opisujcie swoje upadki Ja do tej pory zaliczyłam ich 8. Moja pierwsza gleba była gdy miałam 5 lat. Na lonży wykonywałam jakieś ćwiczenie i zsunęłam się z siodła. Najgorsze moje upadki to: 1. gdy przejeżdżaliśmy pod mostem kolejowym i nadjechał ekspres spadłam i straciłam przytomność. Potem w ogóle nie pamiętałam tego dnia. 2. Po dłuższej przerwie pojechałam w teren na dopiero co zajeżdżonym koniu. Na łące taki gościu chciał zagalopować z instruktorem a ja z koleżanką miałyśmy kłusować za nimi... Miałam plejadę baranków po czym zleciałam. Przez 2 miesiące miałam nogę w szynie! 3. Po kolejnej przerwie!!! Pojechałam w teren bo na ujeżdżalni mi już super szło, na spokojny galop. Konie od 3 mies. nie były w terenie Kiedy wjechaliśmy na łąkę i zaczęliśmy dookoła śmigać klacz na której jechałam(folblut), była niewybiegana (bo każdy bał się na niej jeździć), pełna energii tak ścinała zakręty, że nie było mowy, żebym się utrzymała. Gleba na trawe z chwastami. Byłam cała podrapana i to chyba tyle. Teraz czekam na wasze relacje;)
Oooo ja już zaliczyłam 8 upadków .
1. Miałam wtedy 10 lat, spadłam na hali, koń mi się spłoszył i buuum.
Trochę bolało.
2. Spadłam 3 razy na jednej jeździe -_-
Jeździłam na oklep i spadłam przez moje krótkie nogi :PP
3. 3 razy ale to nie po rząd z takiego Hermesa, raz miałam całą twarz posiniaczoną ;((
4. Potem z takiej Gracji po przeszkodzie.
Pozdrawiam !! :*
Ja zaliczyłam tylko 2 upadki:
pierwszy zaliczyłam zsiadając kiedyś pojeździe,nie będę opisywać jak bo mnie wyśmiejecie.Drugi zaliczyłam zatrzymując konia z kłusa, no więc:pociągnęłam za wodze a jeszcze nieświadomie dodałam łydkę,najpierw spadłam koniowi na szyję,potem zsunęłam się na maneż.Pierwszy upadek zaliczyłam z Wielokropka,a drugi z Bursztyna(nie za bardzo go lubię no ale musiałam na niego wsiąść)
1. Moje pierwsza jazda na koniu. Był to hucuł Otryt z którego się zsunełam na pokrzywy. Ała to bolało! Jazda była na oklep.
2. W Koninie pod poznaniem z leciałam z Pianoli. Działo to sie w spokojniutkim kłusiku. No (Uwaga śmieszne!!)
3. także w Koninie i też z Pianoli. No i wsiadałam na nią ze schodków. No i się ni odbiłam i przywaliłam placami w krawędź ławki. (Na szczęsie miałam kamizelkę ochronną) Skończyło się w karetce. Ale lekarz stwierdził że nic mi nie jest.
4. Następny upadek był jak zaczynałam jeździć w KJ Połoniny. To na lonzy miałam dosiad damski i sie zsunełam. To był najlżśejszy upadek w moim życiu.
5. Na lonży miałam pierwsza próbę galopu. No i się nie utrzymałam w siodle i byłam gleba. Trochę mi krwawiło z kolana.
6. To było na początku tego roku. pojechaliśmy w teren no i kłusowaliśmy po takiej łące. No i my skakaliśmy taki rowek, którego nie widziałam. No i wyleciałam na szyję, a Afera zaczęła galopowac i jak ona zachamowała to wylądowałam na ziemi. Na dodatek nie miałam zaciągniętego popręgu.
7. Ostatnio w terenie wjechałam w gałęzie i one mnie zsunęły z siądła na zięmię. Na dodate obdarłam sobie powiekę i policzek. Wyglądałam jak by ktoś mi przywalił.
ja zleciałm raz naszczęście :Pz takiego kucyka Tupka w kłusie po cavatetti ścioł mi zakręt a ja sie zagapilam i sie z niego zsunełam :Pto było jakiś 1 rok temu tak to nie zaliczylam jakiejś mocnej gleby :PP ale ostatnio w terenie koń który jechał przedemną machną ogonem i mój kon <na którym jechałam>sie przestraszył i odskoczył i ja wyleciałm z siodła ale spowrotem do niego wpadłam :Pi raz podczas galopu na wolcie koń na którym jechałam chciał iśc do koni które jeździly na reszcie ujeźdzalni i nagle mi zwiał i wylecialam z siodła i siedziałam mu na szyi <ale nie spadłam> xDwow ale sie rozpisałam :D
ja nie pamietam wszystkich moich upadkow:) ale na moim koniku emilu ostatnio zlecialam jak cos mi strzelilo do glowy i chcialam skoczyc (na szczescie tylko 50cm) na oklep i po damsku:):):) jestem troche walnieta..... no i skonczylo sie na ziemi...:) ale emilek od razu stanal jak wryty i strrrasznie sie przerazil co ja robie:)
ja tez nie pamietam ile razy spadlam, ale ostatni raz po ok. 3 letniej przerwie w spadaniu mial, miejsce 3-4 tyg temu. jezdzilam na Edarce. spadalam wczesnie po przy pierwsyzm zagalopowaniu, Edzia zaczela brykac pierwsze 3 kozly przetrwalam, ale na 4 poleglam xD przelecialam jej przez szyje niestety na reke ;/ cholernie bolala... pozniej jazda juz byla dziwna ;/ skoczylam pare razy malutka stacjonatke 70 cm i reszta treningu to bylo leciutkie ujezdzenie, lubie moment loty xD najgorzj jak juz sie zleci na ziemie xD
jak bylam mala spadlam i tak sie przerazilam, ze przez miesiac nie galopowalam i instruktor musial kolo mnie biegac xD pamietam jak zapinam mi popreg (ja juz siedzialam na kucyku) i Danio zaczal ruszac glowa, a Ada zaczela krzyczec "Panie Andrzeju! On glowa rusza!" xD
Z 10 by się uzbierało. Najpoważniejszy podczas galopu 2 lata temu, po wielu barankach spadłam i złamałam kostkę. Po oddaniu z zadu kiedyś spadłam i przez chwile nie mogłam oddechu złapać. Poza tym było na przeszkodzie, po przeszkodzie, w terenie, na parkurze, w galopie, kłusie, a nawet w stępie ;] A ostatni upadek to jakiś rok temu.
ja już się dużo naspadałem z konia w swoim życiu, szczególnie przy pracy z młodymi końmi albo surowymi i jak zaczynałem jeździć konną. Powiem szczerze po 40 upadku przestałem liczyć. Ale najciekawszy był upadek z konia który miał 178 cm w kłębie i zafundował mi soczystego barana, zaliczyłem wtedy salto w powitrzu i w efekcie upadek na ziemie:)
ja ostatnio zpieprzylam sie z mojego koniucha bo jezdzilam na otwartej przestrzeni na oklep i bez uzdy(na sznurku na szyi) niestety to bylo po dlugiej przerwie emila bo bylam na swietach w warszawie i byl n i e w y c h o d z o n y (to malo powiedziane) i jadąc galopem w dol i probujac zmienic nozke emilek nie mial zamiaru wykonac polecenia i jeszcze byl nabuchany, bardzo chcial pobiegac....... no i poniosl mnie a chyba zepsul mu sie hamulec bo nie respektowal kolanek i odchylania sie do tylu, a nawet ciagniecia za szyje ale w koncu sie zatrzymal i wrocil do oskara cwalem w dol i brykajac(a ma ok 175) a ja glebnelam tak ze az mnie zatkalo(bo oczywiscie na plery) nie wiem nawet czemu sie nie zatrzymal chociaz zawsze stoi po zwaleniu mnie i ,,przeprasza"............ bylam na niego tak wsciekla........ i oczywiscie nie dal sie zlapac i musialam isc do domu na nogach za oskarem:):):):):):) fajnie bylo!!!!!
Lubię czasem sobie spaść i mieć świadomość że był hardcor
1.) Nie umiałam w ogóle galopować. W stajni, gdzie uczyłam się jeździc instruktor zostawiał jeźdźca i szedł do domu, czasem trochę bardziej zaawansowane dziewczyny poprawiały i pilnowały jeźdźca. Tak było w moim przypadku - pewne trzy starsze dziewczyny postanowiły dać mi pierwszą lekcje galopu na Arii (którą opiszę w 3 punkcie). było ok, po paru kółkach znów kłus. Nogi ze strzemion wyjęłam i sobie kłusowałam w ćwiczebnym, a ona nagle zaczeła galopować! Nie szybko ani nic, roboczym galopem, ale mimo wszystko ja w galopie jeszcze nie miałam w ogóle równoagi i zsunełam się na ziemię. rozpłakałam się, a biedne Helena, Despina i Gabrysia zamartwiały się czy nic mi się nie stało. :D Oczywiście nic nie było, panikowałam.
