wiec sytuacja jest taka..padok mamy bardzo duży..jak mogę na nim przeprowadzić join up?próbowałam.. goniłam moją klacz ale to nic nie dawało. ciągle zatrzymuje się pod bramą do stajni zanim do niej dojdę. chodzi sobie gdzie chce, skręca, zatrzymuje sie..do mnie odwraca zadem.. jak mogę się z nią porozumieć? da się w ogóle na dużym padoku przeprowadzić join up??jak mogę skupić jej koncentrację na sobie??jak jest sama to szaleje i nic nie mogę z nią zrobić.. a jak widzi inne konie to się wgl nie skupia.. :( pomóżcie jakoś.. brakło mi już pomysłów..codziennie ją pielęgnuję głaszczę, masuję.. nawiązuję kontakt.. chwile sie skupi ale to zaraz mija i interesuje ją wszystko w okół tylko nie to o co ją proszę..
Witaj. Join up najlepiej przeprowadzić na lonżowniku, którego średnica powinna wynosić około 14-16 m. Jeżeli takim nie dysponujesz to musisz wygrodzić nawet kwadrat 14x14 lub 16x16 metrów i wtedy. Monty pisze, że można przeprowadzić join up nawet na wolności ale wymaga to nawet kilkudniowych "podchodów". Niestety bez przestudiowania książek i/lub oglądnięcia filmów za wiele nie zdziałasz (najlepiej oczywiście zrobić sobie kurs [ale]), bo tu wszystkie Twoje ruchy mają znacznie (nawet ruch gałki ocznej) :)Pozdrawiam.
Join up to nie jest tylko ganianie za koniem. To przede wszystkim zmuszanie konia do zmiany kierunku kiedy on chce iść w jedną stronę, zatrzymywanie go kiedy chce biec i poganianie kiedy chce stać.Na takim dużym polu też można join up przeprowadzić i osobiście uważam ze jest to lepszy sukces niż zrobienie tego w RP na którym koń musi brać cię pod uwagę. Na padoku w końcu ma trawę i więcej miejsca na ucieczkę ;)Przede wszystkim musisz być szybsza od konia. Masz przewagę nad nim taką, że ty możesz sobie biegać slalomem. Uciekający koń najczęściej biegnie po linii prostej. Ty wykonując zgrabny skrót możesz znaleźć się przed nim i zmusić do zmiany kierunku. Kilka takich zmian może już zaowocować sukcesem.Musisz sobie poczytać z czym to sie je i obmyślić własny plan działania. Moja rada jednak jest taka, że jeśli nie masz 16 lat [uznałabym że wręcz powinnaś mieć 18 i odpowiadać już za siebie], to nie rób tego sama. Zmiana kierunku polega na tym ze musisz wyskoczyć przed galopującego konia. Jest to sprawa ryzykowna i trzeba mieć do tego głowę. O wiele bezpieczniej niż join up jest przeprowadzić 7 gier, przy czym wykonanie już pierwszej z nich znacznie zmienia stosunek pomiędzy tobą a koniem
Koteeceek- jesteś pewna, że twój koń jest na tyle trudny żeby przeprowadzać z nim join up? (Join up ogólnie stosuje się na konie nieufne, trudne i po przejściach). Jeśli koń pozwala Ci się szczotkować, głaskać, to wątpie żeby potrzebował owej metody:) Może powinnaś zainteresować go zabawą np. w przedmioty (reklamówki, butelki i inne rzeczy które pokazujemy kopytnemu, szuramy, stukamy i dotykamy) (przypominam, że wszystkie takie zabawy sprawiają, że koń staje się bardziej ufny) oprócz tego 7 games jest naprawdę świetnym sposobem:) polecam:) pod tym hasłem znajdziesz masee filmików na you tube:) powodzenia!
