Pytanie nie tylko do tych, co w stajniach pracują, ale również do tych, którzy taką pomoc przyjmują. Wiem, że pojawiło się już mnóstwo pytań na tym forum, dotyczących pracy w stajni. Mam kilka pytań, choć wiem, że zależy to od właściciela. Chciałabym zapytać się w pobliskiej stadninie o to, czy nie potrzeba tam może pomocy w czyszczeniu boksów, pomocy przy koniach itp. Jak myślicie, czy praca klika razy w tygodniu, w godzinach ok. 15-17, oraz w weekendy byłaby potrzebna? Co sądzicie, właściciele stadnin, o darmowej pomocy? Czy zgadzacie się na nią, bo przynosi wam korzyści, czy po prostu dajecie szansę uczniom? Czego wymagacie od pomocników? Czego nie lubicie w początkujących pomocnikach?Osoby, które pomagają - czy jesteście zadowoleni ze swojej decyzji? Jak wygląda przykładowy dzień pracy w stajni? Czy na początku powiedziano wam co i jak mniej więcej macie coś robić? Może jakieś uwagi, ostrzeżenia?Dziękuję za odpowiedzi.
Ja pomagam w stajni.
W wakacje byłam prawie codziennie w stajni i po prostu przychodziłam i pomagałam, a jak było dużo do pomocy to dostawałam godzinę jazdy za pomoc.Teraz jeżdże na cały dzień w sobote i na jazde w niedzielę.
Przykładowy dzień to był taki:Przyjeżdżam, przebieram sie, ide pozamiatać stajnie, potem pomagam ubierać konie na jazdę tym którzy nie umieją albo przyjadą później, pomagam w jazdach : albo prowadzę jazdę albo lonżę potem np poimy konie i takie tam.Oczywiście dni w strajni się różnią bo np w jeden dzień były żniwa to pomagałam przy żniwach. Raz pojechaliśmy do szkoły robić oprowadzaniki na festynie też pomagałam.
Możesz spróbować to jest na prawdę fajna zabawa i uwierz mi bardzo dużo się możesz nauczyć pomagając w stajni.
Ja równiez pomagam w stajni. Jest tak, ze przyjeżdzam do stajni i pojężdzę na młodych koniach, potem pomogę coś w stajni, poprowadzę lekcje, przyprowadzę konie i przygotuje je do jazdy klientom, bądź pojadę z nimi w teren. Potem mam czas dla siebie. Mogę sobie pojeździć :) Akurat w naszej stajni to jest idealnie i wiem, ze drugiej takiej stajni nie znajdę ;) Ale pewnie.mozesz spórbować, Najwyzej Ci się nie spodoba ;)
A ja jestem właścicielem stajni, bardzo malutkiej zresztą (3 konie i kucyk), ale pomoc chętnie przyjmuje. Wiele jazd nie udzielam, tylko dla zaawansowanych i to głównie w teren, więc jakiegoś szału nie ma, ale często przychodzą mi pomagać dziewczyny w wieku 14-18 lat i bardzo taką pomoc cenię. Przykładowy dzień np. sobota czy niedziela. Bo jazdy u mnie w przydomowej stajni tylko w weekendy prowadzę. Ok. 14 przychodzą 2 dziewczyny (raczej telefonicznie się umawiamy kto i kiedy przychodzi pomóc, bo mało koni mamy) i na początek siadamy przy herbatce. Mówię jakie są dziś jazdy i jakie konie na którą mają być przygotowane.Dziewczyny przygotowują mi konie, w przerwach (w czasie lekcji) czyszczą pozostałe koni, oraz sprzątają w boksach. A ja spokojnie mogę prowadzić lekcje. Czasem też mi oprowadzą na kucyku. :) Później wieczorem znowu odpoczywam, a potem jedziemy razem w teren nocny. Często dziewczyny zostają na noc i na drugi dzień też pomagają.
