Ja mam jedną taką sytuację . Na obozie po jeździe mój koń był dosyć spocony . Taki chłopak, który pomagał przy koniach powiedział, że mam go natrzeć słomą - ja zrozumiałam sianem . No to OK, biorę siano i zacieram go sianem i przychodzi drugi chłopak i się ze mnie śmieje czemu nacieram konia sianem, a nie słomą . Ja już zwątpiłam w to co mi powiedział pomocnik nr 1 i mówię, że nie wiem gdzie jest słoma, a pomocnik nr 2 mówi, że za rogiem jest takie żółte coś powiązane w baloty i jest tam troche luźnej "żółtej trawy" i, że mam ją wziąść . Powiedziałam, że wiem co to słoma i strzeliłam buraka .
Pewnego lata byłam na wakacjach w Bieszczadach. Mieszkaliśmy w domu zaraz przy zagrodzie końskiej ( chów tabunowy, nie miały stajni ). Jednego ranka schodzę na dół do łazienki. Stoję przed lustrem, spokojnie myje zęby, a kątem oka widzę przez okno, że coś mi tam biega. Zdziwiłam się, bo dom był na zupełnym odludziu, a reszta ludzi piętro wyżej. Patrzę, a to koń biega po podwórku. Przedostał się jakoś przez ogrodzenie. xD Zawołałam resztę i w piżamach zaganialiśmy konia z powrotem, tam gdzie jego miejsce. xD
Ja mam jedną. ^^
Gdy czyściłam klacz do jazdy, jej źrebak chodził sobie po stajni, bo wypuściłam go z boksu. Wszystko było ok, lecz gdy zaczęłam czyścić jej kopyta źrebol się wkurzył, podszedł do mnie i zaczął łapać mi gumkę od stanika i puszczać xD Śmiać mi się chciało wytrzymać nie mogłam, bo on to ciągle powtarzał :D Ale wiem, że nie wolno pozwalać źrebakom na takie rzeczy, więc odsunęłam go od siebie i wsadziłam do boksu. Był trochę naburmuszony, że go "uwięziłam", ale przynajmniej miałam spokój i mogłam spokojnie czyścić kopyta. :)
Ja pamiętam jak kiedyś schodziłam z konia nie wyjęłam nogi i konik nagle ruszył to ja na jednej nodze skakałam za nim aż w końcu noga mi tak utknęła że się przewróciłam i jechałam na plecach po całej ujeżdżalni.Wyobraźcie sobie widok skaczącej dziewczyny na jednej nodze.Nigdy nie zapomnę śmiechu mojego kolegi. :D:D:D xD Ja sama myślałam że się posikam ze śmiechu. :D
Nie zapomne jednej sytuacji, jak Atrakcja na mnie prutneła xD <lol2> haha...:D Nie wiem czy chciała mnie do siebie zrazić zebym dala jej spokój, moze żebym przestała ją czyścić, może miala jakieś wzdęcia xD...
U nas w stajni jest taki konik - Figaro . Nigdy na nim nie jeździłam, ani go nie czyściłam, ale z opowiadań znajomych konik ten, gdy podnosi mu się tylne nogi purta w twarz ; D Zawsze xD
Ja będę do końca życia śmiać się z mojego kolegi, który zawsze krytykował konie i mówił, że są głupie i takie fanabere. Pojechaliśmy na kolonie i w górach było dużo dorożek. On oczywiście zajęty rozmową nie skapnął się, że blisko stoi koń. Zwierzak zaczął muskać mu rękę. Jak nie wrzasnął to na całych Krupówkach zrobiło się cicho i wszyscy lampili się na niego jak na upośledzonego. Koń się nie przestraszył tylko zarżał wesoło. Okazało się, że on gada takie bzdury o koniach bo się ich boi. he he he he.......
Tak ja mam jedną!Mamy małego źrebaka w stajni, który ma na imię Rubin, kiedyś jak był mniejszy miał kilka dni to jak go wypuściłam z mamą na trawkę, żeby trochę pozwiedzał sobie, to zawsze się z nim bawiłam. Któregoś pięknego dnia wypuściłam je jak codziennie i bawiłam się z nim, tylko na chwilę się odkręciłam tyłem do Rubinka to ugryzł mnie za prawy pośladek, a na drugi dzięń za lewy.