Renizi - Czy to wygląda na zmuszanie konia do zmiany kierunku? Join up to rozmowa (konwersacja) człowieka i konia.http://www.youtube.com/watch?v=9Dx91mH2voo
shaina7 - Monty Robert pisze, że lepiej reagują na join up konie po przejściach ale nie ma przeciwwskazań do zastosowania jego metod do koni "przyjaciół" wręcz przeciwnie, wzmaga to jeszcze bardziej więź z koniem. Ja osobiście nie uważam tych metod za niebezpieczne. Jeśli by tak było to równie dobrze każdy kontakt z koniem byłby niebezpieczny i trzeba wziąć pod uwagę fakt, że statystycznie najwięcej wypadków przy koniach zdarza się w stajni przy oporządzaniu zwierząt.Pozdrawiam :)
A ja myślę, że problem nie leży w join up"ie, ani w za dużym padoku, ale w braku konsekwencji, cierpliwości i twardej ręki. Wierz mi, że możesz sobie ganiać za nią do upadłego i nawet jeśli uda ci się prawidłowo przeprowadzić ten join up, to klacz nagle nie zacznie się koncentrować na tobie i nie przestanie wchodzić ci na głowę. Na to potrzeba czasu, rozsądku i umiejętności. Może zabrzmi to trochę nie humanitarnie, i pewnie zostanę zjedzona, ale jest taka stara metoda wychowawcza, najbardziej naturalna ze wszystkich możliwych, stosowana przez same konie w naturze (czyż nie o naśladowanie zachowań koni chodzi w naturalu?), pozwalająca jednoznacznie ustalić hierarchię i wywołać respekt w stosunku do przywódcy : nieposłuszeństwo = kara (jaka to już pewnie można się domyśleć). Z końmi, z którymi pracuję nie ma problemu z szacunkiem i prawidłową reakcją na człowieka, bo wiedzą co im wolno a co nie. Niestety karać konia też trzeba potrafić z wyczuciem, tak żeby rozumiał. Tobie koteeceek potrzebna jest przede wszystkim systematyczna praca (lonża, jazda, spacery), cierpliwość, konsekwencja, zdobywanie doświadczenia i po prostu czas.
SrokatyArab nie zjem cię tylko dla tego że w 50% się z Tobą zgadzam. W sensie, że koń musi wiedzieć co mu wolno a czego nie. Nie zgadzam się natomiast z "twardą ręką" - czasem bowiem wystarczy klaps w łopatkę ;) Nigdy nie karam konia za pomocą wodzy (podczas jazdy). Jeżeli robi coś źle to po prostu go NIE chwalę. Powtarzamy to ćwiczenie do momentu aż zrobi je poprawnie i wtedy zostaje nagrodzony. Należy pamiętać, że dla konia brak pochwały jest jak kara. W naturalu np. Pat Parelli stosuje mimikę twarzy do karcenia konia i okazywania mu swojej dezaprobaty.Tezą, którą na pierwszym miejscu stawia Monty Roberts to "pozostawić świat lepszym dla koni". U niego twarda ręka nie przejdzie. I uwierz mi nie jest to bezsensowne przeganianie konia, czy próba zawrócenia go w galopie. Radzę dobrze poczytać o Montym i polecam lekturę "Ode mnie dla was". Są tam porady i wskazówki, wszystko co Monty osiągnął opisał, by nam przekazać. Jedno w tym temacie jest pewne: Chcąc cokolwiek zacząć robić z koniem trzeba wiedzieć jak! A jeżeli ktoś nie zada sobie trudu, żeby przeczytać choćby jedną książkę, czy po googlować na dany temat to niech lepiej się za to nie zabiera! (nie piszę tu tylko o naturalu, Parellim czy Robertsie.) Piszę w ogóle!Bo czy zaczynając przygodę z koniem wiedziałyśmy od razu jak go siodłać lub chociażby jak wyczyścić kopyta? NIE!Ktoś musiał nam pokazać, wytłumaczyć, coś można było przy tym doczytać. I teraz już wiemy, ale niestety nic samo nie przyjdzie!U nas w kraju nie ma możliwości spotkać się z Montym Robertsem i na pewno było by lepiej iść chociaż na pokaz, ale jeżeli nic z powyższych rzeczy nie da się zorganizować to trzeba i tak pogłębiać swoją wiedzę. Kiedy dowiedziałam, się że mój koń ma chore trzeszczki spędziłam