2.) Jak uczyłam się galopować, znaczy niby już łapałam mniej-więcej, ale słabo się trzymałam i czułam niepewnie. Orlik miał okres że co jakiś czas w galopie machał mocno głową i ja na ujeżdżalni akurat byłam w półsiadzie i machnął, a ja zrobiłam fikołka w powietrzu i wylądowałam przed nim. Od razu się zatrzymał taki zdziwiony i stał nade mną i patrzył. Wsiadłam znowu (nic mnie nie bolało i w ogóle) i od tamtej pory już głową nie macha. :)
3.) Była w stajni taka gruba arabohucułka Aria - przeznaczona do hipoterapii, więc spasiona. Moja przyjaciółka, Hania, zdjęła po jeździe na niej siodło i wskoczyłyśmy we dwie na oklep. W toczkach, kamizelkach, wszystko okey. Jak miałyśmy schodzić zdjęłyśmy toczki itd. i "jeszcze jedno kółko stępem". Kiedy kończyłysmy je nagle Aria się spłoszyła i zagalopowała. Ja czułam, że z tyłu 9byłam druga) trace równowagę i lecę na bok, odruchowo złapałam Hanię za ramiona i pociągnęłam ją za sobą. Runęłyśmy obydwie na prawo. ;D Troszkę tylko biodro mnie bolało, ale zaczęłyśmy się tak smiać... xD Aria poleciała do stajni, ja wstałam i ze śmiechem zaczęłam ja gonić, a Hanka tak się turlała (ze śmiechu), że nie dała rady też gonić konia. :D
4.) Na obozie w Zbrosławicach dostałam Tornada, młodego konia, który długo nie chodził, bo był po kontuzji. Młody wiek + przerwa w jeździe nie wróżą niczego dobrego. :D Przez całą jazdą mocno wyrywał do przodu, ale poza tym było naprawdę przecudowny - swietne chody, miękki w pysku, dobrze reagował na łydki i w ogóle. Jednak kiedy przyszedł czas na galop to nie było tak kolorowo. Przy KAŻDYM zagalopowaniu (z początku zastępu galopowało się na koniec) TAK się wyrywał, jak nigdy. Jakby się spłoszył nie wiadomo czego, naprawdę wypruwał. I raz jak już doganiałam ostatnią osobę i kończyłam galop strzelił mi z zadu takiego baranka - wyleciała ponad metr w powietrze i zleciałam troszkę na prawo, w rezultacie przeleciałam bokiem po żywopłocie aż w końcu upadłam plecami na metalową rurę położoną przy owym żywopłocie. Auć. ;P Nic powaznego się nie stało, ale byłam bardzo obolała. Wsiadłam na Torniaka z powrotem i jeździłam dalej, tyle że ostrożniej.
5.) Znów obóz jeździecki w Zbrosach. Dostałam Lolka, gwiazdę stajni - kasztanowatego szetlandzika, najmniejszego konia jakiego widziałam w zyciu na żywo. W kłębie miał mniej niż metr.Kłus na nim był niesamowity - takie tempo, że czułam tylko jak dwa razy na sekundę mnie coś wyrzuca tak lekko, ale to było swietne uczucie. ;D Tyle że (jak mi powiedzieli po jeździe) na Lolku nie warto robić wolt, a ja podczas rozgrzewki robiłam je często. To odpłaciło się tym, że podczas kłusa w zastępie Lolek bez ostrzeżenia skręcał nagle w lewo, wypruwał przyspieszonym kłusem, przez co mnóstwo osób traciło równowage i spadało. Ja jednak tylko przechyliłam się na prawo i spadłam na jedną nogę (kuc był tak niski, że nie było potrzeby zdejmowania drugiej xD). On jeszcze bardziej przyspieszył i skakałam za nim na tej jednej jedynej nodze, aż w końcu jak zwolnił w biegu zrównałam się z nim i wskoczyłam. :D długo nie zapomnę, hahaha.
ołjć ja nie pamiętam ile to było razy ale pierwszy raz jak klusowalam na oklep to spadlam chyba 4 razy na jednej jezdzie :P pozniej rok temu spadlam z galopu i mialam pekniete zebro hmm pomyslmy a!i najlepsze ze stój spadłam :D bo chcialam oddac cos takiemu facetowi i on mial zbieraczke do kup no i paw sie wystraszyl i zlecialam w blotko:d
Nie będe wypisywał o elementach kaskaderki bo one są robione celowo,wiec ich nie liczę.1) Miałem 14 lat tydzień przed świętami Bożego Narodzenia dostałem kobyłkę ktora od 3 miesięcy nie chodziła nie umiałem galopować. I starałem się żeby mi nie skracała zakrętów traciła odległość do poprzednika i w galop za pierwszym razem się utrzymałem za drugim miałem desant. I pamiętam że byłem na koniu później obok potem pod aż w końcu za i mi noga została to se podjechałem parę metrów. Byłem na tyle przytomny że wymachnąwszy się zostałem z koniem. Byłem w szoku.2)Mój drugi upadek był bardzo śmieszny bo w kłusie na oklep kiedy to ślimak poprostu stanął a ja się zsunąłem na i wylądowałem na plecach.3)Przyczyną tego upadku była dziewczyna. Ambitna postanowiła zrobić mi lekcje zgodziłem się w jednym rogu ujeżdżalni było ślisko koń o tym wiedział i ja ona zlekceważyła ten lód. Kazała mi puścić wodze i galopować na co koń dał swoją odpowiedź: takiego barana że mnie w górę wyrzuciło i wyladowałem centralnie na plerach waląc jeszcze głową o lód (całe szczęście że miałem kask)4)To najbardziej kontuzyjny upadek kolezanka mnie podpusciła żebym usiadł na źrebaka którego ujeżdżała na oklep na czas prowadzenia go z pastwiska do stajni. Ja na to przystałem. Chwyciłem go za grzywę, zarzuciłem po kawaleryjsku nogą a ten barana ona dziada puściła a ja głową w pole zaorane a lewymi żebrami na kamień pokaźny. Ona cała przerażona pyta się mnie czy nic mi nie jest, a ja próbując złapać oddech mówię że nie. Okazało się że mam pęknięte żebro ale po tygodniu było git.5)Ten sam koń opisywany w 4 tylko że pod siodłem i na kuligu (w tą niedzielę).Był już gotowy do jazdy no to ja żeby mu spuścić powietrze podprowadziłem bliżej ludzi bawiących się przy ognisku (każda okazja dobra do treningu) pozbierałem go wsadziłem nogę w strzemię i bum na ziemię się poślizgnąłem. Drugie podejście było bardziej ciekawsze. Byłem już na strzemieniu i chciałem przerzucić nogę gdy mości książę przeszedł w kłus po czym w galop więc ja się złapałem przedniego łęku jak to nakazuje dżygitówka i patrzę że mi siodło się pomału przekręca no to się puściłem wylądowałem na lewym pośladku i dobiłem głową(nie miałem kasku) Chłopak walną jeszcze dwa dzikie barany jak byk na rodeo i stanął. Wstałem złapałem gościa wsiadłem już bez problemów. Chodził początkowo przestraszony ale wiem że się przestraszył ludzi przy ognisku. Ale nie powiem było fajnie.:)Pozdrawiam wszystkich którzy lubią spadać z koni
Ooooj. ja chyba nie zliczę <lol2>było ich może hm.. z 10 jakoś tak większosć przy skokach ;pmoim jedym z pierwszych upadków był upadek z Niespodzianki w Amigo, moje pierwsze skoki, miałam chyba wtedy 10 lat i nie jeździłam jeszcze zbyt dobrze xdRaz miałam sławny upadek x2 w błoto ;p i byłam chyba z pół roku z tego sławna <lol2>Na klaczce Liwi jechałam parkur chyba przeszkody były 1m, niektóre troche mniej, ale parkur jak zawsze troche skomplikowany xdI najeżdżam na pierwszą przeszkode i myśłałam że bedzie normalny najazd jak zawsze, a ty nagle wjeżdżam w chyba 50cm błoto, koń zaczyna sie zapadac, galop strasznie wtedy niewygodny i wybijający xd Liwia wyciaga robi wielkie susy i na dodatek było strasznie ciemno i nie wymiezryłam odległości do przeszkody i... nie zrobiłam w odpowiednim momecie półsiadu xd.Gleba. w 40cm błoto, haha! wyglądałam jak jakiś potwór błotny xd Jak sie troche umyłam wsiadam, jade dalej jeden skok, miałam już odmrożone ręce i nogi, i byłam cała przemoczona w rekamiwczkach instruktora <lol2> i drugi upadek haha! wsiadam -,- jade dalej no i już do końca parkuru nie spadłam xdNie będę opisywać wszystkich upadków bo ich jest troche duzo ;pale w skrócie spadłam z:Alanka 1 razBajki jeden razKrecika jeden razLiwi 2 razy, opisałam xdDiomedy raz, na parkurzeCzesi bo jak siadałam zaczeła galopować xddalej nie pamietam ;p pewnie było jeszcze kilka
NO ja parę razy spadłam no tak pieszy raz była to podajże na 5-6 jedzie albo jakoś tak.Na oklep przy wsiadaniu na na spokojniejszego konia w stajni dziewczynę mnie i wsiadłam na zad noi koni ruszył i strzelił mi baran i ja spadłam na drąga ale baranek mały był przynajmniej.No i chodziłby ostnije na wyżom kopertkę nie wiem ile miała no strzemię mi wypadło popręg był zadurzy bo mi się nie chciało wymieniać i siodło się przechyliło i za grzywę i jadę no i ostatecznie nie udało mi się wspiąć na konia nie patrzył na inę konie galopował z przerażenia ale nie długo.Pare inych też było :)
1. Pierwszy raz miałam jeździć sama, bez lonży. To był arab - Optyk. Ja miałam wtedy 8 lat i nogi nie sięgały mi nawet do końca siodła XD. Stałam i czekałam, aż Natalia, przyniesie mi jakiś palcat, a że żadnego w pobliżu nie było to poszła złamać gałązkę, a pchłochliwy Optyk się spłoszył i gleblam. xD
2.Z kucyka szetlandzkiego. Jeździłam na oklep, kłusowaliśmy, a ja się chciałam poprawić i spadłam. haha.
