właśnie się nie maluje, a po drugie nie daje 5-latce. Nawet jeśli np. rodzice będą się nim opiekować, a nie dziecko, to pewnie szybko jej znudzi ten kuc- jak zabawka.
Mi też. Kiedyś na YouTube oglądałam jak 5-latka dostała pomalowanego różowego kuca. Po pierwsze konia właśnie się nie maluje, a po drugie nie daje 5-latce. Nawet jeśli np. rodzice będą się nim opiekować, a nie dziecko, to pewnie szybko jej znudzi ten kuc- jak zabawka. Nie chciałabym widzieć miny tego dziecka po zejściu farby
Osobiście też nie jestem za tym. Szczególnie jeśli chodzi o kolor różowy, hahah, niektórzy ludzie chcą zrobić z koni rumaki z bajek i czasami zachodzą za daleko. Ale są specjalne farby, które nie podrażniają końskiej skóry. Widziałam kiedyś pokaz z końmi stylizowanymi na pomalowane po indiańsku i wyglądało to widowiskowo. Lekkie malowane motywy na potrzeby pokazów lub przedstawień mogą być, ale co nie dużo to nie zdrowo.
a ja uważam, że wszystko zależy od okoliczności, konia, farby itd.jeśli użyjmy farby specjalnie do tego przeznaczonej, wykonamy u konia test alergiczny :-), koń spokojnie znosi wszelkie zabiegi, w tym malowanie a następnie mycie, a do tego ktoś (np. dzieci na obozie jeździeckim) ma przy tym fun, to czemu nie :-Dmyślę, że większości koni jest wszystko jedno czy są siwe czy różowe czy zielone ;-) a dla dzieci to kolejna okazja na kontakt z koniem i zacieśnianie więzi (tak, tak) z koniem, przez wspólne spędzanie czasu, dotyk, nowe bodźce - w ten sposób również konie uczą się czegoś nowego :-)
"w ten sposób również konie uczą się czegoś nowego :-)"A mianowicie CZEGO koń uczy sie przez takie malowanki? że człowiek to zwierze wyjątkowo próżne???
na przykład ;-)uczą się też tego, że biegające wokół dzieci z tubkami farb, pędzlami, albo upakaćnymi na czerwono dłońmi, śmiejące się i rozbawione, nie stanowią większego zagrożenia dla końskiego życia ;-)
ok - więc niech te dzieci malują przy tym tylko siebie, nie konie - nauka i klimat ten sam tylko bez niepotrzebnej ingerencji w "cielesność zwierzęcia"
Nie przekonały mnie twoje argumenty, sądzę, że dzieci mają tyle samo radości jak malują na arkuszach zawieszonych gdzieś na dworze, nie trzeba przy tym dręczyć zwierząt.
haha !a czy przypadkiem jazda konna nie jest ingerencją w cielesność zwierzęcia ? :-)tak samo czesanie grzywy i ogona i zaplatanie wymyślnych fryzur, warkoczyków itd. nic jak przejaw ludzkiej próżności ...... uważam, że granicą dla ludzkiej próżności musi być dyskomfort zwierzęcia ale osobiście widziałam raz malowanie koni i nie wydaje mi się, żeby któryś z nich okazywał jakiekolwiek zniecierpliwienie, zachowywały się jak przy zwykłym czyszczeniu,oczywiście nie twierdzę, że każdy koń musi to znosić , tak jak siodło czy wędzidło ;-), ale jeśli dany osobnik ma na to kompletny zlew a nawet obserwuje całe zamieszanie z zainteresowaniem, to czemu nie ... ;-)
zgoda zorkana - to co wymieniasz ingeruje w cielesność zwierzaka, ale nie jest tożsame pod względem zakresu co malowanie - jak myślisz, czy polizanie przez konia farbowanej sierści jest ok? a przecież konie często ożywają pyska do badania co też się znalazło na ich sierści... jak się więc to ma do porównania z siodłaniem, czesaniem itp ingerencją, która przy zachowaniu granic rozsądku w istocie nie niesie ze sobą istotnego dyskomfortu. Generalnie - aby była jasność - mam pogląd - że koń to nie małpa i nie laleczka Barbie, aby walić na niego co tylko fantazja podpowie.
a małpy to co ? nie zasługują na poszanowanie integralności cielesnej ? ;-)zakładam, że farby używane do malowania koni nie są trujące , najlepiej, żeby były naturalne, naturalnie :-)
podobnie zresztą jak różnego rodzaju szampony, odzywki do końskiej sierści i inne mazidła, coby się koń na pokazach albo zawodach bardziej błyszczał ;-) też się może polizać (choć to widok znacznie rzadszy niż u psów ;-) ale możliwość istnieje - ja osobiście lubię konie w stanie jak najbardziej zbliżonym do naturalnego ale nie odsądzę nikogo od czci i wiary jeśli pomiział czymś konia, pod warunkiem, że jak pisałam wcześniej, preparat jest bezpieczny,i jeszcze jedna kwestia : tak sobie pomyślałam, że może, gdybym była koniem szkółkowym, pracującym na obozie jeździeckim albo na półkoloniach to być może, wolałabym , żeby mnie przez godzinę ktoś malował a potem mył, niż żeby przez godzinę szarpało mnie jakieś dziecko z niestabilną ręką i chwiejnym dosiadem ;-D
Orkan - chodziło o takie "małpy" w cudzysłowie..Co do tego porównania - racja... kupiłam kilka lat temu kobyłkę z takiej agro-szkółki - "czystyj użas" jak powiedzieliby sąsiedzi zza Buga... Szkodliwość malowania przy tym to małe piko...
Faktycznie, ależ te biedne pomalowane konisie cierpią :-/. Szkoda, że tak bardzo nie oburza i nie razi was tak często tutaj spotykany niedopasowany sprzęt, fatalne osiodłanie, czy fakt, że koń znajduje się w rękach zupełnie nieodpowiedzialnej osoby. Ale nawet skrytykować nie wolno bo jeszcze się która obrazi, albo jej się przykro zrobi. "koń to nie małpa i nie laleczka Barbie"- Równie dobrze można pod to podpiąć kolorowe czapraczki, owijeczki, czy zaplatanie grzywy. Każdy ma inny gust, ale pomijając już względy estetyczne, czy naprawdę dzieje się przez to koniom krzywda?Żeby nie było, że jestem jakąś fanką malowania koni - nigdy tego nie praktykowałam i nie mam zamiaru, bo zwyczajnie odbiega to zdecydowanie od mojego zmysłu estetycznego, ale śmieszy mnie niezmiernie wasze wielkie oburzenie z powodu, o zgrozo namalowanego serduszka, czy szlaczka na końskim zadku, a wielu z was nie zauważa tego co naprawdę konie krzywdzi.
i tu się z Wami zgodzę - mimo wcześniejszych wpisów - bo nie ma co się spierać o kroplę farby, kiedy w końskich pysków i boków toczy się piana... - jednak u mnie raczej na maolowane koniki nie ma co liczyć - owszem, wytarzane w piachu, śniegu czasem błocie, brudne i zadowolone - tak :)
Strasznie nie lubię malowania koni. To są przecież żywe zwierzęta. Jakby miały być różowe, to by się rodziły w tym kolorze.Dużą aferę wywołały pomalowane na różowo konie, które wystąpiły w teledysku Seleny Gomez. Ostatecznie gwiazda wycięła różowe konie z klipu.Co wy o tym sądzicie? Czy da się coś z tym zrobić?
Nie podoba mi si ę malowanie koni .
Właśnie tak samo ludzie rodziliby się w futrach gdyby były dla nas przeznaczone. Ale też słyszałam o tych różowych koniach. Mi nie podobają się konie z namalowanym szkieletem i podpisanym -,-.
Też nie jestem za malowaniem koni, chociaż pamiętam jak byłam mała u mojej babci na wsi był u jednego gospodarza koń i dzieci go malowały, znaczy się odciskały na nim swoje ręce, ale tylko jak było ciepło i jak można było to zmyć prawie od razu ;)
Malowanie w takich ilościach to przesada, ale nie stanowi problemu dla konia, gdy używamy farb nietoksycznych. Ja sama kiedyś na pokazy pomalowałam zad konia takimi właśnie farbami. Można łatwo je zmyć, albo po prostu poczekać kilka dni, aż same zejdą. Jednak te konie wyglądają na przefarbowane, a nie pomalowane, więc już nawet nie chcę wiedzieć jaką metodą to zrobili ..
Mi też się to nie podoba.
Myślę, że nawet jeśli koń jest przefarbowany i nie powoduje to żadnych reakcji alergicznych itp., to jest mu wszystko jedno.
Wydaje mi się nawet ok pomalowanie konia ,ale tylko jakiś mały znaczek (na jakąś sesję czy zawody )
Mi też. Kiedyś na YouTube oglądałam jak 5-latka dostała pomalowanego różowego kuca. Po pierwsze konia właśnie się nie maluje, a po drugie nie daje 5-latce. Nawet jeśli np. rodzice będą się nim opiekować, a nie dziecko, to pewnie szybko jej znudzi ten kuc- jak zabawka.
Mi też. Kiedyś na YouTube oglądałam jak 5-latka dostała pomalowanego różowego kuca. Po pierwsze konia właśnie się nie maluje, a po drugie nie daje 5-latce. Nawet jeśli np. rodzice będą się nim opiekować, a nie dziecko, to pewnie szybko jej znudzi ten kuc- jak zabawka. Nie chciałabym widzieć miny tego dziecka po zejściu farby
Nie podoba mi się to.A jeśli ta farba jest toksyczna to koń może dostać bolesnej alergii:(.Malowane konie nie są też zbyt ładne.
Mi się to też nie podoba.Te konie wcale nie są ładne.
Mi się to nie podoba.Te konie wcale nie są ładne.
Dla mnie to wygląda po prostu strasznie, szkoda mi tych koni.
Osobiście też nie jestem za tym. Szczególnie jeśli chodzi o kolor różowy, hahah, niektórzy ludzie chcą zrobić z koni rumaki z bajek i czasami zachodzą za daleko. Ale są specjalne farby, które nie podrażniają końskiej skóry. Widziałam kiedyś pokaz z końmi stylizowanymi na pomalowane po indiańsku i wyglądało to widowiskowo. Lekkie malowane motywy na potrzeby pokazów lub przedstawień mogą być, ale co nie dużo to nie zdrowo.
a ja uważam, że wszystko zależy od okoliczności, konia, farby itd.jeśli użyjmy farby specjalnie do tego przeznaczonej, wykonamy u konia test alergiczny :-), koń spokojnie znosi wszelkie zabiegi, w tym malowanie a następnie mycie, a do tego ktoś (np. dzieci na obozie jeździeckim) ma przy tym fun, to czemu nie :-Dmyślę, że większości koni jest wszystko jedno czy są siwe czy różowe czy zielone ;-) a dla dzieci to kolejna okazja na kontakt z koniem i zacieśnianie więzi (tak, tak) z koniem, przez wspólne spędzanie czasu, dotyk, nowe bodźce - w ten sposób również konie uczą się czegoś nowego :-)
"w ten sposób również konie uczą się czegoś nowego :-)"A mianowicie CZEGO koń uczy sie przez takie malowanki? że człowiek to zwierze wyjątkowo próżne???
na przykład ;-)uczą się też tego, że biegające wokół dzieci z tubkami farb, pędzlami, albo upakaćnymi na czerwono dłońmi, śmiejące się i rozbawione, nie stanowią większego zagrożenia dla końskiego życia ;-)
ok - więc niech te dzieci malują przy tym tylko siebie, nie konie - nauka i klimat ten sam tylko bez niepotrzebnej ingerencji w "cielesność zwierzęcia"
Nie przekonały mnie twoje argumenty, sądzę, że dzieci mają tyle samo radości jak malują na arkuszach zawieszonych gdzieś na dworze, nie trzeba przy tym dręczyć zwierząt.
