Częstym zjawiskiem jest bezskuteczna próba wyjazdu w samotny teren.Czasami samotne tereny są relaksem,próbą,bądż po prostu chwilą zadumy.Każdy potrzebuje chwili odosobnienia,więc czemu nie robić tego na końskim grzbiecie?Konie są zwierzętami stadnymi i lubią grupowe wypady,szczególnie klacze uwielbiają ""kleić" się do współtowarzyszek.Momentami rzeczywiście ciężko sobie poradzić z opornym zwierzęciem,które za wszelką cenę pragnie pozostać w większym gronie i nie chce samodzielnie wyruszyć w teren.Najlepszym sposobem jest wcześniejsze przygotowanie konia do samodzielnych wycieczek.Początkowo wyjeżdzamy na krótko i stępujemy wokół miejsc znanych w bezpośrednim otoczeniu np.padoku z towarzyszami naszego wierzchowca,okrążamy go i oddalamy się odrobinę.Wszystkie próby powinny być stopniowane i zasięg oddalenia stopniowo powiększany.Jesli czujemy,że koń w miarę swobodnie odchodzi dalej od towarzyszy nagradzamy go powrotem do grupy.Należy też chwalić głośno i głaskać naszego ""bohatera"" konie to uwielbiają.Tego rodzaju trening prowadzony systematycznie pozwoli na wypady w samotne tereny.Ważne aby początkowo nie żądać zbyt wiele i poruszać się stępem.Ośmielać konia głosem nie karcić!
Zgadzam się z tym ,ale trzeba pamiętać na jakim koniu jedźmy czy nad pobudliwym i płochliwym czy koń spokój i odwaga aby trasa była dogodna no bo jak by się spadło i coś cię stało bo najlepsi spadają to nie ma osoby ,która by nam pomogła.I od umiejętność jadzica i mi tu chodzi ,że to musi być nie wiem srebrna odznaka albo powiedzieć osoba do bólu szczera czyli ci morze powiedzieć że nie jesteś na to gotowa.Miłych terenów.
jak byłam mała moja mama miała konia który strasznie bał się chodzić sam ale nigdy nie bryknął nie poniósł. widac było tylkio za jest spiety i boi sie wszystkiego. mama przestala jezdzic na nim bez drugiego konia bo nie bylo to dla niego przyjemne. mysle ze nie wolno forsowac takich zachowan, ewentualnie powoli powoli starac sie uspokajac konia i jezdzic coraz dalej ale nie doprowadzac do konfrontacji.....
W mojej stadninie sa konie ktore bez problemu pojada same w teren jednak jestem pewna ze kilka z reszty napewno sama by nie poszla . Pamietam jak jezdzilismy w kilka osob na ujezdzalni i ja mialam jezszcze jezdzic i rozstepowac konia , myslalam ze zacznie brykac jak ma to w zwyczaju ale on tylko napial lekko miesnie i sluchal sie mnie . Jednak ten sam kon w rajdzie na orientacje jak pojechalismy z 2 innymi konmi z innej stajni zaczlal juz wierzgac i strzelac baranki jednak im blizej bylismy stajni nawet jak nie bylo jej widac tym spokojniejszy sie stawal ;) Mysle ze to zalezy od przywiazania konia i odwagi i Montana masz racje ;)
Dzięki mydream! swoje konie i konie obce w treningu staram się od początku przygotowywać do samodzielnej pracy,oczywiście inne konie są obecne, ale czasami dość daleko.Nie wyobrażam sobie sytuacji,gdy nawet na dobrym koniu sportowym nie ma możliwości samodzielnego terenu.Tereny również dla koni bywają relaksem po powtarzalności i trudzie treningów.W terenie koń stoi przed trudnym wyzwaniem,musi sprostać napływającym różnorodnym bodźcom,czasami raptownym (zając umykający spod kopyt itp.) lub hałasom.Tereny wzmacniają konie psychicznie (oraz fizycznie), muszą sprostać wielu wyzwaniom i zyskują wiarę w siebie.Nawt konia z "dużymi oczami" można oswajać z tą trudną dla niego sytuacją,ale musi to czynić doświadczony jeździec ,) miłych wycieczek!
Zgadzam sięz Tobą całkowicie Montana. Uważam, że wszystko można uzyskać wytężoną, systematyczną, kontrolowaną i często długą pracą. Ale naprawdę warto, gdyż samotne tereny też są potrzebne dla nas i dla konia. I jak wiadomo czyha tam wiele niespodzianek, na które trzeba być przygotowanym. I należy pamiętać, że wyruszając w samotny teren, bez względu czy na spokojnym czy nadpobudliwym koniu, trzeba o tym poinformować kogokolwiek.
