Mam młodego 4 letniego wałacha, rasy Huculskiej, został on zajeżdżony w wieku 3 lat.Otóż gdy zaczynamy galopować on daje w dół szyje i bryka zadem.Nie wiem co z tym poradzić.Proszę o pomoc.
Bardzo dobrze, że prosisz o pomoc, jest tylko pewien problem- jedyna możliwa do udzielenia przez internet dobra rada brzmi: "Pójdź do trenera i sprawdź, czy to nie przez coś ze zdrowiem". Nic więcej absolutnie nie da się powiedzieć. To może być wszystko- ból (złe siodło, słabe mięśnie, zła jazda, wrodzone problemy, jakiś uraz- a może coś jeszcze innego?), mała równowaga pod jeźdźcem, nadmiar energii (Za mało treningu? Za dużo treściwego? Za mało ruchu na padoku?), chęć pozbycia się albo przetestowania jeźdźca (całe mnóstwo powodów), niezrozumienie poleceń, dobry albo zły humor... Raczej tych ostatnich bym nie obstawiała, jeśli robi to ciągle. Idąc tylko za przeczuciem, a nie na podstawie informacji, szukałabym raczej wśród błędów w jeździe, ujeżdżeniu i problemów zdrowotnych, ale nic oczywiście nie mogę powiedzieć. To jest mała część możliwych przyczyn i powodów. Przez internet (zwłaszcza po tak lakonicznym poście) nie można nic wykluczyć ani potwierdzić, a tym bardziej poradzić niczego. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to się myli. Poza tym sama się zastanów, jaka jest szansa, że na forum (zwłaszcza tym) odpowie Ci ktoś, kto się zna i wie, co mówi. Zwłaszcza przy tak złożonym problemie lepiej jest poprosić o pomoc kogoś, kto wszystko widzi i się zna.
Przecież kama00010 jeździ klasę C w ujeżdżeniu i skokach, więc chyba ma dostęp do świetnych trenerów?Zresztą nie wiem dlaczego tak wszechstronnie i wysoko wyszkolony jeździec daje tak skąpy opis problemu, jeżdżąc na tym poziomie powinno się powiedzieć coś więcej niż "daje w dół szyję i bryka zadem".
Witam Przepraszam, że pisze w tym poście ale mam taki sam problem ze swoją klaczą więc nie ma sensu pisać nowego posta.Otóż moja klacz ma 8 lat dopiero w tamtym roku zaczęła pracować pod siodłem. Jest bardzo grzeczna w stępie i w kłusie robi dosłownie wszystko o co ją proszę problem zaczyna się przy galopie wiem że nie ma żadnych problemów ze zdrowiem ponieważ był weterynarz którego przy okazji poprosiłam aby ją obejrzał siodło również jest dobrze dopasowane. Klacz ma problem z równowagą w galopie na lonży myślałam, że jest to spowodowane tym że musi galopować po kole. Fakt faktem galopuje na tej lonży jako tako ale nie wygląda to za ciekawie ucieka zadem i przy każdej okazji zwalnia do kłusa więc muszę się za nią nieźle nabiegać. Mam prawie 10 m linę na której ją lonżuje a w galopie i tak jeszcze za nią chodzę. Ostatnio próbowałam galopować na niej po prostej nic na siłę nie chciałam jej popędzać batem ani nic jedynie delikatne sygnały łydką. Po kilku minutach rozpędziła się w kłusie na tyle że sama przeszła do galopu (wiem, że nie rozpędza się konia w kłusie ale to był jej pierwszy raz pod jeźdźcem a ja chciałam żeby sama przeszła do galopu a nie pod wpływem mojego "popędzania"). Skończyło się na tym, że dała łeb w dół i zaczęła brykać. Przy kolejnych próbach było to samo. Na początku sierpnia przyjeżdża moja trenerka i z nią będę pracować ale przez ten miesiąc nie chce marnować czasu tym bardziej że przez rok pracowałyśmy regularnie. Nie wiem czy dalej pracować z nią jak najwięcej na lonży aby zaczęła łapać tę równowagę czy starać się pracować pod siodłem. A jeśli pod siodłem to co mogę poradzić na to aby uniknąć w miarę możliwości takiego schylania łuba i brykania