trzy dni w internecie googlując i tłumacząc amerykańskie strony na polski aby pomóc zwierzęciu i zdecydować co jest dla niego lepsze. Ale nie poszłam na łatwiznę i nie zadałam pytania na forum typu: kuć na roller"y czy rozkuć i prowadzić naturalnie. Wiem, że w tej dziedzinie są zdania podzielone, chodzi o to że samemu musimy zdecydować co dla naszego! konia będzie lepsze. Zmierzam do tego, że może czasem nie ma sensu bawić się w naturall, ale nie ma też sensu stosować mocnych pomocy. Ale podjąć decyzję musimy sami (nie zależnie jednak jaka ona będzie) trzeba zyskać WIEDZĘ na ten i alternatywny do niego temat. Pozdrawiam :)
Agnieszko, ujęłam to w ten sposób, ponieważ do niektórych ludzi te słowa sprawiają że łatwiej jest im zrozumieć w dalszym postępowaniu na czym polega join up. Ludzie z którymi mam do czynienia na co dzień nie ogarniają czegoś takiego jak sugestia czy rozmowa z koniem. Mówiąc im "zasugeruj koniowi" stoją i patrzą się na mnie dziwnie dopóki nie powiem mu "sprowokuj go" albo "zmuś". Zawsze też pilnuję takiego ktosia więc w ostatecznym rozrachunku on myśli że zmusza go do czegoś, ale jego postawa którą poprawiam sprawia że dana osoba prosi. Dopiero na samym końcu podawania wskazówek sami zaczynają ogarniać co zrobili i że nie było to takie zwykłe zmuszanie konia z agresją ;)Przyzwyczaiłam się już do tego że dzisiejsza młodzież ma ograniczone słownictwo i ogólnie wiedzę...Co do twardej ręki o której wspomina SrokatyArab, to zgadzam się jak najbardziej. Karanie konia ma jak najbardziej odpowiedni skutek jeśli zostanie one wykonane w odpowiedni sposób. Kara ma nastąpić do 30 sekund, musi być wprost proporcjonalna do czynu za jaki karamy, oraz po karze musi nastąpić pojednanie.Dzięki temu że jest to pojednanie, nie doprowadzamy do sytuacji w której koń boi się nas i jego działania objęte są strachem. Jeśli pojednanie występuje od razu po karze, wtedy działa to w odpowiedni sposób. Koń zrozumie że zrobił źle, wie, że to była kara i wie również, że człowiek nie chce mu zrobić krzywdy, że nie musi się bać.Ach i Agnieszko, nie tylko trzeba zyskać wiedzę, na dane tematy, ale trzeba też samemu pomyśleć ;)
Zgadzam się w 100% :) Nie mniej jednak jesteś osobą,która "prowadzi" nowicjuszy, wdraża w koński świat. A ktoś, kto nie ma instruktora / trenera/ mentora (itp) i nie doczyta (bo po co? ;]) nie nauczy się pewnych rzeczy z powietrza :) Nic samo nie przyjdzie :) (Nie mówię, że Koteeceek, bo tego nie wiem, nie znam jej, nie rozmawiałam z nią etc.)
AgnieszkaQ oczywiscie mozna:) ale uwazam ze moze z tym koniskiem nie ma takiej potrzeby:) moze trzeba poszukac innych metod.. za duzy padok moze byc problemem.. kon poleci ma nas gdzies.. najlepiej jakby kolezanka probowala w cyrku:) albo poprostu zmienila dzialanie na 7 games np:)
Na tak dużym terenie nic nie zrobisz. Teoretycznie się da ale jest to trudne i wymaga dużo zarówno od jeźdzca i konia. Na takim terenie nie utrzy,asz konia w ruchu, nie będziesz w stanie go kontrolować. Musisz znalźc mniejszy teren do tego, taki żeby utrzymywac konia sokojnie w ruchu bez biegania kilometrów!
Twarda ręka nie koniecznie oznacza bicie konia czy cos w tym stylu. Oznacza to głównie stanowczość. Nie chodzi o to czy karzemy i jak to robimy czy jak mocno. Po prostu musi to być stanowcze. Przecież za nieposłuszeństwo nie nagradzamy konia ani nie dajemy sobie sokuj z czymś...
A Monty nie jest jedynym naturalistą na świecie. Na naszym polskim podwórku też mamy kilku specy. Chodzby Makacewicz. Byłam na jego kursie i mogę zdecydowanie polecić.