Dziękuję wszystkim za odpowiedź.andziapee1996 - też liczę na jazdę za pomoc, ale właśnie, tak jak mówisz, najbardziej zależy mi na doświadczeniu, na byciu wśród koni. Masz szczęście, że znalazłaś taką stajnię i uczysz początkujących :)Olleczka - jeżdżąc w teren, to Ty jesteś głównym opiekunem? Przeczytałam, że daleko jeździsz do stadniny naturalnej. Niestety w mojej okolicy nie ma takiej stajni :( Miałam to szczęście, że byłam na obozie, gdzie była hodowla bezstajenna i bardzo bym chciała, żeby takowa stajnia była też niedaleko. Ale jak na razie uczę się w klasycznym stylu, w stadninie z boksami i stanowiskami - też jest w porządku, z wszystkim trzeba się oswoić.ILH - mam nadzieję, że w stajni, do której pojadę, też będą potrzebować pomocy. Bo tak naprawdę nie ma w Polsce żadnej szkoły do tego dobrze przygotowującej - najlepsze jest doświadczenie w pracy. 3 konie i kucyk? Malutka, ale jest! ;) I to niezwykła, bo są tam tacy uprzejmi właściciele :). Jak na razie trafiałam na same stadniny, gdzie mają stałych klientów i pomocników, ale tak naprawdę, kiedyś, jak w ogóle nie radziłam sobie z oporządzaniem konia, to brakowało mi właśnie w tych stadninach kogoś do pomocy, kto by w tym pomagał (bo instruktorzy mówili raz, a potem tylko krzyczeli). Czemu jest tak mało stajni, gdzie nie liczą się tylko pieniądze, ale to, co przekazuje się uczniom?
Pomagam w stajniDwa lata temu kiedy zaczęłam w tej stajni gdzie obecnie pomagam, byłam w pewnym sensie "zielona" moja wiedza ograniczała się do teoretycznego osiodłania konia, a w jeździe samo słowo galop przyprawiało mnie o dreszcze ;). Trafiłam na wspaniałą dziewczynę, która wszystko wytłumaczyła a jej spokój i szczera wiara w to, że potrafię, udzieliła mi się tak, że przestałam panikować. Po dwóch latach mogę śmiało powiedzieć, że jazda na zasadzie wolontariatu jest naprawdę fajną sprawą choć nie ukrywam zobowiązuje. Uczy nie tylko obycia z koniem, ale przede wszystkim odpowiedzialności i pokory. Musisz brać to pod uwagę, że nie jest to tylko zabawa tak jak ktoś wyżej napisał. Próbuj zdecydowanie warto, a co do twojego pytania o pomoc to pewnie, że jest potrzebna ale raczej właściciele szukają kogoś kto już coś potrafi zrobić z koniem, nie wielu z nich chce sie uczyć wszystkiego od początku tak jak to było u mnie. Powodzenia :)
patiQniara - miałam na myśli, że właściciele mówią, że nie potrzebują pomocy, a sama wiem po sobie, że często zostawiają swoich uczniów początkujących sam na sam z koniem i niech próbuje go przygotować do jazdy sam, co jest dla niego dużym problemem (dla mnie kiedyś było), instruktorzy nie mają czasu wyjaśniać co lekcję, jak zakładać siodło, co oznacza np. położenie uszu konia, a mogli by to robić pomocnicy, przecież i tak za darmo, a przez traktowanie ucznia w taki sposób, traci się klientów - ja sama odeszłam z dwóch stadnin tylko dlatego, że nikt przed jazdą nie pomagał mi oporządzić konia, a jak już przyszła instruktorka to wielkie pretensje, choć ledwo coś wytłumaczyła (tym, co umieją wydaje się to proste, ale kiedy pierwszy raz miałam zapiąć popręg czy nachrapnik to nie wiedziałam o co chodzi). Tylko w tej stajni co teraz jeżdżę spokojnie mi to wytłumaczono i od tamtej pory nie mam problemów - dzięki pomocnikom :). Właśnie - jestem w liceum, dużo nauki, ale myślę, że dam radę. Może da się ustalić mniej więcej godziny. Na obozie byłam takim jakby pomocnikiem, sprzątało się stajnie i pomagało połowie obozowiczów oporządzać konie, trzeba było je co rano zaganiać i co wieczór, niektóre były groźne, niektóre chore, więc wiem, że to nie jest łatwa praca. Ale zawsze po takiej pracy ma się dużą satysfakcję i przede wszystkim liczę na to, że dzięki temu podsłucha się czasem, co ma do powiedzenia np. weterynarz, poznaje się zachowanie koni, bo żadna książka tego nie odda. I móc pomagać młodszym koleżankom i patrzeć jak co lekcję lepiej sobie radzą, dzięki twoim radom - bezcenne ;). A co jeszcze robi się oprócz sprzątania, czyszczenia kopyt i konia? Tzn. czyści się je jeszcze jakoś specjalnie? Trzeba im podawać leki? Czy w ciągu tych 2 lat spotkałaś się np. z jakąś chorobą koni i musiałaś pomóc zwierzęciu dojść do siebie?