Moim zdaniem, mogą być dwa źródła problemu, który się pojawił. Pierwsze jest nam nieznane, jak napisała Honeonna, moze to być, zdrowie, jazda, bądź jakiekolwiek inne czynniki zewnętrzne. Z postu "lotnej" wynika, że kon został albo nieprawidłowo zajeżdżony, albo potrzebuje więcej czasu na ćwiczenia i pracę z ziemi, albo usztywnia sie. Może jest rożnica w galopie na drugą nogę? Trzeba to zaobserwować, i rozpocząć cwiczenia najpierw na tą "lepszą stronę" potem na drugą. Co do drugiego źródła: chodzi mi o samo schylanie głowy i brykanie. Bardzo możliwe, że tego dnia, kiedy koń zaczął to robić, rzeczywiście cos go bolało, miał zły humor, ogólnie cos było nie tak. Być moze, koń, kiedy zaczął tak robić, otrzymał w pewnym sensie wytchnienie, ponieważ zapewne przeszłaś do kłusa. On to mógł odczytac jako nagrodę. A skoro kłus jest łatwiejszy i przyjemniejszy, to czemu nie porobić tak znowu, zeby jeszcze mniej galopować? Spróbuj dokładniej poobserwować swojego konia, jego nastawienie do jazdy, zachowanie przy siodłaniu, chęć do pracy itp. Albo po prostu podpytaj sie trenera. Jakbyś coś nowego zaobserwowała, napisz tutaj :)
Szczerze mówiąc kłus nie jest raczej dla konia nagrodą, ponieważ jest to chód najbardziej męczący konia; nienaturalny. Kłus został wymyślony i wyuczony przez człowieka. Lonżując konia i każąc mu zrobić 25 kółek kłusu i po odpoczynku tyle samo galopu koń będzie bardziej zmęczony kłusem.
Kłus wcale nie został nauczony i wymyślony przez człowieka. Występuje normalnie u dzikich koni i innych gatunków. Kto w ogóle głosi takie tezy? :0 Nie występuje u niektórych ras albo jest w szczątkowej formie, ale głównie dlatego, że właśnie dla człowieka był niepożądany jako niewygodny do długiej jazdy. Podobno inne chody u pierwotnych koni były bardziej rozpowszechnione niż dzisiaj, ale żeby kłus był nienaturalny? Rasy/gatunki/ nie-wiadomo-co spokrewnione bardziej z pierwotnymi końmi prawie wszystkie wykazują kłus. Zebra kłusuje, osioł kłusuje, koń Przewalskiego kłusuje, kiang kłusuje, onager kłusuje, a gdyby tarpan nie kłusował, zachowałaby się o tym informacja. Co do tego, którym chodem koń się bardziej zmęczy, to wcale nie tak prosto określić. Zależy to od ruchu, jaki dotychczas miał koń, jego naturalnych predyspozycji, budowy, sposobu ruchu itp. Poza tym jest tyle różnych rodzajów kłusa i galopu i tak dużo różnych koni, że nie ma co porównywać tak ogólnie.
Jeśli chodzi o brykanie w galopie, mam na to sposób, który nigdy mnie nie zawiódł . Najpierw uczymy konia, że na cmoknięcie ma przyspieszać . Kiedy koń będzie już idealnie reagował na to cmoknięcie. Wykorzystujemy w galopie takie coś jak timing czyli w dużym uproszczeniu, reagujemy na coś jeszcze przed tym jak koń to wykonał, jest to bardzo trudna sztuka, ale bardzo pomocna. Więc kiedy widzimy, że koń ma zamiar brykać (zauważyć to można po tym, że koń zaczyna schodzić głową w dół, kulić uszy... itp) wtedy cmokamy, musimy to zrobić jeszcze przed samym bryknięciem, ale kiedy widzimy że koń ma zamiar brykać. Wtedy koń przyspieszy, pewnie lekko bryknie ale bardziej przejmie się tym że ma przyspieszyć . Później przechodzimy do kłusa, następnie znowu do galopu i kiedy koń się zbiera do brykania, wtedy cmokamy, powtarzamy to do momentu kiedy koń nie bryknie a jedynie przyspieszy i oczywiście jak nie bryknie tylko przyspieszy, poluźniamy wodzę i przechodzimy do stępa. Nagrodzenie konia po przez oddanie wodzy, i przejścia do niższego chodu nazywamy wzmocnieniem pozytywnym, a jest to najlepsza nagroda.Jeśli przeprowadzi się metodę cmokania tak jak trzeba, gwarantuje sukces, oczywiście pod warunkiem że problem brykania jest spowodowany humorami konia, lub psychiką, a nie urazem kręgosłupa, wtedy proponuje weterynarza :)
Nie prościej wykorzystać zamiast cmokania to, co koń już umie (mam nadzieję), czyli reakcję na normalne pomoce? Zasada ta sama, nie trzeba uczyć od nowa reakcji, wyraża się bardziej precyzyjne żądania i nie kusi potem, żeby cmokać co i rusz.