3.Znowu z kucyka szetlandzkiego.Uczyłam się wtedy galopować, to miała być moja druga jazda z galopem. Najeżdżaliśmy na taką trochę podwyższoną belkę, a on skoczył i zaczął galopować, wjeżdżając w zad innemu koniu no i spadłam. ;D
4.Następny z kucyka heh. Kucyk mi w galopie zaczął brykać, brykać, brykać a ja jechałam w półsiadzie, spadłam na szyję, coraz bardziej do przyrzodu, próbowałam się podnieść, ale głowę miałam już prawie przy ziemi, można powiedzieć, że leżałam na jego głowie. haha. No i spadłam na bok, a zasówak od kamizelki zachaczył się wcześniej o grzywę konia i tak się trochę ciągłąm po ziemi. xD
5.Z tego samego kucyka, co powyżej - Wicherka. Też galop. Baran w lewo, w prawo, jeszcze jeden a potem nie wiem co zrobił, ale było to coś dziwnego. ^ gleeba. Potem miałam mroczki przed oczami i byłam cała blada, ale to pewnie dlatego, że w ten dzień nic nie jadłam i było okropnie gorąco. ;)
6. Galopowaliśmy sobie, na ujeżdżalni była wydeptana ścieżka, a w środku trawa, akurat było po deszczu, trawa śliska...Lady się poślizgnęła, wyrzuciło mnie z siodła, ona też się przewróciła i skończyłam leżąc pod koniem, szybko się wygrzebałam, tylko że bryczesy całe zielone miałam, ale nic się nie stało. Potem wsiadłam z powrotem i do końca jazdy taaaaki zaaaciesz na twarzy ;DD
Ja jak do tej pory (na szczęście) :) zleciałam tylko raz z hucułka o imieniu Berg kiedy uczyłam się galopować. Tak skupiłam się, żeby utrzymać się w siodle, że zapomniałam dodać łydek :) Koń stanął a ja poleciałam przez jego głowę :):)
hmmm ja spdalam z 8 razy a moze 9 xP
pamietam ze 3 razy spadlam z Karmela ( konik rzadko jezdzony ) urwis w galopie niespodziewanie strzlal barankia ja galop zaczynalam wiec nie utrzymalam sie a 3 raz zniego na ostrym zakrecie poprostu mnie przechylilo xP 4 raz z "prawie" stojacego koni poniewaz klacz bala sie bata a to bylo mna lozny jeszcze wiec gdy juz stepowalysmy to ona zobaczyla bat i fuuu do przodu . Nastepny raz to byl w terenie mlody konik potknal sie i polozyl na kolana a ja wyladowalam przed nia i jeszcze kiedys spadlam z galopu bez strzemion.... no a reszty nie pamietam ;)
Ja spadłam tylko 4 razy- Pierwszy upadek zaliczyłam przy moim piewszym skoku po przeszkodzie nie utrzymałam sie-Drugi był na koniu kolegi taty. Koń nie był za często jeżdzony ja nie miałam wtedy żadnego doświadczenia . Ja kłusuje on mi nagle w galop szybki i strzelił z 2 baranki a ja sie zsunełam z jego grzbietu:)-2 upadki zaliczyłam na jednej jeździe. Jewździłam wtedy na Hidalgo. Miał wtedy zły dzień i dawno nikt na nim nie jeździł. W najazdach na małego krzyżaczka on wyłamywał. Czasem sie utrzymałam w siodle, ale 2 razy gleba była. Raz prawie spadłam z kucyka Lucyfera . Wsiadłam na niego po oprowadzance miał strzemiona ale strasznie krutkie wiec jeździłam bez nich. Galopuje sobie a on nagle łeb do ziemi i baranki, a ja nawet nie miałam jak sie odcylić do tyłu. Ale sie złapałam za jego gęstą grzywe i sie utrzymałam cudem :)
ja mialabym o jeden upadek wiecej ale konik poszedl po rozum do glowy ;) w terenie prowazdilam zastep tzn. to byl rajd na orientacje konno i byla kloda to mysle przeskoczymy mialam zlozono palatke troche za duzo ale no dobra jezdiemy dalej troche dziwnie to wygladalao bo jechalam na kucu 140 kilka najazd ladny hoppp ii rzad barankow to nic ja na szyje konia palatka mi sie zaplatala i tak mysle czy zachce juz "dobic" mnie tymi barankami czy nie , a on tak madry stanal i czeka az sie popraiwe w siodle ;)
Ja z konia spadłam chyba z 3 razy;)Pierwszy raz jak miałam 5 lat i koń był ode mnie pięć razy większy. A drugi raz spadłam z Wicherka w Amigo.A co do Oli to pamiętam tę glebę na obozie. A później jakby nic się nie stało Ola taki zaciesz na twarzy miała.
ja zaliczyłam swój pierwszy upadek w te ferie. :P to był drugi dzień obozu.pojechaliśmy sobie w teren. jedziemy drugą. samochody jak nas mijały to zwalniały i wgl. :) nagle z naprzeciwka jedzie traktor. i facet zamiast się zatrzymać to ejcahł dalej. konie wszystkei się spłoszyły. mi koń zjechał w drogi i wskoczył w metrową zaspę, a za zaspą był rów. koń zaczął mi się potykać. zgubiłam jedno strzemię i dalej się potoczyło. zleciałam w śnieg. :)drugi mój upadek byl tego samego dnia. już wracaliśmy z tereny i wyprzedzał nas samochód z plandeką. ja jechałam druga. znów wałaszek mi się spłoszył i było to samo co za pierwszym razem. tylko już wtedy nie wiedziałam co się dzieje. widziałam tylko kopyta Maga nad swoją głową. :)a jak wyszłam z tego śniegu to instruktor się zapytał kto tam pobiegł. okazało się, ze to Magda (taka instruktorka) klacz na którym jechała bała się szeleszczących zamochodów i uciakała przed tym samochodem.
Ja zaliczyłam jak narazie tylką 1 glębę chociaż jeżdżę już 4 lata. Mam jakieś głupie szczęście do tego żeby nie spadać xD. Ale moja gleba była trochę głupia xD bo pisałam sobie SMS do koleżanki kiedy koń który grzecznie stał odskoczył na bok a ja wylądowałam na piachu xD
ja spadlam z konia dosyc dziwnie ;)moj pierwszy upadek byl strasznie smieszny ;P
jechalam w galopie bez strzemion i wtedy mialam skoczyc pierwszy raz w gadopie no i skoczylam ale sie zachwialam i spadlam dopiero wtedy gdy kon sie zatrzymal :D:D
hahahah
ja spadłam bardzo dużo razy więc opiszę te ciekawsze. na obozie spadłam 3 razy.1. galopowałam i miałam najechać na przeszkodę, ale się nie wyrobiłam i razem z koniem poleciałam.2. jechałam na kucyku- Veci. na pierwszym okrążeniu nie chciał wjechać na ścianę, więc przycisnęłam mocniej łydkę. siodło było takie małe że ledwo się mieściłam. zanim się zorientowałam zrobiła takiego barana że przeleciałam jej przez szyję i upadłam na daszek od toczka. miałam tam siniaka jeszcze przez tydzień :(.3. na hali nanieśli śnieg i poukładali go w takie małe górki, " żeby się nie kurzyło" w pewnym momencie koń mi się spłoszył i zaczął galopowac i skakac przez ten śnieg. chciałam nią skręcic, al nagle niewiem jak znalazłam się pod nią. noga zaplątała mi się w strzemię i przegalopowałam tak pod nią parę kroków. nieźle mnie posiniaczyła. a najfajniejsze że na tym samym koniu jeździłam wcześniej na pasie do lonżowania i było wszystko fajnie. jak tylko założyłam siodło to zleciałam :/.