ja pomagam w stajni loko czyscze konie pomagam czyśćić boksy zmieniać wode koniom i dawam im smakołyki czasami jeszcze rozstępuje konie jeśli jesteś zainteresowana to pisz na moją poczte galopuje albo do mojej poczty to muj emali selenka0099@o2.pl
Hej myślę ,że jak się zapytasz -nie powinien odmówić...;)Każda pomoc w stajni się przydaje,nie musisz mówić ,że chcesz boksy robić ,bo niezdąrzysz zacząć ,a już będziesz zmęczona i będziesz musiała iść ,bo twój czas się skończy ...;/Powiedz w prost ...Dzień dobry chciałabym pomagać w tej stajni w zamian za jazdy i wiedzę co przy koniach się robi.Bym pomagała przy czyszczeniu ,karmieniu ,wyprowadzania na padok,patrzeniu w stajnię o czystość(zamiatanie,sprzątanie itp.)Myślę ,że dadzą Ci szanse i korzystaj z niej jak już ją będziesz miała ;)PAMIĘTAJ -Uczciwość i chęć do pracy jest najważniejsza;)-PAMIĘTAJ !!!;)
Jest fajnie, bo lubię przebywać z końmi. Nigdy nie ma dnia straconego. U nas jest tak,że sami pytamy się o pomoc, a jak jest coś do zrobienia, to się dowiadujemy. ;)
Co do pytania - w mojej malutkiej stajni nie liczą się pieniądze. Cały mechanizm polega na tym, że na 5 koni (3 konie i 2 kuce) zarabia mój mąż. Prawie codziennie mam jakieś jazdy i gdy się umawiamy np. przez telefon czy e-maila to mówię, aby przyjść 2 godzinki wcześniej. I wtedy osoby, które przychodzą czyszczą mi boksy, konie, sprzątają w stajni i ogólnie pomaagają. A później jest jazda. :)
Ja pomagam i jestem zadowolona. Pomagam niby za jezdzenie ale nawet jak przyjezdzam nie jedzic to pomagam i jezeli bym placila za jazdy to tez bym pomagala. Moze to dziwne moze nie ale mi praca w stajni sprawia frajde i ciesze sie ze spedzam czas na swiezym powietrzu robiac cos pozytecznego i dla koni a nie siedze caly dzien na komputerze i nie leze przed telewizorem :)
Dzien wyglada roznie, poniewaz raz wywalam obornik a innym razem czyszcze sprzet(na zmiane co tydzien).Natomiast jak jestem w stajni to za kazdym razem zmiatam ja ,dokladam sciolke w boksach, roznosze siano,daje koniom wody,ukladam u nas wiecznie porozwalane szczotki,odkladam rozne rzeczy na miejsce i robie takie ogolne lekkie porzadki. Raz w miesiacu myjemy okna. I to wlasciwie takie stale rzeczy ktore robi sie u mnie w stajni. Za niektore rzeczy zabieram sie sama, a o np. karmienie czy czyszczenie sprzetu prosi mnie wlascicielka. Pomagam cos nosic, w lato zbieram jablka dla koni, czesto kroje chleb ktory zwoza nam z piekarni,potem rozkladamy go zeby wysechl... i duzo duzo wiecej.