Nadałem tylko sposób w jaki można zaradzić problemowi, to samo można wykorzystać w kwestii wspinania się konia... Cmokanie nadałem, może dlatego że ja zawsze to stosuję, nie wiem czy w przypadku normalnych pomocy efekt będzie równie zadowalający . Zapomniałem dodać jak koń rozumie to po pewnym czasie, mianowicie koń rozumie to tak : jeśli za każdym razem kiedy chce baranka strzelić, mam przyspieszać, to pierniczę to i wolę już normalnie galopować ... .
A więc tak, ostatnio zaczęłam pracę z ziemi, najpierw lonżowałam konia normalnie ( bez siodła itd.), galopował normalnie ( na dwie strony) Później dodałam siodło, dalej normalnie, koleżanka wsiadła na niego lekko schylał łeb, ale nie brykał, później na luzie zaczął znowu brykać . Wydaje mi się, że jest to spowodowane tym : "" Być moze, koń, kiedy zaczął tak robić, otrzymał w pewnym sensie wytchnienie, ponieważ zapewne przeszłaś do kłusa. On to mógł odczytac jako nagrodę. A skoro kłus jest łatwiejszy i przyjemniejszy, to czemu nie porobić tak znowu, zeby jeszcze mniej galopować? "" .Koń dobrze przyjmuje siodło i ogłowie, jak zapinam popręg nie chce mnie gryźć, ani nie kuli uszu. Jednak na razie będziemy pracować na lonży "" od nowa"", konik jest młody.Tak, to prawda, jak bryknął kilka razy od razu przechodziłam do kłusa, mój błąd.+ Olek (koń) jest bardzo czuły na łydki, głos ""rozumie"", cmokanie było pomocne przy lonży z jeźdźcem. ( Na luzie znaczy bez lonży tylko z jeźdźcem )
@paula04 Musisz stanowczo poszerzyć swoja wiedzę na temat koni, bo kłus jest dla konia z jeźdźcem chodem najłatwiejszym, bo ma on wówczas najlepszą równowagę. Męczy on konia głównie pod względem tępa, dlatego oczywiście jego ilość w stosunku do stępa powinna być o wiele mniejsza, ale w przypadku innych chodów dochodzą zmiany środka ciężkości, które dla konia są niezwykle uciążliwe i istotnie wpływają na mechanikę ruchu. Gdybyś na prawdę miała "jakieś" pojęcie o koniach wiedziałabyś, że kłus jest chodem najłatwiejszym do wypracowania i kupując konia zwracamy uwagę w pierwszej kolejności na jego stęp, potem galop, a na końcu dopiero kłus (co niestety jest często mylone), bo łatwiej poprawić konia jest w obrębie dwóch taktów, które są "w równowadze", niż w trzech-czterech rozchybotanych na boki przez kolebiącego się jeźdźca.Co do brykania w galopie- w przypadku koni, które dopiero zostały zajeżdżone jest to przypadek bardzo częsty. Głównym powodem jest brak równowagi, który nie następuje z powodu samego galopu, ale z powodu przejścia, które nie jest płynne. Kolejnym, równie częstym powodem jest nadmiar energii i ekscytacja spowodowana galopem, brykanie daje temu upust. Czasem zdarza się, że poprzez brak równowagi, koniowi zwyczajnie plączą się nogi przy przejściu i musi in sobie bryknąć, by się "poukładać". Dobrą metodą (ale dość trudną) jest nauka zagalopowań ze stępa, bo wówczas koń pozostaje w lepszej równowadze i wszystko dzieje się "wolniej". Pewnym sposobem jest też zagalopowanie poprzez stopniowe przyśpieszanie kłusa, alby koń płynnie wszedł w galop poprzez zmianę tępa. Nie polecam jednak tego, bo potem bardzo trudno jest konia oduczyć takiego zagalopowania. Metodą "siłową", która sprawdza się w wypadku nadmiernej energii i brykania "dla frajdy" jest odpowiadania na takie zachowania batem. I choć jest to metoda bardzo "nieetyczna" i "niemodna" dzisiaj, kiedy panuje moda na