a ja dzisiaj spadłam. :P miałam lekcję na oklep i było wszystko super. nawet galopowałam. :P no i nawet jak galopowałam to nie spadłam. no i instruktor kazał mi w stępie "obrócić się w siodle" bez siodła.:p no i ja się przekręcam i w pewnym momencie łubudu. :P troszkę za mocno nogą machnęłam. :P ale spadłam na nogi. :P
Upadków miałam 8.1. Mój pierwszy upadek zaliczyłam po przeszkodzie, gdy skręcałam w lewo, a konik stwierdził, że pojedzie w prawo ;) 2. Podczas bryków pewnej wielkiej klaczy ;) 3. W galopie jakoś straciłam równowagę. 4. Wybiło mnie w skoku. 5. Przed przeszkodą klaczka się zatrzymała i przeskoczyłam przeszkodę sama ;) 6. Spadłam na drąg przy skoku. 7. Folblut potraktował przeszkodę jako blok startowy i poleciał cwałem na płot, nie dało się nim skręcać. Już byłam przygotowana na skok przez płot, gdy nagle ostro zakręcił w miejscu ;p 8. To było całkiem niedawno, do teraz mam siniaka. Pierwszy upadek z mojego Gordona dość śmieszny. Rozstępowywałam go i miałam zamiar podpiąć popręg, gdy ten odskoczył i bryknął, a siodło zsunęło się na bok. No i ja wraz z nim, tyle, że na ziemię ;p
ja spadłam z 4 razy:1. miałam 6 lat i byłam na obozie na którym można było wykupić konie. mieli tam z tego co pamiętam dziwne zwyczaje ,między innymi aby zapobiedz gryzieniu przez konie drewnianych belek, podłączyli drut pod napięciem. kiedy jakaś dziewczyna regulowała mi strzemiona koń to ugryzł, i zaczął brykać. utrzymałam się przez 5 kopnięć z obu nóg w przód i w tył latając z uszu na zad ,aż w końcu spadłam:)2.jechałam koń się wystraszył bo ktoś wszedł na chale i odskoczył a ja na ziemię3.próbowałam zagalopować koń się potknął i odskoczył a ja tak jakby zostałam w miejscu:)4.jechałam i koń zaczął galopować a ja wtedy dopiero na ląży przestałam jeździć i gleba<hehe>
Ja zaliczyłam 2 upadki:-pierwszy raz na jeździe "zapoznawczej" na obozie. Pamiętam, że nie przytrzymałam konia i zagalopował za pierwszym koniem, później przeszedł do cwału. Na mój pech maneż nie była zbyt duży, więc na płocie koń gwałtownie skręcił, a ja poleciałam w bok.-Drugi raz nie było źle! Cwałowaliśmy w terenie po łące, kiedy Donia (koń na którym jeździłam) spłoszył się. Wisiałam na koniu bez strzemion, ale z wodzami w dłoniach. Doprowadziłam ją do stępa i zsunęłam się na nogi, więc to chyba nie był upadek ;)
Moje przygody z upadkami.. było ich w sumie 5 ; )1. Kiedyś jak tylko kłusowałam konik wolał pogalopować a ja ledwo się w siodle trzymałam ;P2. Duuzy Wałaszek przestraszył się czegoś na placu i gwałtownie skręcił w wyniku czego posiedziałam na miękkim podłożu :>3.Pewien uparty koniur po serii baranków na koniec się potknął i zrzucił mnie przez szyje. Z tego co słyszałam wyglądało to dość efektownie ;D4.Upadek z wysokiej klaczy z temperamentem w niespodziewanym momencie (A wcześniej zrzuciła moja koleżankę po czym wsiadłam ja - na jedna stronę ok a w drugiej nawet się nie zorientowałam kiedy siedziałam na glebie ;d) :) 5.Upadek po szeregu, ponieważ dzieci pobiegały sobie z dosyć dziwna folią ;D I to był mój najbardziej urazowy upadek.
Ja opowiem mój najdrastyczniejszy upadek:Jeździłam na koniu po otwartej przestrzni (na łące) bez ogrodzenia. Na pewnej lekcji pani powiedziała że będzie galop bez strzemion. Zrobiłam z 2 kółka i chciałam zatrzymać konia a wtedy nie byłam jeszcze aż tak doświadczona i zamiast odchylic się do tyłu i lekko pociągnąć za wodze to ja zrobiłam półsiad i dodałam łytke. No i był upadek z szybkiego galopu (naszczęsicie na siano)
heh:PJa zlecialam narazie tylko raz,To była 2 lekcja galopu, a pierwsza na jutrzence(ona strasznie wybija i ma chumorki)w kłusie mi do stajni skręcała ale jakoś nad nią zapanowałam, potem galopjedno okrążenie w miare ok, jak robiłam 2 okrążenie to zaczela galopem (dość szybkim nawet ja na nią) do stajni biec az tu nagle wspanialy piesek wyskoczył jej pod nogi no i ledwo co sie zatrzymala, a ja zleciałam w błoto:PJeszcze pamietam ze jak mialam pierwszą lekcje skokow ( w kłusie) skoczyłam 2 razy i bylo super, przed przeszkodą byly drągi i trenerka ustawila je w wiekszych odstepach i od ostatniego draga do przeszkody byl spory odstep, jade na przeszkode i licze sobie w myslach :"łydka łydka łydka" i jeszcze 1 drąg został a tej sie juz nie chcialo i skoczyla sobie odrazu, noga ze strzemienia mi wypadła, gdyby po skoku nie przeszla spowrotem do klusa to bym zleciala na przeszkode stojącą obok
Ja spadłam 7 razy:1.Klacz ze mną stanęła dęba i wywinęła ze mną "dacha" 2.Gdy uczyłam się galopować, koń z galopu ustań do "stój"3.Przy krzywym najeździe na przeszkodę, klacz się wybiła, a w ostatnim momencie odbiła w lewo, gdzie ja spadłam na stojak i wisiałam na łyżce :P4.Koń mi zrobił stójkę nad przeszkodą, biorąc szyjkę na dół i zjechałam z niej ładnie jak z ślizgawki :)5.Razem z koniem wpadłam w poślizg w zakręcie i wywinęłyśmy razem orła6.Skacząc przeszkodę (pijany okser) klaczy zaplątały się nogi w drągu i znowu wywinęłyśmy razem orła, znowu leżąc razem na ziemi :D7.Koń mi wyłamał przeszkodę po czym oddał serię bryków ;)Gdzieś po drodze jest jeszcze jeden upadek, którego w sumie do nich nie zaliczam skacząc przeszkodę nie pod pasowały nam fule, wpadłyśmy z klaczą w przeszkodę, ja straciłam równowagę i zeskoczyłam na ziemię i biegłam obok niej ;P
ja spadłam już 3 razy:P tzn: 1 spadłam z kucyka bo siodło nie było dobrze zaciśnięte i kuc się schylił i ja razem z siodłem przeleciałam mu przez szyje(w galopie;P) 2.upadek...po prostu położyłam się na koniu na olkep(na pastwisku jak koń się pasł) a ten próbując cóś zjeść schylił się i BuM.! poleciałam:P A 3 raz był już poważny(prawie se rękę złamałam:/)... a zaczeło się tak...: ja jezdziłam sobie na czworoboku i obok nas jezdził jakis gościu z koniem a kiedy oni wjechali za górkę i Bajka(koń na którym jezdziłam) przestała go widzieć to zaczęła wierzgać i odstawiać rodeo:/ po długim usiłowaniu zepchniecia mnie udało jej się.. ja leżałam na przeszkodzie i nie mogłam wstać a ona pobiegła za tym koniśkiem... no ale przynajmniej sie nie wystraszyłam i pytałam cały czas: "a jak złapiecie Bajkę to będę mogła na niej jeszcze pojezdzić??:)" a odpowiedziami było :"Tak ale później. Teraz pojezdzisz na Elizie a ja polążuje Bajkę..:)" to tyle.!:PP
W ciągu swojej 11-letniej przygody z końmi spadłam drugi raz. Dziś mi się to przydarzyło na przejażdżce w lesie. Pojechałam z moją nową klaczką (znamy się dopiero dwa tygodnie) poskakać przez przeszkody w lesie, są tam takie polanki na których są poukładane zwalone drzewa. Lubimy je sobie przeskakiwać. Po nie wiem którym razie jak klacz skoczyła to wybiła wyżej niż zwykle (może te drzewo było wyżej niż inne;) a ja do tego skoku byłam zbyt nisko pochylona - nie oceniłam ani wysokości przeszkody, ani się nie przygotowałam na ten skok, wstyd normalnie. No i spadłam tuż obok mojej klaczy. Nie wiedziałam jak ona się zachowa i czy mi ucieknie, a ona.. ..podeszła do mnie i mnie pyskiem szturchnęła, jakby mi chciała powiedzieć "wstawaj nie udawaj". Nic mi się nie stało, choć byłam wystraszona tego upadku niesamowicie. A moja Ronka przyjęła to z największym spokojem i czekała aż wsiądę i dalej chciała jeździć, galopować i cwałować. Łzy mi się w oczach pojawiały jak pomyślałam o tym, że koń na mnie tam w lesie zaczekał i popychał pyskiem bym wstała... ;) Jestem jej wdzięczna i od teraz jej ufam. Oby ona mi też tak ufała..