Ewelka ja też znam źrebaczka Rubinka, jak się nazywa jego mama?Mięliśmy galopować, ale byłam w kurtce. Mama prosiła, żebym ją zdjęła. No to dobra, podchodzi do mnie instruktorka, to ja próbuję zdjąć tą kurtkę, ale... się nie da! Inska z trudem powstrzymywała śmiech. Walczyłam z kurtką trochę i... udało się. Wreszcie! A mój tata cykał mi fotki, w tym jak instruktorka się śmieje, a ja walczę z kurtką... Ech...
A to nie, bo ja znam Rubinka co jego mamą jest Romada (Romada jest w moich znajomych koniach) Dobra, do rzeczy: Na koloniach mięliśmy chwilę stępa i se gadaliśmy, śpiewałyśmy... W końcu ktoś z tyłu zastępu powiedział "to co śpiewamy?" To ja się wydarłam: "Bobika!" A znacie tą piosenkę? Rażenie piorunem- Bobik (sprawdźcie w necie)... Oczywiście tylko 1 zdanie... Instruktor z trudem hamował śmiech, zastęp już sobie hamowanie rechotu darował xD
Mój kolega kiedyś wsiadał na kucyka, włożył nogę w strzemię odbił się drugą nogą od ziemi i ... BACH gleba na ziemie, bo przekręciło się siodło na bok...xdd
Albo jak urządziliśmy sb mały konkurs kto wsiądzie z ziemi na oklep na zimnokrwistą klacz...W końcu udało się mojej koleżance która z podskoku wskoczyła na klacz...Uniosła ręce do góry i zaczęła się cieszyć, w tym momencie pan cmokną i koń zerwał się do kłusa...Koleżanka oczywiście została w tyle i zaliczyła blebe na plecy...
Mnie się ostatnio zdarzyła taka sytuacja:
Ponieważ było już ciemno, po jeździe rozsiodłaliśmy konie w boksach zamiast na zewnątrz. Odszukałam więc szaroniebieski kantar i uwiąz, które były przewieszone przez barierkę i zaprowadziłam konia do stajni.
Zdjęłamm ogłowie, siodło, po czym spróbowałam założyć kantar. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że kantara nie da się nawet założyć na uszy, nie mówiąc już o zapięciu. Manipulowałam regulacją, mniemając, że kiedy przed jazdą pani Emilka zakładała Aspirantowi kantar na szyję i na ogłowie, żeby nie zostawiać go nieuwiązanego ani na chwilę (strasznie szalał przy siodaniu) zmieniła długość. Ale nawet przy maksymalnej kantar wchodził njajwyżej na jedno ucho. Czyżby na miejscu Aspiranta leżał inny kantar, dokładnie taki sam? Zamknęłam więc niezakantarowenego wałacha w boksie i wyszłam na zewnątrz stajni. Nie zauważyłam żadnego innego kantara o podobnej barwie, lecz leżał tam jeden, który z powodu charakterystycznych żółto- brązowych pasków nie dawał się pomylić z żadnym innym. Należał do Bohuna. Wiem! Zapewne Ola pomyliła się i założyła swojemu wierzchowcowi kantar Aspiranta. Podeszłam do jej boksu. Bohun stał bez niczego na pysku, zajęty zajadaniem owsa.
-Dlaczego nie założyłaś Bohunowi kantara?- zapytałam.
-Nie mogłam go znaleźć- odpowiedziała Ola
-Przecież leży tam.
-Tak? To mogłabyś mi go przynieść?
Poszłam więc na dwór, zabrałam wspomnianą część wyposażenia. Kiedy weszłam do jasno oświetlonej stajni, zauważyłam, że trzymam w ręce dwa kantary- brązowożółty i szaroniebieski. Ach, a więc rzeczytwiście wzięłam wtedy inny. Poszłam więc do boksu i założyłam Aspirantowi nowy. A raczej próbowałam założyć. Nie pasował! No i znów-regulowanie. Wszedł na uszy! Tak! Ale gdy próbowałam go zapiąć, musiałam przyłożyć sporo siły. OK, udało się, chociaż koniowi mało oczy nie wyłażą. Pewnie będzie cisnął, ale chyba go nie udusi. Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wyszłam po raz ostatni, aby odnieść skrzynkę na szczotki do siodlarni...
