Hmm... Nie za bardzo wiem, czego oczekujesz od odpowiedzi. Ale spróbuję, OK?Przejście z kłusa do galopu - jadąc na prawo kłusem anglezowanym (aktywnym!), siadasz w siodło, cofasz wewnętrzną łydkę, dociskasz łydki, wypychasz biodrem, nieco mocniej przytrzymujesz wew. wodzę, aby zagalopować na dobrą nogę.Przejście z galopu do kłusa - siadasz w siodło, odchylasz się do tyłu, "robisz się ciężka", przytrzymujesz łydkami, lekko dajesz sygnał wodzami.Przejście z galopu do stępa - tak samo jak przy przejściu z galopu do kłusa, tylko na moje pomoce powinny być mocniejsze.Niech mnie ktoś poprawi, bo jak to piszę to zawsze się mylę ;)
Czapraczek, błagam Cię, jak już próbujesz udzielać rad, to sprawdź dwa razy co napisałaś zanim zatwierdzisz... Różnica między prawą a lewą stroną jest bardzo istotna, tak samo jak między wewnętrzną a zewnętrzną!Przy zagalopowaniu cofa się ZEWNĘTRZNĄ łydkę, a na wewnętrzne strzemię przenosi się ciężar ciała.Natomiast pytania o przejścia zadaje się instruktorowi/trenerowi w czasie jazdy jeśli naprawdę chce się nauczyć poprawnej jazdy.Galoopem, zbyt mądrze to co mówisz nie brzmi. Osoba, która zaczyna swoją przygodę z jeździectwem uczy się pracy z koniem na kontakcie, natomiast dopracowując i doskonaląc swój dosiad i pomoce uczy się działać w taki sposób, aby minimalizować użycie wodzy.
Tzn w tym co galoopem napisała jest trochę prawdy, ale nie dla osoby która zaczyna jeździć konno i na pewno nie dla osoby która zadaje takie pytania. W ogóle uważam samo pytanie nie na miejscu. Nikt tutaj nie zna Twoich umiejętności, jak ktoś Tobie coś napisze, możesz to źle zrozumieć i z przejść będzie lipa. Chcesz wiedzieć co zrobić, żeby potrafić doskonale przejścia? Popracuj wpierw nad dosiadem, jeśli dosiad będziesz miała mega mega mega ... mega super, to z pewnością będziesz też umiała przejścia.To że Tobie ktoś tutaj napisze jak zrobić prawidłowo przejście to potraktujesz to jako instrukcję obsługi jak przy obsłudze ekspresu do kawy? Nikt nie wie jak jeździsz, a instruktorzy i trenerzy są od tego żeby korygować Twoje błędy. Widzą i zwracają uwagę mówiąc co źle robisz a co robisz poprawnie i w ten sposób się szybciej nauczysz niż z instrukcji obsługi konia (o ile coś takiego istnieje).
Dążymy do tego, aby ruch wodzą był niewidoczny.. NIGDY nie wolno ciągnąć za jedną wodzę! Gdy skręcamy w lewo, to lewą rękę delikatnie odstawiasz w bok i minimalnie podnosisz do góry, a rękę prawą dokładasz do szyi konia nie przekładając jej na drugą stronę. Szarpaniem konia za pysk niczego nie osiągniemy, a wręcz przeciwnie. Możemy zrobić mu krzywdę :)
A jeśli to na konia nie działa, to spróbuj lewą wodzą dać mu minimalne impulsy `przytrzymaj, popuść, przytrzymaj, popuść`.Jest jeszcze jedna bardzo ważna zasada. Nigdy nie ciągniemy za wodze dłużej, niż 3 sekundy!
Nie ma czegoś takiego jak długość pociągnięcia. Pracując z koniem Twoim zadaniem jest obserwowanie jego zachowania i dostosowanie reakcji oraz pomocy do aktualnych potrzeb. Nikt Ci nie powie, że masz pociągnąć wodzę o 5 cm albo 3,5. Takie pojęcie nie funkcjonuje, a nawet jeśli to nie powinno.Idealne pomoce są zredukowane do minimum; nie ma "pociągnięcia" tylko jest delikatny sygnał - przymknięcie ręki, impuls, przytrzymanie. Jak już było powiedziane takich pytań nie zadaje się na forum, tylko instruktorowi/trenerowi w czasie jazdy. Chociaż z drugiej strony może i dobrze, że takie perełki się tu pojawiają, bo można mieć nadzieję, że ktoś przeczyta parę odpowiedzi i pomyśli dwa razy zanim coś głupiego zrobi...
Hehe ;d widzę, że nadal się tutaj toczy zagorzała dyskusja na temat skręcania, więc może podsumujmy.Jak sądzicie? Dlaczego ciągle instruktorzy, trenerzy i jeźdźcy ciągle mówią o dosiadzie? Skoro tak mówicie ciągle o tej wodzy, zróbcie sobie doświadczenie, które u 90% ludzi uczących się w szkółkach wychodzi negatywnie. A mianowicie, usiądź sobie na koniu i zrób dosiadem wszystko tak, jakbyś chciał/a zwolnić konia, czy też go zatrzymać. Jak to wszyscy mawiają (co jeżdżą klasycznie), cofnąć łydki i zrobić się ciężkim w siodle jakby się chciało konia wbić w ziemię. Podczas robienia tego (koń może wówczas stać, tylko sprawdźcie jak działa dosiad) i podłóżcie dłoń pod tyłek, zobaczcie co się wówczas dzieje. Jeśli tyłek robi podczas tego "głębokiego siadania w siodło" do tyłu to jest dobrze, jeśli do przodu to jest źle. Dlatego też w szkółkach ciągle mawiają o tym żeby ciągnąć wodze do siebie, gdyż chodzi o zamknięcie konia na przodzie.Instruktor jest od tego, aby właśnie tą postawę poprawić i dosiad zarazem.A teraz pytanie, skoro tyle mawiacie o tych wodzach.Jak jadę na koniu galopem, mam tylko PRAWĄ wodzę i chcę skręcić w lewo, to jak mam to zrobić? I drugie pytanie.Gdy robimy chód boczny w lewą stronę to której wodzy używamy?
