Od jakiegoś czasu mam problem... Właściwie to przed skokami. Zawsze gdy trenerka mówi, żebym skoczyła malućką kopertkę, coś mnie łapie... Muszę się zmuszać do tego, aby skoczyć. Po jednym skoku jest już lepiej, ale gdy tylko przeszkoda pójdzie w górę... Wszystko od nowa. Jak mogę przezwyciężyć ten lęk? Macie jakieś ćwiczenia? Niedługo jadę na obóz do Mosznej (mam o tym wątek) i chciałabym tam pracować nad techniką a nie psychiką... Pomożecie? ;(
Często się zdarza, że ktoś się czegoś boi, zwłaszcza na początku. Najważniejsze to nie próbować na siłę nadążać za swoimi wyobrażeniami ("Przecież to głupie, powinnam skakać wszystko idealnie!") czy za resztą "kozaków", którzy czasami mają podobny problem, a w słowach popisują się, jak to oni kochają skakać na swoim superrumaku dwumetrówki z piaffu, jeździć na narowistych koniach i ścigać się nocą po autostradzie. No i nie trzeba się zadręczać czymś takim- tak się zdarza, mnóstwo ludzi tak ma, a potem przestaje, wiec Ty też przestaniesz. Najważniejsze to stopniować sobie wymagania- przejść przez cavaletti, przejechać galopem/kłusem przez drąg ustawiony między stojakami, potem może skoczyć po drągach jakiś malutki krzyżak z kłusa raz czy dwa i się zrelaksować. Na następnej jeździe to samo, może skoczyć raz więcej, jeśli się czujesz na siłach. Jeśli przeszkoda ma iść do góry, to symbolicznie i po kawałku. Kluczowe jest zastąpienie myśli "to przeszkoda, jest straszna!" myśleniem "o, przeszkoda, już tyle razy skakałam i nic się nie stało, w sumie zwykła rzecz". Im więcej razy coś robisz i nic złego się nie dzieje, tym bardziej utwierdzasz swój mózg w przekonaniu, że niepotrzebnie się zamartwia. Dlatego warto czasami pojechać mimo obaw- żeby pokazać sobie, że się nie spełniają. Tylko trzeba robić coś, co naprawdę nie jest szczególnie straszne- skakać małe przeszkody na odpowiednim koniu, na którym czujesz się pewnie, z własnego przekonania, a nie tylko pod presją grupy czy instruktora. Przechodzi po jakimś czasie :)Ja po traumatycznych pierwszych galopach miałam z tym problem przez długi, długi czas i nie wierzyłam, że kiedyś przestanę, a okazało się, że pozbycie się tego było możliwe w cztery jazdy :) Po prostu musiałam przestać w końcu galopować na siłę tyle, ile wszyscy i zacząć od nowa jeździć po kilka foule, tyle, żebym nawet nie zdążyła pomyśleć o baniu się. Z każdą jazdą udawało się kawałek dłużej, a potem problem już zupełnie zniknął, a dokładniej "zniknęła" go instruktorka, która sama kiedyś bała się oderwać od ziemi, a teraz spokojnie skacze na zawodach przeszkody 130 cm i ma ambicje na więcej :) Także kluczem okazał się trener, który nie rzucał jej od razu na głęboką wodę, tylko poświecił trochę czasu, żeby nad tym popracować.