wychowywanie konia bez przemocy, to jest to chyba najbardziej skuteczna metoda. Jest ona bardzo prosta: bryknięcie-bacik-bryknięcie-bacik... i tak do skutku, kto "wytrzyma" dłużej, a jest to w większości przypadków jeździec, nie zrobi tego jednak osoba, która nie siedzi pewnie w siodle i na której takie rzeczy "robią wrażenie".Jeżeli brykanie następuje tylko zaraz po zagalopowaniu i trwa bardzo krótko- jedno bryknięcie,nie cała seria, to trzeba je zwyczajnie wysiedzieć i wzmocnić pomoce w pierwszych foulach galopu, podjechać konia na kontakt, zwracając na siebie jego uwagę, jednocześnie nie dając zwierzęciu poczuć, że takie brykanie ma jakikolwiek sens. Powinno się także każde zagalopowanie dokładnie przygotowywać i zaczynać dopiero wówczas kiedy koń jest skupiony i żuje wędzidło. Kiedy zaczynamy galopować widząc, ze koń jest "podjarany" sami prowokujemy w nim takie zachowania, nie ma co więc oczekiwać, że będzie lepiej. Trzeba zwierzę najpierw wyciszyć, a potem brać się za galopy.Pozdrawiam
Chciałam od razu powiedzieć, iż dużo się zmieniło.Koń już nie bryka, Galopuje bardzo dobrze na dwie strony.Pierwsze co zrobiłam zmieniłam mu siodło i dałam grubszą podkładkę.Później zastosowałam "" cmokanie"".Teraz ćwiczymy 4 razy w ciągu tygodnia galop, reszta to kłus,stęp i ganaszowanie, podstawianie zadu i chody boczne ( w chodach bocznych bardzo dobrze się rozumiemy ;) )Dziękuję bardzo za pomoc, pozdrawiam.
Może wrzucisz jakiś filmik? Chciałabym zobaczyć tego zganaszowanego, 4 letniego hucułka z podstawionym zadem, w chodach bocznych, bo to raczej rzadki widok :)
Mam młodego 4 letniego wałacha, rasy Huculskiej, został on zajeżdżony w wieku 3 lat.Otóż gdy zaczynamy galopować on daje w dół szyje i bryka zadem.Nie wiem co z tym poradzić.Proszę o pomoc.
Bardzo dobrze, że prosisz o pomoc, jest tylko pewien problem- jedyna możliwa do udzielenia przez internet dobra rada brzmi: "Pójdź do trenera i sprawdź, czy to nie przez coś ze zdrowiem". Nic więcej absolutnie nie da się powiedzieć. To może być wszystko- ból (złe siodło, słabe mięśnie, zła jazda, wrodzone problemy, jakiś uraz- a może coś jeszcze innego?), mała równowaga pod jeźdźcem, nadmiar energii (Za mało treningu? Za dużo treściwego? Za mało ruchu na padoku?), chęć pozbycia się albo przetestowania jeźdźca (całe mnóstwo powodów), niezrozumienie poleceń, dobry albo zły humor... Raczej tych ostatnich bym nie obstawiała, jeśli robi to ciągle. Idąc tylko za przeczuciem, a nie na podstawie informacji, szukałabym raczej wśród błędów w jeździe, ujeżdżeniu i problemów zdrowotnych, ale nic oczywiście nie mogę powiedzieć. To jest mała część możliwych przyczyn i powodów. Przez internet (zwłaszcza po tak lakonicznym poście) nie można nic wykluczyć ani potwierdzić, a tym bardziej poradzić niczego. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, to się myli. Poza tym sama się zastanów, jaka jest szansa, że na forum (zwłaszcza tym) odpowie Ci ktoś, kto się zna i wie, co mówi. Zwłaszcza przy tak złożonym problemie lepiej jest poprosić o pomoc kogoś, kto wszystko widzi i się zna.
Przecież kama00010 jeździ klasę C w ujeżdżeniu i skokach, więc chyba ma dostęp do świetnych trenerów?Zresztą nie wiem dlaczego tak wszechstronnie i wysoko wyszkolony jeździec daje tak skąpy opis problemu, jeżdżąc na tym poziomie powinno się powiedzieć coś więcej niż "daje w dół szyję i bryka zadem".