Na poczatku pomagania robilam te ogolne porzadki a jezeli wydzilama, ze ktos sie zabiera za wywalanie obornika od razu szlam pomoc.Nie wiedzialam co kiedy i jak. Teraz gdy juz wszystko wiem to biore sie za to sama. Gdy np.widze uwalone siodla, ide po wode,plyn gabke i biore sie do robory bez proszenia mnie o to. Jest we mnie juz takie "wyczucie" co nalezaloby zrobic. Mysle ze to przyjdzie z czasem a na poczatek pani/pan bedzie Cie prosic o pomoc przy roznych "bardziej zaawn." pracach (wywalnie obornika, czyszczenie sprzetu,karmienie).Sama zabieraj sie za to co czujesz ze mozesz zrobic i jezeli widzisz ze wlasciciel za cos sie zabiera to od razu pytaj czy tez mozesz pomoc (w moim przypadku zawsze pani mowi ze nie trzeba, wtedy sie jej nie slucham tylko zaczynam pomagac :)
...i na początek siadamy przy herbatce. Mówię jakie są dziś jazdy i jakie konie na którą mają być przygotowane.Dziewczyny przygotowują mi konie, w przerwach (w czasie lekcji) czyszczą pozostałe koni, oraz sprzątają w boksach. A ja spokojnie mogę prowadzić lekcje. Czasem też mi oprowadzą na kucyku. :) Później wieczorem znowu odpoczywam, a potem jedziemy razem w teren nocny. Często dziewczyny zostają na noc i na drugi dzień też pomagają. u mnie tez tak jest ;)
Ja bym bardzo chciała tak pomagać w stajni. Kocham konie i cieszy mnie każda chwila spędzona z nimi (a nie tylko te spędzone w siodle), uwielbiam je czyścić, mówić do nich. Zamiatane w stajni nie jest przecież nie wiadomo jakim wysiłkiem, a nawet przeciwnie.
Pytanie nie tylko do tych, co w stajniach pracują, ale również do tych, którzy taką pomoc przyjmują. Wiem, że pojawiło się już mnóstwo pytań na tym forum, dotyczących pracy w stajni. Mam kilka pytań, choć wiem, że zależy to od właściciela. Chciałabym zapytać się w pobliskiej stadninie o to, czy nie potrzeba tam może pomocy w czyszczeniu boksów, pomocy przy koniach itp. Jak myślicie, czy praca klika razy w tygodniu, w godzinach ok. 15-17, oraz w weekendy byłaby potrzebna? Co sądzicie, właściciele stadnin, o darmowej pomocy? Czy zgadzacie się na nią, bo przynosi wam korzyści, czy po prostu dajecie szansę uczniom? Czego wymagacie od pomocników? Czego nie lubicie w początkujących pomocnikach?Osoby, które pomagają - czy jesteście zadowoleni ze swojej decyzji? Jak wygląda przykładowy dzień pracy w stajni? Czy na początku powiedziano wam co i jak mniej więcej macie coś robić? Może jakieś uwagi, ostrzeżenia?Dziękuję za odpowiedzi.
Ja pomagam w stajni. W wakacje byłam prawie codziennie w stajni i po prostu przychodziłam i pomagałam, a jak było dużo do pomocy to dostawałam godzinę jazdy za pomoc.Teraz jeżdże na cały dzień w sobote i na jazde w niedzielę. Przykładowy dzień to był taki:Przyjeżdżam, przebieram sie, ide pozamiatać stajnie, potem pomagam ubierać konie na jazdę tym którzy nie umieją albo przyjadą później, pomagam w jazdach : albo prowadzę jazdę albo lonżę potem np poimy konie i takie tam.Oczywiście dni w strajni się różnią bo np w jeden dzień były żniwa to pomagałam przy żniwach. Raz pojechaliśmy do szkoły robić oprowadzaniki na festynie też pomagałam. Możesz spróbować to jest na prawdę fajna zabawa i uwierz mi bardzo dużo się możesz nauczyć pomagając w stajni.
