Witam! Mam dość dziwny problem.. nie z koniem a z jeźdźcem-samą sobą. Ale zacznę od początku.od małej dziewczynki zaczynałam jeździć, najpierw lonża kusik stęp, powolutku. potem miałam dość długą przerwę i znowu wróciłam do stajni. mam "prywatnego instruktora" którym od zawsze jest mój brat(o ile z tych młodszych lat pamiętam). jest chyba jedyną osobą której ufam tak bardzo pod względem koni. kiedy wróciłam do stajni jeździłam na lonży ale bez strzemion. wysiadywaną jazdę mam więc dość dobrze opanowaną. pierwszy galop był na bardzo dużym koniu razem z moim bratem, na oklep. potem galop na lonży. zaliczyłam też kuce szetlandzkie(?)te malutkie na oklep i spadłam 2 razy. raz też koń mi zaczął brykać i bardzo spanikowałam, nie było mojego brata a to był pierwszy raz na innym w dodatku takim koniu, bardzo czułym na łydkę. nigdy nie spadłam z dużego konia. potem przyjechał do miasta mój brat (jest 9 lat starszy ode mnie i mieszka w warszawie ok. 200 km od domu)i pojechaliśmy razem powiedział żebym poprowadziła zastęp a ja nagle zaczęłam panikować mimo że siedziałam na strauszku(wyścigowym co prawda, ale staruszku)w dodatku bardzo mądrym, że nie, że się boję.. "albo jedziesz albo zsiadaj i do stajni" a ja zsiadłam wtedy powiedział żebym wsiadła z powrotem, ale kazałam się "odprowadzić do stajni" za łzami w oczach. gdzieś w między czasie, koń chciał mnie ponieść z padoku do stajni, szybkim kusem ale jak brat mi to uświadomił to dopiero zaczęłam panikować. no i byłam też w terenie, a tam wszytko pięknie i spokojnie z tym że bez galopu. potem nie było brata, próbowałam wrócić do stajni (jestem w harcerskim klubie jeździeckim) z resztą ludzi, ale okazało się, że niemiłosiernie panikuję, bałam się wejść do boksu czy na padok do koni gdzie kiedyś kiedy bardziej doświadczeni jeździli w teren spędzałam czas, wyczesując konie i bawiąc się z nimi. teraz miałam przerwę, ale polepszyło mi się.. tylko troszkę ale wyzbyłam się strachu przed boksem. wiem, że konie czuwają nasze emocje.chciałabym poprosić Was o pomoc w rozwiązaniu tego problemu, chcę wrócić do stajni. dlaczego coś co kochałam teraz mnie przeraża.ozdrawiam iz góry dziękuję za pomoc :)
ah tak, dodam coś co wydaje mi się jeszcze istotne, kiedy zsiadłam z tego staruszka(Marsa) to zanim zostałam eskortowana do stajni wsiadłam z powrotem.w razie jakichś pytań niezbędnych do pomocy proszę pytać! :)
Może to kwestia przyzwyczajenia? od małego jeździłaś przy nim i czułaś się bezpieczniej a teraz jak go nie ma przy tobie to zaczynasz się bać. Postaraj się spędzać więcej czasu z końmi, poznaj je, poczuj się pewnie. Obserwuj jak zachowują się na co dzień :)
Zgadzam się z Patrycją. Obserwuj konie podczas jazdy, mi to bardzo pomogło.Niedawno i mi koń brykał no i spadła pod jego kopyta, bałam się go od tamtej pory, a to najspokojniejszy koń w stajni..Z czasem zaczęłam obserwować jak radzą sobie z nią inni. Wychwyciłam swoje błędy, poprawiłam je i teraz świetnie dogaduje się z konisiem..Miałam chwile załamania, ale bardzo pomógł mi trener i znajomi ze stajni, musisz być cierpliwa, porozmawiaj o tym tak szczerze z bratem, czego dokładnie się boisz, niech Ci pomoże przyzwyczajać sie krok po kroku.Powodzenia ;))
Musisz przede wszystkim oduczyć się polegania wyłącznie na swoim bracie... Pomyśl sobie, że to zwykła jazda i nic się nie stanie (najczęściej praktycznie cały czas tak jest ;]). W tym nie ma nic strasznego kiedy koń bryknie - wystarczy tylko mocniej się złapać kolanami, odchylić do tyłu i po kłopocie :)
ze wszystkimi się zgadzam . !konie odczuwają nasze emocje,a ty widać,że normalnie na maxa przywiązałaś się do jazd z bratem instruktorem . !obserwuj konie na jazdach (jak mówiły wcześniej dziewczyny),a jazdy z innymi trenerami traktuj tak,że trener/trenerka jest twoim bratem/twoją siostrą . !tyle . !;)ale wiesz co najważniejsze . ! ?nie poddawaj się . !bo jak raz się poddasz to koniec,zaczniesz panikować i tyle z jazd . !;)trzymam kciuki i życzę powodzenia . !a i proszę Cię informuj mnie jak to z tymi jazdami będzie .;)