Witam Przepraszam, że pisze w tym poście ale mam taki sam problem ze swoją klaczą więc nie ma sensu pisać nowego posta.Otóż moja klacz ma 8 lat dopiero w tamtym roku zaczęła pracować pod siodłem. Jest bardzo grzeczna w stępie i w kłusie robi dosłownie wszystko o co ją proszę problem zaczyna się przy galopie wiem że nie ma żadnych problemów ze zdrowiem ponieważ był weterynarz którego przy okazji poprosiłam aby ją obejrzał siodło również jest dobrze dopasowane. Klacz ma problem z równowagą w galopie na lonży myślałam, że jest to spowodowane tym że musi galopować po kole. Fakt faktem galopuje na tej lonży jako tako ale nie wygląda to za ciekawie ucieka zadem i przy każdej okazji zwalnia do kłusa więc muszę się za nią nieźle nabiegać. Mam prawie 10 m linę na której ją lonżuje a w galopie i tak jeszcze za nią chodzę. Ostatnio próbowałam galopować na niej po prostej nic na siłę nie chciałam jej popędzać batem ani nic jedynie delikatne sygnały łydką. Po kilku minutach rozpędziła się w kłusie na tyle że sama przeszła do galopu (wiem, że nie rozpędza się konia w kłusie ale to był jej pierwszy raz pod jeźdźcem a ja chciałam żeby sama przeszła do galopu a nie pod wpływem mojego "popędzania"). Skończyło się na tym, że dała łeb w dół i zaczęła brykać. Przy kolejnych próbach było to samo. Na początku sierpnia przyjeżdża moja trenerka i z nią będę pracować ale przez ten miesiąc nie chce marnować czasu tym bardziej że przez rok pracowałyśmy regularnie. Nie wiem czy dalej pracować z nią jak najwięcej na lonży aby zaczęła łapać tę równowagę czy starać się pracować pod siodłem. A jeśli pod siodłem to co mogę poradzić na to aby uniknąć w miarę możliwości takiego schylania łuba i brykania
Moim zdaniem, mogą być dwa źródła problemu, który się pojawił. Pierwsze jest nam nieznane, jak napisała Honeonna, moze to być, zdrowie, jazda, bądź jakiekolwiek inne czynniki zewnętrzne. Z postu "lotnej" wynika, że kon został albo nieprawidłowo zajeżdżony, albo potrzebuje więcej czasu na ćwiczenia i pracę z ziemi, albo usztywnia sie. Może jest rożnica w galopie na drugą nogę? Trzeba to zaobserwować, i rozpocząć cwiczenia najpierw na tą "lepszą stronę" potem na drugą. Co do drugiego źródła: chodzi mi o samo schylanie głowy i brykanie. Bardzo możliwe, że tego dnia, kiedy koń zaczął to robić, rzeczywiście cos go bolało, miał zły humor, ogólnie cos było nie tak. Być moze, koń, kiedy zaczął tak robić, otrzymał w pewnym sensie wytchnienie, ponieważ zapewne przeszłaś do kłusa. On to mógł odczytac jako nagrodę. A skoro kłus jest łatwiejszy i przyjemniejszy, to czemu nie porobić tak znowu, zeby jeszcze mniej galopować? Spróbuj dokładniej poobserwować swojego konia, jego nastawienie do jazdy, zachowanie przy siodłaniu, chęć do pracy itp. Albo po prostu podpytaj sie trenera. Jakbyś coś nowego zaobserwowała, napisz tutaj :)
Szczerze mówiąc kłus nie jest raczej dla konia nagrodą, ponieważ jest to chód najbardziej męczący konia; nienaturalny. Kłus został wymyślony i wyuczony przez człowieka. Lonżując konia i każąc mu zrobić 25 kółek kłusu i po odpoczynku tyle samo galopu koń będzie bardziej zmęczony kłusem.
