Hubertus 2012 w Stajni Napiwoda
Zgodnie z wielowiekową tradycją jesienią w okolicy 3 listopada- wspomnienia św. Huberta jeźdźcy czczą swego patrona poprzez organizację gonitw i „polowań” hubertusowskich.
Członkowie Klubu Jeździeckiego Napiwoda świętowali w minioną niedzielę. Dzień rozpoczął się od mszy świętej, potem gorączkowe przygotowania w stajni- czyszczenie koni, zaplatanie grzyw i ogonów- wszystko po to, aby w samo południe w galowych strojach dosiąść koni i pojechać do lasu na Hubertusa.
W tym roku jako pierwsza na „polowanie” wyruszyła grupa najmłodszych jeźdźców 5-10 lat. W lesie na wyznaczonym obszarze schował się „lis” a zadaniem dzieci było odnalezienie go. Poszukiwany zostawił swoim myśliwym wiele tropów, które były jednocześnie zadaniami do wykonania- także jeźdźcy musieli się wykazać nie tylko spostrzegawczością i umiejętnością tropienia zwierzyny ale także sprytem i dużą sprawnością fizyczną. Dodać należy, że wszystkie ćwiczenia wykonywali na koniach. Zadań było wiele ale „lis”( ukryta maskotka) tylko jeden i został on odnaleziony przez Oliwię Szlenzak, która tym samym została ogłoszona królem polowania.
Po dzieciach konie przejęła młodzież naszej stajni i dzięki niej mogliśmy podziwiać naprawdę emocjonującą gonitwę hubertusowską. Jedna z amazonek wcieliła się w rolę lisa czyli z przypiętą do ramienia kitą lisią uciekała przed pozostałymi jeźdźcami, których zadaniem jest zerwać to cenne trofeum. W tym roku uciekała Marta Wódkiewicz- zgodnie z tradycją lisem zostaje osoba, która wygrała gonitwę rok wcześniej- a w pogoń za nią ruszyło 9 amazonek. Walka była zacięta dzięki wspaniałej jeździe Marty przez dłuższy czas nikt nie mógł dosięgnąć i zerwać kity z jej rękawa. W końcu udało się to Oldze Żukowskiej, która tym samym została królem polowania- gratulacje.
Tegoroczny Hubertus odbył się przy dźwiękach sygnałów myśliwskich granych przez Maćka Pasturskiego. Całość imprezy zakończyła się ogniskiem z tradycyjnym bigosem i poczęstunkiem przygotowanym przez rodziców. Wielkie podziękowania należą się wszystkim, którzy włączyli się z organizację tej pięknej uroczystości a jeźdźcom gratulacje za udział i zaciętą walkę.
Jesteśmy rodziną z dwójką córek Kasią – 11 lat i Klarcią 5 lat. Mieszkamy w Warszawie. Dzieci uwielbiają jeździć konno. Fascynację końmi zaszczepiła im pani Kinga Pasturska, kiedy każde z nich miało zaledwie 3 lata. Od tamtej pory dziewczynki ani myślą spędzać wolny czas inaczej niż na wierzchowcu.
Mamy tyle stajni w okolicy, ale nasze córki chcą wracać do Napiwody. Nigdzie indziej nie czują się lepiej niż pod okiem pani Pasturskiej. Jej podejście do dzieci jest wyjątkowe i sprawia, że kiedy tylko możemy, jedziemy na konie do pani Kingi. Dziewczynki nie chcą słyszeć o wakacjach nad morzem, w górach, czy obcym kraju. Kiedy latem wyjeżdżamy w jakieś atrakcyjne, naszym zdamiem miejsca, i nie ma nas w Napiwodzie, nasza Kasia z Klarcią z niecierpliwością odliczają dni do przyjazdu do pani Kingi. A kiedy już tam się znajdą, to z dużą niechęcią chcą wracać do domu.