Nigdy nie skręca się, pociągając wewnętrzną wodzę. Do skręcania (poza łydkami, ciężarem...) służy dużo bardziej wodza ZEWNĘTRZNA. To ona wyznacza promień koła i razem z łydkami utrzymuje konia w zakręcie. Powinna być czymś w rodzaju ściany albo płotu, wzdłuż którego wykonuje się zakręt. Wodza wewnętrzna służy do wskazania ustawienia. Można jechać prosto z głową z boku, jeśli ktoś sobie tak życzy. Jeśli steruje się wewnętrzną wodzą, może i koń z przyzwyczajenia zmieni kierunek, ale zakręt wykona jak tratwa na stawie.Jeśli koń jest ujeżdżony jak trzeba, czyli reaguje na pomoce dosiadem i jeździec wykonuje je dobrze, to nawet zupełnie bez wodzy da się skręcić. W przypadku zewnętrznej wodzy jest nawet lepiej, bo wodzą ograniczysz zakręt, a łydkami załatwisz resztę. Jak przy normalnym galopie. Ja ostatnio testuję podczas stępowania sterowanie na zupełnie rzuconych wodzach i naprawdę się da nawet pojechać slalomem. W kłusie też dużo bardziej posługuję się ciężarem niż kiedyś. W tym chodzie trochę trudniej jest się ogarnąć na tyle, żeby przesunięcie ciężaru było poprawne i zadziałało jak trzeba, ale jeśli ja, szaraczek, daję radę na szkółkowym tuptusiu, to osobie na wyższym niż mój poziomie udałoby się bez problemu, zwłaszcza jeśli koń nie byłby znieczulony.Właściwie zawsze używamy obydwu wodzy, chociaż często każdej w inny sposób.Chód boczny- są różne chody boczne, każdy jest trochę inny i do każdego są trochę inne pomoce. Np. w ciągu koń jest zgięty inaczej niż np. w łopatce do wewnątrz. Kiedy koń robi ciąg i biegnie w lewo, jest wygięty wokół lewej łydki jeźdźca. To łydki, ciężar i dosiad stanowią podstawę poruszania się w ogóle i poruszania się dodatkowo na ukos w szczególe. Wodze tak samo jak w zwykłym zakręcie stanowią dodatkową pomoc, doprecyzowanie. Skoro koń idzie w ustawieniu w lewo, to lewa, wewnętrzna wodza nadaje ustawienie (oczywiście w ramach tego, co wodza może zrobić), a wodza zewnętrzna je ogranicza. Liczy się zgięcie i ustawienie całego konia, a nie tylko wygięcie głowy i szyi. Chody boczne da się zrobić bez ogłowia, czyli też bez wodzy, co udowodnił Andrzej Sałacki, wykonując na Czcionce program GP bez ogłowia na specjalne zaproszenie Elżbiety II.
No dobra, teraz powstała teza że się kieruje koniem wodza zewnętrzną tworząc "ścianę" więc zmieniam pytanie, jak skręcić koniem w prawo mając tylko prawą wodzę? Hmmm... wow! skoro ludzie chody boczne robią bez użycia wodzy, z pełnego galopu do stój przechodzą bez użycia wodzyk, skręcają bez użycia wodzy, to jaki z tego wniosek?Są trenerzy, są instruktorzy, są konie. Skoro to wszystko jest, to po prostu się uczcie. Koń to nie samochód, żeby podać gdzie jest sprzęgło, gaz, hamulec, jak wrzucić bieg i przekręcić kluczyk, by pojechać. Koń to istota żywa i próbując je zrozumieć, próbując zrozumieć technikę jazdy konnej, co się w niej liczy i na czym polega, nauczymy się jeździć. I pamiętajmy jedno, każdy jeździec uczy się jeździć konno całe życie, tak samo jeśli chodzi o trenowanie koni itd.
Samo pociągnięcie jednej wodzy u normalnie ujeżdżonego konia powoduje po prostu wygięcie w bok głowy i szyi. Przy skręcaniu w prawo tylko z prawą wodzą do dyspozycji trzeba tak samo jak przy skręcaniu w lewo używać przede wszystkim dosiadu. Jeśli trzeba, wodzą można sobie trochę pomóc, upewnić konia, że tak, chodzi o prawo, ale na pewno nie po prostu ciągnąć według logiki "pociągnę tam głowę, a za nią pójdzie reszta". Tam koń twój, gdzie zad jego, a zad kontroluje się bardziej dosiadem niż wodzami. Koń powinien odpowiedzieć na sygnały, bo zwyczajnie lepiej mu iść w równowadze, czyli kiedy środki ciężkości jeźdźca i konia są nad sobą. Jeśli środek ciężkości jeźdźca przesunie się w prawo, koń spróbuje go "dogonić"- będzie mu wygodniej pójść w prawo. Tak samo zna sygnały łydek, odróżnia łydkę popędzającą, przesuwającą, ograniczającą. Wodze są pomocne, ale na pewno nie niezbędne. Mówimy oczywiście o koniu ujeżdżonym i reagującym, a nie o takim, który przez lata wożenia dzieci na pierwszych lonżach przyzwyczaił się, że coś się po nim miota. Ciężar przesuwamy spokojnie, nie za gwałtownie i na krótki okres. I co najważniejsze- koń musi czuć, że coś się zmieniło. Czyli przedtem musimy siedzieć w normalnej równowadze, a potem do niej wrócić, kiedy koń dobrze zareaguje. Jeśli jeździec zawsze siedzi krzywo, niech nie oczekuje wielkiej reakcji od tak znieczulonego konia, a jeśli koń nie znajdzie korzyści w słuchaniu pomocy, w końcu przestanie. I tak źle się chodzi, wiec po co sobie zawracać głowę.Zgadzam się w całej rozciągłości! Uczyć się, uczyć, uczyć! I miejmy nadzieję, że ogólny poziom chęci zrozumienia koni i jazdy będzie ciągle rósł.