Ja równiez pomagam w stajni. Jest tak, ze przyjeżdzam do stajni i pojężdzę na młodych koniach, potem pomogę coś w stajni, poprowadzę lekcje, przyprowadzę konie i przygotuje je do jazdy klientom, bądź pojadę z nimi w teren. Potem mam czas dla siebie. Mogę sobie pojeździć :) Akurat w naszej stajni to jest idealnie i wiem, ze drugiej takiej stajni nie znajdę ;) Ale pewnie.mozesz spórbować, Najwyzej Ci się nie spodoba ;)
A ja jestem właścicielem stajni, bardzo malutkiej zresztą (3 konie i kucyk), ale pomoc chętnie przyjmuje. Wiele jazd nie udzielam, tylko dla zaawansowanych i to głównie w teren, więc jakiegoś szału nie ma, ale często przychodzą mi pomagać dziewczyny w wieku 14-18 lat i bardzo taką pomoc cenię. Przykładowy dzień np. sobota czy niedziela. Bo jazdy u mnie w przydomowej stajni tylko w weekendy prowadzę. Ok. 14 przychodzą 2 dziewczyny (raczej telefonicznie się umawiamy kto i kiedy przychodzi pomóc, bo mało koni mamy) i na początek siadamy przy herbatce. Mówię jakie są dziś jazdy i jakie konie na którą mają być przygotowane.Dziewczyny przygotowują mi konie, w przerwach (w czasie lekcji) czyszczą pozostałe koni, oraz sprzątają w boksach. A ja spokojnie mogę prowadzić lekcje. Czasem też mi oprowadzą na kucyku. :) Później wieczorem znowu odpoczywam, a potem jedziemy razem w teren nocny. Często dziewczyny zostają na noc i na drugi dzień też pomagają.
Dziękuję wszystkim za odpowiedź.andziapee1996 - też liczę na jazdę za pomoc, ale właśnie, tak jak mówisz, najbardziej zależy mi na doświadczeniu, na byciu wśród koni. Masz szczęście, że znalazłaś taką stajnię i uczysz początkujących :)Olleczka - jeżdżąc w teren, to Ty jesteś głównym opiekunem? Przeczytałam, że daleko jeździsz do stadniny naturalnej. Niestety w mojej okolicy nie ma takiej stajni :( Miałam to szczęście, że byłam na obozie, gdzie była hodowla bezstajenna i bardzo bym chciała, żeby takowa stajnia była też niedaleko. Ale jak na razie uczę się w klasycznym stylu, w stadninie z boksami i stanowiskami - też jest w porządku, z wszystkim trzeba się oswoić.ILH - mam nadzieję, że w stajni, do której pojadę, też będą potrzebować pomocy. Bo tak naprawdę nie ma w Polsce żadnej szkoły do tego dobrze przygotowującej - najlepsze jest doświadczenie w pracy. 3 konie i kucyk? Malutka, ale jest! ;) I to niezwykła, bo są tam tacy uprzejmi właściciele :). Jak na razie trafiałam na same stadniny, gdzie mają stałych klientów i pomocników, ale tak naprawdę, kiedyś, jak w ogóle nie radziłam sobie z oporządzaniem konia, to brakowało mi właśnie w tych stadninach kogoś do pomocy, kto by w tym pomagał (bo instruktorzy mówili raz, a potem tylko krzyczeli). Czemu jest tak mało stajni, gdzie nie liczą się tylko pieniądze, ale to, co przekazuje się uczniom?