Podczas lekcji jeździeckich u pani Kingi Pasturskiej nasze córki znalazły wielu przyjaciół, zarówno młodszych jak i starszych. Większość z nich spędza intensywnie czas na koniach, choć mogłyby zupełnie inaczej. I przygoda z końmi w Napiwodzie nie kończy się na jeździe. Jazda dopiero tę przygodę rozpoczyna: jest przecież tyle do zrobienia w stajni i wokół niej, w lesie i okolicy.
http://www.youtube.com/watch?v=zLOchKeHBKc&feature=g-user
Hubertus 2012 w Stajni Napiwoda Zgodnie z wielowiekową tradycją jesienią w okolicy 3 listopada- wspomnienia św. Huberta jeźdźcy czczą swego patrona poprzez organizację gonitw i „polowań” hubertusowskich. Członkowie Klubu Jeździeckiego Napiwoda świętowali w minioną niedzielę. Dzień rozpoczął się od mszy świętej, potem gorączkowe przygotowania w stajni- czyszczenie koni, zaplatanie grzyw i ogonów- wszystko po to, aby w samo południe w galowych strojach dosiąść koni i pojechać do lasu na Hubertusa. W tym roku jako pierwsza na „polowanie” wyruszyła grupa najmłodszych jeźdźców 5-10 lat. W lesie na wyznaczonym obszarze schował się „lis” a zadaniem dzieci było odnalezienie go. Poszukiwany zostawił swoim myśliwym wiele tropów, które były jednocześnie zadaniami do wykonania- także jeźdźcy musieli się wykazać nie tylko spostrzegawczością i umiejętnością tropienia zwierzyny ale także sprytem i dużą sprawnością fizyczną. Dodać należy, że wszystkie ćwiczenia wykonywali na koniach. Zadań było wiele ale „lis”( ukryta maskotka) tylko jeden i został on odnaleziony przez Oliwię Szlenzak, która tym samym została ogłoszona królem polowania. Po dzieciach konie przejęła młodzież naszej stajni i dzięki niej mogliśmy podziwiać naprawdę emocjonującą gonitwę hubertusowską. Jedna z amazonek wcieliła się w rolę lisa czyli z przypiętą do ramienia kitą lisią uciekała przed pozostałymi jeźdźcami, których zadaniem jest zerwać to cenne trofeum. W tym roku uciekała Marta Wódkiewicz- zgodnie z tradycją lisem zostaje osoba, która wygrała gonitwę rok wcześniej- a w pogoń za nią ruszyło 9 amazonek. Walka była zacięta dzięki wspaniałej jeździe Marty przez dłuższy czas nikt nie mógł dosięgnąć i zerwać kity z jej rękawa. W końcu udało się to Oldze Żukowskiej, która tym samym została królem polowania- gratulacje. Tegoroczny Hubertus odbył się przy dźwiękach sygnałów myśliwskich granych przez Maćka Pasturskiego. Całość imprezy zakończyła się ogniskiem z tradycyjnym bigosem i poczęstunkiem przygotowanym przez rodziców. Wielkie podziękowania należą się wszystkim, którzy włączyli się z organizację tej pięknej uroczystości a jeźdźcom gratulacje za udział i zaciętą walkę.
Jesteśmy rodziną z dwójką córek Kasią – 11 lat i Klarcią 5 lat. Mieszkamy w Warszawie. Dzieci uwielbiają jeździć konno. Fascynację końmi zaszczepiła im pani Kinga Pasturska, kiedy każde z nich miało zaledwie 3 lata. Od tamtej pory dziewczynki ani myślą spędzać wolny czas inaczej niż na wierzchowcu. Mamy tyle stajni w okolicy, ale nasze córki chcą wracać do Napiwody. Nigdzie indziej nie czują się lepiej niż pod okiem pani Pasturskiej. Jej podejście do dzieci jest wyjątkowe i sprawia, że kiedy tylko możemy, jedziemy na konie do pani Kingi. Dziewczynki nie chcą słyszeć o wakacjach nad morzem, w górach, czy obcym kraju. Kiedy latem wyjeżdżamy w jakieś atrakcyjne, naszym zdamiem miejsca, i nie ma nas w Napiwodzie, nasza Kasia z Klarcią z niecierpliwością odliczają dni do przyjazdu do pani Kingi. A kiedy już tam się znajdą, to z dużą niechęcią chcą wracać do domu. Podczas lekcji jeździeckich u pani Kingi Pasturskiej nasze córki znalazły wielu przyjaciół, zarówno młodszych jak i starszych. Większość z nich spędza intensywnie czas na koniach, choć mogłyby zupełnie inaczej. I przygoda z końmi w Napiwodzie nie kończy się na jeździe. Jazda dopiero tę przygodę rozpoczyna: jest przecież tyle do zrobienia w stajni i wokół niej, w lesie i okolicy.
http://www.youtube.com/watch?v=Sj78jak3knE&feature=g-user
http://www.facebook.com/StajniaNapiwoda