Po pierwsze musisz mieć lonżownik, no bo to chyba jasne że koń ucieknie gdzie pieprz rośnie jak zaczniesz za nim latać po hektarowej łące wymachując z batem czy lonżą. Po drugie poczytaj jeszcze bo naprawdę od czytania można się wiele dowiedzieć. Po trzecie czy jest ci to na pewno potrzebne, pytanie czy chcesz wyrobić sobie "respekt" przed swoim koniem aby uważał cię za przewodnika stada ? Albo chcesz żeby cię słuchał itp.http://alice-horses.blogspot.com/2012/06/join-up.htmlŁadnie wszystko przeze mnie opisane jeżeli ktoś z forum ma zastrzeżenia do tekstu z linku proszę od razu pisać w końcu człowiek uczy się całe życie
Nie musisz mieć lonżownika. Spróbuj nie biegać za koniem tylko np. trzaskać lążą jak batem (nie w konia oczywiście tylko w ziemie). Jeśli to nic nie da to spróbuj odgrodzić mniejszy kawałek padoku. NIE MUSI BYŚ OKRĄGŁY!
Po prostu tego nie umiesz,przeczytać sobie w necie to każdy może,ale zrozumieć to na serio to mało takich ludzi jest.Super jest,że tak wielu ludzi się na te metody "przestawia",ale czasami muszą się doradzić fachowców,którzy praktykują to od lat.Gdy ktoś kto tego nie robił i nie ma doświadczenia próbuje coś ze swoim koniem zrobić,przekazać mu coś to czasami robi to źle lub przekazuje coś całkowicie innego czasami koń przez to zrozumie coś przez co będzie się nas bał,lub nie miał do nas szacunku.Mam nadzieję,że ktoś cb tego nauczy i zostaniesz specem od tego :D Życzę sukcesów przy koniach:D
wiec sytuacja jest taka..padok mamy bardzo duży..jak mogę na nim przeprowadzić join up?próbowałam.. goniłam moją klacz ale to nic nie dawało. ciągle zatrzymuje się pod bramą do stajni zanim do niej dojdę. chodzi sobie gdzie chce, skręca, zatrzymuje sie..do mnie odwraca zadem.. jak mogę się z nią porozumieć? da się w ogóle na dużym padoku przeprowadzić join up??jak mogę skupić jej koncentrację na sobie??jak jest sama to szaleje i nic nie mogę z nią zrobić.. a jak widzi inne konie to się wgl nie skupia.. :( pomóżcie jakoś.. brakło mi już pomysłów..codziennie ją pielęgnuję głaszczę, masuję.. nawiązuję kontakt.. chwile sie skupi ale to zaraz mija i interesuje ją wszystko w okół tylko nie to o co ją proszę..
może spróbuj ,,odgrodzi"padok jakąś lożą itp. Jeśli chcesz, żeby klacz ci bardziej zaufała, spróbuj- 7 gier lub Ttouch( przykład 1, przykład 2 )
join up da sie przeprowadzić nawet na hektarowym polu :p masz widocznie za mały respekt u klaczkips. wytłumaczę ci wszystko jak przyjde :p
już tak próbowałam.. rzucała się na tą lonżę ... przeciągała się pod albo próbowała przeskoczyć...
Witaj. Join up najlepiej przeprowadzić na lonżowniku, którego średnica powinna wynosić około 14-16 m. Jeżeli takim nie dysponujesz to musisz wygrodzić nawet kwadrat 14x14 lub 16x16 metrów i wtedy. Monty pisze, że można przeprowadzić join up nawet na wolności ale wymaga to nawet kilkudniowych "podchodów". Niestety bez przestudiowania książek i/lub oglądnięcia filmów za wiele nie zdziałasz (najlepiej oczywiście zrobić sobie kurs [ale]), bo tu wszystkie Twoje ruchy mają znacznie (nawet ruch gałki ocznej) :)Pozdrawiam.
