Co zrobić żeby utrzymać równowagę podczas jazdy? W stępie jest ok, ale jak dochodzi do kłusa wysiadywanego to czuję jak moje wnętrzności podskakują razem z koniem. W galopie mam tak zablokowane nogi i napięte mięśnie, że na drugi dzień je czuję. Kiedy chcę się rozluźnić mam wrażenie, że spadnę. Podświadomie wiem, że mam się rozluźnić, ale w praktyce mięśnie na to nie pozwalają. Może nie czuję się pewnie na koniu. Hmm. Ma ktoś jakieś pomysły?
http://forum.galopuje.pl/f,rownowaga,22825,0.html taki sam wątek. najpierw przeczytaj czy na forum nie ma tego czego szukasz jeśli nie dopiero zakładaj nowy wątek :-)
W kłusie anglezowanym mozesz pomóc sobie liczeniem raz-dwa, raz-dwa. Jeśli jedziesz w lewo spójrz na prawą łopatke konia jeśli idzie ona do przodu właśnie powinnaś unosic sie do góry - anglezujesz na dobra noge :-) Trzeba troche czasu, a na pewno załapiesz. Troche tak jak na rowerze...
Z zewnątrz to może i wygląda poprawie. W kłusie anglezowanym robię wszystko dobrze. Wyczuwam takt. Ale jak wysiaduję to czuję, że w środku wszystko mi się obija. Czy tak ma być czy z czasem to minie?
Ja tak miałam kiedyś w ćwiczebnym, że coś mnie bolało w brzuszku :-/ ale teraz jest ok.
Nie wiem jakbyś nie równo aglezowała to mogłoby boleć, ale tak to raczej nie... Długo jeździsz już ? A bardzo boli ? Wczesniej nie bolało ?
Następnym razem uważniej przejrzę forum. Nie jeżdżę długo. Tzn. kiedyś jeżdżiłam, później przestałam i znowu chciałam zacząć, ale nie mogę sobie pozwalić na częste jazdy. Dlatego chciałam się Was podpytać jak to jest przynajmniej w teorii. Po 10-cio letniej przerwie ponownie wsiadłam na konia w zeszłe wakacje. Jazdy konnej podobno się nie zapomina. Co do bolącego żołądka to przy kłusie wysiadywanym nic mnie nie boli tylko czuję jak wszystko mi w środku skacze
Spoczko :-)
Moja mama nie jeździła ponad 10 lat no raz siedziała na koniu jak zaczynałąm sie uczyć :-) i pojechała ze mna w teren na wielkiej kobylce bidula miała za długie strzemiona troche sie namęczyła, ale myslę, ze galop po plaży był wart obolałych nóg.
Najlepsze było to, że ją puścili w ogóle w teren. Nikt nie sprawdził jak jeździ(czy wogóle umie) czy sobie poradzi no nie poważni... Cód wogóle, że gdzies po drodze nie fikneła.
Co do kłusa hmm... jak pisałam ja tak miałam na poczatku w ćwiczebnym moze samo przejdzie. Chyba ze przed jazdą jesz lub pijesz i Ci chlupie w żołądku to co innego ;D
No nieźle. Widać Twoja mama sprawiał wrażenie dobrego jeźdźca. Może jest jakieś ziarenko prawdy w tym, że najlepszym nauczycielem jest koń. Można dużo mówić i czytać, a w praktyce wygląda to inaczej. Może i tak, ale jakoś wolę wiedzieć cokolwiek wcześniej. Chociaż np. w praktyce dowiedziałam się, że podczas wkładania i zdejmowania ogłowia wodzę mają być na łokciu a nie na ramieniu. Albo jak się wypuszcza konia na pastwisko z uwiązu nie można go np. klepnąć na pożegnanie. Niby takie małe "głupotki", ale bardzo cenne (jak dla mnie)
Najlepsze było to, że ją puścili w ogóle w teren. Nikt nie sprawdził jak jeździ(czy wogóle umie) czy sobie poradzi no nie poważni... Cód wogóle, że gdzies po drodze nie fikneła.Bywałam w takich stajniach, w których jeździłam dopiero drugi raz i po obejrzeniu przez instruktora kłusa, przechodziłam do galopu (bo w jego oczach dobrze to wyglądało) - od razu na "głęboką wodę". Nie było jakiegoś specjalnego przygotowania, czy chociażby sprawdzenia umiejętności jeźdźca ;) Nie dziwię się, bo też nieraz dano mi konia i wio na padok na który nikt nawet nie zajrzał... W jednaj z pobliskich stajni jest taka samowolka...
A właśnie, jeszcze w temacie równowagi. Może zaraz zostanę tutaj przechrzczona za to co robię, ale jednak się Was spytam. Jak galopuję to zamiast usiąść głęboko w siodle to pochylam się do przodu. Jest mi tak wygodniej i czuję się pewniej. Wiem jak to ma teoretycznie wyglądać, ale jak już galopuję to niemalże instynktownie przyjmuję taką postawę. Instruktor nie mówi, że to jest źle, ale wiem, że tak nie ma być. Czy macie jakieś wskazówki dla mnie? Z góry dzięki ;) Jadę na konie w poniedziałek albo wtorek (zależy od pogody i kondycji samopoczucia koników) i sama od siebie poproszę o lonże.