Z podnoszoej skrzynki ześlizgnął się TRZECI SZARONIEBIESKI KANTAR!!! Poszłam do Aspiranta. Oczywiście idealne pasował...
p dzisie3jszym powrocie z terenu, w którym odprowadzaliśmy konie do takiej jednej stajni (bo jutro jest hubertus) wzięliśmy kucyka imieniem Gobo i z dziewczynami na niego wsiadłyśmy każda na kilka minut na oklep) weszłam do stajni wzięłam Gobo na uwiąz i wsiadłam na niego.i trzymając uwiąz w jednej ręce złapałam się za grzywę. no i łyda dosiad. a Gobo do przodu. i baranki zaczął walić. a ja się śmiałam jak głupia. xd
Pamiętam taką sytuację na zawodach skokowych , które odbywały się na początku wiosny . Było wtedy rozdanie nagród . Zawodnik ten w tej rundzie zajął III msc , był na koniu Noblessa . Stali , stali i nagle coś temu koniu odbiło , zaczął szaleć i nagle próbował stanąć dęba i mu nie wyszło . Nagle gibnął się do tyłu i bam prosto na plecy ( była w siodle ) , zaczęła uciekać i trudno było ją złapać . ale mieliśmy ubaw . ( na szczęście ten zawodnik zeskoczył z konia ) . :)
i mam jeszcze jedną śmieszną rzecz ...Gdy miałam 3-2 lata to wtedy jeszcze często spałam. Pewnego dnia pojechałam na przejażdżkę na kucyku. Chodził on powoli i bardzo się na nim kołysało. Jeździłam , jeździłam i po jakimś czasie zrobiłam się senna i usnęłam ... Było to śmieszne ;) haha
jak byłam na obozie to przyzielili mi bardzo małego kucyka szetlandzkiego i jechałam bez strzemion i nogami szargałam ziemię a kucyk nadal szedł haaaha to było simieszne xd:
Czy pamiętacie jakieś śmieszne sytuacje które szczególne zapadły wam w pamięć? Mogą być też jakieś sny dotyczące koni :)
Ja mam jedną taką sytuację . Na obozie po jeździe mój koń był dosyć spocony . Taki chłopak, który pomagał przy koniach powiedział, że mam go natrzeć słomą - ja zrozumiałam sianem . No to OK, biorę siano i zacieram go sianem i przychodzi drugi chłopak i się ze mnie śmieje czemu nacieram konia sianem, a nie słomą . Ja już zwątpiłam w to co mi powiedział pomocnik nr 1 i mówię, że nie wiem gdzie jest słoma, a pomocnik nr 2 mówi, że za rogiem jest takie żółte coś powiązane w baloty i jest tam troche luźnej "żółtej trawy" i, że mam ją wziąść . Powiedziałam, że wiem co to słoma i strzeliłam buraka .
Pewnego lata byłam na wakacjach w Bieszczadach. Mieszkaliśmy w domu zaraz przy zagrodzie końskiej ( chów tabunowy, nie miały stajni ). Jednego ranka schodzę na dół do łazienki. Stoję przed lustrem, spokojnie myje zęby, a kątem oka widzę przez okno, że coś mi tam biega. Zdziwiłam się, bo dom był na zupełnym odludziu, a reszta ludzi piętro wyżej. Patrzę, a to koń biega po podwórku. Przedostał się jakoś przez ogrodzenie. xD Zawołałam resztę i w piżamach zaganialiśmy konia z powrotem, tam gdzie jego miejsce. xD
Ja mam jedną. ^^ Gdy czyściłam klacz do jazdy, jej źrebak chodził sobie po stajni, bo wypuściłam go z boksu. Wszystko było ok, lecz gdy zaczęłam czyścić jej kopyta źrebol się wkurzył, podszedł do mnie i zaczął łapać mi gumkę od stanika i puszczać xD Śmiać mi się chciało wytrzymać nie mogłam, bo on to ciągle powtarzał :D Ale wiem, że nie wolno pozwalać źrebakom na takie rzeczy, więc odsunęłam go od siebie i wsadziłam do boksu. Był trochę naburmuszony, że go "uwięziłam", ale przynajmniej miałam spokój i mogłam spokojnie czyścić kopyta. :)
Ja pamiętam jak kiedyś schodziłam z konia nie wyjęłam nogi i konik nagle ruszył to ja na jednej nodze skakałam za nim aż w końcu noga mi tak utknęła że się przewróciłam i jechałam na plecach po całej ujeżdżalni.Wyobraźcie sobie widok skaczącej dziewczyny na jednej nodze.Nigdy nie zapomnę śmiechu mojego kolegi. :D:D:D xD Ja sama myślałam że się posikam ze śmiechu. :D
Nie zapomne jednej sytuacji, jak Atrakcja na mnie prutneła xD <lol2> haha...:D Nie wiem czy chciała mnie do siebie zrazić zebym dala jej spokój, moze żebym przestała ją czyścić, może miala jakieś wzdęcia xD...