opisujcie swoje upadki Ja do tej pory zaliczyłam ich 8. Moja pierwsza gleba była gdy miałam 5 lat. Na lonży wykonywałam jakieś ćwiczenie i zsunęłam się z siodła. Najgorsze moje upadki to: 1. gdy przejeżdżaliśmy pod mostem kolejowym i nadjechał ekspres spadłam i straciłam przytomność. Potem w ogóle nie pamiętałam tego dnia. 2. Po dłuższej przerwie pojechałam w teren na dopiero co zajeżdżonym koniu. Na łące taki gościu chciał zagalopować z instruktorem a ja z koleżanką miałyśmy kłusować za nimi... Miałam plejadę baranków po czym zleciałam. Przez 2 miesiące miałam nogę w szynie! 3. Po kolejnej przerwie!!! Pojechałam w teren bo na ujeżdżalni mi już super szło, na spokojny galop. Konie od 3 mies. nie były w terenie Kiedy wjechaliśmy na łąkę i zaczęliśmy dookoła śmigać klacz na której jechałam(folblut), była niewybiegana (bo każdy bał się na niej jeździć), pełna energii tak ścinała zakręty, że nie było mowy, żebym się utrzymała. Gleba na trawe z chwastami. Byłam cała podrapana i to chyba tyle. Teraz czekam na wasze relacje;)
Oooo ja już zaliczyłam 8 upadków . 1. Miałam wtedy 10 lat, spadłam na hali, koń mi się spłoszył i buuum. Trochę bolało. 2. Spadłam 3 razy na jednej jeździe -_- Jeździłam na oklep i spadłam przez moje krótkie nogi :PP 3. 3 razy ale to nie po rząd z takiego Hermesa, raz miałam całą twarz posiniaczoną ;(( 4. Potem z takiej Gracji po przeszkodzie. Pozdrawiam !! :*
Ja zaliczyłam tylko 2 upadki: pierwszy zaliczyłam zsiadając kiedyś pojeździe,nie będę opisywać jak bo mnie wyśmiejecie.Drugi zaliczyłam zatrzymując konia z kłusa, no więc:pociągnęłam za wodze a jeszcze nieświadomie dodałam łydkę,najpierw spadłam koniowi na szyję,potem zsunęłam się na maneż.Pierwszy upadek zaliczyłam z Wielokropka,a drugi z Bursztyna(nie za bardzo go lubię no ale musiałam na niego wsiąść)
1. Moje pierwsza jazda na koniu. Był to hucuł Otryt z którego się zsunełam na pokrzywy. Ała to bolało! Jazda była na oklep. 2. W Koninie pod poznaniem z leciałam z Pianoli. Działo to sie w spokojniutkim kłusiku. No (Uwaga śmieszne!!) 3. także w Koninie i też z Pianoli. No i wsiadałam na nią ze schodków. No i się ni odbiłam i przywaliłam placami w krawędź ławki. (Na szczęsie miałam kamizelkę ochronną) Skończyło się w karetce. Ale lekarz stwierdził że nic mi nie jest. 4. Następny upadek był jak zaczynałam jeździć w KJ Połoniny. To na lonzy miałam dosiad damski i sie zsunełam. To był najlżśejszy upadek w moim życiu. 5. Na lonży miałam pierwsza próbę galopu. No i się nie utrzymałam w siodle i byłam gleba. Trochę mi krwawiło z kolana. 6. To było na początku tego roku. pojechaliśmy w teren no i kłusowaliśmy po takiej łące. No i my skakaliśmy taki rowek, którego nie widziałam. No i wyleciałam na szyję, a Afera zaczęła galopowac i jak ona zachamowała to wylądowałam na ziemi. Na dodatek nie miałam zaciągniętego popręgu. 7. Ostatnio w terenie wjechałam w gałęzie i one mnie zsunęły z siądła na zięmię. Na dodate obdarłam sobie powiekę i policzek. Wyglądałam jak by ktoś mi przywalił.
Klaudia zapomniałaś że jeszcze z Tupka po przeszkodzie zleciałaś prze to jego siodło :P
ja zleciałm raz naszczęście :Pz takiego kucyka Tupka w kłusie po cavatetti ścioł mi zakręt a ja sie zagapilam i sie z niego zsunełam :Pto było jakiś 1 rok temu tak to nie zaliczylam jakiejś mocnej gleby :PP ale ostatnio w terenie koń który jechał przedemną machną ogonem i mój kon <na którym jechałam>sie przestraszył i odskoczył i ja wyleciałm z siodła ale spowrotem do niego wpadłam :Pi raz podczas galopu na wolcie koń na którym jechałam chciał iśc do koni które jeździly na reszcie ujeźdzalni i nagle mi zwiał i wylecialam z siodła i siedziałam mu na szyi <ale nie spadłam> xDwow ale sie rozpisałam :D
Aaaaa no tak :) Jeszcze z Tuptusia po przeszkodzie xD Ale nie bolało :P
Ja zawsze spadam jak zsiadam:PP
ja nie pamietam wszystkich moich upadkow:) ale na moim koniku emilu ostatnio zlecialam jak cos mi strzelilo do glowy i chcialam skoczyc (na szczescie tylko 50cm) na oklep i po damsku:):):) jestem troche walnieta..... no i skonczylo sie na ziemi...:) ale emilek od razu stanal jak wryty i strrrasznie sie przerazil co ja robie:)
ja tez nie pamietam ile razy spadlam, ale ostatni raz po ok. 3 letniej przerwie w spadaniu mial, miejsce 3-4 tyg temu. jezdzilam na Edarce. spadalam wczesnie po przy pierwsyzm zagalopowaniu, Edzia zaczela brykac pierwsze 3 kozly przetrwalam, ale na 4 poleglam xD przelecialam jej przez szyje niestety na reke ;/ cholernie bolala... pozniej jazda juz byla dziwna ;/ skoczylam pare razy malutka stacjonatke 70 cm i reszta treningu to bylo leciutkie ujezdzenie, lubie moment loty xD najgorzj jak juz sie zleci na ziemie xD jak bylam mala spadlam i tak sie przerazilam, ze przez miesiac nie galopowalam i instruktor musial kolo mnie biegac xD pamietam jak zapinam mi popreg (ja juz siedzialam na kucyku) i Danio zaczal ruszac glowa, a Ada zaczela krzyczec "Panie Andrzeju! On glowa rusza!" xD
Z 10 by się uzbierało. Najpoważniejszy podczas galopu 2 lata temu, po wielu barankach spadłam i złamałam kostkę. Po oddaniu z zadu kiedyś spadłam i przez chwile nie mogłam oddechu złapać. Poza tym było na przeszkodzie, po przeszkodzie, w terenie, na parkurze, w galopie, kłusie, a nawet w stępie ;] A ostatni upadek to jakiś rok temu.
ja już się dużo naspadałem z konia w swoim życiu, szczególnie przy pracy z młodymi końmi albo surowymi i jak zaczynałem jeździć konną. Powiem szczerze po 40 upadku przestałem liczyć. Ale najciekawszy był upadek z konia który miał 178 cm w kłębie i zafundował mi soczystego barana, zaliczyłem wtedy salto w powitrzu i w efekcie upadek na ziemie:)
ja ostatnio zpieprzylam sie z mojego koniucha bo jezdzilam na otwartej przestrzeni na oklep i bez uzdy(na sznurku na szyi) niestety to bylo po dlugiej przerwie emila bo bylam na swietach w warszawie i byl n i e w y c h o d z o n y (to malo powiedziane) i jadąc galopem w dol i probujac zmienic nozke emilek nie mial zamiaru wykonac polecenia i jeszcze byl nabuchany, bardzo chcial pobiegac....... no i poniosl mnie a chyba zepsul mu sie hamulec bo nie respektowal kolanek i odchylania sie do tylu, a nawet ciagniecia za szyje ale w koncu sie zatrzymal i wrocil do oskara cwalem w dol i brykajac(a ma ok 175) a ja glebnelam tak ze az mnie zatkalo(bo oczywiscie na plery) nie wiem nawet czemu sie nie zatrzymal chociaz zawsze stoi po zwaleniu mnie i ,,przeprasza"............ bylam na niego tak wsciekla........ i oczywiscie nie dal sie zlapac i musialam isc do domu na nogach za oskarem:):):):):):) fajnie bylo!!!!! Lubię czasem sobie spaść i mieć świadomość że był hardcor