Honeonna mozesz mi wytlumaczyc dokladniej na czym polegaja te lydki: popędzającą, przesuwającą, ograniczającą? Pytam bo jestem nowicjuszka i niewiedzialam ze cos takiego jest.
Cytując pzj i odpowiedzi na brązową odznakę(+ mój mały komentarz):"Rozróżnia się łydkę aktywizującą – odpowiada ona za ruch do przodu, łydkę przesuwającą –aktywizuje ona ruch do przodu i w bok, oraz ograniczającą – kontrolującą reakcję konia na pomoce przesuwające. Łydka aktywizująca naciska tuż za popręgiem i jest ułożona tak, że przez bark, biodro i piętę jeźdźca można poprowadzić pionową linię."Z polskiego na nasze: łydka aktywizująca- "zwykła" łydka, która ma działanie, jak sama nazwa wskazuje, aktywizujące, czyli coś pobudza, uruchamia. W naszym przypadku jest to zad. Można to w dużym uproszczeniu opisać jako "popędzacz". Taką łydkę dajesz np. podczas ruszania z miejsca. Kawałka o pionowej linii przez poszczególne punkty nie trzeba traktować śmiertelnie poważnie- ważniejsza jest równowaga i rozluźnienie, nie bieganie z linijką. To jest ideał, który trudno osiągnąć, chociaż oczywiście warto próbować." Łydka przesuwająca naciska na bok konia i jest cofnięta na szerokość dłoni w stosunku do położenia łydki aktywizującej." Łydka przesuwająca ma zastosowanie np. w chodach bocznych, mówi koniowi nie tylko "do przodu", ale też "w bok". Jeśli użyjemy prawej łydki jako przesuwającej, koń od niej "odejdzie", pójdzie bardziej w lewo. Jest nawet ćwiczenie, które wzięło od tego nazwę- ustępowanie od łydki. Koń ustępuje od prawej łydki- idzie w lewo, od lewej łydki- w prawo. To jest właśnie pomoc przesuwająca. Jeśli stosowalibyśmy tylko łydkę prawą jako przesuwającą, "zepchnęlibyśmy" konia za bardzo w lewo, a za mało do przodu. Zapobiegamy temu, stosując łydkę ograniczającą po przeciwnej stronie."Położenie łydki przesuwającej i ograniczającej jest takie samo. Zadaniem łydki ograniczającej (kontrolującej) jest ograniczenie ruchu zadu w bok lub zapobieganie wypadaniem zadem na zewnątrz w stosunku do kierunku ruchu."Łydka ograniczająca kontroluje odpowiedź na przesuwanie. Jeśli dajemy prawą łydkę przesuwającą i nie chcemy, żeby zniosło nam konia za bardzo w lewo, dajemy też lewą łydkę ograniczającą. Ona "odpycha" konia ze swojej strony, w rezultacie otrzymujemy coś po środku. Co dokładnie, zależy od nasilenia każdej z pomocy. Więcej łydki ograniczającej= mniejsze przesunięcie, koń idzie bardziej do przodu niż w bok. Ograniczająca ma też zastosowanie w zakręcie, kiedy zewnętrzna łydka leży o dłoń za popręgiem i działając ograniczająco zapobiega wypadaniu zadem, "przyciska" zad do łuku, po którym jedziemy, nie pozwala mu odjechać na zewnątrz.Późno jest, jeśli ktoś zauważy, że gdzieś pomyliłam prawo i lewo albo coś podobnego, dajcie znać.
O kurcze maniek :0 dzieki wam za odpowiedz ale jak to wszystko pogodzic w jezdzie ???? masakra. Wiem ze cwiczenia i cwiczenia ale oprocz tego jest u mnie strach przed ponoszeniem. Dzieki.