U nas w stajni jest taki konik - Figaro . Nigdy na nim nie jeździłam, ani go nie czyściłam, ale z opowiadań znajomych konik ten, gdy podnosi mu się tylne nogi purta w twarz ; D Zawsze xD
Ja będę do końca życia śmiać się z mojego kolegi, który zawsze krytykował konie i mówił, że są głupie i takie fanabere. Pojechaliśmy na kolonie i w górach było dużo dorożek. On oczywiście zajęty rozmową nie skapnął się, że blisko stoi koń. Zwierzak zaczął muskać mu rękę. Jak nie wrzasnął to na całych Krupówkach zrobiło się cicho i wszyscy lampili się na niego jak na upośledzonego. Koń się nie przestraszył tylko zarżał wesoło. Okazało się, że on gada takie bzdury o koniach bo się ich boi. he he he he.......
Tak ja mam jedną!Mamy małego źrebaka w stajni, który ma na imię Rubin, kiedyś jak był mniejszy miał kilka dni to jak go wypuściłam z mamą na trawkę, żeby trochę pozwiedzał sobie, to zawsze się z nim bawiłam. Któregoś pięknego dnia wypuściłam je jak codziennie i bawiłam się z nim, tylko na chwilę się odkręciłam tyłem do Rubinka to ugryzł mnie za prawy pośladek, a na drugi dzięń za lewy.
Ewelka ja też znam źrebaczka Rubinka, jak się nazywa jego mama?Mięliśmy galopować, ale byłam w kurtce. Mama prosiła, żebym ją zdjęła. No to dobra, podchodzi do mnie instruktorka, to ja próbuję zdjąć tą kurtkę, ale... się nie da! Inska z trudem powstrzymywała śmiech. Walczyłam z kurtką trochę i... udało się. Wreszcie! A mój tata cykał mi fotki, w tym jak instruktorka się śmieje, a ja walczę z kurtką... Ech...
mama Rubinka ma na imię Retoryka. :)
A to nie, bo ja znam Rubinka co jego mamą jest Romada (Romada jest w moich znajomych koniach) Dobra, do rzeczy: Na koloniach mięliśmy chwilę stępa i se gadaliśmy, śpiewałyśmy... W końcu ktoś z tyłu zastępu powiedział "to co śpiewamy?" To ja się wydarłam: "Bobika!" A znacie tą piosenkę? Rażenie piorunem- Bobik (sprawdźcie w necie)... Oczywiście tylko 1 zdanie... Instruktor z trudem hamował śmiech, zastęp już sobie hamowanie rechotu darował xD
Mój kolega kiedyś wsiadał na kucyka, włożył nogę w strzemię odbił się drugą nogą od ziemi i ... BACH gleba na ziemie, bo przekręciło się siodło na bok...xdd
Albo jak urządziliśmy sb mały konkurs kto wsiądzie z ziemi na oklep na zimnokrwistą klacz...W końcu udało się mojej koleżance która z podskoku wskoczyła na klacz...Uniosła ręce do góry i zaczęła się cieszyć, w tym momencie pan cmokną i koń zerwał się do kłusa...Koleżanka oczywiście została w tyle i zaliczyła blebe na plecy...
