Niedawno ze stadniny zabrali mojego ukochanego konia , ponieważ był chory . Opiekuje sie nim od 2 lat i bardzo wiele z nim przeżyłam . Jest dla mnie najlepszym ze wszystkich . Tak bardzo za nim tęsknie . ; ( Czy kogoś z was też to spotkało ? Jak sobie z tym radzicie ? Ja płacze już od 3 dni . Poprostu już nie mam siły żeby powstrzymać łzy . Tak bardzo go kocham . ; (
Bardzo Ci współczuję, wiem jak to jest stracić najlepszego przyjaciela... Możesz płakać, ale z doświadczenia wiem, że łzy nic tutaj nie wskórają... ; (
Ja też współczuję, nawet nie wyobrażam sobie jak może Tobie być przykro, bo nigdy nie miałam swojego wierzchowca... :( Ale wiem z doświadczenia, jak to jest, gdy jeżdżę tylko na jednym koniu (na innych czasem), zajmuję się nim przed jazdą, po jeździe, spędzam z nim maximum czasu, oprowadzam go z dziećmi, wpatruję się w niego jaki jest szczęśliwy na pastwisku, mam z nim cudowne przeżycia.... te galopy i trochę skoków zapierających dech w piersiach i chwile tak cudowne jakich nigdy wcześniej nie przeżyłam...... .....a potem przychodzi czas pożegnania ;( Serce mi się kroiło i trochę łezek było... Chcę tam znów wrócić do niego :* Był wyjątkowy. Pewnie tak jak Twój ;) Wiem co to znaczy stracić przyjaciela, ale Twój wróci do stajni??
wiem co czujesz, ja o Salemie nadal pamiętam i będę zawsze pamiętać, często za nim jeszcze płacze. Cały czas mam nadzieję że go jeszcze zobaczę. Ty też Pioruna możęsz jeszcze zobaczyć. wiem co to znaczy stracić ukochanego konia ;(
Ja straciłam Nahara. Przez rok jeździłam tylko na nim. Niedawno okazało się że nie należy do stadniny i jest w pensjonacie. Mieli zabrać go na wiosnę. Jeździłam tam najczęściej jak mogłam żeby spędzić z nim jak najwięcej czasu. Wczoraj dowiedziałam się że jego właściciel go sprzedał...nawet się nie pożegnałam. Strasznie mi ciężko...
Ja straciłam konia , Wichra . Niestety nie został on sprzedany , ale zdechł :(Zachorował i odszedł . Nie bardzo mogłam się z tym pogodzić przez dłuższy czas , ale jak to mówią czas leczy rany . Teraz zaprzyjaźniłam się z jego matką i to mi bardzo pomaga .
Niedawno ze stadniny zabrali mojego ukochanego konia , ponieważ był chory . Opiekuje sie nim od 2 lat i bardzo wiele z nim przeżyłam . Jest dla mnie najlepszym ze wszystkich . Tak bardzo za nim tęsknie . ; ( Czy kogoś z was też to spotkało ? Jak sobie z tym radzicie ? Ja płacze już od 3 dni . Poprostu już nie mam siły żeby powstrzymać łzy . Tak bardzo go kocham . ; (
Ja płakałam jak zabierali moją kobyłkę Sonię. Miałam wtedy 5 lat i nigdy już więcej nie dostałam konika :(
Bardzo Ci współczuję, wiem jak to jest stracić najlepszego przyjaciela... Możesz płakać, ale z doświadczenia wiem, że łzy nic tutaj nie wskórają... ; (
współczuje ;( ale wróci do stajni ;(?
Ja też współczuję, nawet nie wyobrażam sobie jak może Tobie być przykro, bo nigdy nie miałam swojego wierzchowca... :( Ale wiem z doświadczenia, jak to jest, gdy jeżdżę tylko na jednym koniu (na innych czasem), zajmuję się nim przed jazdą, po jeździe, spędzam z nim maximum czasu, oprowadzam go z dziećmi, wpatruję się w niego jaki jest szczęśliwy na pastwisku, mam z nim cudowne przeżycia.... te galopy i trochę skoków zapierających dech w piersiach i chwile tak cudowne jakich nigdy wcześniej nie przeżyłam...... .....a potem przychodzi czas pożegnania ;( Serce mi się kroiło i trochę łezek było... Chcę tam znów wrócić do niego :* Był wyjątkowy. Pewnie tak jak Twój ;) Wiem co to znaczy stracić przyjaciela, ale Twój wróci do stajni??
wiem co czujesz, ja o Salemie nadal pamiętam i będę zawsze pamiętać, często za nim jeszcze płacze. Cały czas mam nadzieję że go jeszcze zobaczę. Ty też Pioruna możęsz jeszcze zobaczyć. wiem co to znaczy stracić ukochanego konia ;(
Ja straciłam Nahara. Przez rok jeździłam tylko na nim. Niedawno okazało się że nie należy do stadniny i jest w pensjonacie. Mieli zabrać go na wiosnę. Jeździłam tam najczęściej jak mogłam żeby spędzić z nim jak najwięcej czasu. Wczoraj dowiedziałam się że jego właściciel go sprzedał...nawet się nie pożegnałam. Strasznie mi ciężko...
Ja straciłam konia , Wichra . Niestety nie został on sprzedany , ale zdechł :(Zachorował i odszedł . Nie bardzo mogłam się z tym pogodzić przez dłuższy czas , ale jak to mówią czas leczy rany . Teraz zaprzyjaźniłam się z jego matką i to mi bardzo pomaga .