O kurcze maniek :0 dzieki wam za odpowiedz ale jak to wszystko pogodzic
w jezdzie ???? masakra. Wiem ze cwiczenia i cwiczenia ale oprocz tego
jest u mnie strach przed ponoszeniem. Dzieki. chyba za pozno zaczelam
jazde bo jestem po 30-stce i widze ze dluga droga przedemna :(
Nie łam się! Ja zaczęłam też nie w standardowym wieku 12-13 lat tylko mając 20 :) Obecnie jeżdżę od roku i widzę u siebie postępy. Też mam w sobie strach, że coś mi się stanie (niestety im człowiek starszy tym bardziej stara się przewidzieć możliwe konsekwencje) ale im dłużej jeżdżę tym jest go coraz mniej. Odkąd poczułam się lepiej w galopie nawet jak koń mi nagle zacznie pędzić nie boje się już (bo wiem, że to mi w niczym nie pomoże) tylko staram się to spokojnie wysiedzieć i zatrzymać jak najszybciej. Nigdy nie jest za późno, chociaż im człowiek starszy tym dłużej trwa zanim się do czegoś przekona i przełamie :)
Aneczka80, to jasne, że z wiekiem nasze ciało coraz trudniej przystosowuje się do zmian, jest mniej elastyczne i gibkie, ale jazdę konną można uprawiać w każdym wieku - choć czasem potrzeba nieco więcej zacięcia ;).Generalnie najważniejsze jest, żebyś trafiła na dobrego, fachowego instruktora, który poprowadzi Cię od podstaw, oswoi z koniem, nauczy Cię jak się rozluźniać, zgrywać z ruchem koni i sprawi, że poczujesz się na końskim grzbiecie dużo pewniej. Nie ma sensu robić niczego na siłę, albo przeskakiwać któregoś etapu nauki jazdy - nigdzie się nie spiesz, grunt to dokładność, konsekwencja i możliwość dążenia do doskonałości - obojętnie na którym etapie ją sobie określisz :) może być Twoją osobistą, względną opcją - małymi, ale efektywnymi kroczkami.Życzę Ci powodzenia i dużo wytrwałości :)
Dzieki za wsparcie :) wiem ze u mnie bedzie to szlo wolno przez ten strach, ale chce tylko sie nauczyc rekreacji i potem pewnie po kilku latach jezdzic sobie w tereny. Niestety jak sie ma dzieci to ten strach jest bardziej o to zeby niezostaly bez matki przez moja pasje :( bo bolu czy urazow sie tak moze nie boje. Ale jest w sercu ta pasja i powoli sobie ja realizuje. Dzieki jeszcze raz :)
Tylko, ze instruktor każe mi mocniej ciągnąć, bo ja na początku w ogóle nie ciągłam, a nie jestem na tyle dobrym jeźdźcem, żeby poradzić sobie samym dosiadem i łydkami. Wiec się po prostu spytałam ile mniej wiecej pociagnać.
Nie masz w ogóle ciągnąć. Masz, nie rzucając luźno zewnętrznej wodzy, "wyciskać" w palcach jak gąbkę wodzę wewnętrzną. Lekko "wycisnąć", odpuścić. Wycisnąć, odpuścić. Nie jak na kierownicy od roweru, że wewnętrzna ręka idzie do tyłu, a zewnętrzna do przodu. Bardzo wazne jest "odpuścić". Pamiętaj, że jeśli nie radzisz sobie z dosiadem, łydkami i prawidłowym użyciem wodzy, to trzeba to poćwiczyć, a nie iść na łatwiznę. Ciągnięcie za wodze nie jest po prostu błędem. Jest błędem, na którym cierpi głównie koń. Mam nadzieję, że Twój instruktor to rozumie i "pociągnąć" to tylko jakiś mało szczęśliwie dobrany skrót myślowy. Mocniej ciągnąć? Z reguły właśnie ludzie działają za mocno. Oficjalny, pzj-owy sposób (z brązu): 298. Opisz pomoce do prawidłowej jazdy po łuku.Ramiona jeźdźca są równoległe do łopatek konia, biodra jeźdźca są równoległe do bioder konia.Wewnętrzna łydka aktywizuje wewnętrzną tylną kończynę konia, zewnętrzna łydka leży o dłoń za popręgiem i działając ograniczająco zapobiega wypadaniu zadem. Wewnętrzna kość siedzeniowa jeźdźca jest bardziej obciążona. Wewnętrzna wodza zapewnia miękkie ustawienie i wprowadza konia w zakręt, zewnętrzna wodza działa ograniczająco.Szanowny związek jakąś wyrocznią nie jest, ale to jedyne wiarygodne źródło, jakie mam pod ręką.
O matko! Mi nie chodzi o szarpanie! A zreszta miałam 4 lekcje jazdy konnej, a z tego co wiem to po 2 latach są jeszcze elementy do poprawki wiec mi nie pisz, że idę na łatwiznę bo kieruję wodzami też, a nie samymi łydkami!
Nie chciałam Cię urazić albo coś, przepraszam, jeśli tak wyszło :) Po prostu ciągnięcie kojarzy mi się tylko z ciągnięciem np. psa za ogon, stałym napięciem, czyli czymś, czego się nie powinno robić. Jeśli dla Ciebie to coś innego, możesz sprecyzować? Bardzo dobrze, że wiesz, że zawsze (nawet dłużej niż dwa lata, niż pięć lat, dziesięć) jest co poprawiać. Sama oczywiście też mam wiele do poprawy. Nie chcę "oskarżać" Cię w żaden sposób, że nie kierujesz samym dosiadem, bo to naprawdę trudne i ja też mogę uzyskać ogólny kierunek, a z precyzją trochę gorzej, więc rozumiem, zwłaszcza że dopiero zaczynasz. Wodze są po to, żeby ich używać, jeśli trzeba. Chodzi mi tylko o to, żeby od początku uczyć się dobrze, z czym mi się kłóciło ciągnięcie. I jeszcze raz powtórzę: może dla nas ciągnięcie znaczy coś innego i dlatego ja się wkurzam, że komuś takie pomysły przychodzą do głowy, a Ty, że się czepiam. I po raz kolejny przepraszam, jeśli poczułaś się zaatakowana.