Pomagam w stajniDwa lata temu kiedy zaczęłam w tej stajni gdzie obecnie pomagam, byłam w pewnym sensie "zielona" moja wiedza ograniczała się do teoretycznego osiodłania konia, a w jeździe samo słowo galop przyprawiało mnie o dreszcze ;). Trafiłam na wspaniałą dziewczynę, która wszystko wytłumaczyła a jej spokój i szczera wiara w to, że potrafię, udzieliła mi się tak, że przestałam panikować. Po dwóch latach mogę śmiało powiedzieć, że jazda na zasadzie wolontariatu jest naprawdę fajną sprawą choć nie ukrywam zobowiązuje. Uczy nie tylko obycia z koniem, ale przede wszystkim odpowiedzialności i pokory. Musisz brać to pod uwagę, że nie jest to tylko zabawa tak jak ktoś wyżej napisał. Próbuj zdecydowanie warto, a co do twojego pytania o pomoc to pewnie, że jest potrzebna ale raczej właściciele szukają kogoś kto już coś potrafi zrobić z koniem, nie wielu z nich chce sie uczyć wszystkiego od początku tak jak to było u mnie. Powodzenia :)
patiQniara - miałam na myśli, że właściciele mówią, że nie potrzebują pomocy, a sama wiem po sobie, że często zostawiają swoich uczniów początkujących sam na sam z koniem i niech próbuje go przygotować do jazdy sam, co jest dla niego dużym problemem (dla mnie kiedyś było), instruktorzy nie mają czasu wyjaśniać co lekcję, jak zakładać siodło, co oznacza np. położenie uszu konia, a mogli by to robić pomocnicy, przecież i tak za darmo, a przez traktowanie ucznia w taki sposób, traci się klientów - ja sama odeszłam z dwóch stadnin tylko dlatego, że nikt przed jazdą nie pomagał mi oporządzić konia, a jak już przyszła instruktorka to wielkie pretensje, choć ledwo coś wytłumaczyła (tym, co umieją wydaje się to proste, ale kiedy pierwszy raz miałam zapiąć popręg czy nachrapnik to nie wiedziałam o co chodzi). Tylko w tej stajni co teraz jeżdżę spokojnie mi to wytłumaczono i od tamtej pory nie mam problemów - dzięki pomocnikom :). Właśnie - jestem w liceum, dużo nauki, ale myślę, że dam radę. Może da się ustalić mniej więcej godziny. Na obozie byłam takim jakby pomocnikiem, sprzątało się stajnie i pomagało połowie obozowiczów oporządzać konie, trzeba było je co rano zaganiać i co wieczór, niektóre były groźne, niektóre chore, więc wiem, że to nie jest łatwa praca. Ale zawsze po takiej pracy ma się dużą satysfakcję i przede wszystkim liczę na to, że dzięki temu podsłucha się czasem, co ma do powiedzenia np. weterynarz, poznaje się zachowanie koni, bo żadna książka tego nie odda. I móc pomagać młodszym koleżankom i patrzeć jak co lekcję lepiej sobie radzą, dzięki twoim radom - bezcenne ;). A co jeszcze robi się oprócz sprzątania, czyszczenia kopyt i konia? Tzn. czyści się je jeszcze jakoś specjalnie? Trzeba im podawać leki? Czy w ciągu tych 2 lat spotkałaś się np. z jakąś chorobą koni i musiałaś pomóc zwierzęciu dojść do siebie?
ja pomagam w stajni loko czyscze konie pomagam czyśćić boksy zmieniać wode koniom i dawam im smakołyki czasami jeszcze rozstępuje konie jeśli jesteś zainteresowana to pisz na moją poczte galopuje albo do mojej poczty to muj emali selenka0099@o2.pl
Hej myślę ,że jak się zapytasz -nie powinien odmówić...;)Każda pomoc w stajni się przydaje,nie musisz mówić ,że chcesz boksy robić ,bo niezdąrzysz zacząć ,a już będziesz zmęczona i będziesz musiała iść ,bo twój czas się skończy ...;/Powiedz w prost ...Dzień dobry chciałabym pomagać w tej stajni w zamian za jazdy i wiedzę co przy koniach się robi.Bym pomagała przy czyszczeniu ,karmieniu ,wyprowadzania na padok,patrzeniu w stajnię o czystość(zamiatanie,sprzątanie itp.)Myślę ,że dadzą Ci szanse i korzystaj z niej jak już ją będziesz miała ;)PAMIĘTAJ -Uczciwość i chęć do pracy jest najważniejsza;)-PAMIĘTAJ !!!;)
koniarka4554 - dzięki za rady, mam nadzieję, że się uda. Napiszę po niedzieli, co z tego wynikło ;).