Jestem tez pewna ze to bedzie dluga praca ;) Bede starala sie przyzwyczajac konie w stajni do takich "eskapad" ;)mam nadzieje ze za jakis czas bede mogla sama pojechac w teren. W stajni w ktorej jezdze teren dla konia to rodzaj relaksu , lubia sobie pobiegac czesto nawet z checia wyscigow, moga wtedy odpoczac od ciglych jazd na ujezdzalni ;) No pamietam jak pierwszy raz pojechalam z koniem sama w teren ktory nigdy nie chodzi sam . Zdziwilam sie ze Karmel nie bryknal ani nic tylko chcial zawracac ale pozniej juz jakby zrozumial o co chodzi i moglismy spokojnie jezdzic ;) dzieki Montana i Albinoska za porady ;)!
Zawsze do usług ,) uważaj na siebie i pamiętaj żeby nie wymagać od konia zbyt wiele, na początek należy zadowolić się nawet małymi sukcesami i za szybko nie żądać za dużo ,koń musi mieć czas, konie przypominają dzieci,)) Trzymaj się ciepło.
Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość a po czasie dla konia taki wypadzik będzie wielką nagrodą tak bardzo ciekawszą od jeżdżenia w kółko na ujeżdżalni :) Powodzenia :)
W zeszłym roku byłam zmuszona w zimie jeździć w samotne tereny, ponieważ ujeżdżalnia nam strasznie zamarzła i nie dało się na niej jeździć. Nawet były to tereny spokojne. Głównie stępem i może trochę kłusem. Najgorzej było gdy przejeżdżaliśmy koło krzaków i drzew. Pamiętam, że raz jak wracaliśmy już do stajni, to wyleciał bażant z krzaków i mój olbrzymi wierzchowiec strzeliła baranka i przed siebie. Na szczęście szybka go zatrzymałam. Oj tak to był wielki tchórz. On na widok dziury w drodze zatrzymywał się zdziwiony, a nie daj Boże jak stanął na jakiejś gałązce, która pękła;D
O właśnie Pani Bogusławo zapomniałem właśnie o najważniejszym Do podstawowych umiejętności konia kawaleryjskiego i ułana jest samodzielne odłączenie się do szyku w celu wykonania misji bądź z powodu dojechania do dowódcy jeśli ułan jest na końcu. Z szyku wyjeżdża się równolegle do kierunku oddziału(żeby nie straszyć koni i nie robić zamieszania) po czym chodem wyższym jedzie się dalejI to trzeba umieć w kierunku marszu jak i przedciwnym
Częstym zjawiskiem jest bezskuteczna próba wyjazdu w samotny teren.Czasami samotne tereny są relaksem,próbą,bądż po prostu chwilą zadumy.Każdy potrzebuje chwili odosobnienia,więc czemu nie robić tego na końskim grzbiecie?Konie są zwierzętami stadnymi i lubią grupowe wypady,szczególnie klacze uwielbiają ""kleić" się do współtowarzyszek.Momentami rzeczywiście ciężko sobie poradzić z opornym zwierzęciem,które za wszelką cenę pragnie pozostać w większym gronie i nie chce samodzielnie wyruszyć w teren.Najlepszym sposobem jest wcześniejsze przygotowanie konia do samodzielnych wycieczek.Początkowo wyjeżdzamy na krótko i stępujemy wokół miejsc znanych w bezpośrednim otoczeniu np.padoku z towarzyszami naszego wierzchowca,okrążamy go i oddalamy się odrobinę.Wszystkie próby powinny być stopniowane i zasięg oddalenia stopniowo powiększany.Jesli czujemy,że koń w miarę swobodnie odchodzi dalej od towarzyszy nagradzamy go powrotem do grupy.Należy też chwalić głośno i głaskać naszego ""bohatera"" konie to uwielbiają.Tego rodzaju trening prowadzony systematycznie pozwoli na wypady w samotne tereny.Ważne aby początkowo nie żądać zbyt wiele i poruszać się stępem.Ośmielać konia głosem nie karcić!
myśle, że ma Pani racje :)))
W takim razie cieszę się ,)
Zgadzam się z tym ,ale trzeba pamiętać na jakim koniu jedźmy czy nad pobudliwym i płochliwym czy koń spokój i odwaga aby trasa była dogodna no bo jak by się spadło i coś cię stało bo najlepsi spadają to nie ma osoby ,która by nam pomogła.I od umiejętność jadzica i mi tu chodzi ,że to musi być nie wiem srebrna odznaka albo powiedzieć osoba do bólu szczera czyli ci morze powiedzieć że nie jesteś na to gotowa.Miłych terenów.
jak byłam mała moja mama miała konia który strasznie bał się chodzić sam ale nigdy nie bryknął nie poniósł. widac było tylkio za jest spiety i boi sie wszystkiego. mama przestala jezdzic na nim bez drugiego konia bo nie bylo to dla niego przyjemne. mysle ze nie wolno forsowac takich zachowan, ewentualnie powoli powoli starac sie uspokajac konia i jezdzic coraz dalej ale nie doprowadzac do konfrontacji.....