Join up to nie jest tylko ganianie za koniem. To przede wszystkim zmuszanie konia do zmiany kierunku kiedy on chce iść w jedną stronę, zatrzymywanie go kiedy chce biec i poganianie kiedy chce stać.Na takim dużym polu też można join up przeprowadzić i osobiście uważam ze jest to lepszy sukces niż zrobienie tego w RP na którym koń musi brać cię pod uwagę. Na padoku w końcu ma trawę i więcej miejsca na ucieczkę ;)Przede wszystkim musisz być szybsza od konia. Masz przewagę nad nim taką, że ty możesz sobie biegać slalomem. Uciekający koń najczęściej biegnie po linii prostej. Ty wykonując zgrabny skrót możesz znaleźć się przed nim i zmusić do zmiany kierunku. Kilka takich zmian może już zaowocować sukcesem.Musisz sobie poczytać z czym to sie je i obmyślić własny plan działania. Moja rada jednak jest taka, że jeśli nie masz 16 lat [uznałabym że wręcz powinnaś mieć 18 i odpowiadać już za siebie], to nie rób tego sama. Zmiana kierunku polega na tym ze musisz wyskoczyć przed galopującego konia. Jest to sprawa ryzykowna i trzeba mieć do tego głowę. O wiele bezpieczniej niż join up jest przeprowadzić 7 gier, przy czym wykonanie już pierwszej z nich znacznie zmienia stosunek pomiędzy tobą a koniem
Koteeceek- jesteś pewna, że twój koń jest na tyle trudny żeby przeprowadzać z nim join up? (Join up ogólnie stosuje się na konie nieufne, trudne i po przejściach). Jeśli koń pozwala Ci się szczotkować, głaskać, to wątpie żeby potrzebował owej metody:) Może powinnaś zainteresować go zabawą np. w przedmioty (reklamówki, butelki i inne rzeczy które pokazujemy kopytnemu, szuramy, stukamy i dotykamy) (przypominam, że wszystkie takie zabawy sprawiają, że koń staje się bardziej ufny) oprócz tego 7 games jest naprawdę świetnym sposobem:) polecam:) pod tym hasłem znajdziesz masee filmików na you tube:) powodzenia!
Renizi - Czy to wygląda na zmuszanie konia do zmiany kierunku? Join up to rozmowa (konwersacja) człowieka i konia.http://www.youtube.com/watch?v=9Dx91mH2voo shaina7 - Monty Robert pisze, że lepiej reagują na join up konie po przejściach ale nie ma przeciwwskazań do zastosowania jego metod do koni "przyjaciół" wręcz przeciwnie, wzmaga to jeszcze bardziej więź z koniem. Ja osobiście nie uważam tych metod za niebezpieczne. Jeśli by tak było to równie dobrze każdy kontakt z koniem byłby niebezpieczny i trzeba wziąć pod uwagę fakt, że statystycznie najwięcej wypadków przy koniach zdarza się w stajni przy oporządzaniu zwierząt.Pozdrawiam :)
A ja myślę, że problem nie leży w join up"ie, ani w za dużym padoku, ale w braku konsekwencji, cierpliwości i twardej ręki. Wierz mi, że możesz sobie ganiać za nią do upadłego i nawet jeśli uda ci się prawidłowo przeprowadzić ten join up, to klacz nagle nie zacznie się koncentrować na tobie i nie przestanie wchodzić ci na głowę. Na to potrzeba czasu, rozsądku i umiejętności. Może zabrzmi to trochę nie humanitarnie, i pewnie zostanę zjedzona, ale jest taka stara metoda wychowawcza, najbardziej naturalna ze wszystkich możliwych, stosowana przez same konie w naturze (czyż nie o naśladowanie zachowań koni chodzi w naturalu?), pozwalająca jednoznacznie ustalić hierarchię i wywołać respekt w stosunku do przywódcy : nieposłuszeństwo = kara (jaka to już pewnie można się domyśleć). Z końmi, z którymi pracuję nie ma problemu z szacunkiem i prawidłową reakcją na człowieka, bo wiedzą co im wolno a co nie. Niestety karać konia też trzeba potrafić z wyczuciem, tak żeby rozumiał. Tobie koteeceek potrzebna jest przede wszystkim systematyczna praca (lonża, jazda, spacery), cierpliwość, konsekwencja, zdobywanie doświadczenia i po prostu czas.