M-koniara-29mama Rubinka nazywa się Retoryka:)
Mnie się ostatnio zdarzyła taka sytuacja: Ponieważ było już ciemno, po jeździe rozsiodłaliśmy konie w boksach zamiast na zewnątrz. Odszukałam więc szaroniebieski kantar i uwiąz, które były przewieszone przez barierkę i zaprowadziłam konia do stajni. Zdjęłamm ogłowie, siodło, po czym spróbowałam założyć kantar. Jakież było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że kantara nie da się nawet założyć na uszy, nie mówiąc już o zapięciu. Manipulowałam regulacją, mniemając, że kiedy przed jazdą pani Emilka zakładała Aspirantowi kantar na szyję i na ogłowie, żeby nie zostawiać go nieuwiązanego ani na chwilę (strasznie szalał przy siodaniu) zmieniła długość. Ale nawet przy maksymalnej kantar wchodził njajwyżej na jedno ucho. Czyżby na miejscu Aspiranta leżał inny kantar, dokładnie taki sam? Zamknęłam więc niezakantarowenego wałacha w boksie i wyszłam na zewnątrz stajni. Nie zauważyłam żadnego innego kantara o podobnej barwie, lecz leżał tam jeden, który z powodu charakterystycznych żółto- brązowych pasków nie dawał się pomylić z żadnym innym. Należał do Bohuna. Wiem! Zapewne Ola pomyliła się i założyła swojemu wierzchowcowi kantar Aspiranta. Podeszłam do jej boksu. Bohun stał bez niczego na pysku, zajęty zajadaniem owsa. -Dlaczego nie założyłaś Bohunowi kantara?- zapytałam. -Nie mogłam go znaleźć- odpowiedziała Ola -Przecież leży tam. -Tak? To mogłabyś mi go przynieść? Poszłam więc na dwór, zabrałam wspomnianą część wyposażenia. Kiedy weszłam do jasno oświetlonej stajni, zauważyłam, że trzymam w ręce dwa kantary- brązowożółty i szaroniebieski. Ach, a więc rzeczytwiście wzięłam wtedy inny. Poszłam więc do boksu i założyłam Aspirantowi nowy. A raczej próbowałam założyć. Nie pasował! No i znów-regulowanie. Wszedł na uszy! Tak! Ale gdy próbowałam go zapiąć, musiałam przyłożyć sporo siły. OK, udało się, chociaż koniowi mało oczy nie wyłażą. Pewnie będzie cisnął, ale chyba go nie udusi. Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku wyszłam po raz ostatni, aby odnieść skrzynkę na szczotki do siodlarni... Z podnoszoej skrzynki ześlizgnął się TRZECI SZARONIEBIESKI KANTAR!!! Poszłam do Aspiranta. Oczywiście idealne pasował...
p dzisie3jszym powrocie z terenu, w którym odprowadzaliśmy konie do takiej jednej stajni (bo jutro jest hubertus) wzięliśmy kucyka imieniem Gobo i z dziewczynami na niego wsiadłyśmy każda na kilka minut na oklep) weszłam do stajni wzięłam Gobo na uwiąz i wsiadłam na niego.i trzymając uwiąz w jednej ręce złapałam się za grzywę. no i łyda dosiad. a Gobo do przodu. i baranki zaczął walić. a ja się śmiałam jak głupia. xd
Pamiętam taką sytuację na zawodach skokowych , które odbywały się na początku wiosny . Było wtedy rozdanie nagród . Zawodnik ten w tej rundzie zajął III msc , był na koniu Noblessa . Stali , stali i nagle coś temu koniu odbiło , zaczął szaleć i nagle próbował stanąć dęba i mu nie wyszło . Nagle gibnął się do tyłu i bam prosto na plecy ( była w siodle ) , zaczęła uciekać i trudno było ją złapać . ale mieliśmy ubaw . ( na szczęście ten zawodnik zeskoczył z konia ) . :)
i mam jeszcze jedną śmieszną rzecz ...Gdy miałam 3-2 lata to wtedy jeszcze często spałam. Pewnego dnia pojechałam na przejażdżkę na kucyku. Chodził on powoli i bardzo się na nim kołysało. Jeździłam , jeździłam i po jakimś czasie zrobiłam się senna i usnęłam ... Było to śmieszne ;) haha
jak byłam na obozie to przyzielili mi bardzo małego kucyka szetlandzkiego i jechałam bez strzemion i nogami szargałam ziemię a kucyk nadal szedł haaaha to było simieszne xd: