Hej,mam 4 letnią klacz zimnokrwista ma ona ok 1.50 cm w kłębie.. Jest problem,bo ona można powiedzięć jest bardzo spokojnym koniem wystarczy dac letki znak wodzą skręca odrazu ale nei da rady jej za nic ruszyć do żwawego stepa a nie mówic juz o kłusie jak mam to zrobić zawsze prowadzała mnie siostra ja jeździłam w tedy chodziła idealnie ale tez sie zatrzymywała widziałam w internecie jak te konie ładnie potrafia chodzić jak mam ją ruszyć do kłusa umiem jeździć jeżdzę juz 4 lata skacze też i nie boję się upadku czy moze ma użyć palcata? tylko ona odrazu strzela baranki ale mniejsza z tym czy jeśłi pokaze jej ze ja tu rządzę i wyrzymam t ejej baranki nie dam się zatrzymać to przestanie tak robić? mam tez pomysł by zabrać ją w miejsce nie abardzo jej znane i tam spróbować będzie musiała mi zaufać może to pomoże co myśicie dajcie jakies filmiki linki a jeszcze klacz bardzo ładnie ciąga sanki i wozy ale siodło za nic jesli nie nauczę jej chodzenia pod siodlem wujek ją sprzeda a to nie wchodzi w grę... proszę was :(
To nie wiem. Ja jednak nie zabierałabym dość niegrzecznej klaczy w nowe miejsce. Najpierw ćwiczyłabym więcej w znanym jej miejscu. Palcat to chyba dobre rozwiązanie, ale trzeba go dobrze używać :)
Ja mam też podobny problem, ostatnio jeździłam na klaczy śląskiej ( pierwszy raz) i za nic nie chciałam mi iść posłysznie. Na początku idzie normalnie klusem, a potem nieoczekiwanie sie zatrzymuje i nie moge jej ruszyć. Co moge zrobić żeby tak nie robiła? Macie jakieś "patenty" na takie konie?
A może ona nie umie reagować na łydkę? Jeśli tak to ją naucz. A jeśli umie tylko jej się nie chce to może warto użyć bacika. Tylko nie używaj go od razu! Niech on będzie na początku w charakterze groźny. jeśli nie zadziała to możesz go użyć.
(o pierwszej klaczy) Czyli masz problem, bo klacz nie wie, po co są jeźdźcowi łydki? Nie domyśli się sama, czego chcesz, jeśli nikt jej tego nie uczył. Za palcaty i inne takie pomoce bierz się tylko, jeśli masz absolutną pewność, że klacz Cię rozumie i jest w stanie wykonać polecenie, a nie robi tego tylko dlatego, że jej się nie chce. Jeśli ciągle ją uczysz, nie ma raczej sensu, bo tylko się zniechęci, jeśli dostanie palcatem za to, że nie rozumie.Czy klacz kiedyś chodziła na lonży i reaguje na komendy głosem? Jeśli tak, może trzeba wrócić do tego etapu. Ktoś ją lonżuje, wydaje polecenia, a Ty na niej siedzisz i dołączasz łydki. Pogadaj z wujkiem (to on z nią jeździ w zaprzęgu?), czy używa komend głosem, czy mają jakieś ustalone na poszczególne chody, czy tylko ogólnie "wio". To by bardzo pomogło, bo jeśli już wie, co ma robić na głos, powinna to w miarę sprawnie skojarzyć po jakimś czasie z łydkami. Jak w ogóle powożący prowadzi ją w zaprzęgu? Klacz nie idzie chyba cały czas stępem, jakoś ją do tego kłusa trzeba popędzić. Może będziesz mogła to wykorzystać.Nie nastawiaj się też, że od razu będzie wyglądać tak cudownie jak konie z internetu. Zawsze potrzeba trochę czasu. Zwłaszcza, że ujeżdżanie konia to naprawdę trudna sprawa i szczerze mówiąc sama bym się tego nie podjęła, mimo że jeżdżę nawet dłużej od Ciebie. Cztery lata to jest czas, po którym, owszem, można jeździć całkiem nieźle, ale żeby UCZYĆ konia, trzeba mieć wszystko opanowane na naprawdę wysokim poziomie, żeby swoimi błędami nie psuć go od początku. Nie myśl, że chcę Cię za wszelką cenę zniechęcić albo umniejszam specjalnie Twoje umiejętności. Chyba nawet Cię rozumiem- trzeba coś zrobić, bo inaczej koń na sprzedaż. Pomyśl jednak, czy wiesz, w co się pakujesz i rozejrzyj się, czy nie ma kogoś, kto naprawdę ma pojęcie nie tylko o samej jeździe, ale też o ujeżdżaniu koni pod siodło.
Jeśli dajesz bata, ona oddaje, to powinnaś robić to do skutku, aż nie przestanie. Ta metoda naprawdę pomaga. Może poproś kogoś starszego, bardziej doświadczonego, który oceni sytuację i będzie potrafił Ci pomóc :)
Z wypowiedzi autorki wątku wywnioskowałam, że klacz chodzi w wozie i w sankach, poza tym pozwala siedzieć sobie na grzbiecie i reaguje na działanie wodzy, co jest zupełnie normalne u konia ujeżdżonego w zaprzęgu. Autorka pyta dlaczego nie reaguje na łydkę- dlatego, że jest nieujeżdżona, nie potrafi złapać równowagi pod jeźdźcem, jest niepewna z balastem na grzbiecie. I dzięki Bogu, że nie panikuje tylko cierpliwie znosi niezrozumiałe dla niej sygnały od jeźdźca.
Zsiąść, uczyć konia reakcji i posłuszeństwa na lonży, z ziemi, a dopiero później brać się za naukę działania łydką i reakcji klaczy na nią - palcat służy do WZMOCNIENIA sygnału dawanego łydką, a nie do karania konia za to, że nie rozumie trącania łydką, którego nie była nauczona.Jeśli dla Ciebie to za trudne, poszukaj w okolicy wsparcia w osobie kogoś bardziej doświadczonego w pracy z koniem. Po Twoim wpisie wnioskuję, że to byłoby najbardziej rozsądne rozwiązanie. Powodzenia.
znałam klacz która słuchała tylko mnie .Możesz spróbować palcatu. ale uważaj palcat został wynaleziony do pomagania sobie a nie do karcenia konia . Jeśli to nie pomoże to zawołaj siostrę i niech pogania ją a ty sieć na klaczy i ruszaj ją łytkami.
Najpierw naucz się jeździć konno (na doświadczonym koniu) a potem ucz czegokolwiek konia. Nie da się samemu uczyć i konia uczyć. To że jeździsz 4 lata to widocznie za mało, skoro nie potrafisz tego wykorzystać. Więc szkoda mówić co powinnaś zrobić, jeśli i tak wykonasz to najprawdopodobniej niewłaściwie. Co do odpowiadania na łydki sama powinnaś wiedzieć czy reaguje na łydkę czy też nie. Nie wiem skąd wnioski, że koń nie potrafi reagować na łydkę, bo chodzi w zaprzęgu? Ja nie znam konia więc nie powiem czy odpowiada na łydkę czy nie, bo go nie widzę. Do tego odpowiadania na łydkę uczy się konia z grzbietu a nie z ziemi, bo chodzi o działanie całym dosiadem, nie tylko łydką. Dziwne że tutaj na galopuje.pl panuje zasada, że jazda konna to: łydka, wodza i oczywiście nieodzowny Wasz przyjaciel palcat.
Hej,mam 4 letnią klacz zimnokrwista ma ona ok 1.50 cm w kłębie.. Jest problem,bo ona można powiedzięć jest bardzo spokojnym koniem wystarczy dac letki znak wodzą skręca odrazu ale nei da rady jej za nic ruszyć do żwawego stepa a nie mówic juz o kłusie jak mam to zrobić zawsze prowadzała mnie siostra ja jeździłam w tedy chodziła idealnie ale tez sie zatrzymywała widziałam w internecie jak te konie ładnie potrafia chodzić jak mam ją ruszyć do kłusa umiem jeździć jeżdzę juz 4 lata skacze też i nie boję się upadku czy moze ma użyć palcata? tylko ona odrazu strzela baranki ale mniejsza z tym czy jeśłi pokaze jej ze ja tu rządzę i wyrzymam t ejej baranki nie dam się zatrzymać to przestanie tak robić? mam tez pomysł by zabrać ją w miejsce nie abardzo jej znane i tam spróbować będzie musiała mi zaufać może to pomoże co myśicie dajcie jakies filmiki linki a jeszcze klacz bardzo ładnie ciąga sanki i wozy ale siodło za nic jesli nie nauczę jej chodzenia pod siodlem wujek ją sprzeda a to nie wchodzi w grę... proszę was :(
Musisz być stanowcza, bo to ty powinnaś rządzić, a nie ona. Wydaje mi się, że wyjazd w teren z nieposłusznym koniem to nie jest dobry pomysł.
Oczywiście,że nie w teren tylko na ogrodzona łąkę którą mamy w posiadaniu n aktórej jeszce nie miała okazji być...
To nie wiem. Ja jednak nie zabierałabym dość niegrzecznej klaczy w nowe miejsce. Najpierw ćwiczyłabym więcej w znanym jej miejscu. Palcat to chyba dobre rozwiązanie, ale trzeba go dobrze używać :)
Ja mam też podobny problem, ostatnio jeździłam na klaczy śląskiej ( pierwszy raz) i za nic nie chciałam mi iść posłysznie. Na początku idzie normalnie klusem, a potem nieoczekiwanie sie zatrzymuje i nie moge jej ruszyć. Co moge zrobić żeby tak nie robiła? Macie jakieś "patenty" na takie konie?
A może ona nie umie reagować na łydkę? Jeśli tak to ją naucz. A jeśli umie tylko jej się nie chce to może warto użyć bacika. Tylko nie używaj go od razu! Niech on będzie na początku w charakterze groźny. jeśli nie zadziała to możesz go użyć.
ciągle używam bacika i nic. Nawet go prawie połamałam, a ona stałam jakby nic
(o pierwszej klaczy) Czyli masz problem, bo klacz nie wie, po co są jeźdźcowi łydki? Nie domyśli się sama, czego chcesz, jeśli nikt jej tego nie uczył. Za palcaty i inne takie pomoce bierz się tylko, jeśli masz absolutną pewność, że klacz Cię rozumie i jest w stanie wykonać polecenie, a nie robi tego tylko dlatego, że jej się nie chce. Jeśli ciągle ją uczysz, nie ma raczej sensu, bo tylko się zniechęci, jeśli dostanie palcatem za to, że nie rozumie.Czy klacz kiedyś chodziła na lonży i reaguje na komendy głosem? Jeśli tak, może trzeba wrócić do tego etapu. Ktoś ją lonżuje, wydaje polecenia, a Ty na niej siedzisz i dołączasz łydki. Pogadaj z wujkiem (to on z nią jeździ w zaprzęgu?), czy używa komend głosem, czy mają jakieś ustalone na poszczególne chody, czy tylko ogólnie "wio". To by bardzo pomogło, bo jeśli już wie, co ma robić na głos, powinna to w miarę sprawnie skojarzyć po jakimś czasie z łydkami. Jak w ogóle powożący prowadzi ją w zaprzęgu? Klacz nie idzie chyba cały czas stępem, jakoś ją do tego kłusa trzeba popędzić. Może będziesz mogła to wykorzystać.Nie nastawiaj się też, że od razu będzie wyglądać tak cudownie jak konie z internetu. Zawsze potrzeba trochę czasu. Zwłaszcza, że ujeżdżanie konia to naprawdę trudna sprawa i szczerze mówiąc sama bym się tego nie podjęła, mimo że jeżdżę nawet dłużej od Ciebie. Cztery lata to jest czas, po którym, owszem, można jeździć całkiem nieźle, ale żeby UCZYĆ konia, trzeba mieć wszystko opanowane na naprawdę wysokim poziomie, żeby swoimi błędami nie psuć go od początku. Nie myśl, że chcę Cię za wszelką cenę zniechęcić albo umniejszam specjalnie Twoje umiejętności. Chyba nawet Cię rozumiem- trzeba coś zrobić, bo inaczej koń na sprzedaż. Pomyśl jednak, czy wiesz, w co się pakujesz i rozejrzyj się, czy nie ma kogoś, kto naprawdę ma pojęcie nie tylko o samej jeździe, ale też o ujeżdżaniu koni pod siodło.
Jeśli dajesz bata, ona oddaje, to powinnaś robić to do skutku, aż nie przestanie. Ta metoda naprawdę pomaga. Może poproś kogoś starszego, bardziej doświadczonego, który oceni sytuację i będzie potrafił Ci pomóc :)
Z wypowiedzi autorki wątku wywnioskowałam, że klacz chodzi w wozie i w sankach, poza tym pozwala siedzieć sobie na grzbiecie i reaguje na działanie wodzy, co jest zupełnie normalne u konia ujeżdżonego w zaprzęgu. Autorka pyta dlaczego nie reaguje na łydkę- dlatego, że jest nieujeżdżona, nie potrafi złapać równowagi pod jeźdźcem, jest niepewna z balastem na grzbiecie. I dzięki Bogu, że nie panikuje tylko cierpliwie znosi niezrozumiałe dla niej sygnały od jeźdźca.
Zsiąść, uczyć konia reakcji i posłuszeństwa na lonży, z ziemi, a dopiero później brać się za naukę działania łydką i reakcji klaczy na nią - palcat służy do WZMOCNIENIA sygnału dawanego łydką, a nie do karania konia za to, że nie rozumie trącania łydką, którego nie była nauczona.Jeśli dla Ciebie to za trudne, poszukaj w okolicy wsparcia w osobie kogoś bardziej doświadczonego w pracy z koniem. Po Twoim wpisie wnioskuję, że to byłoby najbardziej rozsądne rozwiązanie. Powodzenia.
znałam klacz która słuchała tylko mnie .Możesz spróbować palcatu. ale uważaj palcat został wynaleziony do pomagania sobie a nie do karcenia konia . Jeśli to nie pomoże to zawołaj siostrę i niech pogania ją a ty sieć na klaczy i ruszaj ją łytkami.
Baja! Skoro prawie połamałaś bacik to nie chcę wiedzieć jak ty go używasz :(
Najpierw naucz się jeździć konno (na doświadczonym koniu) a potem ucz czegokolwiek konia. Nie da się samemu uczyć i konia uczyć. To że jeździsz 4 lata to widocznie za mało, skoro nie potrafisz tego wykorzystać. Więc szkoda mówić co powinnaś zrobić, jeśli i tak wykonasz to najprawdopodobniej niewłaściwie. Co do odpowiadania na łydki sama powinnaś wiedzieć czy reaguje na łydkę czy też nie. Nie wiem skąd wnioski, że koń nie potrafi reagować na łydkę, bo chodzi w zaprzęgu? Ja nie znam konia więc nie powiem czy odpowiada na łydkę czy nie, bo go nie widzę. Do tego odpowiadania na łydkę uczy się konia z grzbietu a nie z ziemi, bo chodzi o działanie całym dosiadem, nie tylko łydką. Dziwne że tutaj na galopuje.pl panuje zasada, że jazda konna to: łydka, wodza i oczywiście nieodzowny Wasz przyjaciel palcat.