SrokatyArab nie zjem cię tylko dla tego że w 50% się z Tobą zgadzam. W sensie, że koń musi wiedzieć co mu wolno a czego nie. Nie zgadzam się natomiast z "twardą ręką" - czasem bowiem wystarczy klaps w łopatkę ;) Nigdy nie karam konia za pomocą wodzy (podczas jazdy). Jeżeli robi coś źle to po prostu go NIE chwalę. Powtarzamy to ćwiczenie do momentu aż zrobi je poprawnie i wtedy zostaje nagrodzony. Należy pamiętać, że dla konia brak pochwały jest jak kara. W naturalu np. Pat Parelli stosuje mimikę twarzy do karcenia konia i okazywania mu swojej dezaprobaty.Tezą, którą na pierwszym miejscu stawia Monty Roberts to "pozostawić świat lepszym dla koni". U niego twarda ręka nie przejdzie. I uwierz mi nie jest to bezsensowne przeganianie konia, czy próba zawrócenia go w galopie. Radzę dobrze poczytać o Montym i polecam lekturę "Ode mnie dla was". Są tam porady i wskazówki, wszystko co Monty osiągnął opisał, by nam przekazać. Jedno w tym temacie jest pewne: Chcąc cokolwiek zacząć robić z koniem trzeba wiedzieć jak! A jeżeli ktoś nie zada sobie trudu, żeby przeczytać choćby jedną książkę, czy po googlować na dany temat to niech lepiej się za to nie zabiera! (nie piszę tu tylko o naturalu, Parellim czy Robertsie.) Piszę w ogóle!Bo czy zaczynając przygodę z koniem wiedziałyśmy od razu jak go siodłać lub chociażby jak wyczyścić kopyta? NIE!Ktoś musiał nam pokazać, wytłumaczyć, coś można było przy tym doczytać. I teraz już wiemy, ale niestety nic samo nie przyjdzie!U nas w kraju nie ma możliwości spotkać się z Montym Robertsem i na pewno było by lepiej iść chociaż na pokaz, ale jeżeli nic z powyższych rzeczy nie da się zorganizować to trzeba i tak pogłębiać swoją wiedzę. Kiedy dowiedziałam, się że mój koń ma chore trzeszczki spędziłam trzy dni w internecie googlując i tłumacząc amerykańskie strony na polski aby pomóc zwierzęciu i zdecydować co jest dla niego lepsze. Ale nie poszłam na łatwiznę i nie zadałam pytania na forum typu: kuć na roller"y czy rozkuć i prowadzić naturalnie. Wiem, że w tej dziedzinie są zdania podzielone, chodzi o to że samemu musimy zdecydować co dla naszego! konia będzie lepsze. Zmierzam do tego, że może czasem nie ma sensu bawić się w naturall, ale nie ma też sensu stosować mocnych pomocy. Ale podjąć decyzję musimy sami (nie zależnie jednak jaka ona będzie) trzeba zyskać WIEDZĘ na ten i alternatywny do niego temat. Pozdrawiam :)
Agnieszko, ujęłam to w ten sposób, ponieważ do niektórych ludzi te słowa sprawiają że łatwiej jest im zrozumieć w dalszym postępowaniu na czym polega join up. Ludzie z którymi mam do czynienia na co dzień nie ogarniają czegoś takiego jak sugestia czy rozmowa z koniem. Mówiąc im "zasugeruj koniowi" stoją i patrzą się na mnie dziwnie dopóki nie powiem mu "sprowokuj go" albo "zmuś". Zawsze też pilnuję takiego ktosia więc w ostatecznym rozrachunku on myśli że zmusza go do czegoś, ale jego postawa którą poprawiam sprawia że dana osoba prosi. Dopiero na samym końcu podawania wskazówek sami zaczynają ogarniać co zrobili i że nie było to takie zwykłe zmuszanie konia z agresją ;)Przyzwyczaiłam się już do tego że dzisiejsza młodzież ma ograniczone słownictwo i ogólnie wiedzę...Co do twardej ręki o której wspomina SrokatyArab, to zgadzam się jak najbardziej. Karanie konia ma jak najbardziej odpowiedni skutek jeśli zostanie one wykonane w odpowiedni sposób. Kara ma nastąpić do 30 sekund, musi być wprost proporcjonalna do czynu za jaki karamy, oraz po karze musi nastąpić pojednanie.Dzięki temu że jest to pojednanie, nie doprowadzamy do sytuacji w której koń boi się nas i jego działania objęte są strachem. Jeśli pojednanie występuje od razu po karze, wtedy działa to w odpowiedni sposób. Koń zrozumie że zrobił źle, wie, że to była kara i wie również, że człowiek nie chce mu zrobić krzywdy, że nie musi się bać.Ach i Agnieszko, nie tylko trzeba zyskać wiedzę, na dane tematy, ale trzeba też samemu pomyśleć ;)
Zgadzam się w 100% :) Nie mniej jednak jesteś osobą,która "prowadzi" nowicjuszy, wdraża w koński świat. A ktoś, kto nie ma instruktora / trenera/ mentora (itp) i nie doczyta (bo po co? ;]) nie nauczy się pewnych rzeczy z powietrza :) Nic samo nie przyjdzie :) (Nie mówię, że Koteeceek, bo tego nie wiem, nie znam jej, nie rozmawiałam z nią etc.)