1.) Nie umiałam w ogóle galopować. W stajni, gdzie uczyłam się jeździc instruktor zostawiał jeźdźca i szedł do domu, czasem trochę bardziej zaawansowane dziewczyny poprawiały i pilnowały jeźdźca. Tak było w moim przypadku - pewne trzy starsze dziewczyny postanowiły dać mi pierwszą lekcje galopu na Arii (którą opiszę w 3 punkcie). było ok, po paru kółkach znów kłus. Nogi ze strzemion wyjęłam i sobie kłusowałam w ćwiczebnym, a ona nagle zaczeła galopować! Nie szybko ani nic, roboczym galopem, ale mimo wszystko ja w galopie jeszcze nie miałam w ogóle równoagi i zsunełam się na ziemię. rozpłakałam się, a biedne Helena, Despina i Gabrysia zamartwiały się czy nic mi się nie stało. :D Oczywiście nic nie było, panikowałam. 2.) Jak uczyłam się galopować, znaczy niby już łapałam mniej-więcej, ale słabo się trzymałam i czułam niepewnie. Orlik miał okres że co jakiś czas w galopie machał mocno głową i ja na ujeżdżalni akurat byłam w półsiadzie i machnął, a ja zrobiłam fikołka w powietrzu i wylądowałam przed nim. Od razu się zatrzymał taki zdziwiony i stał nade mną i patrzył. Wsiadłam znowu (nic mnie nie bolało i w ogóle) i od tamtej pory już głową nie macha. :) 3.) Była w stajni taka gruba arabohucułka Aria - przeznaczona do hipoterapii, więc spasiona. Moja przyjaciółka, Hania, zdjęła po jeździe na niej siodło i wskoczyłyśmy we dwie na oklep. W toczkach, kamizelkach, wszystko okey. Jak miałyśmy schodzić zdjęłyśmy toczki itd. i "jeszcze jedno kółko stępem". Kiedy kończyłysmy je nagle Aria się spłoszyła i zagalopowała. Ja czułam, że z tyłu 9byłam druga) trace równowagę i lecę na bok, odruchowo złapałam Hanię za ramiona i pociągnęłam ją za sobą. Runęłyśmy obydwie na prawo. ;D Troszkę tylko biodro mnie bolało, ale zaczęłyśmy się tak smiać... xD Aria poleciała do stajni, ja wstałam i ze śmiechem zaczęłam ja gonić, a Hanka tak się turlała (ze śmiechu), że nie dała rady też gonić konia. :D 4.) Na obozie w Zbrosławicach dostałam Tornada, młodego konia, który długo nie chodził, bo był po kontuzji. Młody wiek + przerwa w jeździe nie wróżą niczego dobrego. :D Przez całą jazdą mocno wyrywał do przodu, ale poza tym było naprawdę przecudowny - swietne chody, miękki w pysku, dobrze reagował na łydki i w ogóle. Jednak kiedy przyszedł czas na galop to nie było tak kolorowo. Przy KAŻDYM zagalopowaniu (z początku zastępu galopowało się na koniec) TAK się wyrywał, jak nigdy. Jakby się spłoszył nie wiadomo czego, naprawdę wypruwał. I raz jak już doganiałam ostatnią osobę i kończyłam galop strzelił mi z zadu takiego baranka - wyleciała ponad metr w powietrze i zleciałam troszkę na prawo, w rezultacie przeleciałam bokiem po żywopłocie aż w końcu upadłam plecami na metalową rurę położoną przy owym żywopłocie. Auć. ;P Nic powaznego się nie stało, ale byłam bardzo obolała. Wsiadłam na Torniaka z powrotem i jeździłam dalej, tyle że ostrożniej. 5.) Znów obóz jeździecki w Zbrosach. Dostałam Lolka, gwiazdę stajni - kasztanowatego szetlandzika, najmniejszego konia jakiego widziałam w zyciu na żywo. W kłębie miał mniej niż metr.Kłus na nim był niesamowity - takie tempo, że czułam tylko jak dwa razy na sekundę mnie coś wyrzuca tak lekko, ale to było swietne uczucie. ;D Tyle że (jak mi powiedzieli po jeździe) na Lolku nie warto robić wolt, a ja podczas rozgrzewki robiłam je często. To odpłaciło się tym, że podczas kłusa w zastępie Lolek bez ostrzeżenia skręcał nagle w lewo, wypruwał przyspieszonym kłusem, przez co mnóstwo osób traciło równowage i spadało. Ja jednak tylko przechyliłam się na prawo i spadłam na jedną nogę (kuc był tak niski, że nie było potrzeby zdejmowania drugiej xD). On jeszcze bardziej przyspieszył i skakałam za nim na tej jednej jedynej nodze, aż w końcu jak zwolnił w biegu zrównałam się z nim i wskoczyłam. :D długo nie zapomnę, hahaha.
ołjć ja nie pamiętam ile to było razy ale pierwszy raz jak klusowalam na oklep to spadlam chyba 4 razy na jednej jezdzie :P pozniej rok temu spadlam z galopu i mialam pekniete zebro hmm pomyslmy a!i najlepsze ze stój spadłam :D bo chcialam oddac cos takiemu facetowi i on mial zbieraczke do kup no i paw sie wystraszyl i zlecialam w blotko:d
Nie będe wypisywał o elementach kaskaderki bo one są robione celowo,wiec ich nie liczę.1) Miałem 14 lat tydzień przed świętami Bożego Narodzenia dostałem kobyłkę ktora od 3 miesięcy nie chodziła nie umiałem galopować. I starałem się żeby mi nie skracała zakrętów traciła odległość do poprzednika i w galop za pierwszym razem się utrzymałem za drugim miałem desant. I pamiętam że byłem na koniu później obok potem pod aż w końcu za i mi noga została to se podjechałem parę metrów. Byłem na tyle przytomny że wymachnąwszy się zostałem z koniem. Byłem w szoku.2)Mój drugi upadek był bardzo śmieszny bo w kłusie na oklep kiedy to ślimak poprostu stanął a ja się zsunąłem na i wylądowałem na plecach.3)Przyczyną tego upadku była dziewczyna. Ambitna postanowiła zrobić mi lekcje zgodziłem się w jednym rogu ujeżdżalni było ślisko koń o tym wiedział i ja ona zlekceważyła ten lód. Kazała mi puścić wodze i galopować na co koń dał swoją odpowiedź: takiego barana że mnie w górę wyrzuciło i wyladowałem centralnie na plerach waląc jeszcze głową o lód (całe szczęście że miałem kask)4)To najbardziej kontuzyjny upadek kolezanka mnie podpusciła żebym usiadł na źrebaka którego ujeżdżała na oklep na czas prowadzenia go z pastwiska do stajni. Ja na to przystałem. Chwyciłem go za grzywę, zarzuciłem po kawaleryjsku nogą a ten barana ona dziada puściła a ja głową w pole zaorane a lewymi żebrami na kamień pokaźny. Ona cała przerażona pyta się mnie czy nic mi nie jest, a ja próbując złapać oddech mówię że nie. Okazało się że mam pęknięte żebro ale po tygodniu było git.5)Ten sam koń opisywany w 4 tylko że pod siodłem i na kuligu (w tą niedzielę).Był już gotowy do jazdy no to ja żeby mu spuścić powietrze podprowadziłem bliżej ludzi bawiących się przy ognisku (każda okazja dobra do treningu) pozbierałem go wsadziłem nogę w strzemię i bum na ziemię się poślizgnąłem. Drugie podejście było bardziej ciekawsze. Byłem już na strzemieniu i chciałem przerzucić nogę gdy mości książę przeszedł w kłus po czym w galop więc ja się złapałem przedniego łęku jak to nakazuje dżygitówka i patrzę że mi siodło się pomału przekręca no to się puściłem wylądowałem na lewym pośladku i dobiłem głową(nie miałem kasku) Chłopak walną jeszcze dwa dzikie barany jak byk na rodeo i stanął. Wstałem złapałem gościa wsiadłem już bez problemów. Chodził początkowo przestraszony ale wiem że się przestraszył ludzi przy ognisku. Ale nie powiem było fajnie.:)Pozdrawiam wszystkich którzy lubią spadać z koni
Ooooj. ja chyba nie zliczę <lol2>było ich może hm.. z 10 jakoś tak większosć przy skokach ;pmoim jedym z pierwszych upadków był upadek z Niespodzianki w Amigo, moje pierwsze skoki, miałam chyba wtedy 10 lat i nie jeździłam jeszcze zbyt dobrze xdRaz miałam sławny upadek x2 w błoto ;p i byłam chyba z pół roku z tego sławna <lol2>Na klaczce Liwi jechałam parkur chyba przeszkody były 1m, niektóre troche mniej, ale parkur jak zawsze troche skomplikowany xdI najeżdżam na pierwszą przeszkode i myśłałam że bedzie normalny najazd jak zawsze, a ty nagle wjeżdżam w chyba 50cm błoto, koń zaczyna sie zapadac, galop strasznie wtedy niewygodny i wybijający xd Liwia wyciaga robi wielkie susy i na dodatek było strasznie ciemno i nie wymiezryłam odległości do przeszkody i... nie zrobiłam w odpowiednim momecie półsiadu xd.Gleba. w 40cm błoto, haha! wyglądałam jak jakiś potwór błotny xd Jak sie troche umyłam wsiadam, jade dalej jeden skok, miałam już odmrożone ręce i nogi, i byłam cała przemoczona w rekamiwczkach instruktora <lol2> i drugi upadek haha! wsiadam -,- jade dalej no i już do końca parkuru nie spadłam xdNie będę opisywać wszystkich upadków bo ich jest troche duzo ;pale w skrócie spadłam z:Alanka 1 razBajki jeden razKrecika jeden razLiwi 2 razy, opisałam xdDiomedy raz, na parkurzeCzesi bo jak siadałam zaczeła galopować xddalej nie pamietam ;p pewnie było jeszcze kilka
NO ja parę razy spadłam no tak pieszy raz była to podajże na 5-6 jedzie albo jakoś tak.Na oklep przy wsiadaniu na na spokojniejszego konia w stajni dziewczynę mnie i wsiadłam na zad noi koni ruszył i strzelił mi baran i ja spadłam na drąga ale baranek mały był przynajmniej.No i chodziłby ostnije na wyżom kopertkę nie wiem ile miała no strzemię mi wypadło popręg był zadurzy bo mi się nie chciało wymieniać i siodło się przechyliło i za grzywę i jadę no i ostatecznie nie udało mi się wspiąć na konia nie patrzył na inę konie galopował z przerażenia ale nie długo.Pare inych też było :)