Jak najbardziej pożądnie (profesjonalnie)powinnam przechodzić z kłusa do galopu ,z galopu do kłusa i do stępa ?? dzięki za odpowiedzi
Hmm... Nie za bardzo wiem, czego oczekujesz od odpowiedzi. Ale spróbuję, OK?Przejście z kłusa do galopu - jadąc na prawo kłusem anglezowanym (aktywnym!), siadasz w siodło, cofasz wewnętrzną łydkę, dociskasz łydki, wypychasz biodrem, nieco mocniej przytrzymujesz wew. wodzę, aby zagalopować na dobrą nogę.Przejście z galopu do kłusa - siadasz w siodło, odchylasz się do tyłu, "robisz się ciężka", przytrzymujesz łydkami, lekko dajesz sygnał wodzami.Przejście z galopu do stępa - tak samo jak przy przejściu z galopu do kłusa, tylko na moje pomoce powinny być mocniejsze.Niech mnie ktoś poprawi, bo jak to piszę to zawsze się mylę ;)
dzięki:D chodziło mi ogólnie o to jak wy to robicie bo niektórzy mówią że tak ma być , a inni że trochę inaczej się przechodzi " profesjonalnie"
Nie bardzo rozumiem po co wszędzie pojawiają się wodze ? W ogóle nie są one potrzebne.. Nawet do przejść galop - stój ; ))
Profesjonalnie? Nie ma czegoś takiego. Jest albo poprawnie albo nie.
Czapraczek, błagam Cię, jak już próbujesz udzielać rad, to sprawdź dwa razy co napisałaś zanim zatwierdzisz... Różnica między prawą a lewą stroną jest bardzo istotna, tak samo jak między wewnętrzną a zewnętrzną!Przy zagalopowaniu cofa się ZEWNĘTRZNĄ łydkę, a na wewnętrzne strzemię przenosi się ciężar ciała.Natomiast pytania o przejścia zadaje się instruktorowi/trenerowi w czasie jazdy jeśli naprawdę chce się nauczyć poprawnej jazdy.Galoopem, zbyt mądrze to co mówisz nie brzmi. Osoba, która zaczyna swoją przygodę z jeździectwem uczy się pracy z koniem na kontakcie, natomiast dopracowując i doskonaląc swój dosiad i pomoce uczy się działać w taki sposób, aby minimalizować użycie wodzy.
Tzn w tym co galoopem napisała jest trochę prawdy, ale nie dla osoby która zaczyna jeździć konno i na pewno nie dla osoby która zadaje takie pytania. W ogóle uważam samo pytanie nie na miejscu. Nikt tutaj nie zna Twoich umiejętności, jak ktoś Tobie coś napisze, możesz to źle zrozumieć i z przejść będzie lipa. Chcesz wiedzieć co zrobić, żeby potrafić doskonale przejścia? Popracuj wpierw nad dosiadem, jeśli dosiad będziesz miała mega mega mega ... mega super, to z pewnością będziesz też umiała przejścia.To że Tobie ktoś tutaj napisze jak zrobić prawidłowo przejście to potraktujesz to jako instrukcję obsługi jak przy obsłudze ekspresu do kawy? Nikt nie wie jak jeździsz, a instruktorzy i trenerzy są od tego żeby korygować Twoje błędy. Widzą i zwracają uwagę mówiąc co źle robisz a co robisz poprawnie i w ten sposób się szybciej nauczysz niż z instrukcji obsługi konia (o ile coś takiego istnieje).
A jak się skręca wodzą? Chodzi mi o długość pociągnięcia. Trzeba pociągnąć aż do biodra jak się już ustawi dobrze łydki?
Dążymy do tego, aby ruch wodzą był niewidoczny.. NIGDY nie wolno ciągnąć za jedną wodzę! Gdy skręcamy w lewo, to lewą rękę delikatnie odstawiasz w bok i minimalnie podnosisz do góry, a rękę prawą dokładasz do szyi konia nie przekładając jej na drugą stronę. Szarpaniem konia za pysk niczego nie osiągniemy, a wręcz przeciwnie. Możemy zrobić mu krzywdę :)
A jeśli to na konia nie działa, to spróbuj lewą wodzą dać mu minimalne impulsy `przytrzymaj, popuść, przytrzymaj, popuść`.Jest jeszcze jedna bardzo ważna zasada. Nigdy nie ciągniemy za wodze dłużej, niż 3 sekundy!
Nie ma czegoś takiego jak długość pociągnięcia. Pracując z koniem Twoim zadaniem jest obserwowanie jego zachowania i dostosowanie reakcji oraz pomocy do aktualnych potrzeb. Nikt Ci nie powie, że masz pociągnąć wodzę o 5 cm albo 3,5. Takie pojęcie nie funkcjonuje, a nawet jeśli to nie powinno.Idealne pomoce są zredukowane do minimum; nie ma "pociągnięcia" tylko jest delikatny sygnał - przymknięcie ręki, impuls, przytrzymanie. Jak już było powiedziane takich pytań nie zadaje się na forum, tylko instruktorowi/trenerowi w czasie jazdy. Chociaż z drugiej strony może i dobrze, że takie perełki się tu pojawiają, bo można mieć nadzieję, że ktoś przeczyta parę odpowiedzi i pomyśli dwa razy zanim coś głupiego zrobi...
Hehe ;d widzę, że nadal się tutaj toczy zagorzała dyskusja na temat skręcania, więc może podsumujmy.Jak sądzicie? Dlaczego ciągle instruktorzy, trenerzy i jeźdźcy ciągle mówią o dosiadzie? Skoro tak mówicie ciągle o tej wodzy, zróbcie sobie doświadczenie, które u 90% ludzi uczących się w szkółkach wychodzi negatywnie. A mianowicie, usiądź sobie na koniu i zrób dosiadem wszystko tak, jakbyś chciał/a zwolnić konia, czy też go zatrzymać. Jak to wszyscy mawiają (co jeżdżą klasycznie), cofnąć łydki i zrobić się ciężkim w siodle jakby się chciało konia wbić w ziemię. Podczas robienia tego (koń może wówczas stać, tylko sprawdźcie jak działa dosiad) i podłóżcie dłoń pod tyłek, zobaczcie co się wówczas dzieje. Jeśli tyłek robi podczas tego "głębokiego siadania w siodło" do tyłu to jest dobrze, jeśli do przodu to jest źle. Dlatego też w szkółkach ciągle mawiają o tym żeby ciągnąć wodze do siebie, gdyż chodzi o zamknięcie konia na przodzie.Instruktor jest od tego, aby właśnie tą postawę poprawić i dosiad zarazem.A teraz pytanie, skoro tyle mawiacie o tych wodzach.Jak jadę na koniu galopem, mam tylko PRAWĄ wodzę i chcę skręcić w lewo, to jak mam to zrobić? I drugie pytanie.Gdy robimy chód boczny w lewą stronę to której wodzy używamy?