Kłus wcale nie został nauczony i wymyślony przez człowieka. Występuje normalnie u dzikich koni i innych gatunków. Kto w ogóle głosi takie tezy? :0 Nie występuje u niektórych ras albo jest w szczątkowej formie, ale głównie dlatego, że właśnie dla człowieka był niepożądany jako niewygodny do długiej jazdy. Podobno inne chody u pierwotnych koni były bardziej rozpowszechnione niż dzisiaj, ale żeby kłus był nienaturalny? Rasy/gatunki/ nie-wiadomo-co spokrewnione bardziej z pierwotnymi końmi prawie wszystkie wykazują kłus. Zebra kłusuje, osioł kłusuje, koń Przewalskiego kłusuje, kiang kłusuje, onager kłusuje, a gdyby tarpan nie kłusował, zachowałaby się o tym informacja. Co do tego, którym chodem koń się bardziej zmęczy, to wcale nie tak prosto określić. Zależy to od ruchu, jaki dotychczas miał koń, jego naturalnych predyspozycji, budowy, sposobu ruchu itp. Poza tym jest tyle różnych rodzajów kłusa i galopu i tak dużo różnych koni, że nie ma co porównywać tak ogólnie.
Jeśli chodzi o brykanie w galopie, mam na to sposób, który nigdy mnie nie zawiódł . Najpierw uczymy konia, że na cmoknięcie ma przyspieszać . Kiedy koń będzie już idealnie reagował na to cmoknięcie. Wykorzystujemy w galopie takie coś jak timing czyli w dużym uproszczeniu, reagujemy na coś jeszcze przed tym jak koń to wykonał, jest to bardzo trudna sztuka, ale bardzo pomocna. Więc kiedy widzimy, że koń ma zamiar brykać (zauważyć to można po tym, że koń zaczyna schodzić głową w dół, kulić uszy... itp) wtedy cmokamy, musimy to zrobić jeszcze przed samym bryknięciem, ale kiedy widzimy że koń ma zamiar brykać. Wtedy koń przyspieszy, pewnie lekko bryknie ale bardziej przejmie się tym że ma przyspieszyć . Później przechodzimy do kłusa, następnie znowu do galopu i kiedy koń się zbiera do brykania, wtedy cmokamy, powtarzamy to do momentu kiedy koń nie bryknie a jedynie przyspieszy i oczywiście jak nie bryknie tylko przyspieszy, poluźniamy wodzę i przechodzimy do stępa. Nagrodzenie konia po przez oddanie wodzy, i przejścia do niższego chodu nazywamy wzmocnieniem pozytywnym, a jest to najlepsza nagroda.Jeśli przeprowadzi się metodę cmokania tak jak trzeba, gwarantuje sukces, oczywiście pod warunkiem że problem brykania jest spowodowany humorami konia, lub psychiką, a nie urazem kręgosłupa, wtedy proponuje weterynarza :)
Nie prościej wykorzystać zamiast cmokania to, co koń już umie (mam nadzieję), czyli reakcję na normalne pomoce? Zasada ta sama, nie trzeba uczyć od nowa reakcji, wyraża się bardziej precyzyjne żądania i nie kusi potem, żeby cmokać co i rusz.
Nadałem tylko sposób w jaki można zaradzić problemowi, to samo można wykorzystać w kwestii wspinania się konia... Cmokanie nadałem, może dlatego że ja zawsze to stosuję, nie wiem czy w przypadku normalnych pomocy efekt będzie równie zadowalający . Zapomniałem dodać jak koń rozumie to po pewnym czasie, mianowicie koń rozumie to tak : jeśli za każdym razem kiedy chce baranka strzelić, mam przyspieszać, to pierniczę to i wolę już normalnie galopować ... .