1. Pierwszy raz miałam jeździć sama, bez lonży. To był arab - Optyk. Ja miałam wtedy 8 lat i nogi nie sięgały mi nawet do końca siodła XD. Stałam i czekałam, aż Natalia, przyniesie mi jakiś palcat, a że żadnego w pobliżu nie było to poszła złamać gałązkę, a pchłochliwy Optyk się spłoszył i gleblam. xD 2.Z kucyka szetlandzkiego. Jeździłam na oklep, kłusowaliśmy, a ja się chciałam poprawić i spadłam. haha. 3.Znowu z kucyka szetlandzkiego.Uczyłam się wtedy galopować, to miała być moja druga jazda z galopem. Najeżdżaliśmy na taką trochę podwyższoną belkę, a on skoczył i zaczął galopować, wjeżdżając w zad innemu koniu no i spadłam. ;D 4.Następny z kucyka heh. Kucyk mi w galopie zaczął brykać, brykać, brykać a ja jechałam w półsiadzie, spadłam na szyję, coraz bardziej do przyrzodu, próbowałam się podnieść, ale głowę miałam już prawie przy ziemi, można powiedzieć, że leżałam na jego głowie. haha. No i spadłam na bok, a zasówak od kamizelki zachaczył się wcześniej o grzywę konia i tak się trochę ciągłąm po ziemi. xD 5.Z tego samego kucyka, co powyżej - Wicherka. Też galop. Baran w lewo, w prawo, jeszcze jeden a potem nie wiem co zrobił, ale było to coś dziwnego. ^ gleeba. Potem miałam mroczki przed oczami i byłam cała blada, ale to pewnie dlatego, że w ten dzień nic nie jadłam i było okropnie gorąco. ;) 6. Galopowaliśmy sobie, na ujeżdżalni była wydeptana ścieżka, a w środku trawa, akurat było po deszczu, trawa śliska...Lady się poślizgnęła, wyrzuciło mnie z siodła, ona też się przewróciła i skończyłam leżąc pod koniem, szybko się wygrzebałam, tylko że bryczesy całe zielone miałam, ale nic się nie stało. Potem wsiadłam z powrotem i do końca jazdy taaaaki zaaaciesz na twarzy ;DD
ja we wtorek w terenie zaliczylam glebe z konia co ma 178cm wzrostu ale na śnieg to nie bolało gorsze bylo to ze musiałam ją gonic po łące xD
Ja spadłam tylko raz nie licząc siedzenia na szyi konia :) Było to w terenie. Spadlam wtedy z Capcia i on ... uciekł. Ale na szczęście wrócił : *
Ja jak do tej pory (na szczęście) :) zleciałam tylko raz z hucułka o imieniu Berg kiedy uczyłam się galopować. Tak skupiłam się, żeby utrzymać się w siodle, że zapomniałam dodać łydek :) Koń stanął a ja poleciałam przez jego głowę :):)
hmmm ja spdalam z 8 razy a moze 9 xP pamietam ze 3 razy spadlam z Karmela ( konik rzadko jezdzony ) urwis w galopie niespodziewanie strzlal barankia ja galop zaczynalam wiec nie utrzymalam sie a 3 raz zniego na ostrym zakrecie poprostu mnie przechylilo xP 4 raz z "prawie" stojacego koni poniewaz klacz bala sie bata a to bylo mna lozny jeszcze wiec gdy juz stepowalysmy to ona zobaczyla bat i fuuu do przodu . Nastepny raz to byl w terenie mlody konik potknal sie i polozyl na kolana a ja wyladowalam przed nia i jeszcze kiedys spadlam z galopu bez strzemion.... no a reszty nie pamietam ;)
Ja spadłam tylko 4 razy- Pierwszy upadek zaliczyłam przy moim piewszym skoku po przeszkodzie nie utrzymałam sie-Drugi był na koniu kolegi taty. Koń nie był za często jeżdzony ja nie miałam wtedy żadnego doświadczenia . Ja kłusuje on mi nagle w galop szybki i strzelił z 2 baranki a ja sie zsunełam z jego grzbietu:)-2 upadki zaliczyłam na jednej jeździe. Jewździłam wtedy na Hidalgo. Miał wtedy zły dzień i dawno nikt na nim nie jeździł. W najazdach na małego krzyżaczka on wyłamywał. Czasem sie utrzymałam w siodle, ale 2 razy gleba była. Raz prawie spadłam z kucyka Lucyfera . Wsiadłam na niego po oprowadzance miał strzemiona ale strasznie krutkie wiec jeździłam bez nich. Galopuje sobie a on nagle łeb do ziemi i baranki, a ja nawet nie miałam jak sie odcylić do tyłu. Ale sie złapałam za jego gęstą grzywe i sie utrzymałam cudem :)
Ja miałem tyle upadków, że już niepamiętam, ale żadnego poważnego więc nie ma o czym pisać hehe :> Pozdrawiam
ja jezdze na takich koniach na ktorych ciezko usiedziec dlugo......
ja mialabym o jeden upadek wiecej ale konik poszedl po rozum do glowy ;) w terenie prowazdilam zastep tzn. to byl rajd na orientacje konno i byla kloda to mysle przeskoczymy mialam zlozono palatke troche za duzo ale no dobra jezdiemy dalej troche dziwnie to wygladalao bo jechalam na kucu 140 kilka najazd ladny hoppp ii rzad barankow to nic ja na szyje konia palatka mi sie zaplatala i tak mysle czy zachce juz "dobic" mnie tymi barankami czy nie , a on tak madry stanal i czeka az sie popraiwe w siodle ;)
Ja z konia spadłam chyba z 3 razy;)Pierwszy raz jak miałam 5 lat i koń był ode mnie pięć razy większy. A drugi raz spadłam z Wicherka w Amigo.A co do Oli to pamiętam tę glebę na obozie. A później jakby nic się nie stało Ola taki zaciesz na twarzy miała.
ja zaliczyłam swój pierwszy upadek w te ferie. :P to był drugi dzień obozu.pojechaliśmy sobie w teren. jedziemy drugą. samochody jak nas mijały to zwalniały i wgl. :) nagle z naprzeciwka jedzie traktor. i facet zamiast się zatrzymać to ejcahł dalej. konie wszystkei się spłoszyły. mi koń zjechał w drogi i wskoczył w metrową zaspę, a za zaspą był rów. koń zaczął mi się potykać. zgubiłam jedno strzemię i dalej się potoczyło. zleciałam w śnieg. :)drugi mój upadek byl tego samego dnia. już wracaliśmy z tereny i wyprzedzał nas samochód z plandeką. ja jechałam druga. znów wałaszek mi się spłoszył i było to samo co za pierwszym razem. tylko już wtedy nie wiedziałam co się dzieje. widziałam tylko kopyta Maga nad swoją głową. :)a jak wyszłam z tego śniegu to instruktor się zapytał kto tam pobiegł. okazało się, ze to Magda (taka instruktorka) klacz na którym jechała bała się szeleszczących zamochodów i uciakała przed tym samochodem.
Ja zaliczyłam jak narazie tylką 1 glębę chociaż jeżdżę już 4 lata. Mam jakieś głupie szczęście do tego żeby nie spadać xD. Ale moja gleba była trochę głupia xD bo pisałam sobie SMS do koleżanki kiedy koń który grzecznie stał odskoczył na bok a ja wylądowałam na piachu xD
ja spadlam z konia dosyc dziwnie ;)moj pierwszy upadek byl strasznie smieszny ;P jechalam w galopie bez strzemion i wtedy mialam skoczyc pierwszy raz w gadopie no i skoczylam ale sie zachwialam i spadlam dopiero wtedy gdy kon sie zatrzymal :D:D hahahah
Ja jeszcze nigdy nie spadłam,ale parę razy by się zdarzyło,gdyby nie to,że jakoś utrzymywałam równowagę
ja spadłam bardzo dużo razy więc opiszę te ciekawsze. na obozie spadłam 3 razy.1. galopowałam i miałam najechać na przeszkodę, ale się nie wyrobiłam i razem z koniem poleciałam.2. jechałam na kucyku- Veci. na pierwszym okrążeniu nie chciał wjechać na ścianę, więc przycisnęłam mocniej łydkę. siodło było takie małe że ledwo się mieściłam. zanim się zorientowałam zrobiła takiego barana że przeleciałam jej przez szyję i upadłam na daszek od toczka. miałam tam siniaka jeszcze przez tydzień :(.3. na hali nanieśli śnieg i poukładali go w takie małe górki, " żeby się nie kurzyło" w pewnym momencie koń mi się spłoszył i zaczął galopowac i skakac przez ten śnieg. chciałam nią skręcic, al nagle niewiem jak znalazłam się pod nią. noga zaplątała mi się w strzemię i przegalopowałam tak pod nią parę kroków. nieźle mnie posiniaczyła. a najfajniejsze że na tym samym koniu jeździłam wcześniej na pasie do lonżowania i było wszystko fajnie. jak tylko założyłam siodło to zleciałam :/.
a ja dzisiaj spadłam. :P miałam lekcję na oklep i było wszystko super. nawet galopowałam. :P no i nawet jak galopowałam to nie spadłam. no i instruktor kazał mi w stępie "obrócić się w siodle" bez siodła.:p no i ja się przekręcam i w pewnym momencie łubudu. :P troszkę za mocno nogą machnęłam. :P ale spadłam na nogi. :P
Upadków miałam 8.1. Mój pierwszy upadek zaliczyłam po przeszkodzie, gdy skręcałam w lewo, a konik stwierdził, że pojedzie w prawo ;) 2. Podczas bryków pewnej wielkiej klaczy ;) 3. W galopie jakoś straciłam równowagę. 4. Wybiło mnie w skoku. 5. Przed przeszkodą klaczka się zatrzymała i przeskoczyłam przeszkodę sama ;) 6. Spadłam na drąg przy skoku. 7. Folblut potraktował przeszkodę jako blok startowy i poleciał cwałem na płot, nie dało się nim skręcać. Już byłam przygotowana na skok przez płot, gdy nagle ostro zakręcił w miejscu ;p 8. To było całkiem niedawno, do teraz mam siniaka. Pierwszy upadek z mojego Gordona dość śmieszny. Rozstępowywałam go i miałam zamiar podpiąć popręg, gdy ten odskoczył i bryknął, a siodło zsunęło się na bok. No i ja wraz z nim, tyle, że na ziemię ;p
ja spadłam z 4 razy:1. miałam 6 lat i byłam na obozie na którym można było wykupić konie. mieli tam z tego co pamiętam dziwne zwyczaje ,między innymi aby zapobiedz gryzieniu przez konie drewnianych belek, podłączyli drut pod napięciem. kiedy jakaś dziewczyna regulowała mi strzemiona koń to ugryzł, i zaczął brykać. utrzymałam się przez 5 kopnięć z obu nóg w przód i w tył latając z uszu na zad ,aż w końcu spadłam:)2.jechałam koń się wystraszył bo ktoś wszedł na chale i odskoczył a ja na ziemię3.próbowałam zagalopować koń się potknął i odskoczył a ja tak jakby zostałam w miejscu:)4.jechałam i koń zaczął galopować a ja wtedy dopiero na ląży przestałam jeździć i gleba<hehe>
Ja zaliczyłam 2 upadki:-pierwszy raz na jeździe "zapoznawczej" na obozie. Pamiętam, że nie przytrzymałam konia i zagalopował za pierwszym koniem, później przeszedł do cwału. Na mój pech maneż nie była zbyt duży, więc na płocie koń gwałtownie skręcił, a ja poleciałam w bok.-Drugi raz nie było źle! Cwałowaliśmy w terenie po łące, kiedy Donia (koń na którym jeździłam) spłoszył się. Wisiałam na koniu bez strzemion, ale z wodzami w dłoniach. Doprowadziłam ją do stępa i zsunęłam się na nogi, więc to chyba nie był upadek ;)
Moje przygody z upadkami.. było ich w sumie 5 ; )1. Kiedyś jak tylko kłusowałam konik wolał pogalopować a ja ledwo się w siodle trzymałam ;P2. Duuzy Wałaszek przestraszył się czegoś na placu i gwałtownie skręcił w wyniku czego posiedziałam na miękkim podłożu :>3.Pewien uparty koniur po serii baranków na koniec się potknął i zrzucił mnie przez szyje. Z tego co słyszałam wyglądało to dość efektownie ;D4.Upadek z wysokiej klaczy z temperamentem w niespodziewanym momencie (A wcześniej zrzuciła moja koleżankę po czym wsiadłam ja - na jedna stronę ok a w drugiej nawet się nie zorientowałam kiedy siedziałam na glebie ;d) :) 5.Upadek po szeregu, ponieważ dzieci pobiegały sobie z dosyć dziwna folią ;D I to był mój najbardziej urazowy upadek.
Ja opowiem mój najdrastyczniejszy upadek:Jeździłam na koniu po otwartej przestrzni (na łące) bez ogrodzenia. Na pewnej lekcji pani powiedziała że będzie galop bez strzemion. Zrobiłam z 2 kółka i chciałam zatrzymać konia a wtedy nie byłam jeszcze aż tak doświadczona i zamiast odchylic się do tyłu i lekko pociągnąć za wodze to ja zrobiłam półsiad i dodałam łytke. No i był upadek z szybkiego galopu (naszczęsicie na siano)
heh:PJa zlecialam narazie tylko raz,To była 2 lekcja galopu, a pierwsza na jutrzence(ona strasznie wybija i ma chumorki)w kłusie mi do stajni skręcała ale jakoś nad nią zapanowałam, potem galopjedno okrążenie w miare ok, jak robiłam 2 okrążenie to zaczela galopem (dość szybkim nawet ja na nią) do stajni biec az tu nagle wspanialy piesek wyskoczył jej pod nogi no i ledwo co sie zatrzymala, a ja zleciałam w błoto:PJeszcze pamietam ze jak mialam pierwszą lekcje skokow ( w kłusie) skoczyłam 2 razy i bylo super, przed przeszkodą byly drągi i trenerka ustawila je w wiekszych odstepach i od ostatniego draga do przeszkody byl spory odstep, jade na przeszkode i licze sobie w myslach :"łydka łydka łydka" i jeszcze 1 drąg został a tej sie juz nie chcialo i skoczyla sobie odrazu, noga ze strzemienia mi wypadła, gdyby po skoku nie przeszla spowrotem do klusa to bym zleciala na przeszkode stojącą obok
Ja spadłam 7 razy:1.Klacz ze mną stanęła dęba i wywinęła ze mną "dacha" 2.Gdy uczyłam się galopować, koń z galopu ustań do "stój"3.Przy krzywym najeździe na przeszkodę, klacz się wybiła, a w ostatnim momencie odbiła w lewo, gdzie ja spadłam na stojak i wisiałam na łyżce :P4.Koń mi zrobił stójkę nad przeszkodą, biorąc szyjkę na dół i zjechałam z niej ładnie jak z ślizgawki :)5.Razem z koniem wpadłam w poślizg w zakręcie i wywinęłyśmy razem orła6.Skacząc przeszkodę (pijany okser) klaczy zaplątały się nogi w drągu i znowu wywinęłyśmy razem orła, znowu leżąc razem na ziemi :D7.Koń mi wyłamał przeszkodę po czym oddał serię bryków ;)Gdzieś po drodze jest jeszcze jeden upadek, którego w sumie do nich nie zaliczam skacząc przeszkodę nie pod pasowały nam fule, wpadłyśmy z klaczą w przeszkodę, ja straciłam równowagę i zeskoczyłam na ziemię i biegłam obok niej ;P
Takich niegroźnych to bardzo dużo. I do niebezpiecznych zaliczyć mogę 2 wywrotki z końmi.
ja spadłam już 3 razy:P tzn: 1 spadłam z kucyka bo siodło nie było dobrze zaciśnięte i kuc się schylił i ja razem z siodłem przeleciałam mu przez szyje(w galopie;P) 2.upadek...po prostu położyłam się na koniu na olkep(na pastwisku jak koń się pasł) a ten próbując cóś zjeść schylił się i BuM.! poleciałam:P A 3 raz był już poważny(prawie se rękę złamałam:/)... a zaczeło się tak...: ja jezdziłam sobie na czworoboku i obok nas jezdził jakis gościu z koniem a kiedy oni wjechali za górkę i Bajka(koń na którym jezdziłam) przestała go widzieć to zaczęła wierzgać i odstawiać rodeo:/ po długim usiłowaniu zepchniecia mnie udało jej się.. ja leżałam na przeszkodzie i nie mogłam wstać a ona pobiegła za tym koniśkiem... no ale przynajmniej sie nie wystraszyłam i pytałam cały czas: "a jak złapiecie Bajkę to będę mogła na niej jeszcze pojezdzić??:)" a odpowiedziami było :"Tak ale później. Teraz pojezdzisz na Elizie a ja polążuje Bajkę..:)" to tyle.!:PP
W ciągu swojej 11-letniej przygody z końmi spadłam drugi raz. Dziś mi się to przydarzyło na przejażdżce w lesie. Pojechałam z moją nową klaczką (znamy się dopiero dwa tygodnie) poskakać przez przeszkody w lesie, są tam takie polanki na których są poukładane zwalone drzewa. Lubimy je sobie przeskakiwać. Po nie wiem którym razie jak klacz skoczyła to wybiła wyżej niż zwykle (może te drzewo było wyżej niż inne;) a ja do tego skoku byłam zbyt nisko pochylona - nie oceniłam ani wysokości przeszkody, ani się nie przygotowałam na ten skok, wstyd normalnie. No i spadłam tuż obok mojej klaczy. Nie wiedziałam jak ona się zachowa i czy mi ucieknie, a ona.. ..podeszła do mnie i mnie pyskiem szturchnęła, jakby mi chciała powiedzieć "wstawaj nie udawaj". Nic mi się nie stało, choć byłam wystraszona tego upadku niesamowicie. A moja Ronka przyjęła to z największym spokojem i czekała aż wsiądę i dalej chciała jeździć, galopować i cwałować. Łzy mi się w oczach pojawiały jak pomyślałam o tym, że koń na mnie tam w lesie zaczekał i popychał pyskiem bym wstała... ;) Jestem jej wdzięczna i od teraz jej ufam. Oby ona mi też tak ufała..