W mojej stadninie sa konie ktore bez problemu pojada same w teren jednak jestem pewna ze kilka z reszty napewno sama by nie poszla . Pamietam jak jezdzilismy w kilka osob na ujezdzalni i ja mialam jezszcze jezdzic i rozstepowac konia , myslalam ze zacznie brykac jak ma to w zwyczaju ale on tylko napial lekko miesnie i sluchal sie mnie . Jednak ten sam kon w rajdzie na orientacje jak pojechalismy z 2 innymi konmi z innej stajni zaczlal juz wierzgac i strzelac baranki jednak im blizej bylismy stajni nawet jak nie bylo jej widac tym spokojniejszy sie stawal ;) Mysle ze to zalezy od przywiazania konia i odwagi i Montana masz racje ;)
Dzięki mydream! swoje konie i konie obce w treningu staram się od początku przygotowywać do samodzielnej pracy,oczywiście inne konie są obecne, ale czasami dość daleko.Nie wyobrażam sobie sytuacji,gdy nawet na dobrym koniu sportowym nie ma możliwości samodzielnego terenu.Tereny również dla koni bywają relaksem po powtarzalności i trudzie treningów.W terenie koń stoi przed trudnym wyzwaniem,musi sprostać napływającym różnorodnym bodźcom,czasami raptownym (zając umykający spod kopyt itp.) lub hałasom.Tereny wzmacniają konie psychicznie (oraz fizycznie), muszą sprostać wielu wyzwaniom i zyskują wiarę w siebie.Nawt konia z "dużymi oczami" można oswajać z tą trudną dla niego sytuacją,ale musi to czynić doświadczony jeździec ,) miłych wycieczek!
Zgadzam sięz Tobą całkowicie Montana. Uważam, że wszystko można uzyskać wytężoną, systematyczną, kontrolowaną i często długą pracą. Ale naprawdę warto, gdyż samotne tereny też są potrzebne dla nas i dla konia. I jak wiadomo czyha tam wiele niespodzianek, na które trzeba być przygotowanym. I należy pamiętać, że wyruszając w samotny teren, bez względu czy na spokojnym czy nadpobudliwym koniu, trzeba o tym poinformować kogokolwiek.
Jestem tez pewna ze to bedzie dluga praca ;) Bede starala sie przyzwyczajac konie w stajni do takich "eskapad" ;)mam nadzieje ze za jakis czas bede mogla sama pojechac w teren. W stajni w ktorej jezdze teren dla konia to rodzaj relaksu , lubia sobie pobiegac czesto nawet z checia wyscigow, moga wtedy odpoczac od ciglych jazd na ujezdzalni ;) No pamietam jak pierwszy raz pojechalam z koniem sama w teren ktory nigdy nie chodzi sam . Zdziwilam sie ze Karmel nie bryknal ani nic tylko chcial zawracac ale pozniej juz jakby zrozumial o co chodzi i moglismy spokojnie jezdzic ;) dzieki Montana i Albinoska za porady ;)!
Zawsze do usług ,) uważaj na siebie i pamiętaj żeby nie wymagać od konia zbyt wiele, na początek należy zadowolić się nawet małymi sukcesami i za szybko nie żądać za dużo ,koń musi mieć czas, konie przypominają dzieci,)) Trzymaj się ciepło.
dzieki ;)) bede pamietala ;)
Cierpliwość, cierpliwość, cierpliwość a po czasie dla konia taki wypadzik będzie wielką nagrodą tak bardzo ciekawszą od jeżdżenia w kółko na ujeżdżalni :) Powodzenia :)
W zeszłym roku byłam zmuszona w zimie jeździć w samotne tereny, ponieważ ujeżdżalnia nam strasznie zamarzła i nie dało się na niej jeździć. Nawet były to tereny spokojne. Głównie stępem i może trochę kłusem. Najgorzej było gdy przejeżdżaliśmy koło krzaków i drzew. Pamiętam, że raz jak wracaliśmy już do stajni, to wyleciał bażant z krzaków i mój olbrzymi wierzchowiec strzeliła baranka i przed siebie. Na szczęście szybka go zatrzymałam. Oj tak to był wielki tchórz. On na widok dziury w drodze zatrzymywał się zdziwiony, a nie daj Boże jak stanął na jakiejś gałązce, która pękła;D
O właśnie Pani Bogusławo zapomniałem właśnie o najważniejszym Do podstawowych umiejętności konia kawaleryjskiego i ułana jest samodzielne odłączenie się do szyku w celu wykonania misji bądź z powodu dojechania do dowódcy jeśli ułan jest na końcu. Z szyku wyjeżdża się równolegle do kierunku oddziału(żeby nie straszyć koni i nie robić zamieszania) po czym chodem wyższym jedzie się dalejI to trzeba umieć w kierunku marszu jak i przedciwnym