haha !a czy przypadkiem jazda konna nie jest ingerencją w cielesność zwierzęcia ? :-)tak samo czesanie grzywy i ogona i zaplatanie wymyślnych fryzur, warkoczyków itd. nic jak przejaw ludzkiej próżności ...... uważam, że granicą dla ludzkiej próżności musi być dyskomfort zwierzęcia ale osobiście widziałam raz malowanie koni i nie wydaje mi się, żeby któryś z nich okazywał jakiekolwiek zniecierpliwienie, zachowywały się jak przy zwykłym czyszczeniu,oczywiście nie twierdzę, że każdy koń musi to znosić , tak jak siodło czy wędzidło ;-), ale jeśli dany osobnik ma na to kompletny zlew a nawet obserwuje całe zamieszanie z zainteresowaniem, to czemu nie ... ;-)
zgoda zorkana - to co wymieniasz ingeruje w cielesność zwierzaka, ale nie jest tożsame pod względem zakresu co malowanie - jak myślisz, czy polizanie przez konia farbowanej sierści jest ok? a przecież konie często ożywają pyska do badania co też się znalazło na ich sierści... jak się więc to ma do porównania z siodłaniem, czesaniem itp ingerencją, która przy zachowaniu granic rozsądku w istocie nie niesie ze sobą istotnego dyskomfortu. Generalnie - aby była jasność - mam pogląd - że koń to nie małpa i nie laleczka Barbie, aby walić na niego co tylko fantazja podpowie.
a małpy to co ? nie zasługują na poszanowanie integralności cielesnej ? ;-)zakładam, że farby używane do malowania koni nie są trujące , najlepiej, żeby były naturalne, naturalnie :-)
podobnie zresztą jak różnego rodzaju szampony, odzywki do końskiej sierści i inne mazidła, coby się koń na pokazach albo zawodach bardziej błyszczał ;-) też się może polizać (choć to widok znacznie rzadszy niż u psów ;-) ale możliwość istnieje - ja osobiście lubię konie w stanie jak najbardziej zbliżonym do naturalnego ale nie odsądzę nikogo od czci i wiary jeśli pomiział czymś konia, pod warunkiem, że jak pisałam wcześniej, preparat jest bezpieczny,i jeszcze jedna kwestia : tak sobie pomyślałam, że może, gdybym była koniem szkółkowym, pracującym na obozie jeździeckim albo na półkoloniach to być może, wolałabym , żeby mnie przez godzinę ktoś malował a potem mył, niż żeby przez godzinę szarpało mnie jakieś dziecko z niestabilną ręką i chwiejnym dosiadem ;-D
Orkan - chodziło o takie "małpy" w cudzysłowie..Co do tego porównania - racja... kupiłam kilka lat temu kobyłkę z takiej agro-szkółki - "czystyj użas" jak powiedzieliby sąsiedzi zza Buga... Szkodliwość malowania przy tym to małe piko...
oczywiście ten "Orkan" to miała być "Zorkana" :) sorki...
Faktycznie, ależ te biedne pomalowane konisie cierpią :-/. Szkoda, że tak bardzo nie oburza i nie razi was tak często tutaj spotykany niedopasowany sprzęt, fatalne osiodłanie, czy fakt, że koń znajduje się w rękach zupełnie nieodpowiedzialnej osoby. Ale nawet skrytykować nie wolno bo jeszcze się która obrazi, albo jej się przykro zrobi. "koń to nie małpa i nie laleczka Barbie"- Równie dobrze można pod to podpiąć kolorowe czapraczki, owijeczki, czy zaplatanie grzywy. Każdy ma inny gust, ale pomijając już względy estetyczne, czy naprawdę dzieje się przez to koniom krzywda?Żeby nie było, że jestem jakąś fanką malowania koni - nigdy tego nie praktykowałam i nie mam zamiaru, bo zwyczajnie odbiega to zdecydowanie od mojego zmysłu estetycznego, ale śmieszy mnie niezmiernie wasze wielkie oburzenie z powodu, o zgrozo namalowanego serduszka, czy szlaczka na końskim zadku, a wielu z was nie zauważa tego co naprawdę konie krzywdzi.
popieram
i tu się z Wami zgodzę - mimo wcześniejszych wpisów - bo nie ma co się spierać o kroplę farby, kiedy w końskich pysków i boków toczy się piana... - jednak u mnie raczej na maolowane koniki nie ma co liczyć - owszem, wytarzane w piachu, śniegu czasem błocie, brudne i zadowolone - tak :)