Nigdy nie skręca się, pociągając wewnętrzną wodzę. Do skręcania (poza łydkami, ciężarem...) służy dużo bardziej wodza ZEWNĘTRZNA. To ona wyznacza promień koła i razem z łydkami utrzymuje konia w zakręcie. Powinna być czymś w rodzaju ściany albo płotu, wzdłuż którego wykonuje się zakręt. Wodza wewnętrzna służy do wskazania ustawienia. Można jechać prosto z głową z boku, jeśli ktoś sobie tak życzy. Jeśli steruje się wewnętrzną wodzą, może i koń z przyzwyczajenia zmieni kierunek, ale zakręt wykona jak tratwa na stawie.Jeśli koń jest ujeżdżony jak trzeba, czyli reaguje na pomoce dosiadem i jeździec wykonuje je dobrze, to nawet zupełnie bez wodzy da się skręcić. W przypadku zewnętrznej wodzy jest nawet lepiej, bo wodzą ograniczysz zakręt, a łydkami załatwisz resztę. Jak przy normalnym galopie. Ja ostatnio testuję podczas stępowania sterowanie na zupełnie rzuconych wodzach i naprawdę się da nawet pojechać slalomem. W kłusie też dużo bardziej posługuję się ciężarem niż kiedyś. W tym chodzie trochę trudniej jest się ogarnąć na tyle, żeby przesunięcie ciężaru było poprawne i zadziałało jak trzeba, ale jeśli ja, szaraczek, daję radę na szkółkowym tuptusiu, to osobie na wyższym niż mój poziomie udałoby się bez problemu, zwłaszcza jeśli koń nie byłby znieczulony.Właściwie zawsze używamy obydwu wodzy, chociaż często każdej w inny sposób.Chód boczny- są różne chody boczne, każdy jest trochę inny i do każdego są trochę inne pomoce. Np. w ciągu koń jest zgięty inaczej niż np. w łopatce do wewnątrz. Kiedy koń robi ciąg i biegnie w lewo, jest wygięty wokół lewej łydki jeźdźca. To łydki, ciężar i dosiad stanowią podstawę poruszania się w ogóle i poruszania się dodatkowo na ukos w szczególe. Wodze tak samo jak w zwykłym zakręcie stanowią dodatkową pomoc, doprecyzowanie. Skoro koń idzie w ustawieniu w lewo, to lewa, wewnętrzna wodza nadaje ustawienie (oczywiście w ramach tego, co wodza może zrobić), a wodza zewnętrzna je ogranicza. Liczy się zgięcie i ustawienie całego konia, a nie tylko wygięcie głowy i szyi. Chody boczne da się zrobić bez ogłowia, czyli też bez wodzy, co udowodnił Andrzej Sałacki, wykonując na Czcionce program GP bez ogłowia na specjalne zaproszenie Elżbiety II.
No dobra, teraz powstała teza że się kieruje koniem wodza zewnętrzną tworząc "ścianę" więc zmieniam pytanie, jak skręcić koniem w prawo mając tylko prawą wodzę? Hmmm... wow! skoro ludzie chody boczne robią bez użycia wodzy, z pełnego galopu do stój przechodzą bez użycia wodzyk, skręcają bez użycia wodzy, to jaki z tego wniosek?Są trenerzy, są instruktorzy, są konie. Skoro to wszystko jest, to po prostu się uczcie. Koń to nie samochód, żeby podać gdzie jest sprzęgło, gaz, hamulec, jak wrzucić bieg i przekręcić kluczyk, by pojechać. Koń to istota żywa i próbując je zrozumieć, próbując zrozumieć technikę jazdy konnej, co się w niej liczy i na czym polega, nauczymy się jeździć. I pamiętajmy jedno, każdy jeździec uczy się jeździć konno całe życie, tak samo jeśli chodzi o trenowanie koni itd.
Ja znam konia, który wręcz nie potrafi skręcać od wodzy. Także popieram powyższą odpowiedź. Są ludzie i są konie.