Co zrobić żeby utrzymać równowagę podczas jazdy? W stępie jest ok, ale jak dochodzi do kłusa wysiadywanego to czuję jak moje wnętrzności podskakują razem z koniem. W galopie mam tak zablokowane nogi i napięte mięśnie, że na drugi dzień je czuję. Kiedy chcę się rozluźnić mam wrażenie, że spadnę. Podświadomie wiem, że mam się rozluźnić, ale w praktyce mięśnie na to nie pozwalają. Może nie czuję się pewnie na koniu. Hmm. Ma ktoś jakieś pomysły?
Nie umiesz jeszcze anglezowac, a ktoś dał Ci galopowac ??
http://forum.galopuje.pl/f,rownowaga,22825,0.html taki sam wątek. najpierw przeczytaj czy na forum nie ma tego czego szukasz jeśli nie dopiero zakładaj nowy wątek :-) W kłusie anglezowanym mozesz pomóc sobie liczeniem raz-dwa, raz-dwa. Jeśli jedziesz w lewo spójrz na prawą łopatke konia jeśli idzie ona do przodu właśnie powinnaś unosic sie do góry - anglezujesz na dobra noge :-) Trzeba troche czasu, a na pewno załapiesz. Troche tak jak na rowerze...
Z zewnątrz to może i wygląda poprawie. W kłusie anglezowanym robię wszystko dobrze. Wyczuwam takt. Ale jak wysiaduję to czuję, że w środku wszystko mi się obija. Czy tak ma być czy z czasem to minie?
Ja tak miałam kiedyś w ćwiczebnym, że coś mnie bolało w brzuszku :-/ ale teraz jest ok. Nie wiem jakbyś nie równo aglezowała to mogłoby boleć, ale tak to raczej nie... Długo jeździsz już ? A bardzo boli ? Wczesniej nie bolało ?
Następnym razem uważniej przejrzę forum. Nie jeżdżę długo. Tzn. kiedyś jeżdżiłam, później przestałam i znowu chciałam zacząć, ale nie mogę sobie pozwalić na częste jazdy. Dlatego chciałam się Was podpytać jak to jest przynajmniej w teorii. Po 10-cio letniej przerwie ponownie wsiadłam na konia w zeszłe wakacje. Jazdy konnej podobno się nie zapomina. Co do bolącego żołądka to przy kłusie wysiadywanym nic mnie nie boli tylko czuję jak wszystko mi w środku skacze
Spoczko :-) Moja mama nie jeździła ponad 10 lat no raz siedziała na koniu jak zaczynałąm sie uczyć :-) i pojechała ze mna w teren na wielkiej kobylce bidula miała za długie strzemiona troche sie namęczyła, ale myslę, ze galop po plaży był wart obolałych nóg. Najlepsze było to, że ją puścili w ogóle w teren. Nikt nie sprawdził jak jeździ(czy wogóle umie) czy sobie poradzi no nie poważni... Cód wogóle, że gdzies po drodze nie fikneła. Co do kłusa hmm... jak pisałam ja tak miałam na poczatku w ćwiczebnym moze samo przejdzie. Chyba ze przed jazdą jesz lub pijesz i Ci chlupie w żołądku to co innego ;D
No nieźle. Widać Twoja mama sprawiał wrażenie dobrego jeźdźca. Może jest jakieś ziarenko prawdy w tym, że najlepszym nauczycielem jest koń. Można dużo mówić i czytać, a w praktyce wygląda to inaczej. Może i tak, ale jakoś wolę wiedzieć cokolwiek wcześniej. Chociaż np. w praktyce dowiedziałam się, że podczas wkładania i zdejmowania ogłowia wodzę mają być na łokciu a nie na ramieniu. Albo jak się wypuszcza konia na pastwisko z uwiązu nie można go np. klepnąć na pożegnanie. Niby takie małe "głupotki", ale bardzo cenne (jak dla mnie)
Oczywiście miało być "sprawiała"
Najlepsze było to, że ją puścili w ogóle w teren. Nikt nie sprawdził jak jeździ(czy wogóle umie) czy sobie poradzi no nie poważni... Cód wogóle, że gdzies po drodze nie fikneła.Bywałam w takich stajniach, w których jeździłam dopiero drugi raz i po obejrzeniu przez instruktora kłusa, przechodziłam do galopu (bo w jego oczach dobrze to wyglądało) - od razu na "głęboką wodę". Nie było jakiegoś specjalnego przygotowania, czy chociażby sprawdzenia umiejętności jeźdźca ;) Nie dziwię się, bo też nieraz dano mi konia i wio na padok na który nikt nawet nie zajrzał... W jednaj z pobliskich stajni jest taka samowolka...
Od trzeciej linijki nie cytuję, tylko komentuję, ale jakoś tak to wyszło ;)
A właśnie, jeszcze w temacie równowagi. Może zaraz zostanę tutaj przechrzczona za to co robię, ale jednak się Was spytam. Jak galopuję to zamiast usiąść głęboko w siodle to pochylam się do przodu. Jest mi tak wygodniej i czuję się pewniej. Wiem jak to ma teoretycznie wyglądać, ale jak już galopuję to niemalże instynktownie przyjmuję taką postawę. Instruktor nie mówi, że to jest źle, ale wiem, że tak nie ma być. Czy macie jakieś wskazówki dla mnie? Z góry dzięki ;) Jadę na konie w poniedziałek albo wtorek (zależy od pogody i kondycji samopoczucia koników) i sama od siebie poproszę o lonże.