AgnieszkaQ oczywiscie mozna:) ale uwazam ze moze z tym koniskiem nie ma takiej potrzeby:) moze trzeba poszukac innych metod.. za duzy padok moze byc problemem.. kon poleci ma nas gdzies.. najlepiej jakby kolezanka probowala w cyrku:) albo poprostu zmienila dzialanie na 7 games np:)
Na tak dużym terenie nic nie zrobisz. Teoretycznie się da ale jest to trudne i wymaga dużo zarówno od jeźdzca i konia. Na takim terenie nie utrzy,asz konia w ruchu, nie będziesz w stanie go kontrolować. Musisz znalźc mniejszy teren do tego, taki żeby utrzymywac konia sokojnie w ruchu bez biegania kilometrów! Twarda ręka nie koniecznie oznacza bicie konia czy cos w tym stylu. Oznacza to głównie stanowczość. Nie chodzi o to czy karzemy i jak to robimy czy jak mocno. Po prostu musi to być stanowcze. Przecież za nieposłuszeństwo nie nagradzamy konia ani nie dajemy sobie sokuj z czymś... A Monty nie jest jedynym naturalistą na świecie. Na naszym polskim podwórku też mamy kilku specy. Chodzby Makacewicz. Byłam na jego kursie i mogę zdecydowanie polecić.
Po pierwsze musisz mieć lonżownik, no bo to chyba jasne że koń ucieknie gdzie pieprz rośnie jak zaczniesz za nim latać po hektarowej łące wymachując z batem czy lonżą. Po drugie poczytaj jeszcze bo naprawdę od czytania można się wiele dowiedzieć. Po trzecie czy jest ci to na pewno potrzebne, pytanie czy chcesz wyrobić sobie "respekt" przed swoim koniem aby uważał cię za przewodnika stada ? Albo chcesz żeby cię słuchał itp.http://alice-horses.blogspot.com/2012/06/join-up.htmlŁadnie wszystko przeze mnie opisane jeżeli ktoś z forum ma zastrzeżenia do tekstu z linku proszę od razu pisać w końcu człowiek uczy się całe życie
Nie musisz mieć lonżownika. Spróbuj nie biegać za koniem tylko np. trzaskać lążą jak batem (nie w konia oczywiście tylko w ziemie). Jeśli to nic nie da to spróbuj odgrodzić mniejszy kawałek padoku. NIE MUSI BYŚ OKRĄGŁY!
Po prostu tego nie umiesz,przeczytać sobie w necie to każdy może,ale zrozumieć to na serio to mało takich ludzi jest.Super jest,że tak wielu ludzi się na te metody "przestawia",ale czasami muszą się doradzić fachowców,którzy praktykują to od lat.Gdy ktoś kto tego nie robił i nie ma doświadczenia próbuje coś ze swoim koniem zrobić,przekazać mu coś to czasami robi to źle lub przekazuje coś całkowicie innego czasami koń przez to zrozumie coś przez co będzie się nas bał,lub nie miał do nas szacunku.Mam nadzieję,że ktoś cb tego nauczy i zostaniesz specem od tego :D Życzę sukcesów przy koniach:D
AgnieszkaQ w pełni się z tb zgadzam,nie muszę tu nic pisać bo ty tu wszystko napisałaś :D