Samo pociągnięcie jednej wodzy u normalnie ujeżdżonego konia powoduje po prostu wygięcie w bok głowy i szyi. Przy skręcaniu w prawo tylko z prawą wodzą do dyspozycji trzeba tak samo jak przy skręcaniu w lewo używać przede wszystkim dosiadu. Jeśli trzeba, wodzą można sobie trochę pomóc, upewnić konia, że tak, chodzi o prawo, ale na pewno nie po prostu ciągnąć według logiki "pociągnę tam głowę, a za nią pójdzie reszta". Tam koń twój, gdzie zad jego, a zad kontroluje się bardziej dosiadem niż wodzami. Koń powinien odpowiedzieć na sygnały, bo zwyczajnie lepiej mu iść w równowadze, czyli kiedy środki ciężkości jeźdźca i konia są nad sobą. Jeśli środek ciężkości jeźdźca przesunie się w prawo, koń spróbuje go "dogonić"- będzie mu wygodniej pójść w prawo. Tak samo zna sygnały łydek, odróżnia łydkę popędzającą, przesuwającą, ograniczającą. Wodze są pomocne, ale na pewno nie niezbędne. Mówimy oczywiście o koniu ujeżdżonym i reagującym, a nie o takim, który przez lata wożenia dzieci na pierwszych lonżach przyzwyczaił się, że coś się po nim miota. Ciężar przesuwamy spokojnie, nie za gwałtownie i na krótki okres. I co najważniejsze- koń musi czuć, że coś się zmieniło. Czyli przedtem musimy siedzieć w normalnej równowadze, a potem do niej wrócić, kiedy koń dobrze zareaguje. Jeśli jeździec zawsze siedzi krzywo, niech nie oczekuje wielkiej reakcji od tak znieczulonego konia, a jeśli koń nie znajdzie korzyści w słuchaniu pomocy, w końcu przestanie. I tak źle się chodzi, wiec po co sobie zawracać głowę.Zgadzam się w całej rozciągłości! Uczyć się, uczyć, uczyć! I miejmy nadzieję, że ogólny poziom chęci zrozumienia koni i jazdy będzie ciągle rósł.
Honeonna mozesz mi wytlumaczyc dokladniej na czym polegaja te lydki: popędzającą, przesuwającą, ograniczającą? Pytam bo jestem nowicjuszka i niewiedzialam ze cos takiego jest.
Aneczka80, polecam "Akademię Jeździecką cz.1" Pruchniewicza. Wszystko jest super opisane.
Cytując pzj i odpowiedzi na brązową odznakę(+ mój mały komentarz):"Rozróżnia się łydkę aktywizującą – odpowiada ona za ruch do przodu, łydkę przesuwającą –aktywizuje ona ruch do przodu i w bok, oraz ograniczającą – kontrolującą reakcję konia na pomoce przesuwające. Łydka aktywizująca naciska tuż za popręgiem i jest ułożona tak, że przez bark, biodro i piętę jeźdźca można poprowadzić pionową linię."Z polskiego na nasze: łydka aktywizująca- "zwykła" łydka, która ma działanie, jak sama nazwa wskazuje, aktywizujące, czyli coś pobudza, uruchamia. W naszym przypadku jest to zad. Można to w dużym uproszczeniu opisać jako "popędzacz". Taką łydkę dajesz np. podczas ruszania z miejsca. Kawałka o pionowej linii przez poszczególne punkty nie trzeba traktować śmiertelnie poważnie- ważniejsza jest równowaga i rozluźnienie, nie bieganie z linijką. To jest ideał, który trudno osiągnąć, chociaż oczywiście warto próbować." Łydka przesuwająca naciska na bok konia i jest cofnięta na szerokość dłoni w stosunku do położenia łydki aktywizującej." Łydka przesuwająca ma zastosowanie np. w chodach bocznych, mówi koniowi nie tylko "do przodu", ale też "w bok". Jeśli użyjemy prawej łydki jako przesuwającej, koń od niej "odejdzie", pójdzie bardziej w lewo. Jest nawet ćwiczenie, które wzięło od tego nazwę- ustępowanie od łydki. Koń ustępuje od prawej łydki- idzie w lewo, od lewej łydki- w prawo. To jest właśnie pomoc przesuwająca. Jeśli stosowalibyśmy tylko łydkę prawą jako przesuwającą, "zepchnęlibyśmy" konia za bardzo w lewo, a za mało do przodu. Zapobiegamy temu, stosując łydkę ograniczającą po przeciwnej stronie."Położenie łydki przesuwającej i ograniczającej jest takie samo. Zadaniem łydki ograniczającej (kontrolującej) jest ograniczenie ruchu zadu w bok lub zapobieganie wypadaniem zadem na zewnątrz w stosunku do kierunku ruchu."Łydka ograniczająca kontroluje odpowiedź na przesuwanie. Jeśli dajemy prawą łydkę przesuwającą i nie chcemy, żeby zniosło nam konia za bardzo w lewo, dajemy też lewą łydkę ograniczającą. Ona "odpycha" konia ze swojej strony, w rezultacie otrzymujemy coś po środku. Co dokładnie, zależy od nasilenia każdej z pomocy. Więcej łydki ograniczającej= mniejsze przesunięcie, koń idzie bardziej do przodu niż w bok. Ograniczająca ma też zastosowanie w zakręcie, kiedy zewnętrzna łydka leży o dłoń za popręgiem i działając ograniczająco zapobiega wypadaniu zadem, "przyciska" zad do łuku, po którym jedziemy, nie pozwala mu odjechać na zewnątrz.Późno jest, jeśli ktoś zauważy, że gdzieś pomyliłam prawo i lewo albo coś podobnego, dajcie znać.
O kurcze maniek :0 dzieki wam za odpowiedz ale jak to wszystko pogodzic w jezdzie ???? masakra. Wiem ze cwiczenia i cwiczenia ale oprocz tego jest u mnie strach przed ponoszeniem. Dzieki.
O kurcze maniek :0 dzieki wam za odpowiedz ale jak to wszystko pogodzic w jezdzie ???? masakra. Wiem ze cwiczenia i cwiczenia ale oprocz tego jest u mnie strach przed ponoszeniem. Dzieki. chyba za pozno zaczelam jazde bo jestem po 30-stce i widze ze dluga droga przedemna :(
Nie łam się! Ja zaczęłam też nie w standardowym wieku 12-13 lat tylko mając 20 :) Obecnie jeżdżę od roku i widzę u siebie postępy. Też mam w sobie strach, że coś mi się stanie (niestety im człowiek starszy tym bardziej stara się przewidzieć możliwe konsekwencje) ale im dłużej jeżdżę tym jest go coraz mniej. Odkąd poczułam się lepiej w galopie nawet jak koń mi nagle zacznie pędzić nie boje się już (bo wiem, że to mi w niczym nie pomoże) tylko staram się to spokojnie wysiedzieć i zatrzymać jak najszybciej. Nigdy nie jest za późno, chociaż im człowiek starszy tym dłużej trwa zanim się do czegoś przekona i przełamie :)
Aneczka80, to jasne, że z wiekiem nasze ciało coraz trudniej przystosowuje się do zmian, jest mniej elastyczne i gibkie, ale jazdę konną można uprawiać w każdym wieku - choć czasem potrzeba nieco więcej zacięcia ;).Generalnie najważniejsze jest, żebyś trafiła na dobrego, fachowego instruktora, który poprowadzi Cię od podstaw, oswoi z koniem, nauczy Cię jak się rozluźniać, zgrywać z ruchem koni i sprawi, że poczujesz się na końskim grzbiecie dużo pewniej. Nie ma sensu robić niczego na siłę, albo przeskakiwać któregoś etapu nauki jazdy - nigdzie się nie spiesz, grunt to dokładność, konsekwencja i możliwość dążenia do doskonałości - obojętnie na którym etapie ją sobie określisz :) może być Twoją osobistą, względną opcją - małymi, ale efektywnymi kroczkami.Życzę Ci powodzenia i dużo wytrwałości :)
Dzieki za wsparcie :) wiem ze u mnie bedzie to szlo wolno przez ten strach, ale chce tylko sie nauczyc rekreacji i potem pewnie po kilku latach jezdzic sobie w tereny. Niestety jak sie ma dzieci to ten strach jest bardziej o to zeby niezostaly bez matki przez moja pasje :( bo bolu czy urazow sie tak moze nie boje. Ale jest w sercu ta pasja i powoli sobie ja realizuje. Dzieki jeszcze raz :)
A propos sorki ze odeszlam od tematu :-)
ja teraz wracam po dłuuugiej przerwie i tez się boje :C
Tylko, ze instruktor każe mi mocniej ciągnąć, bo ja na początku w ogóle nie ciągłam, a nie jestem na tyle dobrym jeźdźcem, żeby poradzić sobie samym dosiadem i łydkami. Wiec się po prostu spytałam ile mniej wiecej pociagnać.
Nie masz w ogóle ciągnąć. Masz, nie rzucając luźno zewnętrznej wodzy, "wyciskać" w palcach jak gąbkę wodzę wewnętrzną. Lekko "wycisnąć", odpuścić. Wycisnąć, odpuścić. Nie jak na kierownicy od roweru, że wewnętrzna ręka idzie do tyłu, a zewnętrzna do przodu. Bardzo wazne jest "odpuścić". Pamiętaj, że jeśli nie radzisz sobie z dosiadem, łydkami i prawidłowym użyciem wodzy, to trzeba to poćwiczyć, a nie iść na łatwiznę. Ciągnięcie za wodze nie jest po prostu błędem. Jest błędem, na którym cierpi głównie koń. Mam nadzieję, że Twój instruktor to rozumie i "pociągnąć" to tylko jakiś mało szczęśliwie dobrany skrót myślowy. Mocniej ciągnąć? Z reguły właśnie ludzie działają za mocno. Oficjalny, pzj-owy sposób (z brązu): 298. Opisz pomoce do prawidłowej jazdy po łuku.Ramiona jeźdźca są równoległe do łopatek konia, biodra jeźdźca są równoległe do bioder konia.Wewnętrzna łydka aktywizuje wewnętrzną tylną kończynę konia, zewnętrzna łydka leży o dłoń za popręgiem i działając ograniczająco zapobiega wypadaniu zadem. Wewnętrzna kość siedzeniowa jeźdźca jest bardziej obciążona. Wewnętrzna wodza zapewnia miękkie ustawienie i wprowadza konia w zakręt, zewnętrzna wodza działa ograniczająco.Szanowny związek jakąś wyrocznią nie jest, ale to jedyne wiarygodne źródło, jakie mam pod ręką.
O matko! Mi nie chodzi o szarpanie! A zreszta miałam 4 lekcje jazdy konnej, a z tego co wiem to po 2 latach są jeszcze elementy do poprawki wiec mi nie pisz, że idę na łatwiznę bo kieruję wodzami też, a nie samymi łydkami!
Nie chciałam Cię urazić albo coś, przepraszam, jeśli tak wyszło :) Po prostu ciągnięcie kojarzy mi się tylko z ciągnięciem np. psa za ogon, stałym napięciem, czyli czymś, czego się nie powinno robić. Jeśli dla Ciebie to coś innego, możesz sprecyzować? Bardzo dobrze, że wiesz, że zawsze (nawet dłużej niż dwa lata, niż pięć lat, dziesięć) jest co poprawiać. Sama oczywiście też mam wiele do poprawy. Nie chcę "oskarżać" Cię w żaden sposób, że nie kierujesz samym dosiadem, bo to naprawdę trudne i ja też mogę uzyskać ogólny kierunek, a z precyzją trochę gorzej, więc rozumiem, zwłaszcza że dopiero zaczynasz. Wodze są po to, żeby ich używać, jeśli trzeba. Chodzi mi tylko o to, żeby od początku uczyć się dobrze, z czym mi się kłóciło ciągnięcie. I jeszcze raz powtórzę: może dla nas ciągnięcie znaczy coś innego i dlatego ja się wkurzam, że komuś takie pomysły przychodzą do głowy, a Ty, że się czepiam. I po raz kolejny przepraszam, jeśli poczułaś się zaatakowana.