gdzieś w między czasie, koń chciał mnie ponieść z padoku do stajni, szybkim kusem jak to " kon chciał mnie ponieść?" Ale ty nie chciałaś! jeżeli dasz sie poniesć to znaczy ,że (nie obraź się) nie panujesz nad koniem. Ale w ogóle to napisałaś cos, że "brat mi to uświadomił" . No proszę cię! To ty nie wiesz kiedy koń ponosi? Jezu, kochana ,nie złość się, ale tak to ty daleko nie zajdziesz, uwierz! trochę ma sie wrażenie ,że ty nie chcesz jeździć konno i ,że ci to nie sprawia przyjemności! Jakby ci to brat narzucił... no ale cóż, nie mi to oceniać- radzę ci tylko - niee daj się!!!! Ty tu rządzisz a nie koń. pzdr ,życze powodzenia
postanowiłam odp. sama sobie jako ogólną odpowiedź dla wszystkich ;)oczywiście postaram się dostosować do Waszych rad za które bardzo dziękuję :) nie zdecyduję się tylko na rozmowę z bratem. :) szczerz mówiąc boję się, że zareaguje jak jedna z osób która po prostu się zaczęła denerwować przy zwykłej rozmowie. poza tym tu nie mojego barat a moja psychika odgrywa największą rolę ;) i głównie to z nią mam problem. przy okazji psychiki ;) co do ostatniego postu.. tak, zaczęłam to rozważać w pewnym momencie ale stwierdziłam, że skoro ciągle myślę jak ten problem rozwiązać, "fantazjuję" o jeździe konno itd. to to chyba jednak jest strach.. ale będę starała się to przegryźć. ;) muszę dać radę ;) i jakby na zawołanie w ten weekend przyjeżdża mój brat(który jest pseudo instruktorem :) uczył mnie i jeszcze kilka osób z bliskich jeździć ponieważ ma duże umiejętności i doświadczenie ale dla mnie był takim mentorem wręcz) no i postanowił nawet jechać do stajni w sobotę :) pytał czy jadę :) więc jadę :) będę walczyć :) bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi :) jeżeli znajdę chwilę w sobotę(zabiegana pewnie będzie)zdam raport :) i oczywiście mam nadzieję, że to tylko chwilowy stan ;) no wiecie taki "okres" jeźdźca ;)
Witam! Mam dość dziwny problem.. nie z koniem a z jeźdźcem-samą sobą. Ale zacznę od początku.od małej dziewczynki zaczynałam jeździć, najpierw lonża kusik stęp, powolutku. potem miałam dość długą przerwę i znowu wróciłam do stajni. mam "prywatnego instruktora" którym od zawsze jest mój brat(o ile z tych młodszych lat pamiętam). jest chyba jedyną osobą której ufam tak bardzo pod względem koni. kiedy wróciłam do stajni jeździłam na lonży ale bez strzemion. wysiadywaną jazdę mam więc dość dobrze opanowaną. pierwszy galop był na bardzo dużym koniu razem z moim bratem, na oklep. potem galop na lonży. zaliczyłam też kuce szetlandzkie(?)te malutkie na oklep i spadłam 2 razy. raz też koń mi zaczął brykać i bardzo spanikowałam, nie było mojego brata a to był pierwszy raz na innym w dodatku takim koniu, bardzo czułym na łydkę. nigdy nie spadłam z dużego konia. potem przyjechał do miasta mój brat (jest 9 lat starszy ode mnie i mieszka w warszawie ok. 200 km od domu)i pojechaliśmy razem powiedział żebym poprowadziła zastęp a ja nagle zaczęłam panikować mimo że siedziałam na strauszku(wyścigowym co prawda, ale staruszku)w dodatku bardzo mądrym, że nie, że się boję.. "albo jedziesz albo zsiadaj i do stajni" a ja zsiadłam wtedy powiedział żebym wsiadła z powrotem, ale kazałam się "odprowadzić do stajni" za łzami w oczach. gdzieś w między czasie, koń chciał mnie ponieść z padoku do stajni, szybkim kusem ale jak brat mi to uświadomił to dopiero zaczęłam panikować. no i byłam też w terenie, a tam wszytko pięknie i spokojnie z tym że bez galopu. potem nie było brata, próbowałam wrócić do stajni (jestem w harcerskim klubie jeździeckim) z resztą ludzi, ale okazało się, że niemiłosiernie panikuję, bałam się wejść do boksu czy na padok do koni gdzie kiedyś kiedy bardziej doświadczeni jeździli w teren spędzałam czas, wyczesując konie i bawiąc się z nimi. teraz miałam przerwę, ale polepszyło mi się.. tylko troszkę ale wyzbyłam się strachu przed boksem. wiem, że konie czuwają nasze emocje.chciałabym poprosić Was o pomoc w rozwiązaniu tego problemu, chcę wrócić do stajni. dlaczego coś co kochałam teraz mnie przeraża.ozdrawiam iz góry dziękuję za pomoc :)