A więc tak, ostatnio zaczęłam pracę z ziemi, najpierw lonżowałam konia normalnie ( bez siodła itd.), galopował normalnie ( na dwie strony) Później dodałam siodło, dalej normalnie, koleżanka wsiadła na niego lekko schylał łeb, ale nie brykał, później na luzie zaczął znowu brykać . Wydaje mi się, że jest to spowodowane tym : "" Być moze, koń, kiedy zaczął tak robić, otrzymał w pewnym sensie wytchnienie, ponieważ zapewne przeszłaś do kłusa. On to mógł odczytac jako nagrodę. A skoro kłus jest łatwiejszy i przyjemniejszy, to czemu nie porobić tak znowu, zeby jeszcze mniej galopować? "" .Koń dobrze przyjmuje siodło i ogłowie, jak zapinam popręg nie chce mnie gryźć, ani nie kuli uszu. Jednak na razie będziemy pracować na lonży "" od nowa"", konik jest młody.Tak, to prawda, jak bryknął kilka razy od razu przechodziłam do kłusa, mój błąd.+ Olek (koń) jest bardzo czuły na łydki, głos ""rozumie"", cmokanie było pomocne przy lonży z jeźdźcem. ( Na luzie znaczy bez lonży tylko z jeźdźcem )
@paula04 Musisz stanowczo poszerzyć swoja wiedzę na temat koni, bo kłus jest dla konia z jeźdźcem chodem najłatwiejszym, bo ma on wówczas najlepszą równowagę. Męczy on konia głównie pod względem tępa, dlatego oczywiście jego ilość w stosunku do stępa powinna być o wiele mniejsza, ale w przypadku innych chodów dochodzą zmiany środka ciężkości, które dla konia są niezwykle uciążliwe i istotnie wpływają na mechanikę ruchu. Gdybyś na prawdę miała "jakieś" pojęcie o koniach wiedziałabyś, że kłus jest chodem najłatwiejszym do wypracowania i kupując konia zwracamy uwagę w pierwszej kolejności na jego stęp, potem galop, a na końcu dopiero kłus (co niestety jest często mylone), bo łatwiej poprawić konia jest w obrębie dwóch taktów, które są "w równowadze", niż w trzech-czterech rozchybotanych na boki przez kolebiącego się jeźdźca.Co do brykania w galopie- w przypadku koni, które dopiero zostały zajeżdżone jest to przypadek bardzo częsty. Głównym powodem jest brak równowagi, który nie następuje z powodu samego galopu, ale z powodu przejścia, które nie jest płynne. Kolejnym, równie częstym powodem jest nadmiar energii i ekscytacja spowodowana galopem, brykanie daje temu upust. Czasem zdarza się, że poprzez brak równowagi, koniowi zwyczajnie plączą się nogi przy przejściu i musi in sobie bryknąć, by się "poukładać". Dobrą metodą (ale dość trudną) jest nauka zagalopowań ze stępa, bo wówczas koń pozostaje w lepszej równowadze i wszystko dzieje się "wolniej". Pewnym sposobem jest też zagalopowanie poprzez stopniowe przyśpieszanie kłusa, alby koń płynnie wszedł w galop poprzez zmianę tępa. Nie polecam jednak tego, bo potem bardzo trudno jest konia oduczyć takiego zagalopowania. Metodą "siłową", która sprawdza się w wypadku nadmiernej energii i brykania "dla frajdy" jest odpowiadania na takie zachowania batem. I choć jest to metoda bardzo "nieetyczna" i "niemodna" dzisiaj, kiedy panuje moda na wychowywanie konia bez przemocy, to jest to chyba najbardziej skuteczna metoda. Jest ona bardzo prosta: bryknięcie-bacik-bryknięcie-bacik... i tak do skutku, kto "wytrzyma" dłużej, a jest to w większości przypadków jeździec, nie zrobi tego jednak osoba, która nie siedzi pewnie w siodle i na której takie rzeczy "robią wrażenie".Jeżeli brykanie następuje tylko zaraz po zagalopowaniu i trwa bardzo krótko- jedno bryknięcie,nie cała seria, to trzeba je zwyczajnie wysiedzieć i wzmocnić pomoce w pierwszych foulach galopu, podjechać konia na kontakt, zwracając na siebie jego uwagę, jednocześnie nie dając zwierzęciu poczuć, że takie brykanie ma jakikolwiek sens. Powinno się także każde zagalopowanie dokładnie przygotowywać i zaczynać dopiero wówczas kiedy koń jest skupiony i żuje wędzidło. Kiedy zaczynamy galopować widząc, ze koń jest "podjarany" sami prowokujemy w nim takie zachowania, nie ma co więc oczekiwać, że będzie lepiej. Trzeba zwierzę najpierw wyciszyć, a potem brać się za galopy.Pozdrawiam
Chciałam od razu powiedzieć, iż dużo się zmieniło.Koń już nie bryka, Galopuje bardzo dobrze na dwie strony.Pierwsze co zrobiłam zmieniłam mu siodło i dałam grubszą podkładkę.Później zastosowałam "" cmokanie"".Teraz ćwiczymy 4 razy w ciągu tygodnia galop, reszta to kłus,stęp i ganaszowanie, podstawianie zadu i chody boczne ( w chodach bocznych bardzo dobrze się rozumiemy ;) )Dziękuję bardzo za pomoc, pozdrawiam.
Noo a widzisz !! Jednak cmokanie to cmokanie :D
Może wrzucisz jakiś filmik? Chciałabym zobaczyć tego zganaszowanego, 4 letniego hucułka z podstawionym zadem, w chodach bocznych, bo to raczej rzadki widok :)