Jest fajnie, bo lubię przebywać z końmi. Nigdy nie ma dnia straconego. U nas jest tak,że sami pytamy się o pomoc, a jak jest coś do zrobienia, to się dowiadujemy. ;)
Co do pytania - w mojej malutkiej stajni nie liczą się pieniądze. Cały mechanizm polega na tym, że na 5 koni (3 konie i 2 kuce) zarabia mój mąż. Prawie codziennie mam jakieś jazdy i gdy się umawiamy np. przez telefon czy e-maila to mówię, aby przyjść 2 godzinki wcześniej. I wtedy osoby, które przychodzą czyszczą mi boksy, konie, sprzątają w stajni i ogólnie pomaagają. A później jest jazda. :)
Ja pomagam i jestem zadowolona. Pomagam niby za jezdzenie ale nawet jak przyjezdzam nie jedzic to pomagam i jezeli bym placila za jazdy to tez bym pomagala. Moze to dziwne moze nie ale mi praca w stajni sprawia frajde i ciesze sie ze spedzam czas na swiezym powietrzu robiac cos pozytecznego i dla koni a nie siedze caly dzien na komputerze i nie leze przed telewizorem :) Dzien wyglada roznie, poniewaz raz wywalam obornik a innym razem czyszcze sprzet(na zmiane co tydzien).Natomiast jak jestem w stajni to za kazdym razem zmiatam ja ,dokladam sciolke w boksach, roznosze siano,daje koniom wody,ukladam u nas wiecznie porozwalane szczotki,odkladam rozne rzeczy na miejsce i robie takie ogolne lekkie porzadki. Raz w miesiacu myjemy okna. I to wlasciwie takie stale rzeczy ktore robi sie u mnie w stajni. Za niektore rzeczy zabieram sie sama, a o np. karmienie czy czyszczenie sprzetu prosi mnie wlascicielka. Pomagam cos nosic, w lato zbieram jablka dla koni, czesto kroje chleb ktory zwoza nam z piekarni,potem rozkladamy go zeby wysechl... i duzo duzo wiecej. Na poczatku pomagania robilam te ogolne porzadki a jezeli wydzilama, ze ktos sie zabiera za wywalanie obornika od razu szlam pomoc.Nie wiedzialam co kiedy i jak. Teraz gdy juz wszystko wiem to biore sie za to sama. Gdy np.widze uwalone siodla, ide po wode,plyn gabke i biore sie do robory bez proszenia mnie o to. Jest we mnie juz takie "wyczucie" co nalezaloby zrobic. Mysle ze to przyjdzie z czasem a na poczatek pani/pan bedzie Cie prosic o pomoc przy roznych "bardziej zaawn." pracach (wywalnie obornika, czyszczenie sprzetu,karmienie).Sama zabieraj sie za to co czujesz ze mozesz zrobic i jezeli widzisz ze wlasciciel za cos sie zabiera to od razu pytaj czy tez mozesz pomoc (w moim przypadku zawsze pani mowi ze nie trzeba, wtedy sie jej nie slucham tylko zaczynam pomagac :)
...i na początek siadamy przy herbatce. Mówię jakie są dziś jazdy i jakie konie na którą mają być przygotowane.Dziewczyny przygotowują mi konie, w przerwach (w czasie lekcji) czyszczą pozostałe koni, oraz sprzątają w boksach. A ja spokojnie mogę prowadzić lekcje. Czasem też mi oprowadzą na kucyku. :) Później wieczorem znowu odpoczywam, a potem jedziemy razem w teren nocny. Często dziewczyny zostają na noc i na drugi dzień też pomagają. u mnie tez tak jest ;)
Ja bym bardzo chciała tak pomagać w stajni. Kocham konie i cieszy mnie każda chwila spędzona z nimi (a nie tylko te spędzone w siodle), uwielbiam je czyścić, mówić do nich. Zamiatane w stajni nie jest przecież nie wiadomo jakim wysiłkiem, a nawet przeciwnie.
Ja pomaga w Arizonie wzamian za jazdę.