nie bój się tego skacz i już czy do tej pory spadłaś gdy skakałaś może masz jakiś lęk staraj się go przezwyciężyć ja naprzykład miałam lęk przed galopem na samą myśl o tym że będe galopowała dopadała mnie gorączka a później zawzięłam si e w sobie i powiedziałam julka jak będzieszs się tak bała to nigdy się nie nauczysz jeździć rozluźniłam się i nie myślałam wogule o tym robiłam to co mam robić i mi przeszło moje motto(pokonaj swoje wszystkie lęki a strach cię nie dopadnie nic ci nie stanie na drodze w dokonaniu swojego celu)
Od jakiegoś czasu mam problem... Właściwie to przed skokami. Zawsze gdy trenerka mówi, żebym skoczyła malućką kopertkę, coś mnie łapie... Muszę się zmuszać do tego, aby skoczyć. Po jednym skoku jest już lepiej, ale gdy tylko przeszkoda pójdzie w górę... Wszystko od nowa. Jak mogę przezwyciężyć ten lęk? Macie jakieś ćwiczenia? Niedługo jadę na obóz do Mosznej (mam o tym wątek) i chciałabym tam pracować nad techniką a nie psychiką... Pomożecie? ;(
Często się zdarza, że ktoś się czegoś boi, zwłaszcza na początku. Najważniejsze to nie próbować na siłę nadążać za swoimi wyobrażeniami ("Przecież to głupie, powinnam skakać wszystko idealnie!") czy za resztą "kozaków", którzy czasami mają podobny problem, a w słowach popisują się, jak to oni kochają skakać na swoim superrumaku dwumetrówki z piaffu, jeździć na narowistych koniach i ścigać się nocą po autostradzie. No i nie trzeba się zadręczać czymś takim- tak się zdarza, mnóstwo ludzi tak ma, a potem przestaje, wiec Ty też przestaniesz. Najważniejsze to stopniować sobie wymagania- przejść przez cavaletti, przejechać galopem/kłusem przez drąg ustawiony między stojakami, potem może skoczyć po drągach jakiś malutki krzyżak z kłusa raz czy dwa i się zrelaksować. Na następnej jeździe to samo, może skoczyć raz więcej, jeśli się czujesz na siłach. Jeśli przeszkoda ma iść do góry, to symbolicznie i po kawałku. Kluczowe jest zastąpienie myśli "to przeszkoda, jest straszna!" myśleniem "o, przeszkoda, już tyle razy skakałam i nic się nie stało, w sumie zwykła rzecz". Im więcej razy coś robisz i nic złego się nie dzieje, tym bardziej utwierdzasz swój mózg w przekonaniu, że niepotrzebnie się zamartwia. Dlatego warto czasami pojechać mimo obaw- żeby pokazać sobie, że się nie spełniają. Tylko trzeba robić coś, co naprawdę nie jest szczególnie straszne- skakać małe przeszkody na odpowiednim koniu, na którym czujesz się pewnie, z własnego przekonania, a nie tylko pod presją grupy czy instruktora. Przechodzi po jakimś czasie :)Ja po traumatycznych pierwszych galopach miałam z tym problem przez długi, długi czas i nie wierzyłam, że kiedyś przestanę, a okazało się, że pozbycie się tego było możliwe w cztery jazdy :) Po prostu musiałam przestać w końcu galopować na siłę tyle, ile wszyscy i zacząć od nowa jeździć po kilka foule, tyle, żebym nawet nie zdążyła pomyśleć o baniu się. Z każdą jazdą udawało się kawałek dłużej, a potem problem już zupełnie zniknął, a dokładniej "zniknęła" go instruktorka, która sama kiedyś bała się oderwać od ziemi, a teraz spokojnie skacze na zawodach przeszkody 130 cm i ma ambicje na więcej :) Także kluczem okazał się trener, który nie rzucał jej od razu na głęboką wodę, tylko poświecił trochę czasu, żeby nad tym popracować.
nie bój się tego skacz i już czy do tej pory spadłaś gdy skakałaś może masz jakiś lęk staraj się go przezwyciężyć ja naprzykład miałam lęk przed galopem na samą myśl o tym że będe galopowała dopadała mnie gorączka a później zawzięłam si e w sobie i powiedziałam julka jak będzieszs się tak bała to nigdy się nie nauczysz jeździć rozluźniłam się i nie myślałam wogule o tym robiłam to co mam robić i mi przeszło moje motto(pokonaj swoje wszystkie lęki a strach cię nie dopadnie nic ci nie stanie na drodze w dokonaniu swojego celu)