ah tak, dodam coś co wydaje mi się jeszcze istotne, kiedy zsiadłam z tego staruszka(Marsa) to zanim zostałam eskortowana do stajni wsiadłam z powrotem.w razie jakichś pytań niezbędnych do pomocy proszę pytać! :)
Może to kwestia przyzwyczajenia? od małego jeździłaś przy nim i czułaś się bezpieczniej a teraz jak go nie ma przy tobie to zaczynasz się bać. Postaraj się spędzać więcej czasu z końmi, poznaj je, poczuj się pewnie. Obserwuj jak zachowują się na co dzień :)
Zgadzam się z Patrycją. Obserwuj konie podczas jazdy, mi to bardzo pomogło.Niedawno i mi koń brykał no i spadła pod jego kopyta, bałam się go od tamtej pory, a to najspokojniejszy koń w stajni..Z czasem zaczęłam obserwować jak radzą sobie z nią inni. Wychwyciłam swoje błędy, poprawiłam je i teraz świetnie dogaduje się z konisiem..Miałam chwile załamania, ale bardzo pomógł mi trener i znajomi ze stajni, musisz być cierpliwa, porozmawiaj o tym tak szczerze z bratem, czego dokładnie się boisz, niech Ci pomoże przyzwyczajać sie krok po kroku.Powodzenia ;))
Musisz przede wszystkim oduczyć się polegania wyłącznie na swoim bracie... Pomyśl sobie, że to zwykła jazda i nic się nie stanie (najczęściej praktycznie cały czas tak jest ;]). W tym nie ma nic strasznego kiedy koń bryknie - wystarczy tylko mocniej się złapać kolanami, odchylić do tyłu i po kłopocie :)
ze wszystkimi się zgadzam . !konie odczuwają nasze emocje,a ty widać,że normalnie na maxa przywiązałaś się do jazd z bratem instruktorem . !obserwuj konie na jazdach (jak mówiły wcześniej dziewczyny),a jazdy z innymi trenerami traktuj tak,że trener/trenerka jest twoim bratem/twoją siostrą . !tyle . !;)ale wiesz co najważniejsze . ! ?nie poddawaj się . !bo jak raz się poddasz to koniec,zaczniesz panikować i tyle z jazd . !;)trzymam kciuki i życzę powodzenia . !a i proszę Cię informuj mnie jak to z tymi jazdami będzie .;)
gdzieś w między czasie, koń chciał mnie ponieść z padoku do stajni, szybkim kusem jak to " kon chciał mnie ponieść?" Ale ty nie chciałaś! jeżeli dasz sie poniesć to znaczy ,że (nie obraź się) nie panujesz nad koniem. Ale w ogóle to napisałaś cos, że "brat mi to uświadomił" . No proszę cię! To ty nie wiesz kiedy koń ponosi? Jezu, kochana ,nie złość się, ale tak to ty daleko nie zajdziesz, uwierz! trochę ma sie wrażenie ,że ty nie chcesz jeździć konno i ,że ci to nie sprawia przyjemności! Jakby ci to brat narzucił... no ale cóż, nie mi to oceniać- radzę ci tylko - niee daj się!!!! Ty tu rządzisz a nie koń. pzdr ,życze powodzenia
postanowiłam odp. sama sobie jako ogólną odpowiedź dla wszystkich ;)oczywiście postaram się dostosować do Waszych rad za które bardzo dziękuję :) nie zdecyduję się tylko na rozmowę z bratem. :) szczerz mówiąc boję się, że zareaguje jak jedna z osób która po prostu się zaczęła denerwować przy zwykłej rozmowie. poza tym tu nie mojego barat a moja psychika odgrywa największą rolę ;) i głównie to z nią mam problem. przy okazji psychiki ;) co do ostatniego postu.. tak, zaczęłam to rozważać w pewnym momencie ale stwierdziłam, że skoro ciągle myślę jak ten problem rozwiązać, "fantazjuję" o jeździe konno itd. to to chyba jednak jest strach.. ale będę starała się to przegryźć. ;) muszę dać radę ;) i jakby na zawołanie w ten weekend przyjeżdża mój brat(który jest pseudo instruktorem :) uczył mnie i jeszcze kilka osób z bliskich jeździć ponieważ ma duże umiejętności i doświadczenie ale dla mnie był takim mentorem wręcz) no i postanowił nawet jechać do stajni w sobotę :) pytał czy jadę :) więc jadę :) będę walczyć :) bardzo dziękuję za Wasze odpowiedzi :) jeżeli znajdę chwilę w sobotę(zabiegana pewnie będzie)zdam raport :) i oczywiście mam nadzieję, że to tylko chwilowy stan ;) no wiecie taki "okres" jeźdźca ;)